Dodaj do ulubionych

Debata budżetowa

19.12.03, 00:19
Poniewaz trwają właśnie ostatnie prace w Sejmie przed głosowaniem nad
budżetem na rok 2004, przypomnę tu jeden z moich postów (już nawet nie
pamiętam na którym z forów go umieściłem).

"Właściwie to nie może (przekroczyć progu 60%), zgodnie z obowiązującą
Konstytucją, chyba, że zmieni się Konstytucję, co też jest możliwe.

Obecnie dług publiczny Polski waha się na poziomie ca 51%, przy czy na razie
do wydatków budżetowych zaliczana jest niebagatelna suma ca 11 mld PLN z
tytułu transferów do OFE. Ta kwota w przyszłym roku zniknie, z uwagi na
potraktowanie funduszy w OFE jako środków publicznych, a nie prywatnych.
Zapis czysto księgowy, ale mający dalekosiężne skutki, pozwalający bowiem
zadłużyć się budżetowi o dodatkowe 11 mld PLN, bez zwiększania wskaźnika
relacji długu publicznego do PKB.

Rząd planuje w przyszłym roku zwiększyć deficyt budżetowy o ponad 20 mld
PLN, czyli, pomijając OFE, prawie dwukrotnie w porównaniu z planowanym
deficytem na rok bieżący, głównie w celu sfinansowania kosztów akcesji.

W dzisiejszym "Bilansie" (TVN 24) dyskutowali o tym profesorowie Bogusław
Grabowski i Witold Orłowski. Obydwaj stwierdzili, że pomysł taki, doprowadzi
w krótkim okresie do osiągnięcia 60% granicy udziału długu publicznego w
PKB, co zakończy się katastrofą finansową państwa. Jeżeli bowiem Konstytucja
nie ulegnie zmianie, następny budżet, po osiągnięciu powyższej granicy
będzie musiał być zbilansowany, co oznacza konieczność sfinansowania ca 40
mld PLN deficytu budżetowego. Panowie zgodnie stwierdzili, że jest to
niewykonalne, bo oznacza drastyczne cięcia wydatków budżetowych, ze
wszystkimi tego konsekwencjami oraz gwałtowny wzrost podatków, który zabije
wzrost gospodarczy.

Jakie można podjąć środki zaradcze, aby czarny scenariusz się nie
zrealizował? Jak wielokrotnie o tym pisano, należałoby przeprowadzić
dogłębną reformę finansów publicznych, z dużymi cięciami po stronie
wydatków. Na to się jednak nie zanosi, bo byłoby to polityczne samobójstwo
dla SLD, który musiałby uderzyć w swój najwierniejszy elektorat. Rząd idzie
więc po najmniejszej linii oporu nie ograniczając wydatków, licząc na to że
wzrost gospodarczy będzie na tyle wysoki, że państwo udźwignie dramatyczny
wzrost zadłużenia. Jest to gra na krótką metę, aby do następnych wyborów. I
tak interes partyjny przeważa na nad interesem państwa.

No cóż, jak to się mówi pożyjemy, zobaczymy, może w międzyczasie zmienią
Konstytucję i problem zniknie, pod warunkiem, że ktoś będzie chciał Polsce
jeszcze pożyczać."
Obserwuj wątek
    • exerik Re: Debata budżetowa 19.12.03, 15:59
      Robi, luzik, dont łory. Unia jest dobra na wszystko. Progu 60 % jeszcze długo
      nie przekroczymy, ponieważ w Unii jest bardziej "korzystana" dla nas
      metodologia obliczania długu w stosunku do PKB. I na tym polega wyższość
      polityki nad ekonomią wink
      • robisc Re: Debata budżetowa 19.12.03, 23:05
        exerik napisał:

        > Robi, luzik, dont łory. Unia jest dobra na wszystko. Progu 60 % jeszcze
        długo
        > nie przekroczymy, ponieważ w Unii jest bardziej "korzystana" dla nas
        > metodologia obliczania długu w stosunku do PKB. I na tym polega wyższość
        > polityki nad ekonomią wink

        Ależ Eriku - przeczytaj dokładniej mój post powyżej. Jest, o co łory, bo
        zbliżamy się do progu konstytucyjnego juz po zastosowaniu "kreatywnej"
        księgowości. Zresztą słyszałem dzisiaj zrezygnowną wypowiedź Krzysztoifa
        Rybińskiego, który potwierdził,ze przy takim budżecie jak dzisiaj uchwalony, w
        2005 r. bańka mydlana pęknie. Po prostu ktoś zakręci kurek z kasą.
        • exerik Re: Debata budżetowa 21.12.03, 13:39
          robisc napisał:

          > exerik napisał:
          >
          >
          > Ależ Eriku - przeczytaj dokładniej mój post powyżej. Jest, o co łory, bo
          > zbliżamy się do progu konstytucyjnego juz po zastosowaniu "kreatywnej"
          > księgowości.


          Ja nie piszę o kreatywnej księgowości. Po prostu w UE jest inna metodologia
          obliczani tego długu. Nie znam się na tym, ale pisali o tym niedawno w Rzepie
          albo GW. Twierdzili, że dzięki temu przez najbliższe kilka lat nie grozi nam
          nawet próg 50 %. I raczej nie przewidziało mi się to.


          > Zresztą słyszałem dzisiaj zrezygnowną wypowiedź Krzysztoifa
          > Rybińskiego, który potwierdził,ze przy takim budżecie jak dzisiaj uchwalony,
          > w
          > 2005 r. bańka mydlana pęknie. Po prostu ktoś zakręci kurek z kasą.


          Ja nie twierdzę, że ten budżet nie jest bańką mydlaną. Twierdzę tylko, że próg
          60 % jest daleko. To oczywiście niczego nie zmienia, bo liczą się fakty a nie
          metodologia. A fakty są takie, że nie ma podstaw do trwałego wzrostu gosp.
          Prawda ? W tym miejscu chyba nie może być między nami sporu.
          • robisc Re: Debata budżetowa 21.12.03, 16:43
            exerik napisał:

            > Ja nie piszę o kreatywnej księgowości. Po prostu w UE jest inna metodologia
            > obliczani tego długu. Nie znam się na tym, ale pisali o tym niedawno w
            Rzepie
            > albo GW. Twierdzili, że dzięki temu przez najbliższe kilka lat nie grozi nam
            > nawet próg 50 %. I raczej nie przewidziało mi się to.

            Dziwne Eriku, bo ja o takich cudach nie słyszałem, ani nawe nie czytałem.
            Jeżeli pamiętasz, gdzie o tym czytałeś, będę wdzieczny za jakiś link.
            • exerik Re: Debata budżetowa 17.01.04, 10:17
              robisc napisał:


              > Dziwne Eriku, bo ja o takich cudach nie słyszałem, ani nawe nie czytałem.
              > Jeżeli pamiętasz, gdzie o tym czytałeś, będę wdzieczny za jakiś link.


              "Dzięki użyciu metodologii ESA 95, dług publiczny zawsze utrzyma się grubo
              poniżej limitu Eurolandu 60 proc. PKB. Do 2005 roku urośnie do 51,4 proc. PKB,
              a później się ustabilizuje."

              www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040116/ekonomia/ekonomia_a_1.html
              • robisc ciekawy artykuł 18.01.04, 12:48
                Wkleję go w całości, bo zaraz bedzie dostępny tylko w archiwum

                Deficyt budżetowy w 2003 roku był mniejszy od planowanego o 1,7 miliarda
                złotych
                Jak spełnić wymogi Unii

                KOMENTARZ: Rachunek ekonomiczny i polityczny




                Natychmiast po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej rząd przedstawi
                Brukseli program konwergencji, czyli osiągnięcia europejskich norm w finansach
                publicznych. Należy się spodziewać, że w programie zapisane będzie, iż,
                zgodnie z dotychczasowymi planami, deficyt finansów publicznych spadnie
                poniżej 3 proc. w 2006 roku.

                W maju rząd prześle KE program konwergencji, czyli dostosowania Polski do
                kryteriów zbieżności obowiązujących w eurolandzie. Dokument już zaczął
                opracowywać Departament Polityki Finansowej, Analiz i Statystyk Ministerstwa
                Finansów. Jesteśmy zobowiązani do przedstawienia programu, bo w negocjacjach
                członkowskich obiecaliśmy krajom "15" przystąpienie do unii walutowej "tak
                szybko, jak to możliwe". Bruksela chce mieć także pewność, że polskie finanse
                będą na tyle stabilne, aby zapewnić w miarę stały kurs złotego wobec euro.
                Załamanie naszej waluty mogłoby doprowadzić do zaburzeń w ramach poszerzonego
                Jednolitego Rynku.

                Redukcja własnymi metodami

                W lutym Ministerstwo Finansów zawiadomi oficjalnie KE, że w 2003 roku dziura
                budżetowa wyniosła około 4,2 proc. dochodu narodowego. Z tego powodu zaraz po
                przystąpieniu Polski do Unii Komisja rozpocznie "procedurę nadmiernego
                deficytu" i przygotuje dla Rady UE program naprawy finansów naszego kraju.
                Program po przyjęciu kwalifikowaną większością głosów przez kraje "25" stanie
                się prawnie obowiązujący. Jeśli Polska go nie wykona, to po trwającej lata
                procedurze może stracić fundusze spójności, których wartość w nadchodzących
                latach będzie wynosić od 1 do 2 mld euro rocznie. Fundusze zostały bowiem
                utworzone, aby pomóc najbiedniejszym krajom ówczesnej "12" spełnić kryteria
                unii walutowej. Program KE będzie zakładał ograniczenie deficytu poniżej 3
                proc. w ciągu 2 - 3 lat. Eksperci Ministerstwa Finansów obawiają się, że
                zaproponowane przez Brukselę środki dojścia do tego celu mogą okazać się
                politycznie i społecznie trudne do wdrożenia. Dlatego Ministerstwo ma
                nadzieję, że Komisja przy jego opracowywaniu uwzględni nasz program.

                Należy się spodziewać, że dokument będzie zawierał zapisy, które znalazły się
                w uzasadnieniu do ustawy budżetowej na br. Według nich deficyt budżetowy
                spadnie poniżej 3 proc. PKB (do 2,8 proc.) już w 2006 roku. O takich planach
                mówił wczoraj "Rz" Andrzej Raczko. Minister finansów uważa, że spełnienie
                kryterium deficytu finansów publicznych w 2006 r. nastąpi, jeżeli będzie
                realizowany plan Hausnera. Ale program może zostać jeszcze nieco zmieniony, w
                zależności od przebiegu dyskusji nad programem naprawy finansów publicznych.

                Najgorszy ma być obecny rok, kiedy deficyt poszybuje do 5,7 proc. PKB,
                głównie z powodu obciążeń wynikających z wprowadzenia unijnych norm (łącznie
                ok. 10 mld zł), a także składki wpłacanej do budżetu UE przy powolnym rozruchu
                unijnych funduszy strukturalnych i dopłat dla rolników. Przyspieszenie wzrostu
                gospodarczego (do nieco ponad 5 proc. w latach 2005 - 2006), spadek bezrobocia
                i napływające coraz szerszym strumieniem wsparcie Brukseli mają jednak
                prowadzić do stosunkowo szybkiej redukcji deficytu budżetowego.

                Bruksela nieco mniej optymistyczna

                Czy KE podziela optymizm rządu? Wielką niewiadomą jest klasyfikacja finansów
                otwartych funduszy emerytalnych. Stanowisko Eurostatu jest niejednoznaczne.
                Rząd interpretuje je jako włączenie OFE do systemu finansów publicznych.
                Komisja Europejska myśli nadal odwrotnie. Różnica wynosi aż 1 pkt proc. PKB. Z
                tego m.in. powodu, zdaniem Brukseli, w 2005 roku deficyt publiczny wyniesie
                4,9 proc. PKB, a nie 3,9 proc., jak chce MF. Jednak i Komisja przewiduje
                poprawę, choć bardziej rozłożoną w czasie, stanu finansów państwa.

                Ministerstwo Finansów zachowuje zresztą asa w rękawie: wystąpienie z wnioskiem
                o uznanie "nadzwyczajnego" stanu, w jakim znajduje się Polska z powodu
                głębokiej transformacji gospodarczej (m.in. wysokie bezrobocie wskutek
                szybkiego modernizowania przedsiębiorstw). Gdyby Bruksela podzieliła taką
                opinię, na jakiś czas odsunęłoby to groźbę kary Brukseli.

                Program zakłada natomiast, że Polska już teraz spełnia większość pozostałych
                kryteriów zbieżności. Dzięki użyciu metodologii ESA 95, dług publiczny zawsze
                utrzyma się grubo poniżej limitu Eurolandu 60 proc. PKB. Do 2005 roku urośnie
                do 51,4 proc. PKB, a później się ustabilizuje. Podobnie z inflacją. Do 2006
                roku, mimo szybszego wzrostu gospodarczego i dostosowania cen do poziomu z
                krajów obecnej "15", inflacja nie przekroczy 2,5 - 3 proc. Wysokość stóp
                procentowych już dziś spełnia wymogi unii walutowej.

                Pozostaje kurs walutowy. Spełnienie kryterium z Maastricht oznacza jednak
                formalne utrzymanie się złotego bez dewaluacji przynajmniej przez dwa lata w
                ramach systemu ERM-2 w paśmie +/- 15 proc. w stosunku do określonego parytetu.

                JĘDRZEJ BIELECKI

                P.B.
                KOMENTARZ
                Rachunek ekonomiczny i polityczny

                Za niespełna cztery miesiące rząd chce przedstawić Komisji Europejskiej
                program osiągnięcia przez Polskę kryteriów z Maastricht. Ma on gwarantować
                zmniejszenie deficytu państwa do niespełna 3 proc. PKB i to już w 2006 roku.

                Taki program jest oczywiście potrzebny nie tylko ze względu na dążenie do
                sprostania unijnym wymogom, ale i z uwagi na konieczność zahamowania wzrostu
                długu publicznego. Czy jest on jednak realny?

                W tym roku deficyt znacznie przekroczy 5 proc. PKB, zatem sprowadzenie go do
                planowanego poziomu oznaczałoby zmniejszanie przez dwa kolejne lata wydatków o
                kwotę odpowiadającą 1-1,3 proc. PKB. To duże cięcia - ale jeśli gospodarka
                będzie się rozwijać w tempie około 5 proc. rocznie, można ich dokonać w sposób
                stosunkowo mało bolesny.

                Do tego zresztą sprowadza się program przedstawiony przez wicepremiera Jerzego
                Hausnera. Tyle że do jego urzeczywistnienia bardzo daleko. Sprzeciwy -
                społeczne i polityczne - wobec zmian są silne, nie wiadomo więc, kiedy zawarte
                w tym programie propozycje staną się projektami ustaw, a tym bardziej - kiedy
                i w jakiej ostatecznie wersji przyjmie je parlament. Tymczasem przygotowując
                program dla Brukseli, rząd musi brać pod uwagę realia. Dopóki nie będzie więc
                pewien, że plan naprawczy Hausnera zostanie zaakceptowany, dopóty nie powinien
                składać bazujących na nim obietnic. Halina Bińczak
                • robisc więcej o ESA 95 18.01.04, 21:01
                  Warto chyba zgłębić trochę te "kreatywną" ksiegowość.

                  prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/EkonLit/030624ekonomia_a_15.html
    • robisc Sejm przyjął budżet 20.12.03, 00:46
      Sejm przyjął budżet z deficytem 45,3 mld zł (OPIS1)
      (Reuters, MN/19.12.2003, godz. 16:07)

      WARSZAWA (Reuters) - Sejm przyjął w piątek projekt budżetu na 2004 rok, który
      zakłada znaczny wzrost deficytu budżetowego, związany z pokryciem dodatkowych
      kosztów wynikających z wejścia Polski do Unii Europejskiej.


      Jerzy Hausner /PAP

      Budżet został przyjęty pomimo obaw, że wyższy poziom długu publicznego
      negatywnie przełoży się na gospodarkę.

      "Jest to budżet z takim pewnym podejściem pod rozwiązania przyszłoroczne. Są
      tam cięcia i ograniczenia w takich granicach jakie były możliwe przy obecnym
      stanie ustawodawczym. Natomiast w przyszłym roku premier zapowiedział pakiet
      ustaw, które będą zmniejszać deficyt budżetu" - powiedział marszałek Sejmu,
      Marek Borowski.

      Budżet na przyszły rok zakłada deficyt w wysokości 45,3 miliarda złotych,
      czyli nieznacznie mniej niż pierwotnie szacowane 45,5 miliarda złotych. Będzie
      to stanowić około 5,3 procent Produktu Krajowego Brutto (PKB), wobec
      tegorocznego deficytu w wysokości 4,0 procent PKB.

      "Dwa miesiące temu Zyta Gilowska w naszym imieniu dowodziła, że jest to jeden
      z najgorszych budżetów 13-lecia, od tego czasu nic się nie zmieniło, to jest
      zły budżet. Nie jest to budżet naprawy finansów publicznych" - powiedział
      poseł Jan Rokita, jeden z liderów Platformy Obywatelskiej, która głosowała
      przeciwko budżetowi.

      Za przyjęciem projektu zagłosowało 225 posłów, przeciwko było 190 posłów, a
      wstrzymało się czterech. Projekt budżetu, który trafi teraz do Senatu, ustala
      poziom wydatków na 199,842 miliarda złotych, a dochodów na 154,542 miliarda.

      "Zmiany w budżecie są tylko kosmetyczne w stosunku do przedłożenia rządowego.
      Budżet nie jest krokiem w dobrym kierunku. Polska potrzebuje dogłębnych reform
      fiskalnych" - powiedział Jacek Wiśniewski, szef działu analiz w Banku Pekao SA.

      "Z drugiej strony plany emisyjne na pierwszy kwartał przyszłego roku dają
      nadzieję, że wszystko się domknie" - dodał.

      Ministerstwo Finansów zaoferuje w pierwszym kwartale 2004 roku na rynku
      krajowym obligacje o łącznej wartości 10-13,5 miliarda złotych i bony za 16-
      19,8 miliarda złotych. Natomiast na zagranicznych rynkach resort planuje w tym
      czasie sprzedać obligacje za 1,5-2,0 miliarda euro.

      Rząd Leszka Millera tłumaczy przyszłoroczny wzrost deficytu zwiększonymi
      wydatkami państwa związanymi z wejściem do Unii Europejskiej, ale wielu
      analityków ostrzega, że rosnący deficyt może doprowadzić do kryzysu finansów
      państwa.

      Wizja przyszłorocznej ekspansji fiskalnej państwa przyczyniła się niedawno do
      wzrostu rentowności obligacji i osłabiła polską walutę. Działo się to w
      momencie kiedy gospodarka przyspiesza i jest na dobrej drodze, by w przyszłym
      roku osiągnąć wzrost rzędu pięciu procent.

      Po akceptacji Senatu ustawa budżetowa zostanie przesłana do prezydenta
      Aleksandra Kwaśniewskiego, który prawdopodobnie nie wniesie istotnego
      sprzeciwu wobec propozycji rządu, z którym łączą go lewicowe korzenie
      polityczne.

      Inwestorzy uważają, że przyszłoroczny deficyt spowoduje, iż relacja długu
      publicznego do PKB już w 2004 roku przekroczyć może ostrożnościowy próg 55
      procent. Natomiast zmniejszenie tych proporcji nastąpić może dopiero w 2006
      roku, co poprzedzać będzie program cięć budżetowych.

      "Ten budżet oznacza trochę kosmetyki w porównaniu z tym, co proponowano
      wcześniej, więc będzie przyjęty przez rynek chłodno" - powiedział Marcin Mróz,
      ekonomista z SG.

      W ubiegłym tygodniu wicepremier Jerzy Hausner, architekt planu redukcji
      wydatków, powiedział, że możliwe zmiany w waloryzacji emerytur w przyszłym
      roku oznaczać mogą obniżenie wydatków o trzy miliardy złotych, co w praktyce
      wpłynie na redukcję rządowych założeń dotyczących deficytu.

      Hausner planuje złożyć swoją średnioterminową strategię racjonalizacji
      wydatków w parlamencie na początku 2004 roku. Wicepremier chce, by program
      przyniósł w ciągu najbliższych czterech lat oszczędności rzędu 32 miliardów
      złotych.

      Rząd zakłada, że strategia cięć wydatków budżetowych, które konieczne są do
      uniknięcia kryzysu fiskalnego, przyczyni się do obniżenia deficytu państwa do
      poniżej trzech procent PKB w 2007 roku. Taka redukcja umożliwi spełnienie
      wymogów Unii Europejskiej niezbędnych do przyjęcia euro w końcu dekady.

      Niektórzy analitycy obawiają się, że aby bronić popularności rządu Leszka
      Millera, parlamentarzyści z SLD będą skłonni do rozwodnienia programu
      Hausnera. Zwłaszcza, że poparcie ostatnio znacznie się obniżyła, a wybory
      parlamentarne odbędą się już w 2005 roku.

      Paweł Sobczak

      biznes.onet.pl/0,844852,wiadomosci.html
      • robisc Budżet godny satyryka 20.12.03, 00:53
        Już publikowałem ten felieton Pietrzka na Gospodarce, bo jest dobry. Ponieważ
        pewnie większość z Was go nie czytała to cytuję go ponownie. Zachęcam zresztą
        też do przejrzenia bardzo ciekawego wątku na Gospodarce, w którym pierwotnie
        go umieściłem.

        Zatykanie dziury
        Jan Pietrzak kabaret@pietrzakjan.com.pl

        Coś mi tu, k...., nie gra - powiedział znany VIP, wchodząc do nowego hotelu.
        Słowa te dotarły do właściciela. Następnego dnia w hotelowym hallu stał
        fortepian i grała na nim k.... Mnie natomiast nie gra coś w nowym programie
        rządu, określanym jako plan Hausnera. To dobrze, że po raz pierwszy od wyborów
        2001 r. znalazł się ktoś, kto zauważył fatalny stan finansów publicznych.
        Przed wyborami słynną dziurę budżetową odkrył minister rządu J. Buzka - J.
        Bauc. Przysłużyła się ona dobrze propagandzie wyborczej koalicji SLDUP i
        zniszczeniu AWS. Od tamtej pory minęło jednak parę uroczych lat, a dziura nie
        tylko istnieje nadal, ale lawinowo się powiększa.


        Wicepremier Hausner obiecuje, że tę dziurę budżetową zatka. Niby pięknie...
        ale nie za bardzo. Ponieważ wpadł na pomysł, że zacznie zatykać dopiero w
        trakcie następnej kadencji parlamentu i rządu. W tym roku i w przyszłym narobi
        jeszcze trochę, czyli wiele miliardów długów, ale od 2005 zacznie oszczędzać.
        Oczywiście - naszym kosztem, ale to temat na inny felieton. Świadczenia
        przedemerytalne będzie kasował w 2007. Lipne renty zweryfikuje w 2006. Zrówna
        wiek emerytalny kobiet i mężczyzn w 2010. Ma mnóstwo tym podobnych, ambitnych
        zamiarów. Abstrahując od zgodności poszczególnych pomysłów z osławioną
        wrażliwością społeczną lewicy - dalekosiężne prognozy wicepremiera
        przypominają socjalistyczne planowanie w peerelu. Trust mózgów zgrupowany w
        PKPG lubował się w przewidywaniu, że "w ostatnim roku następnej pięciolatki
        spożycie mydła na głowę mieszkańca podniesie stopę życiową o 1,5 proc. w
        stosunku do trzeciego kwartału roku ubiegłego".
        Ponieważ należy podejrzewać, że w 2005 r. umiłowana lewica narodu polskiego
        pod nieocenionym przywództwem Lesia M. z Żyrardowa wybory przegra, całe to
        planowanie cięć w odległym budżecie nie ma większego sensu. Służy jedynie
        kolejnej propagandowej akcji, tworzeniu pozorów, że obecny rząd stać na coś
        sensownego. Wybiera się władzę na cztery lata i w tym czasie ma ona udowodnić,
        że wybrano ją rozsądnie. Zamiast w latach 1997-2001 przeszkadzać rządowi AWS-
        UW w reformowaniu Polski, trzeba było się zastanowić, co sami chcecie zrobić,
        towarzysze z SLDUP, poza aferami, oczywiście. Obecne podrzucanie następcom
        budżetowych projektów to tylko kolejny cwany numer ze starego repertuaru
        zmyłek, zwodów i uników, mających zamazać prawdę o waszej nieudolności.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=8860787&a=9393846
    • klip-klap prasówki c.d. 20.12.03, 15:58
      Z ekonomii posiadam wiedzę wielce podstawową,ale zdaje się,że te kolejne
      budżety są tak samo durne. Ile jeszcze takich artykułow posłowie przeczytają
      zanim coś dotrze do ich łepetyn? A sprawy dofinansowania kolei to już mi się
      komentować nie chce.

      "KOMENTARZ
      Budżet nieodpowiedzialności

      Im poważniejszy stan, w jakim znajduje się budżet państwa, tym gorsze praktyki
      i obyczaje towarzyszące jego uchwalaniu. Sejm, ustępując pod naciskiem
      grożących strajkiem kolejarzy, dał wczoraj wszystkim wyraźny sygnał, że
      zdrowie finansów publicznych - a więc dobra wspólnego - nie jest dla niego
      priorytetem. Szczególnie przykre, że stało się tak z inicjatywy PiS, partii na
      co dzień chętnie zabierającej głos w imię odpowiedzialności za Polskę.

      Przykładów nieodpowiedzialności za stan finansów publicznych przy uchwalaniu
      budżetu na przyszły rok było zresztą znacznie więcej. W toku prac komisyjnych
      posłowie poczynili rzekomo jakieś oszczędności. Pamiętać jednak trzeba, że
      wcześniej zwiększyli budżet o bardziej niż problematyczne dochody z tytułu
      wyższej ściągalności podatków. Gdyby te dodatkowe dochody były realne, fiskus
      sam by o nich wcześniej przecież pomyślał.

      Jednocześnie utrącone zostały propozycje o wiele dalej idących cięć wydatków
      budżetowych, zwłaszcza w administracji. Wprost kuriozalny jest zamiar
      gigantycznego wzrostu zatrudnienia w ZUS, mimo planowanych w kolejnych latach
      ograniczeń wydatków socjalnych państwa. Przepadły również propozycje
      ograniczenia wydatków na fundusze i agencje, a także na partie polityczne.
      Wczoraj, po burzliwej debacie, upadła też symboliczna w gruncie rzeczy
      propozycja pozbawienia posłów trzynastki, która - biorąc pod uwagę sejmowe
      efekty i buble - jako żywo im się nie należy.

      Smuci stan obciążonego gigantycznym deficytem budżetu. Jeszcze bardziej
      zasmuca łatwość, z jaką Sejm przechodzi nad tym do porządku, ustępując a to
      górnikom, a to kolejarzom, każdemu, kto głośniej krzyknie we własnej sprawie
      niż w interesie ogółu. Czy jeszcze ktoś ma złudzenia co do powodzenia programu
      Hausnera?

      Krzysztof Bień"

      więcej szczegółów


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031220/ekonomia/ekonomia_a_1.html
      • robisc Re: prasówki c.d. 20.12.03, 18:19
        Taki kształt budżetu był nie do uniknęcia w obecnych realiach politycznych
        Polski. Żadna partia polityczna na 1,5 roku przed wyborami nie odważy się na
        reawolucję w finansach publicznych, bo to doprowadziło by do zamieszek w kraju
        i końca tej partii. Z drugiej strony taki budżet jest zapowiedzią
        nieuniknionego kryzyzsu finansowego w Polsce. Na początku mówili o nim tylko
        nieliczni. Obecnie coraz bardziej znani ekonomiści uważają, że krach nastąpi.
        Kiedy? - raczej prędzej niż później.
    • robisc To było do przewidzenia 23.01.04, 17:06
      Jak nie można zmniejszyć deficytu, to przecież mozna zawsze zmienić prawo.
      Jakież to proste. Ale może mieć poważne konsekwencje - ktoś może się w końcu
      zdenerwować i zabrać zabawki z piaskownicy.
      Polecam artykuł

      www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20040123/56111/
      • robisc i ciekawy post Hydraulika 23.01.04, 17:12
        Re: Próg kostytucyjny.
        Autor: Gość: Hydraulik IP: *.internetdsl.tpnet.pl
        Data: 08.08.2003 20:51 + dodaj do ulubionych wątków

        -------------------------------------------------------------------------------
        -
        Gość portalu: robi napisał(a):

        > Coraz cześciej mówi się i pisze o rychłej możliwośći osiągnięcia
        > konstucyjnego progu realacji długu publicznego do PKB ustalonego na poziomie
        > 60%. Słyszałem wypowiedzi profesorów Sadowskiego i Orłowskiego, że oznacza
        > to finansową katastrofe państwa, bo aby spełnic wynogi konstytucyjne,
        > kolejny budżet musiałbyby byc zrównoważony, co oznacza redukcję ponad 50 mld
        > deficytu budżetowego (bo taki jest zapowiadany na przyszły rok,
        > uwzględniając 12 mld transferów do OFE, bez OFE o owe 12 mld mniejszy). Jest
        > to niewykonalne. Prawdopodobnie więc dojdzie do zmiany Konstytucji w trybie
        > awaryjnym.

        Rzecz w tym, że na ile znam środowisko inwestorów w papiery dłużne i waluty,
        to
        taka awaryjna zmiana Konstytucji mogłaby właśnie być impulsem do kryzysu
        walutowego na PLNie - podejrzewam, że prędzej już rząd uciekłby się do jakichś
        sztuczek ksiegowych w rodzaju prób "zagospodarowania rezerwy rewaluacyjnej"
        (na
        co w sytuacji "przedzawałowej" mógłby nawet uzyskać jakąś formę zgody NBPu)
        lub
        obejścia prawa i nie zapłacenia OFE....

        > Zastanawiam się jednak dlaczego są kraje gdzie dług publiczny przekracza
        > pona 100% PKB (Japonia, Belgia i pewnie pare innych) a jednak nikt nie
        > ogłasza ich bankructwa. Skąd więc w naszej Konstytucji próg 60% i co
        > faktycznie oznacza jego przekroczenie?

        Z tym progiem jest bardzo różnie - np. brazylijski kryzys reala 1999 zaczął
        się
        przy poziomie zadłużenia 59% PKB, a impulsem była odmowa przekazania podatków
        do centrali przez stan Minas Gerais, co groziło całkowitym rozwaleniem
        finansów
        państwa. Dziś dług publiczny Brazylii to 61% PKB i ruchomy real na razie broni
        kraj przed kryzysem walutowym.

        Japonię chroni jedno - GIGANTYCZNE rezerwy walutowe - żaden spekulant nie
        zaryzykuje walki z BoJ z 2 powodów: właśnie wielkości wspomnianych rezerw
        (samych USD mają 0,5 biliona) i powodu nr 2 - hedge walutowe (także hedge na
        rynku złota) lewarują się pożyczonymi pieniędzmi i to głównie z japońskich
        banków (przy rocznej stopie przyrostu oszczędności w Japonii rzędu 18% -
        światowy rekord - banki japońskie cierpią na nadpłynność i pożyczają nawet na
        ryzykowne przedsięwzięcia) - taki strumień pożyczanych pieniędzy BoJ mógłby
        bardzo łatwo zablokować decyzją administracyjną.
        Przyczyn trzymania się Belgii nie znam - ale chyba chodzi o to, ze to musiałby
        być atak na Euro - póki co kompletnie nierealny

        PZDR
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka