Dodaj do ulubionych

Unii Europejskiej grozi upadek

10.08.06, 17:17
"Jak podaje niemiecki dziennik finansowy "Handelsblatt" naukowcy po obu stronach Atlantyku prognozują upadek grożący Unii Europejskiej. Wprowadzenie euro przyczyniło się do stagnacji, strefa euro dryfuje, a każdy kraj podąża własnym kursem.

Czy Europa jest jeszcze jakimś dobrem, czy też skazana jest na porażkę? Takie pytania zadają sobie politycy i naukowcy. Były premier Finlandii powiedział, że Europa znalazła się na niepewnym gruncie. Wielu ekspertów przedstawia w swoich badaniach naukowych kryzys UE wywołany odrzuceniem konstytucji, ale także "kacem" spowodowanym rozszerzeniem UE na wschód w 2004 roku.

Wiele publikacji wydaje się być odbiciem dyskusji toczącej się w 2000 roku w sprawie Strategii Lizbońskiej. 6 lat po tym wydarzeniu stało się jasne, że Strategia Lizbońska trafiła w próżnię i była zbyt krótkowzroczna. Zamiast założenia, że prywatyzacja i liberalizacja prowadzi do wzrostu, Europa ma za sobą chude lata. Nadzieja na to, że wprowadzenie euro przyczyni się do większej konwergencji legła w gruzach, strefa euro dryfuje. Każdy kraj podąża własnym kursem, nawet Europejski Bank Centralny nie pozwala włączyć się we wspólną strategię. Zamiast tego odżywa ekonomiczny patriotyzm. Jednocześnie europejskie koncerny odwracają się od swojego rynku na rzecz globalnego. Wszystko to prowadzi do zaostrzenia debaty. G. Brown, przewidywany na następcę T. Blaira, opublikował w 2005 roku pamflet, w którym zakwestionował dalszą integrację UE, zażądał radykalnej zmiany kursu.
czytaj dalej

Według niego UE powinna zwrócić się na zewnątrz i w silniejszy sposób uczestniczyć w procesie globalizacji. Coraz więcej badaczy odnosi się do tez Browna, ale na kontynencie nie są one podzielane. Poglądy Browna pokazują, że dotychczasowe naczelne hasło Unii: rynek wewnętrzny traci na znaczeniu w globalnym świecie.

UE musi konkurować z takimi wschodzącymi rynkami jak Chiny czy Indie, ale również przemyśleć, jak zrekompensować spadające zyski komparatywne rynku wewnętrznego. Szukanie "wartości dodanej" UE jest bardzo trudne.

Komisja UE szuka lekarstwa w akcjach korzystnych dla konsumentów, takich jak: przejrzystość cenowa w liniach lotniczych, obniżanie ceny za roaming, a nawet sprawa trujących środków do farbowania włosów. UE musi udowodnić, że jest potrzebna, dlatego powinna bazować na preferencjach jej obywateli. Jednak decydująca jest koherentna polityka gospodarcza, która musi być forsowana w WTO i MFW.

Taką diagnozę podziela belgijski ekspert gospodarczy, P. de Grauwe, który twierdzi, że potrzeba koherencji, jeśli UE nie chce się rozpaść. Grauwe podkreśla, że napięcia rosną, ponieważ w strefie euro brak jest solidarności. Problem może być rozwiązany, jeśli obok Europejskiego Banku Centralnego powstaną silne instytucje. Równie krytycznie do UE odnosi się doradca B. Clintona, Ch. Kupchan. Krytykuje on paternalistyczne państwa dobrobytu: Niemcy, Francję, Włochy. Państwa te nie są zdolne stawić czoła globalizacji i znajdują się na środku drogi między rynkiem a populizmem. Kupchan idzie dalej w swoich ocenach. Przestrzega przed nowymi konfliktami socjalnymi i wrogością wobec obcych, przytaczając przykład nacjonalizmu francuskiego i polskiego, na którym się skupia. Stwierdza on, że europejski projekt jest "w największym kryzysie od II wojny światowej".

Doradca Clintona radzi mniej oderwania od życia i jest za partnerstwem niemiecko-włoskim, w którym A. Merkel i R. Prodi powinni przejąć przywództwo. Krytykuje nie tylko Francję, ale także Wielką Brytanię. Niejasne wydaje się, dlaczego oba kraje, z najniższym wzrostem gospodarczym, mają wieść prym w Europie. Dużym znakiem zapytania jest też rola instytucji: Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego."

fakty.interia.pl/biznes/news/Unii_Europejskiej_grozi_upadek,780131
Obserwuj wątek
    • abram777 Erika Steinbach - wypaczanie historii 10.08.06, 17:35
      Kowal: Polska przeciwna próbom manipulowania historią

      Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal odnosząc się do organizowanej w Berlinie wystawy Eriki Steinbach nt. przesiedleń, powiedział w czwartek PAP, że Polska jest przeciwna "wszelkim próbom manipulowania historią".

      Przygotowywaną od dwóch lat wystawę "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie w XX wieku" otworzy w najbliższy czwartek w pałacu Kronprinzenpalais przy bulwarze Unter den Linden przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert. Ekspozycja zawiera przykłady przymusowych wysiedleń i wypędzeń - od tureckiego ludobójstwa na Ormianach, poprzez wypędzenie 15 mln Niemców aż do wypędzeń na terenie byłej Jugosławii. Jak zapewniła Steinbach, wystawa ma uwzględnić także deportacje i przymusowe wysiedlenia Polaków.

      Jej zdaniem, ekspozycja jest wstępem do utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom. Wystawa zostanie włączona przez niemiecki rząd do prac nad powstaniem "widocznego znaku" - rządowego projektu placówki upamiętniającej wypędzenie Niemców po II wojnie światowej.

      "Polska jest przeciwna wszelkim próbom manipulowania historią, szczególnie z okresu II wojny światowej, kiedy ta historia dla Polaków, Żydów i innych narodów Europy Środkowej była szczególnie okrutna" - podkreślił Kowal.

      Jako "szczególnie niebezpieczną" wiceminister uznał "próbę redukowania historii II wojny światowej tylko do problemu przesiedleń i pomijanie kontekstu związanego z holokaustem, mordami na narodzie polskim, inteligencji". Może to - jak argumentował - być "szczególnie niebezpieczne" i w przyszłości "przynieść bardzo złe owoce".

      Kowal powiedział, że z tych powodów żaden przedstawiciel Polski nie będzie uczestniczył w zaplanowanym na czwartkowe popołudnie otwarciu wystawy.

      Proszony o komentarz do decyzji niemieckiego rządu o włączeniu wystawy do prac nad projektem placówki upamiętniającej wypędzenie Niemców po II wojnie światowej, Kowal odparł: "Polska mówi dzisiaj jednym głosem wyraźnie i jednoznacznie: nie może być zgody, akceptacji na prób zmiany i manipulacji historii".

      Zdaniem Kowala, próby "reinterpretowania historii" stanowią problem w stosunkach Polski i Niemiec. "Złe są próby jakiegokolwiek sankcjonowania reinterpretacji prawdy historycznej w sensie państwowym, które raczej pogarszają te stosunki" - dodał Kowal.

      Wiceminister wyraził nadzieję, że wystawa Eriki Steinbach nie stanie się początkiem utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom, ponieważ Polska jest temu "zdecydowanie przeciwna". Steinbach traktuje swoją wystawę jako krok na drodze do utworzenia Centrum w stolicy Niemiec.

      Działania założonej w 2000 r. przez Steinbach fundacji, zmierzające do utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom, krytykowane są nie tylko w Polsce, ale i w Czechach. Przeciwne temu projektowi są także niemieccy socjaldemokraci oraz Zieloni. Polacy i Czesi obawiają się, że zdominowana przez ziomkostwa placówka może pominąć historyczny kontekst przymusowych wysiedleń Niemców i będzie eksponowała cierpienia niemieckiej ludności.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3541437.html
      • abram777 "Die Zeit" o Steinbach 10.08.06, 17:40
        " Wystawa Steinbach utrudnia stosunki z Polską"

        Wystawa Eriki Steinbach "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" wybiela niemiecką historię i utrudnia stosunki z Polską - ocenił opiniotwórczy niemiecki tygodnik "Die Zeit".


        Guenter Hoffmann, autor opublikowanego w czwartek komentarza, zwraca uwagę, że w uroczystości otwarcia wystawy wezmą udział prominentni politycy i intelektualiści - przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert, były szef urzędu ds. akt Stasi pastor Joachim Gauck i węgierski pisarz Gyoergy Konrad.

        "Szkoda, że tak wiele osób pomaga uprawomocnić projekt, który nigdy nie był europejski i nigdy nie był pomyślany jako naprawdę wspólne niemiecko-polskie przedsięwzięcie" - pisze Hoffmann.

        Autor przypomina, że Steinbach traktuję wystawę jako wstęp do budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom. "Steinbach ma nadzieję, że jeśli wystawa przyjęta zostanie z entuzjazmem i będzie cieszyć się zainteresowaniem, to nic nie wstrzyma już projektu Centrum" - uważa. Hoffmann przypomina w tym miejscu zastrzeżenia Polaków wobec Centrum. W Polsce projekt Steinbach uważany był za dowód na domniemany niemiecki rewizjonizm - czytamy.

        Hoffmann wytyka twórcom wystawy rezygnację z planowanego pierwotnie pokazania polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 r. Przypomina spór o granicę na Odrze i Nysie. "Przypomnijmy: Helmut Kohl, który nie chciał narazić się na utratę głosów wypędzonych, demonstracyjnie nie uczestniczył w podpisaniu traktatu. Zastąpił go ówczesny minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher".

        "Die Zeit" obawia się, że wystawa może doprowadzi do zaostrzenia konfliktów na politycznej płaszczyznie między Berlinem a Warszawą. "Wystawa w Berlinie ma jedną wadę, której nie może się pozbyć - odosobnioną błędną ideę powstania Centrum i noszalancję z strony Berlina" - czytamy.

        Hoffmann zwraca uwagę na działania Powiernictwa Pruskiego, które zapowiedziało, że jeszcze w sierpniu, czyli równocześnie z wystawą, skieruje pozwy odszkodowawcze do Trybunału w Strasburgu. "Obok nieuzasadnionych, istnieją także zrozumiałe polskie wrażliwości" - stwierdził w konkluzji Guenter Hoffmann. Nie wszystko można tłumaczyć tym, że u władzy w Polsce znajdują się "Kaczyńscy" - dodaje publicysta "Die Zeit".

        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3540759.html
      • abram777 Steinbach - "ziomkostwa nie są marginesem" 01.09.06, 12:10
        "Steinbach podkreśliła, że ziomkostwa nie są marginesem. Zwróciła uwagę, że w Dniu Stron Ojczystych (obchodzonym w tym roku w najbliższą sobotę) na wszystkich budynkach publicznych wywieszane są flagi państwowe. Tak jest od dziesięcioleci, decyduje o tym minister spraw wewnętrznych - wyjaśniła. Honorowym gościem tegorocznego Dnia Stron Ojczystych będzie prezydent RFN Horst Koehler."


