Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie chcemy się leczyć...

22.08.04, 00:57
Obiecałem, że się już nie odezwę. Ale wytrzeźwiałem i zmieniłem zdanie. Może nieco szorstko potraktowaliście moją szczerość, ale nie to w życiu już znosiłem. Wracając do tematu: Pochodzę z subkultury, która zawsze lekko traktowała alkohol i zauważyłem jedną prawidłowość: "Nie chcę się leczyć, bo... wszyscy będą wiedzieli, że jestem alkoholikiem i nie będę mógł już "spokojnie" pić."
Sorry za wyrażenie "nie chcemy" - raczej wielu nie chce. Was nie oceniam (jakże bym śmiał). Możecie znów mnie wyśmiać, obrazić i olać mój wątek. Piszę co mam na wątrobie (O ironio!) - i niczego nie oczekuję.
Obserwuj wątek
    • bialy_plomien Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 22.08.04, 01:02
      Wybaczcie za powtórzenie wątku. Nie było zamierzone.
    • wojtech451 Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 22.08.04, 07:24
      bialy_plomien napisał:

      "Nie chcę się leczyć, bo... wszyscy będą wiedzieli, że jestem alkoholikiem i
      nie będę mógł już "spokojnie" pić."

      Czyli - "nie jest złodziejem ten który kradnie, tylko ten którego złapią"? Tak?
      Poza tym w Twojej wypowiedzi jest sprzeczność, nie po to się leczy chorobę aby
      póżniej znowu chorować. Myśląc w ten sposób leczenie-terapia nie ma żadnego
      sensu. Także w kwestii leczenia uzależnień zmieniła i zmienia się nadal
      mentalność społeczeństwa. Mało kto myśli w ten sposób jaki zacytowałeś,
      większość społeczeństwa jest świadoma zagrożeń jakie niesie uzależnienie i ta
      świadomość rośnie dzięki nagłaśnianiu problemu.

      P.S.I
      Myślisz, że ludzie z Twojego subkulturowego kręgu i nie tylko, nie wiedzą, że
      pijesz nałogowo? Wiedzą doskonale tylko inaczej nazywają Twoje uzaleznienie,
      gdyż sami zapewne "lekko traktując alkohol" mają problemy z nadmiernym
      spożyciem, delikatnie mówiąc. Spłaszczają problem.

      P.S.II
      Nie ma się co obrażać na forumowiczów - pisz, bo alkoholizm to b.poważny
      problem.
      • hepik1 Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 22.08.04, 07:52
        wojtech451 napisał:
        . Mało kto myśli w ten sposób jaki zacytowałeś,
        > większość społeczeństwa jest świadoma zagrożeń jakie niesie uzależnienie i ta
        > świadomość rośnie dzięki nagłaśnianiu problemu.

        Wojt€k,nic ni€ pisał€ś ,ż€ zmi€nił€ś kraj zami€szkania.Skąd t€raz klikasz?;)

        PS o € to ni€chcący - chyba coś z klawiatura si€ porobiło:)
        • hepik1 Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 22.08.04, 08:48
          "Drugie po nałogowych zaburzeniach procesów emocjonalnych wyzwanie dla terapii
          uzależnienia tworzy działanie mechanizmu iluzji i zaprzeczania. Przejawia się
          ono nie tylko w częstym na początku terapii zaprzeczaniu faktom uzależnienia i
          unikaniu pracy terapeutycznej. W sprawach związanych z piciem alkoholu praca
          umysłu jest w ogromnym zakresie podporządkowana pragnieniom picia. Dominującą
          rolę uzyskuje myślenie magiczno-życzeniowe, w którym pragnienia i potrzeby
          emocjonalne kontrolują treść procesów umysłowych. Oznacza to, że przebieg
          procesów umysłowych jest tak kształtowany by dostarczać uzasadnienia i powodów
          do dalszego picia oraz by usuwać ze świadomości te treści, które mogą być ważne
          dla powstrzymywania picia.

          Mechanizm iluzji i zaprzeczania nie tworzy sztywnej bariery dla uświadomienia
          sobie realnych zagrożeń związanych z piciem, którą można skutecznie zburzyć i
          zlikwidować w podobny sposób jak w przypadku psychoterapeutycznego wglądu w
          leczeniu zaburzeń nerwicowych. Funkcjonuje elastycznie i okresowo jego działanie
          słabnie, to znaczy, że w pewnych okolicznościach osoba uzależniona może w dużym
          stopniu uświadamiać sobie, co dzieje się w jej życiu i jakie zagrożenia powoduje
          picie. Jednak gdy zmieniają się okoliczności mechanizm się aktywizuje i znowu
          pragnienia alkoholowe zaczynają kontrolować myślenie."

          Jerzy Mellibruda

          Autor jest superwizorem PTP, twórcą koncepcji psychologicznych,
          dyrektorem Instytutu Psychologii Zdrowia, wykładowcą w Szkole Wyższej
          Psychologii Społecznej.
          • Gość: nietrenujękarate Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.08.04, 14:45
            hepik1 napisał:

            > "Drugie po nałogowych zaburzeniach procesów emocjonalnych wyzwanie dla terapii
            > uzależnienia tworzy działanie mechanizmu iluzji i zaprzeczania. Przejawia się
            > ono nie tylko w częstym na początku terapii zaprzeczaniu faktom uzależnienia i
            > unikaniu pracy terapeutycznej.

            Guzik prawda, nie chodziłem na żadne terapie zbiorowe z tej prostej przyczyny
            że sobie wmówiłem "jesteś lepszym alkoholikiem od reszty więc z byle pijaczkami
            nie będziesz dyskutował na temat pić albo nie pić".


            W sprawach związanych z piciem alkoholu praca
            > umysłu jest w ogromnym zakresie podporządkowana pragnieniom picia.

            PRAWDA

            Dominującą
            > rolę uzyskuje myślenie magiczno-życzeniowe, w którym pragnienia i potrzeby
            > emocjonalne kontrolują treść procesów umysłowych. Oznacza to, że przebieg
            > procesów umysłowych jest tak kształtowany by dostarczać uzasadnienia i powodów
            > do dalszego picia oraz by usuwać ze świadomości te treści, które mogą być
            ważne
            > dla powstrzymywania picia.


            Znów nie prawda, jest to kwestia podejścia terapeuty do chorego a co ważniejsze
            zmiana sposobu myślenia samego alkoholika - tylko ktoś musi mu pokazać gdzie na
            bocznicy życia jest właściwy tor.


            >
            > Mechanizm iluzji i zaprzeczania nie tworzy sztywnej bariery dla uświadomienia
            > sobie realnych zagrożeń związanych z piciem, którą można skutecznie zburzyć i
            > zlikwidować w podobny sposób jak w przypadku psychoterapeutycznego wglądu w
            > leczeniu zaburzeń nerwicowych. Funkcjonuje elastycznie i okresowo jego
            działani
            > e
            > słabnie, to znaczy, że w pewnych okolicznościach osoba uzależniona może w
            dużym
            > stopniu uświadamiać sobie, co dzieje się w jej życiu i jakie zagrożenia
            powoduj
            > e
            > picie. Jednak gdy zmieniają się okoliczności mechanizm się aktywizuje i znowu
            > pragnienia alkoholowe zaczynają kontrolować myślenie."

            Jeśli terapeuta z góry zakłada że jego pacjent i tak będzie pił to nie ch idzie
            się napic razem z nim. Byłem w różnych okolicznościach i żaden mechanizm mi się
            nie zaktywował.


            >
            > Jerzy Mellibruda
            >
            > Autor jest superwizorem PTP, twórcą koncepcji psychologicznych,
            > dyrektorem Instytutu Psychologii Zdrowia, wykładowcą w Szkole Wyższej
            > Psychologii Społecznej.


            PS. A najważniejszą moją dewizą (proszę się nie obrażac za te wulgaryzmy) jest
            powiedzenie "chćby chuj na chuju to ni chuja i chuj pić nie będę"
            • wojtech451 Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 22.08.04, 19:10
              Gość portalu: nietrenujękarate napisał(a):

              > PS. A najważniejszą moją dewizą (proszę się nie obrażac za te wulgaryzmy)
              >jest powiedzenie "chćby chuj na chuju to ni chuja i chuj pić nie będę"

              Bardzo mi się podoba Twoja dewiza, krótka, zwięzła w treści i wielce wymowna a
              na dodatek skuteczna przez 17 lat!!! Polecę ja innym niezdecydowanym
              (valpoliczella) co formy terapii, jeżeli można oczywiście.
    • Gość: Patryk Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: *.oc.oc.cox.net 22.08.04, 07:35
      l i zauważyłem jedną prawidłowość: "Nie chcę się leczyć, bo... wszyscy będą wie
      > dzieli, że jestem alkoholikiem i nie będę mógł już "spokojnie" pić."

      To jedno z najczęściej używanych wytłumaczeń:"dlaczego NIE podjąć leczenia".
      Chyba 100% alkoholików (bo o alkoholu piszemy) święcie wierzy w to,że cały świat
      jeszcze nie dostrzegł ich uzależnienia.Nikt nie widział ich pijanych,leżących na
      trawniku,obrzyganych,śmierdzących przetrawioną wódą na parę kroków,proszących o
      pożyczkę (na alkohol lub pokrycie alkoholowych długów).Nikogo nie dziwią
      zatrzymane prawa jazdy,nagłe dwu-trzydniowe "choroby" w pracy,pogrzeby
      dziadka,ciotki,stryjecznego wnuka i sianokosy w zimie.
      Niestety,z alkoholikeim jest tak,że on się o swoim uzależnieniu dowiaduje
      ostatni,a przyjmuje to do wiadomości jeszcze dużo,duużo póżniej (o ile w ogóle).
      • valpoliczella Re: do PATRYKA 22.08.04, 22:51
        Gość portalu: Patryk napisał(a):
        CZesc! masz racje w tym, co piszesz, faktycznie pogrzeby ciotek, wujkow, nagla
        niestrawnosc, ja nawet wymylilam kiedys, ze bralam udzial w wypadku i teraz
        musze jechac zeznawac.. pojawia sie pytanie, czy inni w to naprawde wierzą, czy
        tez wiedza, co sie za tymi wymowkami kryje? W moim srodowisku nawet pies z
        kulawa nogą nie powiedzialby (nie zaszczekałby:) , ze ja moge miec problem z
        nadmiernym spożyciem ..... ale co z tego, skoro po takich wymowkach wracam do
        pracy, a pracuje w duzej panstwowej instytucji , i pytam sekretarke , czy jest
        woda mineralna albo sok., a ona mowi, ze jest i zaraz mi przyniesie, tylko czy
        z "prądem" czy bez! Dotarlo wtedy do mnie, ze u mnie w pracy, wielu posilkuje
        sie owym "prądem". Ja w pracy nie pije nigdy, chocby nie wiem co, nawet jesli
        szef szantazuje, to i tak nie. TYlko o czym to swiadczy, skoro wieczorem i tak
        zaaplikuje sobie ow prąd w postaci wina?

        > jest tak,że on się o swoim uzależnieniu dowiaduje
        > ostatni,a przyjmuje to do wiadomości jeszcze dużo,duużo póżniej (o ile w
        ogóle)

        Wlasnie, czasem sie nie dowiaduje o tym, bo tkwi w przekonaniu, ze wszyscy tak
        robia i sie wzajemnie utwierdzaja w tym przekonaniu, ze to przeciez nic
        takiego! Na dzien dzisiejszy wiem jedno, walka z tym cholerstwem jest ciezka,
        bo tak trudno sobie odmowic..... kazdy sie łudzi, ze pozwoli sobie tylko na
        kropelke, a za tym idzie potem wodospad, jak nie dzien po, to za tydzien! ech,
        trudne to jest... pozdrawiam valpoliczella

        • Gość: Patryk Re: do PATRYKA IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 23.08.04, 00:34
          CZesc! masz racje w tym, co piszesz, faktycznie pogrzeby ciotek, wujkow, nagla
          > niestrawnosc, ja nawet wymylilam kiedys, ze bralam udzial w wypadku i teraz
          > musze jechac zeznawac.. pojawia sie pytanie, czy inni w to naprawde wierzą,
          czy
          >
          > tez wiedza, co sie za tymi wymowkami kryje?

          Ludzie maja to do siebie,ze przez pewien czas beda wierzyc w rozne rzeczy.Z ich
          punktu widzenia nie ma powodu bys ich oklamywala.Poza tym przyjmuje sie
          czesto,ze czlowiek jako taki z natury jest dobry i ufny -innych ludzi ocenia
          wedlug samego siebie:pomaga,wierzy,rozumie.
          Z czasem choroba postepuje,uzaleznienie sie poglebia i rozne "wpadki" zdarzaja
          sie coraz czesciej.Otoczenie raz ,drugi,pietnasty wierzy,ale z czasem kawalki
          mozaiki sie zaczynaja uzupelniac.Alkoholik dalej uwaza sie za "mistrza wykretow
          i manipulacji",ale stopniowo jego "drugie zycie"coraz bardziej wplywa na
          pilegnowana fasade.Czesc otoczenia alkoholika (rodzina,niektorzy
          wspolpracownicy,przyjaciele) w mniejszym lub wiekszym stopniu sie od
          niego "wspoluzaleznia"-wiedza o jego uzaleznieniu,ale go chronia.Reszta -po
          dluzszym lub krotszym czasie "wodzenia za nos"-cofa "parasol ochronny"
          i "kredyt zaufania".Mniej lub bardziej brutalnie.
          P.S.Uwaga do twojego innego postu-dotyczacego ryzyka rozpoznania po podjeciu
          leczenia.
          Pamietam taka grupe terapii stacjonarnej-miedzy innymi:wlascicielka duzej
          hurtowni i masarni,dwoch dosc dobrych lekarzy,aktor teatralny,jeden dentysta-
          tez znany i ceniony,jeden z czlonkow scislego zarzadu sieci
          hipermarketow,prezes duzej spoldzielni mieszkaniowej,nauczyciel akademicki,
          ksiadz,prokurator rejonowy,policjant.Czesc z nich stosowala rozne wybiegi,by
          informacja o ich leczeniu nie wydostala sie na zewnatrz(np.zamiast L-4 na 6
          tygodni brali zalegle urlopy na czas terapii).Niestety,prawie kazdy z nich
          spotkal podczas terapii lub w osrodku osoby,ktorym byl znany "sluzbowo"
          czy "biznesowo".Najzabawniejszy byl casus prokuratora,ktory w swoim koledze z
          turnusu rozpoznal "klienta" z sali rozpraw.Zreszta nawet sie zaprzyjaznili-to
          samo miasto.A teraz konkluzja:
          O ile mi wiadomo,kariera zadnej z tych osob w najmniejszym stopniu nie
          ucierpiala z powodu "bycia rozpoznanym" jako pacjent osrodka.
          Zycie potrafi pisac najlepsze scenariusze :-).Pozdrawiam.
          • valpoliczella Re: do PATRYKA 23.08.04, 20:10

            hm, ciekawe to, co piszesz odnosnie terapii. Kariera zadnego z nich nie
            ucierpiala - jak piszesz, ale wydaje mi sie, ze ta etykietka alkoholika
            (rozumiec jako - czlowieka słabego,podatnego na pokusy, zawodnego itp przylgnie
            juz na lata). Moze to cena , ktora trzeba zaplacic?
            A z tymi wymowkami to masz racje, to taka spirala , najpierw wierza, potem
            wspolczuja, ze tyle Ci sie przydarza, az w koncu zaczynaja sie zastanawiac, ze
            cos musi byc nie tak! Na razie jakos sie trzymam, odmawiam sobie dzien po dniu,
            ale musze przyznac, ze nie jest to dla mnie latwe, bo chetnie bym sie napila
            kieliszek wina lub dobrego koniaku:((( ale musze sie pilnowac, nie chce pic, bo
            nie lubie kaca, w ogole nie lubie, by ktos lub cos mną rządzil! taka sobie
            motywacje wymyslilam, zobaczymy na ile wystarczy? Pozdrawiam valpoliczella
    • Gość: gb Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: *.toya.net.pl 22.08.04, 10:20
      Zainteresowałeś mnie :) Piękne było to dramatyczne rozdarcie szat w poprzednim
      wątku i stwierdzenie "spotkamy się w zaświatach" Wydaje mi się, że Twój problem
      nie wynika z niechęci czy z obawy przyznania się do alkoholozmu ale z
      najzwyklejszej nudy. Spróbuj może zmierzyć się z ludzką głupotą a sam zobaczysz
      jak Ci adrenalina podskoczy a ubawisz się jak nigdy. Proponuję donkichoterię
      realizowaną z całą świadomością o jej słuszności i nieosiągalności :).
      • bialy_plomien Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... 23.08.04, 00:11
        Mówisz, że się nudzę...
        Czyżbyś sugerował, że ściemniam? Jeśli tak, to wiedz, że tak nie jest. Może i jestem cyniczny, dramatyczny i obcesowy. Jednak nie bawi mnie poprawianie sobie humoru cudzym kosztem. Jestem robalem, ale nie koniecznie gnidą.
        • Gość: nietrenujękarate Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.04, 02:25
          Z tonu twoich postów wynika że to nie depresja tylko andropauza.
          • Gość: jerzy Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: 195.187.99.* 26.08.04, 15:35
            nawet jeśli przyznasz się do tego Twojego alkoholizmu - to jak będziesz chciał
            to będziesz mógł pić do woli. Przyznanie się do tego uzależnienia nie zatyka
            przecież przełyku. A co do subkultury - to alkohol równo traktuje i
            subkulturowca, gangstera, profesora, księdza, ministra [do wyboru].
            Ja też nie chciałem się leczyć [przez 6 lat]. Od 14 jestem trzeźwy.
        • Gość: jerzy Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć... IP: 195.187.99.* 26.08.04, 15:36
          P.S. Nie jesteś robalem. Jesteś porządnym człowiekiem [a że z problemami]. Ale
          kto ich nie ma.????????????????????????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka