Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    W pracy...

    02.03.07, 18:54
    totalna masakra. Na każdym kroku upewniam się w swojej beznadziejności i
    głupocie. Siedząc długo w domu nie miałam tylu argumentów, co przez ten krótki
    czas uzbierałam. Znaczy doszły nowe, a może po prostu je sobie przypomniałam..
    Widzę mnóstwo błędów, wpadek, gaf. Moje kontakty z ludźmi to porażka,
    strasznie mi wstyd za siebie... Bardzo bym chciała, żeby mnie nie było :(
    Obserwuj wątek
      • log222 Re: W pracy... 02.03.07, 19:37
        I jeszcze jeden kwiatek. To nie moja wina... i wcale mnie to nie pociesza :| No
        bo jak to tak, nie moja wina ale jednak oberwałam?
        Chociaż nie... bardziej tu pasuje określenie wina niezawiniona... bo to nie moja
        wina, że na taką osobę mnie wychowano, ale chyba moja, że trwam w tym...
        K... mać, już nie wiem, miesza mi się wszystko :/
        Dano mi fundamenty pod takie życie, a ja nie potrafię budować w innym miejscu.
        Nie chcę tych fundamentów, nie chcę tego życia. Chcę życie dziecka normalnych,
        zdrowych rodziców. Dziecka na tyle ważnego, że poświęca mu się więcej uwagi niż
        pijanemu mężowi i nauce utrzymywania tajemnicy...

        Ojej, przepraszam za użalanie się. Jakoś tak samo wychodzi...
        • glob-troter Re: W pracy... 02.03.07, 20:04
          Masz prawo się użalać, ale pamiętaj, że TO NIC NIE DA (niestety sam często
          użalam się nad sobą w myślach)

          Znam metodę na dobre samopoczucie, bardzo skuteczna - bieganie. Spróbuj choć
          raz, może nie teraz, ale kiedy zrobi się cieplej, przez 0,5 godziny, godzinę,
          tak, żeby się wysilić. Satysfakcja z wysiłku i dobre samopoczucie do końca
          dnia. Może to banalna rada, ale skutkuje, można choć na pewien czas zapomieć o
          swoich zmartwieniach.

          Skąd jesteś?
        • lucyna50 Re: W pracy... 10.03.07, 18:53
          ..."nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi,
          ptaki na mnie srają i czuję się jak stara ku..a pod mostem"...
          Nie użalaj się nad sobą. Dajesz otoczeniu złe komunikaty i tak Cię ludzie będą
          odbiarać. Masz prawa do pomyłek, błędów, potknięć, czasami głupoty w zachowaniu
          jak każdy inny człowiek. Nikt nie jest doskonały. Problem jest w Twojej głowie.
          Zmień sposób myślenia ...jestem dobra, choć czasami mi się nie udaje, itp...
          To działa. Pokochaj siebie. Ciepło pocdrawiam.
          • log222 Re: W pracy... 10.03.07, 20:16
            Pewnie ktoś mnie lubi, ale to wyidealizowany obraz :]
            Kij z komunikatami, co do cholery, ludzie własnego mózgu nie mają? Może i nikt
            nie jest doskonały, ale przynajmniej tego nie widać. Ja miałam pecha, po mnie
            widać. I również na innych nie jestem ślepa, widzę różnicę.
            Zmiana sposobu myślenia - trzeba se mózg wymienić... ten został popsuty i taki
            zostanie.
            (Sooryy.Może jak skończy mi się ta praca to sprawię sobie bardziej optymistyczne
            posty. Chyba że wcześniej zwariuję)
      • mskaiq Re: W pracy... 14.03.07, 11:56
        Jestes agresywna bo zaczynasz nie lubic Siebie. Przypominasz Sobie Swoje
        porazki, wyszukujesz argumentow przeciwko Sobie.
        Mysle ze nie jest tak zle jak myslisz. Kiedy cos sie udaje to nie Twoja wina,
        po prostu popelnilas gdzies blad. Trzeba znalesc ten blad i zrobic jeszcze raz,
        wtedy Ci wyjdzie.
        Najwiekszy blad polega na tym ze obiniami siebie zamiast szukac problemu w tym
        co zrobilismy zle.
        Sprobuj pozbyc sie stresu, bardzo Ci pomoze. Sprobuj byc codziennie na dlugim
        spacerze, jeszcze lepiej pobiegaj albo idz na rower, itp. To Ci pomoze pozbyc
        sie stresu. Po tygodniu bedziesz w stanie kontrolowac Swoj negatywizm.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • log222 Re: W pracy... 14.03.07, 19:39
          > Kiedy cos sie udaje to nie Twoja wina,
          > po prostu popelnilas gdzies blad.

          Widzisz w tym zdaniu sens? Bo ja nie. (Pomijam brak partykuły, domyślam się, że
          zjadłeś "nie") Mój błąd, ale nie moja wina, w życiu nie wpadłabym na taki tok
          rozumowania...


          Spacer. Stres.
          Jestem codziennie na długim spacerze (droga do pracy i z powrotem). I tak się
          składa, że często bywa to stresujące. Dajesz tydzień na zadziałanie swojego
          'leku', ja na to: tygodni kilka i się pogarsza.
          • mskaiq Re: W pracy... 16.03.07, 10:18
            Bardzo czesto kiedy cos sie nie udaje uwazamy ze to nasza wina. Bardzo wiele
            osob po takim stwierdzeniu nie szuka przyczyny dlaczego sie nie udalo.
            Akceptuje swoja wine jako przyczyne niepowodzenia.
            Nie szukaja wtedy przyczyny niepowodzenia, bo niepowodzenie jest moja wina.
            Jesli poszukasz przyczyny to znajdziesz blad. Ty go popelnilas ale bledy
            popelniaja wszyscy. Sztuka jest naprawienie bledu.
            Kazda osoba ktorej wszystko wychodzi popelnia bledy. Tyle ze nie wini siebie
            tylko rozwiazuje problem albo usuwa blad ktory nie pozwala osiagnac rezultatow.

            Jesli chodzi o droge z pracy do domu to zamiast zapomiec o pracy, problemach to
            Ty rozmyslasz negatywnie o wszystkim co sie wydarzylo w pracy. Taki spacer
            stresuje wiecej bo to czas poswiecony stresowi a nie radosci.
            Spacer musi byc pozytywny, jesli ma przyniesc pozytywne rezultaty.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • log222 Re: W pracy... 16.03.07, 18:52
              > Ty rozmyslasz negatywnie o wszystkim co sie wydarzylo w pracy. Taki spacer
              > stresuje wiecej bo to czas poswiecony stresowi a nie radosci.
              > Spacer musi byc pozytywny, jesli ma przyniesc pozytywne rezultaty.

              Normalnie jaja sobie robisz.
              Czy spacer będzie pozytywny, jeśli zabiorę ze sobą transparent z napisem
              "pozytywny spacer"? Da mi to pozytywne rezultaty?
              • mskaiq Re: W pracy... 16.03.07, 23:54
                Ty decydujesz o czym myslisz. Mozna myslec o rzeczach radosnych a mozna myslec
                pod wplywem strachu, krzywdy, zalu, zlosci czy nienawisci.
                Ty decydujesz o Swoim nastroju i o Swojej pozytywnosci lub negatywnosci. Kazdy
                czlowiek ma wybor.
                Ja wybieram zawsze pozytywnosc bo wiem ze wtedy czuje sie dobrze. Kiedys
                robilem to samo co Ty, wiem do czego negatywne myslenie i negatywne uczucia
                potrafia doprowadzic.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • januszek96 Re: W pracy... 17.03.07, 07:41
                  >>>>>Jesli chodzi o droge z pracy do domu to zamiast zapomiec o pracy,
                  problemach to
                  Ty rozmyslasz negatywnie o wszystkim co sie wydarzylo w pracy. Taki spacer
                  stresuje wiecej bo to czas poswiecony stresowi a nie radosci.
                  Spacer musi byc pozytywny, jesli ma przyniesc pozytywne rezultaty. <<<<<< No
                  tak ..... ale tak spacerując , to Log by mogła do tej pracy nie dojść ;-D ! Ja
                  proponuję urlop , wyjazd , zdystansowanie , relaks ..... i też spacery ( ale
                  nie do pracy) ;-D Pozdr.
                • log222 Re: W pracy... 17.03.07, 18:27
                  No cóż. Odnośnie krzywdy to myślę, że reakcja jest prawidłowa. Jest krzywda -
                  jest żal, złość, smutek. Niepokojące byłoby, gdyby pojawiła się radość... nie
                  sądzisz?
                  Ale to tak zbaczając z tematu.

                  Nie zgadzam się z Tobą, że człowiek ma wybór. Może jak zostanę sierotą to
                  zmienię zdanie. Ale wtedy to już chyba będę musiała (czy to wybór? Nie wiem,
                  chyba zależy od efektów)
                  • mskaiq Re: W pracy... 17.03.07, 23:47
                    Nie istnieje krzywda ktora moglaby wywolac we mnie zal, wiem ze
                    moj zal jest wiekszym zlem niz krzywda. Kiedy to zrozumialem przestalem sie bac
                    krzywdy, to moj zal kreuje krzywde, podnosi ja do rozmiarow trudnych do
                    zniesienia.
                    Dlatego unikam zalu, nie rozpamietuje krzywdy bo to powoduje pojawianie sie
                    zalu. Nie smieje si z mojej krzywdy, ale zapominam o niej, wybaczam. Moje mysli
                    wracaja do radosci bo wtedy czuje sie dobrze.
                    Jesli chodzi o Ojca bo chyba o Nim piszesz to najwazniejsza sprawa jest
                    wybaczenie. Czy mozesz Mu wybaczyc Jego alkoholizm ?
                    Jesli wybaczysz to dasz Jemu szanse i Sobie aby moglo sie wydarzyc to czego On
                    chce i Ty, zeby przestal pic.
                    Serdeczne pozdrowienia.
                    • uhu_an Re: W pracy... 18.03.07, 01:01
                      hmm, to co piszesz kojarzy mi sie z wyparciem. i racja, ze to dziala,
                      ale....nie na dluzsza mete.
                      by wybaczyc, najpierw trzeba ta krzywde przezyc, czyli zal zlosc , nienawisc.
                      jesli od razu przejdziesz do wybaczenia, to wogole jakies nieporozumeinie
                      jest.co to za wybaczenie?
                      • mskaiq Re: W pracy... 18.03.07, 02:10
                        Wybaczenie to nie jest stwierdzenie ze wybaczam bo to nie jest wybaczenie.
                        Wybaczenie oznacza pozbycie sie nienawisci i zalu. Aby wybaczyc musisz pozbyc
                        sie nienawisci i zlu.
                        Oznacza to nieustanna walke z nienawiscia i zalem. Kiedy pojawia sie nienawisc
                        nie mozesz is za nia, musisz sie zajac wtedy czymkolwiek innym, musisz
                        zatrzymac w Sobie nienawisc, pozbyc sie jej.
                        To samo dotyczy zalu, nie wolno isc za zalem bo jak w to wejdziesz to nie
                        sposob go opanowac, wtedy pojawia sie placz i bol.
                        Taka walka trwa zwykle pare miesiecy, trzeba za kazdym razem pozbywac sie zalu
                        i nienawisci. Po pewnym czasie ataki nienwisci i zalu zaczna slabnac i w koncu
                        odchodza. Wtedy wybaczylas, pozbylas sie straszliwej energi ktora niszczy zycie.
                        Serdeczne pozdrowienia.
                        • uhu_an Re: W pracy... 18.03.07, 11:24
                          jak ja sie pozbywalam(na sile- bo tak to rozumiem. jak jest inaczej to mnie
                          popraw) zalu i nienawisci to powodowalo to wieksze sfiksowanie niz wczesniej.
                          jak sobie pozwalalam poplynac, bez walki to zal i nienawisc sama odchodzila.
                          sprawdzone.
                          • mskaiq Re: W pracy... 20.03.07, 10:13
                            Nie bardzo rozumiem o jakiej sile piszesz. Albo wracasz myslami i poddajesz sie
                            nienawisci albo tego nie robisz. To samo dotyczy zalu. Kiedy poddasz sie
                            atakowi zalu pojawia ja sie lzy i bol, jesli nie podazasz za zalem nie ma lez
                            ani bolu. To samo dotyczy nienawisci.
                            Nie ulegajac zalowi czy nienawisci unikasz stresu, zlosci, bolu.
                            Serdeczne pozdrowienia.
                            • jeszczejuznie_fobja Re: W pracy... 21.03.07, 17:08
                              Hej,
                              Wtrace sie w srodek dyskusji. Jasne, ze najlepiej (by bylo...) uporac sie z
                              problemami juz definitywnie je rozpracowac itd. (tak mi sie wydaje, ale nie
                              praktykuje tego...)

                              Ale zeby funkcjonowac w zyciu "biezacym" chyba trzeba je wyprzec (?).

                              Bardzo mi sie podobalo zdanie mskaiq o naszym decydowaniu o przezywaniu zalu
                              lub nie. Nie wiem jaka jest zdrowa reakcja na nieszczescie, niesprawiedliwosc
                              etc, ale zal, uZALanie, chyba do nich nie nalezy. U mnie konczy sie zawsze
                              depresja i ciezkimi placzami jesli nie rykami... Nie wiem czy ktos dochodzi tez
                              do takich form???






                      • amazon500 Re: W pracy... 18.03.07, 11:40
                        mskaiq, tak sobie śledzę dyskusję w tym wątku i... no ni cholery Cię nie
                        rozumiem. I żaden z Twoich argumentów chyba nigdy do mnie nie przemówi. Ja może
                        nie będę aż tak radykalna, żeby zaraz sięgać po słowa typu "spierd...", ale...
                        nie podzielam wększości Twoich opinii. Sorki.
      • log222 " 06.04.07, 19:05
        Paranoja. Myślę sobie, że zaraz mnie za coś opierniczą, że pewnie coś źle robię.
        Że jak mnie nie ma, to źle o mnie mówią, albo śmieją się z czegoś, co zrobiłam.

        Poza tym czuję się strasznie brzydka. Ludzie się gapią, czasami aż nie chce mi
        się wierzyć, że tak strasznie wyglądam. Przy kolejnej zapatrzonej osobie krzyczę
        w myślach "no coooo!". Czasami mam wrażenie, że gdzieś są porozwieszane moje
        zdjęcia z jakimiś negatywnymi/śmiesznymi podpisami. Naprawdę!
        ...
      • log222 Re: W pracy... 10.04.07, 18:43
        Głupiagłupiagłupia idiotka!
        Jak długo? Jak długo można tak bezmyślnie postępować, i jeszcze zdawać sobie z
        tego sprawę. Kiedy zacznę myśleć na czas!
      • uhu_an Re: W pracy... 13.04.07, 23:32
        mnie wkurza, moj brak odpowiedzialnosci. teraz staram sie o fajna prace i w
        sumie byloby calkiem niezle, ale czasem podejmuje dosyc durne decyzje(ktore
        wiaza sie z brakiem odpowiedzilanosci). i tak napytalam sobie biedy, bede sie
        musiala tlumaczyc i wyjdzie jeszcze gorzej.massakra. ze tez musze sie
        wycofywac. rzyg.
            • log222 Re: W pracy... 22.04.07, 17:26
              Kurcze, mi nie sprawia przyjemności :( Póki co są marne szanse, że to się
              zmieni. Dopiero uczę się normalnego życia, znaczy próbuję tego, co wszyscy już
              potrafią i robią od dawna :( Taka kaleka ze mnie, emocjonalna. I cholera, od
              razu trafiłam na takie odpowiedzialne stanowisko! Marzę o byciu "robolem",
              chociaż pewnie też czułabym się niekomfortowo. Boże, dopiero co nauczyłam się
              kupować kartę do telefonu w kiosku! :( Jakie cyrki były, jak musiałam korzystać
              w tej pracy ze stacjonarki, musiałam nauczyć się, że telefon raczej nie gryzie...


              (Przepraszam uhu, że podpięłam te żale pod Twój post, nie czuj się zobowiązana
              do odpowiedzi na wszystko.)
              • uhu_an Re: W pracy... 22.04.07, 17:47
                alez nie ma sprawy. wiem co czujesz, bo rpzechodzilam to samo. kiedys
                pracowalam jako telemarketerka(ogolnie w marketingu- mocno zneinawidzonym
                przeze mnie), wiec wiem jak to jest gadac przez telefon, gdy wszyscy slysza i
                masz wrazenie, ze wszyscy czyhaja na twpj blad. dodam, ze tej roboty podjelam
                sie jeszcze przed terapia i jazde emocjonalna tez mialam. to wynika z braku
                pewnosci siebie. no i wlasnie ta robote, ktora wykonuje jest dlatego lepsza, ze
                czuje sie pewniej. za 1 razem tez nie bylo rozowo, ale doszly mnie sluchy, ze
                nie bylam zla. wiecej watpliwosci i zlosci bylo w mojej glowie, niz drugiej
                osoby.
                Powoli. z czasem nabierzesz przekonania.
                Pozdr.
                • szarsz Re: W pracy... 23.04.07, 11:10
                  A ja też, niby wszystko przerobione po trzy razy, a dalej nie znoszę telefonów.
                  Dzwonić muszę może i nie za często, ale po kilka, kilkanaście razy czasem się
                  nazbiera... A czasem siedzę i nie odbieram a on dzwoni i dzwoni... Jak głupek
                  ostatni. Kiedyś, w ostrym kryzysie, to go po prostu wyłączyłam...

                  Po prostu pewniej się czuję w kontakcie twarzą w twarz. Typowo dla DDA, w
                  bezpośredniej rozmowie widzę "przeciwnika" i potrafię bezbłędnie wyczuć
                  stosunek do mnie. Przez telefon nie i to mnie paraliżuje.

                  Ale i tak jest lepiej niż parę lat temu :)
                  • uhu_an Re: W pracy... 23.04.07, 19:38
                    wydaje mni sie, ze to jest typowe dla kazdego, ze wiekszosc woli kontakt face
                    to face niz np. przez telefon. nie widze w tym nic anormalnego, czy tez
                    typowego tylko wylacznie dla DDA/DDD.
                    Nie przypisuijemy wszystkiego temu syndromowi.;). to jest sprawa jak
                    najbardziej ok.
                    • szarsz Re: W pracy... 24.04.07, 12:52
                      Myślisz? To trochę pocieszające, bo moje obserwacje były inne.
                      Jakoś nie widzę w swoim otoczeniu, żeby ktokolwiek miał jakikolwiek problem z
                      zadzwonieniem do kogoś, a pracuję w wielkiej firmie i rozmawiam z naprawdę
                      wieloma ludźmi. Ja nawet do znajomych nie znoszę dzwonić.

                      Ale jak mówię, powolutku, powolutku zaczyna się poprawiać :) oby.
                      • uhu_an Re: W pracy... 24.04.07, 13:58
                        tzn. mialam na mysli, ze tak wogole to lepiej jest miec kontakt zwrokowy z
                        rozmówcą- abstrahujac od tego, czy ktos sie lęka(mniej lub bardziej) rozmów
                        telefonicnzych. Po prostu tak czlek jest zaprogramowany, ze czuje sie pewniej
                        (nawet jak nie boi sie telefonu). takie sa zasady rzadzace komunikacja miedzy
                        ludzką.;).
      • mskaiq Re: W pracy... 25.04.07, 04:24
        Duzo ludzi sie boi telefonu, zreszta wiele ludzi nie lubi pracy bo sie jej boi.
        Kiedy czegos nie lubimy to zwykle przyczyna jest nasz strach.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • amazon500 Re: W pracy... 17.05.07, 21:55
          Ja też mam czuty, że nie dla mnie życiowa stabilizacja i że do śmierci mi
          przyjdzie wieść cygański żywot. W pracy popełniam masę błędów i pomyłek,
          codziennie coś. Pół biedy, gdybym jeszcze sama się zorientowała, że się
          pomyliłam i zdążyła to naprawić, ale to szefowa dokonuje zazwyczaj takich
          "odkryć". W dodatku w dalszym ciągu bywam nieporadna w swoich działaniach, nie
          umiem rozmawiać, a zwłaszcza negocjować z klientami, nie radzę sobie z tym i
          owym. Po prostu się do tego nie nadaję i już. Szkoda, bo firma jest fajna, a
          zwłaszcza ludzie i zarobki ;)
          A w ogóle to minęłam się z powołaniem. Powinnam była skończyć szkołę muzyczną i
          grać w filharmonii, a nie gnić w biurze.
      • log222 Re: W pracy... 01.05.08, 21:13
        Mam problem z informowaniem, że coś się skończyło. Czaję się i stresuję zanim powiem. W domu często były awantury, bo za szybko (w mniemaniu ojca) się coś kończyło/zużywało, i ja byłam tego przyczyną. "co ty jesz ten papier?!", "kilka dni temu kupowałem i już nie ma!", "przestanę kupować jak ty tak szybko.." blablabla
        • anciax Re: W pracy... 01.05.08, 22:11
          No tak: jak zuzywasz to źle, jak nie tkniesz, bo sie na przykład boisz, to też
          źle...

          Skad ja to znam?
          stąd: tiny.pl/nwfk .

          Jak nie tykałam sie tego, co on kupił/zrobił, to mi wygadał, że on sie stara a
          my mamy go w doopie.
          Jak sie tykałam tego, co on robił/kupował, to wygadywał, że za szybko ubywa...
          No kuwa!

          Teraz mam swoją półke w lodówce, swoje pieniążki, swoje proszki do prania, swoje
          wszystko i mi zwisa jak kilo kitu u sufitu o co on sie stara czy nie stara :)))
          ...i niech sie udławi swoimi staraniami :))
        • anciax Re: W pracy... 01.05.08, 22:27
          > Mam problem z informowaniem, że coś się skończyło. Czaję się i stresuję zanim

          Ja pisałam na karce > kartka na lodówke i bylo ok. Do czasu zanim mnie kołek nie
          wyśmiał. A ja po prostu pisałam dla WLASNEJ WIADOMOSCI co sie konczy i że trzeba
          będzie to kupić.
          Od czasu jak mnie wyśmiał, skończyły się kartki ... i niech sam się stara żeby
          wszystko było w domu jak należy.
          Oczywiście ja dbam o swoje potrzeby i jak coś mi brakuje, to spisuję sobie na
          kartce a w dupie mam to, że ogólnie w domu brakuje margaryny czy zapałek. Ja
          kupuję dla siebie.
          • log222 Re: W pracy... 20.05.08, 20:50
            Nom, u mnie to samo, kupuję dla siebie. Dla mojego ojca dom i rodzina zawsze były gdzieś na szarym końcu w hierarchii wartości. On pewnie myśli inaczej ("wszystko dla was/ciebie robię!")
      • log222 Re: W pracy... 20.05.08, 20:43
        Na początku było mi źle z tym, że zawracam pracodawcy głowę, bo nie miałam
        poważnych planów z tą pracą, (a potrzebował pracownika), takie to do zapchania
        dziury było (hee, otchłani chyba :] ). Teraz wiem, że muszę szukać innego
        zajęcia, to przerasta moje umiejętności... No właśnie... i tu się zastanawiam,
        co ich nie przerasta :|
          • konst.ancja Re: w pracy 21.05.08, 12:59
            Ale ty lubisz siebie dołować! Szukasz każdej okazji, zamiast coś ze
            sobą zrobić. Na terapie pójśc nie chcesz, więc musisz sama się
            zabrać za swoje problemy. MUSISZ, jeżeli chcesz coś zmienic na
            lepsze w swoim życiu. A zeby to było mozliwe MUSISZ coś zmienic W
            SOBIE.
            • log222 Re: w pracy 21.05.08, 22:56
              A terapii nie chce mi się planować. Setki podchodów, czajenia się, "badania terenów", kolejna tona stresu, neee
              "może kiedyś"
              Chociaż myślę o raczej psychologu, nie, tfu, konsultacji na początek, z kimś nie wiem kim. I o pracy nad konkretnymi/wybranymi 'rzeczami'
              • konst.ancja Re: w pracy 23.05.08, 14:28
                Dlaczego od razu zakładasz jakies podchody i stresy? Wystarczy
                znaleźć najbliższą przychodnie psychologiczną z terapią dla DDA, i
                umówic się na pierwszą rozmowę. Dalej ktoś ci pmoże! Sa tam też
                przewaznie grupy wsparcia. Tysiące ludzi wyszło z syndromu DDA po
                kilku miesiącach terapii, więc dlaczego nie ty?...
                • log222 Re: w pracy 23.05.08, 19:30
                  > Dlaczego od razu zakładasz jakies podchody i stresy?

                  Bo znam siebie?


                  > Wystarczy
                  > znaleźć najbliższą przychodnie psychologiczną z terapią dla DDA, i
                  > umówic się na pierwszą rozmowę. Dalej ktoś ci pmoże!

                  Gdybym się umówiła to dalej już nikt nie musiałby mi pomagać. Pomocy to ja potrzebuję właśnie w umawianiu się na wizytę
      • ginai29 Re: W pracy... 28.05.08, 21:46
        ja od kilku lat pracuje zawodowo i zanim zaczelam wydawalo mi sie ze
        najlepsza praca dla mnie to siedziec sobie spokojnie z boku i robic
        swoje, zadnej odpowiedzialnosci, jak najmniej kontaktow a juz tym
        bardziej telefonicznych i tak do emerytury. Rzeczywistosc okazala
        sie jednak calkiem inna, ale kazde bardziej odpowiedzialne zadanie
        stresuje mnie, mam tez problem z podejmowaniem decyzji - wydaje mi
        sie ze ta ktora podejme nie bedzie sluszna. Staram sie nie rzucac za
        bardzo w oczy bo lekko przeraza mnie mysl o awansie a jeszcze
        bardziej o ewentualnej zmianie pracy czy nawet dzialu. Trudno,
        najwyzej do emeryturki bede na swoim stanowisku i biurku, w koncu
        nie jest tez takie zle. czasami szkoda mi jednak swojego jakiegos
        tam potencjalu i tego ze nie bede sie rozwijac. Wy tez tak macie?
        • anciax Re: W pracy... 29.05.08, 08:31
          Tak, mam podobnie.

          ZAstanawia mnie jednak to, że znam DDA, które mają wysokie stanowiska/własną
          firmę. Czy zastanawaiłaś się kiedyś nad tym, że inni mają odwagę do podejmowania
          decyzji, lubią odpowiedzialne stanowiska ?
          --------------------
          Nikt mi nie zmówi,że ja też mogę być dyrektorką czy kierowniczką a co więcej
          mogę prowadzic swoją firmę - bo całe życie podejmuję złe decyzje i mam pecha do
          ludzi, nie mówiąc interesach...
          • kajda28 Re: W pracy... 29.05.08, 08:46
            > ZAstanawia mnie jednak to, że znam DDA, które mają wysokie stanowiska/własną
            > firmę. Czy zastanawaiłaś się kiedyś nad tym, że inni mają odwagę do podejmowani
            > a
            > decyzji, lubią odpowiedzialne stanowiska ?

            pewnie że tak.
            przecież tyle z nas już w b. młodym wieku musiało podejmować odpowiedzialne
            decyzje. są ci którzy muszą być najlepsi -aby zadowolić rodziców,
            perfekcjoniści. Ja np. b. lubię samodzielne stanowiska- co prawda nie odczuwam
            jakieś tam odpowiedzialności, ale lepiej się czuje jak jestem sama, i sama muszę
            sobie poradzić z problemem niż mieć kogoś kto stoi "nade mną" i każda moja
            prośba o pomoc dla mnie jest przyznaniem się że czegoś nie umiem- a przecież
            powinnam- bo ja przecież powinnam wszystko wiedzieć , umieć, przewidzieć-
            straszne to u mnie jest- najgorzej że jestem leniwa i nie chce mi się uczyć :)))

            ja bardzo bym chciała mieć własną firmę (już jedną małą miałam) bo tam wszystko
            zależy ode mnie, i jak coś nie będzie wychodzić będzie oznaczało że za mało się
            staram:( ale nie umiem zarządzać ludźmi- nie nadaję się na szefa:( musiałabym
            mieć kierownika :)
            miłego dnia życzę wszystkim.
            • anciax Re: W pracy... 29.05.08, 09:03
              a co jeśli podjęte przez Cibie decyzje okazałyby się nietrafne, splajtowałabyś?
              to dopiero jest porażka (większa niż przyznanie się do braku jakiejś umiejętności)
            • anoosha Re: W pracy... 29.05.08, 09:24
              Ja mam to samo - wolę pracować samodzielnie, nie znoszę, kiedy mi
              ktoś mówi, co mam robić albo jak stoi nade mną.
              O pomoc potrafię poprosić i umiem już się przyznać, że czegoś nie
              potrafię. I to nie jest takie ciężkie. Cięższe jest życie z tym
              faktem, że czegoś nie potrafię, nie umiem i z czymś sobie nie radzę.
              Ostatnio przeżywałam małą masakrę i dół w związku z tym, że do
              niczego się nie nadaję i nic nie umiem (co w realu jest bzdurą, ale
              to uczucie towarzyszy mi odkąd pamiętam i jest nie do zniesienia).
              Z tym uczeniem się jest u mnie trochę inaczej ... To nie lenistwo u
              mnie ... to raczej takie poczucie bezsensu i tego, że nie warto się
              starać, bo i tak wszystko będzie do dupy, i tak nikomu się to nie
              przyda, każdy to oleje (jak to bywało u mnie w domu - cokolwiek bym
              nie zrobiła, stanęła na głowie, rzęsach, każdy i tak miał to w dupie
              i było to nie dość imponujące i interesujące, żeby się tym ucieszyć
              i mnie pochwalić).
              Jak widzicie, mam nad czym u siebie pracować - taka moja pointa.
              3majcie się ciepło!
              • anciax Re: W pracy... 29.05.08, 11:21
                A ja jestem rozdarta między byciem samodzielną a byciem małą dziweczynką...
                Są sytuacje w których niecierpię gdy ktoś mnie wyręcza, ale bywa też (częściej)
                ze chciałąbym aby ktoś stał nad mną (nie dosłownie) i mówił co mam robić (ale na
                zasadzie "kierownika", a nie kata)
          • ginai29 Re: W pracy... 29.05.08, 21:20
            anciax, zastanawialam sie i moze to po prostu taki typ czlowieka
            zejeden lubi odpowiedzialne stanowiska i wyzwania a inny nie- pewnie
            ludzie sie dziela na takie dwie grupy, ja akurat wole miec swiety
            spokoj... ale akurat odpowiada mi ze mam nad soba szefa, ktory ma
            ostatnie slowo i jak cos pojdzie nie tak, nie jestem sama
            odpowiedzialna. A zarzadzac ludzmi tez bym chyba nie chciala, wydaje
            mi sie ze wtedy robilabym sama wiekszosc bo myslalabym ze tak
            lepiej/ nie chce nikogo prosic
            • anciax Re: W pracy... 30.05.08, 07:32
              Być może masz rację, ale myślałam, że przeważają DDA na stanwiskach zwiazanych z
              zarządzaniem czym bądź. Taki odnoszę wrażenie np słuchając ludzi z grupy - wg
              mnie to sa osoby pewne siebie, nadające sie na szefów.

              Ja tylko w domu potrafię rządzić. W pracy wolę komuś podlegac, bo nie mam za
              grosz zmysłu przewodzenia.
              Szczerze mówia.c chciałąbym być kierowniczką (w końcu takie mam wykształcenie),
              ale może mam idealistyczne wyobrażenie pracy na wysokim stanowisku a jak
              przyjdzie do reala, to się boję...
              • ginai29 Re: W pracy... 30.05.08, 20:06
                tak naprawde to nigdy nie wiadomo jaka czesc osob w pracy na
                kierowczniczych stanowiskach jest dda, no bo nikt sie tym przeciez
                nie chwali wrecz przeciwnie :-) ale osobiscie znam 2 osoby i super
                sobie radza, ale to faceci... ja tez jestem w takiej sytuacji ze
                pewnie mnie to kiedys czeka, zreszta pewnie jak wiekszosc mlodych
                ludzi po studiach pracujacych w firmach, ale na razie nie bardzo
                sobie to wyobrazam. z drugiej jednak strony nie ma co sie martwic na
                zapas, jest we mnie jakas wiara ze czlowiek moze sie mocno zmienic,
                podejscie do roznych spraw, itd. pozdrowka
                • anciax Re: W pracy... 31.05.08, 20:23
                  > tak naprawde to nigdy nie wiadomo jaka czesc osob w pracy na
                  > kierowczniczych stanowiskach jest dda, no bo nikt sie tym przeciez
                  > nie chwali wrecz przeciwnie

                  ale mnie chodzilo o to, ze DDA w wiekszosci laduja na stolkach dla kierownikow
                  (bo sa zahartowani w domu) a nie o to ilu sposrod kierownikow jest DDA.
        • log222 Re: W pracy... 30.05.08, 21:21
          > czasami szkoda mi jednak swojego jakiegos
          > tam potencjalu i tego ze nie bede sie rozwijac. Wy tez tak macie?

          Właśnie ostatnio też tak pomyślę czasem
              • ginai29 Re: W pracy... 03.06.08, 19:06
                wiesz co, ja skonczylam ekonomie i jest to praca w moim zawodzie,
                jak na moj gust raczej z tych trudniejszych. ale na razie daje rade,
                dopoki wlasnie nie kieruje ludzmi itd, nie wiem jakn by bylo wtedy.
                ale nie ma co sie martwic na razie nikt mnie nie wypypcha na
                managera :-) a Ty?lubisz sowja prace?
                • log222 Re: W pracy... 03.06.08, 19:22
                  Nom, trudniejsza. Ja osobiście celowałabym w jakieś wklepywanie danych (jeśli
                  chodzi o pracę za biurkiem, z ekonomią nie mam nic wspólnego)


                  > lubisz sowja prace?

                  Nie bardzo
                  • ginai29 Re: W pracy... 03.06.08, 19:32
                    trudniejsza jak na moje wyobrazenie, dla kogos moze wcale nie byc
                    no wlasnie tak to jest, pracowac trzeba, chyba ze sie wyjdzie bogato
                    za maz, i wtedy nie trzeba :-)a czy sie lubi to co sie robi to inna
                    sprawa. ja nawet lubie, ale stresuje sie troche no i tak w
                    kolko,zawsze jakas dziura w calym
                      • ginai29 Re: W pracy... 03.06.08, 22:39
                        a to dobre pytanie... napisalabym ze tym ze zrobie cos zle-ale chyba
                        jednak nie najbardziej :-). potencjalnymi sytuacjami, ktore moga sie
                        zdarzyc takimi na codzien z ludzmi, np. jakbym miala omawiac jakis
                        temat w gronie kilku osob- takie spotkanie, albo kogos do czgos
                        przekonac.. no nie wiem, czym dokladnie ale czyms ... sheet. proste
                        pyanie - trudna odpowiedz. chyba sama soba sie stresuje
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka