Dodaj do ulubionych

Wypowiedz Miecha

04.12.08, 21:16
Przez przypadek trafilem na ten link w komentarzach w blogu Kuczynskiego.
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20081030&id=po01.txt
To jest niezwykle interesujaca wypowiedz. Porusza fundamentalne problemy
wejscia do Euro. On pisze o rzeczy niezwykle waznej we wspolnym obszarze
walutowym. Chodzi mianowicie o dostosowanie plac. I on ma racje. Jezeli znika
bufor walutowy (abstrachujac od obecnej rynkowosci kursu wymiany PLN) to
funkcje bufora kosztowego w produkcji przejmuja place. To jest bardzo wazne
zjawisko, poniewaz o przewadze produkcyjnej decyduja wtedy koszty pracy,
technologia i ograniczenia podatkowe. Jak wszyscy wiemy najslabszym elementem
w ogniwie jest pracownik. Polecam caly ten artykul. Bardzo interesujacy.
Jestem naprawde zaskoczony, ze ktos tak wyraznie wypunktowal te warunki
elastycznosci. Czapki z glow.
Obserwuj wątek
    • stoje_i_patrze Re: Wypowiedz Miecha 04.12.08, 21:22
      JA go parę razy cytowałem pod blogiem PK to mnie pare osób wyśmiało. Cały czas
      jednak uważam że to mądry gość i się z nim zgadzam.
      • przycinek.usa Re: Wypowiedz Miecha 04.12.08, 21:38
        O tak, to jest madry czlowiek. Nie ma zadnych watpliwosci. Tego Miecha trzeba
        sledzic. Dobry link znalazles. Ten facet to jest brylant a nie jakis tam miech.
    • przycinek.usa fragmenty 04.12.08, 21:36
      (...)Najważniejsze to kryterium konwergencji gospodarczej - chodzi o odpowiedź
      na pytanie: czy cykle gospodarcze w Polsce i strefie euro są w sposób naturalny
      zbieżne i czy pozwolą na bezkonfliktowe funkcjonowanie gospodarki ze stopami,
      jakie funkcjonują w strefie euro? Drugie kryterium, oparte również na wiedzy o
      modelach optymalnego obszaru walutowego, dotyczy oceny elastyczności
      gospodarczej: czy gospodarka polska jest na tyle elastyczna, że jest w stanie
      sama z siebie, bez pomocy kursu monetarnego, przezwyciężyć nieoczekiwane
      trudności gospodarcze? Podstawowe pytanie brzmi: czy łatwiej przystosować się
      kursom wymiany walut do aktualnej sytuacji ekonomicznej i politycznej, czy
      gospodarce i polityce do już usztywnionego kursu? Może się okazać, że łatwiej
      byłoby dostosować się przedsiębiorstwom, gdyby elastyczny kurs wymiany
      zamortyzował szok.(...)


      Badania pokazują, że jak porównamy kraje, które nie mają wspólnej waluty -
      Wielką Brytanię, Danię i Szwecję, z krajami Eurolandu pod względem
      produktywności i wydajności pracy, to okazuje się, że produktywność jest wyższa
      poza eurostrefą. Inne badania pokazują, jak to wygląda w wypadku krajów euro,
      które są niedopasowane do eurostrefy, a więc Hiszpanii, Portugalii, Włoch i
      Grecji. Cóż się okazuje? Gdyby wyłączyć z badań te państwa, to produktywność w
      strefie i poza strefą euro byłaby bardzo podobna. Jaki z tego może płynąć
      wniosek? Krajom, do których polityka monetarna eurostrefy pasuje - euro daje
      korzyści, ale niewykluczone, że odbywa się to kosztem pozostałych krajów, tych
      niedopasowanych. Można przewidywać, że niezadowolenie społeczne, już dziś bardzo
      widoczne, będzie tam narastało. Dlatego podejmując decyzję o wstąpieniu do
      obszaru wspólnej waluty, trzeba bardzo uważać, aby nie stać się peryferią
      takiego systemu.(...)

      Wcale nie jest pewne, czy kryteria z Maastricht pasują do krajów, które chcą się
      włączyć do euro. Choćby warunek niskiej inflacji. Przecież jeśli kraj aspirujący
      do euro ma niższy poziom cen, to konwergencji muszą towarzyszyć przyspieszone
      procesy inflacyjne. Tymczasem ten naturalny proces musi być sztucznie hamowany,
      co w efekcie prowadzi do wzrostu bezrobocia i emigracji w poszukiwaniu pracy za
      granicę, nie wspominając niesamowitej zachęty dla spekulacyjnych operacji. Kiedy
      wreszcie taki kraj wchodzi do eurostrefy - polityka staje się mniej restrykcyjna
      i te hamowane procesy nagle odżywają i powodują wysoką inflację. To, co jest
      postrzegane jako wzrost cen po wejściu do euro, to w znacznym stopniu właśnie
      wybuch tej wstrzymywanej naturalnej inflacji(...)

      Jeśli ktoś stara się zwalczać naturalne procesy inflacyjne związane z
      konwergencją redukowaniem ilości pieniądza [tj. podwyższeniem stóp procentowych
      - przyp. red.], to z jednej strony podwyższa rentowność inwestorom zagranicznym,
      a z drugiej - napędza procesy spekulacyjne. Gdy inwestorzy wiedzą, że za chwilę
      dojdzie do połączenia ze strefą euro, to inwestują w ten sposób, aby podwójnie
      zyskiwać: na wyższym oprocentowaniu papierów skarbowych i na podbijaniu kursu.
      Tymczasem zawyżony kurs wymiany waluty przy przejściu na euro może być zgubny
      dla gospodarki. Może się okazać, że nie opłaca się w kraju produkować i
      eksportować. Jeśli w tych warunkach pracodawcy nie będą mogli obniżyć płac, to
      co zrobią? Zredukują zatrudnienie i nie będą podejmować nowych inwestycji. W
      przeszłości już mieliśmy z tym do czynienia. To jest przykład reformy
      Grabskiego. Zaraz po pierwszej wojnie światowej wymieniono markę polską na złoty
      polski, który był równy frankowi szwajcarskiemu, miał pełne pokrycie w złocie.
      Wymiany dokonano po kursie, który w tamtym momencie był kursem rynkowym.
      Wydawało się wtedy, że jest właściwie oszacowany. Tymczasem okazało się, że ten
      kurs był przeszacowany. I wszystko stanęło! Gdyby Polska nie miała wtedy
      możliwości zdewaluowania złotówki o 41 procent, to mielibyśmy kryzys gospodarczy
      przez całe XX-lecie. Kryzys może trwać i 20 lat.(...)


      Dlaczego tak ciężko przechodziliśmy kryzys 1929 roku? Ponieważ byliśmy trwale
      powiązani z parytetem złota i krajami, które w tym parytecie uczestniczyły. W
      efekcie światowy kryzys dotknął nas mocniej niż inne kraje i trwał znacznie
      dłużej. Kurs wymiany może być korzystny dla gospodarki w danym momencie, a za
      chwilę już nie. Ponadto pamiętajmy, że o tym, jaki będzie kurs wymiany złotego
      na euro, będą decydowały kraje eurostrefy. Będą się starały nakłonić nas do
      przyjęcia kursu, który będzie korzystny dla nich, a więc takiego, który to im
      pozwoli produkować i eksportować towary do Polski, a nie odwrotnie. Może się
      więc okazać, że kurs złotówki będzie przeszacowany, zwłaszcza jeśli się go
      podbije operacjami spekulacyjnymi.(...)

      Moim zdaniem, w obecnej sytuacji mówienie o procesie wejścia do euro to
      działanie przedwczesne. Najpierw trzeba się uporać z istniejącymi perturbacjami.
      W takiej sytuacji lepiej zachować elastyczność. Owszem, padają argumenty, że
      perspektywa szybkiego wejścia do euro ustabilizowałaby naszą walutę, napłynąłby
      kapitał spekulacyjny, nastąpiłoby dowartościowanie złotówki. Tylko proszę
      zobaczyć - to mogłoby doprowadzić do sytuacji, że weszlibyśmy do euostrefy po
      kursie niekorzystnym. Wyobraźmy sobie, że już teraz jesteśmy w euro, jest
      olbrzymi kryzys, podmioty finansowe się ratują, spółki córki transferują środki
      w euro do swoich matek, jest problem kredytowy - a my nie mamy narzędzia, żeby
      tę ucieczkę euro mitygować. Nie mamy własnej polityki pieniężnej i możliwości
      dostosowania kursu walutowego. Jedyne, co nam pozostało w ręku, to polityka
      fiskalna, i to polityka zakazująca przekraczania 3-procentowego deficytu
      budżetowego. Gdybyśmy się teraz znaleźli w takiej sytuacji, to kryzys dotknąłby
      nas znacznie boleśniej. (...)
      • baldazar Re: fragmenty 04.12.08, 22:02
        Strefa EUR dla polskiej gospodarki niesie mnóstwo zagrożeń, które
        wymieniłeś. Szkoda, że pominąłeś aspekt szerszy... dominujący
        standard. (Stara strategia Microsoftu.....) Jesteśmy świadkami
        historycznego momentu. Moim zdaniem tworzą się zręby nowego podziału
        wpływów na świecie. Niektorzy nazywają to świat wielobiegunowy....
        Jako kraj jesteśmy zbyt mali aby narzucać własny standard ale zbyt
        duzi aby ignorować tworzący się porządek!

      • vice_versa EuroMech 05.12.08, 11:40
        Polecam też Jankowiaka:
        januszjankowiak.bblog.pl/wpis,gdyby;teraz;to;za;ile,15045.html
        Zwróćmy uwagę jak to jest skomplikowane i ile w tym zaowalowanej w
        procedury uznaniowości.
        W dzisiejszej sytuacji wchodzenie do ERM2 EWIDENTNIE oznacza, że
        Polska pozbawi się możliwości zasypania dziury deflacyjnej
        spowodowanej kryzysem. Zwróćmy też uwagę, że słabnący przez ostatnie
        lata USD powodował ucieczkę w obligacje w walucie twardszej (jak
        m.in. polskie papiery skarbowe).
        Tu w ogóle nie ma dwóch zdań: ktoś chce zamrozić kurs i nie
        pozwolić nam na naturalne i wynikające z cyklu gospodarczego
        działania. Zakazuje się nam administracyjnie dewaluacji naszego
        zadłużenia zagranicznego lub wewnętrznego wobec zagranicznych
        banków. Zostawi się nas za to z deflacyjną dziurą, bezradnie
        przypatrujących się rozkręcającej recesji, oferując
        jednocześnie "pomocną dłoń" pożyczkę EBC rządzącym na załatanie
        bieżących dziur. I jeszcze wmawia się, że to dla naszego dobra. Taki
        bailout po polsku i bez mydła.

        Z tego wynika więc, że nie tylko chodzi o przyszłą spekulację ale o
        dzisiejsze bilanse i obronę zagranicznych przed dewaluacją. Czyli
        jak trafnie zauważył Mech replay ze złotego standardu, który w
        XXleciu utrzymywaliśmy znacznie dłużej niż inne państwa. Prawo
        Kopernika???? Eeee... Niemożliwe! Vice_versa jest spiskowcem, a
        Polska potęgą monetarną.

        Te porównawcze badania wydajności strefy "poza Euro"
        i "EuroŚródziemnomorskiej" też ciekawie wychodzą, w sumie do
        przewidzenia.

        > Ponadto pamiętajmy, że o tym, jaki będzie kurs wymiany złotego
        > na euro, będą decydowały kraje eurostrefy. Będą się starały
        > nakłonić nas do przyjęcia kursu, który będzie korzystny dla nich,
        > a więc takiego, który to im pozwoli produkować i eksportować
        > towary do Polski, a nie odwrotnie.

        To jest chyba najistotniejsze!
        Niestety Mech mówi o TOWARACH, a LBS pisał tu wielokrotnie że
        PIENIĄDZ TEŻ JEST TOWAREM, i że chodzi o "eksport zobowiązań
        pożyczkowych". O ile więc Mech ma rację w kwestii NARZUCANIA
        NIEKORZYSTNEGO KURSU, to nie ma racji odnosząc to do TOWARÓW.

        Mocna PLN (ta z tekstu Jankowiaka) nie byłaby wcale korzystna dla
        Niemców w sytuacji gdyby chodziło o BILANS TOWAROWY/handlowy, bo
        importowalibyśmy więcej i taniej. Gdyby więc chodziło o towary, to
        dla Niemiec z pewnością korzystniejszy byłby kurs z dnia wejścia do
        Euro, bo PLN będzie się osłabiał. Tymczasem jest odwrotnie.
        Pamiętajmy, że kurs wymiany ERM2 ustala się NA POCZĄTKU. Ponieważ
        jednak chodzi o PIENIĄDZ jako towar, i jego sztuczne UMACNIANIE,
        niezależnie od rozmiaru dziury deflacyjnej, to ewidentne jest że
        twardy kurs działa na rzecz Niemców, jak utrzymywanie złotego
        standardu w 1929 przy jednoczesnym papierowym faszyzmie i zbrojeniu
        się naszych zachodnich sąsiadów.
        • przycinek.usa Re: EuroMech 05.12.08, 20:18
          A moze ktos po prostu chce swisnac polskie rezerwy NBP?
    • przycinek.usa jeden maly problem 04.12.08, 21:48
      Na samym dole artykulu jest taka mala notatka:
      "Poglądy przedstawione w niniejszej rozmowie wyrażają osobiste stanowisko
      rozmówcy i nie odzwierciedlają stanowiska instytucji, z którą jest on związany
      zawodowo."

      No coz, wyglada na to, ze specjalista od betonow Pan Skrzypek ma doradce ale go
      nie slucha. Dac chlopu zegarek?
      • szczurek.polny Re: jeden maly problem 04.12.08, 22:45
        Standardowy disclaimer. O ile wiem, to jeden z punktów umowy o pracę czy
        kontraktu, nie wiem dokładnie, co on tam ma... Chodzi o to, że może sobie
        dorabiać poza NBP publikując coś pod własnym nazwiskiem, czy też udzielając
        wywiadów po godzinach, ale pod warunkiem, że zawsze znajdzie się tam tekst:
        "Przedstawione poglądy wyrażają osobiste stanowisko i nie odzwierciedlają
        stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo." Bez względu na to, co
        powie. Zawsze.

        Taki mały znak profesjonalizmu i porządkowania bałaganu po poprzednim szefie
        "tej instytucji" wink
      • szczurek.polny Mech! 04.12.08, 22:46
        I jeszcze jedno: prof. Cezary Mech, nie Miech wink
        • baldazar Re: Mech! 04.12.08, 23:01
          Przycinek, jeśli to Mech jest osobą, ktorą doceniasz to powinieneś
          go poznać bliżej. Osobowością dorównuje Pani Fotydze. Napisz mu
          kilka słów uznania (nawet na adres NBP Pana Skrzypka - ucieszy się
          bardzo).
          • stoje_i_patrze Re: Mech! 04.12.08, 23:05
            Osobowości osobowością ale wypowiedzi (ten zamieszczone w tym linku) są dobre.
            • leny20-4-7 Re: Mech! 04.12.08, 23:14
              popieram, forma moze i niezbyt "udana" ale tresci ciekawe...irytujace jest natomist mainstreamowe "skreslenie" tej czy innej osoby tylko za niewygodna osobowosc lub poglady.

              • baldazar Re: Mech! 04.12.08, 23:30
                Podzielam obawy Mecha (choć nie darzę go sympatią). Osobiście uważam,
                że wejście lub nie do EUR (ani nas nie zbawi ani nie ocali).
                Gospodarczo jesteśmy tak zależni od EU (inwestycje zagraniczne,
                export), że ta integracja walutowa w długim horyzoncie ma sens.
                • leny20-4-7 Re: Mech! 04.12.08, 23:42
                  nei bede ocenial/osądzal p. mecha bo nigdy nei spotkalem go osobiscie a nie
                  zwyklem wyrabiac sobei opinii na bazie "faktow medialnych"

                  co do wejscia samego...ostatnio moi znajomi byli na spotkaniu z p. XXXX
                  czlonkiem rpp...nei moge wszytskiego tutaj powiedziec bo spotkanie bylo
                  niepubliczne...przekaz otrzymali jasny...pogarszajace sie saldo na current
                  accouncie w poalczeniu z mozliwoscia wystapienia nierownowagi wewnetrzej przy
                  jzu poniesionych kosztach i woli politycznej warunkuja KONIECZNOSC wstapienia do
                  "euro" i z tej tez przyczyny/powodu tego Rada tu cytat za moim znajomym "nei
                  moze robic tego co moze i by chciala ale to co musi" oraz "gdyby nie "presja" i
                  "narastajacy kryzys" az do posiedzenia lutowego nie byloby zadnych ciec bo
                  odsuneloby w czasie "euro" " a weglug prof.XXXX 2011-2012 to jedyne mozliwe
                  jeszcze ramy czasowe, pozniej bedzie tylko trudniej wypelnic kryteria wstapienia...

                  dlatego tak podoba mi sie to co powiedzial mech..."Dyskusja w Polsce, jeśli ma
                  być merytoryczna, nie powinna koncentrować się na tym, że "jesteśmy zobowiązani
                  do przyjęcia euro", lecz na tym, czy to się nam opłaca i jakie warunki powinny
                  być spełnione. Powinniśmy mówić o meritum sprawy, a dopiero potem ewentualnie o
                  terminie. NIESTETY, U NAS DEBATA TOCZY SIE NIEJAKO OD KONCA"

                  • vice_versa Re: Mech! 05.12.08, 12:12
                    Leny, bo to nie jest żadna debata! My mamy deflację i powinniśmy
                    drukować JUŻ. Oni mają nasze obligacje, bo były atrakcyjniejsze niż
                    spadające UST. Więc co robią żeby nie popsuć sobie bilansu?
                    ZAMRAŻAJĄ KURS (ERM2) i każą ciąć wydatki budzetowe. Z naszej strony
                    to jest strzał w stopę, i powtarzanie numerów z Wielkiej Depresji.
                    To PL została dotknięta MOCNIEJ kryzysem już DZIŚ (wystarczy sięgnąć
                    po wykresy kursów i indeksów w PL i w Europie) a to dopiero początek
                    bo w realnej gospodarce istnieje luka czasowa wynikająca z fazy
                    cyklu.

                    Ten profXXXX opowiada XFDXSNSDNF. Znaczy nie dlatego że straszy, bo
                    te dziury na current account muszą się pojawić i nierównowaga
                    wewnętrzna TEŻ, bo kryzys będzie narastał zgodnie z tym co napisałem
                    wyżej, tyle że to jest najgorszy możliwy moment bo PLN jest jeszcze
                    w miarę mocne więc zamrażanie kursu wymiany jest zbrodnią (gorzej
                    byłoby już tylko gdybyśmy weszli do ERM2 w sierpniu) Myślicie, że za
                    Wasze oszczędności dostaniecie więcej Euro? Może i tak. Tylko
                    znacznie mniej wartego Euro. Polska i polski budzet mają żywotny
                    interes w tym żeby przecenić swój dług. Usztywnianie kursu jest
                    zarzynaniem gospodarki na koszt kredytobiorców wewnętrznych, zamiast
                    przerzucenia tych kosztów na zagranicznych posiadaczy papierów
                    skarbowych. Ja nawet uważam, że gdyby oszczędzający mieli stracić to
                    należy im to zrekompensować, bez dwóch zdań. Natomiast zażynanie
                    kredytobiorców pogrąży wszystkich, równo i na długie lata.
                    • leny20-4-7 Re: Mech! 05.12.08, 13:18
                      drogi versosmile

                      debaty nie ma i nei widac na nia jakikolwiek szansy bo jest "niewskazana"...latwiej bowiem "kierowac" ludzmi ktorzy wiedza bardzo malo i z gory maja powiedziane ze To jest dobre a Tamto zle...Ten jest uznanym profesorem a Tamten oszolomem...niestety zycie.

                      co psizesz o obligacjach to masz racje...nakupili chlopaki bo zarabiali podwojnie raz na % a po drugie na kursie...jak zaczal sie wyjazd z emerging markets obudzic sie mogli z reka w nocniku i wtedy nagle out of the blue p. premier wyskakuje z akcja EURO w 2011-12!!! ja w szoku, moi ziomale w szoku, no wszyscy w szokutongue_out...pytanie kto zarobi/ł

                      mech opisujac dlaczego "nie podoba mu sie" siega w genezie do historii ( zaskoczyl mnei tym bo myslalem ze tego nikt jzu nei pamieta poza studentami pierwszego roku kursu historii gospodarczej), to prawda ze dyskusyjny jest poglad ze Polska, ziemie nalezace do Polski byly w jakiejkolwiek unii z panstwami zaborczymi...byly po prostu kolejnymi ich prowincjami i podlegaly polityce gospodarczej metropolii...ale porownanie do Wielkiej Depresji jest juz jak najbardziej na rzeczy, wytransferowano wtedy z Polski calem sporo kapitalu bo owczesne "elity" uznaly ze "mocarstwo" musi miec silna walute...to byl bardzo kosztowny blad!

                      cykl dogoni nas "tutajszych" szybciej niz warszawa zaklada. takie jest moja prywatna opinia jako osoby majacej kontakty z przedsiebiorcami z roznych branz.

                      "> Ten profXXXX opowiada XFDXSNSDNF. Znaczy nie dlatego że straszy(...)"

                      on ich nei straszyl...to sa ziomale dzialajacy w polskim oddziale zagranicznego banku, ktory obuli pare firm/osob prywatnych na niezle struktorytongue_out... i oni to uznali ze musza! miec informacje z pierwsszej reki i "zaprosili" na wyjasneinia czlonka rpp...odgelegowano akurat prof.XXXX ktory bez ogrodek wylozyl im wszyskie ryzka poprate najnowszymi projekcjami nbp...tak tak to sie nazywa asymetria informacji ale niektorzy sa primus'ami inter pares'ami...niestety zycie2

                      podsumowujac:
                      1. "warszawa" z jakiegos powodu uznala ze musimy wejsc do ERM'u...i wszystko absolutnie wszystko zostalo juz dostosowane ( poświęcone) temu zadaniu. "rynek" obstawia stopy za rok na ok 4% co przy 0% w usa pokazuje jasno "zadnych marzen" panie vice-versosmile
                      2. jedym pozytywem tak na szybko widocznym jest to ze osoby/firmy zadluzone w chf, eur, usd maja nizszy kurs co warunkuje ze ich budzety nei zostana nadmiernie ograniczone i konsumcja pociagnie nas przez dwie chwile...ale normalny cykl export, inwestycje, konsumcja mowi jasno co jest tuz tuz...dlatego jestem w takim szoku2 ze p. premier na niepublicznym spotkaniu wyznaje ze "ze wchodzimy w kryzys" i "ze dowiedzial sie o tym tydzien wczesniej od Tricheta albo Sarkozego"...gdzie sa doradcy!!! no skandal!
                      3. dlatego tez ten artykul mecha ktory nie wiem jakim cudem odnalazl przecinek na naszym dzienniku ( oj nie jest to "opiniotworcze" mediumsmile ) dal cien szansy ze rozpoczne sie polemika, pojawia sie glosy krytyczne ktore "sprowadza profesora cezarego do parteru"...niestety nawet tutaj zatrwazajaca cisza.



                      • vice_versa Re: Mech! 05.12.08, 14:33
                        Czyta się Ciebie super!

                        > ja w szoku, moi ziomale w szoku, no wszyscy w sz
                        > okutongue_out...pytanie kto zarobi/ł

                        Wytłumaczenie tego out of the blue, jest proste: mieli nasze
                        skarbowe, jak krachnęło w USA, to jak się zaczęli wycofywać hurmem z
                        rynku, kursy walutowe się powywracały, a cała podstawa długów
                        skarbowych zjechała im o 40% patrząc na dziś. W 2,5mc!!! Dostali
                        więc wysypki i uradzili zamrożenie nam kursu.

                        > podsumowujac:
                        > 1. "warszawa" z jakiegos powodu uznala ze musimy wejsc do
                        > ERM'u...i wszystko absolutnie wszystko zostalo juz dostosowane (
                        >poświęcone) temu zadaniu. "rynek" o bstawia stopy za rok na ok 4%
                        > co przy 0% w usa pokazuje jasno "zadnych marzen" panie vice-versosmile

                        Jasne! Pytanie tylko KTO jest Aleksandrem II i co dostają jego
                        namiestnicy.
                        Ja nie mam złudzeń, ja już o tym pisałem:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=88074376&a=88079792
                        Więc miło poczytać, że się jednak nie jest osamotnionym wariatem...

                        > 2. jedym pozytywem tak na szybko widocznym jest to ze osoby/firmy
                        > zadluzone w chf, eur, usd maja nizszy kurs co warunkuje ze ich
                        > budzety nei zostana nadmiernie ograniczone i konsumcja pociagnie
                        > nas przez dwie chwile.

                        Te waluty się UMOCNIŁY, a nie spadły, więc długi i raty poszły w
                        górę. Z USD przewalutowałem w sierpniu, zdecydowała przecena na
                        ropie, żeby było ciekawiej. Najchętniej teraz przewalutowałbym na
                        dolara zimbabwe, juana albo rubla przed dewaluacją. Ale spryciarze
                        nie dają. W zasadzie nie wiem czemu, widać nie ma globalnych
                        pośredników. W końcu ani Mugabe czy Miedwiediew by nie zbiedniał, eh
                        naprawdę nie wiem co im szkodzi wink
                        • leny20-4-7 Re: Mech! 05.12.08, 23:28
                          vice_versa napisał:

                          1. > Czyta się Ciebie super!

                          hehehe i vice versa smile

                          2. Dostali więc wysypki i uradzili zamrożenie nam kursu.

                          jesli dobrze Cie zrozumialem to takze uwazasz Polske za panstwo ala quasi republika bananowa, ktorej "ktos" łaskawie komunikuje co ma w danym momecie robic a kiedy ma siedziec cicho?

                          3. "rynek" o bstawia stopy za rok na ok 4% co przy 0% w usa pokazuje jasno "zadnych marzen" panie vice-versosmile
                          >
                          > Jasne! Pytanie tylko KTO jest Aleksandrem II i co dostają jego namiestnicy.

                          po pierwsze bardzo sie ciesze ze dobrze obstawilem a Ty mnie nei zawiodlessmile Szacunek!

                          a po drugie i tu pojawia sie wlasciwa kwestia KTO TO? wiedzac mzona starac sie podlaczyc pod jego chlopakow i zajac "wlasciwe pozycje"!

                          4. Więc miło poczytać, że się jednak nie jest osamotnionym wariatem...

                          witaj w klubiesmile

                          5. Te waluty się UMOCNIŁY, a nie spadły, więc długi i raty poszły w górę.

                          mam tego swiadomosc. sugerowalem ze jesli p. premier nie wyskoczylby z ta "akcja" to byc mzoe doswiadczylibysmy juz euro po 5...a to wyjeloby znaczaca ilosc gotowki z obiegu/konsumpcji ktora musialby pojsc na biezaca obsluge dlugu...ale wszystko ma swoja cene...byc mzoe zgasiloby to konsumpcje ale zastymulowaloby export/produkcje/zatrudnienie/poprawilo current accounta...daloby szanse na "delikante" przejscie w cyklu...niestety podjeto inna decyjze...tzn "car" skazał prinimatsmile

                          skoro jzu jestesmy przy rosji/wschodzie...mialem wlasnie spotkanie ze swoim partnerem z brzescia/bialorus na rzecz ktorego robie obsluge handlu z korea i chinami...przyjechal na podsumowanie roku i z marszu zadal mi pytanie co sadze o dolarze ( rozliczamy sie jeszcze w usd z fabrykami tamtejszymi). przedstawilem mu swoja opinie ze to co sie dzieje w srednim teminie doprowadzi do katastrofy ktora uda sie zażegnac albo deflacja albo wymiana pieniadza...on pobladł i wystrzelil ze na rosyjskich mediach od niedawna "chodzi plotka" o zastapieniu usd czyms innym...ale dopiero sie przestraszyl jak mu powiedzialem wyraz "amero"!!! wedlug niego ( bede to sprawdzal w przyszlym tygodniu bo dzis do domu musze a na weekend do dziewczyny uderzam bo w swoich latach dalem sie jeszcze zdobyc fajnej pannie z warszawysmile ) on dumał sobei ze to ich mafia rozpuszcza te plotki aby ludzi kompletnie zniechecic do dolara i przejac go...ale skoro ja tez juz wiem to "musi" to byc prawda.



                      • przycinek.usa Re: Mech! 05.12.08, 20:23
                        Nie do konca rozumiem wydzwiek twojej opinii. Czy jestes za czy jestes przeciw
                        wchodzeniu do ERM2?

                        Debaty nie ma i nie bedzie z bardzo prostej przyczyny.
                        Grupy trzymajace w Polsce wladze maja pieniadze i trzymaja je w
                        wysokooprocentowanych obligacjach. Dlatego najwyrazniej stopa procentowa musi
                        byc wysoka. A moze sie myle. Moze jedyna przyczyna jest glupota korporacyjna
                        decydentow? Kto to wie. Debata powinna byc, ale niestety jest tylko na forum w
                        waskim gronie spekulantow.
                        • leny20-4-7 Re: Mech! 05.12.08, 23:59
                          przycinek.usa napisał:

                          > Nie do konca rozumiem wydzwiek twojej opinii. Czy jestes za czy jestes przeciw
                          wchodzeniu do ERM2?

                          jesli to pytanie skierowane do mnei to ja odpowiem w ten sposob...drogi
                          przycinku a co moje "za" albo "przeciw" moze skoro wedlug mojej wiedzy decyzja
                          zostala juz podjeta!!!

                          prywatnie uwazam ze nie powinnismy wchodzic akurat teraz...na progu
                          kryzysu/recesji bo a)wystawiamy sie jako kraj na wytransferowanie calych naszych
                          rezerw - majac mzoliwosci sam zaatakowalbym pln w pegu w takim otoczeniu
                          zewnetrzym!!! b)nie wiadomo czy wspolny obszar walutowy przetrwa tę cala
                          "zawieruche"

                          ponadto wskazane jest bardziej uniwersalne pytanie...PO CO NAM TO EURO?
                          1.slusznie pisales ze majac instrumenty polityki pieniezej we wlasniej gestii
                          posiada sie mzoliwosci kreowania pwoiezmy ze "miekkiego ladowania" wlasnie w
                          takich momentach zwrotnych...przylaczajac sie do euro zdajemy sie na frankfurt
                          tak na prawde....ALE ALE ALE od czasu p. balcerowicza zrezygnowalismy z czynnego
                          korzystania z jej dobrodziejstw...wiec moze jednak zdac sie na innych skoro nam
                          samym "brakuje czegos"
                          2. poza tym przyklad gospodarek neiskorelowanych z niemiecka pokazuje ze to co
                          dobre dla frankfurtu nei jest jzu takie dla madrytu, dublina czy rzymu i dopoki
                          nei "dotrzemy sie" z niemcamy nei powinjismy wchodzic do tego "klubu"...wiem ze
                          uogolniam i nei mam w tym momecie zadnych faktow na poparcie tezy ale uwazam ze
                          "prawda sama sie obroni"

                          co do dalszej czesci Twojej wypowiedzi to jak dla mnei zadales pytania
                          retoryczne...niestety bo smutne to troche

                          pzodrowienia
                • przycinek.usa mala uwaga 05.12.08, 00:25
                  "integracja walutowa w długim horyzoncie ma sens."

                  Moze ma sens ale jedynie w przypadku kiedy przewidujesz dlugoterminowy rozwoj
                  rynku. Jezeli jest skurcz to mamy recesje a w przypadku recesji utrzymywanie
                  przewagi komparatywnej za pomoca niskiego kursu waluty jest JEDYNYM SPRAWDZONYM
                  W PRAKTYCE narzedziem polityki ekonomicznej panstwa.

                  To jest szalenie wazne i ten Mech najwyrazniej to rozumie. Chcialbym spotkac
                  przynajmiej jedna osobe na forum, ktora tez to rozumie. Jezeli spodziewamy sie
                  depresji (A ja osobiscie uwazam ze kryzys bedzie dosyc ciezki) to nie wolno
                  wchodzic do zadnego wspolnego obszaru walutowego ani do pegu. Jesli zapegujecie
                  PLN do EURO a PKB eurozony skurczy sie znaczaco, to zaimportujecie sobie
                  bezrobocie, dokladnie tak jak powiedzial Mech. A przy okazji obrona takiego pegu
                  bedzie was drogo kosztowac i puscicie z dymem rezerwy tak jak to wlasnie zrobily
                  Wegry i prawie Rosja. I oczywiscie nie ma zadnej gwarancji, ze jak sie sytuacja
                  rozwinie, to nie znajdzie sie mlody Soros i wywali was z tego PEGu i skonczy sie
                  marzenie elit.
                  Pamietajmy, ze kurs PLN jest nadal zbyt wysoki.

                  I jeszcze raz podkreslam, ze nie istnieje cos takiego jak rownowaga rynkowa.
                  Rynek zawsze jedzie jak pociag w jakims kierunku. Taki trend jest szalenie
                  trudno odwrocic. To jest prawie niemozliwe. I dlatego trzeba zawsze pamietac o
                  tym jak Japonia poradzila sobie z kryzysem w latach 30tych. Tego nigdy nie
                  nalezy zapominac. Dlatego to wchodzenie do euro tak bardzo mi sie nie podoba.
                  • damkon Re: mala uwaga 05.12.08, 00:48
                    > I jeszcze raz podkreslam, ze nie istnieje cos takiego jak
                    > rownowaga rynkowa. Rynek zawsze jedzie jak pociag w jakims
                    > kierunku.

                    Nie do konca mozna sie zgodzic z takim stwierdzeniem, wedlug mnie
                    rownowaga istnieje caly czas stale sie zmieniajac. Inaczej mowiac
                    rownowaga z wczoraj moze byc inna niz rownowaga z dnia dzisiejszego
                    i jeszcze inna bedzie prawdopodobnie jutro. Pojecie rownowagi nie
                    mozna rozpatrywac w kategoriach statycznych tylko dynamicznych, a z
                    faktu, ze rynek caly czas dazy do nowego stanu rownowagi, nie mozna
                    wyciagac wniosku, ze jej wczesniej nie bylo.

                    Uzywajac Twojej metafory, mozna powiedziec, ze ow pociag stale mija
                    kolejne stacje o nazwie rownowaga 1, rownowaga 2, rownowaga 3 itd.
                    • przycinek.usa Re: mala uwaga 05.12.08, 01:00
                      Rownowaga rynkowa istnieje tylko w jednym punkcie czasowym, a mianowicie wtedy,
                      kiedy dochodzi do zmiany trendu. Wtedy, na chwilke, rynek zatrzymuje sie i
                      odwraca. Jezeli rynek pedzi, to znaczy, ze jest nierownowaga.
                      • damkon Re: mala uwaga 05.12.08, 01:13
                        > Rownowaga rynkowa istnieje tylko w jednym punkcie czasowym, a
                        > mianowicie wtedy, kiedy dochodzi do zmiany trendu. Wtedy, na
                        > chwilke, rynek zatrzymuje sie i odwraca. Jezeli rynek pedzi, to
                        > znaczy, ze jest nierownowaga.

                        To jest podejscie statyczne, a rynek ma charakter dynamiczny, tzn.
                        stale dazy do nowej rownowagi. Fakt ciaglej zmiany parametrow
                        rynkowych nie swiadczy o braku rownowagi na dany moment tylko o
                        immanentnej wlasciwosci rynku, jaka jest jego zmiennosc.
                        • przycinek.usa Re: mala uwaga 05.12.08, 01:42
                          OK. Uruchommy wyobraznie.
                          Jest cos takiego w matematyce i nazywa sie pochodna.
                          Podejscie statyczne, to jest twoje podejscie i ma wymiar pierwszej pochodnej,
                          czyli prostej i punktu stycznego z krzywa. TY rozpatrujesz sytuacje tak, ze
                          uwazasz, ze rownowaga jest w kazdym momencie patrzac na to osobno "w danych
                          momentach". Czyli uwazasz, ze rynek mozna podzielic na osi czasowej na kawalki i
                          w kazdym momencie zrobic tam pochodna i ona jest prosta i jest w rownowadze, bo
                          jest tylko jedna interpretacja pochodnej w punkcie i ona ma forme stycznej w tym
                          punkcie. Niestety podstawa tego ruchu rynku jest krzywa, bo sa zmienne parametry
                          ruchu. Znajac rownanie krzywej, mozna obliczyc pochodna w dowolnym momencie i
                          zrozumiec ruch. Obserwujac moment, czyli pochodna w danym punkcie nie da sie
                          przewidziec niczego bo pochodna w danym punkcie moze byc wynikiem wielu
                          krzywych. Dlatego rozkladanie ruchu na rynku na dane momenty jest niesluszne.
                          Pomijam tutaj to, ze ruch rynku jest oparty o bardzo skomplikowany zestaw
                          czynnikow, ktorych nikt na naszej planecie nie ogarnia bo nie ma nikogo, kto
                          rozumialby wszelkie procesy zachodzace na rynku jednoczesnie.

                          Kolejny przyklad to stop klatka w filmie o czestosci odswiezania 50Hz. Filmujemy
                          ruch np. auta. Kazda klatka z osobna przypomina sytuacje statyczna. Auto dazy do
                          rownowagi na kazdej stop klatce.
                          Prawda?

                          Polecam jedno opracowanie:

                          www.contrahour.com/ItsJustTimeMartinArmstrong.pdf
                          Bardzo rozwlekle ale interesujace stanowisko dotyczace cykli na rynku.
                          Ostrzegam, ze facet jest lekko stukniety, bo siedzi w wiezieniu i nie ma nic
                          innego do roboty.
                          • damkon Re: mala uwaga 06.12.08, 23:11
                            > Czyli uwazasz, ze rynek mozna podzielic na osi czasowej na kawalki
                            > w kazdym momencie zrobic tam pochodna i ona jest prosta i jest w
                            > rownowadze, bo jest tylko jedna interpretacja pochodnej w punkcie
                            > i ona ma forme stycznej w tym punkcie. Niestety podstawa tego
                            > ruchu rynku jest krzywa, bo sa zmienne parametry ruchu.

                            Otoz nie, w realnej gospodarce jest dokladnie na odwrot, tzn. nie ma
                            zadnych krzywych przy zalozeniu ich ciaglosci, lecz zbior punktow,
                            ktore tylko dla uproszenia naszej analizy mozemy zilustrowac
                            krzywymi. Wynika to z braku podzielnosci jednostek, jakimi operuje
                            gospodarujacy czlowiek.

                            > Kolejny przyklad to stop klatka w filmie o czestosci odswiezania
                            > 50Hz. Filmujemy ruch np. auta. Kazda klatka z osobna przypomina
                            > sytuacje statyczna. Auto dazy do rownowagi na kazdej stop klatce
                            > Prawda?

                            Przyklad ruchu jako zmiennosci polozenia wzgledem okreslonego
                            odniesienia a stan rownowagi to dwie zupelnie rozne rzeczy.

                            Podsumowujac, nie wydaje mi sie, zeby do stwierdzenia istnienia
                            rownowagi rynkowej trzeba bylo korzystac z jakichs skomplikowanych
                            metod matematycznych ani tym bardziej przeroznych wyszukanych
                            teorii. Pochodna, o ktorej wspomniales takze nie jest nam tutaj do
                            niczego potrzebna. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego ceny i wielkosci,
                            ktore wytworzyly sie w wyniku scierania sie sil rynkowych na dany
                            moment nie mielibysmy traktowac jako tymczasowej rynkowej rownowagi?
                  • vice_versa Naturalnie!!! 05.12.08, 12:59
                    > "integracja walutowa w długim horyzoncie ma sens."

                    > Jezeli jest skurcz to mamy recesje a w przypadku recesji
                    > utrzymywanie przewagi komparatywnej za pomoca
                    > niskiego kursu waluty jest JEDYNYM SPRAWDZONYMW PRAKTYCE
                    > narzedziem polityki ekonomicznej panstwa.

                    > To jest szalenie wazne i ten Mech najwyrazniej to rozumie.
                    > Chcialbym spotkacprzynajmiej jedna osobe na forum, ktora tez to
                    > rozumie.

                    Ależ proszę bardzo! Możemy się spotkać! Zawsze twierdziłem że
                    deflacja czyli przecena akcji na giełdzie albo ujemne saldo
                    przepływów MUSZĄ skutkować ZWIĘKSZENIEM EMISJI papierów skarbowych,
                    niskimi stopami, akcją kredytową. To jest oczywiste. W obrocie
                    pojawiają się wtedy wartości (papiery skarbowe) które zastępują
                    ubytek wywołany przeceną giełdy lub emigracją kapitału.
                    To w ogóle nie powinno podlegać dyskusji, a każdy kto z
                    jakichkolwiek powodów twierdzi inaczej powinien być odesłany do
                    zapoznania się z przyczynami i rozwojem wypadków w GD1.

                    I dlatego kiedy widzę że w PL wszystko robione jest odwrotnie, to
                    krew mnie zalewa. Bush_w_wodzie i robsc uważają że to
                    nieekonomiczne. Rothbarianie wiadomo, skoro już nie mamy złota to
                    chociaż nie deprecjujmy. Jakby PL była samotną wyspą.
                    W Polsce z moimi poglądami z miejsca ma się łatkę keynesisty, razem
                    z Kołodką i Lepperem. Polskich ekonomistów cykle gospodarcze w ogóle
                    nie dotyczą, mówię Ci, takie same recepty na połowę lat 90tych,
                    takie same dziś. To się nazywa niezłomność charakteru!

                    Niestety w PL ludzie boją pustych inflacyjnych emisji, bo kojarzą
                    to ze złodziejstwem hiperinflacji a nie z procesem odzyskiwania
                    rentowności. I że hiperinflacja była sposobem przerzucenia na ludzi
                    państwowych długów, natomiast w sytuacji wolnego rynku kiedy jesteś
                    dłużnikiem inflacja jest błogosławieństwem, które umarza Twój dług.
                    A Ci co dług mają, mają przeważnie w walucie umacniającej się, bo
                    banki reklamowały CHF. Ty wiesz co teraz reklamują? JPY smile
                    U nas 80% ludzi organicznie nie cierpi kredytu, bo przyrasta im
                    podstawa a raty skaczą w górę. Polacy rozumieją, że ktoś ich robi w
                    oko, więc chcą go jak najszybciej spłacić, zamiast nauczyć się na
                    nim zarabiać.

                    Swoją drogą walutowanie długu to jest ogromny potencjał na biznes
                    kosztem interesów banków. To naprawdę spory rynek.

                    >I dlatego trzeba zawsze pamietac o
                    > tym jak Japonia poradzila sobie z kryzysem w latach 30tych.

                    Pisałeś gdzieś o tym?

                    Pozdr
                    • leny20-4-7 Re: Naturalnie!!! 05.12.08, 13:44
                      odniose sie do najbardziej "drazliwej" czesci Twej wypowiedzii nei chodzi mi o
                      kolodke czy andrzejasmile.

                      "(...) hiperinflacja (...), natomiast w sytuacji wolnego rynku kiedy jesteś
                      dłużnikiem inflacja jest błogosławieństwem, które umarza Twój dług. "

                      wydaje sie ze brakuje mi u Ciebie do dopelnienia calosci obrazu "wczucia" sie w
                      sytuacje osob/firm posiadajacych chociazby oszczednosci...pytanie retoryczne,
                      czy i oni beda klaskali w obie rece jak fornale na widok przedwojennego
                      dziedzica jak "ta" inflacja przyjdzie? wydaje mi sie ze nie dostrzegasz tego w
                      swoich "modelach"...jesli sie myle to prosze o rozwin tę czesc jesli masz chwile
                    • przycinek.usa Re: Naturalnie!!! 05.12.08, 19:04
                      pisalem o tym tu:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=86993659&a=86993659
            • baldazar Re: Mech! 04.12.08, 23:19
              Są dobre bo:
              1. nadają się do polemiki na forum?
              2. uważasz je za słuszne?
              3. inni uważają je za właściwe?

              • leny20-4-7 Re: Mech! 04.12.08, 23:24
                baldazar napisał:

                > Są dobre bo:
                > 1. nadają się do polemiki na forum?
                > 2. uważasz je za słuszne?
                > 3. inni uważają je za właściwe?
                >

                1. tak
                2. uwazam ze w kilku miejscach dosc rozsadkowo przedstawil swoje poglady
                3. poglady innych wlasnei sa po to zeby sie z nimi zapoznac i skonfrontowac ze
                swoimi...nikt nei ma patentu na "racje"
                • vice_versa Re: Mech! 05.12.08, 13:17
                  > nikt nei ma patentu na "racje"

                  Masz rację.
                  Istnieją jednak poglądy, które mają patent na brak racji.

                  Toczenie dyskusji na temat tego czy Ziemia kręci się w prawo czy w
                  lewo, czy jest płaska czy okrągła może jest fajne jako temat
                  forumowy, jednak JAKOŚ JEST.

                  Więc jakaś RACJA jednak istnieje, jest JEDNA i nawet jeśli nikt nie
                  ma patentu na rację, to nie wszystkie poglądy są jednakowo równe

                  smile
                  • leny20-4-7 Re: Mech! 05.12.08, 13:34
                    żaluje bardzo ze nie mam wolnych co najmniej 2 godzin bo wywiazac moglibysmy
                    "ciekawa" i jakze "ekonomicznie uzyteczna" dyskusjesmile

                    ale generalnie ok smile ...zreszta sam wiesz

    • damkon Re: Wypowiedz Miecha 04.12.08, 23:13
      Oj, czy nieco nie przereklamowales tego wywiadu? W kazdym razie z
      tymi "czapkami z glow" to juz calkowicie przesadziles. Dla mnie
      powialo jedynie nuda, dluzyzna i raczej miernota merytoryczna.
      • leny20-4-7 Re: Wypowiedz Miecha 04.12.08, 23:21
        czy poza subiektywna ocena mozesz wypunktowac gdzie mech mzoe nei miec
        racji/pomylic sie?

        ps. nei szukam konfrontacjismile interesuje mnie spojrzenie kogos kto krytycznie
        podejdzie do tego textu dlatego tez pytanie otwarte dla kazdego z nas prosba o
        raczej wypunktowanie niz dwa zdania lakonicznego/subiektywnego podsumowania.
        • damkon Re: Wypowiedz Miecha 05.12.08, 00:04
          > czy poza subiektywna ocena mozesz wypunktowac gdzie mech mzoe nei
          > miec racji/pomylic sie?

          Moja ocena moze byc tylko subiektywna. Innej mozliwosci nie ma.

          > ps. nei szukam konfrontacjismile interesuje mnie spojrzenie kogos kto
          > krytycznie podejdzie do tego textu dlatego tez pytanie otwarte dla
          > kazdego z nas prosba o raczej wypunktowanie niz dwa zdania
          > lakonicznego/subiektywnego podsumowania.

          W zasadzie juz napisalem, tzn. nie lubie wodolejstwa. Moge tylko
          dodac, ze Mech jest narodowym propanstwowcem a moje poglady sa jego
          calkowitym przeciwienstwem. W zwiazku z tym zagadnienie wprowadzenia
          Euro rozpatruje on z punktu widzenia polityki panstwa, zas dla mnie
          wspolna waluta europejska jest powaznym zagrozeniem dla mechanizmu
          rynkowego.
    • przycinek.usa przepraszam za przekrecenie nazwiska 05.12.08, 01:24
      Glupia sprawa, niezrecznie tak przekrecic za co przepraszam.
    • szutnik Pan Mech leci populizmem i to ostro.... 05.12.08, 07:59
      Przykładowo - unia monetarna Polski z zaborcami. To jest myślenie
      ahistoryczne. W XIX wieku Polski nie było! Była np. Provinz Posen,
      podbita/przejęta dawna polska kraina, wchodząca w skład Prus czy
      później Niemiec i tylko tak można rozpatrywać to, co dzialo się z
      ziemiami polskimi w tamtym czasie.
      Polska nie miała żadnej unii monetarnej z zaborcami, bo byt
      nieistniejący prawnie nie może mieć żadnych zobowiązań
      międzynarodowych.

      To nie polityka monetarna zadecydowała o niedorozwoju wschodnich
      obszarów Niemiec wtedy, a sposób wydatkowania budżetu i podejście
      państwa niemieckiego do poszczegolnych regionów, ustalane przez rząd
      w Berlinie.
      Zagłębie Ruhry z racji węgla i bliskości innych podobnych centrów we
      Francji i Belgii stało się ośrodkiem przemysłowym, wschodnim
      obszarom przypisano zaś rolę spichlerza państwa niemieckiego. Wobec
      tego przy poprawiającym się w XIX wieku poziomie zdrowotności
      społeczeństwa a także fakcie, że olbrzymia większość ziemii należała
      do słynnych junkrów pruskich (to oni stali murem za tym, by
      wschodnią część Prus/Niemiec pozostawić obszarem rolniczym) i
      poprawiającej się wydajności pracy na roli (umaszynowienie, nawozy
      itp)doszlo do głodu ziemii i masowych wyjazdów z przeludnionych wsi
      za pracą do ośrodkow przemysłowych.
      To nie miało nic wspólnego z jakąś unią monetarną, której w dodatku
      wogóle nie było!

      Pan Mech poleciał populizmem, ostro zakłamując historię!
      • vice_versa Komplementujesz Mecha 05.12.08, 13:34
        Z całego tekstu, uderzył Cię tylko ten fragment? Ceniąc Twoje
        wnikliwe wpisy, trudno tego nie poczytać Mechowi za spory komplement.
        W kontekście wagi poruszanych tematów, naturalnie.

        Czy moje teksty też jadą populizmem?
        Pytam, bo widzisz silniejsze osłabienie PLN zamiast usztywniania w
        ERM2 jakoś nie wydaje mi się szczególnym populizmem. Można nawet
        powiedzieć odwrotnie tchną elitaryzmem, bo honorują kredytobiorców
        kosztem oszczędzających, a tych pierwszych w PL jest mniej. Im
        bardziej rozwinięty kapitalizm tym te proporcje mocniej zmieniają
        się na korzyść kredytobiorców. Więc które poglądy w PL są
        populistyczne?
        • szutnik Ty mnie też kompelentujesz, vice :-) 05.12.08, 14:13
          Z całego tekstu, uderzył Cię tylko ten fragment? Ceniąc Twoje
          > wnikliwe wpisy, trudno tego nie poczytać Mechowi za spory
          komplement.
          Dziękuję, dziękuję smile choć nie wiem czy zasłużenie.

          Moje zdanie o wejściu do strefy Euro brzmi tak:
          Absolutnie NIE TERAZ. Koszty tego bedą zbyt duże w tej chwili.
          Obrona ERM2 może nas obgryźć w obecnej sytuacji z rezerw walutowych -
          to najprostsze co mi się nasuwa.
          Poza tym warto sprawdzić, czy Milton Friedmann się pomylił czy nie,
          mówiąc, że Euro wytrzyma tylko do pierwszego zakrętu.
          Jesli wytrzyma, można rozważyć wejście. Pozwólmy tej walucie przejść
          próbę ognia, nim się na nią zdecydujemy.
          W pełni zgadzam się też z tym, by zastosować kryteria Browna - to
          bardzo rozsądne podejście.
          Poza tym - jeśli wchodzić, to z jakim kursem odniesienia? Można tak,
          jak Niemcy czy Portugalia - zbyt wysokim, co powoduje skłonności do
          chronicznego deficytu budżetowego, obrotów bieżących itp. przy
          jednoczesnym spadku konkurencyjności wewnątrzunijnej. Można tez tak,
          jak Irlandia, ze zbyt niskim, co znowu w odpowiednich momentach
          cyklu koniunkturalnego daje presję inflacyjną...
          Z dwojga złego wolę wariant 2, jednak politycy mają skłonność
          faworyzować wariant 1 - ten błąd zrobiła niedawno Słowacja,
          ustalając kurs konwergencji na poziomie bliskim 30SKR/1EUR -
          historycznie najwyższym od czasu podziału Czechosłowacji....
          Dużo lepiej rozegrała sprawę Słowenia, która przeliczyła tolary na
          euro w środku pasma wahań z ostatnich kilku lat,a nie w ekstremum.

          Pytam, bo widzisz silniejsze osłabienie PLN zamiast usztywniania w
          > ERM2 jakoś nie wydaje mi się szczególnym populizmem.
          Silniejsze oslabienie PLN-a i tak się odbędzie, jako skutek
          okoliczności zewnętrznych (potrzeby pożyczkowe Polski w najbliższych
          latach oraz zmniejszenie ekspozycji banków z krajów
          niemieckojęzycznych na rejon Europy Środkowej i Wschodniej)- tego
          nie unikniemy.

          To akurat dobrze w tym konkretnym momencie historii (choć wielu to
          przejściowo zaboli - kredytobiorcow w CHF, firmy załatwione opcjami
          barierowymi itp), bo niejako z urzędu mamy zapewnioną konkurencyjną
          dewaluację, co zawsze było bronią państw w warunkach deflacyjnych.
          Widzisz, ja się z Mecheem w części spraw zgadzam, nie jest to dla
          mnie ktoś, kto tylko dlatego że ma tak na nazwisko i jest związany z
          PiS, jest z definicji skreślony. Zawsze patrze na to (przynajmniej
          tak się staram), co ktoś ma do powiedzenia, a nie na człowieka.
          A tu Mech mówi dużo rzeczy z sensem.
    • coondelboory Re: Wypowiedz Miecha 05.12.08, 09:12
      Tekst bardzo mi się podoba, szczególnie, że to są moje własne poglądy przedstawione w mniej sękaty sposób. Dobrze wiedzieć, że są ludzie którzy podzielają nasze zdanie.
    • szutnik Re: Cykl koniunktury... 05.12.08, 13:49
      >Polska ma zbieżny cykl koniunktury ze strefą euro?
      - Jeśli wziąć pod uwagę instrumenty polityki pieniężnej - to wynika
      >z nich, że wyprzedzamy cykl euro.

      W żadnym wypadku, panie Mech! Polska ma opóźnienia względem cyklu
      gospodarczego strefy Euro. Zarówno inflacja jak i parametry
      agregatów pieniężnych w Polsce podążają za, a nie wyprzedzają te ze
      strefy Euro.
      • vice_versa Re: Cykl koniunktury... 05.12.08, 18:12
        Faktycznie, przywalił koncertowo.

        Poza tym zrobił jeszcze te gafy:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=88117528&a=88139867
        I tam jest wiele błędów:
        1.Towarowe podejście do gospodarki zamiast monetarnego
        2.Założenie, że bardziej rozwiniętym Niemcom zależałoby na eksporcie
        do PL, jest jak z inżyniera felusiaka. To mniej więcej tak jakby
        napisać, że Ameryka niczego nie pragnie jak sprzedawać Chińczykom
        towary (zamiast lewych papierów) a sama przesiąść się na rowery.
        3.Przy tym założeniu "Niemcom zależy na eksporcie" też popełnia
        błędy bo kurs wymiany lepiej byłoby ustalić NA KONIEC procesu. Gdyby
        ustalić NA WEJŚCIU, tak jak przewidują procedury, korytarz wahań
        złotego byłby zupełnie niepotrzebny. Gdyby Niemcom zależało na
        większym eksporcie należałoby pozwolić dewaluować złotówkę do oporu-
        przecież przy pegu siła nabywcza wzrastałaby, Niemcy
        wyeksportowaliby więcej. Tymczasem mamy do czynienia z pegiem i
        korytarzem walutowym który umacnia walutę. Czyli sytuacją dokładnie
        odwrotną niż tą którą zarysował Mech.
        Więc część teorii się nie trzyma poręczy.

        Ale cóż...
        Przyjaciel mojego wroga jest moim przyjacielem, przynajmniej w
        kwestii Euro w aktualnym momencie cyklu. Nawet polubię Kaczora i
        wezmę udział w plebiscycie.
      • przycinek.usa Re: Cykl koniunktury... 05.12.08, 18:59
        Tak, masz racje, zwrocilem na to uwage. Opoznienie cyklu w zwiazku z polityka
        monetarna rozplaszczjaca cykl i wydlazajaca okres w cyklu. Ale moze Mechowi
        chodzilo o to, ze my CHCEMY wyprzedzic Euro i wyprzedzamy, a wlasciwie
        rozpoczelismy manewr wyprzedzania, ale jeszcze nie zdazylismy przyspieszyc? He
        he he he.

        Acha, Szutnik, nie przesadzaj w sprawie walut w czasie zaborow.
        Przyczyna implementacji wspolnej waluty jest nieistotna. Byla wspolna waluta i
        byl wspolny obszar ekonomiczny. Oczywiscie dzialania rzadu byly ograniczone, ale
        teraz TEZ SA OGRANICZONE.
        Na przyklad za sto lat pojawi sie nowy Szutnik i powie, ze przeciez Polska nie
        byla wolna, bo sytuacja byla przymusem i nie dalo sie obnizyc VAT do zera, ani
        prowadzic suwerennej polityki podatkowej.
        I dlatego miliony ludzi emigrowalo za chlebem. Prawda?
    • polish.ham Grzechy Opatrzności 05.12.08, 20:52

      "...przyczyną problemów gospodarczych w Polsce
      jest opatrzna polityka gospodarcza..."

      Chyba opatrznościowa?

      Czyżby doktor Opus Dei mógł się w takiej kwestii
      mylić, a "Nad-Dziennik" nie poprawić go?
      • robisc Re: Grzechy Opatrzności 06.12.08, 00:23
        prof Mech popelnil maly blad leksykalny

        "...Niewątpliwie nasza opaczność pozostaje w ścisłym związku z tymi wyrazami,
        ale przede wszystkim z wyrażeniem na opak (zrobić coś, zrozumieć coś na opak),
        czyli ‘odwrotnie niż trzeba’. W dawnej polszczyźnie znano bowiem przysłówek pak
        (‘znowu’wink, z którego rozwinęło się znaczenie przeciwstawności i wsteczności:
        opak, w opak, na opak (przysłowie Gdzie opak wszystko się dzieje, głupi z
        mądrych się śmieje). Istniał również czasownik opaczyć, tzn. ‘odwracać na opak,
        przeinaczać, wypaczać sens’. Dlatego „słownik wileński” bez zastrzeżeń odnotował
        i hasło opaczność 1. ‘mylność, błędność’; 2. ‘przewrotność, odwrotność’ oraz
        podał przykład użycia: Opaczność rozumowania; W tem niejako jest rozumu
        opaczność, nikomu nie chcieć być obowiązanym.

        A jednak z myleniem opatrzności z opacznością mamy do czynienia niezwykle
        często. Jednym z powodów może być (choć nie powinno) to, że w niestarannej
        artykulacji grupa głosek zapisywanych jako trz brzmi jak cz. Kiedy zatem myśląc
        o opatrzności, powiemy [opaczność] zamiast [opatszność] albo [opaczszność],
        istotnie wygląda to tak, jak gdyby chodziło o opaczność. "
    • darkbloom Gilowska o VAT, ERM2 i Euro 13.12.08, 11:08
      Bardzo ciekawy wywiad z byłą minister finansów w dzisiejszym "Dzienniku"
      O podatku VAT:
      "W Polsce jest potężny rynek wewnętrzny i mnóstwo podstawowych potrzeb. A że jesteśmy krajem relatywnie biednym, to Polacy w zakupach kierują się głównie ceną. Więc obniżenie części cen zachęca do większej konsumpcji. Ale obniżanie cen musi być dla biznesu neutralne, bo inaczej maleje skłonność do inwestowania i gospodarka się zwija. Dlatego najlepsze, co możemy zrobić, to obniżać ceny, zmniejszając podatek, który w tych cenach jest, czyli VAT. A tak się akurat składa, że VAT w Polsce ma bardzo wysoką stawkę, jedną z najwyższych w Europie. Przecież minimalna stawka wymagana przez dyrektywę UE wynosi tylko 15 proc. Półtora roku temu planowałam, by tę stawkę obniżyć o 3 czy 4 proc. Teraz, kiedy mamy nadciągające duże spowolnienie gospodarcze, to powinny być co najmniej 4 pkt proc., czyli zmniejszenie stawki z obecnych 22 proc. do 18 proc."

      o ERM2:
      " gdybyśmy dziś byli w systemie ERM2, to po niedawnych wahaniach kursowych nie mielibyśmy już ani jednego dolara rezerw walutowych. Wydalibyśmy wszystko na utrzymanie się w reżimie kursowym ERM2. I to by nas kosztowało wszystko to, co mamy."

      O wypowiedzi Tuska w sprawie EURO:
      " Tusk mówił o wprowadzeniu euro w 2012 r. To jest realne?
      Jestem prawie pewna, że tak mu się tylko powiedziało.

      Tak mu się powiedziało?
      Tak. Bo pojechał do Krynicy i musiał tam coś mocniejszego powiedzieć"

      Cały wywiad tutaj:
      www.dziennik.pl/gospodarka/article281557/Rzad_beztroski_jak_Czerwony_Kapturek.html
      • vice_versa Re: Gilowska o VAT, ERM2 i Euro 13.12.08, 12:32
        Tak to już jest: deflacja assets=>inflacja monetarna+niskie
        stopy+obniżka podatków.

        O podatkach bardzo trafnie, w szczególności że powiązała to z fazą
        cyklu gospodarczego i "oliwieniem maszynerii" czyli drukowaniem
        pieniądza w środowisku deflacyjnym. To nie jest sztampowa wypowiedź,
        w szczególności już zaskoczyła mnie dystansem do obniżania deficytów
        i zacieśniania polityki. Ona ma całkiem nieźle poukładane.

        Natomiast w kwestii Euro Gilowskiej zwyczajnie nie rozumiem, ona tam
        jest jednocześnie za "oliwieniem maszynerii" i wejściem do ERM2. To
        bez sensu, bo jedno luzuje politykę monetarną, a drugie zacieśnia,
        co oznacza że są to działania wzajemnie wykluczające się.

        Ona pisze tam tak:
        "DZtongue_outani zawsze była zwolennikiem szybkiego przyjęcia euro.
        Gil: Byłam i jestem nadal. Bo uważam, że euro jest fascynującym
        eksperymentem"
        DZ: "Wracając do euro. Wyobraźmy sobie sytuację, że dziś jesteśmy w
        strefie euro. Sytuacja Polski byłaby lepsza?
        Gil: Dzisiaj nie moglibyśmy być w strefie euro. W najlepszym razie
        moglibyśmy być w tzw. poczekalni, czyli systemie ERM2. Bo weszliśmy
        do Unii w połowie 2004 r. Zaś w systemie ERM2 też nie mogliśmy być,
        bo uniemożliwiła nam to sama Unia, która nas nie chciała."

        To pozostaje się zapytać co się takiego stało, że nagle EU nas
        zaczęła w ERM2 chcieć, i to właśnie wtedy kiedy diametralnie zmienia
        się sytuacja monetarna.

        I ja średnio wierzę w to, że posunięcie Tuska jest ucieczką do
        przodu przed dewaluacją złotówki. Takich rzeczy sie nie ogłasza tak
        sobie ot niezależnie od stanowiska Unii.

        Różnice kursowe i ich wahania są normalne, trudno przyjąć to co mówi
        Gilowska, że są "irytujące". Irytujące i bandyckie to jest ich
        opodatkowanie i wynikające z nich problemy księgowe.
        • darkbloom Re: Gilowska o VAT, ERM2 i Euro 13.12.08, 13:20
          > O podatkach bardzo trafnie, w szczególności że powiązała to z fazą
          > cyklu gospodarczego i "oliwieniem maszynerii"

          Bo to mądra kobieta jest smile. Każde zmniejszenie klina podatkowego zwiększa szybkość obiegu pieniądza i obniża presję deflacyjną. Ona o tym dobrze wie, bo przerobiła to w praktyce (obniżka stawki rentowej). I dlatego che obniżenia VAT

          > Natomiast w kwestii Euro Gilowskiej zwyczajnie nie rozumiem

          Wydaje mi się że stosunek do euro to wśród mainstreamowych polskich polityków dogmat. Nie obracamy się w sferze analiz ekonomicznych ale wiary/polityki. Dlatego skądinąd inteligentnym ludziom wnioskowanie się na pewnym etapie załamuje i kończą dogmatem: "Euro musi być"
          Kiedy Gilowska przyszła do MF w styczniu 2006 r. zastała tam Mecha, który był wiceministrem finansów odpowiedzialnym m.in. za program konwergencji. Nie dogadali się i Mech wkrótce wyleciał.
          Najprawdopodobniej poróżnili się właśnie w kwestii euro. Mech się doktoryzował na IESE więc jego poglądy nie są brane przez mainstream poważnie.

          pl.wikipedia.org/wiki/IESE
          • vice_versa Jeszcze o Euro i Mechu 13.12.08, 16:48
            Euro samo w sobie nie jest złe, może być korzystne, bo eliminuje
            balast księgowo-podatkowy i różnice kursowe, to nie ulega kwestii.
            Ograniczenie pasma wahań kursów walutowych jest jednak zawsze
            administracyjnym, nieekonomicznym i usztywniającym oddziaływaniem na
            gospodarkę. Warunki węża walutowego ERM2 zawsze będą budzić mój
            sprzeciw, w zasadzie niezależnie od fazy cyklu. Pegg'i i
            usztywnienia nie są dobrym rozwiązaniem. Niestety nie jest tak, że
            można sobie Euro jednostronnie przyjąć i wprowadzić, a cały
            mechanizm ERM2 nie jest gwiazdkowym prezentem.
            Natomiast na pewno w niektórych fazach cyklu usztywnianie waluty
            jest korzystne, a w innych jest zdecydowanie szkodliwe. Słowacja np.
            załapała się na fazę korzystną, tyle że Polsce tego odmówiono.

            IESE, proszę, Opus Dei, nie wiedziałem. Ciekawe, że o tym co jest
            rentowne a co nie, może decydować przynależność do klanu i
            ukończenie klanowych studiów smile Nie wiem z jakich powodów Mech
            wyleciał, ale z tamtego okresu Mecha bardzo dobrze pamiętam.
            Pamiętam jego zaangażowanie w sprawę ograniczenia kredytów
            walutowych (grudzień 2005). Pamiętam jego czynne zaangażowania w
            administracyjne wkopanie wszystkich dłużników kredytowych, na
            korzyść banków. Warto przypomnieć ten wątek:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=33244127&a=33517747
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=33244127&a=33632553
            Żyłka mi pulsowała, kipiałem, to fakt, ale jak widać po kursie USD
            miałem rację...
            To, że dziś Mech mówi dorzecznie, przekonuje mnie o jednym poglądy
            zależą od zajmowanej pozycji, czyli zwykły koniunkturalizm.
            To nie jest tak, że on wtedy dbał o stabilność finansów, on
            reprezentował interes banków i chciał stworzyć możliwie szerokie
            pole do emisji papierów skarbowych, żeby Polacy brali kredyty w
            umacniającym się PLN. A wtedy należało ograniczać emisję, bo i tak
            ucieczka od USD powodowała dodatnie saldo przepływów, a giełda i
            gospodarka rosły. Więc wtedy kiedy nie było podstaw do drukowania,
            Mech chciał drukować i legislacyjnie narzucić twardszą walutę. I ja
            tego facetowi nie zapomniałem.
            • darkbloom Re: Jeszcze o Euro i Mechu 13.12.08, 19:58
              > To nie jest tak, że on wtedy dbał o stabilność finansów, on
              > reprezentował interes banków.

              Chyba muszę Mecha bronić.

              On po prostu lubi bardzo restrykcyjny nadzór finansowy i bardzo boi się ryzyka. Skądinąd wiem, że ograniczenie możliwosci inwestycji OFE w ustawie o funduszach emerytalnych z 1997 r. to jego "zasługa"

              W 2001 r. był przeciwny inwestycjom OFE za granicą i miał oczywiście rację w kontekście tego co piszesz. Ponieważ od 2001 r. złotówka wzmacniała się praktycznie wobec wszystkiego to przy inwestycjach zagranicznych zmniejszała się baza więc żeby wyjść na swoje OFE musiały szukać wyższych % co wiązało sie ze zwiększonym ryzykiem.

              www.money.pl/emerytury/wiadomosci/artykul/unfe;przeciw;zagranicznym;inwestycjom;funduszy,229,0,37349.html
              Poza tym to co piszesz w linkowanym wątku oczywiście ma sens, ale przy założeniu, że kredytobiorcy hipoteczni aktywnie zarządzają swym długiem w walucie obcej. Ci, którzy potrafią zarządzać tym długiem rzeczywiście mogą skorzystać z efektu zmniejszającej się bazy kredytowej kiedy złotówka się wzmacnia i chreonić swoje "zyski"przez przewalutowanie lub opcje call na walutę w przypadku zmiany trendu. Niestety, to znacząca mniejszość.
              Kilka faktów:
              -2/3 wolumenu kredytów w chf, zostało wzięte po kursie 2,50 lub niższym,, czyli te mają bazę już wyższą niż w momencie brania kredytu
              www.bankier.pl/wiadomosc/Franku-krolu-zloty-zlituj-sie-1852585.html
              -największy "szał" przewalutowań był w lecie 2008 kiedy frank był po niżej 2,00 zł, tym delikwentom baza skoczyła już o 20%
              jacekmaliszewski.blox.pl/2008/07/Kredyty-hipoteczne-we-Franku-ciag-dalszy.html
              - jestem się gotów założyć, że jak zacznie boleć/kiedy u nas zacznie sie recesja nastąpią masowe przewalutowania z powrotem na złotówkę, co będzie dodatkowo wzmacniać franka.

              Kredyt hipoteczny w walucie jest dla ludzi, ale nie dla tych, których perspektywa kończy się na porównaniu rat miesięcznych w chf i pln. W tym sensie Mech miał rację.


              • vice_versa Re: Jeszcze o Euro i Mechu 13.12.08, 21:47
                > On po prostu lubi bardzo restrykcyjny nadzór finansowy i bardzo boi
                > się ryzyka.

                Ograniczanie ucieczki pieniądza z kraju jest dobre o tyle o ile
                zapewnia to wyższą rentowność w kraju. Poza tym limit 5% kapitałów
                nie jest wykorzystywany, w 2007 wynosił 0,53%.
                ofe.bblog.pl/wpis,inwestycje;zagraniczne;ofe;cd;,9379.html
                W dzisiejszej perspektywie należy ten próg generalnie podnieść np
                do 30% i pozwolić zainwestować OFE w upadłą NYSE. Za jakieś
                lat 5 trzeba będzie wrócić do dzisiejszych obostrzeń i ściągnąć
                pieniądz z powrotem, zanim NYSE znowu się przegrzeje. Tak to prawda,
                ja lubię aktywne zarządzanie portfelem. Jak już zagrabiono te
                składki to przynajmniej niech zarządzają, a nie zdają się na decyzje
                zagranicznych central smile

                > Poza tym to co piszesz w linkowanym wątku oczywiście ma sens, ale
                > przy założeniu, że kredytobiorcy hipoteczni aktywnie zarządzają
                > swym długiem w walucie obcej. Ci, którzy potrafią zarządzać tym
                > długiem rzeczywiście mogą skorzystać z efektu zmniejszającej się
                > bazy kredytowej kiedy złotówka się wzmacnia i chreonić swoje
                > "zyski"przez przewalutowanie lub opcje call na walutę w przypadku
                > zmiany trendu. Niestety, to znacząca mniejszość.

                Zgadza się, ale NIE MA NIC ZA DARMO. Polacy MUSZĄ się tego NAUCZYĆ.

                Własność wcale nie jest bezpieczna, własność to ryzyko spadku tego
                co masz i waluty w której to jest nominowane. Kredyt wcale nie jest
                groźny, tylko jest szansą topnienia długu i waluty w której go masz.

                Przestać mówić o "ryzyku kursów walutowych" skoro ten rynek oferuje
                SZANSE w przewartościowaniu bazy/podstawy. I przestać marzyć o
                spłacie swojego kredytu i o domu/mieszkaniu jako o istocie szczęścia
                czy bezpieczeństwa. To jest po prostu jakiś atawizm myślowy. Polacy
                traktują kredyt jako zło konieczne, a państwo nie może im utrudniać
                tego zarządzania (chroniąc oszczędzających), bo oszczędzanie nie
                przyspiesza obrotu pieniądza i wzrostu gospodarki, niestety,
                oszczędzanie tylko centralizuje zarządzanie. Kredyt nie jest zły, a
                kiedy aktywnie nim zarządzasz im więcej długu, tym większe Twoje
                zyski. Nie ma innej drogi do kapitalizmu na skróty. Tego trzeba się
                uczyć. Nawet na błędach, bez ochronki państwa i klosika.

                > Kredyt hipoteczny w walucie jest dla ludzi, ale nie dla tych,
                > których perspektywa kończy się na porównaniu rat miesięcznych w
                > chf i pln.

                OCZYWIŚCIE! Wiesz, baner w Open Finance powiedział mi, że teraz rata
                w JPY jest 50% niższa niż w Eur, ciekawe czemu? wink
                Ciekaw jestem co sądzisz o naszej rozmowie z polarbeerem:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=88166813&a=88434071
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=88166813&a=88437674
                i dalsze kilka postów.

                >W tym sensie Mech miał rację.

                Ci którzy gotowi są poświęcić wolność na rzecz iluzji bezpieczeństwa
                nie zasługują na żadną z tych rzeczy (Benjamin Franklin).

                Perspektywa administracyjnego zbawiania milionów jest mi obca, to
                jest obce polskiemu indywidualizmowi i w ogóle liberalizmowi.

                Nie da się zarządzać walutą długu z poziomu banków, bo banki zostały
                już sprzedane i mają inny interes niż chronienie bazy kredytowej
                klientów. To ZAWSZE musi zależeć od klienta, albo niezależnych debt
                managerów. Takie rzeczy powinien załatwiać RYNEK. I tu na pewno jest
                ogromna nisza rynkowa, bo do tej pory te expandery, open finance i
                inne finansowe hamburgery rentowność klienta miały w poważaniu,
                żyjąc z prowizji naganiactwa i gwarantując klientowi wtopę na bazie.
                Nie da się zrobić narodu kapitalistów/konsumentów/dłużników netto z
                ciemnej masy socjalistów/oszczędzających za których podejmuje się
                decyzje "na górze". Socjalistów trzeba pałką, bankructwem,
                przewidywalnością reguł gry i utratą wartości pieniądza zmuszać do
                konsumpcji i obrotu. Tyran ze mnie wink Musimy się uczyć zarządzania
                walutą i zarządzania długiem. Nie ma innej recepty.

                Po prostu nie da się zbawić wszystkich, zrobić kapitalizmu dłużników
                z jednoczesnym socjalizmem oszczędzających. Trzeba wybierać.

                Nawet jeśli kredytodawcom w CHF nie wzrośnie, to problem i tak
                będzie w tym że NIE STOPNIAŁA.Czemu karać rentownych a promować
                bezmyślnych? Bo tak reklamowali? Sorry, life is brutal... Ale robić
                brutal life rentownym, to jest #*#$R*&E!
                • darkbloom Re: Jeszcze o Euro i Mechu 14.12.08, 18:41

                  > Nie ma innej drogi do kapitalizmu na skróty. Tego trzeba się
                  > uczyć. Nawet na błędach, bez ochronki państwa i klosika.
                  (...)
                  > Ci którzy gotowi są poświęcić wolność na rzecz iluzji bezpieczeństwa
                  > nie zasługują na żadną z tych rzeczy (Benjamin Franklin).
                  >
                  > Perspektywa administracyjnego zbawiania milionów jest mi obca, to
                  > jest obce polskiemu indywidualizmowi i w ogóle liberalizmowi.

                  Ja się oczywiście z tym zgadzam. Jesteś po dobrej stronie rynku,zarabiasz na zmniejszającej się bazie. Kredyt sam się spłaca.
                  Niestety przychodzi zmiana trendu lub kryzys.Ty masz wiedzę, więc przewalutowujesz lub zabezpieczasz się na rynku terminowym.
                  Inni (95%) takiej wiedzy nie mają. Liberalizm i indywidualizm oczywiście, tylko niestety żyjemy w systemie demokratycznym. Donald chce zostać wybrany na prezydenta. Ponieważ tysiące nieświadomych owieczek nie może się znaleźć na bruku, więc więc skończy się tak jak w Rosji:
                  www.rp.pl/artykul/85110,230663_Kreml_pomoze_zalegajacym_ze_splata_kredytow.html
                  A cały bailout zostanie pewnie sfinansowany z moich i twoich podatków.

                  Więc obawiam się że netto, jako "spekulanci", wyjdziemy na tym niewiele lepiej niż to stado owieczek, które niedługo będzie wyciągać ręce po pomoc.
                  Może więc Kluza i Mech mają rację, może kredyty walutowe powinno się dawać tylko tym którzy wiedzą, że "carry trade" to nie jest nowy film z Sandrą Bullock smile

                  > Ciekaw jestem co sądzisz o naszej rozmowie z polarbeerem

                  To jest strasznie trudne pytanie, bo obaj funkcjonujecie w innych systemach/paradygmatach.

                  Zakładając, że złoto to surowiec (commodity), albo nawet zakładając, ze złoto jest walutą, ale znajduje się w trendzie spadkowym, to oczywiście wtedy zmiana (skurczenie się) bazy ma znaczenie, i zyski w przypadku arbitrażu gdy na rynku terminowym cena kontraktu terminowego jest niższa od ceny spot (backwardation) nie są risk free. To jest spojrzenie z punktu widzenia dolara.

                  Ale Polarny funkcjonuje w "standardzie złota". On patrzy na wszystko z punktu widzenia złota (jako waluty) i ma po temu poważne powody.

                  Przyjmijmy, że odpowiednikiem bazy monetarnej w poszczególnych walutach jest ilość złota "above the ground". Roczny przyrost tej bazy w poszczególnych walutach odpowiada tzw. stock-to-flows ratio, czyli ilości złota istniejącego "above the ground" do ilości złota wykopanego w danym roku. Ten współczynnik dla złota waha się w okolicach 2% i z przyczyn naturalnych nie może być znacznie zwiększony.
                  Z drugiej strony przyrost bazy w walutach fiducjarnych jest zależny o decyzji banków centralnych. W każdej chwili baza monetarna może zostać drastycznie zwiększona w każdej walucie nakładając na oszczędności osób w tej walucie podatek inflacyjny. W przypadku podejrzeń o majstrowanie przy walutach fiducjarnych (drukowanie) oszczędzający natychmiast ucielkliby do złota, jak to zrobili w latach '70.

                  I tu pojawia się clou programu i odpowiedź dlaczego gold bugs uważają, ze rynek złota nie pełni funkcji ostrzegawczej przed inflacją i jest manipulowany.
                  Zabawa - zdaniem gold bugs - polega na tym, że niektóre banki (przy wsparciu banków centralnych) utrzymują ogromne krótkie pozycje na złocie (i srebrze) i dumpują złoto podczas jego rajdów, aby odkupić je potem od "wyciśniętych" byków (margin calls!) po niższej cenie.

                  Cała ta zabawa z kontrolowaniem cen złota fizycznego przez terminowy rynek papierowy może trwać tylko dopóty byki zamiast zadowalać się papierowymi zyskami zażądają dostawy fizycznego złota. Teraz, zdaniem gold bugs gra się kończy bo byki żądają dostawy fizycznej.
                  Więc według teorii gold bugs, ostatnia backwardation na złocie to kuszenie byków papierowymi zyskami na kontraktach terminowych przez niedźwiedzie, jeśli TERAZ oddadzą swoje złoto za papier. Niestety to się nie udaje. Byki nie chcą się pozbywać metalu w zamian za papierowe zyski plus obietnicę oddania złota w przyszłości. Byki chcą złota TERAZ.

                  Tak to rozumiem. Wszyscy boją się papieru.

                  Teoria gold bugs jest łatwa do falsyfikacji. Najbliższe miesiące dostaw kontaktów na Comexie to grudzień i luty. Jeśli więc do końca lutego będzie default na Comexie to oznacza, ze Polarny miał rację.
                  • vice_versa Re: Jeszcze o Euro i Mechu 15.12.08, 02:16
                    1. Zgadzam się, demokracja JEST problemem.
                    2. Pisałem że chcę mieć długi w rublu? Fajnie mają Ci Rosjanie, nie
                    dość że kredyty w rublu topnieją (bo rubel idzie w dół) to jeszcze
                    rząd im dopłaci do odsetek bo tracą pracę. Rząd topi rezerwy.
                    Wnieszekonombank działa jak FOZZ. Zrobią sobie inflację. Import
                    padnie, eksport potanieje. Komunizm pełną gębą.

                    www.inwestycje.pl/swiat/topnieja_rezerwy_walutowe_rosji;44613;0.html

                    > Może więc Kluza i Mech mają rację, może kredyty walutowe powinno
                    > się dawać tylko tym którzy wiedzą, że "carry trade" to nie jest
                    > nowy film z Sandrą Bullock smile

                    smile
                    Ale JAK oni mnie ODRÓŻNIĄ? Po historii kredytowej?
                    Przecież wtedy będą patrzyć: brał PLN to dobrze, brał inne to
                    działał wbrew nam. To niestety ma sens, bo im więcej kredytów w PLN
                    (nawet w fazie umacniania PLN) tym większe deficyty i popyt na
                    papiery skarbowe... W dodatku walutowe dadzą swoim a innym dadzą w
                    twardych złotówkach...

                    Myślę, że jestem dość pragmatyczny, oni naprawdę są politykami i
                    chcą być wybrani na następną kadencję. Nic tak im tego nie umożliwi
                    jak przewał walutowy. Zapłaci kułactwo, które korzysta z długu i
                    spekulanci, masz rację.

                    To jest taka polityka która mówi: rentowność musi ustąpić przed
                    doraźnymi celami politycznymi.
                    A Mech był wtedy wiceministrem i te tezy głosił w imieniu polityków
                    w Sejmie. Całkiem poważnie.
                    Ale i tak ładnie go bronisz wink

                  • vice_versa Comex złoto i deflacja 15.12.08, 02:18
                    Dzięki za wyjaśnienia w kwestii złota i Comexu.
                    Bardzo dobra i czytelna analiza.

                    > Więc według teorii gold bugs, ostatnia backwardation na złocie to
                    > kuszenie byków papierowymi zyskami na kontraktach terminowych
                    > przez niedźwiedzie, jeśli TERAZ oddadzą swoje złoto za papier.
                    > Niestety to się nie udaje. Byki nie chcą się pozbywać metalu w
                    >zamian za papierowe zyski plus obietnicę oddania złota w przys
                    >złości. Byki chcą złota TERAZ.

                    Heh, ja to doskonale rozumiem!
                    Najprostszą odpowiedzią jest: NIE DOSTANĄ BO NIE MA. I stąd wniosek
                    o mającym nastąpić defaultcie na Comexie...

                    Tyle, że ten wniosek jest opaczny. Nikt nie da upaść Comexowi, to
                    jest za duży interes. Comex się więc nie zawali, dostaną więc to
                    swoje złoto. Jeśli więc presja na fizyczne złoto TERAZ będzie się
                    utrzymywać, to skutek będzie jeden: obniżka cen samego złota.

                    Rozważmy dwie sytuacje:
                    1.Teoria spiskowa: ZMANIPULUJEMY RYNEK SPOT(żeby spłacić Comex).
                    2.Rynki rozwiążą to SAMOISTNIE bo działają FUNDAMENTY

                    1. Teoria spiskowa,
                    Jak dumpingować ceny złota w celu podtrzymania Comexu? Można to
                    zrobić nie wypuszczając złota z własnych rąk. Wystarczy tylko
                    transferować przez rynek, w wystarczająco dużych ilościach, po coraz
                    niższych cenach, wystarczy odpowiednio ustawiać widełki... smile Łatwo
                    więc spuścić ceny złota spot i problem w braku dostawy sam się
                    rozwiąże. Kiedy animatorzy rynku spuszczą ceny, to i podaż się
                    pojawi. To się zacznie dziać jak złoto zjedzie powiedzmy do
                    600USD/oz. Z zastrzeżeniem, że ja nie znam punktu równowagi cenowej.
                    Wtedy da się spłacić złoto papierowe złotem realnym? Da się.

                    To możliwe w sytuacji, w której animatorzy rynku muszą działać WBREW
                    zasadniczemu trendowi. Teoria "spiskowa" sztucznego spuszczania cen
                    nie jest głupia w warunkach inflacyjnych (tyle że w obecnej deflacji
                    zupełnie NIE PRZYDATNA, bo one prędzej czy później SAME spadną)

                    2. Teoria SAMOISTNEGO ROZWIĄZANIA.

                    Nie jest możliwe, żeby ceny złota rosły w środowisku inflacji
                    monetarnej i następującej po niej cenowej, i jednocześnie żeby rosły
                    w środowisku deflacji cenowej assets. To po prostu nie ma sensu.

                    Ze względu na istniejące zapasy złota, dostawy dla papierowych
                    goldbugów mogą być zrealizowane i Comex będzie funkcjonował nadal.
                    Natomiast przecena cen złota nie będzie spowodowana rynkowymi
                    manipulacjami tylko prostym, monetarnym faktem: odessaniem pieniądza
                    z rynku. Nie ma pieniądza, balony pękają. Wszystkie balony, nie ma
                    safe heaven (w końcu UST przy negatywnych stopach i skali bailoutów
                    to też nie są safe heaven).

                    Spadek złota nie musi więc nastąpić jeszcze w grudniu czy w styczniu
                    (choć, jeśli nastąpią już wtedy ruchy w dół na NYSE to automatycznie
                    przełożą się na ceny złota w dół). Równie dobrze można spłacić byki
                    grudniowe i styczniowe w złocie, a w lutym czy marcu SAMI ZACZNĄ ZE
                    ZŁOTA UCIEKAĆ, oddając je spowrotem, bo COŚ SIĘ STANIE (czyt.
                    deflacja, bankructwa, NYSE w dół etc.) Wynik w pieniądzu fiducjarnym
                    będzie taki sam, nawet jeśli nastąpi później. Oczywiście niezłomni
                    wierni będą trzymali metal pod poduszką.

                    Więc backwardation W OBU PRZYPADKACH jest bardzo mocnym
                    ostrzeżeniem. Już nie mówiąc o pozytywnych prognozach Citi czy GS,
                    to już są w ogóle dzwonki alarmowe.

                    TIMING
                    Odpowiedź więc na to, że "byki chcą złota TERAZ" jest taka, że
                    dostaną, SWOJE złoto, którego tak bardzo chcą, ale alternatywnie

                    a) najpierw zaczną je fizycznie wyprzedawać po coraz niższych
                    cenach zmuszeni przez dużych graczy spuszczającymi ceny spot (trochę
                    mało czasu na taką akcję-manipulację, i to byłaby zupełna desperacja
                    bo oznaczałoby, że gold stocks nie istnieją)

                    b) najpierw dostaną złoto z zapasów a potem będą patrzeć jak im ceny
                    złota spadają pieniądzu w fiducjarnym i będą się PO CICHU
                    wyprzedawać, bo żaden goldbug czy rothbarianin nie przyzna się że
                    stracił. Kiedy już papierowe goldbugi dostaną swoje realne złoto to
                    im nagle w ich rękach potężnie straci na wartości, mniej więcej tak
                    jak we wrześniu/październiku, o czym wszyscy siedzący na złocie
                    woleliby zapomnieć pomimo, że gdyby sprzedali swoje złoto w sierpniu
                    a kupili w październiku mieliby realnego złota 20% więcej.

                    Mamy rzeczywistą deflację assets, NYSE pójdzie w dół SAMOISTNIE pod
                    wpływem newsów rynkowych, a złoty balon nadmuchany w ostatnich
                    latach inflacją również pęknie, stanie się dokładnie to co się
                    dzieje z ropą. Złoto nie pozostanie obojętne, nie będzie w trendzie
                    bocznym, owszem ma większą inercję deflacyjną niż ropa, ale
                    ostatecznie jest tylko przystankiem pieniądza, którego zaczyna
                    brakować...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka