Gość: HEKTORIUSZ
IP: *.dabrowa-gornicza.sdi.tpnet.pl
29.08.04, 21:33
PARYŻ I PROWANSJA Z ITAKĄ ( 03.08 – 12.08..2004 R. )
WSTĘP
Na wstępie pragnę zaznaczyć , iż wybierając się na objazdową wycieczkę nie
miałem zbyt wygórowanych wyobrażeń co do komfortu wypoczynku.
Na wycieczkę wybrałem się wraz z żoną i córką . Biuro nie mogło mi zapewnić
pokojów trzyosobowych ani dwuosobowych z dostawką , natomiast zapewniano
mnie , że z umieszczeniem nas w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach nie
będzie żadnego problemu. Taka potrzeba wynikała głównie z posiadania
wspólnego bagażu.
Drugą istotną rzeczą było zapewnienie choćby podstawowej klimatyzacji w
pokojach , pytałem także o wyposażenie pokoi w lodówkę. Zapewniono mnie , że
hotele są dwugwiazdkowe , co nie oznacza wprawdzie jakichś luksusów , ale z
pewnością posiadają klimatyzację , wyposażone są w łazienki i
ubikacje . Przedstawicielka biura Itaka nie mogła mnie co prawda zapewnić ,
że w każdym pokoju na wyposażeniu znajduje się lodówka , ale w przypadku
pilnej potrzeby przechowania łatwo psujących się produktów radziła zwrócić
się do pilota wycieczki.
Ponadto zapewniała , że w trakcie podróży nie będzie żadnych problemów , gdyż
autokar wyposażony jest w lodówkę , z której można będzie korzystać.
Także program wycieczki nie miał stanowić jakiejś sztywnej ramówki , już
na miejscu miał być dostosowany do indywidualnych potrzeb i możliwości
poszczególnych wycieczkowiczów.
A tak było w rzeczywistości.
DZIEŃ 1.
Bardzo sprawny dowóz osób do Opola. Wygoda , pomoc i kultura kierowcy
zapewniona.
Luksusowy autobus nie był już jednak tak okazały jak zapewniano. Szybki
przybrudzone , dwie całkowicie zaparowane z mocno ograniczoną widocznością.
Bez protestów dojechaliśmy do Kudowy Zdroju , kiedy to osoby siedzące po
mojej lewej stronie zaskoczyły , że na jakiekolwiek widoki w podróży liczyć
nie mogą. Wszczęto larum.
Pani pilot wraz z kierowcami zaczęli pozorować jakieś ruchy zmierzające do
wymiany autokaru.
Od razu zaczęło nam się wydawać dziwnym , iż przed wykonaniem którejkolwiek
rozmowy telefonicznej osoby te oddalają się od uczestników wycieczki na
odległość uniemożliwiającą wychwycenie choćby jej fragmentu . Ponad dwie
godziny czekaliśmy na wymianę autokaru , która w końcu nie nastąpiła.
Ponoć podjęto decyzję o wymianie szyb na miejscu – w Paryżu.
Z perspektywy czasu jestem przekonany , że nikt nie miał ochoty wymieniać
autokaru.
Wszystkie jego schowki były wypełnione napojami. Cały magazyn wód , soków i
piwska.
Nie sądzę aby załoga autokaru chciała cały ten arsenał przeładowywać na
oczach wycieczkowiczów.
Może nawet autobusowy kibelek był napakowany , gdyż od samego początku pani
pilot nalegała o niekorzystanie z tego przybytku.
Sporadyczne prośby o umieszczenie czegoś w lodówce kończyły się odmową
panów kierowców z powodu braku miejsca. Także prośby o szklankę gorącej wody
zbywano jej brakiem.
Wszystko stało się jasne po przekroczeniu granicy Polsko-Czeskiej. Wtedy
właśnie na dobre ruszył pokładowy biznes . Pani pilot słodziutkim głosem
zaczęła zapraszać do sklepiku panów kierowców , gdzie taniej niż na
odwiedzanych stacjach benzynowych można nabyć gorącą kawkę i herbatkę oraz
zimniutkie wody , soki i nie tylko... także napoje z procentami.
Autobus – „karczma piwna” szlakiem 1001 kibli zmierza do Paryża.
Nie każdego akurat rajcuje atmosfera piwna , mnie akurat nie bardzo. Na
jednym z postojów podchodzę do pilotki proponując , w miarę dyskretnie by
nie robić sensacji , zaprzestanie konsumpcji
piwa podczas jazdy autokaru. W odpowiedzi słyszę , że jestem pierwszym
któremu to kiedykolwiek przeszkadzało , panienka jest wyraźnie rozbawiona.
Wobec takiej odpowiedzi chcę się dowiedzieć , czy taki handel jest zgodny z
prawem , czy handlujący posiadają odpowiednie zezwolenie ?
Pilotka na to : to nie pana sprawa ! Jak sądzę od tej chwili staję się jej
wrogiem numer jeden.
DZIEN 2
Po bólach docieramy do hotelu. Wcześniej pani pilot zbiera po 100 Euro od
osoby na wspólne wydatki . Zakwaterowanie w hotelu na peryferiach i pierwsza
wycieczka RER-em do Paryża.
Niemrawość organizacyjna pilotki jest coraz bardziej zatrważająca. Zamiast
nam pomóc , jest tylko zbędnym balastem i złodziejem naszego cennego czasu .
Zamiast skorzystać z tańszych rozwiązań
naraża nas na wyższe wydatki. Wszelkie uwagi mogące jej służyć pomocą
traktuje jak osobistą urazę.
Nic więc dziwnego , że pierwszy dojazd do Montmartre zajmuje nam ponad dwie
godziny.
Niby podchodzimy pod Sacre-Coeur , przechodzimy przez Montmartre , zaliczamy
Folies Pigalle ,
Zerkamy na Moulin-Rouge , ale trudno to nazwać zwiedzaniem.
Pani pilot ujawnia swe manieryczne ciągoty do wygłaszania wszelkich mądrości
w najbardziej ruchliwych i głośnych miejscach , co ogranicza liczbę słuchaczy
do minimum.
Wszelkie prośby o zmianę miejsca wygłaszania komentarzy dotyczących
odwiedzanych miejsc traktuje z dużą niechęcią wręcz wrogością. Taki styl
pracy ma jednak swoje uzasadnienie .
Pani pilot popełnia koszmarne błędy merytoryczne , tyle tylko że niewielu
uczestników wyprawy potrafi je dostrzec. Jeśli ktoś jednak pozwoli sobie na
zwrócenie jej uwagi staje się natychmiast czarną owcą w stadku dyletantów.
Powrót do hotelu , gdzie na parkingu można jeszcze dokonać zakupu
chłodzonych napojów , silnik autobusu pracuje na luzie , lodóweczka działa –
sklepik otwarty.
Pierwsza wizyta na Montmartre obnaża niemoc organizacyjną biura podróży i
niekompetencję przewodniczki. Już podczas drugiej zbiórki gubi się kilka
osób. Marnujemy godzinę na poszukiwania.
Nie chcę na nikogo czekać , nie chcę też by inni czekali gdy ja się zgubię.
Proponuję pilotce podanie uczestnikom swojego numeru telefonu , co
umożliwiłoby w razie kłopotów skontaktowanie się z nią. Arogancka odmowa !
Telefon jest jej prywatną własnością , możemy sobie dzwonić do Itaki , chyba
że otrzyma telefon służbowy.
Służbowy telefon znajdujący się w autobusie jest także zastrzeżony. Bez
komentarza ...
DZIEŃ 3
Dzień rozpoczynamy od śniadania w hotelowej „restauracji”.
Mały niby-bufet umieszczony w najdalszym kącie malutkiej salki , nadającej
się do konsumpcji dla co najwyżej 20 osób miał przyjąć jednorazowo całą
wycieczkę. Tłok , ścisk i ciągłe braki talerzyków , sztućców , nawet zwykłej
gotowanej wody do zrobienia herbaty czy kawy. Konsumpcja z łokciami w boku.
O wszystko musieliśmy upominać się sami , na interwencję Pani pilot liczyć
nie można było.
Skierowana do niej prośba o podzielenie śniadania na dwie tury skończyła się
stwierdzeniem ,
iż to niemożliwe , gdyż pierwsza grupa zje więcej niż jest dla niej
przeznaczone , a wtedy dla drugiej braknie jadła. Jednym zdaniem : bydło jest
bydło więc niech żre jak bydło !
Zwiedzanie rozpoczynamy od wizyty na Pere Lachaise. Błąkamy się po
omacku , choć wystarczy wziąć darmową mapkę by trafić bez pudła w wybrane
miejsca. Żenada !
Szybka wizyta w Tour Montparnasse , czas goni.
Podjeżdżamy pod Panteon , całą drogę pilotka milczy. Pod Panteonem , jak
zwykle przy drodze , wykład. W bzdurach jakie plecie ta dziewucha teraz
przechodzi samą siebie. Według pilota wycieczki Itaki w Panteonie jest tylko
jedna sala z nazwiskami ważnych osób wypisanymi na ścianach.
10 minut na obejście wokoło . Oczywiście protestuję ! Natychmiast napadają
mnie dwie wycieczkowiczki , bo niby skąd mogę wiedzieć więcej od przewodnika.
Pani pilot już siódmy raz jest w Paryżu , tak przynajmniej twierdzi , więc
wie lepiej. Ja po prostu złośliwie podważam jej autorytet. Na szczęście nie
wszyscy uczestnicy tej eskapady zostawili mózgi w domu , wejście do krypty
zostaje odkryte. Mamy łaskawie dodatkowe minuty na zwiedzanie.
Żeby było śmieszniej zbiórka przed Panteonem trwa minut 15-cie , przy okazji