Dodaj do ulubionych

Pomóżcie - mój mąż pije

12.07.09, 01:58
Jesteśmy małżeństwem niecały rok. Znamy się i jesteśmy razem ponad 5 lat. Mąż
nigdy nie stronił od alkoholu, ale to co ma miejsce od prawie roku to już
przekracza granice mojej wytrzymałości. Potrafi pić przez kilka tygodni i
potem tyle samo czasu potrzebuje na wytrzeźwienie.
Kiedy pracował w swoim mieście problem nie był tak widoczny, ale zawsze po
sobotniej imprezie leczył się wieczornym piwkiem, nawet jeszcze w ciągu
tygodnia. W końcu firma przestała płacić i wyjechał do innego miasta (ok. 500
km od domu). Pracował tam prawie dwa lata, aż w końcu dopadł go ciąg
tygodniowy. Codziennie dzwonił i bełkotał do telefonu. Zawsze miał wymówkę, że
imieniny urodziny itp. Potem tydzień trzeźwiał. Pojechałam do niego. Wyszedł z
tego. Po dwóch miesiącach dokładnie tak samo, z tym że pił dwa tygodnie. Nie
czekając na czas wytrzeźwiania pojechałam do niego, spakowałam wszystko i
przywiozłam do domu. Kurował się dwa tygodnie. Z wielkimi obietnicami
trzeźwości szukaliśmy dla niego pracy ma miejscu. Niestety z marnym skutkiem
do dnia dzisiejszego. Po drodze nasz ślub, który opijał (se stresu jak
twierdził) już miesiąc przed.. Po weselnych wojażach nie zdążył wytrzeźwieć i
pożółkły mu oczy i skóra. Wylądował w szpitalu. Przez może dwa miesiące 100%
abstynencji. Ale nadarzyła się okazja (czyjeś urodziny) i znów się zaczęło.
Znów dostał "żółtaczki". Teraz nawet się nie przejął żółtymi oczami i dalej pije.
Zawsze ma wymówkę, stres, nerwy, a to jakaś sprawa z przeszłości go męczy. Jak
pije już długo to ma doła i obiecuje, że nie będzie, że wie co się dzieje i
wie że ma problem. Jak to jest dopiero początkowe stadium to jak tylko
powiem, że znów jest pijany, czy nawet zapytam co wypił (zawsze poznam po
głosie, że pił) to włącza agresora, że go kontroluję, że się napić nie może..
Dzisiaj wyrzucił mnie z pokoju, dla własnego świętego spokoju. W odwecie
przelałam wszystkie pieniądze ze wspólnego na moje drugie konto, żeby nie miał
za co kupić alkoholu. On nie pracuje a chcieliśmy zacząc w tym roku budowę domu.
Pomóżcie mi jak mam do niego dotrzeć, żeby zaczął się leczyć. Mówienie wprost
działa na niego jak płachta na byka, ze skutkiem nieodzywania się przez kilka
dni. Raz zagroziłam rozwodem to nawet go nie ruszyło.
Mam stresującą pracę, do domu wracam i tu kolejny stres, garściami wypadają mi
włosy, zajadam problemy..
Jak się kłócimy to ja od razu w płacz i nie potrafię wydusić z siebie słowa i
tak przegrywam każdą wojnę na argumenty. Wiem, że sama mu nie pomogę, tak jak
on sam sobie.
Nie wiem nawet czego zacząć?
Obserwuj wątek
    • public_enemy7 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.07.09, 03:28
      napisze Ci tak

      jestem podobny do twojego partnera



      pomoc to sobie on sam jedynie


      wywal go z domu i zobaczysz




      jak ktos uzalezniony od alkoholu nie dobije dna - to sie nie obudzi



      ja tak mam

    • 7zahir Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.07.09, 09:51
      Poczytaj tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,84358478,Gdzie_zwracac_sie_o_pomoc_.html
      W moim watku Halt znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania.
    • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.07.09, 10:15
      no.ga napisała:
      Pomóżcie - mój mąż pije
      > Nie wiem nawet czego zacząć?
      _____________________________.
      Pojdz do Al-Anonu... - Tam znajdziesz z
      a darmo prawdziwa i fachowa pomoc...!
      Z doswiadczenia radzacy Tobie: A...
      • maras2011 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.07.09, 10:57
        To chyba najlepsze rozwiązanie co zaproponował aaugustw,
        na siłę nikt nikogo nie uszczęśliwił,
        jesli chce przestać pić, musi sam to chcieć,
        dopuszcza się pewne w początkowej fazie środki przymusu :)
    • pmro Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.07.09, 21:16
      To bardzo trudna sytuacja. Sam mam ojca alkoholika i wiem jak to wszystko
      wygląda. Picie, obietnice, i dalsze picie - i tak od lat. Mamy potem osoby
      współuzależnione, tak jak moja matka, która tak naprawde od lat pozwala sobie na
      to co on robi.

      Problem jest naprawde głęboki, i jeżeli Tobie na nim zależy to możesz mu pomóc,
      ale nie rób to kosztem własnego życia.

      Na początek powinnaś się dowiedzieć czy alkohol był też u niego w rodzinie. Czy
      ojciec pił? Czy matka piła? Jeśli tak, to masz bazę tego i podstawę do
      zrozumienia skąd bierze się jego alkoholizm.

      Alkoholizm trzeba przede wszystkim traktować jako chorobę którą, tak jak każdą
      inną, trzeba leczyć. On sobie sam nie poradzi i to Ci gwarantuję. Będą kolejne
      obietnice, i dalej picie. Może nawet przestać pić na rok, dwa, może nawet trzy.
      Natomiast jeżeli się nie leczył, to w końcu wróci do tego. Alkoholizm,
      pracoholizm, seksoholizm to niepoukładane emocje często wynikające
      nieodpowiedniego dzieciństwa. Trzeba to leczyć.


      Na początek powinien się wybrać do specjalisty od uzależnień. Bardzo jednak
      uważaj, bo trafienie na nieodpowiednią osobę lub ośrodek może mieć odwrotny
      skutek. Jest wiele ludzi którzy chcą dobrze, ale sami nie rozumieją choroby i są
      niekompetentni. Leki dadzą tymczasową odskocznie, złudzenie na chwilę że
      wszystko jest w porządku.

      On musi się udać do specjalisty, polecam również grupy AA (Anonimowy Alkoholicy)
      oraz, co jest równie ważne jak AA to grupy DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików).

      Ty możesz mu to zasugerować, jednak on sam musi podjąć decyzję. Jeśli Ci na nim
      zależy, możesz go męczyć, ale nie trać siebie. Traktuj go jako chorą osobę która
      tak naprawde potrzebuje współczucia. Porozmawiaj z nim o jego dzieciństwie jeśli
      jest taka możliwość i poczytaj trochę o alkoholiźmie. Od razu Ci mówię że to
      bardzo długa i ciężka droga, ale bez żadnych konsekwencji dajesz mu przyzwolenie
      na picie a alkoholicy świadomie lub nieświadomie są świetnymi manipulantami.

      Jak masz jakieś pytania to śmiało. Dodam, że sam jestem wyleczonym Dorosłym
      Dzieckiem Alkoholika i mój ojciec nadal pije.

      • leolibra do prmo 16.08.09, 20:51
        Możesz powiedzieć jak poradziłeś sobie ze swoimi problemami? Sama
        jestem DDA. Nie mam problemów z pracą, ze sferą materialną, z
        odpowiedzialnością. Ale moje życie uczuciowe, związki, przyjaźnie
        to wygląda kiepsko. Nie wiem jak zacząć, jak to ruszyć. Byłam u
        terapeuty (Warszawa - Olbrachta). Psycholog stwierdził, że
        potrzebna mi terapia indywidualna. Ale muszę na nią czekać. Rok.
        Może półtora. Jak sie za to wszystko wziać?
        • 7zahir Re: do prmo 18.08.09, 20:09
          Zacznij od mityngów DDA.
      • pies_z_laki Re: Pomóżcie - mój mąż pije 14.09.09, 21:48
        "Od razu Ci mówię że to bardzo długa i ciężka droga, ale bez żadnych
        konsekwencji dajesz mu przyzwolenie na picie a alkoholicy świadomie lub
        nieświadomie są świetnymi manipulantami."

        Z pierwszym się zgadzam, tak, to długa i żmudna droga.

        Drugie nie ma związku z czymkolwiek, alkoholik SAM sobie daje takie przyzwolenie
        i moje, jego żony, czy czyjekolwiek nie jest mu do niczego potrzebne. Pije, bo
        lubi, a nie bo ja go zmuszam, czy namawiam, czy pozwalam. Nie pyta, tylko pije.

        Manipulacja to piękny eufemizm. Tzn. tak, rzeczywiście pijący nadmiernie
        wspaniale manipuluje, a jeśli wyłoży mu się czarno na białym np. ile w ciągu
        ostatniego miesiąca dokładnie wypił, ile, kiedy, z kim i czego, to się zamyka w
        sobie i "nie chce o tym rozmawiać".

        I tu jest moje pytanie - jak przebić ten mur? Rozmowa, spokojna, bez wymówek,
        bez naciskania, bez grożenia, bez nadmiernych emocji, taka rozmowa pozwoliłaby
        może na dalsze kroki (choćby na umówienie się na wizytę u terapeuty), ale jeśli
        temat jest zamknięty, "nie rozmawiam o tym, to co? Mam list napisać?
        • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 15.09.09, 11:30
          pies_z_laki napisała:

          > "Od razu Ci mówię że to bardzo długa i ciężka droga, ale bez
          żadnych konsekwencji dajesz mu przyzwolenie na picie a alkoholicy
          świadomie lub nieświadomie są świetnymi manipulantami."
          - - - - - - - - - - - - - - - - -
          > Z pierwszym się zgadzam, tak, to długa i żmudna droga.
          > Drugie nie ma związku z czymkolwiek, alkoholik SAM sobie daje
          takie przyzwolenie
          > ... Pije, bo lubi, a nie bo ja go zmuszam, czy namawiam, czy
          pozwalam. Nie pyta, tylko pije...
          > ... się zamyka w sobie i "nie chce o tym rozmawiać". I tu jest
          moje pytanie - jak przebić ten mur? Rozmowa, spokojna, bez wymówek,
          bez naciskania, bez grożenia, bez nadmiernych emocji, taka rozmowa
          pozwoliłaby może na dalsze kroki (choćby na umówienie się na wizytę
          u terapeuty), ale jeśli temat jest zamknięty, "nie rozmawiam o tym,
          to co? Mam list napisać?
          _____________________________________________________.
          Rozpoczne moje pisanie takim wstepem, jak na wstepie:
          "To dluga i ciężka droga..."
          Ta droga jednak takze ma swoj koniec...!
          Jestem trzezwym alkoholikiem, wiem ze sie mylisz co do
          stwierdzenia, ze "to drugie nie ma zwiazku z czymkolwiek"...
          W tym "drugim" znajduje sie klucz do trzezwienia, do przebudzenia i
          do podjecia czynow przez samego alkoholika. To nie znaczy jednak, ze
          problem tej choroby mozecie rozwiazac sobie, ot tak sami... - Tam
          gdzie ten problem powstal, nie umie byc - bez pomocy z zewnatrz -
          rozwiazany...!
          Pytasz; jak przebic ten mur?
          A ja pytam: Dlaczego chcesz byc budowlancem, meczyc sie i rozwalac
          jakis mur, ktory nb. nie istnieje...?
          Dlaczego nie chcesz byc krawcowa i uszyc sobie to zycie na Twoj
          stroj i kroj?
          Ci pozostali, ktorzy zechca chodzic w Twoich strojach musza potem
          albo sie do nich dopasowac albo i nie, jezeli wybiora inne parametry
          zycia, ktore sie zmienilo, a zmienic sie musialo...!
          (czy sie chcialo, czy nie chcialo...!).
          A...
          • pies_z_laki_2 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 16.09.09, 16:26
            Nie mogę się zalogować na poprzednie hasło, ale ten poprzedni Pies z łąki - to ja :)

            Chyba nastąpiło jakieś nieporozumienie. Nie mam najmniejszego zamiaru budować komuś życia. Pytałam jak przełamać mur niechęci do rozmowy.

            A właśnie dzięki rozmowie miałabym szansę na przekonanie męża, że pomoc z zewnątrz jest nam potrzebna. On sam oczywiście żadnej pomocy nie potrzebuje, jest bardzo samodzielny i da sobie radę z każdym problemem. Z tego, że nadmiernie pije już dawno zdał sobie sprawę, co skutkuje próbami odstawienia (kilkudniowe sukcesy), ukrywaniem butelek i picia (nie sprawdzam go, to przypadkowe odkrycia w śmietniku), szukaniem okazji (bo były imieniny, bo noga boli, bo musiałem podjąć gościa biznesowego, bo brzydka pogoda...), ja nie pytam, sam się czuje w obowiązku wytłumaczyć np. tekstami "jesteś uprzedzona", "bo ty w ogóle nie znosisz alkoholu i każda ilość ci się nie podoba" itd. Zresztą co ja będę pisać, trwa to już ze dwadzieścia lat, oprócz delirium chyba już wszystkie objawy i zagrania przerabialiśmy, tylko kiedyś moja świadomość problemu była niższa, a i sam problem wcale nie zanika z czasem, a raczej się nasila. Bo to i wiek już nie młodzieńczy, i wydolność organizmu kiepściejsza, no i moja wiedza i spostrzegawczość wzrosły.

            Ja nie naciskam, raz na pół roku ruszyć temat to chyba nie jest za często? A moje wnioski o alkoholizmie męża to takie koraliki nanizane po słówku przez całe lata, bo jednej sensownej rozmowy nijak nie udaje się przejść. Ja zaczynam, a on natychmiast kończy i wychodzi, albo udaje, że w ogóle nie było tematu. I dalej pije.

            Tak, to jest moja własna diagnoza, chciałabym więc, żeby ktoś profesjonalnie się zabrał za sprawdzenie, czy rzeczywiście jest to picie groźne dla zdrowia i życia. Ale żeby to osiągnąć trzeba jakoś przekonać samodzielnego, dorosłego człowieka, który NIE CHCE na ten temat nawet rozmawiać. To jest z jego strony niezła manipulacja i pytałam tu o to, jak przekonać człowieka, żeby zechciał zacząć rozmawiać. Bo to jest ten pierwszy krok.

            Nie chcę przemeblować życia mojemu mężowi, niech sobie sam ustawia je jak uważa za stosowne. Ale jego picie dotyka mnie w sposób bezpośredni i coraz bardziej dotkliwy. W sensie zdrowotnym, towarzyskim, finansowym i każdym innym, to na mnie spadają (albo spadną za czas jakiś) ciężary, chociaż wcale nie chcę ich na siebie brać. Jakiś (odpukać!) udar, czy wylew (bo nadciśnienie), niewydolna wątroba, wypadek komunikacyjny(po alkoholu), kiepska wydajność w pracy, zaniki pamięci, coraz większe pieniądze wydane na %, a do tego coraz słabszy kontakt z najbliższą mi osobą. Mam tego nie zauważać? Jeśli nie ja, to kto ma o tym mówić?

            Nie przemawia do mnie tekst "Piję, bo lubię i nikomu nic do tego". To przecie mój mąż i nie chcę mieć w domu alkoholika z wszelkimi objawami, tylko zwykłego faceta. Kto może powiedzieć, że bardziej zależy mu na moim mężu niż ja? Chyba mam prawo próbować coś z tym zrobić?

            Co mogłam, to sama już zrobiłam (lub robię). Nie pomagam, nie ukrywam, nie płaczę, nie gderam, nie robię nic, co mogłoby usprawiedliwiać czy ułatwiać picie. Wręcz przeciwnie, przeczytałam już chyba wszystko na ten temat, rozmawiałam z al-anon, zorganizowałam grupkę wsparcia. I co dalej?

            Szantażować nie mam zamiaru (sam dokładnie wie o swoim stanie zdrowia), zawstydzanie mamy za sobą (nieskuteczne), pić z nim też nie będę, policji wzywać nie ma do czego, bo to tzw. kulturalne picie, w skuteczność przymusu leczenia nie wierzę (bo za dużo o tym wiem), podkładanie pod nos materiałów drukowanych - to już było, rozmowa z terapeutą AA na przypadkowym spotkaniu towarzyskim - nie zrozumiał go, bo to nie jego problem, on nie jest alkoholikiem i to go nie dotyczy, przecie ma kontrolę nad piciem itd.

            A więc co dalej?
            • pies_z_laki_2 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 18.09.09, 12:31
              Z braku reakcji, na to napisałam powyżej wnioskuję, że:
              - łatwo napisać pouczenie "Nie pomagaj pijącemu"
              - trudno poradzić cokolwiek więcej

              Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko forum z wszelkimi ograniczeniami
              (merytoryka), ale właśnie dlatego miałam nadzieję na konkretne podpowiedzi, z
              życia wzięte, z własnego doświadczenia, z pracy z mężem alkoholikiem / żoną
              alkoholiczką. Szkoda, że nikt się nie odzywa :(
              • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 18.09.09, 13:59
                pies_z_laki_2 napisała:
                > Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko forum z wszelkimi
                ograniczeniami (merytoryka), ale właśnie dlatego miałam nadzieję na
                konkretne podpowiedzi, z życia wzięte, z własnego doświadczenia, z
                pracy z mężem alkoholikiem / żoną alkoholiczką. Szkoda, że nikt się
                nie odzywa :(
                _______________________________________________.
                W watku tym bylo az nadto juz sugestii pomocy,
                a najwieksza z nich jest, cyt:
                Pojdz do Al-Anonu... - Tam znajdziesz za darmo
                prawdziwa i fachowa pomoc...!
                Z doswiadczenia radzacy Tobie:
                A...
                Ps. Co Ty w tym kierunku zrobilas... - Twoj ruch...!
                • lindabel Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.10.09, 08:01
                  Też uważałam, że robię wszystko, aby mój maz przestał pić, ale to
                  było tylko tłumaczenie samej sobie. Dopiero na terapii otworzono mi
                  oczy. Mojego alkoholika "namówiłam" na leczenie poprzez zmiane
                  własnego postępowania i przede wszystkim KONSEKWENCĘ. Nikt nie powie
                  Ci, że to łatwe. Żaden alkoholik nie przyzna się nigdy, że alkohol
                  jest jakimkolwiek problemen zresztą masz tu opinie Trzeźwych
                  alkoholików i warto ich posłuchać, bo przeszli ciężką drogę do
                  trzeźwości.
                  Napiszę raz jeszcze- grunt to dobry terapeuta. same w sobie grupy
                  wsparcia nie dadzą Ci wiedzy praktycznej. Powinnaś mieć kogoś
                  takiego, kto jest w stanie na bieżąco pomagać Ci przejść to wszystko.

                  Pomyśl przede wszystkim o sobie, czy chcesz tak dalej żyć?

                  Nie wiem, i tu jest pytanie m.in. do aaugustw ale podobno jak
                  alkoholik choć raz trafi do terapeuty nie ma już potem takiego
                  komfortu picia, to byłoby juz coś choć na początek. Sam proces
                  trzeźwienia trwa około roku i to tylko w sytuacji kiedy alkoholik
                  nie pije i... chodzi na terapię. Ten rok, to okres minimum -
                  potrzebny po zlikwidowania mechanizmów picia i powtórnej nauki życia
                  w trzeźwości.
                  U mnie obecnie sie to sprawdza, nie wiem co będzie jutro, ale
                  kontynuuję studia, a mój alkoholik zostaję na dwa dni z dzieckiem,
                  zrobi obiad, pójdzie na spacer. Wcześniej taka sytuacja nie mogłaby
                  zaistnieć, po prostu nie byłoby mowy aby powierzyć mu opieke nad
                  dzieckiem.
                  Zrób najpierw porzędek ze sobą, to potem łatwiej ci będzie poradzic
                  sobie z mężem.
                  • aaugustw Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 11:30
                    lindabel napisała:
                    > ... zresztą masz tu opinie Trzeźwych alkoholików i warto ich
                    posłuchać, bo przeszli ciężką drogę do trzeźwości.
                    > Napiszę raz jeszcze- grunt to dobry terapeuta. same w sobie grupy
                    > wsparcia nie dadzą Ci wiedzy praktycznej. Powinnaś mieć kogoś
                    > takiego, kto jest w stanie na bieżąco pomagać Ci przejść to
                    wszystko.
                    > Pomyśl przede wszystkim o sobie, czy chcesz tak dalej żyć?
                    > Nie wiem, i tu jest pytanie m.in. do aaugustw ale podobno jak
                    > alkoholik choć raz trafi do terapeuty nie ma już potem takiego
                    > komfortu picia...
                    _____________________________________________________.
                    Bellindo, (pozwol, ze tak odwrotnie Cie nazwe, ale w ten sposob
                    lepiej mi brzmi Twoja ksywka) ;-)
                    Czytajac Twe slowa widze, ze jestes dopiero na poczatku swej
                    drogi... - Widze takze, ze Ty juz wiesz, ze w tej chorobie potrzebna
                    jest wiedza praktyczna, ale mylisz ja jeszcze z wiedza teoretyczna
                    terapeutow...
                    Wyjasniam wiec: Wiedze praktyczna, jak sama nazwa wskazuje mozna
                    zdobyc tylko wsrod tych, ktorzy maja to w praktyce juz za soba, i
                    ktorzy wczesniej wprowadzili te "wiedze praktyczna" do praktyki
                    zyciowej, (tu: wedlug Programu dla alkoholikow...).
                    Wlasnie na takich systematycznych spotkaniach z innymi alkoholikami
                    mozna sie tego nauczyc, inaczej to co zdobylo sie na terapii, pomalu
                    wyparuje, a w to miejsce pojawia sie stare mechanizmy choroby i chec
                    udowodnienia sobie i calemu swiatu, ze teraz (po roku) juz sie
                    wyzdrowialo i nareszcie znowu bedzie mozna imieniny cioci Felci
                    porzadnie obchodzic, jak to dawniej bywalo...
                    A...
                    • wolfwkapuscie Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 12:16
                      program terapii......trwa okolo 3 lata-albo i o rok dluzej. jesli
                      sie chce go zrealizowac w calosci. do tego mozna sie wspomagac AA..
                      ale i tak, wszystko co alkoholik moze uzyskac, osiagnac, zalezy
                      wlasciwie tylko od jego osobistego zaangazowania, wysilku,
                      motywacji. nawet najbardziej zaangazowane srodowisko wokol
                      alkoholika.......nie powstrzyma go, nie pomoze......jesli on sam
                      tego nie bedzie chcial. nawet Ci co gleboko wierza w boga, lub
                      tak im sie wydaje.......potrafia odwrocic sie plecami.
                      alkoholik niepijacy zyje w jakims otoczeniu. i sam decyduje jakie
                      ono jest.
                      a to czesto -gesto----niesie ze soba okreslone konsekwencje.
                    • lindabel Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 17:20
                      Ok, bardziej chodziło mi o to, że dopiero po pierwszym roku terapii
                      zaczyna się leczenie świadome, przez ten pierwszy rok działają
                      mechanizmy - to tak teoretycznie.
                      A w praktyce to mężowi jeszcze trochę brakuje do końca tego
                      pierwszego roku :)
                      Ale u nas to wygląda tak, że mamy tą samą terapeutkę więc na bieżąco
                      wiem na jakim mąz jest etapie. I na pewno nie traktuję go jak
                      świętej krowy, bo nie pije, bo jednego dnia jest nerwowy itp.
                      Konsekwentnie, malymi kroczkami, bez wdawania się w jakiekolwiek
                      dyskusje...
                      wiem, że to dopiero początek, że wszystko przed nami dlatego czytam
                      wasze posty bo jak napisałeś praktyka różni się od teorii. Dodam ze
                      przeszłam już etapy zmieniania ubrań w szafie (jeśli wiesz o co
                      chodzi:)) jego napuszonej dumy i stwierdzenia, że sam sobie
                      doskonale daje radę. Moje warunki to nie pije i chodzi na terapię
                      (znów się powtarzam).
                      Aha no i zdaję sobie sprawę, że alkoholikiem pozostaje się do końca
                      życia, że ważne jest środowisko, w jakim się obraca, praca, znajomi
                      itp.
                      A o tych imieninach tam poniżej to rozumiem był żart?
                      Ale dzięki za wypowiedź, co nas nie zabije to wzmocni. O daleka
                      droga do normalności...
                    • lindabel Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 17:30
                      Mam jeszcze pytanko czy według ciebie terapia i AA to dwie różne
                      sprawy?
                      Męża prowadzi świetna babka z przeszło dwudziestoletnim stażem. Na
                      pierwszej wizycie w poradni zbadała go alkomatem (ktoś w końcu
                      przytarł mu nosa) i kazała wrócić z tydzień. Dopiero jak w następnym
                      tygodniu był trzeźwy zgodziła się by dołączył do grupy. Są tam i
                      tacy co nie piją kilkanaście lat, i tacy którzy chodzą z przymusu.
                      Nie raz przytarli mu nosa. Mąż ma na codzień kontakt z facetem,
                      który jest po leczeniu w Żukówku (jeden z najlepszych ośrodków o
                      jakich słyszałam), nie pije od kilku lat. Czy według ciebie to
                      wygląda ok? Czy to jest coś takiego co łączy terapię i AA. Dodam, że
                      te spotkania prowadzi właśnie owa terapeutka.
                      • aaugustw Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 18:10
                        lindabel napisała:
                        > Mam jeszcze pytanko czy według ciebie terapia i AA to dwie różne
                        > sprawy?
                        - - - - - - - - - - - - - - - - -
                        Witaj Linda.. - Tak, to dwie bardzo rozne sprawy...!
                        I wcale nie chce porownywac tutaj tych wszystkich szkolek
                        terapeutycznych z jednym jedynym Programem AA, opartym na
                        doswiadczeniu paru milionow alkoholikow, ktorzy wyzdrowieli...
                        ___________________________________________________.
                        lindabel napisała dalej:
                        > Męża prowadzi świetna babka z przeszło dwudziestoletnim stażem. Na
                        > pierwszej wizycie w poradni zbadała go alkomatem (ktoś w końcu
                        > przytarł mu nosa) i kazała wrócić z tydzień.
                        - - - - - - - - - - - - - - - - -
                        W AA trzezwosci nie bada sie alkomatem, a lata stazu tez nie maja w
                        tej chorobie praktycznie zadnego znaczenia, jezeli nie jest sie
                        samemu trzezwym alkoholikiem...!
                        ____________________________________________.
                        lindabel napisała dalej:
                        Są tam i tacy co nie piją kilkanaście lat, i tacy którzy chodzą z
                        przymusu.
                        - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                        Nie uwazasz, ze ten pierwszy przypadek to zle swiadectwo dla
                        terapeutki... - Co tacy tam jeszcze robia... - Czego oni sie tam
                        jeszcze ucza...!? (podpowiem Ci; Tacy juz sa niezdolni do
                        praktycznego zycia... - Oni sa po prostu przeterapeutyzowani...
                        Jakakolwiek przeszkode zyciowa (lub problem) analizuja pod katem
                        terapeutycznym...
                        A ten drugi przypadek, tez zle swiadczy o terapeutce, ze dla
                        pieniedzy miesza grupe ludzi chetnych do trzezwienia z ludzmi,
                        ktorzy zaliczaja tylko kolejny seans... - Dla tych pierwszych,
                        ktorzy ucza sie zyc od nowa, to nie jest dobry przyklad...!
                        ______________________________________________.
                        lindabel napisała dalej:
                        > Nie raz przytarli mu nosa...
                        - - - - - - - - - - - - - - -
                        Wiem, ze Ciebie to cieszy, ze wreszcie ktos przytarl mu nosa, ale
                        czy o to tu chodzi, czy raczej o jego (wlasna) gotowosc do
                        trzezwosci...!? ;-)
                        _____________________________________________.
                        lindabel napisała dalej:
                        > Mąż ma na codzień kontakt z facetem,
                        > który jest po leczeniu w Żukówku, ...nie pije od kilku lat. Czy
                        według ciebie to wygląda ok? Czy to jest coś takiego co łączy
                        terapię i AA. Dodam, że te spotkania prowadzi właśnie owa terapeutka.
                        - - - - - - - - - - - - - - - - -
                        Kontakty z innymi trzezwymi alkoholikami, (l.mn.) oraz wymiana
                        doswiadczen miedzy soba - to jest ok...! - Jeden moze sie mylic,
                        nawet po paru latach abstynencji, jezeli nie rozwija sie dalej...
                        A jezeli chodzi o terapie, to jest ona dla mnie (i tych trzezwych
                        alkoholikow, ktorych spotkalem na swej drodze) dobra sprawa, ale
                        tylko na pewien krotki okres czasu, potem trzeba trzezwiec
                        praktycznie - w zyciu, w rodzinie, w spoleczenstwie...! A to juz nie
                        sa przelewki, ani "mundre teoretyzowanie" w kolku terapeutycznym..!
                        A...
                        • lindabel Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 18:59
                          >W AA trzezwosci nie bada sie alkomatem, a lata stazu tez nie maja w
                          > tej chorobie praktycznie zadnego znaczenia, jezeli nie jest sie
                          > samemu trzezwym alkoholikiem...!

                          Alkomat potwierdził jej przypuszczenia, że jest pod wpływem, a z
                          taką osobą nie chciała rozmawiać, bo nie było to z jego
                          strony "trzeźwe" (jeśli w ogóle mozna tak napisać) podejście do
                          problemu. Dopiero jak zjawił się po tygodniu trzeźwy przeprowadziła
                          z nim rozmowę.

                          Nie wiem, może źle wyrażam myśli albo piszę niedokładnie o co mi
                          chodzi. Po pierwsze ci z kilku, kilkunastoletnim stażem nie bywają
                          co tydzień, ale np. dwa, trzy razy w roku, a ci z przymusu chodzą,
                          bo jest to placówka refundowana przez NFZ (innej możliwości nie ma w
                          naszym małym prowincjonalnym miasteczku). A pokazują się np. raz na
                          dwa miesiące pod wpływem moralniaka, albo leku przed utratą zasiłków
                          sic!

                          Wiem, ze Ciebie to cieszy, ze wreszcie ktos przytarl mu nosa, ale
                          > czy o to tu chodzi, czy raczej o jego (wlasna) gotowosc do
                          > trzezwosci...!? ;-)

                          Może nie tyle co cieszy, ale miał około miesięczną przerwę w terapii
                          i troszkę obrósł w te piórka, a tam mu powiedzieli stop. w następnym
                          tygodniu walczył z tą swoją dumą, czy pójść, ale stanęło na tym, że
                          chodzi dalej.

                          > A jezeli chodzi o terapie, to jest ona dla mnie (i tych trzezwych
                          > alkoholikow, ktorych spotkalem na swej drodze) dobra sprawa, ale
                          > tylko na pewien krotki okres czasu, potem trzeba trzezwiec
                          > praktycznie - w zyciu, w rodzinie, w spoleczenstwie...! A to juz
                          nie
                          > sa przelewki, ani "mundre teoretyzowanie" w kolku
                          terapeutycznym..!

                          Wiem, ze masz rację, tylko mu do tego etapu baaaardzo daleko :) Ale
                          fajnie, że piszesz o czymś takim, bo przedstawiasz wszystko w
                          przedziale czasowym, a nie tylko jutro, czy też za rok.

                          Co do mnie, to zagoniłeś mnie trochę w kozi róg i czuję, że zaczynam
                          się tłumaczyć, a przecież nie o to chodzi.

                          Ta pani prowadzi także terapię dla współuzależnionych, pod której
                          wpływem zaczęłam w końcu robić coś, cokolwiek dla mojej rodziny. Mąż
                          trafił na "swoją" terapię po dwóch miesiącach. Mam świadomość, że
                          żyje on w tym momencie z dnia na dzień, że stara się stosować
                          wszystkie zalecenia, że przed nim długa droga. Ale jak widzę kobiety
                          i mężczyzn którzy od lat borykaja się z problemem alkoholowym
                          bliskich, to dziękuję czemu i komukolwiek, że trafiłam tu na tyle
                          szybko, by do pewnych sytuacji po prostu nie dopuscić.
                          • aaugustw Re: Juz dzwonia, ale ktory to kosciol...!? 12.10.09, 21:25
                            lindabel napisała:
                            > Co do mnie, to zagoniłeś mnie trochę w kozi róg i czuję, że
                            zaczynam się tłumaczyć, a przecież nie o to chodzi.
                            > Ta pani prowadzi także terapię dla współuzależnionych, pod której
                            > wpływem zaczęłam w końcu robić coś, cokolwiek dla mojej rodziny.
                            Mąż trafił na "swoją" terapię po dwóch miesiącach. Mam świadomość,
                            że żyje on w tym momencie z dnia na dzień, że stara się stosować
                            > wszystkie zalecenia, że przed nim długa droga. Ale jak widzę
                            kobiety i mężczyzn którzy od lat borykaja się z problemem
                            alkoholowym bliskich, to dziękuję czemu i komukolwiek, że trafiłam
                            tu na tyle szybko, by do pewnych sytuacji po prostu nie dopuscić.
                            _______________________________________________________.
                            Lindabel, to ja czuje sie zagoniony w "kozi róg", gdyz nie mam
                            tyle doswiadczenia z terapiami co Ty, wiec nie moge tez podzielic
                            sie z Toba swoim doswiadczeniem w tym temacie...
                            Jedno musze przyznac, ze skoro Wam to pomaga, nie widze powodow dla
                            ktorych musielibyscie cos zmieniac... - Zycze powodzenia i
                            trzezwego, szczesliwego zycia w nowym zyciu - w rodzince... - Mnie
                            pomagaja w tym Mityngi Anonimowych Alkoholikow, wraz z ich duchowym
                            Programem - AA, ktory wyleczyl juz wiecej chorych, anizeli wszystkie
                            terapie i instytucje razem do kupy wziete, bo u paru milionow juz
                            chorych alkoholikow. Dla ciekawosci powiem jeszcze, ze Program ten
                            funkcjonuje dluzej, anizeli terapie dla osob uzaleznionych, od
                            ktorych oni sie potem uczyli...!
                            A... ;-)
            • ania-0606 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 18.09.09, 14:27
              Pytanie do psa_z_laki2 !!!

              Twoje spostrzeżenia są mi najbliższe ze wszystkich zamieszczonych tu
              wypowiedzi i czytając Cię miałam wrażenie jakbym sama to pisała.
              Weszłam na to forum całkowicie zdesperowana po: 23 latach życia
              z "kulturalnym" alkoholikiem,rozprawie w sądzie 2 lata temu która
              nic nie zmieniła w jego zachowaniu i po ostatnich nawrotach do
              ostrego picia a problem wciąż ten sam : czy to już teraz spadła ta
              kropla przepełniająca kielich goryczy, upokorzeń, strachu,
              niechęci,obrzydzenia do tego faceta z którym mam dwoje dzieci a
              nadal muszę razem mieszkać i z nim spać czy jeszcze nie ????
              Kilkakrotnie spotkałam się z podobno najlepszą w kraju terapeutką z
              efektem koncowym: powinnam uwolnić się z tego toksycznego związku.
              Problem mam ten sam co TY: jak skłonić dorosłego faceta do rozmowy i
              pójścia na terapię ? Co jescze musi się wydarzć żeby chciał się
              przyznać ,że potrzebuje pomocy fachowca ?
              Mogłabym napisać książkę o moim życiu z kulturalnym alkoholikiem tak
              jak każda z nas ale powoli przestaje mi zależeć aby się zmienił i
              chcę się od niego po prostu uwolnić!
        • alkoholik1 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 31.01.10, 09:29
          Przeczytałam Twój mail i powiem tyle. Rozumiem Cie!Wiem, co czujesz?Wiem , jak
          cierpiała moja rodzina jak piłem, wiem jak cierpiałem ja sam.Polecam terapeutkę
          i jej ośrodek...Pomaga nie tylko uzaleznionym, ale też współuzależnionym.W
          ośrodku u Małgosi nie tylko MY alkoholicy otrzymujemy pomoc, to jest pomoc
          wszechstronna w drodze leczenia alkoholizmu. Proponuje Ci, zadzwoń tam.
          www.przystanektrzeżwosc.pl
    • adamah71 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 20.07.09, 11:31
      Chcąc pomóc mężowi, musisz najpierw pomóc Sobie! Musisz się nauczyć
      jak żyć z osobą uzależnioną i co robić, aby przyspieszć proces jego
      degradacji. Zajżyj na moją stronę znajdziesz tam wiele informacji dla
      Siebie! Nie Anonimowy
      Alkoholik
      powodzenia!
    • lindabel Re: Pomóżcie - mój mąż pije 22.07.09, 09:12
      Jakieś 2 miesiące temu trafiłam do wspaniałej terapeutki uzależnień.
      Jak współuzależniona żona. Po miesiącu mojej terapii doprowadziłam
      do tego, że mój "alkoholik" trafił do niej na terapię dla
      uzależnionych. Sam, bo ty nie podejmiesz za niego tej decyzji. Każdy
      alkoholik ma jakieś tam swoje dno, i w momencie gdy je osiągnie albo
      pije dalej, albo zaczyna się leczyć.
      To krótki czas, mąż nie pije dopiero od 6 tygodni, a jest to proces
      na całe życie. Alkoholikiem zostaje się do końca życia.

      Pamiętaj, że tego nie zmienisz, możesz myśleć o sobie, budować swoje
      poczucie wartości, które w życiu z pijakiem staje się bliskie zeru.
      Terapia pomoże tobie zrozumieć, że liczysz się tylko ty i twój
      spokój, poczucie równowagii.
      Zanim mąż wylądował na terapii w domu był horror. W momencie, gdy ja
      zaczęłam zmieniać siebie zaczęły się awantury, jeszcze większe picie
      itp. Ale to do czasu, trzeba być konsekwentym. To wymaga ogromnej
      siły i sama sobie się dziwię skąd biorę ją każdego dnia.
      Przestałam się zadręczać, że znow wypiję, znów zawali pracę itp. Ja
      tego nie zmienię. Wybór należy do niego jeśli będzie chciał się
      napić, to i tak to zrobi.
      Popytaj o dobrych terapeutów w swoim mieście, to nie jest wstyd
      prosić o pomoc. Walczysz o swoje szczęście i normalne życie. Ja sama
      jestem dopiero na początku tej drogi, ale ....
      Dopóki nie zaczęłam chodzić na terapię było 100 procent pewności, że
      dalej będzie pił. Dziś szanse są 50/50 ponieważ ja zaczęłam coś
      robić. Zawsze jest jakaś szansa...
      Powodzenia. Jeśli masz jakieś pytania to pisz
      (koloolomanolo@.wp.pl). Ja też jestem na początku, ale razem zawsze
      łatwiej radzić sobie z przeciwnościami.
    • ania_98 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 23.07.09, 23:09
      Witaj, wiem, że to, co napiszę, będzie trudne do przyjęcia, też tak
      myślałam, gdy ktoś radził "uciekaj, uciekaj od niego bo lepiej nie
      będzie".
      To samo mogę powiedzieć Tobie- olej go, mimo, że kochasz, że tak
      Tobie ciężko, że żal, że serce Ci pęka. Im dłużej bedzie to trwało,
      tym Twoje zniechęcenie bedzie się pogłębiać i zauważysz, że nic w
      tym wszytkim, nie zalezy od Ciebie, nic, prócz Ciebie samej. Jesli
      masz instynkt samozachowawczy, w pewnym momencie stwierdzisz,
      że "Dzień świstaka" to przy tym film akcji, spasujesz, byle nie było
      za późno. Pozdrawiam Cię, siły życzę
      Ania
    • echfranka Re: Pomóżcie - mój mąż pije 16.08.09, 19:53
      Nikt Ci nie pomoże jeśli sama sobie nie pomożesz.Piszesz,że
      jesteście małżeństwem nie cały rok ,rzuć to i zacznij nowe
      życie.Alkoholikiem zostaje się całe życie.Może przestawać,ale
      wystarczy kropla alkoholu i jest to samo.To straszna choroba.Nie
      pomagają prośby ,nie pomagają groźby jak sam się leczyć nie
      chce.Będziesz chciała odejść obieca poprawę,a kiedy zostaniesz raz
      czy drugi już nie będzie się starał.A Ty będziesz płakać i
      żałować ,że dałaś się nabrać.Pomyśl czy chcesz tak żyć.Pozdrawiam.
      • pierzchnia Re: Pomóżcie - mój mąż pije 16.08.09, 20:26
        echfranka napisała:

        > Nikt Ci nie pomoże jeśli sama sobie nie pomożesz.Piszesz,że
        > jesteście małżeństwem nie cały rok ,rzuć to i zacznij nowe
        > życie.Alkoholikiem zostaje się całe życie.Może przestawać,ale
        > wystarczy kropla alkoholu i jest to samo.To straszna choroba.Nie
        > pomagają prośby ,nie pomagają groźby jak sam się leczyć nie
        > chce.Będziesz chciała odejść obieca poprawę,a kiedy zostaniesz raz
        > czy drugi już nie będzie się starał.A Ty będziesz płakać i
        > żałować ,że dałaś się nabrać.Pomyśl czy chcesz tak żyć.Pozdrawiam.

        Czarny scenariusz babskiego pragmatyzmu.
      • maciejka333 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 30.08.09, 22:26
        Jestem tego samego zdania.Byłam żoną alkocholika 15lat,niepomogły prośby,grożby,muj były w tygodniu pił po pracy do 6piw,potem na łykend dochodziła wódka,codziennie butelka-dwie.Swoją pensje przepijał i przepalał.Ja pracowałam i zajmowałam sie domem,wszystko sama musiałam zrobić,bojakbym czegoś niezrobiła to awantura,wyzwiska i bicie.wpadał w szał gdy mu zbrakło wódki,czy piwa.ale gdy z nożem domnie do skoczył,to powiedziałam stop.odeszłam,zrobiłam mu sprawe o znęcanie,której dzięki bogu niewycofałam.Wiedziałam ze sięniezmieni i będzie dalej pił i wydzwaniał ponocach.Jego ojciec był też alkocholikiem i popełnił samobujstwo,matka TEŻ lubi wypić.aja cieszę sie że wyrwałam się ztego bagna.Boteraz mam prawdziwą rodzine i kochającego meża niepijącego.który rozumie,co przeszłam bo sam teżswoje przeszedł.Także szkoda twojego życia i nerwów,on musi sam zostać,żeby mógł zobaczyć co traci pijąc.pozdrawiam
    • agatka332 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 18.08.09, 20:58
      Opisany poniżej Twój problem wydaje się naprawdę wielki :/.
      Musisz dokładni przemyśleć całe postępowanie z tym problemem i z mężem, bo
      pamiętaj jeden zły krok i może się wszystko posypać... ale na samym początku
      musisz mu pokazać, że jesteś twarda, że masz swoje życie, że nie żyjesz tylko
      Jego problemami... i pamiętaj łzami nie zdziałasz nic, właśnie przez nie
      pokazujesz mu, że jesteś miękka a On to wykorzystuje. Na samym początku postaw
      mu warunek jeśli jeszcze raz do domu przyjdzie pijany każ mu się wyprowadzić
      (jeśli się tak zdarzy spakuj go) i każ mu opuścić mieszkanie jeśli jest Twoje.
      Możesz też mu postawić warunek albo Ty albo alkohol... Jeśli chcesz jakąś
      łagodniejszą propozycję to zaproponuj mu ośrodek AA
      • lindabel Re: Pomóżcie - mój mąż pije 22.08.09, 07:58
        agatka332 napisała:

        > Opisany poniżej Twój problem wydaje się naprawdę wielki :/.
        > Musisz dokładni przemyśleć całe postępowanie z tym problemem i z
        mężem, bo
        > pamiętaj jeden zły krok i może się wszystko posypać... ale na
        samym początku
        > musisz mu pokazać, że jesteś twarda, że masz swoje życie, że nie
        żyjesz tylko
        > Jego problemami... i pamiętaj łzami nie zdziałasz nic, właśnie
        przez nie
        > pokazujesz mu, że jesteś miękka a On to wykorzystuje. Na samym
        początku postaw
        > mu warunek jeśli jeszcze raz do domu przyjdzie pijany każ mu się
        wyprowadzić
        > (jeśli się tak zdarzy spakuj go) i każ mu opuścić mieszkanie jeśli
        jest Twoje.
        > Możesz też mu postawić warunek albo Ty albo alkohol... Jeśli
        chcesz jakąś
        > łagodniejszą propozycję to zaproponuj mu ośrodek AA

        Twardą staniesz się uczęszczając na terapię, inaczej nie dasz rady.
        Ile razy słyszę - ale jak go kocham, i na tym się kończy. Pozorny
        spokoj - do następnego razy. dla alkoholika jest to
        swoiste "oczyszczanie się z win". Próbuje jakoś wynagrodzić swoje
        postępowanie, do następnego napicia się...

        Czytam tu opinie, żebyś zostawiła męża, bo on zostanie alkoholikiem.
        To prawda alkoholikiem jest się do końca życia, ale chodząc na
        terapię spotykam żony, których mężowie nie piją po 20 lat. Dla mnie
        to takie światełko, że nie wszytkie małżeństwa rozpadają się, że
        jednak warto podjąć tą walkę - ale tylko jeśli sam pijący podejmie
        się terapii.

        • hanieczka1 do no.ga 01.09.09, 19:07
          Chcesz rady to moja jest taka: ZOSTAW go i nawet sie nie
          namyślaj.Jesteś młoda i przed Tobą całe życie, a na poprawę to nie
          licz.Podobno wszyscy przestają pić, tylko nielicznym się to udaje za
          życia. Zajmij sie sobą i TYLKO sobą.Zaraz na mnie tu spadną gromy,
          ale mówię to ja żona alkoholika.Sama musialam wychować dzieci
          ktore "wyszły " na ludzi, a teraz kiedy już są dorosłe to do nich
          też ma pretensje że go nie szanują.Pomagaliśmy mu całe życie, byl na
          terapii, miał krotkie okresy abstynencji,Ma wiedze której i tak nie
          wykorzystuje. Ja musze już z nim mieszkać , ale Ty jak nie musisz to
          zrób porządek , albo wystaw mu walizki, albo sama uciekaj.Pozdrawiam
          i powodzenia.
          • aaugustw Re: do no.ga 01.09.09, 20:26
            hanieczka1 napisała:
            > Chcesz rady to moja jest taka: ZOSTAW go i nawet sie nie
            > namyślaj...
            ________________________________________________.
            Jako trzezwy, nie pijacy alkoholik zgadzam sie z Toba i Maciejka,
            oprocz tego powyzszego zdania... - Najprostsze to ucieczka, ale ona
            nie zalatwia sprawy "uciekajacego"...
            Nie trzeba ani walczyc, ani uciekac... - Wystarczy poznac
            problematyke i konsekwentnie stosowac jej zasady w zyciu.
            Reszta sama sie rozwiaze...
            A...
            • hanieczka1 Re: do no.ga 01.09.09, 20:44
              No dodałam jeszcze "zajmij się sobą", a ja rozumiem pod tym pojęciem
              zdobywanie wiedzy w powyzszym temacie, wcielanie jej w zycie i tak
              organizowanie zycia aby być szczesliwym itd.Pozdrawiam
              • aaugustw Re: do no.ga 01.09.09, 20:49
                hanieczka1 napisała:
                > No dodałam jeszcze "zajmij się sobą", a ja rozumiem pod tym
                pojęciem zdobywanie wiedzy w powyzszym temacie, wcielanie jej w
                zycie i tak organizowanie zycia aby być szczesliwym itd.Pozdrawiam
                ________________________________________________________.
                Madre slowa...! - Swiat mozna sobie samemu zbudowac takim,
                jak go powyzej opisalas, ale o jednym trzeba na poczatku
                jego budowy pamietac:
                Bez przerobienia przeszlosci i pogodzenia sie z nia, nie ma
                szczesliwej przyszlosci... - Pozdrawiam...
                A... ;-)
                • vento_p Re: do no.ga 06.09.09, 17:52
                  ok garść zleceń od współuzaleznionej .
                  - znajdź poradnię ( al-anon na poczatku odradzam ) dla
                  współuzaleznionych - najczęsciej są prz poradanich dla uzaleznionych
                  - nie rezygnuj jak nie zanjdziesz pomocy za pierwszym razem
                  - postaraj się poznać problem - polecam czat dla alko i ich rodzin .
                  tam znalzłam pomoc łacznie z terapeutą
                  - każdy musi znaleźć własną drogę. Njałtwiej mówić weż i go wyrzuć.
                  To może się nie udać, facet ma prawo do mieszkania, domu itp.ja
                  poinformowałam np. rodzinę męża i poprosiłam o pomoc. informwałam o
                  każdym zapiciu. Jak był agresywny wzywałam policję. to tylko
                  początek ale pamiętaj, przy rozwodzie ( jeśli rozważasz takie
                  rozwiazanie )będziesz potrzebowac dowodu na jego picie
                  • basiak0101 Re: do no.ga 08.09.09, 15:32
                    witam, z moim mężem jestem od 6 lat z czego 3 jesteśmy małżeństwem.
                    Mamy dwie wspaniałe córki. Zanim poznałam mojego męża lubił pić i
                    znikać na noce, kiey zaczęliśmy ze sobą być zmienił się, ale jednak
                    nie na długo, po pięciu miesiącach wszysko wróciło do stanu
                    poprzedniego. Jakoś to znosiłam, a po dwóch mies.dowiedziałam się,
                    że jestem w ciąży, straszył mnie, że co teraz będzie, że się
                    powiesi, mimo, że ciągle mówił, że chce dziecko i uwolnić się od
                    takiego życia, a ja głupia i naiwna w to wierzyłam. Wyjechał w tym
                    czasie na dwa mies do Niemiec, kiedy wrócił, zamiast interesować się
                    nami pił z kolegami.24 kwietnia mieliśmy wziąść ślub, nistety 19
                    marca został zatrzymany za pobicie ( pod wpływem alkoholu ) i
                    poszedł do więzienia na 7 mies. Kiedy wyszedł Nasza córka miała 2
                    mies, ale on zamiast z nami, wolał jechać z kolegami na mecz pod
                    Warszawe. Mieszkałam z nim u jego rodziców, pił, poniżał mnie i
                    wyrzucał od swoich rodziców, a ja się pakowałam i uciekałam do ojca
                    alkoholika ( mama nie żyje od 16 lat ).W końcu dostaliśmy mieszkanie
                    i jakoś to było, zaszłam w ciąże z drugim dzieckiem, obiecywał, że
                    będzie super, że teraz sięcieszy z tego dziecka, bo jest na to
                    przygotowany i co? chodził po dyskotekach, pił, a kiedy ja
                    krzyczalam i płakałam, popychał mnie i dusił. Zawsze przychodził po
                    imprezach pobity. Wiem, że nie powinnam dźwigać ręki na niego, ale
                    kiedy wracał dostał ode mnie po twarzy, ale on się nie wachal, tylko
                    oddawał i nie patrzył na nic. Postawił mi kilka warunków, że jeśli
                    będe z nimi jeździć na mecze, to przestanie spotykać się z kolegami
                    i pić, minął tydzień i znów o samo. Kiedy nie chciałam go wpuścić do
                    domu, wyzywał mnie pod oknami od kurew itd.Ja nie mam dokąd pójść, a
                    on nie chce opuścić mieszkania.Przepija pieniądze, robi długi, a mi
                    karze oszczędzać, po trzeba to wszysko płacić. Dwa lata temu nie
                    pojechał ze mną na świeta, bo brakło mu urlopu, bo cały przepił, to
                    wtedy znalazł sobie kobiete starszą o 10 lat. Przyjechał do mnie na
                    święta, a ja w jego tel znalazłam sms pisane do niej, a chciałam
                    tylko sprawdzić, czy pisał do mnie sms, bo twierdził, że tak tylko
                    niby nie dochodziły. I znalazłam je w moje urodziny, a każde inne
                    urodziny go nie ma, bo co robi pije.... i twierdzi, że ja
                    przesadzam.
                    • aaugustw Re: do no.ga 08.09.09, 21:36
                      basiak0101 napisała:
                      > witam, z moim mężem jestem od 6 lat z czego 3 jesteśmy
                      małżeństwem. Mamy dwie wspaniałe córki....
                      > ...Przepija pieniądze, robi długi, a mi karze oszczędzać...
                      > ...znalazł sobie kobiete starszą o 10 lat. Przyjechał do mnie na
                      > święta, a ja w jego tel znalazłam sms pisane do niej.
                      > ... każde inne urodziny go nie ma, bo co robi pije.... i twierdzi,
                      że ja przesadzam.
                      __________________________________________________.
                      Nie chcialo mi sie pisac, ale po przeczytaniu tego posta
                      obudzilem sie i zapragnalem napisac, ze to wola o pomste
                      do nieba, ze Twoj maz kobieto ma racje kiedy mowi, ze
                      przesadzasz... - Bo Ty przesadzasz w druga strone do tego
                      stopnia, ze gdybym ja mial wplyw na Wasze malzenstwo,
                      odebralbym w pierwszym rzedzie Wam te "dwie wspaniałe córki",
                      ktore musza patrzec na to wszystko i wyrastac w tej patologii,
                      bo Tobie nie chce sie zadbac o prawdziwy, zdrowy dom...
                      A...
                      • basiak0101 Re: do no.ga 09.09.09, 09:26
                        Nie wiem, dlaczego jesteś nastawiony do mnie w ten sposób, ja dbam o
                        moje dzieci, robie dla nich wszystko, one o niczym nie wiedza, nie
                        mówie im o tym, bo po co ? Wiele bym dała, żeby zmienić cos, tylko
                        nie mam siły, ani pomocy od nikogo. Ja dbam o dom, o dzieci, spędzam
                        z nimi każdą najmniejszą chwile. Ja potrzebuje wsparcia, a nie
                        krytykowania mojej osoby. Nie napisałam po, to, żeby ktoś mnie
                        krytykował. Chciałam się komuś wygadać i sprawdzić, czy na pewno mam
                        rację.
                        • no.ga Re: do no.ga 09.09.09, 11:56
                          basiak0101 - a co zrobiłaś (oprócz policzkowania), żeby Twój mąż przestał pić i
                          imprezować?

                          Jeśli chodzi o mój problem - poszłam na Al-anon. Na razie większych efektów nie
                          ma, ale dzisiaj idę znów.
                          • aaugustw Re: do no.ga 09.09.09, 12:08
                            no.ga napisała:
                            > Jeśli chodzi o mój problem - poszłam na Al-anon. Na razie
                            większych efektów nie ma, ale dzisiaj idę znów.
                            ______________________________________________.
                            Jestes wspaniala...! ;-)) - Ladnie to napisalas...!
                            Trzymam kciuki i jestem z Toba...
                            Pogody Ducha zycze:
                            A... ;-))
                          • lindabel Re: do no.ga 13.09.09, 08:23
                            Gratulacje i tak trzymaj. Na początku moze nie będziesz widziała
                            efektów, w domu możesz mieć jeszcze gorzej, ale na terapii dadzą Ci
                            siłę i motywacje do dalszego działania.
                            A u mnie jeśli Cię to jakoś zmotywuje nadal bez alkoholu. Oboje
                            chodzimy na terapię.
                            Ale przede wszystkim ja znów uwierzyłam w siebie, kontynuuję
                            niedokończone studia intensytnie szukam pracy, terapia naprawdę
                            działa.
                            Trzymaj się i pisz co u ciebie.
                        • aaugustw Re: do no.ga 09.09.09, 12:03
                          basiak0101 napisała:
                          > Nie wiem, dlaczego jesteś nastawiony do mnie w ten sposób, ja dbam
                          o moje dzieci, robie dla nich wszystko, one o niczym nie wiedza...
                          > Wiele bym dała, żeby zmienić cos, tylko nie mam siły, ani pomocy
                          od nikogo. Ja dbam o dom, o dzieci, spędzam z nimi każdą najmniejszą
                          chwile. Ja potrzebuje wsparcia, a nie krytykowania mojej osoby. Nie
                          napisałam po, to, żeby ktoś mnie krytykował. Chciałam się komuś
                          wygadać i sprawdzić, czy na pewno mam rację.
                          __________________________________________.
                          I co da Tobie i Twoim dzieciom to "wygadanie sie" tutaj i to,
                          ze ktos da Tobie racje...!? W czym to ma pomoc...!?
                          Mowisz, ze dbasz o swoje dzieci i ze one o niczym nie wiedza...?
                          Komu Ty chcesz to mowic... - Ty mowisz do alkoholika, ktory takze ma
                          dwie corki i myslal, ze one o niczym nie wiedza... - Myslisz ze
                          Wasze klotnie i bojki sa niezauwazalne...? - A czy pomyslalas choc
                          raz o swoich dzieciach, ze moze one w takich sytuacjach siedza
                          skulone pod koldra w panicznym strachu...!?
                          Szukasz wsparcia, wiec idz do Al-Anonu na spotkania z takimi ja Ty
                          sama. Z tym, ze tam spotkasz osoby, ktore juz poradzily sobie z tym
                          problemem... - Od nich wez przyklad jak zyc jak czlowiek...!
                          A...
                          • ynika Re: do no.ga 09.09.09, 13:43
                            I tu sie z Aaugustem zgadzam.Ide o zakład ,że twoje dzieci wiedzą więcej niż Ci
                            się wydaje.Zrób kobieto to co Ci radza inni.Idź na spotkanie Al-Anon.Tam
                            znajdziesz i fachowa porade i wsparcie i przyjazne dusze.tam Ci pomogą.Bo co z
                            tego,że tu ktos sie nad Tobą użali, faktycznie masz STRASZNE zycie.Musisz coś
                            zrobić dla dzieci i dla siebie.sama nie dasz rady ale szukaj pomocy w
                            Al-Anon.jedyne wyjście.
                            • aaugustw Re: do no.ga 09.09.09, 14:26
                              ynika napisała:
                              > I tu sie z Aaugustem zgadzam.Ide o zakład ,że twoje dzieci wiedzą
                              więcej niż Ci się wydaje.Zrób kobieto to co Ci radza inni.Idź na
                              spotkanie Al-Anon.Tam znajdziesz i fachowa porade i wsparcie i
                              przyjazne dusze.tam Ci pomogą.Bo co z tego,że tu ktos sie nad Tobą
                              użali, faktycznie masz STRASZNE zycie.Musisz coś zrobić dla dzieci i
                              dla siebie.sama nie dasz rady ale szukaj pomocy w Al-Anon.jedyne
                              wyjście.
                              ____________________________________________.
                              Dziekuje za pierwsze poparcie... - Ynika...! ;-))
                              Pozdrawiam, (pro publico bono).
                              A...
                      • maciejka333 Re: do no.ga 17.09.09, 20:19
                        tak augustw ma troche racji,bo pozwalasz nato że córki nato patrzą.tylko jestem
                        zdania że tak jest niedlatego że niechce ale się boi.to niejest takie
                        proste,odejść zostawic.na swoim przykładzie wiem że gdyby mi niepomogli
                        najblizsi.dalej bym się męczyła.przecież takie osoby nękane przez małżonków
                        potrafią tak zdołować,żeniby jest się silnym a w żeczywistości i po czasie
                        okazuje sie że jesteśmy malutcy bo takich znas zrobiono.przecieżnp.ja to jestem
                        najgorsza itd.w oczach byłego ijego rodziny,oszukałam,zdradziłam..ato że były
                        pił i bił tonic takiego.i wiedzieli otym.teraz to żal mi tych osób,które muszą
                        cierpieć przez innych,bowiem co one czują,czego się boją.
                        • aaugustw Re: do no.ga 17.09.09, 21:05
                          maciejka333 napisała:
                          > tak augustw ma troche racji,bo pozwalasz nato że córki nato
                          patrzą.tylko jestem zdania że tak jest niedlatego że niechce ale się
                          boi.to niejest takie proste,odejść zostawic.na swoim przykładzie
                          wiem że gdyby mi niepomogli najblizsi.dalej bym się męczyła.przecież
                          takie osoby nękane przez małżonków potrafią tak zdołować,że...
                          _____________________________________________.
                          Wiem Maciejka o czym tu piszesz, ale z drugiej
                          strony sama wiesz ilu ludziom nalezy sie najpierw
                          "zimny prysznic" zanim sie obudza, wtedy i lek znika...!
                          A...
    • 7zahir Kiedy mąż pije 15.09.09, 09:51
      wiadomosci.onet.pl/1574495,2677,1,kiedy_maz_pije,kioskart.html
      • yuraathor Re: Kiedy mąż pije 15.09.09, 11:33
        czytałem. nic nowego jak dla mnie.
        ale wypowiedzi forumowe pod artykułem, no łapy opadają.
    • till.eulenspiegel Re: Pomóżcie - mój mąż pije 12.10.09, 13:35
      no.ga napisała:

      > Nie wiem nawet czego zacząć?

      Halo no.ga!
      Zacznij od siebie. Zdecyduj, czego nie chcesz robic i przestan to
      robic, niezaleznie od nastepstw. Nie walcz o niego, a o siebie.
    • no.ga Pomóżcie - mój mąż pije - CD 30.01.10, 23:46
      Minęło sporo czasu od kiedy rozpoczęłam walkę z nałogiem męża.
      Niestety z powodu braku czasu i kosztowne dojazdy na spotkania Al-anon
      zrezygnowałam.
      Mój mąż nadal pije, ale teraz ma jeszcze gorszy sposób.. nie upija się do
      nieprzytomności tylko popija głównie piwo. W ciągu dnia wypija ok. 4-6 piw +1-2
      w nocy. Stał się bardzo agresywny słownie (rzuca wyzwiskami). Wyrzuca mnie z
      pokoju. Oczywiście wg niego to moja wina. Kłócimy się o pieniądze i o pracę. W
      dalszym ciągu nie pracuje.
      Obwinia mnie, że nie chcę pozwolić na wyjazd z daleka od domu i przez to się
      denerwuje a żeby się uspokoić pije. Do tego bierze tabletki na nadciśnienie,
      które zresztą też popija piwem. Nie ma dnia bez ostrej kłótni. Z jego strony nie
      ma nawet grama chęci, żeby zmienić w normalny sposób tę sytuację. Wczoraj
      podczas kłótni powiedziałam mu, że lepiej będzie jak się ze mną rozwiedzie i
      wyjedzie, skoro tutaj mu tak źle i dodałam, że podczas rozprawy wyciągnę jego
      alkoholizm na światło dzienne i żeby liczył się z tym, że sąd nakaże mu
      przymusowe leczenie w zamkniętym zakładzie. Oczywiście tylko ze mnie zadrwił, że
      na to potrzebuję dowodów. Mam tylko zdjęcia z pochowanego piwa w różne miejsca,
      ale on ich jeszcze nie widział.
      Nie wiem jakich mam sposobów jeszcze użyć, żeby zrozumiał że piwo problemów za
      niego nie rozwiąże. Kiedy tylko zwrócę mu uwagę na cokolwiek od razu odwraca
      kota ogonem, albo wyciąga inne w tym momencie nie istotne sprawy, co wywołuje
      tylko kolejną kłótnię i tak się koło zamyka.
      Nie respektuje żadnego mojego argumentu, żyje w innym świecie. Nie mogę uwierzyć
      co się z tym człowiekiem stało. Mamy bliskich znajomych, którzy wiedza o
      problemie, ale sami nie wiedza co zrobić. Kiedy próbują delikatnie zacząć
      rozmowę nt. picia od razu zmienia temat, albo się obraża że ja napuściłam ich na
      niego.

      Zaczynam się przygotowywać do tego, że zostanę sama. Ale już sama myśl o tym
      jest gorsza od tego co jest teraz :(
      • lindabel Re: Pomóżcie - mój mąż pije - CD 01.02.10, 08:33
        Witaj ponownie no.ga. Jeśli piszesz, bo tylko chcesz się wyżalić- no to smutne,
        że masz los podobny do większości żon alkoholików, ale jeśli chcesz pomocy, to
        sama zamknęłaś sobie drogę.

        >Minęło sporo czasu od kiedy rozpoczęłam walkę z nałogiem męża. Niestety z
        powodu braku czasu i kosztowne dojazdy na spotkania Al-anon zrezygnowałam.

        Pierwszy błąd, rezygnacja - znajdą się tysiące powodów, jeśli Al-anon jest za
        daleko, to poszukaj bliżej terapeuty (powinien być w każdym powiecie).
        Rezygnacja oznacza brak jakichkolwiek zmian - dla Ciebie.

        > Mój mąż nadal pije, ale teraz ma jeszcze gorszy sposób.. nie upija się do
        nieprzytomności tylko popija głównie piwo. W ciągu dnia wypija ok. 4-6 piw +1-2
        w nocy. Stał się bardzo agresywny słownie (rzuca wyzwiskami). Wyrzuca mnie z
        pokoju. Oczywiście wg niego to moja wina. Kłócimy się o pieniądze i o pracę. W
        dalszym ciągu nie pracuje.

        A skąd ma na to piwo? skoro nie pracuje?
        A z pijanym się nie dyskutuje - błędne koło, ty go podkręcasz, on ma nastepny
        powód do picia (ma przecież okropną żonę), a co to da?

        > Obwinia mnie, że nie chcę pozwolić na wyjazd z daleka od domu i przez to się
        denerwuje a żeby się uspokoić pije. Do tego bierze tabletki na nadciśnienie,
        które zresztą też popija piwem. Nie ma dnia bez ostrej kłótni. Z jego strony nie
        ma nawet grama chęci, żeby zmienić w normalny sposób tę sytuację.

        Dla alkoholika każdy powód będzie dobry by pić, chociażby kłótnia z żoną, a
        tabletki niech sobie bierze - jak będzie na granicy to może osiągnie dno :) A Ty
        tylko się zadręczasz, widzisz, gdybyś kontynuowała Al-anon podjęłabyś się walki
        o siebie, nie o niego. Na to co on robi, nie masz żadnego wpływu.

        >Wczoraj podczas kłótni powiedziałam mu, że lepiej będzie jak się ze mną
        rozwiedzie i wyjedzie, skoro tutaj mu tak źle i dodałam, że podczas rozprawy
        wyciągnę jego alkoholizm na światło dzienne i żeby liczył się z tym, że sąd
        nakaże mu przymusowe leczenie w zamkniętym zakładzie. Oczywiście tylko ze mnie
        zadrwił, że na to potrzebuję dowodów. Mam tylko zdjęcia z pochowanego piwa w
        różne miejsca, ale on ich jeszcze nie widział.

        Znowu kłótnia...a czy myślisz, że jak zmusisz go do leczenia sądownie, to
        wyjdzie z nałogu? Błąd- on MUSI SAM tego chcieć. Zdjęcia też nie są żadnym
        dowodem (mogłaś sama porozstawiać piwo). Spójrz zresztą jak głęboko sięga Twoje
        współuzależnienie - chodzisz, szukasz, szpiegujesz, robisz zdjęcia......

        > Nie wiem jakich mam sposobów jeszcze użyć, żeby zrozumiał że piwo problemów za
        niego nie rozwiąże. Kiedy tylko zwrócę mu uwagę na cokolwiek od razu odwraca
        kota ogonem, albo wyciąga inne w tym momencie nie istotne sprawy, co wywołuje
        tylko kolejną kłótnię i tak się koło zamyka. Nie respektuje żadnego mojego
        argumentu, żyje w innym świecie. Nie mogę uwierzyć co się z tym człowiekiem stało.

        Jak to co się stało - jest alkoholikiem. Ty jesteś jego problemem nie alkohol.
        Każdy Twój argument jego mechanizmy odrzucą.

        > Zaczynam się przygotowywać do tego, że zostanę sama. Ale już sama myśl o tym
        jest gorsza od tego co jest teraz :(

        Czy przeraża Cię spokój w domu? Twoim życiem stała się walka z wiatrakami.
        Pamiętaj że Twojego męża już tak naprawdę nie ma - jest za to alkoholik, a Ty
        tkwisz głęboko w współuzależnieniu.
      • no.ga Re: Pomóżcie - mój mąż pije - CD 09.02.10, 22:12
        Po niedzielnej kłótni znów wyrzucił mnie z domu. W złości rzuciłam, że
        oczywiście mnie wyrzuca jak powiem coś co jemu się akurat nie podoba.
        SPOLICZKOWAŁ mnie. Chciałam uciec, ale mnie zatrzymał nie wiem po co. Zawołał
        nawet swoją mamę, która wie jakie on ma problemy i od razu jej się przyznał, że
        mnie uderzył a ona właściwie nie zareagowała. Bardziej zależało jej na świętym
        spokoju niż zażegnaniu sporu. Udało mi się wyjść. Podczas powrotu do swojego
        domu wydzwaniał i jedyne co miał na swoje usprawiedliwienie to to, że wg niego
        zasłużyłam bo go sprowokowałam. Powiedziałam mu, że nie ma słów, które
        prowokowały by do uderzenia kogoś bliskiego. Niestety nie dotarło i dalej
        obstaje przy swoim.
        Ja nie wiem co się z tym człowiekiem stało. Jestem przerażona, nie można z nim
        wogóle porozmawiać. Teraz jedynym tematem jest rozwód. Woli się rozwieść niż
        dogadać. Twierdzi że jestem psychopatką. Boli mnie głowa i ciągle chce mi się
        płakać, mam problemy z zasypianiem, nie mogę znieść takiego stanu rzeczy.
        Jesteśmy razem od siedmiu lat, nigdy się tak nie zachowywał. Nie uznaje żadnych
        moich argumentów podczas próby dyskusji. Ciągle się wydziera. domyślam się że
        oboje teraz już potrzebujemy pomocy, ale on twierdzi że to ze mną jest co nie w
        porządku i do psychologa nie pójdzie bo nie ma po co. Ja bym już poszła nawet
        sama, ale co to da. Nie mogę się z tym pogodzić.
        • pmro Re: Pomóżcie - mój mąż pije - CD 01.03.10, 13:55
          Lindabel dała Ci wyczerpującą odpowiedź.

          Ty potrzebujesz pomocy tak samo jak i on, jesteś współuzależniona. To właściwie
          znaczy tyle, że dajesz sobą pomiatać. Pozwalasz mu na takie zachowanie.

          Nie ma wymówek co do terapii. Za to że Ciebie spoliczkował powinnaś się
          wyprowadzić. To ładny początek. Najpierw Ciebie spoliczkuje, zobaczy że
          konsekwencji właściwie nie ma, to następnym razem Tobą rzuci.

      • kipur Re: Pomóżcie - mój mąż pije - CD 10.02.10, 18:38
        Ja też zostałem sam. Zostałem sam za późno.Gdybym posłuchał
        specjalistów na codzień zjmujących się problemami akoholowymi
        zostałbym sam dużo wcześniej ale chodziłbym w swoich skarpetkach , a
        że nieposłuchałem ich tylko walczyłem licząc że poradzę sobie sam z
        alkoholiczką na skarpetkach mam przypiętą kartkę o zajęciu
        komorniczym.
        Każdy przypadek jest inny nie należy generalizować ale człowiek
        który ma takie ciągoty do akoholu powinien się leczyć .Będzie się
        leczył wtedy wkiedy do tego dojżeje czyli upadnie na dno.
        Ja też robiłem zdjęcia pijanej , ufloganej , ujszczanej,nagrywałem
        filmy , nagrywałem wyzwiska jakimi mnie obrzucała nie osiągnąłem
        żadnego efektu.
        On słusznie twierdzi że żebyś mogła się rozwieść z winy jego
        alkoholizmu musisz mieć dowody. Otóż oto wcale nie trudno . Wtedy
        wkiedy jest pijany i robi awantury lub bije cię ( jest to znęcanie
        się psychiczne i fizyczne ) należy wzywać policję bez skrupułów
        poniważ akohol niema nad tobą skrupułów.Należy zarządać od policji
        założenia niebieskiej karty która to pozwala plicji chronić rodzinę
        alkoholika i mnieć nad nim większą kontrolę . Po klku wizytach
        policji będziesz miała dowody.On zapewne tego i tak nie zrozumie ale
        ty będziesz miała coś wręku.
        Jak napisałem wyżej każdy przypadek jest inny i każdy człowiek jest
        inny ale to co ty napisałaś ja w ostatnich latach przerabiałem na
        własnej skórze i też się bałem że zostane sam.Mimo wszystko zostałem
        sam tylko w dużo gorszej sytuacji.
      • sabinac-0 Re: Pomóżcie - mój mąż pije - CD 12.02.10, 12:01
        Czytajac Twoja historie ogarnia mnie smutek. Czuje sie przerazliwie
        niekompetentna, by Ci cokolwiek radzic.
        Wiem jedno - Twoj zwiazek ma niewielka szanse na przetrwanie a usilujac go
        ratowac niszczysz siebie.
        Zobacz - to Ty znosisz wyzwiska, to Ty pracujesz ponad sily i to Twoje ciezko
        zarobione pieniadze maz przepija. To Ty sie wstydzisz, denerwujesz, nie spisz,
        nie masz mozliwosci odpoczynku, zapomnialas o wlasnych potrzebach i marzeniach,
        bo w Twoim domu wszystko kreci sie wokol piwa.


        Jesli sama mysl o rozstaniu i samotnosci wywoluje w Tobie panike, sprobuj uzyc
        wyobrazni. Jak masz chwile czasu, usiadz sobie i pusc wodze wyobrazni. Wyobrazaj
        sobie kolejno, ze wzywasz policje, ze policjant mowi "taka porzadna rodzina, kto
        by przypuszczal" a potem sporzadza note, ze skladasz pozew, ze oznajmiasz
        rodzinie i znajomym decyzje, ich zdziwienie, pytania, jak na nie odpowiadasz.
        Potem wyobraz sobie rozprawe, wyrok, jak on sie wyprowadza lub Ty sie
        wyprowadzasz, jak sprzatasz, urzadzasz mieszkanie, powroty do domu, spokojne
        samotne wieczory, niedzielne poranki, spacery.
    • monia1981_1981 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 01.02.10, 10:29
      NIE WIEM JAK POMÓC BO JA MAM TAKI SAM PROBLEM.SAMA SZUKAM ODPOWIEDZI NA PYTANIA
      DLACZEGO MÓJ PIJE I NIGDZIE JEJ NIE MA.PRZECZYTAŁAM TO CO NAPISAŁAŚ I BARDZO CI
      WSPÓŁCZUJĘ.JA MAM DZIECKO I ZABRAŁAM SIĘ Z DOMU 3 TYGODNIE TEMU.A ON NADAL
      PIJE.JA JUŻ NIE MAM SIŁ.WALCZYŁAM 3 LATA TEMU.WALCZYŁAM 2 LATA TEMU.A TERAZ TO
      JUŻ NIE WIEM CO ZROBIĆ.
      • lindabel Re: Pomóżcie - mój mąż pije 01.02.10, 12:25
        A w jaki sposób walczyłaś?
      • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 01.02.10, 16:45
        monia1981_1981 napisała:
        > ... JA MAM DZIECKO I ZABRAŁAM SIĘ Z DOMU 3 TYGODNIE TEMU.A ON NADAL
        > PIJE.JA JUŻ NIE MAM SIŁ.WALCZYŁAM 3 LATA TEMU.WALCZYŁAM 2 LATA
        TEMU.A TERAZ TO JUŻ NIE WIEM CO ZROBIĆ.
        ______________________________________.
        Poddaj sie i licz na siebie... - Przestan
        walczyc, bo stracisz sily i zdrowie do reszty...
        Pojdz do Al-Anonu...!
        A...
    • krasnalfred Re: Pomóżcie - mój mąż pije 15.02.10, 18:27
      a Ty sama w domu nie masz historii picia?

      jestes DDA/DDD?

      tu byl kiedys watek chyba zuzy, ktora wlasnie byla w takiej sytuacji jak ty i ktora swoim zdrowieniam doprowadzila tez do tego, ze maz poszedl na terapie. poszukaj i poczytaj. samo uzalanie sie nad swoim losem ci nic nie da. w sumie, to jakie masz prawo zeby meza zmieniac? jak chce pic bo pijany jest szczesliwy to niech pije, ale za swoje. jak ty jestes z jego piciem nieszczesliwa to zrob cos z soba. rozdzielnosc majatkowa zrob np., zeby za Twoje nie pil.

      tu juz o wszystkim, co mozesz zrobic napisano, a jeszcze mozesz tez isc do Gminnej Komisji Rozwiazywania Problemow Alkoholowych. ich skutecznosc jest dyskusyjna, w ogole przymusowe leczenie jest dyskusyjne, ale jest to mozliwosc jak najbardziej legalna i dostepna. probuj. ale oni sie zajma tylko alkoholikiem, a co z Toba?
    • neptun39 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 16.02.10, 10:40
      Witaj,mam na imię Jarek,jestem alkoholikiem,nie piję od 11 miesięcy,
      byłem na terapi.Rozumiem Twoją bezsilność,jeśli chcesz mu pomóc na
      siłę,to wyślij go na leczenie przez sąd,będzie zły,wściekły,
      obrażony na cały świat,lecz to może uratować mu życie,drugi bardziej
      drastyczny sposób,to nie pomagać mu w żaden sposób,nie prać mu,nie
      sprzątać,nie karmić,nie ubierać,odciąć go od pieniędzy,niech zacznie
      odczuwać,że nie może na nikogo liczyć,wtedy sięgnie swojego dna,i
      albo wybierze trzezwą drogę,albo zapije się na śmierć,taka jest
      brutalna prawda.możesz do mnie napisać,jarek392@vp.pl
      Pozdrawiam...Jarek
    • nefistofeles Re: Pomóżcie - mój mąż pije 21.03.10, 14:00
      cóż alkoholizm jest trudny nie dla samego chorego ale i dla jego najbliższych..
      walka z alkoholizmem twojego męża będzie ciągle walka z wiatrakami jeżeli on sam
      nie zrozumie że potrzebuje pomocy, ale to już wiesz - więc zastanów sie jak
      można zmotywować człowieka który jest na samym dnie a którego nawet rozwalona
      wątroba nie wystraszyła??? Choroba ta jest w psychice to też poprzez psychikę
      trzeba z nią walczyć ale musi się Pani nastawić że nie będzie lekko i jeżeli już
      na nim Pani nie zależy to nie da pani rady. Chętnie pomogę gdyż miałem podobna
      sytuacje w rodzinie . Jeśli jest pani zainteresowana - gg;8272551 e-mail
      darek26902@wp.pl współczuje D.F MD
    • rpk1801 Re: Pomóżcie - mój mąż pije 08.02.23, 09:40
      Witam wszystkich I Pozdrawiam
      Z uwaga czytelem wszystkie posty drogie Panie ,czy to piwo,czy kieliszek koniaka,czy…..to bez znaczenia wszystko niestety prowadzi do rozpadu rodziny ,utrat,zdrowia,wiezienia itd …analizy moga byc dlugie ale niestety jak czlowiek sam nie zechce to nawet najwieksze cuda swiata nie pomoga tak.
      Od czego zaczac?
      Nawet Najlepsze osrodki I specjalisci nie pomoga jak ktos nie chce,dzieci zaplakane zony matki nic
      Jak to zrobic?Jak wyjsc z tego Przekletego kola?Jak to przerwac?Prosze zapytac osobe uzalezniona Od Alkoholu dlaczego pije?Jedno pytanie tysiac odpowiedzi-bo stress,bo praca,a szef a tesciowa….
      • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 09.02.23, 15:50
        rpk1801 napisal, cyt:
        "Z uwaga czytelem wszystkie posty drogie Panie..."
        _________________________________________________________________.
        Gdybys czytal z uwaga, nie odpowiadalbys na poczty sprzed 13 lat.
        A poza tym, tu na czele powinna stac wspoluzalezniona, nie alkoholik.
        A...
    • marion.marion Re: Pomóżcie - mój mąż pije 25.02.23, 17:34
      Bez urazy, ale wzięłaś z nim ślub po tych akcjach z piciem? To jakaś paranoja dla mnie.
      • aaugustw Re: Pomóżcie - mój mąż pije 26.02.23, 10:45
        marion.marion dyskutuje z kims sprzed 13 laty...! (chyba po kielichu, bo to sie czyta, jakby byla nawalona) :-))
        A...
    • juliagrzes Re: Pomóżcie - mój mąż pije 20.09.24, 13:35
      Alkoholizm jest zjawiskiem społecznym, problemem społecznie uwarunkowanym. Życie z moim mężem było koszmarem, ale ktoś polecił mi tę książkę: www.net-boss.org/othet-languages/jak-pomoc-alkoholikowi-ktorego-kochasz To była wybawienie dla mojej rodziny. Widziałam ją też dostępną na ebookpoint ebookpoint.pl/ksiazki/jak-pomoc-alkoholikowi-ktorego-kochasz-ellen-petersen,s_01vr.htm
    • ssszzzzz Re: Pomóżcie - mój mąż pije 21.09.24, 13:56
      Chłop woli pić, a nie być z tobą. Normalny gość by nie tykał, a zabrał żonę na wycieczkę, do restauracji, odkładał pieniądze na dom. Gdyby cię kochał to wizja wspólnej rodziny byłaby dla niego ważniejsza od powrotu do następnego ciągu. To po prostu dziecko, a ty jesteś darmowa niańka. Tacy jak on chcą zejść na dno i trzeba im pozwolić. Podkładasz się dla obcego chłopa, który w odwrotnej sytuacji, gdybyś to ty piła, dawno by ci kopa sprzedał za drzwi i nawet by na sms nie odpisał. Otrząśnij się, odejdź i zajmij sobą, stań się wartościowym człowiekiem co byś następnego takiego nie przyciągnęła, żyj zdrowym życiem. Obcy facet, nie wiesz co tam u niego się w domu działo. Pewnie ojciec taki sam był, on przez resztę życia autorytetu nie znalazł, więc uważa, że picie to jego miejsce w życiu. Ja rozumiem matka czy brat alkoholik - to ciężka sytuacja. Tutaj to spiedalaj, gdzie pieprz rośnie i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka