Gość: Grzesiek
IP: *.wielopole.sdi.tpnet.pl
16.05.01, 05:22
Narkotyki jako takie towarzyszą ludziom od zarania dziejów. Definiowanie co
jest narkotykiem a co nim nie jest należy po części do osób które opłaca
podatnik, czyli Ty. Jeżeli pozostaniemy przy medycznych definicjach, to jeżeli
analityk jest kompetentny i nie nawiedzony (a takich niestety niewielu, jak w
każdej dziedzinie zresztą)to okaże się, że medycyna od dawna alkohol, papierosy
a nawet kofeinę (kawa) i teinę (herbata) zalicza do środków uzależniających.
Uzależniających, bo psychika odczuwa ich brak. Medycy sami nie są co do tych
kwesti do końca zgodni, czy należałoby np. zakazać sprzedaży papierosów, które
powodują raka i choroby serca, objąć prohibicją alkohol, który przy u z a l e
ż n i e n i u powoduje znieszczenie wszystkiego co w człowieku cenne,
wartościowe itp, że nie wspomnę o fukncjach motorycznych. Ale tak po prawdzie,
to bardzo niewielka część medycyny zajmuje się tym problem, co pewnie
powodowane jest znakiem dzisiejszych czasów - "ścisłej specjalizacji".
Analizując z perspektywy czasu, fakt, że Holandia, póżniej Dania (w innym
zakresie), Szwajcaria, a ostatnio Belgia legalizują (uprawa i sprzedaż) tzw.
miękkie narkotyki już powinno Nas zmusić do myślenia. Powody są ze społecznego
punktu widzenia bardzo proste. Np. Każdy czyn, który stoi w sprzeczności w
normami prawnymi, przez myślących (sic!) prawników powinien być analizowany
poprzez jego szkodliwość społeczną. Mój ulobiny model intelektualizmu (jako
karykatura myślenia i nie chodzi mi tu o idee bomby A, W czy innej, ani też WC-
ty z podgrzewaną deską klozetową)to model amerykański. Mimo, że medycy
udowodnili, że chorzy na raka, AIDS i inne terminalne choroby pociechę,
ograniczenie wymiotów po chemoterapi wskazali THC (aktywny alkaloid konopii
indyjskich), to 15.05.2001 Sąd Nawyższy tego ogromnego kraju (pełniącego
niestety rolę policjata świata) stwerdził, że nawet w celach maedycznych , przy
schorzeniach terminalnych marihuana nie może być podawana. No właśnie bazujący
na nieprawdziwych danych prawnicy (dura lex sed lex) mając głębo w pogardzie
szkodliwość (tu nawet pomocność) społeczną zakazują. Ale przejdźmy do realów
polskich, jeśli pozwolicie. Ustawa która funkcjonowała do ok. połowy grudnia
2000 r. była zbiorem norm prawnych, kóre przed uchwaleniem długo analizowano i
zbierano informacje z wielu środowisk opiniotwórczych, i dlatego została
uchwalona w takiej,a nie innej postaci, urzędujący wówczas marszałek semju
śp.Mikołaj Kozakiewicz, mądry człowiek i znakomity praktyk psychiatra próbował
przekazać na łamy polskiej prasy: Poltyki (o innych gazetach nie wiem) raport
WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) nt. marihuany. Raport ten przez jakiś czas
dostępny był w inertnecie, jednak po zupełnie nezrozumiałym utajnieniu raportu
przez WHO, podobno żadna z gazet nie ośmieliła się go publikować. Prohibicja na
marichuanę w USA zaczęłą się od czasów (1960-70) człowieka, który był prawą
ręką Hoovera, (koń jaki jest każdy widzi), ale (jeżeli to wogóle możliwe) o
jeszcze większej paranoii inżyniera dusz - niejakiego Anslingera (pewnie go
diabły teraz obracają na wolnym ogniu) - myślę że specjaliści od reklamy i
marketingu powinni koniecznie poznać ten fenomen. W USA, kiedy podnosły się
głosy, aby wreszcie zalegalizować marihuanę, bo wskazywały na to doniesienia
medyczne (tak naprawdę wykazać się da tylko truciznę podobną do papierosów) ,
brak zagrożeń społecznych (w porównaniu np. do alkoholu), a patrząc z
politycznego pkt. widzenia, biorąc powyższe pod uwagę zmniejszenia kosztów
budżetu związanych z prewencją, ściganiem, orzekaniem itd. pewnien kongresmen
którego nazwiska teraz nie pamiętam, ale to da się sprawdzić, wystąpił o
legalizację. I wiecie co się stało - zabili go. Legalizacja spowodowała by to
co dzieje się teraz w Belgii, otóż jeżeli handel jest legalny, to zarabia tylko
producent, pośrednik i skarb państwa (podatki), a gdzie miejsce dla ryzykanta
(tu bezwzględnego handlarza narkotyków), tego który na pośrednictwie zarabia
300 do 10.000%?, no właśnie ponieważ są bezwzględni, wiedząc, że ograniczyło by
znacznie ich dochody postanowili zagrożenie wyeliminować. A u Nas u Nas
zaczynają chodzić słuchy, że katolicki poseł z ZcHN niejaki Zbigniew(?) Wawak,
mimo że jest absolwetem Katolickigo Uniwersytetu Lubelskiego (nie do końca
wiadomo czy katecheta, czy prawnik) jest jedyną skutecznie działającą osobą,
która zainicjowała zmianę ustawy o zapobieganiu narkomanii. Pytanie pozostaje
dlaczego był taki aktywny?, czy chciał zyskać popularność wyborców bazując na
ich żadnej świadomości w tym względzie, czy jest po prostu przekonany o
słuszności swoich racji ( jeśli ma jakiegolwiek pojęcie o problemie - z
wywiadów wynika, że ma je z listów od poszkodowanych rodziców) czy też co jest
najbardziej prawdopodobne był osobiście zinteresowny tym, aby trawka była
maxymalnie nielegalna, a przez to maxymalnie najdroższa. Wierzę, że w tak
katolickim kraju, tak katolicki poseł działał raczej przez pryzmat przeczystej
i nieskalanej głupoty, a nie chęci zysku. Ciekawe co na to Pruszków i Wołomin.
LUDZIE UŻYWAJCIE DO MYŚLENIA WŁASYCH MÓŻGÓW, CUDZE ZAWSZE WAS ZDRADZĄ.
Jeśli ktoś dotrwał do tego mementu mojej opowieści, a ma może jakolwiek
możliwości sprawdzenia intencji posła Wawaka, to bardzo proszę aby to zrobił, a
wynki analiz opublikował.
Pozdrawiam, wszytkich palących i nie palących.
Grzesiek