        Steinbach powiedziała także:

        "Wyciągaliśmy zawsze (w kierunku Polski) obie dłonie, lecz nie odpowiedziano na ten gest."

        Tak, tak, znamy dokładnie z historii jak to Niemcy wyciągały swoje dłonie w kierunku Polski. Z tą jednak różnicą, że Polacy zawsze odpowiadali na te gesty i dzięki temu mają dziś swoje państwo.

        wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8484708&rfbawp=1157103865.636&ticaid=123f3
    • abram777 Spirala rewizjonistycznych roszczeń 10.08.06, 17:49
      "Pruskie Towarzystwo Powiernicze składa pozwy przeciwko Polsce
      Rozkręca się spirala rewizjonistycznych roszczeń


      Pruskie Towarzystwo Powiernicze potwierdziło wczoraj, że znalazło odpowiednią kancelarię prawną, która w najbliższym czasie zamierza złożyć do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pozwy przeciwko Polsce, dotyczące odszkodowań dla Niemców, wysiedlonych z przyznanej Polsce po II wojnie światowej części dawnych Prus Wschodnich, za pozostawione tam przez nich majątki.

      Przewodniczący Pruskiego Towarzystwa, Rudi Pawelka, już od kilku lat groził, że w przypadku gdy rząd polski nie przystąpi do rozmów na temat wypłaty odszkodowań dla niemieckich wysiedlonych, pierwsze pozwy już niedługo trafią do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. "Projekty pozwów są przez kancelarię adwokacką zakończone i będą mogły po niewielkich poprawkach być składane w sądzie" - poinformowano na stronie internetowej Pruskiego Towarzystwa Powierniczego (PTP) członków Towarzystwa i jego sympatyków.

      W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przewodniczący PTP potwierdził, iż znalazł odpowiednią kancelarię, lecz nie udzielił dalszych, szczegółowych wyjaśnień. Mimo że umówił się z nami na późniejszą rozmowę, więcej już nie odbierał telefonu.
      Informacje o znalezieniu nowej kancelarii i o gotowych pozwach potwierdził w rozmowie z nami także członek rady nadzorczej Pruskiego Towarzystwa Powierniczego, Alexander von Waldow. Jednak również on odmówił podania nazwy kancelarii. Nasz rozmówca jest przekonany, że po ewentualnym ujawnieniu nazwy kancelaria zaczęłaby otrzymywać setki telefonów z licznymi pytaniami z Niemiec i Polski, a szum medialny i wiele kontrowersji związanych z żądaniami PTP ograniczałyby działania adwokatów. Dlatego przedstawiciele Pruskiego Towarzystwa Powierniczego będą próbować jak najdłużej utrzymać w tajemnicy nazwę kancelarii, która zgodziła się prowadzić ich sprawy. W minionych latach kilka kancelarii adwokackich w ostatniej chwili odmówiło współpracy z PTP. Przedstawiciel jednej z nich tłumaczył "Naszemu Dziennikowi", że sprawa nabrała zbyt wielkiego negatywnego rozgłosu medialnego.
      Von Waldow dał do zrozumienia, że Polska ma jeszcze czas, aby dobrowolnie zastosować się do żądań Powiernictwa. - Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu jest ostatecznością i jeżeli polski rząd wykaże rozsądek, to można przecież dojść do porozumienia, gdyż jesteśmy dwoma mądrymi narodami. Podczas wspólnych rozmów możemy przedstawić propozycje rozwiązania wielu problemów - stwierdził prowokująco von Waldow.
      Nie dowiedzieliśmy się dokładnie, jakie propozycje miał na myśli, ale wcześniej znany był z dość "nietypowych" propozycji, które nawet niemiecka telewizja WDR nazwała karkołomnymi. Zaproponował on mianowicie utworzenie z byłych niemieckich terenów europejskiej autonomii pod nazwą "Zentropa". Twierdził wówczas otwarcie: "niemieckie prowincje nie należą do Polski, gdyż nigdy ich nie oddaliśmy". - Te obszary muszą stać się "Euroobszarami", które nie będą należały ani do Polski, ani do Niemiec - przekonywał.

      Niemieccy komentatorzy oceniają, że złożenie przez PTP 70-stronicowego pozwu z pewnością negatywnie wpłynie na wzajemne stosunki na linii Berlin - Warszawa. Niemieckie gazety przypominają, że w 2004 r. strony polska i niemiecka ustaliły, że nie ma podstaw prawnych do popierania indywidualnych roszczeń niemieckich w stosunku do majątków pozostawionych na utraconych przez Niemcy terenach. Jednak - jak zauważa "Berliner Zeitung" - sprawa nie jest jednoznaczna, bo pomimo tych ustaleń polski Sejm przyjął w marcu 2004 r. uchwałę wzywającą ówczesny polski rząd do negocjacji z rządem niemieckim na temat reparacji wojennych od Niemiec, w przypadku gdy wpłyną pierwsze pozwy.
      Autorem ekspertyzy prawnej dla Sejmu RP w sprawie tej uchwały jest prowadzący kancelarię adwokacką w Berlinie mecenas Stefan Hambura. W jego przekonaniu, ani polski rząd, ani niemiecki nie mają prawnych możliwości powstrzymania składania przez Powiernictwo pozwów, gdyż są to pozwy indywidualne. Jedynie sprawę pozwów przeciwko Polsce mogłoby załatwić przejęcie przez rząd niemiecki zobowiązań za utracone mienie, lecz ze względu na zbyt wielkie koszty władze Niemiec odmawiają takiego kroku. - Jeżeli - hipotetycznie rzecz ujmując - sądy przyznałyby rację skarżącym Niemcom, to Polsce groziłaby wypłata bardzo dużych odszkodowań - stwierdził mecenas Hambura.
      Waldemar Maszewski, Hamburg


      Chcą uniknąć konsekwencji swojej winy
      Ostateczna decyzja o terminie złożenia pozwów zostanie podjęta na spotkaniu rady nadzorczej Towarzystwa, które odbędzie się 23 sierpnia, dokładnie w 67. rocznicę wymierzonego przeciwko Polsce sowiecko-hitlerowskiego paktu Ribbentrop - Mołotow. Właśnie konsekwencją tego wydarzenia było wysiedlenie niemieckiej ludności z terenów przyznanych Polsce. Czy więc za materialne następstwa tego haniebnego paktu nie powinni odpowiedzieć jego sygnatariusze?"

      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20060804&id=sw21.txt
      • abram777 Powiernictwo Pruskie złoży skargę przeciwko Polsce 24.08.06, 20:41
        "Pozew będzie miał charakter "wzorcowy", tj. na pierwszy ogień wybrane zostaną sprawy, których szanse na wygraną w Strasburgu są największe. Cel? Stworzenie precedensu, który ułatwi dochodzenie przez przesiedleńców pozostałych roszczeń do majątków pozostawionych w Polsce. Gdyby powiernictwo uzyskało korzystne orzeczenie Trybunału, mogłoby go także użyć jako karty przetargowej, by zmusić Polskę do polubownego załatwienia sprawy roszczeń niemieckich."

        www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20060824&id=sw01.txt
    • pepe49 uek 11.08.06, 02:13
      Uff, Drogi Panie abram777, ależ mnie Pan w najbardziej cuchnące ueckie bagno
      skierował. Niechcący.
      Tekst w Interii tak przesycony szczerą troską o losy Unji Europejskiej, że
      mdłości biorą. "Każdy kraj podąża własnym kursem", ot, główny motyw artykułu.
      Lekarstwem wspólna polityka zagraniczna. Ostatnia funkcja państwa, której WE
      jeszcze podległym państwom nie zabrała, potrzebna jej dla przepoczwarzenia się w
      UE, nowy podmiot prawa międzynarodowego.

      Dlaczego Amerykanin troszczy się o UE? Zacząłem szukać czegoś o panie Kupchanie.
      Życiorys.
      www8.georgetown.edu/departments/government/faculty/kupchanc/
      Publikacje skoncentrowane na dwodzeniu, że era USA w świecie się kończy a UE
      przejmuje suwerenność na swoich obszarach.
      - The End of the American Era: U.S. Foreign Policy and the Geopolitics of the
      Twenty-first Century (Vintage) (Paperback)
      by Charles Kupchan
      Odnośniki tutaj:
      cms.isn.ch/public/docs/doc_7516_290_en.pdf
      Materjały po polsku:
      kasstor2222.webpark.pl/konieczachodu.htm
      dziennik.pl/magazyny/europa/wydania/artykul,85,strona,1.html
      i wreszcie tutaj:
      www.voltairenet.org/auteur6132.html?lang=fr
      Obrzydzenie bierze. Na szczęście po francusku. 6 innych artykułów na witrynce po
      polsku.
      I to było to bagno, o którym na początku.

      A całe zamieszanie wzięło się ze słów pana Kissingera, b. min. spr. zagr. USA,
      który narzekał, że nie może pod jednym numerem telefonu załatwić wszystkich
      spraw USA w E...pie.
      Może się uda uciec przed powstaniami narodowowyzwoleńczymi i wojnami domowymi
      rozwiązując lub, na początek, osłabiając WE. Wielkim wysiłkiem z dużymi stratami
      ekonomicznymi i moralnymi.
      Wszystko z powodu jednej wypowiedzi dostojnika sprzed 30 lat.

      Tymczasem lenistwo umysłowe zaczyna działać. Na innych kontynentach ludzie
      zaczynają już traktować Polskę jako prowincję UE. Uniezależnianie się może być
      przyjęte jak irredenta, jak przypadek Czeczenii kontra Rosja.
      Między innymi dzięki panu Kupchanowi.
      Leń patentowany. Leń i uek.
      • szutnik Re: uek - a myślałem, że Szutnik to ja jestem :-)) 11.08.06, 09:01
        (od: szutki czyli po rosyjsku żarty). A tu pepe chyba mnie przebił na całego:

        > Może się uda uciec przed powstaniami narodowowyzwoleńczymi i wojnami domowymi
        > rozwiązując lub, na początek, osłabiając WE.

        A któż to miałby te wojny toczyć? Portugalia z Hiszpanią? Może Holandia z
        Belgią? Powiedz proszę, gdzie widać te zarzewia wojen domowych i narodowo-
        wyzwoleńczych, chętnie się dowiem, bo ja chyba niedoinformowany jestem.
        Czy Ty nie mieszkasz czasem w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie w UE
        grozi powszechna wojna? Ja rozumiem, że lektura Najwyższego Czasu może odrywać
        od Rzeczywistości, ale żeby aż tak?

        > Na innych kontynentach ludzie
        > zaczynają już traktować Polskę jako prowincję UE. Uniezależnianie się może być
        > przyjęte jak irredenta, jak przypadek Czeczenii kontra Rosja.

        O Matko moja smile Trzeba robić I Powstanie Antyeuropejskie smile Tylko kto je ma
        zrobić? Pewnie Platforma JKM, bo jakby nie patrzeć, 70% Polaków nadal chce być
        w UE, a nawet Ci, co są przeciw, cenią sobie spokój nade wszystko.

        Jeśli to będzie robić Platforma JKM to jestem spokojny - do Powstania nie
        dojdzie. Nim kupią pierwszą sztukę broni, już wszyscy wzajemnie oskarżą się o
        sprzedaż ideałów i ue-cką agenturalność, powołując konkurencyjną "Prawdziwą
        Platformę JKM" "Najprawdziwszą PJKM" i "Jedyną Prawdziwą PJKM".

        Pepe - bój się Boga i popatrz w lustro!

        A teraz o UE.
        Pomysł Unii Państw nie jest głupi. Głupie jest założenie tego w oparciu o
        socjaldemokratyczne zasady, co życie zapewne i tak zweryfikuje.
        Także pomysł wspólnej polityki zagranicznej, w pewnych ograniczonych ramach,
        nie jest głupi. Przykładowo- sprawę interwencji w Jugosławii powinni byli
        załatwić Europejczycy we własnym zakresie już w 1993 r. Gdyby istniały
        paneuropejskie siły wojskowe, zdolne do szybkiego powstrzymania wzajemnej rzezi
        w byłej Jugosławii, zaoszczędzono by wielu cierpień ludzi. A tak trzeba było,
        jak zwykle zresztą gdy przychodzi co do czego, wezwać na pomoc USA.
        Unia powinna mówić jednym głosem w niektórych aspektach polityki zagranicznej
        (np zagrożenie terroryzmem islamskim), a także np w sprawach Afryki, gdzie
        stanowiska praktycznie wszystkich członków UE są zbieżne.

        Co zaś do gospodarki. To, co się dzieje w dużych państwach Unii kontynentalnej
        obecnie to etap deindustrializacji, który USA przechodziły w latach 70-tych i
        80-tych, a Wielka Brytania w latach 80-tych. Jest to przenoszenie produkcji
        przemysłowej do krajów tańszych, a pozostawienie sobie najbardziej zyskownego
        sektora usług oraz Research&Developing, gdzie ciągle można osiągać przyzwoite
        marże, posługując się miejscowymi pracownikami. Ubocznym efektem tego procesu,
        wymuszonego przez globalizację, staje się m.in. wysokie bezrobocie.
        Najbardziej zaawansowane są tu Niemcy, Francja się ociąga, a Włosi mają z tym
        potężny problem.
        Czy UE upadnie? Powiem inaczej - w obecnym kształcie się nie ostoi. Upadnie
        raczej socjaldemokratyczny paradygmat, na którym UE bazuje. Ale nie widzę
        powodu, by to, co nazywano niegdyś EWG miało się nie ostać - efekt synergii
        jest aż nadto widoczny, zwłaszcza w gospodarce, by z niego zrezygnowano.

        Całkowity rozpad UE nastąpi jedynie wtedy, jeśli Świat znów pogrąży się w
        Protekcjonizmie (senatorowie Schumer i Graham w USA, oraz niektórzy komisarze w
        UE intensywnie nad tym myślą) - ale wtedy rozpadną się wszystkie strefy
        gospodarcze i wolnego handlu - NAFTA też.
        • pepe49 Re: uek - a myślałem, że Szutnik to ja jestem :-) 11.08.06, 23:19
          > Pomysł Unii Państw nie jest głupi. Głupie jest założenie tego w oparciu o
          > socjaldemokratyczne zasady, co życie zapewne i tak zweryfikuje.

          Odwrotnie. UE potrzebny jest etatyzm w bardzo dużej ilości. Potrzebna jest klasa
          lojalnych poddanych, którzy nie załamią się przy byle kryzysie, którzy są
          stabilni, bo na pensji i z perspektywą emerytury. Tylko urzędnicy są taką klasą.
          Musi ich być dużo, jeżeli to państwo ma się utrzymać.
          Prawdziwi fanatyczni uecy dobrze zdają sobie z tego sprawę.

          Za socjal kupuje sobie uecja klasę lumpów, która jest o wiele większa niż się
          przypuszcza (osoby zależne od państwa).
          Za demokrację kupuje sobie uecja masę idjotów, dla których poczucie posiadania
          jakiegoś wpływu na rządy jest warte dużo.
          Czyli: socjaldemokracja musi zostać, jeżeli UE ma powstać jako państwo.

          > Czy UE upadnie? Powiem inaczej - w obecnym kształcie się nie ostoi. Upadnie
          > raczej socjaldemokratyczny paradygmat, na którym UE bazuje. Ale nie widzę
          > powodu, by to, co nazywano niegdyś EWG miało się nie ostać - efekt synergii
          > jest aż nadto widoczny, zwłaszcza w gospodarce, by z niego zrezygnowano.

          W SSSR i nawet w Jugosławii efekt synergji też był, chociaż już niewidoczny, bo
          wszyscy się przyzwyczaili. Nawet do efektu s. w kołchozach, gdzie jeden traktor
          mógł obrobić 100 hektarów a nie 20, jak u pojedynczego chłopa.
          A pomimo efektu s. były klęski głodu. Ot, dlaczego?
          Taki efekt był i w Austro-Węgrzech i w UK, chociaż z wolnym rynkiem. Zostały
          strzępy Commonwealth. Połączone znaczkami z królową.

          Polacy, Litwini, Francuzi itd. ponad wszystko lubią mieszkać u siebie, chociaż
          dobrze tego nie rozumieją, jak ja jeszcze kilka lat temu.

          > A któż to miałby te wojny toczyć?

          Na całe to pytanie pociągnięte dalej postaram się odpowiedzieć zaczynając inny
          wątek. Proszę chwilę poczekać.
        • abram777 Re: uek - a myślałem, że Szutnik to ja jestem :-) 13.08.06, 21:29
          szutnik napisał:

          > Pomysł Unii Państw nie jest głupi. Głupie jest założenie tego w oparciu o
          > socjaldemokratyczne zasady, co życie zapewne i tak zweryfikuje.

          Tylko w jaki sposób zweryfikuje? Zrezygnuje z demokracji prowadzącej jak narazie krok po kroku ku socjalizmowi? A może zweryfiuje rozpadem? No więc, narzuca się natychmiast pytanie: jak będzie wyglądać Polska po takim rozpadzie, jeśli do niego dojdzie?

          > Także pomysł wspólnej polityki zagranicznej, w pewnych ograniczonych ramach,
          > nie jest głupi. Przykładowo- sprawę interwencji w Jugosławii powinni byli
          > załatwić Europejczycy we własnym zakresie już w 1993 r. Gdyby istniały
          > paneuropejskie siły wojskowe, zdolne do szybkiego powstrzymania wzajemnej rzezi
          > w byłej Jugosławii, zaoszczędzono by wielu cierpień ludzi. A tak trzeba było,
          > jak zwykle zresztą gdy przychodzi co do czego, wezwać na pomoc USA

          Ja jednak wolałbym, aby wszelkie interwencje zbrojne dla "szybkiego powstrzymania wzajemnej rzezi" i "zaoszczędzenia wielu cierpień ludzi" wykonywane były w oparciu o uchwalane wcześniej rezolucje ONZ. Dawanie uprawnień jakiejkolwiek grupie państw do interwencji zbrojnych wobec jakiegoś innego państwa (konflikt interesów, prowokacje itd.) może doprowadzać do nadużyć i zagrażać bezpieczeństwu, nawet światowemu.
    • abram777 Rusza niemiecka propaganda 14.08.06, 12:43
      ''Antyniemieckie odruchy z czasów PRL''

      Polska Rzeczpospolita Ludowa uprawiała z wielkim zaangażowaniem politykę historyczną, której zasadniczymi elementami była przyjaźń ze Związkiem Radzieckim i ciągły niemiecki "Drang nach Osten" (parcie na wschód) - napisał niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung".

      Dzisiejsze kierownictwo w Warszawie także próbuje wyznaczyć określony obraz historii i nawiązuje do antyniemieckich odruchów, które - jak wydawało się - zostały już dawno temu przezwyciężone" - uważa autor komentarza zatytułowanego "Warszawa majstruje przy obrazie historii".

      Zdaniem autora tylko w ten sposób można wytłumaczyć postępowanie polskich władz usiłujących wywierać presję na wszystkie instytucje, które użyczyły eksponatów na wystawę "Wymuszone drogi", przygotowaną przez fundację kierowaną przez Erikę Steinbach.

      Wystawa poświęcona ucieczkom i wypędzeniom w Europie w XX wieku czynna jest od czwartku w berlińskim pałacu Kronprinzenpalais. Przedstawiciele polskich władz z premierem Jarosławem Kaczyńskim na czele ostro skrytykowali ekspozycję.

      "SZ" podkreśla, że władze w Warszawie nie muszą przekonywać własnego społeczeństwa, lecz muszą przekazać niemieckim sąsiadom historię w wersji polskiej prawicy, która głosi, że upamiętnienie losów Niemców wypędzonych z ojczyzny oznacza rewizję, a nawet zafałszowanie historii, i że spotkała ich (wypędzonych) zasłużona kara za zbrodnie nazistowskiego reżimu.

      "Te argumenty spotykają się z niewielką aprobatą w Republice Federalnej. Pierwszy jest po prostu nieprawdziwy, drugi opiera się o niechrześcijańską kategorię winy zbiorowej" - czytamy w "SZ".

      Działania polskich władz uwypuklają też "zasadnicze zastrzeżenia" we wszystkich krajach zachodnich, nie tylko w RFN, wobec kierownictwa skupionego wokół braci Kaczyńskich, którzy "widzą zagrożenie w homoseksualistach, zabiegają o karę śmierci, rozdymają głupią satyrę do rozmiarów afery państwowej i utożsamiają niemiecko-rosyjski projekt gazociągu z paktem Hitler- Stalin" - ocenił "SZ".

      "Będzie jeszcze gorzej - ich protesty przeciwko berlińskiej wystawie interpretowane będą jako próba ukrycia (zamiecenia pod dywan) ciemnego rozdziału własnej historii" - twierdzi w konkluzji autor komentarza.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3549030.html
    • abram777 Haider chce referendum ws. wyjścia Austrii z UE 14.08.06, 19:11
      Prawicowy populista austriacki Joerg Haider zaproponował w poniedziałek przeprowadzenie referendum, w którym spytano by Austriaków, czy chcieliby wystąpić z Unii Europejskiej.


      "Austriacy powinni mieć nową szansę zdecydowania, czy rzeczywiście pragną być w Unii Europejskiej, czy stać się na nowo suwerennym i neutralnym państwem" - twierdzi Haider w wywiadzie dla austriackiej agencji APA.

      Jego zdaniem, referendum takie powinno zostać przeprowadzone przed ewentualnym przyjęciem konstytucji europejskiej - co w pierwszej próbie było "na szczęście odrzucone przez Francję i Holandię", ponieważ później nie będzie to możliwe.

      Austria przystąpiła do UE w 1995 roku. Wówczas za członkostwem we wspólnocie w referendum opowiedziało się 66 proc. społeczeństwa.

      Według ostatnich sondaży, tylko 34 proc. Austriaków ocenia Europę jako coś dobrego - pisze agencja France Presse.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3549776.html
    • abram777 Echo zgrzytania zębów „drogiego Bronisława” 03.09.06, 11:47
      Podczas swojej wizyty w Brukseli premier Jarosław Kaczyński molestowany był przez Józefa Manuela Barroso, by Polska ratyfikowała traktat konstytucyjny.

      W przypadku przyjęcia go przez wszystkie państwa uczestniczące we Wspólnotach Europejskich, powstałby nowy podmiot prawa międzynarodowego – Unia Europejska, z własnym ministrem spraw zagranicznych i siłami zbrojnymi.

      Oznaczałoby to, że państwa uczestniczące we Wspólnotach Europejskich stałyby się odtąd prowincjami nowego europejskiego imperium, tracąc na jego rzecz polityczną suwerenność. W politycznie poprawnej nowomowie nazywa się to „pogłębieniem integracji”.

      Premier Kaczyński najwyraźniej nie złożył deklaracji oczekiwanej przez pana Barroso, ograniczając się do wyrażenia enigmatycznej nadziei, że do 2008 roku znajdzie się jakieś „rozwiązanie”. Przekładając to na język ludzki można powiedzieć, że jeśli Bruksela wywiąże się z finansowych obietnic wobec Polski, to pomyślimy.

      „Le Figaro” i „Le Soir” nie ukrywają irytacji, pisząc, że Polska spadła do „trzeciej ligi”. Słychać w tym echo zgrzytania zębów „drogiego Bronisława”, który stracił możliwość przefrymarczenia Polski za friko.

      I bardzo dobrze: odszkodowanie za Jałtę trzeba wziąć z góry, bez zaciągania zobowiązań prowadzących do utraty suwerenności.


      Stanisław Michalkiewicz
      www.michalkiewicz.pl/dzpol_01-09-2006.php
    • arturmd Re: Unii Europejskiej grozi upadek 05.09.06, 20:05
      przeczytałem dopiero dzisiaj twoje pytanie i dziwnym zbiegiem zbiegło sie ono z
      moimy przemysleniami na temat UE.
      Byłem ślepym zwolennikiem Unii , a z upływem czasu stałem się zwolennikiem ,
      który zadaje sobie pytanie "Dokąd zmierzasz Europo ?" i odpowiedzi, które
      napływają z pewnych źródeł wskazują, że nie zmierza tam gdzie sądziłem.
      Moim zdanie Europa na własne życzenie zafundowała sobie problemy, które je
      zaczynają przerastać, o to skromna lista
      1. zbyt duża liczba administracji unijnej przy jednoczesnym naprawde
      ograniczonym zakresie działań , którym musi się zajmować
      2. uchwalanie ustaw , które ograniczają wolny przepływ , kapitału, pracy i
      usług . Jeśli to ma być Unia to nie może być ograniczeń w przemieszczaniu się.
      Wiem , że to jest niepopularne, ale prawda jest taka, że wszelkie ograniczenia
      są problemem dla małych i średnich podmiotów, natomiast dla dużych to tylko
      utrudnienie, które jak się dobrze przyjrzą przepisom można obejść
      3. wolny handel czyli walka z wszelkimi monopolami , Urzędy powołane są ale ich
      efektywność pożal się Boże. Jeśli ktoś dobrze się przyglądał sukcesom
      gospodarczym firm internetowych z USA to wie , że jednym z elementów
      rozpoczęcia tych zmian gospodarczych było rozwalenie monopolu firmy
      telekomunikacyjnej AT&T.
      4 z ekonomicznych problemów , które prawdopodobnie rozwali od środka Unię jest
      rolnictwo i tutaj powiem najbardziej niepopularną myśl . Unia nie da rady
      wspierać rolnictwa w takim zakresie jak obecnie dlatego konieczne będzie
      zrezygnowanie z tego modelu, wskazanym byłoby aby to nie nowym krajom Uni
      podwyższano z upływem czasu dotacje do poziomu starych członków tylko odwrotnie
      Francji, Angli, Niemcom obniżano do poziomu najmniej dotowanego rolnictwa. I
      ten problem moim zdaniem rozsadzi Unię . W historii znana jest już jedna próba
      secesji od Unii i, źle się to skończyło dla secesjonistów. Tym razem może im
      się uda tylko na jak długo. Tym bardziej , że w szerszym międzynarodowym
      aspekcie (WTO ) dotacje do rolnictwa są pod wielkim obstrzałem i nie jestem
      przekonany , że Uni da rade utrzymać status quo zwłaszcza, że nie jest ono w
      interesie ich wszystkich członków
      5. ostatni z problemów, nad którymi Unia nie panuje,to pomoc społeczna dla
      obywateli i nie mówię tu o opiece lekarskiej i rentach bo tego nie podejmuje
      się tłumaczyć , ale myślę tu o zasiłkach dla bezrobotnych, zasiłkach dla
      samotnych matek, zasiłkach alimentacyjnych . Czyli wszelkich zasiłkach , które
      pod pozorem pochylnia się nad niecodzienną trudną sytuacją obywatela, może on
      liczyć na pomoc państwa , pomimo że jest on wieku produkcyjnym ( od 20 do 65
      lat) . Po pierwsze pomoc ta tworzy zakłócenia w normalnym rozwoju gospodarczym
      po przez wytwarzanie takich zjawisk jak , że brak rąk do pracy pomimo 2 mln
      bezrobocia ( spokojnie nie mówię tu o Polsce , tylko o sytuacji Niemieckich
      plantatorów, którzy zostali zmuszeni do zatrudniania niemieckich bezrobotnych
      do prac polowych , maksymalna wydajność Niemców 40 % pracowników polowych ze
      Wschodniej Europy , kolejnym przykładem mogą być Angielskie młode dziewczyny,
      które z lenistwa zaszły w ciąże, a państwo je utrzymuje), któś musi zapłacić za
      tak nienormalnie pojmowaną solidarność społeczną, czyli reszta , którym się
      chce. Zabieranie im tego kapitału powoduje zwolnienie ich rozwoju , a dodatkowo
      zaciągają kredyty na bieżącą konsumpcję pomimo, że nie byłoby to konieczne lub
      kredyt mógłbybyć mniejszy lub na krótszy czas. Spodziewam sie komentarzy, co do
      punktów o gospodarce, że nawołuje do XIX wiecznego dzikiego kapitalizmu. Ale
      zwracam uwagę, że w tym opisie nie zakwestionowałem , żadnego z przepisów
      obowiązującego prawa odnośnie osób zatrudnionych, pracujących. A są one
      naprawdę czasami oryginalne.
      To tyle co z ekonomicznego punktu widzenia może rozsadzić Unię Europejską,
      natomiast politycznie to są tylko trzy kwestie .
      1. polityka energetyczna a co za tym idzie bycie na smyczy Moskwy , niektóre
      kraje już są a inne są tak ślepe , że nie widzą jak się same dobrowolnie
      pozwoliły złapać
      2. z punktem pierwszym od razu jest widoczny drugi polityczny
      problem,traktowania krajów arabskich przez Unię, niestety moim zdaniem wygrała
      Moskwa i Pekin, który może uzyskać status jakiegoś politycznego
      uprzywilejowania i Europa będzie żebrać o ropę i gaz , a tu powstaje rozłam
      pomiędzy krajami które mogą zaakceptowac wyższe ceny tego surowaca, a tymi
      które nie są w stanie
      Czyli dochodzimy do puenty utworzenie Unii to piwo , spowodować żeby ta
      instytucja działała nie skorzyścią dla wybranych Państw , ale z jak największę
      efektywnością dla całej Unii to dopiero orzech do zgryzienia. A jak na razie to
      nie było od bardzo długiego czasu jakiegolwiek polityka , który potrafiłby
      myśleć w bardzo szerokiej perspektywie, ta organizacja nie ma dobrego prezesa.
      Pozdrawiam
    • abram777 Siłowy wolny rynek 13.09.06, 21:32
      W dzisiejszej GW czytamy:

      "(...)urzędników Komisji Europejskiej niepokoi to, czy pomoc dla FSO nie zaburzy konkurencji nie tyle na rynkach Europy Zachodniej, co na Wschodzie. Tam auta z FSO rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Są przebojem na Ukrainie, gdzie panuje boom motoryzacyjny. Do lipca sprzedaż aut zagranicznych marek na Ukrainie wzrosła o 68 proc. Najchętniej Ukraińcy kupowali żerańskiego Lanosa. FSO wysyła też coraz więcej zestawów do montażu aut przeznaczonych na rynek Rosji. W FSO zacierają ręce z zadowolenia i przymierzają się do trzeciego w tym roku zwiększenia planów produkcyjnych. Jeśli kooperanci dostarczą dość podzespołów, to do sylwestra z linii montażowych FSO zjedzie blisko 95 tys. kompletnych aut oraz zestawów do montażu samochodów.

      Sukcesy tanich aut z FSO na Wschodzie mogą budzić zaniepokojenie wielkich zachodnich koncernów. Na zachodnich rynkach motoryzacyjnych panuje stagnacja i koncerny jak pszczoły do miodu ciągną na Wschód, który wzbogacił się na petrodolarach. Umowy o budowie fabryk samochodów w Rosji w ciągu ostatniego roku podpisały już m.in. Ford, GM, Toyota, Nissan i Volkswagen. Renault zapowiada zwiększenie w Moskwie montażu aut marki Dacia z zestawów sprowadzanych z Rumunii. Jak grzyby po deszczu wyrastają też montownie na Ukrainie. Największą z nich w połowie roku uruchomił Volkswagen, by produkować na wielką skalę Skody. Moskwa i Kijów kuszą inwestorów wielkimi ulgami celnymi i podatkowymi.

      Większość zachodnich inwestycji na Wschodzie ma się rozkręcić do końca dekady. Przyjmując limity produkcyjne, FSO do tego czasu oddałaby walkowerem walkę o rynek z dużo bardziej zasobnymi koncernami z Zachodu."

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3614179.html

      A więc wolny rynek w wykonaniu UE polega na tym, że prawdziwe pieniądze mogą zarabiać tylko najsilniejsi jego gracze. Jeśli zaczynają zarabiać biedniejsi, wtedy wkraczają urzędnicy.

      Dalej czytamy:

      "W FSO nie chcą oficjalnie komentować żądań urzędników Komisji Europejskiej. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Żerań chce zaproponować kompromisowe rozwiązanie, które zakłada częściowe ograniczenie produkcji."


      A więc, Żerań będzie prawdopodobnie musiał ograniczyć produkcję, bo jeśli nie, to nadmiernie się wzbogaci, a wtedy dołożą mu urzędnicy KE. Jest dobry produkt, jest dobra cena, jest kupiec, ale nie można produkować dla zaspokojenia popytu, bo jest zakaz. Czy na tym polega wolny rynek?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka