Dodaj do ulubionych

uzaleznienie od AA

19.05.06, 21:39
Czy mozna sie kiedys uwolnic i czym to najczesciej grozi ?
Czyzby AA to w ostatecznosci:" z jednego lancucha na drugi "?
22 lat stazu w AA i dalej konsekwentnie z aptekarska dokladnoscia
przesypuje swoje wnetrze z dnia na dzien. Przysluchujac sie temu
staralem sie zapukac do mojej wyobrazni-powialo strachem.A przeciez
zycie moje mialo byc inne...
Obserwuj wątek
    • znowuzagubiona Re: uzaleznienie od AA 19.05.06, 22:02
      Na terapii omawialiśmy taki problem,
      jako ucieczkę przed przejmowaniem odpowiedzialnosci za swoje codzienne zycie.
      Terapeutka zalecała w takiej sytuacji ograniczenie ilości mityngów w tygodniu.

      Nikt Cię nie zmusza do chodzenia na mityngi,
      dlatego dziwią mnie słowa "uwolnic się".

      Mityngi maja nam pomagać w trudnych emocjonalnie chwilach,
      dlatego chodzę na nie wtedy kiedy mam problem,
      albo kiedy stęsknie sie za przyjaciółmi.

      Chcę żyć i cieszyc się życiem, pamiętając o swojej chorobie.
      Nie chcę nią żyć.

      To tak jakbym miała np raka i rok zycia przed sobą,
      w którym każdy dzień zatruwano by mi słowami:
      nie usmiechaj się, nie tańcz, nie kochaj
      bo przeciez masz raka.
    • addicted1 Re: uzaleznienie od AA 19.05.06, 22:15
      mysle ze mechanizm uzaleznienia od AA jest taki sam jak innnych uzaleznien.
      objawy odstawienne, obsesja mityngow, manipulacja i racjonalizacja...
      powaznie.
      na szczescie sa tez na mityngach tacy, ktorzy chodza kontrolowanie, i od nich
      mozna sie czegos nauczyc.
    • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 19.05.06, 23:34
      Uwalnianie sie od rzeczywistosci do swiata po alkocholu byl wyborem...ktorym
      sie mozna bylo zachlysnac...Ucieczki stawaly sie coraz czestsze bo i swiat byl
      tam jak wymarzony...pelen przyjaciol...nalezal chyba do mnie ...
      Powrot do rzeczywistosci byl za kazdym razem bolesniejszy...
      Dwa swiaty...zaczely istniec w jednym zyciu...swiaty nie do pogodzenia

      Jak zabrac przyjaciol z tamtego swiata bez AA...
      Moze wiedza ci co "chodza kontrolowanie"...




      • znowuzagubiona Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 09:31
        "Dwa swiaty...zaczely istniec w jednym zyciu...swiaty nie do pogodzenia"

        Mysle, ze to od naszej pracy nad soba zalezy umiejetnośc pogodzenia tych dwóch
        swiatów w naszym umysle,w którym sami zamknelismy się jak w gettcie, z powodu
        leku przed odrzuceniem i niskiego poczucia wartości.
        Ostatnio czytając wypowiedzi na forum psychologia odkryłam sposób na odkrycie
        włansej wartości.
        Zmieniłam sposób postrzegania siebie z dotychczasowego - przez pryzmat
        przeszłości, na pryzmat swoich zalet, których przeciez mam całkiem sporo:-)
        Doszłam do wniosku, ze wychowanie wg zasady: nie wypada sie chwalić,
        zepchneło je w moim umysle w niepamięć i było przyczyna słuzalczej postawy za"
        jałmużnę okruchów ciepła".
        Odkrycie to jest dla mnie jak nagroda Nobla.
        Odetchnełam wreszcie pełna piersią i odwazniej patrzę w oczy ludziom wokól mnie.

        Jak zabrac przyjaciol z tamtego swiata bez AA...
        Moze wiedza ci co "chodza kontrolowanie"...

        Mam ten sam problem.
        Zmagam się ze swoja samotnością,znieczulając ją wizytami na forum
        i Taka namiastką rozmowy poza mityngami.
        Zaraz ide na pocztę odebrac książkę pt"Wirus samotności".
        Może w niej znajdę sposób na odwagę wyjścia miedzy ludzi w realu.
        Po terapii urwały mi sie wszystkie kontakty z dotychczasowymi przyjaciółmi,
        mimo, ze nie z nimi nie piłam, bo piłam w samotności.
        Nie rozumieja mnie,nie mamy o czym rozmawiać.
        A moze to ja tak czuję?
        Moze to ja byłam nudna tak zachwycając sie samopoznawaniem?
        A przeciez mam tez inne zainteresowania, jestem wręcz głodna wiedzy,
        więc moge wiele ofiarowac i czerpac z kontaktów z ludźmi nie obarczonymi
        uzaleznionym mysleniem.
        Wierze, że nadejdzie taki moment, kiedy bede na to gotowa.
        na smutki polecam strone : www.pozytywne.com
        Pozdrawiam ciepło!:-)



    • rauchen Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 10:15
      kiedy zauwazylam u siebie obsesje ze musze isc na meeting, a nie chce,
      po prostu powiedzialam sobie, ze nigdzie nie musze, i zostawilam sprawe
      chodzenia na meeting na bok, i ze pojde dopiero wtedy, kiedy z obsesji "musze"
      zmieni sie na "chce". I tak bylo.
      Nie wiem czy to dobrze, czy nie, napic sie przez ten czas nie napilam, z
      literatura AA bylam codziennie. Po prostu mysle ze pojawila sie w moim zyciu,
      obok innych obsesji, kolejna, tyle ze akurat musze nad nia popracowac, bo ta
      obsesja nie jest moze az tak szkodliwa dla mojego zycia, wrecz przeciwnie, tyle
      tylko ze zmieszala sie gdzies pomiedzy inne chorobowe stany, i dlatego potrzeba
      chodzenia na meetingi zamienila sie na obsesje, podobnie jak u mnie wiele
      innych rzeczy, typu jedzenie i spanie, ktore tez nabraly form obsesji, tyle ze
      bez jedzenia i spania, to raczej nie jest cos normalnego. Skoro pracuje juz na
      tymi dwoma obsesjami, mianowicie ucze sie normalnie jesc i normalnie spac w
      normalnych godzinach, bede w stanie wypracowac chec chodzenia na meetingi nie
      na zasadzie obsesji. Czy jest to mi potrzebne do zycia tak jak jedzenie i
      spanie? Nie jestem w stanie wyprzec z siebie alkoholizmu, ktory sama wlasnym
      piciem stworzylam, i sama sobie powinnam za niego "dziekowac", wiec takie
      poswiecenie sie jak chodzenie na meeting powinno sie stac czyms co powinnam
      wypracowac. Zwyczajnie, jak nie uwazalas jak robisz (pilam), to rob jak uwazasz
      (mozesz pic dalej, lub pracowac nad trzezwoscia, w tym m. in. chodzic na
      meetingi).


    • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 16:09
      Na spotkaniu ludzi ,ktorzy sami twierdza ze sa uzaleznieni od alkocholu,
      uczestniczylem dwa razy.Za pierwszym razem Mistrz ceremoni wstepne zagajenie
      zaczal trzy razy od poczatku(zawsze mu cos nie wyszlo).Nie omijajac
      kazdorazowego"ja alkocholik" wstep byl dlugi i w gruncie rzeczy posrednio
      czy tez bezposrednio dotyczyl Mistrza, o Mistrzu, przez Mistrza.W kolei
      nastapily zwierzenia.Mistrz jest pierwszy.Zdjal zegarek,polozyl uderzajac
      dzwiecznie o blat stolu, przed soba.U innych powialo niepokojem po twarzach.
      Popatrzyli ukradkiem na zegarki.Dwadziescia zyciodajnych minut stracili.
      Mistrz ceremoni brnie nerwowo dalej analizujac dlaczego chcac uzyl slowa
      szklanki, uzyl slowo KIELISZKI.Widac , ze jest to dla niego szok.
      Nie liczac sie towarzyszami, sam chce sie jakby najwiecej
      "napic" wypowiadanymi przez siebie slowami.Publiczne obrzucanie sie blotem
      wlasnego alkocholizmu przynosi mu wreszcie oczekiwana wewnetrzna ulge.
      Zamilkl.Nastala cisza...Kto nastepny!? Do skoku gotowi sa wszyscy...
      Ale zyciodajnych minut/kropli zostalo tylko trzynascie...nie da sie podzielic
      na wszystkich...
      Drugie spotkani bylo podobne.Doszedl nowy.Ja odszedlem. Nie pozegnalem sie,za
      bardzo trzesly mi sie rece.
      Acha!obiecano mi dac pozniej jakis medalik na szyje:"teraz nie mamy,tylu tu
      takich przychodzi i zaraz odchodzi ze zabraklo"...

      • rauchen Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 17:17
        bardzo ladnie tranzyt opisales, pelen krytyki, swoje dwa spotkania na meetingu
        AA.
        a teraz moze opisz, w czym jestes lepszy od tych mistrzow i ludzi uwazajacych
        sie za alkoholikow, powtarzajacych wciaz, "ja, alkoholik", napisz, jak
        wspaniale radzisz sobie dzien po dniu bez alkoholu, jak wspaniale uklada ci sie
        zycie rodzinne, zawodowe, ze posiadasz pewnosc spoleczna, nie masz dlugow, ani
        emocjonalnych, ani duchowych, ani nawet finansowych.

        Jednym z bardzo silnych impulsow, ktory ostatecznie popchnal mnie zeby isc na
        spotanie AA, bez marudzenia sluchac co maja mi do powiedzenia ci "ja,
        alkoholicy",
        byla wlasnie recenzja jednego z alkoholikow, wciaz pijacego i nie dajacego
        sobie rady z niczym w zyciu, ze te meetingi to spotkania "bandy nawiedzonych
        pijakow".
        Moj pierwszy meeting wygladal zupelnie inaczej, zostalam naprawde otoczona
        opieka jedna z osob, otrzymalam pierwsze darmowe materialy AA, i 4 numery
        telefonow od 4 roznych osob, z zapewnieniem, ze jezeli nadejdzie taka potrzeba,
        moge dzwonic o 2-ej w nocy, o 5-ej nad ranem, zeby porozmawiac, i ze nie bedzie
        to stanowil dla nich zaden problem, bo oni tez kiedys byli w tym samym miejscu
        co i ja. Owego "medalika" na pierwszym nie dostalam, bo rozdaja dopiero na
        drugim, a prawda jest tez to, ze ten pierwszy zatrzymuje sie dla siebie juz na
        zawsze, a takich osob, ktore przychodza tylko raz na spotkanie, jest naprawde
        wiele.
        Po pierwszym spotkaniu, a bylo ono akurat tego dnia rano, caly dzien chodzilam
        i bilam sie z myslami, typu wchodzenie w sekte, oddawanie sie duchowe zgrai
        innych osob i ich pogladom, ze zatracam tym samym sama siebie mieszajac sie w
        tlum.
        A ci ludzie, ktorych spotkalam na pierwszym spotkaniu, byli dla mnie tym
        bardziej podejrzani, ze dla mnie to wygladalo bardziej jakby robili specjalny
        kasting, wybierajac ladnych, szczesliwych, wesolych ludzi, bez alkoholowych
        plamek jakie to ja mialam dnia owego na twarzy.
        Ale ze akurat ja nie mialam zbytniego wyboru, bo po tylu probach wyjscia samej
        z picia, ciagle wracalam do tego picia, poszlam na meeting nastepny, i
        nastepny, i nastepny. Nie zrobilam 90/90, bo spotkania byly tylko piec razy w
        tygodniu, a chcialam zostac tylko w tej grupie, w ktorej sie oswajalam, ale
        przez pierwsze prawie 3 miesiace bylam na kazdym spotkaniu.
        Jedno wiem na pewno, ze w ciagu tych 3 miesiecy ja nie mialam zadnych wlasnych
        uczuc, dotyczacych ani przeszlosci, ani przyszlosci, nawet dzis bylo
        bezuczuciowe, dlatego ze 2-3 miesiace bez picia to w ciagu moich ostatnich 5
        lat picia to byla normalka. Skupilam sie na jednej osobie, trzezwej niewiele
        dluzej ode mnie, ktora przy pomocy swojego "sponsora" sama sie obligowala zeby
        na kazdym spotkaniu cos powiedziec. I ja zylam przez te pierwsze spotkania
        uczuciami owej osoby. I tylko w ten sposob udawalo mi sie cos czuc, bo moje
        wlasne uczucia zaczely przychodzic wlasnie dopiero po tych 3 miesiacach, kiedy
        to najprawdopodobniej moj organizm, przyzwyczajony do mojego stylu picia -
        ciagow co dwa miesiace, zaczal chyba oczekiwac ze juz nadszedl czas, ze trzeba
        sie napic. Tyle ze ja juz gdzies w glebi wiedzialam, ze nie chce sie napic.
        Minelo pol roku, mialam w tym czasie dwa dni, po jakis dwoch miesiacach, i po
        jakis 4 miesiacach niepicia, ze bylam w takim identycznym stanie psychicznym,
        jakbym w tych dniach pila. Ale ja nie pilam, ale stan mialam taki sam.
        Na meetingi chodze kiedy mam taka potrzebe, kiedy CHCE, nie chodze kiedy mam
        obsesje pojscia bo musze.

        Czasami jak czytam takie recenzje jak ta twoja, to mysle sobie ze ja chyba albo
        osiagnelam juz takie dno psychiczne, ze zdecydowalam sie na wszystko, nawet na
        AA, albo po prostu mialam ogromne szczescie, bo okazalo sie pozniej, ze akurat
        grupa na ktora trafilam, jest uznawana za jedna z najlepszych grup w kraju, w
        ktorym mieszkam. Nie wiem, czasami mysle tez o wielu innych czynnikach, ktore
        powoduja ze ja odnioslam zupelnie pozytywne wrazenie o AA, inna mentalnosc
        ludzi w tym kraju, no naprawde nie wiem. Wiem za to, ze smutno jest mi kiedy
        czytam takie recenzje jak twoja. Bo w moim wypadku bylo inaczej.
        • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 19:39
          Poruszac sie w zyciu wymyslonymi przez kogos KROKAMI zatyka dostep powietrza
          do pluc...
          Zmuszac sie by wlasne serce zalozylo sobie samemu penta i dobrowolnie oddalo
          wolnosc...
          Zrezygnowac z milosci i szacunku do siebie samego...

          Instynktownie czuje, ze nie tedy kierunek mojej wspinaczki.
          Dwa lata wspinania w wolnosci i w pojedynke...nie mam skali porownawczej.
          Tu gdzie ja wisze jest spokoj...
          • 7zahir Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 20:27
            Powodzenia.
            Kazdy ma swoja droge trzeźwienia.
            Pytanie tylko dokąd prowadzi?
            Zawsze mozesz zmienic grupę AA,
            aż trafisz na sensowniej prowadzoną.
            To tylko chorzy ludzie.
            Jest takie powiedzenie:
            "Jesli ktos Cie wkurza,tzn ze z Toba jest Cos nie tak"
          • rauchen Re: uzaleznienie od AA 20.05.06, 23:11
            wyzej pytasz tranzyt,
            jak odzyskac przyjaciol bez AA,
            nie wiem o jakich przyjaciol ci chodzi, o tych z czasow picia, czy znaleznienie
            nowych.
            Teraz natomiast piszesz:
            > Poruszac sie w zyciu wymyslonymi przez kogos KROKAMI zatyka dostep powietrza
            > do pluc...
            > Zmuszac sie by wlasne serce zalozylo sobie samemu penta i dobrowolnie oddalo
            > wolnosc...
            > Zrezygnowac z milosci i szacunku do siebie samego...

            Czy wg ciebie przyjazn nie wymaga zadnych zasad, ktore moga tam nawet byc
            nazwane krokami, nie potrzeba wlozenia w to serca, wyzbycia sie egoizmu,
            nauczenia odpowiedzialnosci, wzajemnosci, poswiecenia, zrozumienia itp?
            A moze tobie chodzi o taka alkoholowa przyjazn, w ktorej nie potrzeba wkladu
            serca, tylko skladki na flaszke, bo faktycznie, w takiej milosci alkoholowej to
            flaszka wystarczy. Gorzej pewnie z wolnoscia.
            Na jakich zasadach chcesz tej przyjazni, bo jesli nie opartej na pewnych
            poswieceniach i dania cos z siebie, to zapewne chodzi ci o idealna przyjazn na
            zasadzie dominujacej, w ktorej ty bedziesz dominowal. I jak przyjaciel bedzie
            tobie potrzebny, to przyjaciel przyjezdzaj, i przyjaciel przyjedzie, natomiast
            gdy to przyjaciel bedzie potrzebowal ciebie, to ty sorry koles, ja wolny
            czlowiek i mam na dzis inne plany??

    • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 21.05.06, 14:31
      Widze ze przelanie mysli na papier to sztuka wielka,nie dana kazdemu.
      Brak mi czegos,grzezne...
      Przepraszam!
      Rauchen kompanionie!Tam gdzie ja zaczynalem tanczyc wszelakie reguly
      wypisaly sie same w powietrzu.Albo ktos je zlapal i zaistnial albo mial
      pecha ...
      Slowa jak: serce,przyjazn...nie istnialy.Wszelkiego rodzaju kliki,grupy
      zawiazywaly sie samoistnie. Rytmy towarzyskie zaczynaly bebnic nagle i porywaly
      jak huragan cala reszte.I pewnego dnia w calym tym socjalistycznym kociokwiku
      drobnych interesikow,handelku waluta , nieurywajacej sie imprezie zadudnilo:
      "jedziemy na tranzyt".
      Zalatwilem dziekanke i chulaj dusza piekla nie ma!
      Huragan zaszalal z cala moca,tylko nikt tego nie zauwazyl bo alkochol plyna
      w kazdym kraju.Jakos nalezalo to do dobrego tonu poplynac i miec kase...
      dom ,knajpe ,sklep czy dobre autko...i oczywiscie tluste plany na przyszlosc.
      To w tamtym czasie poczulem pierwszy raz co znaczy KAC-GIGANT...lecz na
      krotko...
      bo knajp-dyskotek wypelnionymi przyjaciolmi bylo bez liku...To chyba lezalo w
      powietrzu ze kazdy z kazdym popijal...tacy wybrani z wybranych...
      A huragan szalal pomiatajac mna ,raz mocniej,raz slabiej,niekiedy zdaje mi sie
      dawal mi nawet czas, bym mogl uciec od niego ,przed ostateczna jego i mnie
      zaglada.Bylem zawziety i nie skorzystalem , podobnie jak reszta przyjaciol.
      Kazdy z przesiadl sie juz dawno na swoj osobisty huragan...
      Uderzenia bylo potworne w skotkach:duzo ofiar smiertelnych ,kalecy...nieliczni
      byc moze... ocaleja.Tych moglbym chyba uratowac tylko nie wiem jak ?!
      Dlatego tu zaczalem pisac...
      • rauchen Re: uzaleznienie od AA 21.05.06, 17:08
        Mam brata, rok starszego, jest alkoholikiem.
        Zaczal pic znacznie wczesniej niz ja, gdzies nasze drogi sie rozeszly, ja
        wyprowadzilam sie z domu rzadko do niego wracajac, w miedzyczasie sama zaczelam
        pic. O moim alkoholizmie wlasciwie chyba wie tylko moja mlodsza siostra,
        wlasciwie wspierala mnie gdy zaczynalo byc trudno, reszta rodziny chyba nawet
        nie wie.
        Pozniej wyjechalam za granice. Przez prawie dwa lata ani nie jezdzilam do domu,
        rzadko sie kontaktujac. W zeszlym roku, gdzies miesiac po moim przedostatnim
        ciagu, zaczelam miec coraz wieksza i glebsza potrzebe zerwania z piciem. Ale
        zdarzyla sie wtedy okazja zeby jechac na kilka dni do domu, do Polski. Byla to
        dosc przekonujaca okazja, inaczej bym nie pojechala, nie mniej jednak zaczelam
        coraz bardziej sie bac. Bylam ponad miesiac bez alkoholu, a akurat w okresie w
        ktorym mialam jechac do domu, normalnie byla w moim domu impreza rodzinna, a u
        mnie moja matka nigdy odkad pamietam, nie potrafila obyc sie bez alkoholu dla
        gosci, choc sama niewiele pila, ale moj ojciec byl alkoholikiem, brat mojej
        matki jest alkoholikiem, moj brat jest alkoholikiem, no i ja tez. Jeszcze przed
        wyjazdem zaczelam sie podpytywac mojej siostry o sytuacje z moim bratem, bo o
        ile moze z imprezy moglabym sie urwac, to pewnie nie udaloby mi sie uniknac
        jego, i tego w jakim stanie byl.
        Bylo zle.
        Gdy pojechalam do domu, moj brat byl na kacu, kawal przystojnego faceta, ktorym
        kiedys byl, teraz, psychicznie gdzies oddalonego, zagubionego jak dziecko,
        nieporadnego. Patrzac na niego widzialam siebie, i jednoczenie czulam to, co
        wlasciwie on najprawdobodobniej czul. Wiedzialam, ze ja nie moge sie angazowac
        aby mu pomoc, bo na pierwszym miejscu i tak stal problem, ze sama z soba nie
        bylam do konca w porzadku, i to przede wszystkim powinnam zajac sie soba. Dla
        niego mialam kilka ksiazek i wydrukow z netu, troche z nim mialam szanse
        rozmawiac na temat picia. To on nazwal AA banda nawiedzonych pijakow, bo byl na
        jednym spotkaniu - ja wtedy jeszcze nie zaliczylam zadnego spotkania AA, ale
        czytajac te ksiazki, ktore mu dalam, zaczelam juz tesknic i chciec tego, co w
        nich znalazlam na temat AA. Na przeszkodzie jednak wciaz stalo to pojecie Sily
        Wyzszej, bo ja tego nie pojmowalam.
        Po powrocie do siebie, pierwsza rzecza ktora zrobilam, to zaczelam drukowac z
        netu wszystko to co nawinelo mi sie na temat alkoholizmu. Wpakowalam w ogromna
        koperte, napisalam osobisty list do brata, ktory nota bene piszac odkrylam
        kilka faktow ktore pasowaly do mnie rowniez.
        Dzien przed wyslaniem zadzwonilam do domu. Brat akurat sprzedal samochod, wiec
        i okazja i kasa mu sie trafila zeby bylo za co pic. Byl juz podpity, spieszyl
        sie do sklepu po dalszy zapas piwa. Rozmawialam z nim jakies pol godziny.
        Wlasciwie byla to bardzo przykra dla mnie rozmowa, jaka to ja madra niby jestem
        bo sie naczytalam. Na koniec powiedzialam mu, ze wlasciwie to jego zycie, i
        jego sprawa co nim robi, i ze zadzwonie za dwa lata, pogadamy wtedy.
        List i paczke wyslalam, i postanowilam zakonczyc na tym sprawe, bo zdalam sobie
        sprawe ze tylko tyle moge zrobic, ze na pierwszym miejscu i tak powinnam zadbac
        o siebie, o swoja trzezwosc, bo mimo ze moze moja wiedza na temat alkoholizmu
        jest wieksza niz ta, mojego brata, to ja tez jestem juz w powaznym zagrozeniu
        zycia przez alkohol.
        Ale jeszcze tego dnia, kiedy ostatni raz rozmawialam z bratem, wrocilam do
        domu, i w pewnym momencie naszla mnie taka ogromna swiadomosc tego, jaka
        wlasciwie jest moja bezradnosc wobec alkoholizmu innych, i ze taka sama
        bezradnosc mam wobec alkoholizmu swojego. Chyba wtedy przerobilam pierwszy krok
        AA.
        Po chwili nagle, po raz pierwszy od ponad 10 lat, w tej swojej bezradnosci,
        zwrocilam sie do Boga, nie z modlitwa, nie z prosba, i nie proszac wlasciwie o
        trzezosc dla mnie, z wyrzutem zwrocilam sie do Boga, zeby oddal mi brata! Nie
        stawialam przy tym zadnych warunkow, to byl tylko czysty wyrzut w stosunku do
        Boga, w calej mojej bezradnosci wobec alkoholizmu.
        Wlasciwie cale to wszystko trwalo raptem pol godziny, przeszlam potem do
        normalnosci, przez nastepne 3 tygodnie nie dzwonilam do domu.
        Kiedy zadzwonilam do domu po tych trzech tygodniach, moj brat byl akurat od
        tygodnia na detoxie w szpitalu, na ktory sam sie zglosil, sam prosil zeby mu
        moja matka przyniosla do szpitala ksiazki ktore mu zawiozlam.
        Przyjelam to gdzies pozarozumowo, bo nie bylam w stanie zrozumiec tego, ze cos
        sie stalo i ze moze po prostu moj wyrzut do Boga zostal spelniony,
        bezwarunkowo, tylko dlatego, ze wrescie odwazylam sie zwrocic w kierunku Boga.
        Wtedy wlasnie pojelam 2 krok AA.
        I ja nie chce w tej chwili probowac zrozumiec tej sytuacji rozumowo, bo czuje
        ze z tym mi lepiej.
        Do AA nie trafilam jednak az do momentu, kiedy po raz kolejny zapilam, po 4 i
        pol miesiaca. Nawet mam swietny powod, dlaczego zapilam, kazdy czlowiek dobrej
        woli calym sercem zrozumie ze mialam powod. Kazdy zrozumie, oprocz alkoholika.
        Bo alkoholik wie, ze zapilam, bo jestem alkoholiczka, i nawet jesli ow powod
        uzyje w stosunku do samej siebie, to wiem ze sama sie oszukuje. Bo akurat ow
        powod wrecz przeciwnie, przeciagnal napicie sie przeze mnie przez nastepne 3
        tygodnie. Zwyczajnie sama nie jestem w stanie wyjsc ze swojego alkoholizmu na
        droge trzezwosci.
        Po ostatnim ciagu, poszlam na pierwszy meeting, wrescie udalo mi sie zalatwic
        terapie, i poddac sie wszystkiemu czego ode mnie oczekuja, bo tylko to moze mi
        pomoc. Po pol roku teraz troche sama sobie nie dowierzam, ze tak malo bylo mi
        potrzebne zeby nagle zaczac sie czuc dobrze, moze nawet lepiej niz kiedykolwiek
        w zyciu.

        W obietnicach AA, jest takie zdanie " ze zaczynamy dostrzegac, ze Bog czyni dla
        nas rzeczy, ktorych sami nie bylismy w stanie dla siebie zrobic, jesli tylko Go
        o to poprosimy". Ja czuje po prostu sens tych slow.

        Moj brat od momentu tamtego detoksu nie pije.Nie wiem oczywiscie jak dzis, ale
        dwa tygodnie temu jak dzwonilam, wciaz nie pil, ponad 7 miesiecy. Nie wiem czy
        probuje sam, czy gdzies chodzi, probuje dotrzymac swojej obietnicy tych 2 lat,
        choc pewnie nie uda sie bo w tym roku pewnie bedziemy sie widzieli. Pil prawie
        nieprzerwanie przez jakies ponad 10 lat. To tyle ile moglam dla niego zrobic, i
        dalej pozostaje w przekonaniu, ze i tak w tej chwili przede wszystkim moja
        trzezwosc jest najwazniejsza, bo tylko dzieki temu, ze ja bede trzezwa, moze
        kiedys uda mi sie pomoc komus, kto bedzie chcial ta trzezwosc osiagnac.
        Bo trzezwosc nie jest dla tych, ktorzy jej potrzebuja, tylko dla tych, ktorzy
        jej chca.
        • mika9930 Re: uzaleznienie od AA 22.05.06, 17:47
          Z jednego nałogu w drugi.Owszem w pierwszych okresach walki z chorobą są bardzo
          potrzebne i konieczne.Lecz z upływem czasu w abstynencji należy stopniowo
          ograniczac do minimum.
        • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 22.05.06, 19:00
          Ogolne suche stwierdzenie ze alkocholizm jest choroba smiertelna to wrecz
          dla co poniektorych tu zagladajacych jest zaproszeniem do dalszego picia.

          Najstraszniejszy przeciez OKRES(szczerze mowiac nie do opisania na papierze,
          nie do opowiedzenia slownie i nie do wymalowania na plotnie) czeka na
          uporczywie dalej pijacego alkocholika w dlugiej przeciez periodzie
          PRZED totalna agonia.Tylko te osoby,ktore z tamtad wrocily,poznaly
          prawde do czego ta diabelska choroba potrafi sciagnac czlowieka.

          Te osoby sa ciche,nie wywrzaskuja, nie dowcipkuja zbednie,sa pokorne i
          staraja sie przedewszystkim POMOC innym.
          Wiekszosc,ze mna na czele,wytapetowani jakby na nowych,jeden przez
          drugiego, pokazujemy dzsiaj,po latach picia, jacy to my normalni...
          Uwazam ,ze powinnismy(kto moze)przynajmniej probowac naswietlic co
          dzeje sie z czlowiekiem w koncowych fazach...a nieuniknionych dla nikogo.
          Pokazna ilosc osob po dostaniu kilku poczatkowych klapsow od Alkocholizmu
          zaczyna sie leczyc i sie zalecza.Zostaja TRZEZWYMI.I Bogu dzieki!
          Aby ulatwic utrzymanie tego STANU TRZEZWOSCI czy tez ochronic siebie przed
          MEKAMI BILIONKROC STRASZNIEJSZYMI sluchajmy TYCH DOSWIADCZONYCH!!!
          Cieszmy sie ze natura dala taka mozliwosc,w innym przypadku padamy
          jak kaczki...
          Poczatkow dwa ogromne swiaty:Trzezwosci i Pijanstwa z czasem zawezaja sie do
          dwoch ciemnych pokoi
          polaczonych korytarzem z oknem na zewnatrz.
          Z poczatkowego "swiatowca" stales sie wiezniem tego ukladu.W pokoju Trzezwosci
          stale wzrasta temperatura,staje sie tam duszno i goraco,musisz wyjsc na
          korytarz.Na korytarzu czekaja juz na ciebie od dawna, przyprawiajace o wariacje
          zwierzatka,ktore pomagaja tobie abys, choc nie chcesz(z wlosami stojacymi deba
          od strachu)wskoczyl do pokoju Pijanstwa.Tu MUSISZ pic alkochol,cz chcesz czy
          nie,zmory sa jeszcze ciekawsze.I jestes w kleszczach-nie macz WYJSCIA!
          Nie mozesz ani za dlugo na korytarzu,ani w pokoju Trzezwosci czy ,gdzie coraz
          gorecej.Zaczynasz biegac straszony przez zmory i zwierzatka po korytarzu i
          dwuch pokojach.Jedyne co ci pozostaje to wyskoczyc przez okno na korytarzu...
          Natura to rozwiazanie zostawila kazdemu otwarte.W tym stadium twoj mozg
          niema juz z nikim kontaktu,ani nikt z toba...tylko wirtualnie biegasz dalej
          po pokojowym swiatku ktory sam sobie stworzyles...
          Dla nas z zewnatrz jestes tylko masa CIELSKA...


          • rauchen Re: uzaleznienie od AA 22.05.06, 20:28
            to ze alkoholizm to choroba smiertelna,
            to nie takie znowu suche stwierdzenie,
            choc faktem jest ze na alkoholizm sie nie umiera -
            umiera sie na zawal serca, wylew, udar mozgu, wypadek, samobojstwo.

            Wielu alkoholikow natomiast dostrzega u siebie fakt, ze alkoholikami byli na
            dlugo jeszcze przed tym zanim zaczeli pic. Po prostu alkoholizm to nie tylko
            aktywne picie. Dlatego czesto jest tak, ze po samym przestaniu picia, ten
            alkoholizm jest wciaz, taki sam jak byl przed piciem, w czasie picia, i po
            skonczeniu aktywnego picia alkoholizm sie dalej rozwija. I wrescie, pewnego
            dnia okazuje sie ze przeszlo w obled. Ale tego zazwyczaj sie nie dostrzega juz,
            nawet nie pijac juz.

            Dlatego zaczynam sie obawiac o ciebie tranzyt, i czy faktycznie nie powinienes
            poszukac fachowej pomocy.

            Pozdrawiam
          • e4ska Re: uzaleznienie od AA 22.05.06, 22:54
            Dziwna jest Twoja opowieść, Tranzyt, brak tu nie tylko logiki, ale i logistyki:)
            Co to za tranzyt, jak spedycja nawala, a całe przedsiębiorstwo - korytarz z
            oknem i dwa obskurne pokoje z segregatorami:((((

            Dlaczego jest Ci duszno z trzeźwością? Czemu zamykasz siebie w ciasnej
            przestrzeni? Chciałbyś bohatersko polec niby ten pijak piosenkowy, który od
            samego Majestatu spodziewa się wiecznych kolejek bez sprawiedliwego kaca? Się
            nie da, Tranzyt, dobrze wiesz.

            Zastanawiające są zaświaty pijackie. Bo dla zasłużonych byłoby wieczne - niech
            im światłość pomyślności nigdy nie zagaśnie, a potępieni znów mieliby
            permanentnego kaca. Gigant nieskończony... Więc lepiej już załapać się na siarkę
            dla normalnych grzeszników:)))

            Tranzyt, choćbyś był zmarnował młodość na wojaże i pijatyki, znam, znam - gorzką
            pijacką czułość ludzi, którzy wierzyli w sens swoich marnych geszeftów i w
            butelkową serdeczność starych druhów. Zdziwionych jakby, że im życie przeciekło
            przez palce. Ale nałóg pozostał. I choćbyś był zmarnował młodość i wiek męski,
            to nie ...... , tylko się bierz za siebie bez rozczulania. Po dwóch mityngach
            jeszcze się od AA nie uzależniłeś, a jakbyś trafił na tę samą grupę co Rauchen,
            to daj namiary, bo bardzo lubię ludzi ładnych, młodych i wesołych, zwłaszcza jak
            z miejsca proponują wsparcie, szkoda że przez telefon;)

            Napiszże po ludzku, co Cię boli, Tranzyt, trzeźwyś albo-li nietrzeźwyś, ładny
            czy nieładny, bo że niewesoły, to widać...
            Może coś razem wymyślimy dla Ciebie?
            • tranzyt80 Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 08:40
              Uderz w stol a nozyce sie odezwa!!!

              rauchen dziewuszko!
              "sluchaj a ona nie sluchala"...
              a potem:
              "ja wszystko zrozumialam,tylko nie moge pojac..."

              A teraz masz babo placek:
              siegnalem do wyobrazni by ulepic owa przypowiesc o "dwoch pokojach" by ukazac
              czym picie alkocholu moze sie skonczyc.Twoj sasiad zza Odry,pan niemiecki, aktor
              znany, Harald Junke byl zawziety do konca i skonczyl wlasnie tak na oczach
              twojego nowego kraju ,jak ukazuje to w owej przypowiesci.
              Ze znanych wszystkim przypowiesci, dzieki ktorym wylozony jest caly sens
              czlowieczenstwa nie korzystam, bo co poniektorzy dostaja niezdrowych ruchawek
              mozgowych,co w szanownym gronie nje nada...

              Na poziomie...
              Wyzszych Mocy w stylu FRAU RAUCHEN
              wsacta rosalke do pieca
              i odmowmy trzy zdrowaski
              a ozdrowieje
              pozostawiam bez komentarza.

              U mnie alkocholizm rozwinal sie do poziomu ciagow dwudniowych srednio raz
              na cztery tygodnie.Nigdy nie lezalem w rowie,nie spalem spity na lawce,nie
              chlalem na melinie,czy tez "nie skladalem sie na flaszki"co zasugerowala
              Frau rauchen.Imprez domowych nie cierpialem-bylem stworzony do dyskotek,drink
              barow klubow.Towarzystwo smutasow ,obszczyjmorkow unikalem jak promieniowania.
              Dobre wino czy zimne piwo byly nie do skasowania z mojego jadlospisu.
              Wloskie ciuchy ,dobra fura i caly osprzet do tego, byl musem...jak jestes wsrod
              wron chcesz krakac jak one,tym bardziej jezeli to smakuje.I tak popijajac ,
              podskakujac czs lecial w samozadowoleniu(nie wspomijajac kilku kraks,poslizgow
              na roulette czy pijanskich wyglupow...).
              Ale ta glowna karuzela krecila sie dalej normalnie:zona, dzieci,interesy,studia-
              zaoczne z braku czasu...praca,no i picie ktorego jeszcze wtenczas nie widzialem.
              Zadna zona tak nie "zzedzi"z powodu imprez jak przynosisz do domu duzo kasy...
              Wrecz przeciwnie, mili, uspokajaja ,tlumacza,caluja...przeciez nic sie nie
              stalo.
              Te okresowe dwa dni picia i rozszerzajace sie dni kaca wszyscy przyjeli za
              naturalne zjawisko...NA CZELE ZE MNA!Predzej bym sie spodziewal wygranej w
              LOTTO, niz u siebie jakas chorobe(o alkocholowej nawet nie slyszalem).
              Dwa dni picia "to krotko"pomysli kazdy,lecz zaznaczam ze nieraz slyszalem
              od kumpli:"TY tranzyt w ilosciach jestes lepszy niz ruski przed rozstrzelaniem".
              Takie byly moje periody i basta.Pozniej bylem nieosiagalny.
              Porobily sie suply w Polsce, ktore musialem rozwiazywac za miedza.
              Za siedmioma gorami i siedmioma lasami zylo sie bombaszczo.Lata mijaly,alkochol
              plyna jak wczesniej swoimi periodami...a nierownosci niekiedy wieksze
              wyrownywalem pospiesznie...
              Az ktoregos dzionka wskoczylem pod lod i poplynalem 7(siedem dni!).NIe
              wiedzialem kiedy to przelecialo...Nawet brachol przyjechal ratowac.
              Karetka ,stan przed zawalowy...po dwoch dniach wycofalem sie na ,z gory
              wymazone pielesza domowe.OD tego czasu nie pije!(dwa lata).
              To tak w skrocie ...

              Frau rauchen!
              moze nastepnym razem,jak ktos udrzy w stol
              niech nozyczki siedza cicho
              i do kogos do kogo pozwolisz sobiew swej bezczelnosci
              wymachiwac tym swoim MOHEROWYM BERETEM
              powtporz po cichu te swoje KROKI
              bo nigdy do rytmu nie zatanczysz

              i cale zycie powtarzala:
              WSZYSTKO ZROZUMIALAM TYLKO NIC NIE POJELAM..


              Z powazaniem znikajacy tranzyt



              • rauchen Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 09:27
                Frau Rauchen
                napisze jednak jeszcze cos:
                to co piszesz przypomina BELKOT!
                I gdyby Frau Rauchen odmawiala zdrowaski,
                to do dzisiejszych dodala by jeszcze Rozaniec w twojej intencji.
                I gdyby sluchala Rozglosni,
                wyslala by dodatkowo kilka euro, rowniez w twojej intencji.

                Czlowieku, nie musisz miec szacunku do Frau Rauchen,
                miej szacunek do samego siebie,
                i idz sie leczyc.




                • tranzyt80 Re: An Rauchen 07.06.06, 21:34
                  Man braucht Zeit um einige Dinge richtig zu verstehen.Man braucht auch Mut
                  um sie zu korigieren.Ich habe eingesehen mein Fehler.
                  Ich muss mich bei Dir entschuldigen.Es war nicht richtig, Dich so direkt
                  anzugreifen.Vielleicht nimmst Du meine Entschuldigung an...
                  Ich fühllte mich direkt,persönlich und öffentlich angegriffen.
                  Auf keinen Fall wollte ich Dich auch beleidigen,dass Du im Ausland arbeitest.
                  Ich habe selbst viele Jahre im Ausland verbracht.

                  Hochachtungsvoll
                  transit
              • e4ska Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 09:47
                Tranzyt. Dlaczego obrażasz Rauchen? Taki jej porządek świata, ma swoją Siłę
                Wyższą, odczytuje swoje znaki, które nie dla każdego są znakami, i co
                najważniejsze, pomogła swojemu bratu, oby wyszedł z nałogu.

                Nie jest też po pensjonarsku głupia, jak niektóre natrętki piszące na forach
                alkoholowych, a egzaltacja to dar młodości i gdy się Rauchen zestarzeje, to
                pogadamy. Na seansie spirytystycznym, miłym duchom spirytusowym.

                I co wyjątkowo niesmaczne: "Twoj sasiad zza Odry,pan niemiecki" - nie, Tranzyt,
                to jest chamskie. Myślisz, że pan polski jest lepszy? Na Zachodzie, w krainie
                zgniłego kapitalizmu, pracownicy mają więcej praw niż w naszej postkomuszej
                ojczyźnie. Do tego już doszło, że importujemy stamtąd owe prawa i zwyczaje
                przyzwoitości międzyludzkiej jak za czasów Marksa i Engelsa.

                No i nie mów, że lepszy jest alkoholizm klubowy niż nabyty w domowych
                pieleszach. Inny jest, to prawda, ale równie niebezpieczny i degradujący człowieka.

                Co do AA i terapii - mnie to jest niepotrzebne, widzę, że wiele zbędnych
                cierpień otrzymują poniektórzy, pozostają zdeformowani jacyś, oskubani, ale to
                zupełnie inna historia.

                Dobrze by było, gdybyś konkretniej rzecz ujął, chociaż dwa obrazki mityngowe
                niezłe :))))
            • rauchen Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 09:44
              jesli ty eska tez zamierzasz pisac po dwoch latach trzezosci, droga jaka
              obralas, rowniez w takim stylu jak tranzyt, to blagam, spojrz najpierw
              dokladnie w lustro, bo z tego co tu widze jest jeszcze kilka osob, ktore w
              ciebie wierza, lecz jesli tez tak zaczniesz pisac to obawiam sie ze korki od
              butelek wsrod tych osob bede strzelac a strzelac!
              • e4ska Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 09:55
                Rozminęłyśmy się w czasie, Rauchen, nie bądź niecierpliwa:)

                Mam dopiero rok bez picia, nie dwa lata, dzięki czemu jestem jeszcze o rok
                młodsza i o cały rok ładniejsza ;)

                Podoba mi się to, co robisz. Dobra droga to droga skuteczna. Siłowa albo nie,
                byle nie bezsilna:)))
                • rauchen Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 10:08
                  Wiesz, wg AA tylko poprzez uzanie swojej bezsilnosci, mozna zwyciezyc. Krok 1.

                  I to wcale nie jest glupie. Bo podobnie jest z krytyka i lamaniem konweansow.
                  Mozna krytykowac i lamac konweanse na calego. Niestety, zeby to bylo w
                  poprawnym stylu, niestety trzeba doskonale znac obiekt krytyki, a konweanse
                  lepiej od tych ktorzy ich przestrzegaja. Bo inaczej to wiesz, przyjda zniwa i
                  bedzie trzeba konbajna zeby wymlocic to zboze w pantoflach, bo nawet sloma juz
                  wypuscila korzenie.
                  • e4ska Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 10:35
                    Żadnych kroków nie potrzeba, Rauchen: kiedy nie mogłam zatrzymać się w piciu,
                    wiedziałam, co to jest. Nie musiał mi nikt mówić, ani kolega z AA, ani durny
                    terapeuta. To jest nie tyle bezsilność wobec alkoholu, co bezsilnośc wobec
                    jakiejś ciemnej mocy, która, choć się zapierasz, wyrywa cię o szóstej rano z
                    łoża boleści i wysyła po następną butelkę podpowiadając przy tym solennie, że to
                    ostatnia flaszeczka. Ostatnia do godz. 10. Wtedy więcej jest sklepów otwartych,
                    ale i tak wybierasz najbliższy, bo nogi osobliwie nie chcą cię nosić, a poza tym
                    spieszysz się, żaby kupić tę "ostatnią". ITD.

                    Co do rolnictwa, to kombajn uważam za niebezpieczną maszynę, zwłaszcza jak
                    kombajnista używa rozmaitych płynów. Jeden to nawet jechał sobie i jechał, pole
                    mu się skończyło, i oparł się aż na sośnie. Poza tym słoma nie wypuszcza
                    korzeni, przerasta ją ziarno kiełkujące, ale co tam, byle było zielono:)

                    Jakbyśmy krytykę uzależniali od znajomości obiektu, to krytycy wymarliby
                    śmiercią głodową, oni i dzieci ich do siedemdziesiątego siódmego pokolenia :(

                    No, i nie gniewaj się na Eskę...
                    • rauchen Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 10:41
                      eska, ja znam stany alkoholowe, podroze po piwo do najblizszego sklepu - co
                      wcale nie znaczy najtanszego, wiec bzdura jest pisanie ze alkoholik pija tylko
                      tanie wina, bo w drogim sklepie to i te tanie wcale nie znow takie tanie :))

                      A co do krytki, to wiesz eska, chcialabys ze slepym dyskutowac na temat
                      kolorow???

                      • e4ska Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 11:25
                        Czy chciałabym? Nieważne. Wystarczy, że dyskutuję.

                        Podobnie jak Ty.
                        • rauchen Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 11:36
                          wiesz, zawsze moze jeszcze jest jakas szansa, ze zrozumie zeby poszukac
                          sposobow na odzyskanie wzroku.

                          Czlowiek umiera tylko raz, tyle ze pozniej na bardzo dlugo (Molier)
                          i jesli ktos byl w stanie wyrwac sie na tak dlugi czas ze sposobu w jaki
                          szykowal dla siebie smierc "w stylu", to szkoda zeby to zmarnowal.
                          I wlasciwie jesli chodzi o mnie,to wyrywajac sie jak na razie ze sposobu
                          smierci w stylu pijackim, to wolalabym faktycznie umrzec kleczac i klepac
                          zdrowaski, anizeli na ulicy ktos mnie zaje...al sztacheta, tylko dlatego
                          ze "glosy" mi zaczely mowic zeby poslac mu troche bluzgow.
                          • cortona Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 14:22
                            No i widzisz Rauchen, jak to człowiek z nienacka może natknąć się na zwykłego
                            chama, który wprawdzie dwa lata nie pije, ale żyje w jakimś delirycznym amoku
                            i plącze się mentalnie po ciemnych korytarzach.

                            Pozdrawiam się serdecznie -:)
                            • cortona Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 14:25
                              Oczywiście pozdrawiam Cię, a nie się -:))
                              • e4ska Re: uzaleznienie od AA 24.05.06, 07:55
                                Hej, Cortona, miło, że "śledzisz"...
                                Czy mocne postanowienie poprawy skuteczne? Wciąż nowe gatunki napojów po jednej
                                stronie, po drugiej nasza porąbana społeczność, wybór należy do Ciebie...
                                Z drugiej strony - kobieta z przeszłością brzmi nobliwie - z przeszłością,
                                jakiej się dorobiłam... co prawda nie jest to przeszłość tranzytowa, ale też
                                niczego sobie :))))
                                • kylly do e4ska 24.05.06, 08:27
                                  :))) oczywiście że alkoholicy kłamią...ale raczej nie robią tego z
                                  premedytacją...,a czasem zdarza się coś co rozbija pewien porządek ustawionego
                                  już zdawałoby się świata....
                                  pozdrawiam
                                  ps. napił się mój przyjaciel...po z górą 10 latach abstynencji...dziwne jest to
                                  że nie potrafię w żaden sposób tego sobie wytłumaczyć...
                                  • e4ska Re: do e4ska 24.05.06, 09:04
                                    To dziwne, jak bardzo przeżywa się cudze nieszczęście, cudzy powrót do piekła.
                                    To nie jest sztuczna poza ani udawana serdeczność. Sama sobie się dziwię, zawsze
                                    byłam raczej chłodna i opanowana, żadnych łez, ale tutaj, w tym przypadku czy
                                    raczej w tych przypadkach...

                                    Kiedy w całej przerażającej jasności dotarło do mnie, że jestem alkoholiczką,
                                    kiedy nie mogłam się powstrzymać, szukałam wtedy jakiegoś punktu zaczepienia,
                                    potrzebowałam choćby brzytwy, żeby nie utonąć. Przypominałam sobie sławnych
                                    alkoholików, moich ukochanych piszących, malujących, tych - znienawidzonych -
                                    sprawujących władzę i z przerażeniem widziałam, że żaden z nich nie wyszedł, że
                                    marnie kończyli. Jeśli oni, tacy wielcy, utalentowani, potężni, nie dali rady,
                                    to jak ja, mała zwykła eska, sobie poradzę? Nie ma już dla żadnego ratunku?????

                                    Teraz wiem, że źle szukałam. Bo czy Ci moi wielcy byli w istocie ludźmi mądrymi?
                                    Znali piękne słowa, mieli wyobraźnię, umieli trzymać innych w strachu, ale
                                    mądrzy to oni nie byli. Czy umieli się cieszyć? Nie było im dane. Szukali ciągle
                                    podniet dla swoich stępionych zmysłów i umysłów, marne gierki intelektualne
                                    nazywali myśleniem, ale mądrzy nie byli wcale.

                                    Szukałam i znalazłam. Innych, którzy jednak rzucili i trwają przy swoim.
                                    Nieuzależnieni pojęcia nie mają, co to znaczy mówić o sobie: nie piję. Że taki
                                    głupi alkoholik zgrywa się na bohatera. Cóż, unikam rozmów z najbliższymi o
                                    moich mrocznych przygodach, lepiej, żeby nie wiedzieli, jakiemu herosowi mówią
                                    co rano dzień dobry:) Ale to jest jednak pewnego rodzaju heroizm - panować nad
                                    taką szaloną psyche, jaką sobie przez lata "wypoiliśmy".

                                    Dlatego kiedy każdy, choćby mi nie znany osobiście człowiek, ponosi klęskę,
                                    niepokoi mnie. I boli jego porażka.

                                    Też bym chciała wiedzieć: dlaczego?

                                    Co z Twoim przyjacielem, Kylly? Pije czy przestał?
                                    Dobrze już?
                                    • kylly Re: do e4ska 24.05.06, 09:12
                                      hmmmm powiem tak...przed chwilką dzwoniłem do innego znajomego (przy całej
                                      krytyce AA to jednak wielka korzyść...znajomi...może nie przyjaciele ale dobrzy
                                      znajomi...wiezie naszego delikwenta do poradni...więc być może skończy się tym
                                      razem na "potknięciu" chwilowym...
                                      rozmawiałem z nim przez chwilkę...słychać poczucie winy...myślę że straszne
                                      poczucie winy i wstyd...ale to dobrze...
                                      pozdrawiam
                                      • e4ska Re: do e4ska 24.05.06, 09:30
                                        Wstyd, oczywiście!!!

                                        Czasem lepiej nie mieć przyjaciół albo i znajomych:))) Mój znajomy Kylly...
                                        Czujesz, jak to brzmi -;)
                                        No i jeszcze trzeba mieć samych nieznanych terapeutów... Czyli pewien minister
                                        powinien mieć kadrę płynną niczym Heraklitejska rzeka:)
                                        Bo wstyd jest bardzo niemiłą emocją.
                                        • kylly Re: do e4ska 24.05.06, 09:40
                                          czasem lepiej nie mieć...ale człowiek już taki jest że choćby nie wiem jak się
                                          zapierał i tak mieć ich chce...bo potrzebuje :)) - bo inni ludzie są Tobie i mi
                                          też potrzebni.
                                          a wstyd ?? jest bardzo niemiłym uczuciem...tyle że pozwala zastanowić się nad
                                          tym dlaczego to zrobiłem i starać się nie robić podobnie w przyszłości więc
                                          jakby nie patrzeć emocja to potrzebna...
                                          wybrażasz sobie życie bez wstydu ?? a bez przyjaciół ?? czy też znajomych ;)
                                          jakkolwiek by to nie brzmiało :))
                                          • cortona Re: do e4ska 24.05.06, 16:57
                                            Eska, dziękuję za życzliwe zainteresowanie-:)
                                            Przeszłością nie zajmuję się specjalnie, a przyszłości staram się nie bać
                                            ( chociaż chyba każdy trochę się boi ).
                                            Co do moich niezdrowych skłonności, to pracuję nad sobą i chyba nie jest ze mną
                                            źle, chociaż nie mogę świecić przykładem.
                                            A społeczność tutejsza rzeczywiście mnie interesuje. Jest tu jakaś równowaga.
                                            Jedni straszą swoimi ekscesami i chorym bełkotem ( patrz: autor tego wątku ),
                                            a inni, tacy jak Ty, dodają fajnej energii.
                                            Słowo daję, wiele się tutaj nauczyłam.
                                            Mam nadzieję, że niedługo nie picie stanie się moim hobby. Ale jeszcze trochę mi
                                            do tego brakuje.

                                            Ponieważ piszę do filologa, to bardzo mnie stresuje, że robię błędy. Często
                                            je widzę, a często pewnie nie. To moje kolejne skrzywienie.

                                            Pozdrawiam ciebie i wszystkich pozostałych znajomych.
                                            Szczerze mówiąc nie bardzo zrozumiałam, co napiszałaś o znajomościach.
                                            To kylly jest w końcu Twoim znajomym, czy nie? I czy chcesz żeby nim był czy nie
                                            chcesz?
                                            • e4ska Re: do e4ska 24.05.06, 22:47
                                              Po prostu uprawiasz "picie kontrolowane". Korci cię, Cortono:))) Jeśli się nie
                                              uzależniłaś, nie klinujesz, nie wpadasz w ciągi, to czemu nie? Mój problem był
                                              konsekwencją pewnego wielkiego odkrycia: po co ja się męcze po wczorajszym,
                                              dzień zawalam, łażę jak mucha w smole, mdli mnie, robić mi się nie chce, kiedy
                                              wystarczy zmusić się do kieliszeczka, jednego, drugiego, butelki, dwóch. No a
                                              wieczorem, kiedy ze strachu spać nie mogłam, czy dam radę utrzymać rodzinę, to
                                              mi wystarczył kieliszeczek itd. Natomiast jeśli się nie martwimy, to i uzależnić
                                              się nie jest łatwo:)

                                              Winko w smaku dobre jest, koktaile rozmaite, nieźle je przyrządzałam, ale było
                                              minęło i kropka wielka jak góra. Innym natomiast nie żałuję, mogą, niech im
                                              idzie na zdrowie, ale co do Ciebie, to tutaj nie byłabym szczera w życzeniach,
                                              bo chyba nie wszystko w porządku...

                                              Kylly jest moim znajomym takim trochę jak Ty, Cortono, przecież wszyscy znamy
                                              się z Internetu, jeden drugiemu spieszy na ratunek, tego mi potrzeba. Kiedy
                                              sobie, tak jak teraz, odpoczywam, myślę o różnych forumowych smutkach i
                                              zastanawiam się a to nad sobą, a to nad innymi, np. Any brakuje, miejmy
                                              nadzieję, że jakaś porządna miłość wreszcie, a nie najgorsze... Miła
                                              inteligentna dziewczyna, a tak jej ciężko wyjść:(

                                              No i Faky, myślał o esperalu, źle. I żony wierne, źle. Matki troskliwe, źle. A
                                              mimo to ciągnie mnie tutaj... nie mogłabym zapomnieć, zlekceważyć...

                                              Przykro mi bardzo, że zwracasz uwagę na moje filologiczne prowieniencje: ależ ja
                                              tu piszę spontanicznie, z błędami jak najbardziej, zupełnie inaczej niż tam,
                                              gdzie mi za to płacą. Gorzej, jak ktoś kręci, gmatwa, myli się w zeznaniach albo
                                              nie wytrzeźwiał jeszcze. Nie jest ważne, kim jesteśmy z zawodu. Niejeden
                                              polonista pisać w ogóle nie umie, a każdą pracę kupić musi, podobnie jak i
                                              niejeden socjo, psycho czy ekono-. Głupich niedouków lekarzy też nie brakuje,
                                              natomiast trudno zarzucić niefachowość kominiarzom czy śmieciarzom: tam partacz
                                              jest weryfikowany natychmiast i bezlitośnie.

                                              Dzisiaj wyjątkowo mi ciężko, niezadowolona jestem z siebie. Nie lubię północnych
                                              wyżów, źle na mnie działają. Ale przecież alkoholik nie musi być wciąż
                                              szczęśliwy... Taka odrobina cierpienia... może uszlachetni?
                                              • cortona Re: do e4ska 25.05.06, 14:04
                                                Eska, korci mnie rzeczywiście, ale kontroluję.
                                                Duszę nałogowca na pewno mam, i masz rację, że taka dusza, to dość paskudne
                                                wyposażenie. To taka dziwna właściwość, żeby się własnoręcznie zagruzować.
                                                Ale nie ma co demonizować.
                                                Znam wielu nieuzależnionych, o których nie można powiedzieć wiele dobrego.
                                                Pisałaś o alkoholikach, którzy byli wybitni w jakichś dziedzinach, ale byli
                                                chyba marnymi ludźmi, a ja pomyślałam sobie o różnych znanych, którzy dbając
                                                o siebie i nie ulegając nałogom dożyli prawie setki: Picasso, prawie nie pił,
                                                ale po drodze wykończył parę kobiet, a poza arcydziełami, produkował dla
                                                egzaltowanych tłumów zwykłe śmiecie, które sprzedawał za grube miliony. I teraz
                                                ma karę, bo te śmiecie wiszą w muzeach obok arcydzieł.

                                                A Ty piszesz, że miałaś wczoraj do siebie o coś pretensje.
                                                Odpuść sobie, bo przecież idealna być po prostu nie możesz. I dobrze wiesz, i ja
                                                to wiem, że te nasze wypady do krainy szczęścia, wynikały właśnie z tych
                                                pretensji do siebie.
                                                Myślę, że przyczyny alkoholizmu są z grubsza biorąc dwie: albo totalny
                                                prymitywizm, albo wieczne niezadowolenie z siebie.
                                                Jeśli nie jestem tak idealna, jak bym chciała, i moje życie nie jest idealne, to
                                                zaraz sobie dowalę.

                                                Jedyna rada, to kochać się z całych sił, czego Tobie i sobie życzę_:))


                                                • kylly Re: do cortony 25.05.06, 14:13
                                                  tak z czystej ciekawości...co daje Ci dociekanie przyczyn alkoholizmu ??
                                                  slogan...ale pomyśl czy umiesz radzić sobie z uczuciami...jakiekolwiek by one
                                                  nie były...
                                                  • cortona Re: do cortony 25.05.06, 14:48
                                                    Bo uważam, że jeśli coś zrozumiesz, to nad tym panujesz.
                                                    Teraz radzę sobie z emocjami całkiem dobrze, cieszę się wiosną i niedalekim
                                                    urlopem. Ale bo ja wiem, może jesienią znów coś mnie dopadnie. Muszę być czujna.
                                                    I mam awersję do różnych psychologów, więc nie chciałabym oddawać się w ich
                                                    ręce. Sama sobie wszystko wyjaśniam i tłumaczę:)
                                                • cortona Re: do e4ska 26.05.06, 10:23
                                                  Głupio dyskutować z samą sobą, ale lepsze to, niż zostawić bzdury które się
                                                  napisało bez korekty-:)
                                                  Po pierwsze: niezadowolenie z siebie, to zdrowe uczucie i każdego od czasu do
                                                  czasu dopada.
                                                  Po drugie: reagowanie na zmiany pogody ( chyba nazywa się to meteopatia ), to
                                                  przykra dolegliwość. Zam to doskonale. Świetnym lekarstwem na to jest niestety
                                                  alkohol, ale już nie dla mnie. Na szczęście są inne metody, np. drzemka lub kawa.
                                                  Po trzecie: miłość własną, to my mamy zapisaną w genach i nie musimy specjalnie
                                                  się o nią starać.

                                                  Pozdrawiam wszystkich:))
                                                  Nadmierne skupianie się na problenie najwyraźniej mi szkodzi.
                                                  • e4ska Re: do e4ska 26.05.06, 15:43
                                                    Przeszło mi, droga Cortono:)
                                                    Spadł deszczszczszcz, przed snem posłuchałam, no i miałam zamiar szczery
                                                    popłakać sobie nad bezsensem wszystkiego, a szczególnie nad własnym, ale znów mi
                                                    się nie udało, bo za szybko usssssłaaaaam, tak, usłam, nie usnęłam.

                                                    Co do złego samopoczucia, istotnie, bardzo ostro reaguję na pogodę, nabardziej
                                                    szkodzi mi wschodni suchowiej. Leczenie meteoropatii... znam doskonale, czego to
                                                    pijak nie wymyśli, żeby sobie pociagnąć czy to na mróz, czy na upał, na wiatr i
                                                    na ciszę, na wyże i na niże. Też tak masz? no to uważaj... ... ....

                                                    Złe humory należy, wedle mądrości terapeutycznej, obchodzić z wielką
                                                    skrupulatnością, mierzyć, ważyć, smakować, czy to aby nie głodzik znajomy taki.
                                                    "Rozpoznawanie głodu alkoholowego to szalenie skomplikowana rzecz..." Akurat:)
                                                    Jakby się wierzyło we wszystkie dogmaty, to już nawet nie można by było mieć
                                                    złego humoru, a melancholię znać tylko z alegorycznych obrazków. Taki pijany
                                                    żywot na pół gwizdka...

                                                    Masz rację, żeś nabrała dystansu wobec naszych terapeutów i wszelkiej maści
                                                    rozprostowywaczy cudzych ścieżek. Używając plastycznych przykładów, bardzo
                                                    ulubionych przez byłych i niebyłych pijaków, powiedziałabym, że przyjmowanie
                                                    cudzych poglądów na temat własnej duszy jest równie bezpieczne jak połykanie
                                                    pogryzionej cudzymi zębami skórki od chleba. Zadławić się nie zadławisz, ale
                                                    żeby zaraz mówić, że smaczna:)

                                                    Od mojej zgryźliwej miłości dla Twojej,Cortono, serdeczne pozdrófki:)
                                                • rauchen Re: do e4ska 27.05.06, 11:03
                                                  a mnie sie wydaje cortona, ze uproscilas te powody alkoholizmu,
                                                  w dosc prymitywny sposob :)))

                                                  jest ich wg mnie wiecej, a prymitywnych alkoholikow wbrew pozorom najlatwiej
                                                  wyleczyc. Wysarczy przeanalizowac kombinacje alpejskie alkoholikow, zeby zdobyc
                                                  alkohol, lub by dalej pic. Oj, o brak wyobrazni co jak co ale posadzic ich sie
                                                  nie da.

                                                  A teraz, bo pogoda barowa, udaje sie na druga czesc porannego sobotniego seansu
                                                  alkoholowego, ale tylko filmowego, z alkoholikami w roli glownej (nawet filmy o
                                                  tym robia :)))
                                                  pierwszy byl "Man on Fire" z Denzelem Washingtonem, teraz "A Love Song for
                                                  Bobby Long" z Travolta.

                                                  pozdrwiam
                                                  :)
    • drak02 Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 12:31
      Jak to zwykla w życiu bywa, wszelkie skrajności źle służą zdrowiu psychicznemu
      i fizycznemu.
      jednym z elementów trzeźwienia jest zapełnienie swojej przesrzeni życiowej
      pozytywnymi i pozytecznymi działaniami. Jeżeli trzeźwiejący alkoholik ma
      wsparcie niepijącej rodziny jest mu łatwiej zbudowć wokół siebie normalny świat
      bez alkoholu. Dla samotnych trzeźwiejących alkoholików AA jest tym obszarem
      który wypełnia mu pustke powstała po alkoholu. Nie jest dobrze jeżeli poza AA
      nie ma żadnych obsarów gdzie alkoholik może się samorealizować, wtedy właśnie
      wpada w skrajność i spotkania nabierają charakteru przymusu.
      Uważam ze należy zachować zdrowy balans jednocześnie kontakt z innymi
      trzeźwiejącymi alkoholikami jest potrzebny po to aby nie zapomnieć kim jesteśmy.
      • jerzy30 Re: uzaleznienie od AA 23.05.06, 14:44
        fakt - jest takie cos - uzaleznienie od AA - chociaz ja bym to nazwal troche
        inaczej - "wejscie w AA z glową i dusza" - AA daje bezpieczenstwo i wielu z nam
        dalo drugie zycie - mozna tam pojsc i pogadac lub posluchac innych - ale na AA
        swiat sie nie konczy i w koncu trzeba wyjc do innych ludzi ja na mityngi
        chodze od czasu do czsu i nie przywiazuje sie do jednego miejsca ale ide sobie
        po prostu na mityng w wolnym czasie. Chociaz tak na zakonczenie wole byc
        uzalezniony od AA oraz chodzic stale i duzo - niz byc uzalezniony od gorzaly i
        chlac. AA daje to ze nie chlamy
    • tranzyt80 Podziekowania 26.05.06, 23:28
      Tydzien temu postawilem na tym Forum pytanie,na ktore nie oczekiwalem
      zadnej walki slownej.Chodzilo o Wasze przemyslenia, czy tez osobiste
      doswiadczenia lub przezycia...
      Poza kilkoma wesolymi epitetami pod moim adresem i jednym bezposrednim atakiem
      ze mam isc sie leczyc...
      (ktory niepotrzebnie spontanicznie rykoszetowalem),nie dowiedzialem sie nic.

      Na wlasnej skorze odczulem jak boli uderzenie pisanym slowem.Pyskowka
      bezposrednia,mlocka na piesci,cepy,siekiery itp. ...prosze bardzo,ale tak...
      zeby "od chamow w delirycznym amoku...".

      7zahir napisal:"...przeciez to tylko chorzy ludzie...",o czym zapomnialem.
      Sa i tacy co juz w nic nie wierza jak kelly," bo rozbija mu sie pewien
      porzadek ustawionego juz zdawaloby sie swiata"-przemysl to do siebie...


      e4ska...powiem krotko i zwiezle:DZIEKOJE:)

      Podziekowania dla Wszystkich!
      PS."Suchy kac po dwoch latach" -szto eto?






      • 7zahir Re: Podziekowania 27.05.06, 00:01
        Suchy kac to objaw głodu alkoholowego.
        Nie udawaj, ze nie pamietasz.
        Mnie zdarzył sie taki suchy kac gigant,
        po urodzinowej imprezie mojej mamy ( 71lat)
        przed którą broniłam się " rekami i nogami"
        i przegrałam wobec presji całej rodziny.
        Odchorowałam tę nerwówkę przed, w trakcie i po postanowiłam,
        że nie dam się w przyszłości końmi zaciągnąc
        na taka imprezę.
      • e4ska Re: Podziekowania 27.05.06, 00:11
        Tranzyt, nie rozumiem Cię, czy Ty mi dziękujesz naprawdę, czy dziękójesz
        ironicznie. Jeśli to drugie, wybacz, nie chciałam powiedzieć nic dla Ciebie
        złego, przeciwnie, żywię wielki sentyment do takich ludzi, bo miałam
        przyjaciela, którego już nie mam, takiego jak Ty. Ale cośmy nocy przegadali, to
        eeeech... taka szeroka dusza, trochę syberyjska, bo bywał często nad Bajkałem,
        "tranzytowo", rzecz jasna:)))

        I jakby nałożyły się tamte wspomnienia na to, co napisałeś, więc może dlatego
        nie mogłam Cię odczytać? A może dobrze odczytałam...

        Bo pretensję jedyną miałam o post do Rauchen. O stosunek do rodaków
        zarabiających za granicą, rozumiesz?

        A tutaj, na forum, jest wielu bardzo krewkich ludzi, jak i ja, ale nikt nikomu
        źle nie życzy, więc się nie martw ani nie złość. Zabrałeś głos w sprawie dla
        mnie ważnej, ponieważ dość boleśnie odczuwam swoją niezdatność do otrzymywania
        pomocy od nienawistnych mi instytucji państwowych.

        Co Cię więc gnębi, Tranzyt, szczęśliwy jesteś czy nieszczęsliwy... :)))

      • rauchen Re: Podziekowania 27.05.06, 10:52
        lubisz tranzyt objazdy,
        to jeden juz masz: dowiedziales sie ze po 2 latach i suchy kac potrafi dopasc.
        Dwa lata na to potrzebowales - w sumie mozna i tak.
        Wlasciwie tylko ciekawe, ze tak swietnie trzezwiac samemu, jak suchy kac
        dopadl, to sobie przypomniales o innych alkoholikach. Podzielic sie nagle
        zapragnales? Pomocy chciales?
        No do alkoholika ktory jest trzezwy 2 lata, to ja sama powinnam leciec jak w
        ogien po takie i inne ciekawostki, jak mnie cos alkoholowo zaboli. Moze zostaw
        jakies namiary, przydasz mi sie moze kiedys, jak cos mnie dopadnie, bo do 2 lat
        trzezwosci troche mi brakuje, podzielilbys sie moze jeszcze jakimis
        doswiadczeniami, ktore mnie czekaja. I moze faktycznie jeszcze mnie czyms
        zaskoczysz.

        Pozdrawiam
        i ciesze sie, ze kac ci przeszedl, zwlaszcza ze to tylko "suchy" byl.
    • tranzyt80 do e4ski-czy taki wypoczynek? 27.05.06, 12:22
      laka na pol metra wysoka
      dzika
      pachnaca
      przycupnawszy tuli sie do lasu
      jakby zaprasza

      a las
      zaczesawszy drzewa
      piers wyprezyl potezna
      i dmuchna
      na zaspane jezioro
      az ptactwo zerwalo sie do lotu

      dzien kroczy
      rzucajac zlocistymi wstegami slonca
      potluczona noc
      niechetnie
      podciagnawszy suknie
      ociezale zsuwa sie ze sceny
      nagle...zagwizdalo zadzwieczalo
      wnet...zagralo
      zaspiewalo chorem zgodnym

      wyskoczyla radosc dumnie
      dotupalo szczescie szumnie
      otworzylem serca wrota
      otworzylem serca bramy
      naczerpalem i dla siebie
      naczerpalem i dla mamy!


      PS.rauchen
      nie mam zadnego suchego kaca!
      Wyluzuj sie troche...
      • e4ska Re: do e4ski-czy taki wypoczynek? 29.05.06, 22:40
        Mógłby być... taki:) Gorzej z wieczora, kiedy komary piszczą... Ale dla osoby
        swieżo wytrzeźwiałej nic nie jest straszne, ani komar, ani chrząszcz rogaty, ani
        mrówka robotna, ani nawet ruchliwy skorek czy czarna szczypawka. Tak, nocleg pod
        lasem musi być, nie w chacie żadnej, ale po trapersku, na suchym igliwiu...
        Koniecznie muszę wypróbować. Zresztą lepszy skorek niż karaluch na odwyku:))))

        Życzę Ci wielu radości leśnych, Tranzyt... i nie ma co przenosić przyjaciół z
        jednego świata w drugi, istniejmy sobie równolegle, my na trzeźwo, a oni... jak
        będą chcieć...
        • tranzyt80 Re: pol zartem,pol ... 30.05.06, 12:25
          Po pierwsze widze, ze osoba Swierzo Wytrzezwiala:) szybko przeszla od
          mojego niewinno-romantycznego poranka
          do noclegu pod lasem i to na dodatek z ta cala zwierzeca ferajna.

          Po drugie komary nie piszcza tylko bzykaja
          za uchem i tna gdzie sie da
          a piszcza komarzyce
          moze i na suchym igliwiu, tego nje znaju

          Po trzecie dziekuje za zyczenia "wielu radosci lesnych"... :)

          Co naszych do "przyjaciol", tych z tamtego swiata...to zalozywszy,
          puszczajac wodze wyobrazni...,gdyby zaproponowano kazdemu z NAS
          1 MILION $ za 1 LITR WODKI... ?!
          Pomyslmy...co by bylo mozna gdyby...popatrzmy w lustro i dajmy
          sobie szczera odpowiedz...

          • e4ska Re: pol zartem,pol ... 31.05.06, 17:41
            Tranzyt, właśnie wróciłam z matecznika - w granicach miasta Łodzi, w kierunku
            zgierskim, rośnie całkiem przyzwoity las - z komarami, oczywiście. I
            przemyślałam sobie Twój sofizmat o kuszących pokusach... później Ci napiszę, co
            mi podpowiedziały komórki uzależnione na szaro.
            Ale dałeś mi do myślenia... To fakt:)

          • 7zahir Re: pol zartem,pol ... 31.05.06, 19:52
            Z mojej strony " O " zainteresowania
            kasa i tym płynem.

            Wolę komarzyce tnące gdzie popadnie
            na łące,o której tak napisałeś,
            że od razu chce się tańczyć i czuć
            ptasią radość życia :-)
      • tranzyt80 na golasa oby trzezwy 31.05.06, 21:48
        Wstyd mi za moje poczatkowe posty!!!
        Tak czytalem, czytalem je dzisiaj...
        Przeciez to nieeeeee... jaaaaaa...
        To jest moje pierwsze forum.
        Pierwsze posty w zyciu.
        Tu na forum szermierka,piekna,czysta walka na szpady
        z zasadami.A ja...
        A ja wyskoczylem z grabiami i spontanicznie na zywo zaczalem wymachiwac
        bzdurnymi,wariackimi historiami o pokojach...obrazac...
        I stawiam sie jeszcze ,wygrazajac samym czcionkiem bo i grzebien nawet
        odpadl...
        Dobijcie a wstydu oszczedzcie!

        Dwa lata walki w samotnosci z alkocholizmem.
        Czy zwyciezylem ?
        Przed dziesiecioma dniami wisialem ,gdzies tam... w ciszy...i moim
        wywalczonym spokoju.
        Dzisiaj,dzieki Wam Wszystkim na tym forum ,nie wisze gdzies tam...sam.
        Dzisiaj stoje mocno na ziemi i smieje sie coraz glosniej z przeszlosci.
        PS.
        A na moje zapytywawanie...
        Doplacil bym jeszcze milion Dolar,milion i milion,oddal wszystko,
        nawet ubranie rozebral i odszedl na golasa, oby trzezwy!!!


        • e4ska Re: na golasa oby trzezwy 31.05.06, 23:58
          Tranzyt, nie napiszę tego, co zamierzałam, bo już zmęczona jestem dzisiaj, ale
          chcę - od siebie wyłącznie - powiedzieć, że dobrze mi się z Tobą przekomarzało,
          a co inni myślą, tego wiedzieć nie mogę. Natomiast nie rozumiem, czemu o
          grabiach i szpadach mówisz, czyżby się poziom forum zawyżył tak, że Tobie tutaj
          nieporęcznie pisać? Ależ nie zwracaj na to uwagi, jeszcześmy nie pogłupieli,
          żeby popisy artystyczne wyczyniać. Lepiej, jeśli chcesz, wyjaśnij, czy udało Ci
          się utrzymać trzeźwość samodzielną przez dwa lata? Jakżeś tego czynu dokonał?
          Ciężko było czy lekko? I co, kryzys teraz Cię złapał, smuteczki jakieś, czy coś
          Ci dolega? Czytałam gdzieś, że granica dwóch lat jest bardzo ważna, że wtedy
          nasz mózg uwalnia się od jakichś tam chemicznych związków, dróżki w nim stare
          zarastają trawą, a nowe autostrady trzeźwości wiodą tranzytem do szczęścia:)

          Ale w te dwuletnie dziur szarych łatanie wierzę z ostrożnością, bo z kolei nie
          wierzę terapeutom, ba, podejrzewam, że może oni nawet ten mózg wymyślili, żeby
          picie nam obrzydzić, kto ich tam wie:)))

          I może potrzebujesz terapii, są na forum ludzie świetnie obeznani, zapytaj,
          odpowiedzą.

          Zdrufki dla Ciebie, Eska:)
        • 7zahir Re: na golasa oby trzezwy 01.06.06, 20:47
          Zapomnij o uczuciu wstydu
          po wyciągnięciu wniosków, które pchaja Cie dalej
          na drodze trzeźwości.
          Pamiętam to niszczące uczucie,
          gdy przez moment pojawiło się chyba po roku
          pd 1-go mityngu.
          Usłyszałam kogoś mówiącego w sposób taki jak
          ja wtedy.
          Po chwili poczułam wdzięcznośc do wszystkich
          i siebie samej, że to zrozumiałam
          i idę dalej w przód.
          To jest najważniejsze.
          To forum - to kapitalna sprawa,
          można odreagować w czasie od mityngu do mityngu.
          Pozdrawiam ciepło!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka