gandalph
17.01.13, 22:05
Uwaga wstępna 1: nie jestem pewien, czy ten wątek powinien być na forum „Historia”, ale niektóre wypowiedzi/sformułowania, spotykane również na tym forum, sprawiają, że mam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok.
Uwaga wstępna 2: porażające jest dla mnie to, jak bezrozumnie niektórzy szafują określeniami z gatunku narodowości, nie zastanawiając się przy tym, do jakich absurdów mogłoby dojść, gdyby ich sposób rozumowania stosować konsekwentnie.
Ad rem…
Długo zastanawiając się nad takimi pojęciami, jak „narodowość” i „obywatelstwo” doszedłem do poniższych wniosków. O ile z „obywatelstwem” sprawa jest prosta, bo jest to zwyczajnie wynik jakiegoś aktu urzędowego, zatem ujętego w prawa i procedury, z "narodowością" rzecz jest i bardziej skomplikowana, i z drugiej strony - jeszcze prostsza. Otóż jedynym założeniem logicznie niesprzecznym i nieprowadzącym do absurdu jest przyjęcie, że narodowość jest pojęciem kategorii moralnej, to znaczy, że jeśli ktoś utrzymuje, że jest Polakiem, to nim jest, jeśli utrzymuje, że jest Niemcem, to nim jest i tak dalej. Proszę zauważyć, że odrzucenie tego założenia i przyjęcie jakiegokolwiek innego nieuchronnie rodzi pytanie o wzorzec np. Polaka, kryteria polskości, a w ostatecznej konsekwencji pojawia się konieczność powołanie urzędu, który w oparciu o jakieś kryteria będzie decydować o tym, kto jest, a kto nie jest Polakiem* (*wstawić „Niemcem”, „Ukraińcem”, „Aborygenem”, „Żydem”, „Eskimosem” – ad libitum). Jeśli wymogiem narodowości polskiej mieliby być rodzice, to pytanie – na ile pokoleń wstecz sprawdzamy? Trzy, pięć, osiem, dziewiętnaście? A właściwie dlaczego trzy, a nie cztery, dlaczego osiem a nie siedem? Itd. Jeśli wymogiem ma być znajomość języka, to pojawia się nieuchronnie pytanie: Znajomość języka? Na jakim poziomie? 100 słów, 500, 50000? A co z menelami, uważanymi za Polaków, znającymi 200 słów na krzyż, a co drugie to k…? Itd. itp. Dlatego jedynym sposobem uniknięcia absurdu jest przyjęcie założenia jak wyżej. Powtórzę, chodzi o deklarowanie przynależności narodowej.
W trakcie pisania nasunęła mi się pewna analogia, mianowicie można się tu posłużyć gramatyką, a dokładnie mówiąc – koniugacją:
Ja – Polak
Ty – Polak
On – Polak
My – Polacy
Wy – Polacy
Oni – Polacy
Druga osoba l.p. to zwykła bezczelność; JA uważam się za Polaka i g…o mnie obchodzi, co kto o tym myśli. Trzecia osoba l.p. to działanie urzędowe, o bezsensie którego napisałem wyżej, dlatego ją odrzucam. Z tych samych powodów odrzucam 2. i 3. osobę l.mn. Ponieważ każdy ma moralne prawo wypowiadania się wyłącznie za siebie, dlatego odrzucam 1. osobę l.mn. Stąd jedyną uprawnioną formą jest 1. osoba liczby pojedynczej: JA-Polak, JA-Niemiec, JA-Hiszpan, JA-Żyd itd. itp.
Jasne?