rumbun
02.08.09, 11:22
Nie umniejszam bohaterstwa uczestników powstania, ale fakty mówią same za
siebie. Sytuacja polityczna jaka była, każdy wie. Każdy też wie, jak
beznadziejnie AK było przygotowane do przeprowadzenia powstania o tej skali.
Najlepszym dowodem to, że powstanie upadłoby niemal natychmiast po wybuchu
gdyby nie spontaniczna pomoc mieszkańców Warszawy. Nie trzeba być zawodowym
wojskowym, by wiedzieć, że tak przygotowana operacja wojskowa woła o pomstę do
nieba. Każdy też wie, że plan Burza się nie udał. Rosjanie tak czy inaczej nie
zamierzali być "witani" przez władze polskie, a "witających" rozbrajali i
często wsadzali do więzień albo jeszcze gorzej. Alianci potrzebowali ZSRR żeby
wygrać wojnę z Niemcami. Bardziej niż Polski i bardziej niż któregokolwiek
innego małego państwa. ZSRR nie musiało się obawiać, że z powodu Polski
alianci będą robić większe trudności. Bilans powstania też jest znany. 200
tysięcy młodzieży, polskich patriotów i przypadkowych mieszkańców Warszawy
zginęło w samym powstaniu.
W imię czego? Jakie cele miały zostać zrealizowane poprzez Powstanie i czy się
to udało? Jakie korzyści przyniosło powstanie okupowanym i zagrożonym przez
zakusy ZSRR Polakom? Każdy zapewne też to wie.
Ale z drugiej strony wciąż pojawiają się spekulacje, że gdyby nie powstanie to
byłaby jakaś Polska Republika Radziecka, że całe Niemcy byłyby "Demokratyczne"
i że generalnie cały świat winien nam dziękować za powstanie. Że gdyby nie
rozkaz dowództwa to żołnierze sami by się rzucili do walki. Że Rosjanie sami
by wywołali własne powstanie, a AK oskarżali o tchórzostwo i współpracę z
Niemcami itd itd. Tyle tylko, że to wszystko nadal są tylko spekulacje, a przy
okazji rozpaczliwe próby poszukiwania odpowiedzi na pytanie - po co nam to
właściwie było? W imię czego (znowu!!!) tak wielu wartościowych młodych
Polaków zginęło? Moim zdaniem to próba uśmierzenia kolejnego dysonansu po
spektakularnej klęsce militarnej, a przede wszystkim politycznej oraz
niezdrowego odreagowania po tragicznej śmierci setek tysięcy młodych Polaków.
W końcu oni nie mogli zginąć na darmo!
Nie? To wróćmy do pytań o cele powstania i jego skutki.
Kiedy myślę o powstaniu warszawskim, narzuca mi się pewna analogia - bitwa o
Stalingrad. Walka o każdy dom i każdą ulicę, do ostatniego żołnierza i naboju,
obfitująca w prawdziwie heroiczne i bohaterskie czyny, przykład dowódców
wzywających wsparcie artyleryjskie na własne pozycje, gdy sytuacja była już
beznadziejna. Tutaj obie strony tak walczyły. Rosjanie zwyciężyli i mówi się,
że był to punkt zwrotny w II w. św. Widać w imię czego warto było walczyć aż
tak zaciekle...
I pytam, czy nasi bohaterowie z Warszawy, którzy dokonali niemożliwego, bo
choć bez broni, amunicji, żywności, leków walczyli aż 63 dni, czy nasi rodacy,
z których większość zginęła, rzeczywiście mieli o co walczyć, jak Rosjanie i
Niemcy pod Stalingradem?
Jak zawsze o honor?
W Jałcie nikt nie dyskutował o powstaniu i o honorze...
Polityka to sztuka realizowania celów za pomocą dostępnych środków i w
określonej sytuacji politycznej... Dwa najbardziej rozpowszechnione sposoby
uprawiania polityki to model realistyczny i model idealistyczny (można by go
też nazwać romantycznym), przy czym, ten drugi systematycznie ustępuje pola
pierwszemu...