Dodaj do ulubionych

leczenie zamknięte

13.01.09, 00:00
dajcie namiar na jakis zemkniety szpital. kiedys bylo dobrze. zamotalo sie
alkoholika w kaftan bezpieczenstwa i wiozlo do szpitala. teraz jakies pojebane
to prawo. pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • janulodz Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 09:23
      Widzę Carla, ze znów masz problem z Bratem. Nic na to nie poradzisz. Sama za to
      wpędzasz się w coraz większe współuzależnienie. Wiadomo, chciałabyś jak
      najlepiej, ale nie wsadzisz alkoholika w kaftan i nie zabronisz mu pic. Jeżeli
      choroba alkoholowa osiągneła stan krańcowy i brat stał się groźny dla otoczenia,
      lub może zrobić krzywdę sobie, konieczna jest interwencja psychiatryczna. Możesz
      tylko wykorzystać moment, kiedy wpadnie w szał, wezwać policje i pogotowie. Ja
      bym na twoim miejscu poszedł na posterunek policji w gminie, ponownie zgłosił
      sprawę w Gminnej Komisji Rozwiazywania Problemów Alkoholowych i wszystko
      przedstawił. Przy okazji, nie angażuj się tak emocjonalnie, a jeśli brat stwarza
      fizyczne zagrożenie , szczególnie dla dzieci, DZIAŁAJ w ich obronie.
      Skuteczności Ci życzę.
      • stokrotka_beauty Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:28
        janu, a co mi to da, ze po policje zadzwonie? tylko zawioza go do izby
        wytrzezwien za ktora jeszcze zaplacic trzeba!! sprawa w sadzie dawno juz
        zgloszona. kurator przychodzi i co z tego jak jego wtedy nie ma? ostatnio by
        zamarzl, bo byl tak pijany, ze nie byl w stanie na dzwonek nacisnac i znalazla
        go taka dziewczyna jak juz w te mrozy pod plotem lezal. pozdrawiam serdecznie.
    • ela_102 Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 09:34

      Miałam okazję, nie tak dawno zetknąć się z osobą, która została
      postawiona przez Sądem 24-godzinnym z powodu pijaństwa, jak i
      postawiono jej zarzuty prokuratorskie - "zaniedywanie obowiązków
      rodzicielkich" "bycia zagrożeniem dla siebie i innych" i jeszcze
      kilka innych. Zglosił mąż - nie było wyjścia.
      Kobieta dostała "nakaz leczenia się" od ręki...
      Bardzo to drastyczne i smutne , że dochodzi do takich "aktów"
      niemniej jednak , często to jedyna droga.
      • stokrotka_beauty Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:33
        ela_102 napisała:

        >
        > Miałam okazję, nie tak dawno zetknąć się z osobą, która została
        > postawiona przez Sądem 24-godzinnym z powodu pijaństwa, jak i
        > postawiono jej zarzuty prokuratorskie - "zaniedywanie obowiązków
        > rodzicielkich" "bycia zagrożeniem dla siebie i innych" i jeszcze
        > kilka innych. Zglosił mąż - nie było wyjścia.
        > Kobieta dostała "nakaz leczenia się" od ręki...
        > Bardzo to drastyczne i smutne , że dochodzi do takich "aktów"
        > niemniej jednak , często to jedyna droga.
        > ela, ja Ci cos powiem odnosnie tego nakazu. on obowiazuje tylko 2 tygodnie.
        moj brat tez taki nakaz mial. mowie Wam, ze to prawo jest pojebane. jak on mial
        wytrzewiec w tym osrodku przez dwa tygodnie jak pil 10 lat? po dwoch tygodniach
        mozna dobrowolnie zrezygnowac z leczenia. taka smutna prawda.
        • ela_102 Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:38
          no tak...
          Niemniej jednak pewnie znajdują się wsród nich i tacy, którzy przez
          te 2 tyg załapią pewne informacje.
          Tamta dziewczyna też nie załapała i pija jeszcze gorzej i bardziej.
          ale ostatnio coś się zmienia, chce się ratować nie wiadomo tylko na
          ile to prawdziwe i szczere...
          Zobacz Kobieta tak ma, a co dopiero facet :-((((((
          • stokrotka_beauty Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:53
            ela_102 napisała:

            > no tak...
            > Niemniej jednak pewnie znajdują się wsród nich i tacy, którzy przez
            > te 2 tyg załapią pewne informacje.
            > Tamta dziewczyna też nie załapała i pija jeszcze gorzej i bardziej.
            > ale ostatnio coś się zmienia, chce się ratować nie wiadomo tylko na
            > ile to prawdziwe i szczere...
            > Zobacz Kobieta tak ma, a co dopiero facet :-((((((
            kobieta czy facet, to akurat w tym przypadku nie gra roli. uzaleznienie to
            uzaleznienie. albo masz jaja i z niego wyjdziesz, albo nie. moj brat tez czasami
            chce sie ratowac i... na gadaniu i pojsciu do psychiatry sie konczy. jak slyszy,
            ze termin pojscia do szpitala jest za dwa miesiace to pije jeszcze wiecej:(.
            • ela_102 Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 11:00
              A widzisz:
              albo masz jaja i z niego wyjdziesz, albo nie.

              kobieta jednak posiada jajniki ;-)
              • stokrotka_beauty Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 11:14
                ela_102 napisała:

                > A widzisz:
                > albo masz jaja i z niego wyjdziesz, albo nie.
                >
                > kobieta jednak posiada jajniki ;-)
                > a facet czasem jaja:)
                >
        • janulodz Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:43
          Miałem tak samo z sasiadami alkoholikami.
          Jak pijak CHCE pić, to NIC nie pomoże.
          Jeden już nie żyje od roku. Gangrena wskutek odmrożenia nóg.
          Drugi po kilkunastu odwykach, detoksach i leczeniach zamkniętych na które
          osobiście odwoziłem do Warty, w dalszym ciągu pije.
          I co? I g...o.
          Chla nadal.
          Ostatnio znaleziono u niego kolejnego zachlanego na śmierć w tzw fejzie (letnia
          kuchnia). Była policja, prokuratura.
          I co? I g...o
          Nic nie zrobisz Carla. Najwyżej kajdanki.
          A sama wpadniesz w śmiertelną depresję.
          • ela_102 Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:46
            Tak .
            Życie z alkoholikiem jest bardzo wyczerpujące.
            Ten brak dotarcia, logiki, chaos,mroczność umysłu :-(
            Wiele osób współ i DDA ogłasza bezsilność wobec poczynań alkohola,
            ratując siebie.
          • stokrotka_beauty Re: leczenie zamknięte 13.01.09, 10:58
            janulodz napisał:

            > Miałem tak samo z sasiadami alkoholikami.
            > Jak pijak CHCE pić, to NIC nie pomoże.
            > Jeden już nie żyje od roku. Gangrena wskutek odmrożenia nóg.
            > Drugi po kilkunastu odwykach, detoksach i leczeniach zamkniętych na które
            > osobiście odwoziłem do Warty, w dalszym ciągu pije.
            > I co? I g...o.
            > Chla nadal.
            > Ostatnio znaleziono u niego kolejnego zachlanego na śmierć w tzw fejzie (letnia
            > kuchnia). Była policja, prokuratura.
            > I co? I g...o
            > Nic nie zrobisz Carla. Najwyżej kajdanki.
            > A sama wpadniesz w śmiertelną depresję.
            wiesz janu, ja ciesze sie, ze na ta terapie sie zapisalam, bo niby tak na
            zewnatrz chlodna jestem dla brata i obojetna, a w srodku wszystko sie telepie,
            bo to brat jednak. epizody depresyjne mialam juz nie raz. nauczylam sie juz jak
            z nich wychodzic. poprostu mam go juz dosyc. czasem jednak mysle,ze mozna
            jeszcze cos zrobic. po chwili przychodzi mysl, ze to on musi chciec.
            • jerzy30 w kaftan go nie zapakujesz - picie nie jest 13.01.09, 12:18
              karalne - kazdy pije na swoj rachunek - mozesz natomias odstawic go
              od kuchni, prania, gotowania, opieki, wnoszenia pijanego do domu,
              chuchania i dmuchania - jak pije to nieh pije na wlasne konto - jak
              sie upija i lezy pod plotem na mrozie - to niech lezy [jest nadzieja
              ze zamarznie] - zostaw go z jego gorzala - wymelduj z domu - niech
              pije i niech zyje pod mostem - to jedyna metoda.
              • stokrotka_beauty Re: w kaftan go nie zapakujesz - picie nie jest 13.01.09, 12:29
                jerzy30 napisał:

                > karalne - kazdy pije na swoj rachunek - mozesz natomias odstawic go
                > od kuchni, prania, gotowania, opieki, wnoszenia pijanego do domu,
                > chuchania i dmuchania - jak pije to nieh pije na wlasne konto - jak
                > sie upija i lezy pod plotem na mrozie - to niech lezy [jest nadzieja
                > ze zamarznie] - zostaw go z jego gorzala - wymelduj z domu - niech
                > pije i niech zyje pod mostem - to jedyna metoda.
                zrobiono tak wzgledem Ciebie? nie moge tego zrobic, bo matka jednak chce go
                leczyc. ni przyjmuje do wiadomosci, ze on nie chce. bedzie jak ma byc jerzy.
                pozdrawiam.
                • ela_102 Re: w kaftan go nie zapakujesz - picie nie jest 13.01.09, 12:37
                  Jakieś dwa miesiące temu miałam kontakt z Matką której syn zapił się
                  na smierć - powiedziała, że nigdy nie uwolni się z poczucia winy, że
                  zostawiła go sobie samemu.
                  Ja przy całym moim doświadczneiu z alkoholizmem, jak pomyślę, że
                  miałabym zostawić tak któreś z moich dzieci, a potem przeżywac ich
                  pogrzeb to dostaję dreszczy. Zamykałabym je chyba wcześniej w
                  piwnicy, aby nie poszły się napić :-(((((((

                  Pamietam też przypadek faceta z Olsztyna, którego wszyscy
                  pozostawili oprócz Matki. Jeździła do niego, podosiła z podłogi,
                  sprzątała, woziła po lekarzach i ciagle mu mówiła jak bardzo go
                  kocha. Robiła tak przez dwa lata. Wszyscy "pukali się w głowę"
                  mówili, że prędzej sama się wykończy.

                  Facet nie pije 13 lat :-)
                • jerzy30 jak chce go leczyc matka to zycze powodzenia 13.01.09, 13:31
                  najlepiej jak go wezmie do siebie i tam zacznie leczyc.
                  tak naprawde nawet sto matek nie jest w stanie wyleczyc pijacego. Bo
                  to nie matki pija. To tak jakbyc chciala wyleczyc raka u kogos
                  leczac inna zdrowa osobe. Nie da sie.
                  • ela_102 Re: jak chce go leczyc matka to zycze powodzenia 13.01.09, 13:51
                    jasne dużo łatwiej podnieść się z alkoholizmu, bezdomności,
                    odrzucenia społeczego i odmrożenia niż z alkoholizmu tylko.
                    Nie ma jednej metody pomocy alkoholikowi, ale zdecydowana większość
                    niepijących alkoholików zeznaje, że pomogła mu jednak troska
                    najblizszych.
                    Mieszkać z alkoholikiem wcale nie równa się byciu osobą
                    współuzależnioną, tak jak mieszkanie z rodzicami pijącymi nie musi
                    się równać posiadaniu syndromu DDA.
                  • stokrotka_beauty Re: jak chce go leczyc matka to zycze powodzenia 13.01.09, 15:42
                    jerzy30 napisał:

                    > najlepiej jak go wezmie do siebie i tam zacznie leczyc.
                    > tak naprawde nawet sto matek nie jest w stanie wyleczyc pijacego. Bo
                    > to nie matki pija. To tak jakbyc chciala wyleczyc raka u kogos
                    > leczac inna zdrowa osobe. Nie da sie.
                    on mieszka z moimi rodzicami. nie piora mu, nie gotuja, ale mieszka. tak jak
                    napisala ela - w zyciu nie chcielibysmy miec poczucia winy wzgledem niego gdyby
                    zamarzl np. mozna go olewac itd, ale tak na serio nie wiadomo jak postpic.
                    pozdrawiam.
                    • jerzy30 nie macie na to wplywu czy sie zapije czy nie 13.01.09, 15:50
                      tak samo poczucie winy - mozna go miec jak zejdzie.
                      Jak postapic ?? - jak mieszka to moze go wykwaterowac. Dopoki nie
                      poczuje na wlasnej skorze konsekwencji picia to nic soba nie zrobi.
                      NMoze trza go zatem z domu wyrzucic - nawet n ten mroz. A tak na
                      marginesie skad ma na chlanie - kieszonkowe dostaje. Kto
                      usprawiedliwia jego nieobecnosci w pracy [jak pracuje].
                      • stokrotka_beauty Re: nie macie na to wplywu czy sie zapije czy nie 13.01.09, 16:13
                        jerzy30 napisał:

                        > tak samo poczucie winy - mozna go miec jak zejdzie.
                        > Jak postapic ?? - jak mieszka to moze go wykwaterowac. Dopoki nie
                        > poczuje na wlasnej skorze konsekwencji picia to nic soba nie zrobi.
                        > NMoze trza go zatem z domu wyrzucic - nawet n ten mroz. A tak na
                        > marginesie skad ma na chlanie - kieszonkowe dostaje. Kto
                        > usprawiedliwia jego nieobecnosci w pracy [jak pracuje].
                        wlasnie chodzi o to, ze nie pracuje. jest hazardzista w dodatku, a lep do grania
                        ma wiec i kasa na picie sie znajdzie
              • tenjaras w kaftan - jerzego 13.01.09, 16:45
                > niech lezy [jest nadzieja
                > ze zamarznie] - zostaw go z jego gorzala - wymelduj z domu - niech
                > pije i niech zyje pod mostem - to jedyna metoda.

                może zorganizuj milicję, wyposaż w karabiny i wypuść na miasto niech
                kasują alkoholików i rozklejają plakaty o swojej działalności, żeby
                pijaki wiedziały co sie święci...

                co innego zostawić alkoholika z konsekwencjami swojego działania, a
                co innego porzucić ...w dodatku zimą!
                • jerzy30 wlasnie konsekwencjami picia bedzie zamarzniecie 14.01.09, 08:52
                  zima pod mostem - jarasie sam wiesz dobrze ze litowanie sie nad
                  alkoholikami [tymi co wala z gwinta] niewiele daje.
                  Nikt nie mowi o porzuceniu - sam sie porzuca - pijac.
                  A hzard w porownaniu do gorzaly to uzaleznienie 100 grozniejsze i
                  100 bardziej kosztowne.
                  Mozna dom przegrac w jeden dzien.
                  Czsami mam chec stzrelac do tych co wystaja pod sklepem, czy budka z
                  piwem i przepijja swoje zycie. Mnie dane bylo to zycie ocalic. Ale
                  dzieki temu zem z domu zostal wyrzucony.
                  • ela_102 Re: wlasnie konsekwencjami picia bedzie zamarznie 14.01.09, 09:06
                    Pewnie miałeś szczęście być wywalony wiosną skoro nie zamarzłeś.
                    A może szkoda, że ktoś do Ciebie nie strzelił kiedy stałeś pod
                    sklepem czy budką z piwem.
                    Ja dzięki alkoholizmowi własnemu nabyłam unikalną zdolność
                    rozumienia tej choroby i choć rodziców z powodu ich picia
                    znienawidziłam o tyle dzięki własnemu pokochałam i zrozumiałam.

                    Twój totalitaryzm wobec chorych ludzi świadczy tylko o Twoim
                    stosunku do siebie i tak naprawdę o nienawiści do tego na co
                    przyszlo ci zachorować.

                    masz dzieci?
                    Patrzyłybyś ze spokojem jak zamarzają pod płotem?
                    Chwała Bogu, że sa tacy którzy zbierają takie dzieci z pod tych
                    plotów i zawożą w ciepłe miejsce dając nadzieję na wyleczenie.
                    • jerzy30 nienawiści do tego na co przyszlo ci chorowac 14.01.09, 11:39
                      Wiekszej bredni to w zyciu nie uslyszalem - nawet na terapii.
                      Niech zamarzaja - lepsze to niz powolna smierc na raty od zapijania
                      sie. Nie mowiac jak cierpi cala rodzina.
                      Ten z tego watku byl na leczeniu i wie czym grozi chlanie i hazard.
                      Widocznie ma za dobrze w domu.
                      Stworz pogotowie do zbierania pjakow - roboty bdziesz miala do
                      emerytury.
                      • ela_102 Re: nienawiści do tego na co przyszlo ci chorowac 14.01.09, 11:44

                        obawiam się, że Twoja niezdolność do usłyszenia informacji nie tylko
                        zwrotnych na terapi to jakaś istotna cecha Twojego charakteru.
                      • ela_102 Re: nienawiści do tego na co przyszlo ci chorowac 14.01.09, 11:50
                        Jarzy:
                        Stworz pogotowie do zbierania pjakow

                        szczególnie pochylę sie nad Twoimi dzieci, wszak wiele w
                        uzależnieniech zależy do "wzorca" :-)
                    • stokrotka_beauty Re: wlasnie konsekwencjami picia bedzie zamarznie 14.01.09, 11:52
                      ela_102 napisała:

                      > Pewnie miałeś szczęście być wywalony wiosną skoro nie zamarzłeś.
                      > A może szkoda, że ktoś do Ciebie nie strzelił kiedy stałeś pod
                      > sklepem czy budką z piwem.
                      >
                      > masz dzieci?
                      > Patrzyłybyś ze spokojem jak zamarzają pod płotem?
                      > Chwała Bogu, że sa tacy którzy zbierają takie dzieci z pod tych
                      > plotów i zawożą w ciepłe miejsce dając nadzieję na wyleczenie.
                      > wiesz elu, dzieki takim ludziom jak Ty zaczynam troche inaczej na to wszystko
                      patrzec. jest w domu. nie wygonie go, ale tez wygranych pieniedzy juz nie
                      zabieram. niech robi ze soba co chce. ja za niego nie moge chciec przestac pic,
                      ale poczucia winy tez nie chce miec.
                      • ela_102 Re: wlasnie konsekwencjami picia bedzie zamarznie 14.01.09, 12:07
                        Stokrotka :-)
                        Miszkałam z pijącymi rodzicami i bratem.
                        To strasznie przykre doświadczenie, uważałam ,że tacy są.
                        Nie przypisywałam ich zachowań chorobie, lecz charakterowi.
                        Nigdy tez nie ponosiłam za nich czegokowlwiek.
                        Nie wytworzyły się we mnie syndromy współuzależnienia.
                        Bylam bardzo oprona na manipulację otaczałam się zdrowymi ludźmi.
                        Tyle ile mi brat narobił w życiu "obciachu" wiem tylko ja.
                        Nigdy jednak nie chroniłam go przed konsekwenacjami powyższego.
                        Z wielką ulgą wyprowadziłam się z domu do internatu potem akademika.
                        Tam też mnie znalazł i obciach czynil.
                        Spytał sie kiedyś - czemu nie jestem chrzestnym Michala?
                        powiedzialm, bo jestem nieodpowiedzialny, wstyd byś dziecku tylko
                        robił.
                        Jak przyjezdałam do domu raz ma miesiąc i zastawalam go
                        zakrwawionego w wannie - wlokłam do Szpitala.
                        jakbym zobaczylam leżącego pod plotem też bym gdzieś zaprowadzila.
                        Nienawidziłam go takiego ale jednak to moj brat.
                        Moje postępowanie było "zdrowe"i wynikało jakby z niewiedzy o
                        ptroblemie. Nie uważałam, że ma problem lecz, że jest głupi w swoim
                        postepowaniu i ciągle o tym mówiłam.

                        Moj brat nie pije lat 9 :-)
                        • ela_102 p.s 14.01.09, 12:09
                          Aha...
                          No i przestal pić jak bylam w drugiej ciąży.
                          Jest tatą chrzestnym...
                          bo mu powiedziałam, że jak się zmieni być może spotka go taki
                          zaszczyt :-)
                  • tenjaras Re: wlasnie 14.01.09, 17:07
                    ja mam inne odczucia gdy widzę zatraconych pijaków, wynika to u mnie
                    z pamięci, gdy na takich patrzę, przypomina mi się, jak bardzo nie
                    miałem pojęcia co się dzieje, że tak sie zachowuję

                    z hazardem do czynienia nie miałem, ale rozumiem, że alkohol wyłącza
                    hamulce, pomysły jakie miałem na rauszu zawsze były na granicy
                    geniuszu, tylko wykonanie niemal żadne, bo byłem w szponach nałogu -
                    nieumiarkowanego picia i ciągle mi się to rozlatywało

                    ja nie mam pojęcia dlaczego akurat mi było dane wytrzeźwieć, a nie
                    wielu z tych, których spotkałem, tak samo nie wiem, kto z pijących
                    jeszcze wyjdzie na prostą

                    wiem tylko to, że mogę okazać się takiemu pomocny w tych początkach,
                    a w konsekwencji on mi, dlatego staram się być tam gdzie mu taką
                    pomoc, gdy będzie gotowy, zapewnić, tak jak sam wcześniej
                    skorzystałem, bo ktoś miał wolę być tam, gdzie ja jej szukałem

                    dla mnie to żadna łaska
    • jerzy30 ela - a kto ci dal prawo by mnie oceniac, by 14.01.09, 11:35
      bredzic o moim totalitaryzmie. Pisze jak jest - alkoholik musi byc
      pozostawiony samemu sobie - litowanie sie, wspolczucie to prosta
      droga na cmentarz.
      Co ty wiesz o olkohiliznie - nic, zero, nul. A wypowidasz sie jak
      specjalista terapii uzaleznien.
      • ela_102 Re: ela - a kto ci dal prawo by mnie oceniac, by 14.01.09, 11:40
        Jerzy:
        Co ty wiesz o olkohiliznie - nic, zero, nul.

        Ty jesteś najzwyczajniej w Świecie głupi :-)
        • stokrotka_beauty nie kluccie sie 14.01.09, 13:22
          kazdy poprostu inaczej na to patrzy. jerzy by wywalil z domu, ela by ratowala za
          wszelka cene, a mnie sie juz wdziera obojetnosc. ani nie wywalam z domu, ani za
          wszelka cene nie ratuje. pozdrawiam serdecznie.
          • 1962wolf Re: nie kluccie sie 14.01.09, 14:07
            nie wiem, moze sie m yle,,,,,,,ale nie wydaje mi sie , by Jerzy
            piszac o pozostawianiu pod plotem na mrozie-----propagowal
            doslownie taki model.
            ale nawet jesli tak?..........to ,na czym polagac mialby jego
            totalitaryzm?
            a niby czym ,jak nie "autototalitaryzmem"-jest nieustanna
            opieka nad pijakiem w domu, placenie jego dlugow, sprzatanie
            odchodow,niewelowanie prawnych konsekwnecji.itd etc
            a w tym czasie mozna by sie od pijaka uwolnic, nie da by
            dzieci grzexly w szambie..........
            moja zona mi powiedziala jakis czas temu, ze nie zaluje
            naszego zwiazku, naszych trudow itd.......ale zaluje, ze nie
            wywalila mnie jakies 20 lat wczesniej na pysk z domu /ja bym
            sie dal wywalic/ .........calkiem mozliwe, ze te 20 lat by
            nie bylo takie koszmarne.
            ja mam wiele szczescia.........pomiedzy pijanstwami-kilka
            rzeczy fajnych zrobilem, dzieci nawet rozroznialem po imieniu /
            to swego rodzaju autoironia/....bywalme dobrym ojcem, mezem.
            ale odebralem swojej kobiecie 10 lat jej urody. dzieciom
            dziecinstwo bezpieczne.............owszem miewali extra atrakcje-
            jak tata byl trzexwy i na poczuciu winy za pijackie excesy-
            nie pil pol roku, naprawial wszystko wokol, kupowal co mogl
            tylko itd..........ale potem ?
            potem zawsze czuli sie jak szmaty, gdy ich perfidnie
            oszukiwalem i ich zaufanie burzylem jednym dniem pijanstwa
            strasznego.
            choroba alkoholowa-to jedno
            a czlowiek na nia chory to drugie........ja nie zaslaniam sie
            swojachoroba, sam ja sobie zafundowalem------a mialem
            wystarczajaco duzo sygnalow po drodze, by cos z tym zrobic.
            uzaleznienie.uzaleznia.............ale znacznie w walce z tym
            paskudztwem pomaga tak zwany "zimny wychow"
            czym wczesniej. tym lepiej
            a nie zadne opiekowanie sie pijanym bydlakiem
            chocby ojcem, bratem, mezem
            'pomijam zimowe zamarzanie" i inne guzy nabite------mozna
            pomagac raz, dwa, gora trzy
            i podobnbie jest z osobnikami , ktorzy byli choc raz na
            terapii/chocby z przymusu/, lub na kilku mitngach
            byli, otrzymali wszystkie dane co i jak--------reszta zalezy
            tylko od nich samych
            i czy im zalezy na samych sobie i na rodzinach
            jak nie.........to won

            • ela_102 Wilk :-) 14.01.09, 17:15
              Wilk:

              a niby czym ,jak nie "autototalitaryzmem"-jest nieustanna
              opieka nad pijakiem w domu, placenie jego dlugow, sprzatanie
              odchodow,niewelowanie prawnych konsekwnecji.itd etc
              a w tym czasie mozna by sie od pijaka uwolnic, nie da by
              dzieci grzexly w szambie..........

              Można też NIGDY tak nie postępować. albo zorientować się a miarę
              szybko, że nie tędy droga :-)
              ja często piszę, że o ile alkoholik jest "Chory" o tyle osoba
              postępująca z chorym w wyżej wspomniany przez ciebie sposób wyrządza
              dzieciom jeszcze większą krzywdę, gdy trwa to latami.

              jedno jest pewne, nie musi tak postępować bo łatwiej jest jest się
              wyzwolić z chorych zachowań, niż alkoholikowi i z zachowań i ze
              sposobu myślenia i ze sposobu odczuwania podsycanego "obsesją" picia.
              • 1962wolf Re: Wilk :-) 14.01.09, 17:42
                "ja często piszę, że o ile alkoholik jest "Chory" o tyle osoba
                postępująca z chorym w wyżej wspomniany przez ciebie sposób wyrządza
                dzieciom jeszcze większą krzywdę, gdy trwa to latami......."

                zabrzmialo to -jak niezla mowa obroncza--------wlasciwie winni
                alkoholizmu alkoholika , sa jego bliscy---a biedni nieszczesni
                alkoholicy chorzy na chore dusze.........niemal godni
                wspolczucia, milosci i powinno sie ich tulic do piersi za
                caloksztalt. a jak juz , ktory "wytzexwieje"..........to
                medal takiemu sie nalezy i dozywotnia renta.

                no tak po krotce.

                chyba rozumiem coraz mniej z tego wirtualnego swiatka pijakow

                • ela_102 Re: Wilk :-) 14.01.09, 19:15
                  Wilk:

                  zabrzmialo to -jak niezla mowa obroncza

                  co ja mogę za Twoje wrażenia?
                  I sklonności do nadinterpretacji.

                  Ty jesteś alkoholik, a ja jestem alkoholiczką miedzy innymi.
                  Zazanalam alkoholizmu z wielu stron i potrafię odnieść się na każdej
                  z nich na bazie własnych doświadczeń.
                  • 1962wolf Re: Wilk :-) 14.01.09, 20:10
                    "Zazanalam alkoholizmu z wielu stron i potrafię odnieść się na
                    każdej
                    z nich na bazie własnych doświadczeń."

                    teraz zamierzasz epatowac doswiadczeniem?..........czy
                    wielostronnoscia?
                    to co napisalas zabrzmialo Elu--------jak dowodzenie starej
                    baby:
                    "oj , joj , joj.....ja to mialam zycie, Ey to tam guzik
                    wiecie o zyciu mlodzi ........"

                    itd etc

                    a jak babcie zapytac co i jak:.........to w Pcimiu byla,
                    widziala kosciol w saisedniej parafii, ale buty miala jedna
                    na cale dziecinstwo... ale oczywiscie jej poziom wiedzy
                    o "prawdziwym zyciu ", jest najwyzszy i potrafi to udowodnic.

                    ten dialog nam nie wyjdzie
                    moze innym razem...........choc watpie
                    • 1962wolf Re: Wilk :-) 14.01.09, 20:15
                      a teraz co do szczegolow przepijania samochodu w jeden
                      wieczor:
                      otoz:.bierze sie wyplate, lub wyplate plus premie kwartalna/albo
                      jaka inna wieksza kase za sprzedaz tucznikow/ , idzie do
                      knajpy. pije kilka kolejek----potem standardowo:
                      taxi-dziwka- kilku przypadkowych kumpli-barmanka z duzymi
                      cyckami-potem zwalka na dworcu-izba wytrzexwien------------i
                      samochod "przepity" jak ta lala.
                      a miala byc tylko jedna kolejeczka, no najwyzej kilka
                      seteczek i grzecznie do domu .......i jak zawsze poranny
                      dylemat-------"mam na fajki , czy nie mam
                      a na piwo starczy?-------co ja kur** z tymi pieniedxmi
                      zrobilem?"
                    • ela_102 Re: Wilk :-) 14.01.09, 20:23
                      rzeczywiście żaden dialog nie wyjdzie jeśli osoba dialogująca
                      wie nie tylko to co sama ma na myśli, ale jeszcze wie co ma na mysli
                      oponent :-)
                      To takie histeryczne głedzenie do lusterka.
                      pomimo, że naprzeciwko widnieje inna twarz.
                      gadasz ze swoimi wrażeniami, jakby co nie ze mną:-)
                      dlatego tylko jest to niemożliwe.
                      • 1962wolf Re: Wilk :-) 14.01.09, 20:39
                        Elka--------jesli ktos sie komunikuje tylko za pomoca textu-
                        sila rzeczy domysla sie ,co ktos inny ma, lub moze miec na
                        mysli piszac to, lub tamto.
                        mozesz sobie na przyklad interpretowac moje pisanie
                        jako "histeryczne"..........a ja moge sie nabijac z Twoich
                        doswiadczen dajacych Ci prawo do definiowania itd etc.

                        nawet w realu-rozmawiajac twarza w twarz. majac do dyspozycji
                        caly zestaw gestow, barw glosu itp-------oboje bysmy mowili o
                        czyms innym
                        nie dlatego ,ze odmiennie interpretujemy siebie, lub , ze
                        ktores z nas "wie" co drugie ma na mysli........tylko
                        dlatego, ze zupelnie innymi kierujemy sie w zyciu wartosciami.
                        mam diametralnie inny swiatopoglad, reprezentujemy przeciwne
                        style zycia, systemy etyczne itd itp
                        to jest cala gama rzeczy , ktore nas roznia Elka.
                        a nie jakies banalne "wirtualne domysly" na wlasny temat.
                        tak to wyglada
                        • ela_102 Re: Wilk :-) 14.01.09, 20:50
                          wilk:

                          tylko
                          dlatego, ze zupelnie innymi kierujemy sie w zyciu wartosciami.
                          mam diametralnie inny swiatopoglad, reprezentujemy przeciwne
                          style zycia, systemy etyczne itd itp
                          to jest cala gama rzeczy , ktore nas roznia Elka.
                          a nie jakies banalne "wirtualne domysly" na wlasny temat.
                          tak to wyglada

                          i co z tego, nawet jeśli tak rzeczywiście jest?
                          trudno z tego powodu uznać, że jak ktoś złamał nogę a ja nie, to być
                          może na temat złamanej nogi wie więcej odemnie?
                          Czy z marszu mu walnąć, że ma sie inne cele, inny swiatopogląd, inne
                          wartości się wyznaje, przeciwne style życia, systemy etyczne - co
                          się debil będzie mądrzył (!)

                          Kwestia uzależnień jest tematem tego Forum.
                          • 1962wolf Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 20:54
                            nie rozmawiamy o nodze Elu---nawet jako przenosnia-to slaby
                            przyklad.
                            ale jaCi napisze jak powinna uzyc zlamanej nogi poprawnie.
                            jak ktos zlamal noge, i nie skorzystal z rahabilitacji, mimo
                            wskazan ortopedy-znaczy sam wzial odpowiedzialnosc na siebie--a
                            jesli jednak rehabilitacje przeszedl poprawnie..........to
                            potem jeden bedzie lazil na tej nodze w gory, a inny w
                            doliny,a jeszcze inny po rownym........lub calymi dniami
                            siedzial w fotelu i sie bujal,
                            • tenjaras Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 21:06
                              > sam wzial odpowiedzialnosc na siebie--a
                              > jesli jednak rehabilitacje przeszedl poprawnie

                              to przyjął odpowiedzialność za siebie
                              • 1962wolf Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 21:12
                                > sam wzial odpowiedzialnosc na siebie--a
                                > jesli jednak rehabilitacje przeszedl poprawnie

                                to przyjął odpowiedzialność za siebie.."

                                ale mowimy nadal o nodze?, bo jesli tak , to niezupelnie z
                                ta odpowiedzialnoscia...rehabilitant i inny fizykoterapeuta-
                                decyduje- kiedy zwiekszamy obciazenia i tak dalej.
                                i jego problem jak cos spie... u pacjenta .
                                a gdzie potem ktore z nas pojdzie--to juz tylko i
                                wylacznie wybor rehabilitowanego.
                                a tego to Ty raczej nie akceptujesz...............sugerujesz
                                jeden kierunek, jedne zabytek wart ogladania i jeden widok za
                                oknem?
                                czy rozne?...........jak rozne-ok
                                jak jeden -do dup*
                                • tenjaras Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 21:27
                                  wilku, ja nawet nie sugeruję okna

                                  jedyne co robię, to pisze o swoich wyborach, czasem wspominam, że to
                                  wyjątkowo paskudna "droga" i polecam niektóre rzeczy robić szybciej
                                  lub prędzej, byle nie czekać na moment, w którym mnie walnęło

                                  pacjent, który oddaje swoją nogę rehabilitantom jest odpowiedzialny
                                  za siebie, ponieważ potrafi przyjąć pomoc fachowców
                                  • 1962wolf Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 21:32
                                    co do rehabilitacji -zgoda
                                    a co potem to juz wolny wybor
                                    nawet jesli ktos zechce sie rehabilitowac do konca zycia pod
                                    okiem fachowcow

                                    i tyle paradoxow na dzis Jaras
                                    powodzenia.nawet jesli brzmi to niezbyt przekonujaco.
                                    • tenjaras Re: Wilk 2:-) 14.01.09, 21:35
                                      raczej nikt nie pozwoli pacjentowi rehabilitować wyzdrowiałej już
                                      nogi, co najwyżej oddadzą takiego pod opiekę innych specjalistów ;-)
                                      • aaugustw Re: Wilk 2:-) 15.01.09, 16:00
                                        tenjaras napisał:
                                        > raczej nikt nie pozwoli pacjentowi rehabilitować wyzdrowiałej już
                                        > nogi, co najwyżej oddadzą takiego pod opiekę innych specjalistów;-)
                                        _______________________________________________.
                                        Ten "nasz" znajomy ma do czynienia z łokciem...!
                                        A... ;-))
            • tenjaras o choroba 14.01.09, 20:34
              kiedy dowiedziałem się, że alkoholizm to choroba, ulżyło mi

              i nie uważam, że się do niej przyczyniłem, to oczywiste, że gdybym
              nie pił alkoholu, alkoholikiem bym nie został, ale gdybym nie pił
              alkoholu można sobie gdybać, jak by mi ta moja dysfunkcja wylazła

              bo wylazłaby na pewno, skoro byłem nieprzystosowany
              • 1962wolf Re: o choroba 14.01.09, 20:47
                Jaras-doceniam Twoje wywody na potrzeby kabaretowe-sa niezle-
                ale jesli chcesz komus wmowic, ze sie nie przyczyniles do
                swojego alkoholizmu.........to kto to zrobil? i jakim sposobem?
                jakbys mi to wyjasnil.w kilku prostych slowach-bylbym olsniony.

                inne Twoje dysfunkcje-mnie nie interesuja w tym wypadku.
                bo zapewne twoje nieprzystosowanie-to tez odbylo sie bez twego
                udzialu i nie przyczyniles sie w zadnej mierze do tego.
                podobnie jak kilkaset milionow ludzi na ziemi- ktore sa w
                podobnej mierze nieprzystsosowani ,a alkoholikami nie zostali---

                zawsze mnie smieszylo/mowie szczerze/ takie "uciekanie" w
                chorobe alkoholowa ----a wynika z tego ,ze wlasciwe za nic
                alkoholik nie jest winny. no bo niby jak?.......chory jest i
                tyle
                tak samo chory, jak cukrzyk, jak niewidomy od dziecka, jak
                urodzony imbecyl, lub inny po haine-medina.
                fifty -fifty.
                chory i juz.godzien wspoczucia i szacunku.......inwalida
                alkoholowy.
                niepelnotrzexwy
                • 1962wolf Re: napisala kolezanka: 14.01.09, 20:49
                  "on juz stracil swoja milosc. swoja naj wazniejsza milosc. utrata
                  naszej
                  milosci juz go nie przerazi. zyjemy poprostu obok siebie. pozdrawiam
                  serdecznie........."

                  wiesz to napewno, czy tylko gdybasz?
                  bo by wiedziec napewno--------trzeba siez tym skonfrontowac.
                  to co pijak mowi.deklaruje----a to co zrobi przymuszony
                  sytuacja ostateczna-------to zupelnie inne sprawy biuty

                • tenjaras Re: o choroba 14.01.09, 21:10
                  jestem odpowiedzialny za swoje czyny, nie za swoje choroby

                  jestem odpowiedzialny za siebie, kiedy leczę swoje choroby
                  • 1962wolf Re: o choroba 14.01.09, 21:13
                    ladna sciema z ta choroba Jaras
                    • tenjaras Re: o choroba 14.01.09, 21:32
                      wolfie... ktokolwiek idzie do sądu tłumaczyć się, że jest chory,
                      robi sobie i rodzicom porutę, to jasne

                      skąd ten pomysł?

                      jeżeli popełniłem jakąś przewinę to jestem za nią odpowiedzialny,
                      nie ma znaczenia czy się upiłem, czy nie, to nie jest okoliczność
                      łagodząca, alkoholizm niczego nie tłumaczy, nawet jeśli wiele
                      wyjaśnia

                      postępuję odpowiedzialnie jak rozpoczynam leczenie alkoholizmu,
                      każdy, nawet laik, to przyzna, to nie jest łatwa i prosta decyzja,
                      tak jak laikom nie jest łatwo zrozumieć alkoholizmu
          • myszabrum Re: nie kluccie sie 14.01.09, 14:26
            Stokrota. Fajny byłby świat, w którym robisz x,y,z i daje to efekt n. Ale
            takiego świata nie ma. Poczytaj czasem wypowiedzi rodziców dzieci- narkomanów.
            NIE MA klarownej recepty na uratowanie człowieka.

            Rodzina brata mojego faceta wystawiła tegoż brata za drzwi. Dorośli synowie
            powiedzieli mu, że może wrócić, o ile wróci trzeźwy. To się okazało warunkiem
            nie do przeskoczenia i człowiek zmarł na dworcu.

            Z kolei w przypadku mego taty "twarda miłość" i wieczne awantury ze strony matki
            dały bardzo dobre efekty. Tata przestał pić i jest mamie wdzięczny. Acz jestem
            zupełnie pewna, że nie jest to metoda na każdego :-o

            Dobrze jest, jeśli człowiek uzależniony kogoś kocha. Tak myślę. Jeśli będzie się
            szczerze bał, że tę osobę (osoby) straci, to już jest jakiś punkt wyjścia.
            Odbierzcie mu swoją miłość (choćby pozornie) i zobaczcie.

            • 1962wolf Re: Mysza 14.01.09, 14:30
              "Dobrze jest, jeśli człowiek uzależniony kogoś kocha. Tak myślę.
              Jeśli będzie się
              szczerze bał, że tę osobę (osoby) straci, to już jest jakiś punkt
              wyjścia.
              Odbierzcie mu swoją miłość (choćby pozornie) i zobaczcie.."

              w calosci sie zgadzam z tym akapitem Mysza..........ale by
              to sprawdzic, trzeba postawicpijanego , przez murem wyboru .
              lecz okazac sie moze, ze nalog dokonal juz takich spustoszen
              w uczuciach, umysle, iz nie ma zadnego ratunku.........a bywa
              jeszcze i tak, ze zadnych uczuc zwanych wyzszymi nie bylo od
              samego poczatku--tylko pusta tradycja, obyczaj i przypadek .

              mnie wlasnie zona i dzieci-------postawily przed wyborem
              ostatecznym:
              MY , albo wodka............zadnych polsrodkow.
              i mnie to uratowalo.



            • ela_102 Re: nie kluccie sie 14.01.09, 16:51
              Oto własnie chodzi! Mysza, świetnie na napisałaś ;-)
              O rozumienie, że nie ma jednej metody , tak jak nie ma tej samej
              indetycznej sytuacji alkoholika. Bywają ciepłe potulne misie, i
              agresywne jeżozwierze.
              Chodzi o to, aby dostasować metodę do człowieka, a nie odwrotnie.
              I zawsze z intencją skutecznej pomocy, niż całkowitego odtrącenia.
            • stokrotka_beauty Re: nie kluccie sie 14.01.09, 20:43
              myszabrum napisała:

              > Stokrota. Fajny byłby świat, w którym robisz x,y,z i daje to efekt n. Ale
              > takiego świata nie ma. Poczytaj czasem wypowiedzi rodziców dzieci- narkomanów.
              > NIE MA klarownej recepty na uratowanie człowieka.
              > Odbierzcie mu swoją miłość (choćby pozornie)....
              > on juz stracil swoja milosc. swoja naj wazniejsza milosc. utrata naszej
              milosci juz go nie przerazi. zyjemy poprostu obok siebie. pozdrawiam serdecznie.
          • jerzy30 jak ci sie wdziera obojetnosc to dobry znak 14.01.09, 15:49
            ten Twoj brat to zauwazy [na pewno] i moze to byc to "wyrzucenie z
            domu". Obojetnosc wobec bliskiego mocno rani tego zobojetnianego.
            Moze byc nebezpieczne ze w hazard przegra caly Wasz dom - to zaden
            problem dla hazardzisty. na razie idzie mu dobrze - ten hazard -
            chociaz kazdy hazardzista tak gada - jak jest naprawde i ile ma
            dlugow - tylko on wie. Hazrd jest gorszy od gorzaly. Wiecej zla
            czyni [przgrany dom, rodzina, samochod, dlugi jak cholera.
            • 1962wolf Re:Jerzy 14.01.09, 15:55
              "Hazrd jest gorszy od gorzaly. Wiecej zla
              > czyni [przgrany dom, rodzina, samochod, dlugi jak cholera."

              ja tam osobiscie nie widze roznicy Jerzy------sam stracilem
              wiele po pijaku.
              nawet bardzo wiele. a zeby bylo ciekawej-w kraty grywalem i
              najwyzej przerznalem w nie kilka zeta..........dobry bylem w
              te klocki
              znaczy nieuzalezniony.
              ale przepic / w sklad tego nie wchodza przeciez tylko wypite
              flaszki na litosc boga-to by bylo zbyt proste/ -przepilem
              strasznie duzo kasy..........to sie w pale n ie miesci ile
              mozna puscic z pawiem Jerzy.

              • janulodz Re:Jerzy 14.01.09, 17:10
                Puściłem kiedyś z kartami swój samochodzik. Wcześniej byłem wygrany dwa. Nad
                ranem zostałem bez żadnego. Taka gra, poker się nazywa. Kiedy się ocknąłem z
                tego amoku, okazało się, że to nie były żarty. Dzięki szczęśliwym układom i
                uruchomieniu wątpliwej jakości znajomościom udało mi sie go odkupić za 1/3 jego
                ówczesnej wartości.
                Najbardziej mi było zal, że nie przerwałem gry w dogodnym dla siebie momencie.
                Umiejętności umiejętnościami, a nałóg zrobił swoje.
                Uzależnienie od hazardu, alkoholu, narkotyków, - jeden ch....
                Zawsze do tyłu :((
                • ela_102 Re:Jerzy 14.01.09, 17:23
                  Zanim jeszcze pić zaczęłam, potrafiłam grać w karty całą noc
                  nie zauwazywszy nawet mijajacego czasu, taka była w tym ekscytacja.
                  Sprawa szła o małe pieniądze w dodatku nie leżące na stole.
                  Ilość punktów zdobytych na plus przeliczało się na złotówki.
                  A Ci mieli minus płacili plusakom. Bilans zawsze był "zero"
                  Czasmi się rozliczaliśmy, czasami ten co miała zapłacić - wygrał - i
                  w ten sposób wyrównał...
                  jednak bylo to nieziemsko wciągające...
                  • jerzy30 oj wciaga - nawet gra na zapalki 14.01.09, 18:46
                    dlatego nie gram - nawet w totka sporadycznie - sorki za te moje glupie slowa
                    ela :)))) To pozostalosc uzaleznienia.
                    • ela_102 Re: oj wciaga - nawet gra na zapalki 14.01.09, 19:16
                      Jerzy nie ma sprawy :-)
                      piąteczka ;-)
                • jerzy30 a przepic rownowartosc samochodu - w jeden wieczor 14.01.09, 18:45
                  trudno raczej. Z tym ze masz racje - kazde uzaleznienie to ch.....
                  Zawsze do tylu.
                  No chyba ze jest to uzaleznienie od blondynek ")))
                  • aaugustw Re: a przepic rownowartosc samochodu - w jeden wi 14.01.09, 18:46
                    jerzy30 napisał:
                    > trudno raczej. Z tym ze masz racje - kazde uzaleznienie to ch.....
                    > Zawsze do tylu.
                    > No chyba ze jest to uzaleznienie od blondynek ")))
                    _______________________________________________.
                    To tez zaden interes... - Tam sie wiecej wklada,
                    anizeli wyjmuje...! :-((
                    A... ;-))
                    • jerzy30 aaguscie - czsami raz sie wlozy 15.01.09, 08:18
                      a potem po 9 mies wyjmuje [czsami podwojnie] i potem do konca zycia
                      czlek zaluje tego wlozenia
                      • aaugustw Re: aaguscie - czsami raz sie wlozy 15.01.09, 09:59
                        jerzy30 napisał:
                        > a potem po 9 mies wyjmuje [czsami podwojnie] i potem do konca
                        zycia czlek zaluje tego wlozenia
                        ________________________________.
                        Ale probuje potem dalej...! ;-))
                        A...
                        Ps. Jade teraz do bezdomnych... - Do popoludnia
                • aaugustw Re:Jerzy 14.01.09, 18:45
                  janulodz napisał:
                  > Najbardziej mi było zal, że nie przerwałem gry w dogodnym dla
                  siebie momencie. Umiejętności umiejętnościami, a nałóg zrobił swoje.
                  > Uzależnienie od hazardu, alkoholu, narkotyków, - jeden ch....
                  > Zawsze do tyłu :((
                  ___________________________________.
                  Uzaleznieni ida zawsze na calego...!
                  A...
                • tenjaras Re:Jerzy 14.01.09, 20:28
                  > Uzależnienie od hazardu, alkoholu, narkotyków, - jeden ch....
                  > Zawsze do tyłu :((

                  chyba, że się ma lokal...
              • jerzy30 wisz - w hazardzie szybko mozna wykonczyc majatek 14.01.09, 18:43
                hazardzista to czlek ukladny, elegancki, dobrze ubrany.
                Pijak taki jak ja [jakiem pil jeszcze] to czlek zapity, z pyska mi cuchnelo,
                zataczalem sie i w rowie nawet spalem, brudny, bez butow com je zgubil.
                Dlatego uwazam hazard za grozniejsze uzaleznienie. Pijak jak ja szybko sie
                upijal i wypic niewiele moglem - nawet przy pomocy kolesi. gorzala niszczy
                organy wewnetrzne, gubi zdrowie. Hazard to tylko stres po przegranek w kasynie.
                Bo sie zaczyna w karty jak u ciebie np. ale potem sie idzie do kasyna i
                przegrywa majatek.
                • ela_102 Re: wisz - w hazardzie szybko mozna wykonczyc maj 14.01.09, 19:23
                  No ale alkoholik hazardzista to mi się kojarzy jednak z filmem
                  "Zostawić Las Vegas"
                  jak to wygladało, kto wiedział, wie.
                  I jak się skończyło, też :-(((
                  • janulodz Re: wisz - w hazardzie szybko mozna wykonczyc maj 14.01.09, 19:53
                    Ja nie grałem w kasynach i luksusowych domach gry. Nawet garnitur mi nie był
                    potrzebny. Graliśmy w normalnych domach, najpierw stawki bywały delikatne i
                    przebicia do pół puli. Potem , kiedy wielu miało w czubie, a emocje siegały
                    zenitu , stawki rosły i nie honor było się wycofać. A jak się jeszcze trafił
                    jeden trzeźwiejszy.....
                    z Nicolasem Cagiem nie miało to nic wspólnego. Wcale nie chciałem sie zapić.
                    Chciałem WYGRAĆ!!!!!!
            • stokrotka_beauty Re: jak ci sie wdziera obojetnosc to dobry znak 14.01.09, 20:54
              jerzy30 napisał:

              > ten Twoj brat to zauwazy [na pewno] i moze to byc to "wyrzucenie z
              > domu". Obojetnosc wobec bliskiego mocno rani tego zobojetnianego.
              > Moze byc nebezpieczne ze w hazard przegra caly Wasz dom - to zaden
              > problem dla hazardzisty. na razie idzie mu dobrze - ten hazard -
              > chociaz kazdy hazardzista tak gada - jak jest naprawde i ile ma
              > dlugow - tylko on wie. Hazrd jest gorszy od gorzaly. Wiecej zla
              > czyni [przgrany dom, rodzina, samochod, dlugi jak cholera.
              ale to sa JEGO dlugi, nie MOJE:)! nie mam zamiaru sie nikogo bac bedzie co ma byc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka