8butterfly
26.08.13, 00:52
w żołnierskim skrócie....
ja 30 lat, mąż 39
ja polka, mąż białorusin
8 lat razem
mąż alkoholik
5 lat bez seksu
chodziłam na aa dla współuzależnionych, on nie
Zdradzilam sama siebie i pozwolilam się psychicznie zniszczyć
jako człowiek i kobieta
Podniosłam się z okropnej depresji staram się budować życie na nowo
męża wygoniłam z domu.
Przestał tyle pić, ciężko pracuje ale nie przestał być cięty, nie przestał wbijać szpil
Ogladam nasze zdjecia z tych lat i widzę tam zagubioną nieszczesliwa kobietę.
Nie chcę takiego życia.
Nie chcę już z nim ryzykować.
Nie boję się być sama.
Jest mi samej dobrze, przy nim jestem spięta, czuje sie jak intruz we własnym domu
wraca nerwica która przez to wszystko dostałam.
Problem polega na tym że mam typowy problem współuzależnienia
czuję się za niego odpowiedzialna
Jest obcym kraju, stac go tylko na wynajecie pokoju
Mam wyrzuty że wysyłam go na poniewierkę, że zostawiam człowieka którego kochałam
i zawsze jakoś tam kochać będę.
on codziennie dzwoni, pare razy, pyta jak się czuję, czy wszystko ok, chce się spotykać, chce żebysmy byli razem... a ja już nie chcę
Ale mam potworne wyrzuty sumienia
To mi odbiera energię i radość życia.
Terapeutka zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia że ja się czuję odpowiedzialna za niego
do tego stopnia, że traktuje go jak dziecko któremu nie daje dorosnąć
- skoro nie zerwałam nim kontaktu.
Czemu nie jest to dla mnie jasne i oczywiste zeby powiedzieć mu żeby dał
mi spokoj...