Dodaj do ulubionych

Ile może znieść nauczyciel

26.02.05, 06:53
Ile minut można wytrzymać w klasie, w której dzieci biegają, krzyczą, biją
się, wyrzucają śmieci z kosza, śpiewają, przeklinają, a ja biegam po sali i
siłą rozdzielam piorących się uczniów?
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Ile może znieść nauczyciel 26.02.05, 09:40
      tak dokładnie to... 45 minut:)
      • cytryna76 Re: Ile może znieść nauczyciel 26.02.05, 11:15
        Sama się na tym zastanawiam. Znoszę to już 3 rok z przerwami na zajęcia w
        jakieś normalnej klasie. Mam dość.
        • mrrooffka Re: Ile może znieść nauczyciel 27.02.05, 20:44
          chyba dużo może znieść...
          Uczę 5-ty rok w gimnazjum o dość marnej opinii. Po tygodniu byłam w stanie
          permanentnego zdziwienia tym czego doświadczam, po miesiącu - przerażenia, po
          roku - wyczerpania fizycznego i psychicznego; po dwoch latach stwierdziłąm, że
          tak dalej żyć się nie da... I ten stan trwa do dzisiaj.
          Nie wyobrażam sobie pracy w takim miejscu do emerytury (prawdopodobnie bym jej
          i tak nie dożyła pracując w takim stresie). Może jestem malkontentką
          narzekającą na swój ciężki los i pewnie zaraz odezwie się ktoś mówiąc: to zmień
          zawód. Proszę mi tego nie radzić. Już do tego doszłam sama. Nie mówcie mi o
          potrzebie konsekwencji i byciu "twardym" - okazałam się zbyt wrażliwa, choć
          myślałam, ze jest inaczej... Lubię uczyć, ale nie chcę, by wykończyła mnie
          grupa "energicznych" nastolatków nie znających zahamowań i nie liczących się z
          nikim i niczym oprócz "fajnej" zabawy czyimś kosztem. Mam życzliwy stosunek do
          szeroko pojętej ludzkości ;) i nie chcę się zmieniać, a do tego doprowadzi mnie
          niedługo 4 x dziennie po 45 minut kontaktu z uczniami (z przerwami na zajęcia w
          jakiejś normalnej klasie") ;-)
          Odejdę ze szkoły, jeśli tylko znajdę alternatywę. Na razie ciągle jeszcze
          jestem nauczycielem - wymyślam sposoby urozmaicania zajęc, zainteresowania
          uczniów przedmiotem, dotarcia do nich i zawsze staram się dostrzegać w nich
          czujące istoty, które maja czasami problemy większe, niż by mi się mogło
          przyśnić. Staram się, jak mogę w myśl zasady "to co robisz, rób najlepiej jak
          umiesz".
          Ale brak mi już powoli siły i odporności psychicznej.
          I też mam dość.
          • auksyna Re: Ile może znieść nauczyciel 27.02.05, 21:12
            Mrrooffko! Z twojego opisu wygląda, że jesteś bardzo dobrą nauczycielką i
            lubisz tę pracę. Nie rezygnuj więc z niej! Czasem mozna spróbować zmienić
            szkołę na inną. Wiem coś o tym, bo pracowałam przez 12 lat w liceum o złej
            opinii w mieście i z tzw. trudną młodzieżą. Szkoły tej nie wspominam źle, bo
            nie było mi tam źle, mimo,że wiele osób bardzo narzekało. 4 lata temu
            przeniosłam sie do innego liceum, do którego zresztą sama chodziłam i o pracy w
            którym zawsze marzyłam. Akurat odeszły 2 nauczycielki mojego przedmiotu na
            emeryturę i udało mi się wskoczyć na ich miejsce. Praca jest lżejsza, bo
            młodzież jest chętna do nauki i wie po co chodzi do szkoły. Za nic na świecie
            nie odeszłabym ze szkoły, chociaż czasem mam dość i marzę o wolnym popołudniu
            bez przygotowywania sie do lekcji i poprawiania sprawdzianów. Może trzeba się
            trochę rozejrzeć w swojej miejscowości lub w okolicach - zbliża się 2006 rok i
            wielu nauczycieli odejdzie na emeryturę, może gdzieś zwolni sie jakieś miejsce?
            Życzę wytrwałości i powodzenia!
          • bezecnymen Re: Ile może znieść nauczyciel 27.02.05, 21:21
            no i o to własnie chodzi
            ktos policzyl może ilu nauczycieli zostało psychicznie okaleczonych przez nasze
            kochane milusińskie, ilu leczy nerwice? ilu odeszło z zawodu gdziekolwiek,
            łącznie z tym lepszym światem?nie i nikogo to nie obchodzi.... dajesz rade,
            wytrzymujesz nerwowo? ok możesz byc nauczycielem, nie dajesz? ( tu z
            politowaniem kiwaja glowaą) i komentarz..to juz sie nawet na nauczyciela nie
            nadajesz
          • cytryna76 Re: Ile może znieść nauczyciel 28.02.05, 15:50
            Doskonale Cię rozumiem, mroooffko. Ja po dwóch latach pracy w gimnazjum
            w "dzielnicy cudów" miałam wrzody na dwunastnicy, nie mowiąc już o
            dolegliwosciach psychicznych. Lekarz powiedział mi: jeśli pani nie zmieni
            pracy, to ja nie podjemuję się leczenia". Dzis pracuję w innym gimnazjum -jest
            troszkę spokojniej, ale też uczyć się własciwie nie da. Czekam na rok 2006,
            poszerzam kwalifikacje. Chcę uderzyć do dobrego liceum. Jesli się nie uda,
            odejdę w zawodu,bo dłużej nie dam rady. Dodam jeszcze, ze jestem nauczycielką z
            powołania, lubię i umiem uczyc. Tyle, ze w dzisiejszym gimnazjum jest to
            nierealne. Smutne, ale prawdziwe.
            pozdrawiam
    • wasyl9 Re: Ile może znieść nauczyciel 28.02.05, 13:07
      fiosia napisała:

      > Ile minut można wytrzymać w klasie, w której dzieci biegają, krzyczą, biją
      > się, wyrzucają śmieci z kosza, śpiewają, przeklinają, a ja biegam po sali i
      > siłą rozdzielam piorących się uczniów?

      I co wtym dziwnego? Uczeń ma tylko prawa a nauczyciel obowiązki. Zmieńcie system
      nauczania, wprowadźcie ostrzejsze kary, odpowiedzialność zbiorową (która jest
      jednym z elementów dobrego wychowania) itd. itp.
      • bezecnymen Re: Ile może znieść nauczyciel 28.02.05, 16:00
        wasyl!! mowisz o stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej??? to ma byc
        sprawiedliwa kara i skuteczny środek wychowawczy??? zapytaj pierwszego z brzegu
        nauczyciela czym pachnie stosowanie tej metody... ja juz sie dzis wypisałem
        • wasyl9 Re: Ile może znieść nauczyciel 01.03.05, 07:26
          bezecnymen napisał:

          > wasyl!! mowisz o stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej??? to ma byc
          > sprawiedliwa kara i skuteczny środek wychowawczy??? zapytaj pierwszego z brzegu
          >
          > nauczyciela czym pachnie stosowanie tej metody... ja juz sie dzis wypisałem

          Właśnie zapytałem i to nie jednego, wszyscy są za. A tak nawiasem, w telewizorni
          całkiem niedawno też jakiś socjolog o tym wspomniał.
          • bezecnymen Re: Ile może znieść nauczyciel 01.03.05, 08:58
            wszyscy są za............ nie będę nad tym stwierdzeniem prowadził dyskusji, -
            przepraszam wasyl
            • amusing Re: Ile może znieść nauczyciel 01.03.05, 10:29
              A ja tam zgadzam się z wasylem:-)
              Odpowiedzialność zbiorowa to bardzo dobre rozwiązanie. Szkoda ze tak rzadko
              stosowane...
              I piszę to z doświadczenia, nie jako nauczyciel, ale ex uczeń;-)
              Odpowiedzialność zbiorową świetnie stosował mój były wuefista. Otóż za każdy
              wybryk choćby pojedynczego ucznia w czasie lekcji musieliśmy odpokutować
              wszyscy, cała grupa, bez wyjątku. I tak na przykład na następnym wuefie
              mialiśmy tzw."lekcję wytrzymałości" Chyba nie muszę pisać że na następnych
              zajęciach byliśmy pokorni jak nigdy wcześniej:-) Oj grupa ma wielką moc i każdy
              łobuziak niestety musiał się podporządkować i przestać pakowac nas w
              takie "przyjemności".
              Tak samo robiła nasza Pani od biologii. Ale za karę nie biegaliśmy na około
              szkoły przez 45 min tylko np. dostawaliśmy taki teścik na następnych zajęciach,
              że hoho. Coś z kategorii "testy na Uczelnie Medyczne" :-) Miodzio! Też od tego
              czasu na biologii był spokój. Wiem od innych osob które chodziły do klas
              równoległych, że jeśli u nich nawet taki teścik nie skutkował to wzywano Pana
              Dyrektora, który spokojnie aczkolwiek rzeczowo objaśniał że jak ktoś się chce
              uczyć w tej szkole to ma być spokój na zajęciach, jak nie chce to bye bye...
              Tacy konkretni nauczyciele cieszyli się szacunkiem i poważaniem, pozostali
              tzw."ja to jestem taki(a) miły(a)" byli wyśmiewani i lekceważeni do granic
              wytrzymałości. A to wszystko w jednej szkole... Nic dodać, nic ująć.
              Pozdrawiam Kaśka
              • m_anja Re: Ile może znieść nauczyciel 01.03.05, 11:02
                Ten dyrektor o którym piszesz... dziś ciężko o takiego. Nauczyciele w
                większości przypadków są skazani na samych siebie. To najgorsze co może być
                jeżeli nauczyciel nie ma wsparcia ze strony dyrekcji. Coraz częściej się
                zdarza, zwłaszcza w tych szkołach o niskim poziomie nauczania, że dyrektorzy
                robią wszystko żeby nie stracić choćby jednego ucznia. W czasach niżu
                demograficznego każde dziecko jest na wagę złota. A odpowiedzialność zbiorowa
                jest dobrym sposobem. Samej zdarza mi się ją stosować. Nie ma lepszego sposobu
                na trudnego ucznia niż reszta grupy będąca przeciwko niemu.
                • bezecnymen Re: Ile może znieść nauczyciel 01.03.05, 16:02
                  czyli nie zdarzył wam sie przypadek zaskarżenia nauczyciela, stosującego
                  odpowiedzialnośc zbiorową, do kuratora lub w wersji łagodniejszej do rzecznika
                  praw ucznia....pozazdrościć
                  • roman.gawron Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 15:18
                    bezecnymen napisał:

                    > czyli nie zdarzył wam sie przypadek zaskarżenia nauczyciela, stosującego
                    > odpowiedzialnośc zbiorową, do kuratora lub w wersji łagodniejszej do
                    > rzecznika praw ucznia....pozazdrościć

                    W wielu przypadkach tzw. odpowiedzialność zbiorowa jest po prostu normalną i
                    powszechnie przyjętą metodą sprawowania opieki nad grupą dzieci, więc nie
                    przesadzajmy.
              • k_r_m Re: Ile może znieść nauczyciel 03.03.05, 23:44
                niestety ale po latach dobrze wspomona się tylko tych surowych i wymagających
                nauczycieli, tych dających luz na lekcjach, tak jak w czsie nauki tak i po wielu
                latach ma się za nic,
                nauczyciel powinien czasami postraszyć i jeśli uczniowie przeskrobią to
                bezwzględnie groźby dotrzymać, jeśli jest niekonsekwentny to po nim,
                tak jest niesety smutna prawda :(
          • roman.gawron Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 15:19
            wasyl9 napisał:

            > Właśnie zapytałem i to nie jednego, wszyscy są za.

            Co masz na myśli konkretnie, pisząc "odpowiedzialność zbiorowa"?

            > A tak nawiasem, w telewizorni całkiem niedawno też jakiś socjolog o tym
            > wspomniał.

            A co mówił?
            • donjuan Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 16:59
              Znam ten bol. Wychowawca schlebia uczniom ,inni nauczyciele w przypadku skarg
              na klase z duma podkreslaja , ze u nich na lekcjach jest porzadek bo "trzeba
              miec autorytet , a wtedy uczen nie smie ani pisnac " . W praktyce zas trzeba
              miec wielka odpornosc psychiczna i osobowosc straznika wieziennego , podoficera
              w wojsku lub milicjanta z czasow PRL-u , do tego donosny glos i od czasu do
              czasu zdobyc sie na potezne obruganie jakiegos ucznia. Tego rodzaju "autorytet
              " w szkole najczesciej mial dobrze umiesniony nauczyciel od kultury fizycznej i
              na zebraniu calej szkoly tylko on byl w stanie uciszyc rozbrykana mlodziez . I
              nie da sie ukryc - aby okielznac dorastajacych chlopcow potrzebny jest mezczyzna
              silnej postury i psychicznej i fizycznej. Model wychowawczy jaki obowiazywal
              przez wieki u naszych przodkow Slowian polegal na oddawaniu chlopca pod opieke
              ojca po ukonczeniu siedmiu lat i ten przygotowywal go do pelnienia funkcji
              mezczyzny. A w czasach bardziej cywilizowanych edukacja zajmowali sie duchowni i
              ci takze nie szczedzili dyscypliny . A wnioski z tego niechaj uczestnicy Forum
              wyciagna sami.
              • auksyna Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 18:58
                Mnie smuci to,że wraz z kolejnymi rocznikami młodziezy pogimnazjalnej zaczynam
                wracać do metod, jakie stosowałam w pierwszych latach swojej pracy w szkole
                (była to tzw. trudma młodzież o czym juz pisałam w tym wątku). Krótko mówiąc
                byłam wielką jędzą, z czasem złagodniałam i większość swoich metod tzw.
                policyjnych ;) porzuciłam - mając złudną nadzieję, że na zawsze. A w tym roku
                do części wracam - z pełną premedytacją. Nie podoba mi się to, bo preferuję
                partnerski styl pracy z uczniami i staram się nie traktowac ich z góry, a w tym
                roku widzę, że niektóre klasy próbuja mi wejśc na głowę, a ja nie mogę się
                poddać. Zaczynam znów postrzegać teren szkoły w kategoriach pola bitwy - albo
                oni albo ja. Te roczniki tzw. nowego liceum sa inne i inaczej tez trzeba ich
                traktować - co mnie smuci i z czym nie mogę się pogodzić.
                • roman.gawron Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 19:05
                  auksyna napisała:

                  > Mnie smuci to,że wraz z kolejnymi rocznikami młodziezy pogimnazjalnej
                  > zaczynam wracać do metod, jakie stosowałam w pierwszych latach swojej pracy

                  Ciekawe, co piszesz, i dobrze, że nie odpuszczasz.

                  Jakie te metody stosujesz?
                  • auksyna Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 22:02
                    Nie są to żadne nowe ani rewolucyjne metody. Przykład pierwszy z brzegu z
                    dzisiejszego dnia: sprawdzian 1 klasa LO, b.dobra uczennica (5 z biol) w
                    pierwszej ławce ma otwarty piórnik a w nim śiągi - zabieram kartkę i wpisuję 1,
                    ona protestuje, że ze śiąg nie korzystała, a w dodatku leżały do góry nogami!
                    Kolejna osoba w plecaku obok ma otwary zeszyt - podobna akcja z mojej strony i
                    podobna dyskusja. Na następnej lekcji kolejnej 1 klasie kazałam na początku spr
                    wstać (żeby zobaczyć czy ktos nie siedzi np. na zeszycie) a po chwili podnieść
                    ręce do góry (bo mogą mieć coś pod łokciami). Nie robiłam tego od wielu lat -
                    dziś znów zaczęłam. Następna rzecz: gadasz - siadaj w 1 ławce i piszesz
                    kartkówkę. W mat - fizach prawie nie pytałam - teraz zaczęłam prawie na każdej
                    lekcji - bo jak nie pyta to znaczy, że luz. A zmora przekładania sprawdzianów!!
                    Każdy trzeba przynajmniej raz przełożyć - nie zgadzam się - kolejna dyskusja:
                    dlaczego? Mówię, że mam takie zasady, oni: dlaczego pani jest taka uparta?! I
                    te ciągłe pytania: dlaczego?? Każdą regułę trzeba spróbować podważyć a każdy
                    nakaz obejść. Pewnie taka uroda młodości ale w tzw. starym LO można było
                    ustalić jakieś zasady i przestrzegać ich oczywiście w obie strony, a teraz
                    trzeba wciąż walczyć. Współczuję i podziwiam nauczycieli gimnazjów - myślę, że
                    tam jest jeszcze trudniej.
                    • k_r_m Re: Ile może znieść nauczyciel 04.03.05, 00:13
                      brawo, i o to właśnie chodzi, muszą poczuć konsekwencje swoich czynów, a jeśli
                      raz ustąpisz to bedą jeszcze bardziej napierali na każde ustępstwa
              • mrrooffka Re: Ile może znieść nauczyciel 02.03.05, 19:13
                Ja tylko słówko do amusing.
                Piszesz, że zawsze można uczniowi powiedzieć, ze jeśli nie chce stosować się do
                zasad panujących w szkole to "bye bye". No, niestety, w gimnazjum i podstawówce
                to nie przejdzie. Uczeń dobrze wie, że tę szkołe może zaliczać sobie powolutku
                do 18 roku życia i wyrzucić go z niej nie tak łatwo. Można odesłać do
                rejonowego gimnazjum, jeśli jest spoza; można przenieść do innego. Ale i tak
                najczęściej wraca, bo po miesiącu wybryków tamta szkoła ucznia odsyła "do
                domu". I kółko się zamyka.
                wracając do tematu odporności psychucznej - pół roku temu miałam załamkę -
                myślałam, że po prostu już nie dam rady wyjść z domu do pracy, balansowałam na
                krawędzi płaczu na co drugiej lekcji. Jakoś się z tego wygrzebałam. Mniej
                więcej miesiąc później zaczęła zwierzać mi się koleżanka - że już nie może, że
                jest u kresu wytrzymałości psychicznej i błagała mnie z płaczem, żebym wzięła
                za nią kilka przydzielonych jej zastępstw, bo ona jest tak rozedrgana, że nie
                potrafi normalnie funkcjonować. Po pierwszym semestrze na urlop dla poratowania
                zdrowia udała się jeszcze inna moja koleżanka, wykończona tym, co dzieje się w
                szkole. I była na tyle zdesperowana, że stwierdziła, że jeżeli dyrekcja nie
                zatwierdzi jej tego urlopu, to składa natychmiastowe wypowiedzenie. Kilka dni
                temu kolejna nauczycielka musiała schować się do pokoju nauczycielskiego, bo
                tak dopiekli jej uczniowie (a nie łatwo ją wyprowadzić z równowagi). Płakała
                tak, że serce się krajało.
                Po co to piszę? Ano po to, żeby nikt nie mówił mi(nam), ze problemu nie ma,
                albo że go wyolbrzymiam. Problem jest, rośnie z roku na rok, tylko dotąd
                nauczyciele bali się o tym mówić otwarcie.
                Jeśli nie znajdzie się jakieś wyjście z tej sytuacji, polska szkoła za kilka
                lat będzie w stanie opłakanym - uczyć będą tylko ci najbardziej zdesperowani i
                przygnieceni wizją bezrobocia (bądź Siłaczki pracujące dla idei). Jeśli
                nauczyciele będą mieć tylko szansę zmiany pracy, to będą ją wykorzystywać i
                odejdą ze szkolnictwa (mówię tu przede wszystkim o gimnazjach).Już teraz przca
                w szkole dla wielu jest walką o przetrwanie w dżungli, co będzie za kilka lat?
                Może to czarnowidztwo, ale jeśli uczyć będą tylko ci, którzy muszą, to odbije
                sie to na jakości ich pracy. Już teraz musimy borykać się z wtórnym
                analfabetyzmem... Co będzie za później? Już teraz n-le z gimnazjum narzekają
                na "jakość" (przepraszam za wyrażenie) uczniów opuszczających sz. podstawowe, a
                n-le uczący w szkołach średnich na braki w wykształceniu absolwentów gimnazjów.
                Spada jakośc nauczania i poziom wykształcenia uczniów, rośnie agresja i
                roszczeniowy stosunek do życia współczesnych uczniów. Nie wyobrażam sobie
                Polski za lat kilka czy kilkanaście, kiedy o naszym kraju zaczną decydować
                dzisiejsi nastolatkowie...

                Sorry za dłużyzny, po prostu na prawdę jestem lekko przerażona tym, co widzę
                dookoła!

                pozdrawiam
                • donjuan Re: Ile może znieść nauczyciel 03.03.05, 09:54
                  Ostatnio pracowalem w szkole 13 lat temu i z uczuciem ulgi powrocilem na
                  uczelnie . Jak widze, warunki pracy w szkole od tego czasu jeszcze sie
                  pogorszyly. Sklada sie na to wiele przyczyn zarowno obyczajowych , kulturowych
                  jak i prawnych. To dobrze , ze wychowanie dzieci i mlodziezy przestalo byc tak
                  rygorystyczne jak niegdys , ale zle ze nastapilo przegiecie "paly " w kierunku
                  wychowania bezstresowego i tzw. "antypedagogiki". Moim zdaniem nauczyciele
                  powinni podjac jakas akcje np. poprzez organizacje zwiazkowe ,aby wywierac
                  wiekszy wplyw na ustawodawstwo i wladze oswiatowe . Tu przypomne swietne
                  tradycje przedwojennego ZNP i roli nauczyciela w owczesnym spoleczenstwie, gdy
                  byl on rzeczywiscie pionierem postepu i " sola " ziemi .
                  • auksyna Re: Ile może znieść nauczyciel 03.03.05, 17:22
                    Właśnie dziś jedna z klas 1 zapytała się mnie, dlaczego wyczuwają ze strony
                    nauczycieli niechęć do siebie, jako do roczników pogimnazjalnych. Powiedzieli
                    zresztą, że równiez ja użyłam kilka razy względem nich określenia "młodzież
                    pogimnazjalna" wprawdzie w żartach, ale odczuli to jako wrogość. Pytali się,
                    czym różnią się od tamtych roczników i co się zmieniło w szkole z chwilą ich
                    przyjścia. Usiłowałam im w miarę delikatny sposób wytłumaczyc pewne różnice,
                    zresztą akurat ta klasa jest b.fajna i nie ma w niej problemów z zachowaniem,
                    kulturą i w zzsadzie z nauką też. Pytali się też, co sądzę o gimnazjach,
                    reformie itp. Wydaje mi sie, że oni też są zagubieni w tym nowym systemie i
                    trudno im sie odnaleźć w tych 3 - letnich cyklach szkoły. Myślę, że może gdyby
                    gimnazja nie były rejonowe tylko konkurencyjne, inaczej wyglądałaby praca w
                    nich nauczycieli i nauka uczniów. W każdym razie postanowiłam więcej nie robić
                    aluzji do tego, że są rocznikami po reformie, bo chyba rodzi to niepotrzebne
                    dla obu stron napięcia. Ani oni nie są przecież temu winni ani my.
                • amusing Re: Ile może znieść nauczyciel 03.03.05, 18:37
                  "Ja tylko słówko do amusing.
                  Piszesz, że zawsze można uczniowi powiedzieć, ze jeśli nie chce stosować się do
                  zasad panujących w szkole to "bye bye". No, niestety, w gimnazjum i podstawówce
                  to nie przejdzie. Uczeń dobrze wie, że tę szkołe może zaliczać sobie powolutku
                  do 18 roku życia i wyrzucić go z niej nie tak łatwo."
                  Tak wiem że w podstawówce i gimnazium nietety to nie przejdzie, ale ja pisałam
                  o liceum, którego jeśli ktos nie chce kończyć to nie musi.

                  "Uczeń dobrze wie, że tę szkołe może zaliczać sobie powolutku
                  do 18 roku życia i wyrzucić go z niej nie tak łatwo."
                  I właśnie w tym między innymi tkwi problem. Uczniowie doskonale znają swoje
                  prawa a o obowiązkach nawet nie raczą pamiętać:-( Niestety póki cały system się
                  nie zmieni, póki ktoś nie przywróci odpowiednimi ustawami autorytetu jakim
                  niewątpliwie powinnien być darzony zawód nauczyciela, póty będzie coraz gorzej
                  i gorzej. Przeraża mnie to jak obecnie uczniowie traktują swoich nauczycieli.
                  Sama właśnie kształcę się na anglistę i po tym co czytam na tym forum coraz
                  bardziej wątpię w sens podjęcia pracy w szkole. A mam taką piękną wizję
                  nauczania języka traktując młodzież jak parterów do rozmowy a nie wrogów;-)
                  Wiem jednak że większość nauczycieli zaczynała swoją pracę z takimi ideałami.
                  Wiem bo mój mąż jest nauczycielem, moja mama też i mnóstwo znajomych...
                  pozdrawiam
                  • mrrooffka Re: Ile może znieść nauczyciel 04.03.05, 13:38
                    Nic dodać, nic ująć, amusing!
                    niestety, raczej nie widzę szans na to, zeby było lepiej.
                    Ja też jestem anglistką i też miałam swoje "wizje", ale na nich się
                    skończyło...
                    Problem tkwi w tym, JAK to zrobić, zeby nauczyciel znów cieszył się
                    autorytetem. Ale wydaje mi się, że ustawami dużo się nie zmieni. Tu potrzebna
                    jest zmiana świadomości młodych ludzi i podejścia do życia uczniów, a i ich
                    rodziców również.
                    Jeśli chodzi o pratnerskie układy: jakaś szansa na to jest, ale tylko w
                    szkołach średnich; w gimnazjum - nie da rady, tu w większości przypadków
                    sprawdza się jedynie system nakazowy.

                    hołk

                  • brynika Re: Ile może znieść nauczyciel 09.03.05, 16:08
                    Amusing.
                    Sama jestem anglistką. Wykształconą i dobrze radzę- idż do L.O albo do prywatnej
                    szkoły językowej. Szkoda czasu i nerwów na coś innego
    • go-hha Re: Ile może znieść nauczyciel 05.03.05, 22:38
      Witam :)
      Piszę tu po raz pierwszy. Ja wytrzymałam w szkole 3 lata. Rzucając tą pracę
      czułam wielką ulgę i rozczarowanie jednoczesnie. Ulga bo miałam dość tej pracy,
      a rozczarowanie - no cóż 5 lat studiów poszło na marne.
      Tak naprawdę to do podjęcia tej decyzji przyczyniła się dyrektorka szkoły -
      nota bene przez wiele lat najlepszej na Mazowszu. Sposób zarządzania
      personelem, relacje z nami były i zapewne są poniżej krytyki. Nie godziłam się
      na takie traktowanie - do dzisiaj po 5 latach nie jestem w stanie myśleć
      spokojnie o tamtych czasach.
      Moze gdybym trafila na lepszą - mądrzejszą - osobę nie byłabym nauczycielem
      straconym. Szkoda bo lubilam uczyć i byłam wtedy nauczycielem z pasją w oku.
      Do szkoly teraz nie wróce ponieważ dzięki świetnej reformie byłabym zmuszona do
      pracy jako stażysta.
      Pozdrawiam
      • beata.zet Re: Ile może znieść nauczyciel 13.03.05, 20:06
        No witam Kolegów i Koleżanki po fachu!
        Zaczynałam kilkanaście lat temu, w moim własnym super liceum. Startowałam z
        lekkim sercem - angielski to przecież nie fizyka czy matematyka: tu można
        stosować atrakcjyjne metody nauki, no i wszyscy wiedzą, że języki obce to
        podstawa! Byłam nauczycielem-przyjacielem, płynęłam po korytarzu rozdając
        uśmiechy moim uczniom.
        Minęło kilkanaście lat, korytarzem pruję jak Titanic kontrolując swoją mimikę
        (w odpowiedzi na "dzień dobry" oszczędne skinienie głowy plus blady uśmiech,
        żadnej poufałości!), przygotowuję się do zajęć do pierwszej w nocy, przewidując
        każde pytanie ucznia, na wszelki wypadek sprawdzając wymowę słów, które znam (a
        nuż coś chlapnę?), na lekcjach zrezygnowałam z gier i zabaw, bo uczniowie
        skarżyli się rodzicom,że "cofają się w rozwoju" albo, że "z książki
        przerobiliśmy dopiero trzy rozdziały". Na lekcjach większość informuje mnie,
        żebym się nie przejmowała, że nie zawsze uważają, ale oni i tak "przerobią to
        potem na prywatnych lekcjach".
        Kiedyś uciekłam ze szkoły: dojechałam do szkolnej bramy, zawróciłam i, nie
        widząc drogi przez łzy bezsilności i przerażenia, pojechałam przed siebie.
        Na każdym forum widzę wpisy niedoinformowanych pacanów o tym jacy głupi są
        nauczyciele, te przepłacane nieroby - nie mam już siły odpisywać na takie
        głupoty, ale nie mogę też na nie NIE odpowiadać..
        Rodzice wpajają moim uczniom przekonanie o ich wyjątkowości, nauczycieli
        wykpiwają i mają za nieudaczników i nieuków (nawet w mojej, "świetnej" szkole).
        Czytam wszystkie Wasze wpisy o dyscyplinie,rozwiązywaniu problemów - drukuję je
        i czytam, czytam, czytam...
        Jestem u kresu sił fizycznych (wieczne niedospanie) i psychicznych. Mój mąż z
        przerażeniem przyglądający się temu, co się ze mną dzieje namawia mnie na
        zmianę szkoły, ale czy to coś zmieni? Może poziom uczniów będzie niższy i nie
        będę siedzieć do nocy szukając ambitnych tekstów czy układając oryginalne testy
        i ćwiczenia na skomplikowane struktury gramatyczne. Myślałam o pracy na
        kursach, ale mam małe dziecko, bardziej odpowiada mi praca przed południem
        (dziecko w przedszkolu). Koleżanka namawia mnie na lektorat na uczelni, ale
        studenci ponoć też "olewają" lektoraty...
        Na razie zdobyłam adres specjalisty od depresji i...czekam na wakacje. Wtedy
        postaram się przypomnieć sobie jak to jest być człowiekiem,nie tarczą
        strzelniczą.
        Pozdrawiam.
        • brynika Re: Ile może znieść nauczyciel 13.03.05, 20:45
          Cześć Beatko!!!
          ja tez anglistka.Muszę ci powiedzieć że strasznie, strasznie przykro mi czytać
          takie rzeczy...ale doskonale cię rozumiem. mam takie dni że czuję dokładnie to
          samo.A to z mężem? Myślę że albo się zdystansuję do pracy, albo z niej
          zrezygnuję, albo...
          Pamiętaj, że masz nas (forumowiczów:)
          pisz a my będziemy pomagali i pocieszali jeśli tylko będzie jak
          Żaba Monika:)
          • beata.zet Re: Ile może znieść nauczyciel 13.03.05, 21:01
            Dziękuję, Siostry i Bracia :)
            Dodam jeszcze, że tym co do tej pory wydrukowałam dzielę się z innymi
            nauczycielami - to przerażające ILU nas jest: zrozpaczonych stanem profesji
            nauczycielskiej, że już nie wspomnę o wsparciu (?) jakie otrzymujemy od naszego
            ministerstwa - jak tam Wasze awanse?? ja na czas nauczania zawiesiłam produkcję
            materiałów do teczki (na dyplompowanego) na kołku - nie mam na to czasu muszę
            teraz UCZYĆ. Niech piekło pochłonie tego kosmicznego kretyna, który wymyślił te
            awanse, amen.
            Pozdrawiam (wpadnę tu dziś jeszcze - dopiero dziewiąta, a jutro poniedziałek -
            znów posiedzę do nocy...).
            • mrrooffka Re: Ile może znieść nauczyciel 14.03.05, 22:23
              Witaj beata.zet!
              > Dodam jeszcze, że tym co do tej pory wydrukowałam dzielę się z innymi
              > nauczycielami - to przerażające ILU nas jest: zrozpaczonych stanem profesji
              > nauczycielskiej, że już nie wspomnę o wsparciu (?) jakie otrzymujemy od
              naszego ministerstwa
              -> Z tego, co piszesz wynika, że rozmawiacie na ten temat w pokoju
              nauczycielskim... Co sądzą Twoi koledzy po fachu? Gdzie tkwi błąd w sztuce?
              Jestem bardzo ciekawa wszystkich opinii. Tutaj jest miejsce, żeby się wyżalić
              i "wygadać", ale czy oprócz tego coś można z problemem wykończonych i
              bezradnych nauczycieli zrobić?

              > jak tam Wasze awanse??
              -> ano, nijak. Zafundowano mi przymusową roczną przerwę między kolejnym
              stażem... Z resztą, po tej całej walce o mianowanego i wypuszczeniu w zeszłym
              roku mojej III klasy pewnie i tak bym to sobie odpuściła - za bardzo mnie to
              wszystko wykończyło.

              > Pozdrawiam (wpadnę tu dziś jeszcze - dopiero dziewiąta, a jutro poniedziałek -
              > znów posiedzę do nocy...).
              Chyba siedzisz cały czas nad książeczkami - coś Cię nie widać ;-)

              Pozdrawiam serdecznie
              i życzę duuuużo zdrowia Tobie i pozostałym "czytaczom"
            • kayenne5 Re: Ile może znieść nauczyciel 15.03.05, 09:31
              Beata, wbrew pozorom, wcale nie jest z Tobą źle! Jeśli tak umiesz patrzeć na
              świat, jeśli stać Cię na ironię i autoironię - nie wszystko stracone!
              Czy mówił Ci juz ktoś, że może powinnaś pisać, bardzo dobrze się Ciebie czyta!
              Masz taki lekki, sugestywny styl!
              Teraz potrzeba Ci sukcesu, może się niebawem zdarzy..., podniesie Cię "na duszy
              i umyśle"! Wkrótce przerwa wielkanocna, trochę odsapniesz.
              A tak w ogóle, może powinnaś zmienić metody i w większym stopniu przerzucić
              ciężar lekcji na uczniów - niech oni się uaktywniają, niech się produkują,
              niech prowadzą, spróbuj tylko sterować i wymagać. Podać słówka, reguły,
              schematy, reszta to oni. Spróbuj chociaż na trochę, bo szkoda tak zdecydowanie
              rezygnować z awansu, ostatecznie to przecież o Ciebie chodzi, o Twoją
              przyszłość i o Twój portfel... Pozdrawiam:):)
              • beata.zet Re: Ile może znieść nauczyciel 15.03.05, 22:48
                Uff! Ja na chwilę, bo ilość pracy - jaką w dużym stopniu SAMA sobie
                zafundowałam (kayenne5, święte słowa!!!) - wypełni mi resztę świadomości w dniu
                dzisiejszym.
                Co do dzielenia się przemyśleniami z Forum: NIE w pokoju nauczycielskim!!! Jak
                ktoś tu słusznie zauważył, wszelkie uwagi typu "nie wytrzymam z np. 1a"
                spowodują drwiące uśmiechy u większości ciała ped. oraz lawinę zapewnień w
                stylu "nieeee, nie są tacy źli! No, może na początku, ale teraz świetnie mi się
                u nich pracuje". Brzmi znajomo?
                Opiniami z Forum wymieniam się z kilkoma zaufanymi nauczycielami, którzy nadają
                na podobnych falach czyli nie udają wszechwiedzących cyborgów, a dodatkowo
                męczą się w istniejącej sytuacji stłamszonych belfrów i chcą ją zmienić. No,
                dobrze, po to żeby nie zwariować...tak, jest w tym trochę egoizmu, nie tylko
                troska o przyszłość szkoły :)
                Istnienie tego Forum (odkrytego przypadkowo) wlała nadzieję w moje nędzne
                nauczycielskie serce; byłam na krawędzi spalenia swego identyfikatora, zalania
                się łzami i udania do najbliższej placówki pt. "Biedronka" w celu podjęcia
                pracy. Za każde słowo, które tu czytam wielkie dzięki Wam, Nauczyciele!
                Zgłaszam się jutro - we czwartek rekolekcje (czyt. nie ma lekcji), odpada więc
                siedziączka nad materiałami na kolejny dzień.
                See you :)
              • mabmab Potrzeba sukcesu 09.05.05, 14:19
                Czesc Beata,
                Jestem nowa na tym forum i dlatego dopiero teraz sie dopisuje, ale moze jeszcze
                kiedys tu zajrzysz i przeczytasz mojego posta ;-)
                Zgadzam sie z Kayenne5. Potrzebujesz sukcesu.
                Ja tez jestem nauczycielka angielskiego. Nie pisze "anglistka", bo nie
                skonczylam anglistyki, tylko kolegium nauczycielskie i pare kursow. Rozumiem
                cie, bo przechodzilam to samo. Syndrom fobii szkolnej pojawil sie u mnie, jak
                zostalam nauczycielka, a nie gdy bylam uczniem ;-/
                Musialam naprawde ciezko pracowac, zeby sie "nie sypnac", bo ciagle
                uzupelnialam i uzupelniam braki w wyksztalceniu. Przerabialam juz nieprzespane
                noce, codzienny placz z powodu moich "milusinskich" i ich rodzicow,
                odreagowywanie na moim rocznym synku - jakikolwiek objaw nieposluszenstwa
                konczyl sie dla niego baardzo zle, szarpaniem lub laniem (a jak mozna oczekiwac
                natychmiastowego posluszenstwa od takiego szkraba?).Na szczescie w pore sie
                opamietalam i po trzech miesiacach walki z uczniami, z dyrekcja, ktora
                twierdzila, ze uczniowie sa swietni, a mi po prostu sie nie chce pracowac -
                zwolnilam sie. Moja "niechec do pracy" to bylo 23 godziny tygodniowo plus
                dojezdzanie na godzine do niepelnosprawnej uczennicy (nikt mi nie placil za
                czas poswiecony na przejazdy i za benzyne). Zajecia przez 2 miesiace odbywaly
                sie na korytarzu, bo ciagle trwal remont szkoly, a ja bylam nowa, wiec mozna
                mnie bylo tam upchnac. Przez te trzy miesiace spuszczono mi powietrze z kol,
                porysowano mi samochod, okradziono. Uslyszalam "wiazanki" o takiej tresci, ze
                najwieksza recydywa by sie nie powstydzila, slyszalam teksty w stylu: "Niech
                pani poczeka do konca roku..." i tu nastepowal symboliczny strzal. Moze to bylo
                tchorzostwo,ale ja nie chcialam czekac do konca roku. Zwolnilam sie i odzylam.
                Nota bene wiekszosc nauczycielek powiedziala, ze mi zazdrosci, ze moglam sobie
                na to pozwolic. Czesc z nich byla w wieku przedemerytalnym i czesto nie mialy
                juz dokad pojsc. Dodam, ze pod koniec tamtego roku szkolnego, czyli pare
                miesiecy po mnie ze szkoly odeszlo 14 nauczycieli! To chyba swiadczy o jakiejs
                patologii? Ach, i jeszcze jedno. Wtedy nauczyciele jezykow w gimnazjach mieli
                dostawac dodatki do pensji z gminy, bo nikt nie chcial tam pracowac. Wyplata
                sie opozniala. Mielismy dostac te pieniadze w grudniu, przed swietami, ale jak
                pani dyrektor dowiedziala sie, ze odchodze, to mi ich nie wyplacila. Nie mialam
                sily walczyc o te "marne" 1000zl.
                Szybko znalazlam sobie nastepna, bardzo fajna prace w prywatnej szkole
                jezykowej, ale nie o tym chcialam pisac, tylko o sukcesie.
                Mialam paru uczniow, na prywatnych lekcjach. Nie takich, ktorych trzeba bylo
                przeciagac za uszy do nastepnej klasy, ale takich, ktorym nie trzeba bylo
                tlumaczyc, ze ucza sie tylko dla siebie. Naprawde bardzo ciezko pracowalam z
                nimi, przygotowujac ich do egzaminow Cambridge (FCE). Uczylam ich nie tylko
                angielskiego, ale tez jak sie uczyc, jak szukac informacji, jak wyglada egzamin
                i jak go umiejetnie zdawac itp. Jezdzilam po bibliotekach, wyszukiwalam
                materialy, robilam tabelki, zestawienia i ... oni zaczeli jeden po drugim
                bardzo dobrze zdawac te egzaminy. I wracali do mnie, bym ich przygotowywala do
                egzaminu Advanced (CEA). I to byl dla mnie sukces. Oczywiscie, to nic
                spektakularnego. Zaden wielki wyczyn, od tego w koncu sa nauczyciele, zeby
                uczyc ze skutkiem. Ale dla mnie, po takim pasmie niepowodzen, a uczylam tez
                wczesniej, nie tylko te 3 miesiace dodam, ze naprawde lubie zawod nauczyciela,
                bo wydaje mi sie bardzo kreatywny i stwarzajacy niesamowite mozliwosci) to byla
                powolna terapia antydepresyjna.
                Mam nadzieje, ze sie nie poddasz. Fajnie tez, ze jest takie forum, gdzie mozesz
                podzielic sie z innymi, odreagowac.
                Pozdrawiam i zycze powodzenia.
                Ps. Sorry za brak polskich znakow, ale w internecie moja klawiatura
                sie "anglicyzuje" i przycisk 'Alt' odmawia posluszenstwa. Nie wiem dlaczego?
    • magdaszek Re: Ile może znieść nauczyciel 24.03.05, 17:48
      Hej!
      Tak czytam i czytam i wszystko wydaje mi sie takie znajome, gdybym tak wszytsko
      zebrała do kupy, to wyjdzie opis mojego szkolnego podwórka. Uczę dopiero i aż 8
      rok. Piszę "aż" bo czuję, ze sie wypalam, pod wpływem tego co sie dzieje.
      Ile może znieść nauczyciel? Nie wiem ile może znieść, ale wg niektórych
      rodziców i uczniów POWINIEN znieść wszystko. Mam wrażenie, że to co kiedyś było
      marginesem społecznym i szkolnym (chodzi mi o zachowanie uczniów)teraz zaczyna
      stawac sie norma. Nie wiem jak to jest na innych poziomach, ale w gimnazjum tak
      jest. Ostatnio znajoma nauczycielka z podstawówki zdołowała mnie opowieściami o
      pierwszych klasach. Nie wiem czy wytrzymam do momentu, kiedy te maluchy
      dorosną do gimnazjum i przyjdą nas dreczyc.
      A tak bardzo podoba mi się praca w szkole, nie chciałabym z niej rezygnować. Do
      tej pory jakoś nieźle sobie radziłam z dyscyplina, ale co bedzie, kiedy moje
      dotychczasowe metody zawiodą, albo całkiem stracę cierpliwość? W ub. roku jeden
      z uczniów, który ma wszystkich za nic, o mało nie oberwał ode mnie (po lekcji,
      bez swiadków). Był tak chamski, że o mało nie straciłam panowania nad soba.
      Gdybym go uderzyła na pewno oberwałabym od niego. Wolę sobie nie wyobrażać jak
      by się to skończyło. Na szczęście nie uczę go w tym roku (UFF!)
      Ale nie zniechęci mnie taki do pracy w szkole. Obym nie trafiła na gorszych.
      Jestem za wprowadzeniem kary klęczenia na grochu!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka