zagubionaaa
27.07.06, 09:37
Wczoraj jak zwykle od jakiego czasu mialam kolejna awanture z mezem. Wszystko
sie kreci wokol tego ze on pije. Staralam sie wyrwac go z kregu ludzi ktorymi
przesiakl. Nie pracuje od lat, pije, robi dlugi i stwarza inne problemy. Moje
prosby o spokoj, o troske nad dziecmi nie pomagaja. Zrobilam separacje,
zalozylam sprawe o alimenty ale on wciaz doszukuje sie wad u nas a nie u
siebie. Zaszylam go czyli wszyto mu Esperal, ale na prozno bo on i tak pije.
Esperal nie wywoluje specjalnych skutkow oprocz tego ze jest bardziej
adresywny. Pragne spokoju dla siebie i dzieci. Prosze wrecz aby sie
wyrpowadzil, wezmiemy rozwod i niech kazdy robi co uwaza za stosowne na
prozno. Nie docieraja te argumenty wrecz przeciwnie straszy, grozi itd. Co
robic??/ Trace sily a jestem mloda osobe i mam dwojke wspanialych dzieci
ktorym chce sie poswiecic. Jak uwolnic sie od takiego czlowieka. Nie umiem
juz mu pomoc, bo on mojej pomocy nie chce, woli kolegow, alkohol itd.