robisc
03.10.08, 11:57
Zmiany na rynku kredytów korporacyjnych w naszym kraju nabrały tempa, w
związku z amerykańskim, a w zasadzie już światowym, kryzysem na rynkach
finansowych.
Nie ma co ukrywać – będzie drożej i będzie tez trudniej uzyskać kredyt na
działalność gospodarczą.
Kondycja finansowa banków w Polsce, na tle banków zagranicznych, jest
generalnie dobra (popatrzcie na wyniki za I polrocze br.). Nie oznacza to
jednak, ze wszyscy maja się dobrze. Wygrane są obecnie duże banki detaliczne,
które posiadają wystarczającą bazę depozytowa do finansowania akcji
kredytowej. Problemy ma natomiast cześć banków finansująca się z rynku
pieniężnego, gdzie z uwagi na znaczący spadek zaufania banków do siebie
nawzajem, kredyt stal się trudnodostępny.
Banki pożyczają sobie obecnie co najwyżej na krótkie terminy, co powoduje iż
udzielenie nawet rocznych kredytow korporacyjnych jest limitowane dla tej
czesci bankow, których źródłem kreacji kredytow był w znacznym stopniu rynek
międzybankowy. Mogą oczywiście zwiększyć kapitały, ale:
- rynek kapitałowy jaki jest każdy widzi;
- banki-matki same liza rany i nie są skłonne pożyczać swoim córkom w Polsce.
Dodatkowym czynnikiem wpływającym na wielkość kreowanej akcji kredytowej są
wyższe wymagania kapitałowe związane z dostosowaniem wyceny różnych ryzyk do
dyrektyw Bazylei II. Wymagania tez obniżyły współczynniki wypłacalności
polskich banów o kilka punktów procentowych, powodując dodatkowe
zapotrzebowanie na kapitał.
W tej sytuacji cześć bankow finansujących firmy jest zmuszona znacząco
ograniczyć akcje kredytowa czy wręcz ja wstrzymać (tak, tak…są takie już takie
banki w Polsce i niedługo będą o tym pisać w gazetach).
Wykorzystuje to natychmiast konkurencja, która nie ma problemu z płynnością
podnosząc marze kredytowe. Marze rynkowe wzrosły w ostatnim czasie od kilku
dziesiątych do kilku punktow procentowych w zależności od banku i ratingu
kredytobiorcy. Inaczej mówiąc kredyty dla firm są już znacznie droższe i niech
nikogo nie dziwi oprocentowanie 9-10% p.a. To jest obecnie cena rynkowa dla
malej i średniej firmy. Duże korporacje o dobrych ratingach mogą liczyć na
oprocentowanie w granicach 7 – 8% p.a.
Innym czynnikiem ograniczającym dostępność kredytow są większe rygory
narzucane przez departamenty ryzyka w bankach. Obecnie znacznie dokładniej
prześwietla się sprawozdania finansowe klientów i nie tak chetnie, jak jeszcze
kilka miesięcy wcześniej uzyskuje zgody na nowe zaangażowania. W potocznym
języku bankowym nazywa się to spadającym „apetytem na ryzyko kredytowe”.
Jakie są wobec tego konsekwencje dla gospodarki:
trudniej dostępny i droższy kredyt wyhamuje inwestycje, co uderzy w pierwszej
kolejności w branżę budowlana, słusznie zwana motorem gospodarki. Od niej
zaczyna się zwykle recesja i wzrost w tej branzy jest sygnałem, ze
gospodarka z recesji wychodzi. Mniej inwestycji to mniej miejsc pracy i
wyższe bezrobocie. Trzeba miec nadzieje, ze sytuacje nieco poprawia inwestycje
infrastrukturalne realizowane z dotacji unijnych. Prawie każdy przedsiębiorca,
z ktorym rozmawiam na to liczy i nie wierzy w recesje. No coz, oby optymizm
jeszcze trochę potrwał, chociaż bez kredytów ciężko będzie go podtrzymać.
Ale wracając do sektora bankowego. Już zaczęło się polowanie na klientów
bankow mających problemy płynnościowe, bedziemy wiec obserwować duze ruchy
firm z banów, które wstrzymały kredytowanie do banków, które jeszcze udzielają
kredytow.
Na miejscu właścicieli niektórych bankow sprzedałby je jak najszybciej, dopóki
jeszcze posiadają bazę dobrych klientów.
Sytuacja oczywiście zmienia się dynamicznie i za tydzień może się równie
dobrze zdarzyć, ze banki odzyskają do siebie zaufanie i zaczną sobie znowu
pożyczać, a wiec sytuacja wroci do normy, albo tez nastąpi czarny scenariusz i
coraz wiecej bankow będzie wstrzymywać kredytowanie.
W przypadku recesji dynamicznie będą rosły zle dlugi w związku z
niewypłacalnością kredytobiorców i spełni się ten drugi scenariusz, ale
osobiście sadze że do recesji daleko. Jednak kokosy w bankowości już się
skończyły. Teraz prawdopodobnie czeka nas bankowców kilka chudych lat .