robisc
19.12.03, 00:19
Poniewaz trwają właśnie ostatnie prace w Sejmie przed głosowaniem nad
budżetem na rok 2004, przypomnę tu jeden z moich postów (już nawet nie
pamiętam na którym z forów go umieściłem).
"Właściwie to nie może (przekroczyć progu 60%), zgodnie z obowiązującą
Konstytucją, chyba, że zmieni się Konstytucję, co też jest możliwe.
Obecnie dług publiczny Polski waha się na poziomie ca 51%, przy czy na razie
do wydatków budżetowych zaliczana jest niebagatelna suma ca 11 mld PLN z
tytułu transferów do OFE. Ta kwota w przyszłym roku zniknie, z uwagi na
potraktowanie funduszy w OFE jako środków publicznych, a nie prywatnych.
Zapis czysto księgowy, ale mający dalekosiężne skutki, pozwalający bowiem
zadłużyć się budżetowi o dodatkowe 11 mld PLN, bez zwiększania wskaźnika
relacji długu publicznego do PKB.
Rząd planuje w przyszłym roku zwiększyć deficyt budżetowy o ponad 20 mld
PLN, czyli, pomijając OFE, prawie dwukrotnie w porównaniu z planowanym
deficytem na rok bieżący, głównie w celu sfinansowania kosztów akcesji.
W dzisiejszym "Bilansie" (TVN 24) dyskutowali o tym profesorowie Bogusław
Grabowski i Witold Orłowski. Obydwaj stwierdzili, że pomysł taki, doprowadzi
w krótkim okresie do osiągnięcia 60% granicy udziału długu publicznego w
PKB, co zakończy się katastrofą finansową państwa. Jeżeli bowiem Konstytucja
nie ulegnie zmianie, następny budżet, po osiągnięciu powyższej granicy
będzie musiał być zbilansowany, co oznacza konieczność sfinansowania ca 40
mld PLN deficytu budżetowego. Panowie zgodnie stwierdzili, że jest to
niewykonalne, bo oznacza drastyczne cięcia wydatków budżetowych, ze
wszystkimi tego konsekwencjami oraz gwałtowny wzrost podatków, który zabije
wzrost gospodarczy.
Jakie można podjąć środki zaradcze, aby czarny scenariusz się nie
zrealizował? Jak wielokrotnie o tym pisano, należałoby przeprowadzić
dogłębną reformę finansów publicznych, z dużymi cięciami po stronie
wydatków. Na to się jednak nie zanosi, bo byłoby to polityczne samobójstwo
dla SLD, który musiałby uderzyć w swój najwierniejszy elektorat. Rząd idzie
więc po najmniejszej linii oporu nie ograniczając wydatków, licząc na to że
wzrost gospodarczy będzie na tyle wysoki, że państwo udźwignie dramatyczny
wzrost zadłużenia. Jest to gra na krótką metę, aby do następnych wyborów. I
tak interes partyjny przeważa na nad interesem państwa.
No cóż, jak to się mówi pożyjemy, zobaczymy, może w międzyczasie zmienią
Konstytucję i problem zniknie, pod warunkiem, że ktoś będzie chciał Polsce
jeszcze pożyczać."