1tomasz1
14.12.05, 18:55
"Jeśli słabnie potępienie takich występków, jak kradzież, przemoc czy
bluźniercze wybryki, należy się spodziewać upadku wolności w sferze
gospodarki, polityki i religii
MICHAŁ WOJCIECHOWSKI
Pojęcie liberalizmu, powracające w dyskusjach publicznych w Polsce, jest mocno
niejasne. Niejasność jest nieunikniona, gdyż wynika z wielorakiego pojmowania
wolności i liberalizmu.
Na ogół przyjmuje się, że jeżeli coś ma nazwę, ma też w miarę jednoznaczną
treść. Tak jednak być nie musi. W PRL na przykład głoszono zasadę ustrojową
centralizmu demokratycznego, który nie istniał i istnieć nie mógł, gdyż
centralizacja kłóci się z demokracją (nie przeszkodziło to doktoryzować się i
habilitować z tej dziedziny). Zatem i z tego, że politycy, dziennikarze,
księża i naukowcy mówią o liberalizmie, nie wynika, że istnieje. Także
wypowiedzi o liberalizmie w ostatniej kampanii wyborczej zdradzały pomieszanie
pojęć w tej kwestii.
CZYM JEST WOLNOŚĆ?
W liberalizmie chodzi o wolność, co wyraża jego nazwa, pochodząca od
łacińskiego libertas, "wolność". Liberalizm proponuje przyznanie wolności
należytego miejsca w życiu społecznym. Jednakże wolność może być pojmowana
rozmaicie, przynajmniej na dwa sposoby.
Wolność rozumie się ogólnie jako możność postępowania zgodnie z pragnieniami.
Można to pojąć - wewnętrznie - jako wolną wolę w człowieku, istniejącą wbrew
determinizmowi. Wobec tej obserwacji jedni proponują stworzenie dla wolności
jak najlepszych warunków, inni zaś widzą potrzebę jej ograniczenia.
Wybór zależy od poglądów na naturę człowieka. Jeśli akcentuje się jego
słabość, skłonność do złego, to nawet doceniając wolność, trzeba postulować
jej kontrolowanie. Konsekwentny liberalizm natomiast wymaga założenia, że
ludzie są z natury dobrzy, albo przynajmniej że wolność sama uczyni ich
lepszymi. Jest to nader wątpliwe. Tym samym bardziej realistyczny wydaje się
liberalizm umiarkowany, z barierami dla nadużywających wolności.
Z drugiej strony, wolność pojmuje się zewnętrznie, redukując ją do braku
ograniczeń. Nikt jednak nie sądzi, że wolność obejmuje przyzwolenie na
przestępczość! Ograniczenia są konieczne i muszą odwoływać się do jakiegoś
systemu wartości. Mimo istnienia skrajności (libertarianizmu i totalitaryzmu),
istotny spór dotyczy umiejscowienia granicy między tym, co w warunkach
wolności dozwolone, a tym, co zakazane, nie zaś samego istnienia i potrzeby
takiej granicy. Prawa innych i społeczny charakter człowieka zawsze stanowią
pewną barierę. Nie da się mówić o wolności w życiu społecznym, nie mówiąc o
ograniczeniach wynikłych z zasad i wartości.
Liberalizm może przybrać w tej sytuacji dwie różne postacie. Jedna to ogólna
dyrektywa, że w przypadkach wątpliwych należy raczej przyznać wolność niż jej
odmówić. Druga możliwość, to domaganie się prawa do wolności we wszystkim, w
tym do łamania zasad moralnych. Na tej zasadzie za liberałów podają się
krytycy etyki i religii, udający, że bronią wolności.
Klasyk liberalizmu, Monteskiusz, uznawał jednak więź wolności z powinnością.
Definiował wolność jako wartość, która daje dostęp do innych wartości, oraz
jako możność czynienia tego, co czynić powinniśmy. Czy ktoś jednak widział
dzisiejszego liberała cytującego te bardzo trafne definicje i wyciągającego z
nich wniosek, że należy poszerzać wolność czynienia dobra?
SFERY WOLNOŚCI
Wolność gospodarowania i dysponowania majątkiem nazywa się liberalizmem
gospodarczym, ale zarazem jest ona podkreślana przez konserwatystów i ma
oparcie w tradycji Kościoła. Druga sfera to wolności obywatelskie w dziedzinie
publicznej, politycznej. Trzecia to rozmaite wolności osobiste (gwarancje
zabezpieczające jednostkę przed nadużyciami władzy, wolność poglądów i ich
głoszenia, tolerancja, swoboda w życiu rodzinnym i prywatnym).
Są to rzeczy znane, ale problem leży w tym, że te typy wolności są różnie
realizowane i nie muszą występować łącznie. Np. wolność gospodarcza może
towarzyszyć dyktaturze politycznej (przykładem rządy Pinocheta), a
konstytucyjne gwarancje wolności politycznej sąsiadują nader często z
drobiazgowym regulowaniem gospodarki i dojeniem jej przez podatki, czym
cechuje się dzisiejsza Europa.
Obecnie pod nazwą liberalizmu rozumie się nieraz, w sposób wąski, dążenie do
swobody w sferze życia płciowego i jego konsekwencji. Zwolennicy tych
koncepcji chcą je narzucić innym, nie zważając na prawo do własnych przekonań,
a próbują to czynić przez cenzurę "politycznej poprawności" lub przez
wychowanie seksualne w szkole. Wolność to w tym ujęciu prawo do licznych
partnerów, do rozwodów, do praktyk uważanych dotąd za zboczenia, a przede
wszystkim do zabijania nienarodzonego jeszcze potomstwa. Dla "wolności"
jednych istot ludzkich pozbawia się więc życia inne. Podobny sposób myślenia
dostrzeżemy również w głoszonej przez lewicę "liberalizacji" prawa karnego,
która oznacza zmniejszanie kar. Czyją wolność to zwiększa?
W praktyce tak zwani liberałowie miewają rozmaite poglądy i interesują się
różnymi sferami wolności. Trudno by znaleźć kogoś, kto by był jednocześnie
zwolennikiem np. szerokiej wolności gospodarczej, wolności programów szkolnych
oraz aborcji. Na poziomie haseł można by ewentualnie łączyć te bardzo różne
poglądy. Istnieje jednak między nimi niespójność, a nawet sprzeczność.
Otóż wolność gospodarcza, wolność polityczna i wolność sumienia są możliwe pod
warunkiem, że ludzie zachowują się zasadniczo moralnie, czy to z przekonania,
czy z obawy przed prawem karnym. Natomiast inwazja zła moralnego
nadużywającego wolności musi prowadzić do jej podważenia. Jeśli słabnie
potępienie takich występków, jak kradzież, przemoc czy bluźniercze wybryki,
należy się spodziewać upadku wolności w sferze gospodarki, polityki i religii.
POGOŃ ZA CIENIEM
Miraż "liberalizmu w ogóle" zwodzi także jego krytyków. W publicystyce
katolickiej każdy liberalizm bywa kojarzony z podważaniem zasad wiary i
moralności. Brakuje tam rozróżnienia różnych sfer wolności i ich właściwej
oceny. A przecież św. Paweł napisał: "ku wolności wyzwolił nas Chrystus". Tacy
krytycy liberalizmu dostarczają lewicowej propagandzie upragnionego dowodu, że
katolicyzm to wróg wolności.
Liberalizm gospodarczy oznacza dla wielu w dzisiejszej Polsce prawo do
nieograniczonego bogacenia się drogą kradzieży i wyzysku. Tak chyba widzą
liberalizm jego krytycy z PiS czy Radia Maryja. "Liberał" to wtedy epitet,
którym obrzuca się m.in. konserwatystów broniących własności prywatnej i
wolności gospodarczej!
Ustrój dobry tylko dla bogatych lepiej by jednak nazwać kapitalizmem
oligarchicznym bądź latynoamerykańskim; ustrój dobry dla samych rządzących to
system biurokratyczny. Liberalizm gospodarczy oznacza natomiast, że łatwiej
założyć i prowadzić każdą firmę, także małą, że mniej się płaci podatku od
każdego zarobku, że przepisy co do pracy są mniej sztywne, że budujący domek
nie jest na łasce urzędników gminnych itd. Owe polemiki z liberałami byłyby
celniejsze, gdyby zauważyć, że chodzi raczej o pseudoliberalizm, dla którego
wolność jest zasłoną dymną.
LIBERALIZM POZORNY
Ludzie pragną wolności, więc często stawała się ona hasłem politycznym, i jak
wiele takich haseł - fałszywym. Jaskrawym przykładem była rewolucja francuska,
która głosząc wolność, równość i braterstwo, sprawowała rządy w sposób
bardziej tyrański, niż jakikolwiek król w długiej historii Francji.
Marksistowski komunizm też obiecywał wyzwolenie, a przyniósł największe chyba
zbrodnie w dziejach świata. Laicyzm zwący się liberalnym z założenia
kwestionuje wolność religii, eliminując ją z życia publicznego i w ten sposób
pozbawiając wierzących znacznej części wolności.
Zasady liberalne często myli się z demokratycznymi. Demokracja może jednak
stać się tyranią większości nad mniejszością lub inaczej ograniczać wolność
jednostki. Karykaturalnym przykładem była prohibicja w USA (1920 - 1933). Aż
trudno uwierzyć, że w dużym, wolnym państwie zakazan