Gość: weekendowicz
IP: *.acn.waw.pl
30.05.05, 18:54
W długi weekend zdarzyło mi się wyskoczyć na Słowację samochodem z trójką
dzieci na pokładzie. Trasa wiodła z Krynicy do Bardejova przez Leluchów.
Ku mojemu zaskoczeniu, na moście zwanym "Wyszehradzkim" był całkiem spory
ogonek samochodów, a kolejka nie przesuwała sie płynnie. Bardzo długo trwało
sprawdzanie dokumentów każdego przekraczającego granicę, chyba nawet dłużej
niż przed wejściem do UE, kiedy zdarzało się "machanie" ręką.
Zupełnym zaskoczeniem były słowackie pieczątki (unijne!) w paszportach dzieci
po ich wnikliwym przewertowaniu kartka po kartce.
Całość sprawia wrażenie może nie tyle "strajku włoskiego" ale jakiejś chęci
podkreślenia, że służby graniczne obu krajów są w tym miejscu niezbędne, a
kontrola słowacka przy wyjeździe i polska przy wjeździe pojedyncza nie
wystarcza (polscy koledzy nie ufają słowackim?).
Zupełnie inna jakość w porównaniu z granicą zachodnią, gdzie przeważnie
Niemiec z Polakiem stoja obok siebie i zasadniczo przyglądaja się wolno
przejeżdżającym samochodom.
A zadaszenie ma tym "wyszehradzkim" moście wraz z pomieszczeniami dla służb
robi wrażenie wyrzuconych pieniędzy, bowiem za dwa lata to opustoszeje (
pełna implementacja Schengen).
Postęp w porównaniu z sytuacją sprzed roku to brak pytań w rodzaju "dokąd
wyjazd", no ale to chyba w zwiazku z tym, że obywatelom UE takich pytań
zadawać nie wolno...