12.07.06, 01:12
prawy.pl/index.php?action=print&dz=felietony&id=7313&subdz=
Obserwuj wątek
    • eryk2 Po jedenaste: nie spamuj! 13.07.06, 11:39
      asto7, nie spamuj w kolejnych wątkach tym wyjątkowo kłamliwym tekstem -
      dostałaś odpowiedź za pierwszym razem, a ty nadal siejesz (to już trzecie
      forum, gdzie wieszasz ten link). Przeczytaj jeszcze raz, jeżeli nie
      zrozumiałaś, kogo reklamujesz:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12217&w=45086413&v=2&s=0
    • bonobo44 Re: Wywiad 23.08.06, 13:44
      asta7 napisała:

      > prawy.pl/index.php?action=print&dz=felietony&id=7313&subdz=

      przytaczam ten tekst bez dalszego komentarza:

      <<PAWŁOKOMA – „OSTATECZNE POJEDNANIE”?

      Polskich historyków przede wszystkim obwiniam za to, że dziś ma miejsce
      nieuzasadniona zaszłościami historycznymi uroczystość w Pawłokomie - mówi
      ukraiński historyk dr hab. Wiktor Poliszczuk w rozmowie z Jackiem Zielińskim.


      Jest Pan znanym od lat orędownikiem pojednania polsko-ukraińskiego. Badaniom
      tragicznych stosunków między dwoma narodami w okresie drugiej wojny światowej i
      po jej zakończeniu poświęcił Pan wiele lat życia, czego dowodem są liczne
      publikacje z tego zakresu. I oto 13 maja w Pawłokomie ma nastąpić historyczne
      pojednanie prezydentów obu państw: Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki. Czy
      według Pana takie symboliczne pojednanie zamknie już tę sprawę i pozwoli nam od
      tej pory myśleć wyłącznie o teraźniejszości i przyszłości?

      Zagadnieniu nacjonalizmu ukraińskiego, ustaleniu przyczyn i rozmiarów
      dokonanych przez jego formacje zbrodni poświęciłem 25 lat swego życia - bez
      jakiegokolwiek wynagrodzenia i bez zachęty ze strony władz Polski lub innych
      krajów. I oto dziś stoję przed problemem dokonania oceny spotkania prezydentów
      Kaczyńskiego i Juszczenki w Pawłokomie. W zamiarze prezydentów ma to być symbol
      pojednania. Zastanawiam się – pojednania: kogo z kim – prezydenta Juszczenki,
      który jest wyrazicielem zbrodniczego ruchu banderowskiego, z prezydentem
      Kaczyńskim, który reprezentuje państwo polskie, naród polski? Chyba nastąpiło
      jakieś nieporozumienie. Prezydent Kaczyński, z którego formacją polityczną
      wiązałem wielkie nadzieje w zakresie potępienia zbrodni banderowskiego
      ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej, został wmanipulowany w to
      polityczne przedsięwzięcie, które nie ma nic wspólnego ani z prawem, ani ze
      sprawiedliwością, bo prawo wymaga ukarania sprawców zbrodni, a sprawiedliwość
      ich potępienia. Pytanie, przez kogo prezydent Kaczyński został w tę imprezę
      manipulowany? Odpowiadam wprost: przez prezydenta Juszczenkę, któremu prezydent
      Kaczyński zaufał. Juszczenko, powtarzam to, jest w omawianym zakresie
      wyrazicielem interesów banderowców, on młodość spędził w środowisku
      banderowskim w Tarnopolu, on ma żonę, pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych,
      banderówkę. To w ich, banderowców, interesie leży zamknięcie tematu zbrodni
      ludobójstwa, jakiego dopuściły się ich formacje na ludności polskiej (co
      najmniej 120.000 ofiar) i ukraińskiej (co najmniej 80.000 ofiar).
      Z czyjej winy, gdy chodzi o stronę polską, mogło dojść do takiego
      wmanilpulowania Prezydenta Polski? Na to pytanie mam jednoznaczną odpowiedź – z
      winy nauki polskiej, zajmującej się stosunkami polsko-ukraińskimi doby
      najnowszej. Jest to temat szeroki i nie wiem, czy znajdzie się tutaj miejsce na
      jego dotknięcie.

      Prezydent Lech Kaczyński twierdzi, że to ma być „ostateczne pojednanie”.
      Pomijając wielką niezręczność takiego sformułowania, pozostają przecież
      nierozliczone, nieukarane i niezbadane do końca zbrodnie na dziesiątkach
      tysięcy cywilnych ofiar. Skoro tak, to czy powinniśmy już o tym
      wszystkim „ostatecznie” zapomnieć?>>



      • bonobo44 Re: Wywiad (c.d.) 23.08.06, 13:45
        <<Prezydent Kaczyński myli się, gdy mówi, że ma to być „ostateczne pojednanie”.
        Pojednanie, zapytam powtórnie – kogo z kim? Pojednanie może dotyczyć tylko
        ludzi. Między państwami mogą być tylko porozumienia. To kto z kim miałby się
        pojednać? Między narodem polskim i ukraińskim nie ma waśni, nie było jej też w
        okresie międzywojennym, pamięć historyczna obu narodów nie sięgała poza
        wydarzenia I wojny światowej, ludność polska i ukraińska na kresach południowo-
        wschodnich II RP masowo koligaciła się, sąsiedzi Polacy i Ukraińcy żyli w
        zgodzie. Może chodzi o pojednanie członków struktur zbrojnych z okresu wojny i
        po jej zakończeniu? Może chodzi o pojednanie żołnierzy AK z banderowcami?
        Jeżeli tak, to czy weterani AK wypowiadali się w tej sprawie, czy upoważniali
        prezydenta RP do występowania w ich imieniu? Wiem, że ani weterani AK, ani ci,
        którzy cudem zdołali uciec spod banderowskiej siekiery, ani ich potomkowie –
        nie mają zamiaru pojednać się z ich oprawcami, nie mają zamiaru im wybaczyć,
        bowiem oni nigdy nie pokajali się, a bez pokajania nie ma odpuszczenia win. Tym
        bardziej, że dziś oni na Ukrainie (częściowo też w Polsce) ubierają się w togi
        bohaterów. Wystarczy przeczytać ich prasę, aby się co do tego przekonać. Gdy
        chodzi o zbrodnię ludobójstwa, to pamięć historyczna narodu jest trwała, jej
        nie da się usunąć w drodze spotkania dwóch prezydentów. Zbrodni ludobójstwa nie
        zapomina się łatwo.

        Wybór Pawłokomy na miejsce pojednania zapewne nie jest przypadkowy. Co
        właściwie stało się tam 3 marca 1945 roku? Czy wszystko na ten temat wiemy? Czy
        ustalona jest dokładna liczba ofiar, sposób zadania śmierci, sprawcy?

        Tak, wybór Pawłokomy na miejsce „pojednania” nie jest przypadkowy. Ta tragedia
        jest wyeksploatowana przez propagandę banderowską do maksimum. Prawdą jest, że
        w marcu 1945 roku doszło do rozstrzelania przez siły polskie około 150
        mieszkańców tej wsi. Ale był to mord incydentalny, o podłożu, które w nauce
        prawa ma nazwę „działania w afekcie”, w konkretnym przypadku układającym się w
        ciąg psychologiczny: w czasie okupacji hitlerowskiej ludność ukraińska w
        następstwie działalności Ukraińskiego Centralnego Komitetu, będącego pod egidą
        Abwehry, pozostawała w uprzywilejowanym – w stosunku do ludności polskiej –
        położeniu. Ludność polska w zamiarze OUN miała być wysiedlona z tzw.
        Zakurzonia.
        Po klęsce Niemiec banderowcy na tym właśnie terenie, w oczekiwaniu na III wojnę
        światową, zaczęli budować przyczółek faszystowskiej Ukrainy,
        tworzyli „republiki” banderowskie, likwidowali wszystko, co polskie –
        posterunki milicji i polską administrację. W Pawłokomie doszło do uprowadzenia
        przez banderowców dziesięciu Polaków. To wyczerpało cierpliwość polskich
        mieszkańców wsi, którzy zwrócili się o pomoc do znajdującego się w podziemiu
        oddziału AK. Nastąpił odwet, doszło do masowego rozstrzelania mężczyzn –
        członków lub sympatyków banderowskiego podziemia. Tego aktu nie można
        usprawiedliwiać, ale też nie można go porównywać z mordami banderowskimi na
        Wołyniu i w Halicji. Wskazać przy tym należy, że fakty dotyczące tego
        wydarzenia w Pawłokomie są przedstawiane w różny sposób przez stronę polską i
        przez stronę banderowską. Istnieją dwa opracowania dotyczące tego wydarzenia:
        jedno autorstwa Petra Poticznego, urodzonego w Pawłokomie banderowca, który w
        wieku 14 lat wstąpił do UPA, do oddziału Hromenki. Ten autor dokonał opisu
        wydarzenia z punktu widzenia banderowskiego, niezgodnego z obiektywnymi danymi.
        Drugie opracowanie jest pióra dr. Zdzisława Koniecznego, polskiego, politycznie
        niezaangażowanego historyka, który, w oparciu o dokumenty archiwalne,
        przedstawił inny niż banderowski obraz wydarzeń. Podczas gdy Poticznyj mówi o
        ponad trzystu ofiarach, Konieczny podlicza je skrupulatnie i ustala ich liczbę
        na 150. Ale nie w arytmetycznym podsumowaniu ofiar problem, polega on na czymś
        innym, chodzi raczej o prezentowane przez obu autorów metody zabójstw.>>


        • bonobo44 Re: Wywiad (c.d.) 23.08.06, 13:46
          <<Niektórzy historycy, politycy, działacze i świadkowie ze strony ukraińskiej
          mówią o wyjątkowym okrucieństwie i bestialstwie żołnierzy AK. Z drugiej strony
          ci Polacy, którzy badają sprawę Pawłokomy, kwestionują liczbę ofiar i
          wykluczają takie okrucieństwo, mówią o rozstrzeliwaniach. Czy po tylu latach od
          tamtych wydarzeń jest możliwe ustalenie stanu faktycznego i czy nie od tego
          powinno się całą rzecz zacząć?

          No właśnie, banderowcy przedstawiają przebieg akcji według wzorca mordów
          dokonywanych przez nich na Wołyniu i w Halicji, mianowicie, że Polacy, bojówka
          AK przy asyście miejscowej ludności, w bestialski sposób mordowała mężczyzn,
          kobiety i dzieci. Faktyczne zaś, jak to udowadnia Konieczny, w Pawłokomie
          rozstrzelano (a więc bez znęcania się) jedynie mężczyzn. Ich liczbę można
          ustalić w drodze ekshumacji, tą samą metodą można też ustalić sposób
          uśmiercania oraz wiek i płeć ofiar.

          Media podchodzą do tych zagadnień od strony czysto politycznej i propagandowej.
          Przy okazji jesteśmy zasypywani wieloma sprzecznymi informacjami, ponadto
          widać, że różni ludzie usiłują nadać temu wymiar ideologiczny i postawić
          zbrodnie obu stron na tej samej płaszczyźnie, bez pogłębionej analizy i bez
          wchodzenia w sedno zagadnienia. Oto w „Rzeczpospolitej” (która jest przecież
          poważnym dziennikiem) 24 kwietnia zamieszczona jest wypowiedź Myrona Sycza ze
          Związku Ukraińców w Polsce: „To samo, co Polacy przeżyli na Wołyniu, przeżywali
          Ukraińcy mieszkający w Polsce. Za to wszystko odpowiadają władze
          komunistyczne”. Czy faktycznie krzywdy obu stron są takie same? I czy tylko
          komuniści są w tym przypadku wszystkiemu winni?>>

          • bonobo44 Re: Wywiad (c.d.) 23.08.06, 13:47
            <<Środki masowego przekazu często kształtują, niestety dalekie od
            rzeczywistości, poglądy na temat nie tylko Pawłokomy, ale też na problem
            zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej w ogóle. Ogromną, wprost decydującą
            winą w tym zakresie, obarczam ośrodki naukowe w Polsce, zajmujące się historią
            stosunków polsko-ukraińskich doby najnowszej. Mam przede wszystkim na myśli
            Instytut Pamięci Narodowej i - nieistniejący już - Wojskowy Instytut
            Historyczny, ale też inne ośrodki naukowe, takie jak Uniwersytet Jagielloński,
            na którym pisze się prace licencjackie na temat „Stepan Bandera i jego UPA”,
            jak Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, na którym nadaje się
            doktorat za pracę, którą kwalifikuję jako podręcznik nacjonalisty ukraińskiego,
            jak całe lubelskie środowisko uniwersyteckie, nie wyłączając KUL-u, jak
            środowiska uniwersyteckie we Wrocławiu, Warszawie, Szczecinie, a nawet w
            Poznaniu. Wielu historyków biorących udział w seminariach i konferencjach
            naukowych, organizowanych przez IPN i Wojskowy Instytut Historyczny (na
            przykład dziesięć seminariów historyków polskich i ukraińskich
            nacjonalistycznych) opracowało bardzo wiele wartościowych referatów, ale nie
            one decydowały o kierunkach ustalania prawdy historycznej. Kierownictwa naukowe
            tych przedsięwzięć nie stanęły na wysokości zadania, wykazały niedostateczne
            przygotowanie naukowe, ograniczyły się w organizowaniu przedsięwzięć do detali,
            pomijając najważniejsze problemy. W kilku słowach spróbuję uzasadnić ten
            zarzut:
            Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów była (i pozostaje nadal) ruchem
            ideologiczno-politycznym, a więc mającym swą ideologię i programy polityczne,
            do realizacji których powoływała formacje zbrojne, między innymi UPA oraz inne
            służby. Aby poznać przyczyny mordów dokonanych przez tę formację, logiczne jest
            poznanie zasad ideologicznych i założeń programowych OUN. Tymczasem żaden
            polski naukowiec nie podjął tematu - faszystowskiej w istocie - ideologii
            nacjonalizmu ukraińskiego i jego zbrodniczych planów strategicznych. Powstała
            sytuacja, w której nauka polska zna wiele detali, z których nie potrafi
            zbudować całości.
            W tych warunkach, banderowskiej proweniencji działacz opanowanego przez
            banderowców Związku Ukraińców w Polsce, Myron Sycz, mógł na
            łamach „Rzeczypospolitej” porównywać mordy wołyńskie z zabójstwem masowym w
            Pawłokomie. Bowiem wiodący historycy IPN, tacy, jak Grzegorz Motyka czy Tomasz
            Stryjek, którzy nie potrafią rozróżnić mordów zbiorowych, doktrynalnych,
            planowych, dokonywanych z pobudek ideologiczno-politycznych, od mordów
            incydentalnych, jednostkowych, dokonanych w stanie afektu, w obronie
            koniecznej, dokonanych bez podłoża ideologiczno-politycznego, bez przyzwolenia
            sił politycznych, którym podlegają. Dlatego ci historycy, a więc cała
            zorganizowana nauka polska zajmująca się stosunkami polsko-ukraińskimi doby
            najnowszej, w szczególności historycy skupieni w IPN, w jego Biurze Edukacji
            Publicznej z Grzegorzem Motyką na czele, rozpatrują problem mordów wołyńskich,
            a także ich odprysku w formie tragedii w Pawłokomie, w płaszczyźnie: Polacy –
            Ukraińcy, co jest z ogromną krzywdą dla narodu ukraińskiego. Jeśli bowiem
            przyjmiemy, że OUN-UPA liczyła 40.000 bojówkarzy (przy uwzględnieniu w niej
            fluktuacji), to jest mniej niż 1 procent narodu ukraińskiego. A gdy się weźmie
            pod uwagę nieznany nauce polskiej fakt, że UPA wiosną 1943 roku składała się w
            50 procentach z ludzi terrorem do niej wcielonych, a pod koniec tego samego
            roku terrorem wcieleni stanowili w niej już około 90 procent, a więc minimalną
            część procentu narodu ukraińskiego, to jak można stawiać sprawę na
            płaszczyźnie: „Polacy – Ukraińcy”? Jak można mówić o „polsko-ukraińskim
            konflikcie”, o „polsko-ukraińskim pojednaniu”? W ogóle nie ma podstaw, aby
            mówić o pojednaniu. Trzeba tylko powiedzieć prawdę, że zbrodni ludobójstwa na
            ludności polskiej dopuściła się znana z nazwy i z personaliów zbrodnicza,
            faszystowska OUN, trzeba tylko potępić tę formację, a zniknie
            problem „pojednania”.
            I jeszcze jedno: Myron Sycz usiłuje winę za mordy banderowskie (i za ten w
            Pawłokomie) przerzucić na „władze komunistyczne”, a „Rzeczpospolita” publikuje
            te wyssane z palca enuncjacje. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że to jest
            manipulacja świadomością. Faktycznie bowiem to z meldunku dowództwa partyzantki
            sowieckiej pochodzą pierwsze, z wiosny 1943 roku, określenia w
            postaci: „banderowcy wyrzynają polską ludność na Wołyniu”. Fakty są tego
            rodzaju, że ani Niemcy, ani Sowieci – z różnych przyczyn – nie byli
            zainteresowani wyrzynaniem ludności polskiej przez banderowców. >>
            • bonobo44 Re: Wywiad (c.d.) 23.08.06, 13:48
              <<W tej samej „Rz” zawarta jest następująca informacja redakcyjna: „W trakcie
              rozpoczętej w roku 1943 na Wołyniu czystki etnicznej prowadzonej przez oddziały
              UPA i miejscowych chłopów, zginęło od 30 do 60 tys. Polaków (strona ukraińska
              uważa liczbę 60 tys. za zawyżoną)”. Liczby te rażąco odbiegają od ustaleń,
              dokonanych przez Pana i innych historyków. Czy faktycznie rozbieżności co do
              liczby ofiar muszą być aż tak duże?

              Według moich szacunków, opartych w dużej mierze na dokumentach autorstwa
              formacji OUN-UPA, a także na ustaleniach miejscowych władz na Ukrainie w toku
              przemian ustrojowych w niej zachodzących, z rąk OUN-UPA – „Służby Bezpeky”
              (nieznanej nauce polskiej formacji banderowskiej) w latach 1943–1944 na Wołyniu
              śmiercią męczeńską zginęło co najmniej 120.000 ludności polskiej, zaś w latach
              1941–1950 z rąk tych samych formacji zginęło co najmniej 80.000 ukraińskiej
              ludności cywilnej. Gdy chodzi o tych ostatnich – na moralne potępienie
              zasługuje fakt przemilczania tych zbrodni na Ukraińcach na dzisiejszej
              Ukrainie. Absolutna większość ofiar polskich z lat 1943–1944 nie doczekała się
              godnego, chrześcijańskiego pochówku, ich prochy pogrzebane są po chlewach,
              podwórkach, ogrodach, polach, w lasach. W obecnym stanie rzeczy nie doczeka się
              takiego pochówku, bo polityka teraźniejszych władz Ukrainy, zdążających do
              uznania OUN-UPA – z prezydentem Wiktorem Juszczenką na czele – w omawianym
              zakresie zagadnień jest opanowana przez element banderowski.

              W „Gazecie Wyborczej” z 24 kwietnia Paweł Wroński w rozmowie z Piotrem Tymą
              (sekretarzem Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce) robią porównanie
              Pawłokomy do Jedwabnego. Piotr Tyma uważa, że takie porównanie ma sens i
              mówi: „w mordowaniu ukraińskich mieszkańców brała udział ludność miejscowa i
              miejscowa komórka AK. Mieszkańcy przejęli też majątek zamordowanych. Przez lata
              zamazywano pamięć o tym wydarzeniu. Zadziałały mechanizmy podobne jak w
              Jedwabnem. Jeden z miejscowych historyków zakwestionował na przykład liczbę
              ofiar”. Czyli znowu „polscy sąsiedzi” zamordowali i „przejęli majątek
              zamordowanych”. Czy jest to rozumowanie, które można podeprzeć jednoznacznymi
              dowodami?

              „Gazeta Wyborcza” od szeregu lat jest wyraźnie probanderowska. Wywiad z
              Piotrem Tymą (również po banderowsku myślącym działaczu Związku Ukraińców w
              Polsce), który usiłuje porównać Jedwabne z Pawłokomą też jest zabiegiem
              socjotechnicznym. Tragedia w Jedwabnem i w Pałkokomie jest tylko co do jednego
              porównywalna: były to incydentalne, nie mające za sobą przyzwolenia ze strony
              władz polskich – podziemnych czy oficjalnych, zabójstwa masowe, natomiast mordy
              wołyńsko-halickie, nieporównywalne co do liczby ofiar, były dokonywane z
              motywów ideologicznych i w wyniku rozkazów Organizacji Ukraińskich
              Nacjonalistów, której istnienie winno być zakazane, a która działa oficjalnie
              na Ukrainie. Jej członkowie pełnili i pełnią nadal bardzo wysokie funkcje w
              strukturach władz państwowych Ukrainy. Na przykład zajadły banderowiec Roman
              Zwarycz, (współpracownik Jarosława Stećki), był ministrem sprawiedliwości
              Ukrainy; „wódz” banderowców na Ukrainie A. Iwczenko jest prezesem
              strategicznego, obracającego miliardami dolarów, przedsiębiorstwa
              państwowego „Naftogaz Ukrainy”; „gubernatorem” obwodu rówieńskiego, (tego, na
              którym zaczęło się mordowanie ludności polskiej), jest banderowiec Wasyl
              Czerwonij. Wielu banderowców znajduje się w Radzie Najwyższej Ukrainy. Nie
              należy więc w żadnej mierze porównywać problemu mordów banderowskich na Wołyniu
              i w Halicji z incydentalnym zabójstwem masowym w Pawłokomie. I, co
              najważniejsze, w żadnym wypadku nie wolno ustawiać problemu na płaszczyźnie:
              Polacy – Ukraińcy.

              W codziennej prasie cały czas czytamy, że w Pawłokomie „13 maja prezydenci
              Polski i Ukrainy, Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko, oddadzą cześć ukraińskim
              cywilom zabitym przez żołnierzy polskiego podziemia. Mają też złożyć kwiaty pod
              tablicą upamiętniającą Polaków zamordowanych przez Ukraińską Powstańczą Armię”.
              Czy w takim przedstawianiu sensu tej uroczystości nie brakuje jednak jakiejś
              równowagi? Można przecież pomyśleć, że jednym ofiarom oddaje się cześć, innym
              zaś tylko składa się kwiaty pod tablicą...

              Mam nadzieję, że prezydent Lech Kaczyński, który został wmanipulowany
              w „pojednanie” w Pawłokomie, oczyści przede wszystkim Instytut Pamięci
              Narodowej z pobanderowsku myślących i działających w nim historyków, zleci
              rzetelne zbadanie opinii ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce, w wyniku
              którego okaże się, że jej 95-procentowa większość nie identyfikuje się ze
              stanowiskiem Związku Ukraińców w Polsce. Wtedy, na tej podstawie, w wyniku
              rzetelnych analiz i ocen ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, będzie miał
              podstawę powiedzieć prezydentowi Wiktorowi Juszczence: Panie Prezydencie,
              pójdźmy drogą prawdy, zdobądźmy się na akt potępienia ukraińskiego,
              faszystowskiego ruchu nacjonalistycznego, jego formacji zbrojnych, które
              dopuściły się zbrodni ludobójstwa nie tylko na ludności polskiej, ale też na
              ukraińskiej. Wtedy, i tylko wtedy zniknie problem rzekomego konfliktu polsko-
              ukraińskiego. A zbrodnia w Pawłokomie została już dawno osądzona, i jej nie
              pochwalają żadne odłamy społeczeństwa polskiego.
              Czy moje nadzieje będą płonne – pokaże najbliższa przyszłość.
              Myślę, że dużo i jednocześnie bardzo mało powiedzieliśmy w tym wywiadzie, ale
              na jego zakończenie chcę stwierdzić: rozumiem banderowców, oni, jak i wszyscy
              zbrodniarze-winowajcy, bronią się i mają do tego prawo. Nie rozumiem jednak
              tych polskich historyków, którzy nie przyjmują do wiadomości faktu, że OUN w
              okresie międzywojennym była członkiem międzynarodówki faszystowskiej, a więc,
              że była to, i jest nadal, organizacja faszystowska. W Konstytucji RP jest zapis
              zakazujący działalności faszystowskiej, a w Kodeksie Karnym RP jest dyspozycja
              przewidująca karę za propagowanie treści faszystowskich, chociażby w postaci
              pochwalania mordów banderowskich, bo ludność polska była mordowana „za
              przynależność narodową”. Działania władz Polski muszą pozostawać w zgodzie z
              prawem i sprawiedliwością. Podstawę do takich działań winny stanowić rzetelne
              ustalenia polskich historyków zajmujących się badaniem stosunków polsko-
              ukraińskich. Ich przede wszystkim obwiniam za to, że dziś ma miejsce
              nieuzasadniona zaszłościami historycznymi uroczystość w Pawłokomie.

              Dziękuję za rozmowę.>>
              prawy.pl/index.php?action=print&dz=felietony&id=7313&subdz=
              • eryk2 Re: Wywiad (c.d.) 27.08.06, 23:12
                A co mi tam - jak inni spamują, to ja też. Tyle że reklamuję siebie, a nie
                jakieś dziwne typy spod ciemnej gwiazdy (nie Andrzeja!).

                Asta dała się nabrać na miłe jej uchu słówka ukrainożercy Poliszczuka.
                Pomińmy już fakt, że ten pan nie wyjaśnił, gdzie był, jak go nie było
                (stalinowski prokurator w PRL, potem wtyka UB w środowisku prawników, wreszcie
                agent KGB wśród Ukraińców w Kanadzie - raptem objawił się jako "uczony" po 1989
                roku, z antyukraińskim zacięciem godnym Edwarda Prusa, pupila NKWD, i
                reszty "uczonych" radzieckich). Przeczytajmy krytycznie kilka zdań z polecanego
                wywiadu:

                - "Ogromną, wprost decydującą winą w tym zakresie, obarczam ośrodki naukowe w
                Polsce, zajmujące się historią stosunków polsko-ukraińskich doby najnowszej.
                Mam przede wszystkim na myśli Instytut Pamięci Narodowej i - nieistniejący już -
                Wojskowy Instytut Historyczny, ale też inne ośrodki naukowe, takie jak
                Uniwersytet Jagielloński, na którym pisze się prace licencjackie na
                temat "Stepan Bandera i jego UPA"" - nie rozumiem, co jest skandalicznego w
                tytule cytowanej pracy? To normalne określenie tematu historycznego: "Józef
                Piłsudski i jego Legiony", "Admirał Canaris i jego Abwehra", "Hermann Goering i
                jego Luftwaffe". Czysta manipulacja, wyprana z jakiejkolwiek logiki;

                - "jak Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, na którym nadaje się
                doktorat za pracę, którą kwalifikuję jako podręcznik nacjonalisty
                ukraińskiego" - mowa zapewne o rewelacyjnej książce Romana Wysockiego (kto
                czytał, ten wie, że to świetna, dobrze udokumentowana praca nt. OUN i tylko
                taki bajarz, w kółko plotący o ukraińskim faszyzmie jak Poliszczuk, może mieć
                autorowi za złe, że jest dobrym historykiem, a nie "politologiem", czyli panem
                od pisania felietonów [zna ktoś WYBITNEGO polskiego politologa? na razie u nas
                w kraju to bajkopisarze, spece od przelewanie z pustego w próżne]). Dziadzio-
                stalinowiec udowadnia w ten sposób, że nie rozumie słowa "podręcznik" (książka
                Wysockiego jest monografią historyczną o dziejach ukraińskiego nacjonalizmu w
                latach międzywojennych i nie zawiera żadnych dyrektyw, instrukcji ani ćwiczeń
                czy definicji do wykucia). Tego słowa uczą już dzieci w pierwszej klasie
                podstawówki, więc pan Poliszczuk cierpi na starcze zdziecinnienie;

                - "jak całe lubelskie środowisko uniwersyteckie, nie wyłączając KUL-u, jak
                środowiska uniwersyteckie we Wrocławiu, Warszawie, Szczecinie, a nawet w
                Poznaniu" - konia z rzędem temu, kto wskaże mi badaczy dziejów polsko-
                ukraińskich we Wrocławiu, Poznaniu albo Szczecinie. Na żadnym z tych
                uniwersytetów nie istnieje zakład, katedra czy inna placówka naukowa, zajmująca
                sie tym tematem, więc pan Poliszczuk bredzi od rzeczy.

                Włosy dęba stają od tych bzdur (a to ledwie ułamek całości, opartej na drwieniu
                sobie z faktów ogólnie znanych).
    • bonobo44 Wywiad - ks. Tadeusz Isakowicz - Prawdę mówiąc 17.01.12, 00:38
      ks. Tadeusz Isakowicz Prawdę mówiąc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka