bagracz
24.06.09, 23:26
Obraz geopolitycznych stref wpływów i układu sił jaki wyłania się
powoli z chaosu ostatnich wydarzeń jest juz na tyle jasny by pokusić
się o pierwsze diagnozy bliższej i dalszej przyszłości.
Powoli krystalizuje się ponownie świat dwubiegunowy. Dotychczasowy hegemon, czyli USA oraz pretendenci do tortu en bloc. Jak zwykle w
takich wypadkach są i kibice. Pewną nowością w stosunku do
poprzednio obserwowanej dwubiegunowości świata jest praktyczny brak
podziałów ideologicznych. Dość łatwo zauważyć, że właściwie jedynym
spoiwem łączącym pretendentów jest chęć pozbycia się imperialnego
haraczu jaki nakłada na resztę świata dotychczasowy hegemon.
Wystarczy by ten haracz zniknął by dotychczasowy sojusz pretendentów
rozleciał się jak domek z kart. Dopóki jednak istnieje, spoiwo
będzie niezwykle silne.
Co więcej, siła tego spoiwa będzie rosła w miarę osiągania nawet
częściowych sukcesów i/lub osłabiania hegemona.
Tym bardziej, że w tym czasie siłą rzeczy będą rosły ciężary dla
reszty bo potrzeby hegemona muszą byc zaspokojone przez mniejszą
liczbę płatników. Bardzo możliwe zresztą, że zwiększone potrzeby,
z racji narastającego konfliktu.
Ta rosnąca siła spoiwa oraz zwiększone obciążenia dla kibiców
nieuchronnie wywołają grawitacyjne ruchy w kierunku pretendentów.
Siła tej grawitacji będzie rosła w miarę słabnięcia hegemona i zwiększania się ciężaru gatunkowego pretendentów a malała w
przypadku skutecznych pokazów siły hegemona.
Mamy więc już, mniej więcej, zdefiniowane siły i wynikające z nich
ruchy jakie mogą odbywać się we współczesnym świecie w najbliższych
latach.
Powstanie BRIC, mimowolnie, w warstwie werbalnej, sprowokowane przez
Goldmana, zaowocowało konferencją w Jekaterinburgu. Ta konferencja
może uruchomić proces coraz szybszego przepływu sił od USA do pretendentów. Jeśli ten proces się zacznie to będzie to proces
właściwie nie do zatrzymania. Można go próbować co najwyżej spowalniać.
Ostatnie wypadki wskazują, że ten proces już się zaczął lub zacznie lada chwila. Atutem hegemona jest siła militarna i polityczne
uzależnienie dużej części świata. To jednak nie wystarczy na długo
jeśli USA nie będzie w stanie utrzymać dominacji gospodarczej.
Potężny deficyt USA i niespecjalnie dobre perspektywy gospodarcze
wskazują jednak, że okres dominacji USA ma się ku końcowi.
To potrwa, ponieważ nikomu nie zależy na tym, by ten koniec był
gwałtowny.
Rok temu, kwestionowanie dominacji dolara było praktycznie nie do
pomyslenia. Dziś ogromna część światowych rynków zapowiada
de-dolaryzację.
Tak więc pretendentów czeka trudne zadanie zorganizowania skutecznej
wymiany gospodarczej z coraz mniejszym uzależnieniem od dolara
a hegemonowi pozostają zabiegi w celu torpedowania i spowalniania
tego procesu.
Ostatnia afera z bondami na 134 mld. dolarów, moim zdaniem, wskazuje
na rozpoczęcie się przeciągania liny. Jeśli pretendenci przeciągną
na swoją stronę Japonię i UE koniec dolara zostanie ostatecznie
przypieczętowany.
Oczywiście jest wiele możliwości rozwoju wypadków ale wydaje mi się, że powyższy, skrótowy opis procesów jakie trwają,nie odbiega mocno od rzeczywistości.