Dodaj do ulubionych

LPR -------- moje miłość

23.12.04, 20:17
Pokochałem tą prorosyjską, kłamliwą, śmieszną, faszyzującą pseudopartie
a to trochę prawdy o jej twórcach:
Poczytajcie: Np. Maciej-tatuś osobliwie łączy "katolicyzm" z miłością do
komunistów oraz muzułmanów. Gdy 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelski wprowadził
stan
wojenny Maciej Giertych w liście otwartym do społeczeństwa polskiego w 1982
r. na lamach "OPOKI" napisał:

"Zapewne nie spodoba się to niektórym moim czytelnikom lecz oświadczam
otwarcie, że uważam, że dobrze się stało, iż omawiany tu przewrót w dniu 13
grudnia nastąpił. Dobrze, że znalazł się ktoś, kto umiał nagłym aktem woli
przeszkodzić dojściu do skutku rewolucji, która wiodła Polskę pod każdym
względem ku katastrofie. (...) Nie mogę się zgodzić z poglądem, że przewrót
13 grudnia był posunięciem politycznym sowieckim. Wszystko wskazuje na to, że
było to posunięcie polskie".

Potem z miłości do mundurów i komunistów wszedł do kolaboranckiej tzw. "rady
konsultacyjnej" przy generale Jaruzelskim.
A kiedy komuna zaczynała się już walić, pan Giertych wiedział swoje i trzymał
się jej kurczowo, broniąc jak niepodległości (?):

"...jest w interesie Warszawy, by pozostać w sprzężeniu z Moskwą, nie
opuszczać Paktu Warszawskiego ani RWPG, zwalczać ruch litewski
niepodległościowy i odmawiać przystąpienia do Wspólnoty Europejskiej; do tego
tygla w stylu amerykańskim, który pragnie zniszczyć Polskę swoim kapitalizmem
bezosobowym, kosmopolitycznym, cudzoziemskim. Natomiast w naszym interesie
jest Wspólny Dom Gorbaczowa, bo w nim nikt nie zrezygnuje z własnej
suwerenności i dlatego że ZSRR będzie dobrze włączony do Europy"

"La Stampa", czerwiec 1990 (w tym samym wywiadzie dla włoskiej gazety Maciej
Giertych znów kadził gen. Jaruzelskiemu i wyaził nadzieję, że ówczasny
prezydent RP będzie rządził jeszcze długo i szczęśliwie)

Niestety, glupi Polacy i Litwini nie posłuchali rad Prawdziwego Polaka z
Rodowodem Po Czempionach i bezczelnie wyzwolili się spod buciora ukochanej
przez klan Giertychów Matuszki Rosji, komunę i ZSRR rozwalili, wstąpili to
NATO i UE.

Sfrustrowany nagłym brakiem swojskiego, sowieckiego zamordyzmu Maciej
Giertych obraził się i wkrótce znalazł inny ideał, też na wschodzie, tylko
trochę dalej:

"Obserwujemy, że na świecie coraz więcej krajów muzułmańskich powraca do
szariatu. Muzułmanie wracają do modelu państwa wyznaniowego. Kontr-liberalizm
jest w świecie muzułmańskim w natarciu. Łączy się to ze wzrostem moralności,
z dbaniem o przyzwoitość ubioru, z publicznym manifestowaniem religijności, z
przestrzeganiem postów (Ramadan) itd. [...] Czas na opamiętanie. Czas na
kontr-liberalizm. Czas na walkę o katolickie państwo wyznaniowe. [...] Ufam,
że nadchodzi czas kontr-liberalizmu, spóźniony, bardzo spóźniony, ale
nadchodzi. Ufam, że powróci czas katolickiego państwa wyznaniowego, jak w
średniowieczu. Ufam też, że właśnie Polska może być tym krajem, który
rozpocznie proces odnowy - jak kiedyś kontr-reformację, jak niedawno Iran w
islamie."

"Opoka", lipiec 2001:

Ciekawe poglądy miał też dziadzio Mecenasa, tatuś Eurposła: dziadzio mecenasa
był otóż (przynajmniej przez jakiś czas) fanem Adolfa H. Tak o nim pisał
("Kajakiem po Niemczech" 1936):

"Parę rzeczy jest bezspornych. Hitler zjednoczył Niemcy - przekreślił
państwowości i patriotyzmy dzielnicowe (...), stworzył pełną i niczym
nieograniczoną jedność narodu niemieckiego. Tego historia już nie przekreśli -
to jest dorobek trwały. Hitler odżydził Niemcy. (...) Hitler przerwał
ewolucję narodu niemieckiego w kierunku plutokratycznym - odwrócił go od
pościgu za pieniądzem, zdegradował w hierarchii jego pojęć finanse, handel.
Na powrót związał Niemcy z ziemią, z glebą, z rolnictwem. (...) Wyplenił
pierwiastki kosmopolityczne. (...) To, co wyżej wymieniłem, to są wielkie
fakty! Gdyby Hitler tyle tylko zrobił - zasłużyłby sobie na wielkie imię w
historii i pamięć jego powinna być błogosławiona przez Niemców."

Dodajmy że dziadzio Jędrzej, choć Hitlera podziwiał, Niemców i Niemiec
ogólnie nienawidził, za to jego ogromną (choć raczej nieodwzajemnioną)
miłościa pozostawała Rosja. Zapisując swym endeckim bełkotem niewyobrażalne
tony papieru dziadzio dowodził np., że ZSRR wcale nie odpowiada za mord w
Katyniu, zaś AK była wg niego organizacją terrorystyczną, bo sprzeciwiała się
zamiarom bratniej Rosji. Dziadzio, mimo dużej wyrozumiałości wobec komunistów
pozostał jednak na emigracji, za to jego synek Maciej działał już w kraju i
wtórował swojemu tatusiowi, dlatego w czasie gdy np. porządni ludzie
siedzieli w komunistycznych więzieniach, Macieja Giertycha komuniści nosili
na rękach, pozwalali mu publikować, słuchali jego światłych porad w "radach
konsultacyjnych" itp.

Autor: pamiętliwy
Obserwuj wątek
    • leo792 Coś o Romanie G. 23.12.04, 20:21
      TO IDZIE MŁODOŚĆ
      Już na studiach ROMAN GIERTYCH zaplanował, że najpóźniej w 2008 roku
      wszechpolacy przejmą władzę w Polsce

      CEZARY ŁAZAREWICZ

      Roman lubił szkicować na kartkach papieru plan przejęcia władzy w Polsce. Każda
      kropka to był zwerbowany przez niego narodowiec, od którego odchodziły dwie
      kreski zakończone znowu kropkami. A od nich znowu kreski i kropki. W postępie
      geometrycznym cała kartka, czyli Polska, pokrywała się po chwili czarnymi
      plamkami. Tak za kilka lat miała wyglądać polityczna mapa kraju. - Mówił nam,
      że stworzy ważną siłę w parlamencie, a nam się wydawało, że fantazjuje -
      wspomina jego kolega ze studiów.
      Romek miał wtedy 18 lat i dopiero rozpoczynał studia na Wydziale Historii
      Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Od dziecka był szykowany do
      roli przywódcy ruchu narodowego - mówi Piotr Sosiński, były szef Młodzieży
      Wszechpolskiej. - Rósł w przekonaniu, że jest stworzony do rzeczy wielkich.

      SAGA RODU ENDEKÓW
      - W przesiąkniętym endecką tradycją Poznaniu Romek był od pierwszego roku
      studiów postacią legendarną - mówi Konrad Szymański, europarlamentarzysta PiS,
      który studiował z Giertychem.
      Wszyscy wiedzieli, że to wnuk endeckiego ideologa Jędrzeja Giertycha,
      najbliższego współpracownika Romana Dmowskiego, przywódcy Narodowej Demokracji.
      Jędrzej Giertych aż do śmierci w roku 1992 pozostawał na emigracji w Londynie i
      zajmował się między innymi badaniem historii Polski. Dzięki temu odkrył, że
      marszałek Piłsudski był nie tylko narzędziem w niemieckich rękach, o czym nikt
      w Polsce do dziś nie ma pojęcia, lecz także tajnym mocodawcą zabójstwa
      prezydenta Narutowicza w 1922 roku, dokonanego - zdaniem wszystkich innych -
      przez chorego z nienawiści endeka Eligiusza Niewiadomskiego. Z Londynu Polska
      Giertycha wyglądała jak igraszka w rękach Żydów: tych z komunistycznego rządu i
      tych z KOR-u. Dlatego po 13 grudnia Jędrzej pokładał duże nadzieje w generale
      Wojciechu Jaruzelskim, który nie pozwolił trockistom z KOR-u wywołać wojny z
      Rosją.
      Podobnie myślał jego syn Maciej, od roku 1986 zasiadający w Radzie
      Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim i jeszcze w 1990 roku bezskutecznie
      apelujący do Narodu, by nie uciekać z Układu Warszawskiego i RWPG, ale
      budować "wspólny dom Gorbaczowa".
      Profesor Maciej Giertych nie wierzy w teorię Darwina ("Teoria ewolucji jest nie
      do pogodzenia z wiedzą przyrodniczą" - udowadniał na łamach "Rycerza
      Niepokalanej"), ale wierzy w arkę Noego. Obliczył nawet, czym wprawił w
      zdumienie naukowców z PAN-u, że miała ona 14 tysięcy ton wyporności.
      Roman poglądami dziadka i ojca nasiąkał od dzieciństwa, więc nie trzeba mu było
      tłumaczyć, że największym zagrożeniem dla Polski są Żydzi i masoni.
      Tak jak Jędrzej i Maciej uważa, że w 1989 roku komuniści oddali władzę innym
      komunistom, którzy zostali wyrzuceni z partii po marcu Ő68. A marcowi weterani,
      zamiast zmienić system, zmienili tylko czapkę.
      Najmłodszy Giertych w swojej książce wydanej w 1994 roku apelował o sojusz
      polsko-rosyjski, by Ojczyzna zyskała bezpieczeństwo militarne. Z tego samego
      powodu chciał, by Polska kupiła lub wyprodukowała broń atomową. A poza tym,
      wiadomo, jest za zburzeniem europejskiego, czyli masońskiego,
    • leo792 Coś o Romanie G. 23.12.04, 20:22
      TO IDZIE MŁODOŚĆ
      Już na studiach ROMAN GIERTYCH zaplanował, że najpóźniej w 2008 roku
      wszechpolacy przejmą władzę w Polsce

      CEZARY ŁAZAREWICZ

      Roman lubił szkicować na kartkach papieru plan przejęcia władzy w Polsce. Każda
      kropka to był zwerbowany przez niego narodowiec, od którego odchodziły dwie
      kreski zakończone znowu kropkami. A od nich znowu kreski i kropki. W postępie
      geometrycznym cała kartka, czyli Polska, pokrywała się po chwili czarnymi
      plamkami. Tak za kilka lat miała wyglądać polityczna mapa kraju. - Mówił nam,
      że stworzy ważną siłę w parlamencie, a nam się wydawało, że fantazjuje -
      wspomina jego kolega ze studiów.
      Romek miał wtedy 18 lat i dopiero rozpoczynał studia na Wydziale Historii
      Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Od dziecka był szykowany do
      roli przywódcy ruchu narodowego - mówi Piotr Sosiński, były szef Młodzieży
      Wszechpolskiej. - Rósł w przekonaniu, że jest stworzony do rzeczy wielkich.

      SAGA RODU ENDEKÓW
      - W przesiąkniętym endecką tradycją Poznaniu Romek był od pierwszego roku
      studiów postacią legendarną - mówi Konrad Szymański, europarlamentarzysta PiS,
      który studiował z Giertychem.
      Wszyscy wiedzieli, że to wnuk endeckiego ideologa Jędrzeja Giertycha,
      najbliższego współpracownika Romana Dmowskiego, przywódcy Narodowej Demokracji.
      Jędrzej Giertych aż do śmierci w roku 1992 pozostawał na emigracji w Londynie i
      zajmował się między innymi badaniem historii Polski. Dzięki temu odkrył, że
      marszałek Piłsudski był nie tylko narzędziem w niemieckich rękach, o czym nikt
      w Polsce do dziś nie ma pojęcia, lecz także tajnym mocodawcą zabójstwa
      prezydenta Narutowicza w 1922 roku, dokonanego - zdaniem wszystkich innych -
      przez chorego z nienawiści endeka Eligiusza Niewiadomskiego. Z Londynu Polska
      Giertycha wyglądała jak igraszka w rękach Żydów: tych z komunistycznego rządu i
      tych z KOR-u. Dlatego po 13 grudnia Jędrzej pokładał duże nadzieje w generale
      Wojciechu Jaruzelskim, który nie pozwolił trockistom z KOR-u wywołać wojny z
      Rosją.
      Podobnie myślał jego syn Maciej, od roku 1986 zasiadający w Radzie
      Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim i jeszcze w 1990 roku bezskutecznie
      apelujący do Narodu, by nie uciekać z Układu Warszawskiego i RWPG, ale
      budować "wspólny dom Gorbaczowa".
      Profesor Maciej Giertych nie wierzy w teorię Darwina ("Teoria ewolucji jest nie
      do pogodzenia z wiedzą przyrodniczą" - udowadniał na łamach "Rycerza
      Niepokalanej"), ale wierzy w arkę Noego. Obliczył nawet, czym wprawił w
      zdumienie naukowców z PAN-u, że miała ona 14 tysięcy ton wyporności.
      Roman poglądami dziadka i ojca nasiąkał od dzieciństwa, więc nie trzeba mu było
      tłumaczyć, że największym zagrożeniem dla Polski są Żydzi i masoni.
      Tak jak Jędrzej i Maciej uważa, że w 1989 roku komuniści oddali władzę innym
      komunistom, którzy zostali wyrzuceni z partii po marcu Ő68. A marcowi weterani,
      zamiast zmienić system, zmienili tylko czapkę.
      Najmłodszy Giertych w swojej książce wydanej w 1994 roku apelował o sojusz
      polsko-rosyjski, by Ojczyzna zyskała bezpieczeństwo militarne. Z tego samego
      powodu chciał, by Polska kupiła lub wyprodukowała broń atomową. A poza tym,
      wiadomo, jest za zburzeniem europejskiego, czyli masońskiego, porządku.
      - Roman zawsze tak myślał - mówi jego kolega ze studiów. - Krytykował Żydów i
      masonów, ale nigdy nie wyczuwało się w tym nienawiści.

      NIEDOSTĘPNA ENKLAWA
      Rodzice Romana mieszkają w kamienicy na obrzeżach siedmiotysięcznego Kórnika
      pod Poznaniem. Łatwo trafić, bo na ścianie ktoś namalował: "LPR - nie!". Do
      niedawna mieszkało tu także rodzeństwo Romana. Najstarsza siostra Anna uczy
      biologii i angielskiego, starszy brat Marian jest biologiem, a najmłodszy
      Piotr - leśnikiem (do dziś mieszka z rodzicami).
      Maciej Giertych przyjechał tu w 1962 roku, po 17 latach spędzonych na
      emigracji. Ukończył w Oksfordzie leśnictwo i doktoryzował się z fizjologii
      drzew w Toronto.
      - Są zupełnie wyobcowani i unikają bratania się z pospólstwem - mówi była
      nauczycielka Romana. Zapamiętała go jako chłopca wyjątkowo zimnego, bezdusznego
      i opryskliwego, choć bardzo zdolnego.
      - Już w podstawówce uważał się za lepszego od swoich rówieśników - mówi
      nauczycielka. - Unikał z nimi kontaktu i chyba dlatego był niezbyt lubiany.
      Nauczyciele też za nim nie przepadali, bo uważał nas za ignorantów i
      półinteligentów. I chyba dlatego ani on, ani nikt z ich rodziny nie miał
      zwyczaju mi się kłaniać.
      Romek był samotnikiem, nie miał przyjaciół i nigdy nie wyrażał żadnych emocji.
      Zdaniem nauczycielki wyglądał na chłopca z problemami, które mógłby rozwiązać
      tylko psycholog.
      W kórnickim liceum trafił do klasy biologiczno-chemicznej i - jak mówi jego
      koleżanka Iza Buszkiewicz - zawsze błyszczał na tle klasy swoją wiedzą
      historyczną. Pamięta, że grał w tenisa i jeździł na pielgrzymki. W ostatniej
      klasie zaczął wydawać pierwsze endeckie pisemka.

      WSZECHPOLAKÓW MARSZ DO ZWYCIĘSTWA
      Filip Kaczmarek, eurodeputowany PO i były szef NZS na poznańskim uniwersytecie,
      pamięta, że w roku 1989 trwał tam jak w całym kraju bojkot studium wojskowego.
      Kaczmarka wezwano do rektora, gdzie usłyszał, że nie wszyscy studenci chcą
      likwidacji zajęć wojskowych. - I pokazano mi list podpisany przez 21 osób,
      które tego nie chciały, bo zostałyby pozbawione możliwości obrony Ojczyzny -
      wspomina Kaczmarek. - Wtedy dowiedziałem się o istnieniu Romana Giertycha.
      Kaczmarek pamięta jeszcze, że Roman próbował powołać Polski Związek Akademicki,
      ale nic z tego nie wyszło, więc wziął się za Młodzież Wszechpolską. 2 maja 1989
      r. 18-letni Giertych reaktywował przedwojenną młodzieżową przybudówkę endecką.
      Piotr Lisiewicz z Akcji Alternatywnej "Naszość" pierwszy raz o Młodzieży
      Wszechpolskiej usłyszał w marcu 1990 roku, gdy na poznańskim rynku odbywała się
      wielka manifestacja pod hasłem: "Ukarać zbrodniarzy z SB i MO". Do
      organizatorów wiecu podeszli młodzi ludzie z MW, o której nikt wtedy nie
      słyszał, i powiedzieli, że lepiej by było zaprotestować przeciwko jednoczeniu
      się Niemiec, które są prawdziwym zagrożeniem dla Ojczyzny.
      - Nie przychodził na poznańskie manifestacje - mówi Lisiewicz. - I był zupełnie
      niewidoczny. Słyszało się czasem tylko o jego ojcu Macieju, który na powielaczu
      wydawał endecką "Opokę".
      Wszechpolacy spotykali się wtedy w dawnym domu partii, gdzie mieściła się
      katedra historii.
      Gdy na początku lat 90. cały Poznań manifestował, Roman Giertych tłumaczył
      wszechpolakom, że akcje uliczne nie mają żadnego sensu.
      - Romana nie interesowała bieżąca polityka, bo on miał dalekosiężny plan
      zdobycia władzy. By go zrealizować, mówił, potrzebuje szkolić kadry, a ulica
      nie jest od tego - opowiada Wojciech Olszak, działacz narodowy z Poznania.
      Wszechpolakom powtarzał, że czeka ich bardzo długi marsz do zwycięstwa. I przez
      lata potrafił tłumaczyć wszystkie dotkliwe porażki, które rozpoczęły się w roku
      1991 wyborami do Sejmu. Totalna kompromitacja nastąpiła w wyborach
      prezydenckich z 1995 roku, bo wszechpolakom nie udało się zebrać nawet stu
      tysięcy podpisów, by zarejestrować kandydata Macieja Giertycha.
      W roku 1997 młody Giertych wystartował z Bloku dla Polski. Zdobył zaledwie 916
      głosów. Wydawało się, że to koniec, ale Roman na zjeździe Młodzieży
      Wszechpolskiej wytłumaczył, że to dopiero początek, i przedstawił nowy plan,
      według którego wszechpolacy przejmą władzę w Polsce między 2006 a 2008 rokiem.
      Trudno było w to uwierzyć, bo kolejne wybory prezydenckie przyniosły jeszcze
      dotkliwszą klęskę. Giertych w 2000 roku poparł generała Tadeusza Wileckiego,
      który okazał się postacią nie tylko groteskową, lecz także bez żadnego
      znaczenia. Koniunktura pojawiła się dopiero rok później, gdy upadła AWS.
      - Roman miał już plan działania, struktury i doczekał się momentu, w którym
      może zaistnieć - mówi Jacek Kurski, gdański lider LPR.
      Dzięki zbudowanej przez Giertycha strukturze udało się zebrać p
      • leo792 Cd. o Romanie G. 23.12.04, 20:24
        Dzięki zbudowanej przez Giertycha strukturze udało się zebrać podpisy i
        zarejestrować parlamentarne listy LPR, które powstawały na kolanie.

        ADWOKAT NIE Z TEGO ŚWIATKA
        Po skończeniu studiów w 1995 roku Roman Giertych wyjechał z Poznania i osiadł w
        Warszawie. Ożenił się z koleżanką Barbarą, którą poznał na spotkaniach
        Młodzieży Wszechpolskiej. Mają dwie córki - czteroletnią Marię Faustynę i 10-
        miesięczną Karolinę Marię. Rozpoczął aplikację adwokacką u mecenasa Zdzisława
        Krzemińskiego, legendy adwokatury polskiej i przedwojennego działacza
        Stronnictwa Narodowego.
        Choć Giertych lubi powoływać się na swoje adwokackie korzenie, to tak naprawdę
        nigdy w tym światku nie zaistniał. Własną kancelarię prowadził niecałe siedem
        miesięcy - od marca do października 2001 roku. Specjalizował się w sprawach o
        odszkodowania cywilne. Jednak jego kancelaria przy Nowogrodzkiej zyskała
        rozgłos nie z powodu prowadzonych spraw, ale dlatego, że przesiadywali tu
        Antoni Macierewicz, Jan Olszewski i Gabriel Janowski, którzy szykowali LPR na
        wybory. Giertych zawiesił działalność, gdy został posłem.

        NIKT MU NIE PODSKOCZY
        Gdy w 2001 roku Liga Polskich Rodzin wprowadziła do Sejmu 38 posłów, nikomu
        nieznany Roman Giertych, choć ambitny, traktowany był w klubie co najwyżej jako
        druga liga. - Roman był wtedy pupilkiem ojca dyrektora, który mu bardzo
        kibicował - mówi były poseł LPR.
        Gdy Jan Łopuszański z Antonim Macierewiczem toczyli śmiertelny bój o
        przywództwo w Lidze, Giertych budował już własną frakcję. Najpierw przeciągnął
        na swoją stronę Wrzodaka i Kotlinowskiego. Potem pozbył się z klubu
        przeciwników, a resztę sobie podporządkował.
        - Pozbył się największych pieniaczy - mówi J., prominentny działacz Ligi. -
        Jeśli się jest w opozycji, nie ma znaczenia, jak liczny jest klub. Służy on
        tylko do taktycznego nadymania się i kasowania subwencji wypłacanej z budżetu
        państwa.
        Giertych rządzi twardą ręką. Nie znosi sprzeciwu. Nie dyskutuje, tylko
        rozkazuje.
        - Jest bezwzględny i jeśli tego wymaga jego interes, złamie wszelkie ustalenia,
        sprzeda i oczerni każdego. Będzie kłamał w żywe oczy - mówi były poseł LPR.
        Jedyną osobą, z którą się liczył w Sejmie i przed którą czuł respekt, był jego
        ojciec Maciej. - Tylko on potrafił Romana publicznie opierdzielić - mówi J. -
        Dlatego syn wysłał go do europarlamentu w Brukseli.
        Dzięki zmianom w statucie partii i regulaminie klubu Giertych kontroluje
        wszystkie ciała polityczne. Poseł Bogdan Kopczyński skarżył się nawet
        marszałkowi Sejmu, że regulamin klubu LPR został tak skonstruowany, że
        Giertycha praktycznie nie można odwołać. - Nikt mu już nie podskoczy - mówi J. -
        Dziś można śmiało powiedzieć, choć tego jeszcze na zewnątrz nie widać, że LPR
        to Giertych.
        Zerwał się z łańcucha ojcu Rydzykowi, pogryzł rękę, która go wykarmiła, i
        przetrwał. - Rydzyk miotał ogniem piekielnym, aż umilkł, bo się okazało, że
        sukces w eurowyborach jest możliwy bez jego pomocy - dodaje J.
        Od trzech lat sukces goni sukces: 14 procent poparcia w wyborach samorządowych;
        wielki, 16-procentowy triumf w wyborach do europarlamentu; wysokie notowania w
        sondażach.
        - Roman czuje, że jest na krzywej rosnącej i jedyne, co może go zniszczyć, to
        woda sodowa lub zeznania Kulczyka - mówi J., który uważa, że o sukcesie LPR i
        Romka zdecydował jego niebywały ciąg na media. Jednak ze mną poseł Giertych
        umówić się nie chciał i przekładał spotkania z tygodnia na tydzień.

        MOJA WALKA
        Od 10 lat Roman Giertych ma precyzyjny plan przejęcia władzy przez narodowców.
        Dość szczegółowo opisał to w książce "Kontrrewolucja młodych", która do dziś
        jest lekturą obowiązkową każdego wszechpolaka. Giertych, podobnie jak Lenin,
        uważa, że najważniejsze są kadry. W swojej książce nazywa je kręgosłupem.
        W każdej polskiej wiosce powinien być co najmniej jeden wszechpolak, który
        będzie uświadamiał politycznie mieszkańców i budował struktury. "Budowanie
        struktur oznacza umiejętność tworzenia związków przyjaźni - pisze Giertych. -
        Przyjaźni, które poprzez wspólną pracę dla jednej idei, wspólne cotygodniowe
        spotkania, wspólną walkę, przekształcałyby się w nierozerwalną więź, która
        łączyłaby ludzi na całe życie".
        Roman Giertych walkę o władzę podzielił na trzy etapy: przygotowanie kadr,
        przygotowanie do przejęcia władzy i w końcu - odbudowę Polski. Obecnie
        znajdujemy się w fazie drugiej, choć nie zakończyła się jeszcze faza
        pierwsza. "Musimy mieć umiejętności i siły do przeprowadzenia decydującej
        rozgrywki - pisze. - Bo nasze cele i zasady wynikają z dogłębnego zrozumienia
        istoty Polskości. My wyrażamy interes wszystkich Polaków".
        Giertychowi udało się w warunkach całkowicie spartańskich i bez pieniędzy
        stworzyć kadrową strukturę o wojskowej dyscyplinie.
        - To armia superlojalna, oddana Sprawie i Romanowi. A w zasadzie to jest to
        samo - mówi Konrad Szymański.
        Armię stanowi 600-700 osób rozrzuconych po całym kraju. Zawsze można na nie
        liczyć. Czekają tylko na sygnał. To oni, a nie dzisiejsi liderzy LPR, są
        przyszłością partii, bo tylko im Giertych ufa.
        - Dopóki mam coś do zaoferowania, jestem mu potrzebny i to mnie zabezpiecza
        przed eliminacją - mówi J. wywodzący się z solidarnościowej opozycji. - A jeśli
        przestanę być potrzebny, zastąpi mnie wszechpolak.

        CHCĘ, ŻEBYŚ WIEDZIAŁ
        Doktor Ryszard Sowiński, dziś adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UAM w
        Poznaniu, spotkał Romana Giertycha po 10-letniej przerwie, wiosną 2004 roku,
        podczas egzaminów studenckich. Drzwi jego gabinetu otworzyły się nagle i
        zamiast studentki Barbary Giertych wślizgnął się jej mąż Roman, z którym doktor
        na początku lat 90. jeździł na pielgrzymki do Francji. - Za chwilę wejdzie tu
        moja żona - powiedział. - Chcę, żebyś wiedział, że będziesz teraz egzaminował
        właśnie ją.
        - Zdumiało mnie - mówi doktor Sowiński - że człowiek pełniący tak ważną funkcję
        potrafi się zniżyć do takiego poziomu, by protegować na egzaminie własną żonę.
        Właściwie namawiał mnie w ten sposób do wystawienia nieobiektywnej oceny.
        Zrobił dokładnie to samo, co tak bardzo publicznie potępia.
        Ryszardowi Sowińskiemu na pożegnanie powiedział, że LPR przygotowuje właśnie
        nowy program dla Polski i potrzebuje ekspertów.
        - Takich jak ty - rzucił.

        CEZARY ŁAZAREWICZ
        WSPÓŁPRACA JUDYTA SIERAKOWSKA


        mozna go znalezc na
        www.przekroj.pl/
    • klip-klap Re: LPR -------- moje miłość 23.12.04, 21:53
      Chcesz powiedziec,ze R.Giertych to mlody zdolny i ambitny polityk...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka