Dodaj do ulubionych

Z ITAKĄ DO PARYŻA

IP: *.dabrowa-gornicza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 21:33
PARYŻ I PROWANSJA Z ITAKĄ ( 03.08 – 12.08..2004 R. )


WSTĘP
Na wstępie pragnę zaznaczyć , iż wybierając się na objazdową wycieczkę nie
miałem zbyt wygórowanych wyobrażeń co do komfortu wypoczynku.
Na wycieczkę wybrałem się wraz z żoną i córką . Biuro nie mogło mi zapewnić
pokojów trzyosobowych ani dwuosobowych z dostawką , natomiast zapewniano
mnie , że z umieszczeniem nas w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach nie
będzie żadnego problemu. Taka potrzeba wynikała głównie z posiadania
wspólnego bagażu.
Drugą istotną rzeczą było zapewnienie choćby podstawowej klimatyzacji w
pokojach , pytałem także o wyposażenie pokoi w lodówkę. Zapewniono mnie , że
hotele są dwugwiazdkowe , co nie oznacza wprawdzie jakichś luksusów , ale z
pewnością posiadają klimatyzację , wyposażone są w łazienki i
ubikacje . Przedstawicielka biura Itaka nie mogła mnie co prawda zapewnić ,
że w każdym pokoju na wyposażeniu znajduje się lodówka , ale w przypadku
pilnej potrzeby przechowania łatwo psujących się produktów radziła zwrócić
się do pilota wycieczki.
Ponadto zapewniała , że w trakcie podróży nie będzie żadnych problemów , gdyż
autokar wyposażony jest w lodówkę , z której można będzie korzystać.
Także program wycieczki nie miał stanowić jakiejś sztywnej ramówki , już
na miejscu miał być dostosowany do indywidualnych potrzeb i możliwości
poszczególnych wycieczkowiczów.
A tak było w rzeczywistości.


DZIEŃ 1.

Bardzo sprawny dowóz osób do Opola. Wygoda , pomoc i kultura kierowcy
zapewniona.

Luksusowy autobus nie był już jednak tak okazały jak zapewniano. Szybki
przybrudzone , dwie całkowicie zaparowane z mocno ograniczoną widocznością.
Bez protestów dojechaliśmy do Kudowy Zdroju , kiedy to osoby siedzące po
mojej lewej stronie zaskoczyły , że na jakiekolwiek widoki w podróży liczyć
nie mogą. Wszczęto larum.
Pani pilot wraz z kierowcami zaczęli pozorować jakieś ruchy zmierzające do
wymiany autokaru.
Od razu zaczęło nam się wydawać dziwnym , iż przed wykonaniem którejkolwiek
rozmowy telefonicznej osoby te oddalają się od uczestników wycieczki na
odległość uniemożliwiającą wychwycenie choćby jej fragmentu . Ponad dwie
godziny czekaliśmy na wymianę autokaru , która w końcu nie nastąpiła.
Ponoć podjęto decyzję o wymianie szyb na miejscu – w Paryżu.
Z perspektywy czasu jestem przekonany , że nikt nie miał ochoty wymieniać
autokaru.
Wszystkie jego schowki były wypełnione napojami. Cały magazyn wód , soków i
piwska.
Nie sądzę aby załoga autokaru chciała cały ten arsenał przeładowywać na
oczach wycieczkowiczów.
Może nawet autobusowy kibelek był napakowany , gdyż od samego początku pani
pilot nalegała o niekorzystanie z tego przybytku.
Sporadyczne prośby o umieszczenie czegoś w lodówce kończyły się odmową
panów kierowców z powodu braku miejsca. Także prośby o szklankę gorącej wody
zbywano jej brakiem.
Wszystko stało się jasne po przekroczeniu granicy Polsko-Czeskiej. Wtedy
właśnie na dobre ruszył pokładowy biznes . Pani pilot słodziutkim głosem
zaczęła zapraszać do sklepiku panów kierowców , gdzie taniej niż na
odwiedzanych stacjach benzynowych można nabyć gorącą kawkę i herbatkę oraz
zimniutkie wody , soki i nie tylko... także napoje z procentami.
Autobus – „karczma piwna” szlakiem 1001 kibli zmierza do Paryża.
Nie każdego akurat rajcuje atmosfera piwna , mnie akurat nie bardzo. Na
jednym z postojów podchodzę do pilotki proponując , w miarę dyskretnie by
nie robić sensacji , zaprzestanie konsumpcji
piwa podczas jazdy autokaru. W odpowiedzi słyszę , że jestem pierwszym
któremu to kiedykolwiek przeszkadzało , panienka jest wyraźnie rozbawiona.
Wobec takiej odpowiedzi chcę się dowiedzieć , czy taki handel jest zgodny z
prawem , czy handlujący posiadają odpowiednie zezwolenie ?
Pilotka na to : to nie pana sprawa ! Jak sądzę od tej chwili staję się jej
wrogiem numer jeden.





DZIEN 2

Po bólach docieramy do hotelu. Wcześniej pani pilot zbiera po 100 Euro od
osoby na wspólne wydatki . Zakwaterowanie w hotelu na peryferiach i pierwsza
wycieczka RER-em do Paryża.
Niemrawość organizacyjna pilotki jest coraz bardziej zatrważająca. Zamiast
nam pomóc , jest tylko zbędnym balastem i złodziejem naszego cennego czasu .
Zamiast skorzystać z tańszych rozwiązań
naraża nas na wyższe wydatki. Wszelkie uwagi mogące jej służyć pomocą
traktuje jak osobistą urazę.
Nic więc dziwnego , że pierwszy dojazd do Montmartre zajmuje nam ponad dwie
godziny.
Niby podchodzimy pod Sacre-Coeur , przechodzimy przez Montmartre , zaliczamy
Folies Pigalle ,
Zerkamy na Moulin-Rouge , ale trudno to nazwać zwiedzaniem.
Pani pilot ujawnia swe manieryczne ciągoty do wygłaszania wszelkich mądrości
w najbardziej ruchliwych i głośnych miejscach , co ogranicza liczbę słuchaczy
do minimum.
Wszelkie prośby o zmianę miejsca wygłaszania komentarzy dotyczących
odwiedzanych miejsc traktuje z dużą niechęcią wręcz wrogością. Taki styl
pracy ma jednak swoje uzasadnienie .
Pani pilot popełnia koszmarne błędy merytoryczne , tyle tylko że niewielu
uczestników wyprawy potrafi je dostrzec. Jeśli ktoś jednak pozwoli sobie na
zwrócenie jej uwagi staje się natychmiast czarną owcą w stadku dyletantów.
Powrót do hotelu , gdzie na parkingu można jeszcze dokonać zakupu
chłodzonych napojów , silnik autobusu pracuje na luzie , lodóweczka działa –
sklepik otwarty.
Pierwsza wizyta na Montmartre obnaża niemoc organizacyjną biura podróży i
niekompetencję przewodniczki. Już podczas drugiej zbiórki gubi się kilka
osób. Marnujemy godzinę na poszukiwania.
Nie chcę na nikogo czekać , nie chcę też by inni czekali gdy ja się zgubię.
Proponuję pilotce podanie uczestnikom swojego numeru telefonu , co
umożliwiłoby w razie kłopotów skontaktowanie się z nią. Arogancka odmowa !
Telefon jest jej prywatną własnością , możemy sobie dzwonić do Itaki , chyba
że otrzyma telefon służbowy.
Służbowy telefon znajdujący się w autobusie jest także zastrzeżony. Bez
komentarza ...




DZIEŃ 3

Dzień rozpoczynamy od śniadania w hotelowej „restauracji”.
Mały niby-bufet umieszczony w najdalszym kącie malutkiej salki , nadającej
się do konsumpcji dla co najwyżej 20 osób miał przyjąć jednorazowo całą
wycieczkę. Tłok , ścisk i ciągłe braki talerzyków , sztućców , nawet zwykłej
gotowanej wody do zrobienia herbaty czy kawy. Konsumpcja z łokciami w boku.
O wszystko musieliśmy upominać się sami , na interwencję Pani pilot liczyć
nie można było.
Skierowana do niej prośba o podzielenie śniadania na dwie tury skończyła się
stwierdzeniem ,
iż to niemożliwe , gdyż pierwsza grupa zje więcej niż jest dla niej
przeznaczone , a wtedy dla drugiej braknie jadła. Jednym zdaniem : bydło jest
bydło więc niech żre jak bydło !

Zwiedzanie rozpoczynamy od wizyty na Pere Lachaise. Błąkamy się po
omacku , choć wystarczy wziąć darmową mapkę by trafić bez pudła w wybrane
miejsca. Żenada !
Szybka wizyta w Tour Montparnasse , czas goni.
Podjeżdżamy pod Panteon , całą drogę pilotka milczy. Pod Panteonem , jak
zwykle przy drodze , wykład. W bzdurach jakie plecie ta dziewucha teraz
przechodzi samą siebie. Według pilota wycieczki Itaki w Panteonie jest tylko
jedna sala z nazwiskami ważnych osób wypisanymi na ścianach.
10 minut na obejście wokoło . Oczywiście protestuję ! Natychmiast napadają
mnie dwie wycieczkowiczki , bo niby skąd mogę wiedzieć więcej od przewodnika.
Pani pilot już siódmy raz jest w Paryżu , tak przynajmniej twierdzi , więc
wie lepiej. Ja po prostu złośliwie podważam jej autorytet. Na szczęście nie
wszyscy uczestnicy tej eskapady zostawili mózgi w domu , wejście do krypty
zostaje odkryte. Mamy łaskawie dodatkowe minuty na zwiedzanie.
Żeby było śmieszniej zbiórka przed Panteonem trwa minut 15-cie , przy okazji
Obserwuj wątek
    • Gość: HEKTORIUSZ Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.dabrowa-gornicza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 21:35
      Żeby było śmieszniej zbiórka przed Panteonem trwa minut 15-cie , przy okazji
      dostaję dodatkową burę od jakiejś nawiedzonej , bo gdyby nie moja bezczelność
      to ponoć tej krypty by nie było ...
      Po kilkakrotnym policzeniu owieczek ruszamy dalej , lecz dokąd pilotka nie
      powie , bo to nie moja sprawa. Od tej chwili nie będzie już odpowiadać na żadne
      zadane przeze mnie pytania.
      Oprócz tego bojkotowana jest moja rodzina i kilka innych osób.
      Odchodzimy około 1,5 kilometra od Panteonu , by Pani pilot mogła ogłosić
      czas wolny.
      Gdybym to wiedział wcześniej mógłbym spokojnie zwiedzić Panteon , przejść przez
      Ogrody Luxemburskie , obejść Odeon i Sorbonę. Teraz musimy zasuwać z powrotem
      prawie biegiem , a i tak wszystkiego nie zobaczymy.
      Piechotą do Notre-Dame i znów króciutko , nie zdążymy już wejść na wieżę.
      Za to wchodzimy do cuchnącego Muzeum Archeologicznego , no ale trzeba
      wykorzystać przepłacone karnety . Gdyby bowiem pilotce chciało się kupować
      bilety grupowe w każdym zwiedzanym obiekcie, to jeszcze można było
      zaoszczędzić. No ale kto w końcu o tym wiedział ?
      Tylko parę upierdliwych osób czytających cenniki przy kasach.
      Sainte-Chapelle już zamykają. I nie jest to jakaś nadzwyczajna okoliczność ,
      tylko kolejne niedbalstwo pilotki. W każdej ulotce dołączonej do karnetu stoi
      jak byk : czynne do 18-tej.
      Walimy więc do Centrum Pompidou. Tyle tylko , że do wnętrza nie wchodzimy.,
      choć czynne do 21-szej. przewodniczka odradza wizytę w tym przybytku , ponoć
      nie warto , nic ciekawego.
      Mniejszość się tu nie liczy , decydują damy na wysokich obcasach.
      Na pytanie o miejsce postoju autobusu Pani pilot reaguje zwrotem o 180 stopni.
      Zbiórka i kilkukilometrowy , bezsensowny marsz wzdłuż Sekwany. W
      poszukiwaniu autobusu , który nigdy nie parkuje , na wielu ulicach nie może się
      zatrzymać , choć oczywiście inne autobusy mogą. Większość już ledwo wlecze
      nogi , gdy po naszych śladach nadjeżdża długo oczekiwany pojazd. Natychmiast
      otwiera swoje podwoje sklepik , dzięki takiemu spacerkowi wzrasta znacząco
      popyt na zimne napoje.
      Ludzie dostali w tyłek , więc więcej osób ma obiekcje : autobus dla nas ,
      czy my dla autobusu ?
      Jutro ma się poprawić .


      DZIEŃ 4

      Zaczynamy od Wersalu , jak zwykle co ciekawe to krótko. Ile zwiedzania ,
      tyle zbiórki i oczekiwania na autokar , który jak zapewnia pilotka nie może
      parkować przed Wersalem.
      Oczywiście nie może parkować tylko nasz autobus , wszystkie pozostałe mogą ,
      nawet innych polskich biur podróży też mogą , tylko nie Itaki. Za to my możemy
      stać po kilkadziesiąt minut na słońcu w oczekiwaniu na jego przyjazd.
      Pojechaliśmy na wycieczkę aby spokojnie pozwiedzać
      i odpocząć psychicznie , a tu ciągła nerwówa i patelnia. Gdybym chciał się
      wytapiać na słońcu pojechałbym do Grecji lub na Kanary. Nie można niczego
      spokojnie obejrzeć , pilotka ostentacyjnie skraca czas zwiedzania , wydłuża
      zbiórki. Może ¼ czasu jest racjonalnie wykorzystana , reszta to marnotrawstwo.
      La Defense – zbiórka , czas wolny zbiórka. Jak zwykle na samym środku
      patelni.
      Łuk Triumfalny – zbiórka , wejście na Łuk , zbiórka , czas wolny.
      Wieża Eiffla , tłum się kłębi , wjeżdżanie na górę to żadna atrakcja. Chcę
      sobie zwiedzić coś innego.
      W pobliżu jest kilka o wiele przyjemniejszych atrakcji. Niestety , nie wolno.
      pilotka nie powie o której przyjedzie autobus dopóki nie kupi biletów. Czekamy
      pół godziny , w konsekwencji Mauzoleum Napoleona zamykają nam przed nosem .


      DZIEŃ 5.

      Nie dość że wyjeżdżamy z hotelu później niż zwykle , to jeszcze zaczynamy od
      Sainte-Chapelle.
      Nadrabiamy zaległości.
      Potem piechotą do Muzeum D’Orsay. Zwiedzanie poprzedzone wykładem na
      słoneczku tuż przy drodze , pilotka robi to już ostentacyjnie i z uśmiechem na
      ustach. W półtorej godziny , to można to muzeum co najwyżej przelecieć , o
      żadnym normalnym zwiedzaniu nie ma mowy. A przecież w czwartek można tu
      zwiedzać do 21.45. Tyle tylko , że trzeba chcieć pomyśleć , a gdy się myśleć
      nie potrafi to posłuchać kogoś kto posiada tę umiejętność.
      Po 15-tej wyruszamy do Luwru. Po prostu kpina , przed Luwrem zbiórka i
      tysiąc spraw organizacyjnych , żeby się jednak dowiedzieć godziny odjazdu muszę
      czekać do samego końca.
      Mam już serdecznie dość , jesteśmy prowadzani jak stado baranów bez
      jakichkolwiek informacji.
      Oczywiście wyrażam ten pogląd głośno , Pani pilot mnie ostrzega , muszę uważać
      bo obserwuje mnie już od kilku dni. Natychmiast reaguje jakiś łebski gość ,
      który nie czuje się wcale jak baran i może mi to wytłumaczyć tylko inaczej ...
      Zaczyna być niebezpiecznie , muszę się zamknąć , strach myśleć co mi mogą mi
      zrobić...
      Ledwie przeszliśmy dwie sale , a już obsługa kieruje nas do wyjścia. Marzenia o
      zwiedzeniu Luwru prysły. Pozostaje jedynie spacer po Paryżu .
      Wieczorna zbiórka pod Wieżą Eiffla. Jak się można było spodziewać są
      problemy z punktualnym zebraniem grupy. Autokar jak zwykle nie może parkować
      tam gdzie parkują inne autokary , podjeżdża więc w ostatniej chwili i staje
      byle gdzie. Staje na krótko , by nie narazić się policji. Kiedy znajdujemy się
      ok. dwa metra od wejścia kierowca zamyka nam drzwi przed nosem i odjeżdża.
      Staje dwieście metrów dalej , a kiedy się do niego zbliżamy odjeżdża ponownie.
      Czekamy pół godziny aby objechał ponownie w to samo miejsce. Zwykła granda ,
      jesteśmy traktowani jak bydło. Jasno widać , że kierowcy kombinują aby nie
      płacić za parkingi .
      Wieczorem rejs po Sekwanie , nareszcie nogi mogą odpocząć.
      Nocą przejazd do Nimes. W zalewie potu pomieszanej z zapaszkami z
      klimatyzacji , a do tego opary piwska serwowanego w autokarowym barze.


      DZIEŃ 6

      Do Nimes docieramy szlakiem sraczy. Częste przystanki mają przedłużyć czas
      podróży , jak się okazuje hotel w Avignon będzie dostępny dopiero po godzinie
      18-tej.
      Krótka wizyta w Nimes dla zabicia czasu i jedziemy dalej.
      W Avignon zwiedzamy most Saint-Benezet , wchodzimy do Katedry , zwiedzanie
      Pałacu Papieży pilotka odradza. Ludzie chcą jechać do hotelu ale póki co za
      wcześnie.
      Kłótnia o długość czasu wolnego , kłótnia o miejsce zbiórki , już właściwie
      kłócimy się o wszystko – bezskutecznie. Pilotka jest już po prostu bezczelna .
      Kilka osób chce już na własną rękę dotrzeć do hotelu w czasie późniejszym . Na
      moją prośbę o podanie adresu hotelu w odpowiedzi słyszę : to nie pana sprawa ,
      macie przyjść na miejsce zbiórki o określonej porze albo wracać do domu na
      własny koszt. Chcę wiedzieć kto wymyślił takie prawa , ale to nie mój interes .
      Przy okazji dowiaduję się , że takie zasady będą panowały do końca , gdyż
      połowa wycieczki jest tak głupia , iż nie trafiłaby nawet do autobusu
      znajdującego się dwie ulice dalej nie mówiąc już o hotelu.
      Koniec dyskusji !
      Próbujemy skontaktować się z biurem podróży , także bez rezultatu.
      Mamy do wyboru : albo na własną rękę zwiedzać Pałac Papieży , albo iść coś
      zjeść.
      Decydujemy się na konsumpcję. Taka decyzja okazuje się błędem , żarcie będą
      serwować dopiero od 19-tej. Praktycznie jesteśmy ubezwłasnowolnieni , zjawiamy
      się na zbiórce o czasie.
      Prawdziwy cyrk zaczyna się w hotelu. Pani pilot jest coraz bardziej pewna
      siebie i bezczelna.
      Mimo iż jesteśmy na początku listy klucze od pokoi otrzymujemy na końcu. Dla
      mnie jest przygotowany specjalny pokój , klucz do którego pilotka odłożyła
      uprzednio do kieszeni . Hotel jest obskurny ,
      śmierdzący , pokoje pozbawione wentylacji. Po otwarciu drzwi bucha jak z
      sauny , otwarcie okien i drzwi nie poprawia znacząco sytuacji. Dla nas
      przygotowano dodatkową atrakcję – śmierdzące śmietniki pod samym oknem . Po
      awanturze okraszonej epitetami otrzymujemy klucz do innego pokoju z rąk jednej
      z „dam dworu”. Widzę też , że pilotka niesie wentylator , chcę więc aby mi
      także załatwiła takowy. W odpowie
      • Gość: Marta Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.04, 13:13
        Powiem tak..... Ciebie żadne biuro nie zadowoli, jak się jest malkontentem to
        zawsze będziesz wynajdował sposób żeby do czegoś się przyczepić....
        Dziwię się, że do tej pory korzystasz z usług biur podróży! Chociaż
        podejrzewam, że nawet jakbyś jechał indywidualnie, i powiedźmy skorzystałbyś z
        lotu to i tak znalazłbyś powód żeby do czegoś się przyczepić, anuż podaliby
        pomidory, na które przecież jesteś uczulony
        • remig45 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 07.09.04, 14:13
          Pisze się LOT-u i a nuż ( osobno ).
          Wypisujesz głupawe komentarze , a nawet pisać poprawnie nie potrafisz.
          Świnia wytarza się w gównie i jest jej dobrze , Tobie pewnie też.
          Wczoraj w "Rozmowach w toku" jedna taka opowiadała , że jak się ktoś nie kochał
          w ustępie to nie wie co to miłość.
          Nie wiesz co ze sobą zrobić , nikt nie chce na Ciebie wleźć ?
          Kup wibrator i zrób sobie dobrze sama. Jak nie pomoże na główkę , to z
          pewnością nie zaszkodzi ...
    • Gość: HEKTORIUSZ Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.dabrowa-gornicza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 21:38
      W odpowiedzi dowiaduję się , iż wentylatorów jest tylko kilka , a ja jestem
      ostatnią osobą która mogłaby go otrzymać. Koniec dyskusji.
      Wydzwaniamy pod wszystkie podane przez Itakę telefony ale bez rezultatu , przy
      okazji obrywa się niesłusznie Paniom z Centrum Pomocy Medycznej .
      Piesza wyprawa do centrum kończy się po ok. dwóch kilometrach wraz z
      chodnikiem.
      Wracamy do hotelu i siedzimy na werandzie. Z parkingu dobiegają rozmowy panów
      kierowców i pani pilot. Daje się usłyszeć , że gdyby panowie kierowcy mieli
      takiego ch... to by mu dopier...li
      Słychać opowieść jak to jedna k... dostała w mordę , potem pisała skargi , ale
      żadnego świadka nie miała itp., itd. Usychamy z tęsknoty za ich przybyciem ,
      może nareszcie jakaś atrakcja , ale na przechwałkach się kończy.
      W nocy mimo otwartych drzwi i okien spać się nie da. Ponadto trzeba czuwać
      aby nie załapać po łbie.


      DZIEŃ 7

      Nareszcie rano. W końcu można się dodzwonić do biura podróży. Szczerze
      mówiąc nie przebieram w słowach. Po kilku godzinach widać pierwsze efekty
      interwencji.
      Kiedy dojeżdżamy do Marsylii pilotka jest już o niebo grzeczniejsza. Co prawda
      nie odzywa się do całej mojej rodziny , ale następują radykalne zmiany w
      sposobie prowadzenia wycieczki.
      Od tej pory ¾ czasu mamy dla siebie i na zwiedzanie.
      W drodze do Cannes pilotka podaje adres hotelu w Nicei , gdzie będziemy
      mieszkać.
      Nareszcie przestajemy się czuć jak psy na smyczy.
      Niestety , dopiero przed dojazdem do Cannes ludzie dowiadują się o możliwości
      morskiej kąpieli.
      Najbliższy postój toaletowy jest świadkiem rewolucji w bagażach.
      W międzyczasie okazuje się , że nie tylko ja interweniowałem w biurze
      podróży.
      Obsługa wycieczki wszczyna prywatne śledztwo w celu ustalenia winnych , w
      śledztwo angażuje się część wycieczkowiczów. Sceny jak z „Rejsu”.
      Docieramy do Nicei , nareszcie normalny hotel dwugwiazdkowy. Czysto ,
      schludnie , działa klimatyzacja , nie dostaje się po łapach za wzięcie drugiej
      bułeczki.
      Jednak i tu widoczne są poczynione przez Itakę oszczędności. Przed wyjazdem
      przedstawicielka biura twierdziła , że we Francji hotele bardzo rzadko
      dysponują pokojami z przystawkami dla trzeciej osoby.
      Na miejscu miało się natomiast okazać , że w każdym hotelu pokoje z
      przystawkami to standard.
      Dzięki temu mieszkaliśmy zawsze w trójkę w jednym pokoju. Tyle tylko , że pokój
      z przystawką jest tańszy od 1,5 pokoju , bo i tzw. przystawka nie jest wygodnym
      spaniem dla dorosłej osoby.
      Ponieważ już po pierwszej wycieczce mam tego pełną świadomość , trudno
      uwierzyć , że biuro podróży takich informacji nie posiada. Wobec tego należy
      przyjąć jako pewnik , że świadomie wprowadzają klientów w błąd , jak sądzę
      celem uzyskania dodatkowego zysku.


      DZIEŃ 8

      Śledztwo przyniosło oczekiwane rezultaty , wraz z dwoma Paniami jesteśmy
      skazani na ostracyzm.
      Osób niezadowolonych jest oczywiście więcej , jednak widząc jakie szykany
      spotykają nas na każdym kroku wolą nie ryzykować znalezienia się w podobnej
      sytuacji. Jeżeli ktokolwiek z nami rozmawia to jedynie na osobności , by czasem
      nie zauważyli tego faktu inni uczestnicy wyprawy.
      Ulega też zmianie program wycieczki , zostanie ona troszkę skrócona.
      Najpierw wizyta w perfumerii w Grasse , potem jedziemy do Monaco i Monte
      Carlo.
      Właściwie to już nas nic nie cieszy , chcemy jedynie dotrwać do końca.
      Wracamy do Nicei , jak zwykle bocznymi drogami. Myślę , że podstawową
      strategią tej podróży jest omijanie płatnych parkingów i minimum płatnych
      autostrad. Kierowcy ciągle łamią przepisy drogowe , do tego ubliżają innym
      użytkownikom dróg . Wyraźnie czują się asami szos , inni to tylko palanty i
      kutasy . Swoje opinie wyrażają głośno , część durnot nie kryje zachwytu.
      W końcu jeden z asów zajeżdża drogę dziewczynie na skuterze , centymetry ratują
      jej życie.
      Oczywiście nie obywa się bez epitetów. W końcu w pobliżu znajduje się policja
      francuska .
      Skutkiem jęków , płaczów i żebraniny jest mandacik w wysokości jedynie 100 Euro.
      Przy okazji okazuje się , iż prowadzący autobus kierowca nie posiada prawa
      jazdy. Po tym jak prowadzi śmiem twierdzić , że stracił je już dawno. Następuje
      zmiana kierowcy.
      Poprzedni mistrz kierownicy na terenie Francji już za kółkiem nie zasiądzie ,
      to też o czymś świadczy.
      Ciekawe czy posiada zezwolenie na wyszynk piwska w autobusie , czy choćby
      prowadzenie handlu obwoźnego ? W każdym razie strata stówki wprowadza żałobny
      nastrój wśród załogi.
      Wysiadamy w centrum Nicei jakieś 8 km od hotelu , część osób jedzie od razu
      na kwaterę.
      Po wszystkich , którzy nie będą chcieli pokonywać tej trasy piechotą autokar
      przyjedzie ponownie za 2 godziny. Takie dobrodziejstwo zdarza się po raz
      pierwszy.


      DZIEŃ 9

      Wyjazd do domu. Po drodze zatrzymujemy się w centrum Nicei. Mały spacerek po
      starówce
      i wykłócone 1,5 godziny na zakupy.
      Wśród zaufanego grona trwają jakieś ruchy , kierowcy niektórym wyróżnionym
      serwują darmową kawkę , wyraźnie wrócił im humor. Nawet pilotka pozbyła się
      wczorajszego płaczliwego wyrazu twarzy. Rozwiązanie zagadki tego błogostanu
      następuje na pierwszym przystanku toaletowym.
      Kiedy już zajmujemy miejsca w autobusie na zewnątrz zaczyna się ruch. Pani
      pilot z „lojalką” w rękach zaprasza kolejnych wycieczkowiczów do złożenia
      podpisów. Panienki z grupy wzajemnej adoracji krążą po autokarze szeptem
      zapraszając kolejne osoby do wyjścia na zewnątrz.
      Niektórzy proszą o przyniesienie papieru do autobusu i podpisują ostentacyjnie
      bez czytania .
      Zaczyna krążyć plotka , że jak wszyscy nie podpiszą to nie pojedziemy , już się
      cieszymy na tę okoliczność. Przez okno obserwujemy jak kolejne osoby podpisują
      jakieś ręcznie sporządzone pismo , niektóre osoby zręcznie unikają złożenia
      swego podpisu.
      Czarnym owcom w stadzie nigdy nie dane było poznać treści tego dzieła , co
      traktujemy jako wyróżnienie.
      W nagrodę za dobre sprawowanie uruchomiono autobusowe kino. Wybór większości
      okazał się wielce trafiony - „Rejs” Marka Piwowskiego . Genialne podsumowanie
      kończącej się eskapady.
      Choć film ten widziałem już kilkakrotnie , nigdy wcześniej nie bawiłem się tak
      znakomicie.
      Niestety , tylko kilku osobom było do śmiechu. Większości , nie wiedzieć
      czemu , nie bardzo lub wcale. Nie wiem tylko czy z braku poczucia humoru , czy
      też może ujrzeli tam siebie samych.
      W każdym razie projekcję zakończono przed czasem .


      DZIEŃ 10

      Wracamy do Opola.
      Na koniec Pani pilot dziękuje uczestnikom wycieczki , a właściwie jedynie
      tym którzy umieli docenić jej trud i zaangażowanie , za ich bezkonfliktowe
      uczestnictwo.
      W rewanżu dziadzia z pierwszego rzędu wygłasza żałosny pean na cześć Panów
      kierowców i Pani pilot. Nawet mu się nie dziwię , bo w końcu gość cała drogę
      sączył tanie piwunio z autosklepiku.
      Niestety , moje szare na takie paliwo nie chodzą więc okazuję się
      niewdzięcznikiem , wybucham śmiechem. „Rejs 2” w wersji autokarowej.
      W nagrodę jakaś farbowana na czerwono „czarodziejka” rzuca na mnie
      urok : „żebyś też kiedyś został takim starym dziadem”! W swym zamalowanym na
      czerwono geniuszu pewnie nie rozumie nawet wyrażonych przez siebie treści , a i
      sam obrażony czuje się dodatkowo usatysfakcjonowany.
      Więc niech się radują w swej nieświadomości.
      Wycieczka dotarła do Opola. Kilka osób przyszło się nawet pożegnać , acz
      dyskretnie by nie narażać się większości , wszak niektórych czekała jeszcze
      wspólna dalsza podróż do domu.

      PS
      Zaraz po powrocie z wycieczki zwróciłem się pisemnie do Biura Podróży Itaka
      z żądaniem wyjaśnienia kwestii handlu alkoholem w autobusie. Brałem bowiem pod
      uwagę możliwość prowadzenia takiego handlu bez wiedzy biura. Poinformowałem
      także o fakcie przedstawienia tej relacji do wiadomości publicznej.
      Mimo upływu wyznac
      • Gość: Misia Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: 212.160.172.* 01.09.04, 08:19
        Hektoriuszu, chwała Ci za wszystko, co napisałeś - zastanawiałam się nad
        wycieczką objazdową z Itaką i teraz już wiem, że nigdy przenigdy z nimi nie
        pojadę. Mam tylko nadzieję, że na kupionej przeze mnie objazdówce w innym
        biurze nie będzie takiego chamskiego towarzystwa jakie uczestniczyło w Twojej
        wycieczce. Przykro mi, że w ten sposób zepsuto Ci urlop, ale może Twój
        przypadek będzie przestrogą dla innych.
    • Gość: aki hm...... IP: *.protonet.pl 29.08.04, 22:01
      ciekawe czy biuro wogóle odpowie-wątpię
      niestety tego typu organizatorów wraz z debilnymi pilotami nie brakuje
    • sylwia579 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 30.08.04, 12:48
      Byłam z Itaką w Grecji. Widać problemy organizacyjne (m.in. zbiorki) to u nich
      standard. U nas do absurdu był wydłużany czas wolny w miejscach niekoniecznie
      do tego przeznaczonych (glownie w tawernach stojących na uboczu). Ponieważ u
      nas jedna osoba zgubiła sie już pierwszego dnia i straciliśmy 1,5 godzina na
      czekanie na nią (omal się przez to nie spóźniliśmy na prom), pilotka zaczęła
      każdego dnia rano w autokarze podawać adres i telefon hotelu, w którym mielismy
      nocować i uprzedając że nie będzie czekania na spóźnialskich. Kto się spóźni
      miał na wlasny koszt "gonić" autokar. To rzeczywiście zdyscyplinowalo
      towarzystwo i późniejsze spóźnienia były już góra 10 min. Ja jechalam na
      wycieczke aby zwiedzac więc też nie byłam zachwycona przerwami 1,5 - 2
      godzinnymi przerwami na jedzenie w miejscach gdzie jest jedna restauracja
      (zwykle droga) i nic do obejżenia wokół (z zachowania sie pilotki i kierowcow
      wynikalo, ze w zamian za zatrzymanie sie w takim a nie innym miejscu na
      posilek - oni mieli obiad za darmo).
      Ogólnie nie bylo tak tragicznie jak u ciebie - ale troche niedociągnięć
      organizacyjnych było.
      Chcialam w tym roku jechać z Itaką na wycieczke do Paryza (niestety termin mi
      ni pasował) i teraz mysle, ze moze to dobrze ze nie pojechalam, bo moglam
      trafic na ta samo pilotke.

      pozdrawiam,
      • Gość: jedna z wycieczki Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.wszib.poznan.pl 31.08.04, 15:32
        Ty się ciesz, że na greckiej wycieczce nie trafiłaś na Hektoriusza. Spotkanie
        na pewno wzbogaciłoby Twój słownik ... Tak jadowitego typa dotąd nie znałam i
        na wycieczkach Itaki na szczęście nie spotkam. Tragiczne na tej wycieczce były
        występy i komentarze wspomnianego. A pilotkę to ja podziwiam za opanowanie!
        Zresztą post Hektoriusza świadczy o autorze i uświadamia cel, z jakim jechał do
        Paryża!
        • Gość: też z wycieczki Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.peterstar.net / *.peterstar.ru 31.08.04, 18:08
          Wpełni popieram koleżanke. Takiego beszczelnego gada też jeszcze nie spotkałam.
          Jagby wzioł łopate ze sobą toby szukał grobu Skłodowskiej w tym Panteonie , bo
          gdzieś tam wyczytał tylko nikt nie wie gdzie. Bo on wie lepiej od pilotki ,
          normalnie odwinąć ręki i dać w morde.W Luwrze po pół godziny nie ma co
          oglądać , a jemu potrzeba pięć. Zawsze gdzieś chce tylko włazić i oglądać. Cała
          grupa głosuje nie a on tak.
          Jagby chamstwo nic w życiu nie widziało !
          • bakteria79 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 31.08.04, 21:45
            Gość portalu: też z wycieczki napisał(a):

            > Wpełni popieram koleżanke. Takiego beszczelnego gada też jeszcze nie
            spotkałam.
            > Jagby wzioł łopate ze sobą toby szukał grobu Skłodowskiej w tym Panteonie ,
            bo
            > gdzieś tam wyczytał tylko nikt nie wie gdzie. Bo on wie lepiej od pilotki ,
            > normalnie odwinąć ręki i dać w morde.W Luwrze po pół godziny nie ma co
            > oglądać , a jemu potrzeba pięć. Zawsze gdzieś chce tylko włazić i oglądać.
            Cała
            >
            > grupa głosuje nie a on tak.
            > Jagby chamstwo nic w życiu nie widziało !

            Po pierwsze proponuję zapoznać się z bardzo przydatnym dziełem: "Słownik języka
            polskiego". Po drugie osoby posiadające umiejętność czytania ( bo widzę, że z
            pisaniem kiepsko niektórym idzie) mogły wyczytać to, co Hektoriusz, w pierwszym
            lepszym przewodniku. Po trzecie, skoro niektórzy lubią być bezmyślnymi,
            bezwolnymi baranami, to niech im idzie na zdrowie - niestety Oni też mają prawo
            wyrażać swoje poglądy, z którymi osoby myślące i takie, które w przeciwieństwie
            do baranków coś już właśnie w życiu widziały mają prawo się nie zgadzać i
            również wyrażać swoje poglądy. Różnica polega na tym, że my mamy konkretne
            argumenty i umiemy tworzyć logiczne wywody, oparte na myśleniu i faktach, bez
            uciekania się do twierdzeń w stylu " tylko przylać", " dać w mordę", etc, oraz
            do wyzwisk. I dlatego takie osoby jak my nie będą jeździły na takie wycieczki,
            ani nie będą akceptować tego, że płacą za konkretny poziom świadczonych usług a
            otrzymują coś całkowicie odbiegającego od tego, za co zapłaciły. A Pani i Jej
            podobne osoby niech dalej cieszą się bez powodu i w szalenie infantylny sposób
            próbują bronić Itaki i tego, co nam zaoferowała. I jeszcze jedno - o poziomie
            Pani kultury i obycia w świecie świadczy, poza samym stylem wypowiedzi,
            twierdzenie, że w Luwrze nie ma czego zwiedzać już po pół godziny. Proponuję
            następnym razem wyjazd na wycieczkę stacjonarną i tam siedzenie w kawiarniach -
            tylko po co za to tyle płacić, w Polsce też można pić kawę i szampana, ale o
            ileż taniej. Ponadto cechą charakterystyczną wycieczek objazdowych jest
            zwiedzanie i to, że Hektoriusz chciał wszystko oglądać było jak najbardziej
            uzasadnione. Może Pani pomyliła imprezy...
    • Gość: Dama Dworu :)) Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.devs.futuro.pl 30.08.04, 17:12
      Szanowny Hektoriuszu!
      Byłam na tej samej wycieczce i mam zupełnie odmienne zdanie na sposób je
      prowadzenia. Nie będę polemizować na temat twoich wywodów i spostrzeżeń bo
      szereg z nich jest wyssana z palca. Uważam, że tym postem obrażasz wiele osób.
      Oczerniasz ludzi którzy starali się wywiązywać ze swoich obowiązków. A chamstwo
      w twoim wykonaniu podczas całej wycieczki sięgało dna i psuło wspólne
      zwiedzanie.
      Cieszę się, że nie pojedziesz już z Itaką na żadną wycieczkę. I na kolejnej
      wyprawie z Itaką nie będzie osoby wiecznie niezadowolonej i szukającej dziury w
      całym.
      Mam dla ciebie radę jeśli chcesz zwiedzać wszystko dokładnie wybierz się
      indywidualnie i rozkoszuj się urokami Francji. Myśle, że ich nie widziałeś bo
      byłeś nastawiony na wszystko co w twoim mniemaniu było nie tak.
      • Gość: HEKTORIUSZ ku chwale Dam IP: *.dabrowa-gornicza.sdi.tpnet.pl 01.09.04, 16:01
        Trudno mi oprzeć się pokusie wyrażenia podziwu dla kultury i inteligencji
        moich adwersarek. Z pewnością nigdy nie dane mi będzie wzniesienie się na
        poziom Szanownych Pań , gdyż osiągnąwszy jedno dno wywijam łopatą w
        poszukiwaniu drugiego , co jeszcze bardziej oddali nas od siebie. Choć doceniam
        trud i poświęcenie jakie włożyłyście Szanowne Panie w stworzenie swych dzieł ,
        to nijak pojąć ich głębi nie zdołam. Dla takiego prostaka jak ja są one jak
        bzykanie much , które co prawda wznoszą się wysoko ponad mój poziom , jednak
        pozostają po nich jedynie napstrzone kropeczki.
        Zmuszony jestem też przyznać Paniom rację , iż gówno w życiu widziałem ,
        stąd pewnie nie ciągnie mnie tak do wychodka . Dedukując metodą obstrukcji
        próbowałem więc wyciągnąć wnioski tyczące Dam konstrukcji.
        Na podstawie obserwacji wyższych sfer przy pomocy głowy uniesionej do góry oraz
        badań odchodów wyższych sfer osadzonych na dnie stwierdzam , że Damy zbudowane
        są w 99.95 % z kultury. Resztę stanowi rozcieńczalnik kultury w postaci taniego
        wina lub szampana spożywanych w podrzędnych knajpkach. Rozcieńczalnik zapobiega
        zatwardzeniu kultury zwanemu potocznie chamstwem.
        Budowa Dam w pełni , ( u Dam „w pełni” stanowi jedność ) ,tłumaczy więc ich
        odrazę do zabytków kultury. Dama , sama w sobie będąca kulturą , wskutek
        kontaktu z innym dobrem kultury doznaje przepełnienia kulturą , zwanego
        obstrukcją kulturalną. I tak dochodzimy do sedna zwanego w wyższych sferach
        toaletą.
        Po wnikliwej analizie własnych badań nie pozostaje mi nic innego jak
        pochylić uniżenie głowę przed Szanownymi Damami , przyznając się równocześnie
        do swych niecnych zamiarów permanentnego zwiedzania zabytków Paryża.
        W związku z powyższym proszę także innych uczestników wspomnianej eskapady o
        wyrażenie na tym forum druzgocącej krytyki pod moim adresem , którą przyjmę jak
        zwykle z głęboką , sięgającą samego dna , pokorą.
    • Gość: ak Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.04, 18:38
      Minusem wyjazdów zorganizowanych jest ryzyko trafienia na zrzędzące towarzystwo
      doszukujace się dziury w całym, które zamaiast cieszyć sie słońcem i pięknem
      kraju do którego jadą szukaja przepalonych żarówek w hotelu. To niestety dość
      częste zjawisko; ludzie narzekaja i narzekaja zapominając zupełnie po co jadą !
      • Gość: Tchórzliwa Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: 200.208.151.* 30.08.04, 21:44
        Ja także uczestniczyłam w tej wycieczce. Conajmniej 90% tej relacji mogę
        potwierdzić. Reszty po prostu nie słyszałam. Pewnie więcej osób jest podobnego
        zdania lecz mało kto miał cywilną odwagę aby tego Pana poprzeć. Ze wstydem
        przyznaję , że ja także.
        To takie polskie piekiełko , gdy tylko ktoś jest troszkę mądrzejszy i jeszcze
        ma cywilną odwagę sprzeciwić się głupcom jest zaraz wytykany palcem.
        Pani "Dama Dworu" nie ma po prostu wstydu. Niektóre osoby żeby przekonać się co
        to prawdziwe chamstwo powinny się dobrze przyjrzeć sobie.
        Potwierdzam także fakt handlu alkoholem w autobusie . Nie wiem czy to wina
        biura podróży czy też samowola kierowców , ale jest to oburzające.
      • sylwia579 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 31.08.04, 10:08
        Właśnie! Na wycieczkę objazdową jedzie się po to, aby zwiedzać. Jak ktoś chce
        pół dnia spędzać w knajpach i przypadkiem się nie zmęczyć chodzeniem, to
        powinien jechać na wycieczkę pobytową.
        U mnie też były osoby zachwycone wycieczką, które z każdego muzeum uciekały
        czym predzej i jedyne co ich interesowało, to kiedy będzie można pójść na
        zakupy, albo posiedzieć w jakiejś restauracji przy czymś zimnym (bo za gorąco
        jest na chodzenie i oglądanie tych wszystkich ruin :-)) - to jest cytat jednej
        z pań). Nie wiem po co takie osoby jezdza na objazdówki.

        PS. zgadzam się, ze czepianie się "przepalonej żarówki" to przesada. Cechą
        charakterystyczną wyjazdów objazdowych jest niższy standard hoteli. I z tym
        trzeba się pogodzić. W końcu jedzie się po to, aby zwiedzać, a nie siedzieć w
        hotelu.
    • bakteria79 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 31.08.04, 21:25
      Witam. Jestem jedną z tych pań, o których wspomniał HEKTORIUSZ. W pełni zgadzam
      się z Jego przemyśleniami, jak również potwierdzam żenująco niską jakość usług
      świadczonych przez Itakę, brak kompetencji, dobrej woli i chęci współpracy oraz
      chyba też doświadczenia pani pilot a także uwagi dotyczące hoteli, autokaru
      oraz organizacji wycieczki. Dodam, że byłam jedną ze szczęśliwych osób
      siedzących przy zaparowanej szybie, a w związku z tym, że ośmieliłam się
      zwrócić uwagę dotyczącą tego mankamentu pilotce również byłam, jak sądzę
      jej "faworytką", a do tego oznajmiła Ona uczestnikom wycieczki,
      usprawiedliwiając długi postój, mający na celu jakieś załatwienie tej kwestii (
      do czego jak już wiadomo nie doszło w praktyce), że stoimy tak długo bo
      niektórzy państwo są niezadowoleni z tego, że mają zaparowane szyby... Chyba
      nie wymaga to komentarza, a w jakże oczywisty sposób świadczy o kulturze
      osobistej, dojrzałości, umiejętnościach i kompetencji pilotki. Nadmienię, iż
      było to jedno z mniej rażących Jej wystąpień, ale opisanie wszystkiego czym Nas
      zaskakiwała podczas trwania tego "cudownego" wyjazdu stworzyłoby powieść-rzekę.
    • Gość: elik Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.04, 22:25
      Przeczytałam opis tej wycieczki i stwierdziłam, że miałam szczęście, bo dla
      mnie zabrakło miejsc. Zamiast z Itaką pojechałam do Paryża z Lekierem i było
      naprawdę super.
    • Gość: mali_na Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 09:00
      Chciałabym wszystkich poinformować,że zgodnie z prawem brak odpowiedzi na
      reklamacje w ciągu 30 dni jest automatycznie przyznaniem racji skarżącemu.
      • Gość: tomek Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA ja też to przeżyłem! IP: *.idea.pl 01.09.04, 14:29
        Ja też to przeżyłem! Tylko że dwa lata temu i sam paryż! Firma Itaka to
        tragedia! Zresztą jak wiem z obdukcji inne firmy też nie pozostają w tyle :-(((
        Dla prawdziwych podróżników stan naszego rynku usług turystycznych jest
        żenująco niski. Niestety jak widać na w/w przykładzie, wiekszości taki stan
        rzeczy odpowiada ?! Już tekst że Luwr jest na 30 minut, mówi sam za siebie! Ja
        na swojej wycieczce miałem takich, którzy przyjechali tylko zrobić zdjęcie pod
        wieżą i katedrą, i już mogli wracać. Znajomym pokaże się w albumie że się było.
        Powracając do moich doświadczeń z Itaką... Najiększym problemem była pilotka
        (nasza pochodziła z Częstochowy), słabo mówiła po francusku, brak jakiejkolwiek
        wiedzy historycznej czy praktycznej (nie wiedziała np. jak wejść do Luwru!!!).
        Kolejny problem to fatalny program np. zwiedzamy galerię d'orsay, jedziemy na
        cmentarz po czym wracamy pod Mont Mare gdzie następnego dnia wieczorem jest
        rejs po sekwanie? Dziwne a jednak pilotom w Itace na pewno nie płaci się za
        myślenie. Kwiatki można by wymieniać tylko po co? Itaka i tak w jeden słuszny
        sposób rozpatrzy reklamację
    • Gość: Marcelino Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.04, 19:43
      Szczerze współczuję Hektoriuszowi, jednocześnie zachęcam do samodzielnych
      wyjazdów. Jeżeli ktoś nastawia się na zwiedzanie to nawet w bardzo zgranej
      grupie jest to trudne. Bierzcie więc stery w swoje ręce. Odwagi.
      P
      • Gość: tomek Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.idea.pl 02.09.04, 19:05
        myślę że nie o odwagę tutaj gra. Ja np. jeżdzę z biurmi bo wychodzi to
        zdecydowanie szybciej. Przy ograniczonym czasie urlopowym (powiedzmy 7-10 dni)
        samodzielny wyjazd to porażka.Sam przejazd to połowa urlopu. Biuro i pilot za
        to ma płacone aby dowiozło mnie w konkretne miejsca, pokazało najciekawsze,
        bez strat czasu na błądzenie szukanie wyejść, biletów, przejazdów, parkingów
        czy hoteli. Tyle teoria a praktyka naszych biur jest zdecydowanie inna :-(((
        niestety.
        • Gość: marcelino Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.04, 21:02
          Pewnie lepiej byłoby napisać "odwagi".
          A co do reszty to powiem tak: od paru lat moje wyjazdy zagraniczne trwają
          właśnie 7-10 dni. Do każdego wyjazdu staram się przygotować. Internet jest
          tutaj nieocenioną pomocą. W tym czasie zwiedzamy tyle że często głowa boli, a
          nogi wrastają w d.... Przykład - do Deutches Museum w Monachium weszliśmy
          niedługo po otwarciu i byliśmy tam prawie do zamkmnięcia czyli ok 6 godzin a i
          tak nie zobaczyliśmy wszystkiego. Czy błądzimy? Czasami, ale to tylko ubarwia
          wspomnienia. Parkingi? Zazwyczaj zostawiam auto tam gdzie sypiam a poruszam się
          komunikacją publiczną albo na piechotę. Bilety? - zapewniam cię że jeżeli
          będziesz je musiał kupić to same Cię znajdą.
          Myślę, że samemu można przyzwoicie zorganizować sobie urlop.
          P
    • Gość: Gosia Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.pedhemat.am.wroc.pl 02.09.04, 20:18
      Na bezczelność różnych pilotów, rezydentów, kierowców i całej tej turystycznej
      menażerii nie ma bata. Rączka rączkę myje i biznes się kręci. Hektoriuszu, nic
      nie wskórasz. Przeczytaj umowę, biuro za nic nie odpowiada, może z Tobą robić
      co chce i ma do tego święte prawo - takie są w Polsce przepisy a raczej ich
      brak. Dotyczy to oczywiście nie tylko Itaki. Z pełnym błogosławieństwem
      Wielkiego Brata czyli Centrali firm wszystkie te panieny-pilotki śmieją się
      ludziom prosto w twarz, kierowcy mają eldorado - wyszynk alkoholu, wysokie ceny
      napojów, piractwo drogowe, przemyt przez granice wódy i Bóg wie czego jeszcze
      (wspierany łapówkami dla celników), oszczędzanie na parkingach, autostradach,
      układy w właścicielami wybranych zajazdów za granicą. To wszystko oczywiście
      kosztem podróżnych, ich czasu, zdrowia, pieniędzy i nerwów. Sam widziałeś -
      byłeś przedmiotem a nie podmiotem ich działań, dawałeś im rozrywkę i poczucie
      władzy. A deklarowana przez ciebie chęć zwiedzania jakiegoś Paryża, wierz mi,
      była dla nich tylko fanaberią dziwaka.
    • Gość: ines Re: Trzeba było z Primapolem z Dąbrowy IP: 81.15.189.* 02.09.04, 20:34
      We Francji (różne regiony) specjalizuje się biuro Primapol z Dąbrowy Górniczej.
      Byłam z nimi w Prowansji i jestem zachwycona. No cóż, nie wszystkie ich imprezy
      dochodzą do skutku, bo ludzi kuszą kolorowe katalogi Itaki:-)
    • grzes3 Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA 04.09.04, 20:02
      Człowieku, ech...
      Ja z Itaką zjeździłem kawał świata. Do momentu gdy przed rokiem nie
      zakwaterowano mnie w burdelu we Włoszech. I tu pani przewodnik twierdziła, że
      jest to wspaniały hotel.
      Do paryża (specjalnie z małej litery) w tym roku pojechałem z biurem Orbis
      Travel Olsztyn.
      I ODRADZAM!!!
      Zwiedzałem z tym biurem Berlin, Amsterdam, Brukselę, Luxemburg i było OK. Ale
      Paryż to pomyłka.
      Mieszkaliśmy w jakiejś norze; jedliśmy byle co. Całe zwiedzanie brało w łeb po
      powrocie do noclegowni. W pokoju śmierdziało stęchlizną. Mało tego gabaryty
      pokoju nie pozwalały na wyprostowanie się.
      Ponieważ byłem we Francji nie pierwszy raz to mogę stwierdzić, że Paryżanie,
      to snoby. To słowo nie oddaje poziomu zarozumialstwa. Zarozumialstwa i chamstwa
      niczym nie popartego tych ludzi. To banda wieśniaków o wygórowanych ambicjach.
      Jak chcesz poznać Francuzów to jedź na "prowincję". Tam dopiero spotkasz ludzi,
      którzy są normalni. Choć w tym roku udało mi się napotkać normalnych ludzi w
      jednym (tylko jednym) miejscu w dzielnicy łacińskiej.
      Wracając do warunków podróży. To we wszystkich biurach jest tak, że w autobusie
      dadzą ci skorzystać z barku dopiero po przekroczeniu granicy. A z toalety w
      autobusie to wcale nie skorzystasz. No chyba że się włamiesz.
      I czemu się na to zgadzamy?
      Gozer
    • Gość: Marko Re: Z ITAKĄ DO PARYŻA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.04, 16:00
      Prelekcje w najbardziej ruchliwych miejscach z małymi grupkami klientów oraz
      krótki czas przebywania w obiektach wynika z braku uprawnień pilotki do
      prowadzenia grup po mieście i w obiekcie. Do takich akcji uprawnieni są tylko i
      wyłącznie licencjonowani przewodnicy z uprawnieniami na konkretne miasto,
      obiekt itp. Za prowadzenie grupy bez stosownych licencji grożą kosmiczne kary.
      Kompetencje samego pilota o ile nie ma dodatkowych ww. licencji kończą się
      praktycznie po opuszczeniu autokaru. Piloci "przemykający" się z rodzimymi
      grupami, to częsta praktyka. Warto przed podjęciem decyzji o wyjeździe na tzw.
      objazdówkę zapytać biuro, czy np. chociażby w obiektach grupę będą prowadzić
      licencjonowani przewodnicy, czy przewidują tzw. wolną amerykankę.
      Pomijając opisaną przez Hektoriusza eskapadę należy pamiętać, że impreza
      zorganizowana taka jak „objazdówka” to nigdy nie będzie realizacja naszych
      marzeń tylko wynik wypracowanego przez dobrego pilota kompromisu. Życzę
      bardziej udanych wyjazdów i polecam jako lepszą formę wyjazdy indywidualne.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka