jedzoslaw
21.02.09, 23:39
Słyszeliście? Beskidzki GOPR otrzymał o 100 tys. mniej pieniędzy na swoją
działalność, niż GOPR Jurajski. Chociaż beskidzka grupa ma pod sobą większe
terytorium, niż jurajska to jednak Piotr van der Coghen argumentuje, że
podział jest sprawiedliwy, bo na Jurze są za to liczne jaskinie. Mimo to,
właśnie beskidzki GOPR ma o wiele więcej interwencji. Nie oszukujmy się,
Morsko nigdy nie będzie Szczyrkiem, a Zawiercie Żywcem. Tymczasem pan van der
Coghen chce udowodnić wszystkim, że nasza Jura jest tak niebezpiecznym
miejscem, że konieczne są większe niż zwykle nakłady na tutejsze ratownictwo
górskie. Bez przesady, czy ktoś w ogóle liczył wypadki, jakie miały tu
miejsce? W gruncie rzeczy, dobrze wyposażona jednostka strażacka z Zawiercia
czy Myszkowa mogłaby podejmować się większości akcji. Mamy wyjątkowo
przystępne warunki topograficzne: by znaleźć się w owej strasznej, zdradliwej
i podstępnej jurajskiej głuszy wystarczy niejednokrotnie kilkunastominutowy
przejazd zwykłym "czerwonym" autobusem. Żadnych terenówek czy quadów nawet nie
trzeba. Owszem, taki sprzęt pomaga i nie przeczę, że wypadki się u nas
zdarzają. Ale czy naprawdę jest o co kłócić się z Beskidami?