meg157
04.04.09, 14:43
Witam Wszystkich bardzo serdecznie.
Pisze,bo chciałan=bym po pierwsze zwierzyć się ludziom mającym
podobne problemy,a po drugie zapytac czy może ze mna przypadkiem nie
jest coś nie tak?? Wy jako osoby postronne ocenicie to lepiej.
Oto mój problem9a właściwie nie mój tylko mojego chłopaka);pół roku
temu wyszedł z ośrodka terapii uzależnień od alkoholu i od czasu
zakonczenia leczenia nie ruszył alkoholu, co więcej nadal zamierza
nie pić, bo twierdzi, że to zrujnowało Jego zycie(ok,rozumiem i
pochwalam),ale...no właśnie to ale jest małe, podstępne
i...zielone..otóż mój chłopak znalazł sobie zamiennik alkoholu w
postaci marihuany!utwierdza Go to niestety w ułudzie, że to nic
złego, bo nie wydaje przez to wielkich sum pieniędzy jak kiedyś na
alkohol, normalnie funkcjonuje jarając i nikogo przy tym nie
krzywdzi.Ja natomiast uwazam, że to kompletna bzdura-wiem, ze to nie
alkohol ale to NARKOTYK, który tez przeciez szkodzi.Kocham Go i nie
chcę, żeby sobie szkodził, najzwyczajniej we świeci jest mi przykro
z tego powodu, ze to robi.Na szczęście nie jestem z tych osób, które
siedzą w kącie i zalewają sie łzami z powodu uzaleznienia partnera-
ja prowadzę normalne zycie, uczę sie, pracuje.Jednak chcąc , nie
chcąc, będąc bliską osobą natrwisz się o swoją drugą
połówkę...myślę, że to rozumiecie,próbowałam Go namówić na terapię w
Monarze, ale nie zgodził sie...słuchajcie powiem wprost:kocham Go i
podziwiam za to, że zdecydował sie zerwać z alkoholem, jednak nie
potrafię(i nie chcę)zaakceptowac Jego palenia marihuany...proszę
podpowiedzcie mi co zrobilibyście na moim miejscu?Nie chcę go
zostawiać,ale też nie mogę zaakceptować palenia...co radzicie??