02.04.06, 13:10
Tasmania! A czemu nie :)
pl.wikipedia.org/wiki/Tasmania
Obserwuj wątek
    • turdoradca Tasmania - RP 31.03.06 02.04.06, 13:14
      Rzepa 31 marca 2006 - Moje podróże (wrzucają później do płatnego archiwum)

      TASMANIA Australijczycy nie odwiedzają tej pięknej wyspy, bo uważają ją za zbyt
      zimną i surową

      Gdzie diabeł mówi dobranoc

      Na Tasmanii, choć to część Australii, wszystko jest inne niż na kontynencie -
      klimat, rośliny i zwierzęta

      Wyspa wielkości Islandii leży na południowym krańcu Australii. Odczuwalny jest
      tu lodowy oddech wielkiego południowego sąsiada - Antarktydy. Gdy na kontynencie
      lato oznacza 35 - 40-stopniowe upały, na Tasmanii panuje przyjemne 20-stopniowe
      ciepło, a noce wciąż są chłodne.

      Ciekawe, że wyspa pozostaje nieznana wielu Australijczykom. Nie odwiedzają jej,
      bo uważają za zbyt zimną i surową. Tasmanię warto jednak zobaczyć ze względu na
      wspaniałe góry, wielkie, puste plaże z olśniewająco białym piaskiem oraz
      wyjątkową florę i faunę.
      Między morzem a górą

      Hobart, dwustutysięczna stolica Tasmanii, znany jest w świecie z wielkich regat
      Sydney - Hobart, ale turyście ma do zaoferowania dużo więcej. Miasto jest
      przepięknie położone na obu brzegach rzeki Derwent, przy jej ujściu do Morza
      Tasmana. Brzegi są strome, dlatego mieszkańcy dawno już przyzwyczaili się do
      wspinaczek. Najwyżej położone domy stoją aż 800 m n.p.m.

      Nad miastem góruje Mt. Wellington (1271 m n.p.m.). Już w 1937 roku Tasmańczycy
      poprowadzili na jej szczyt 22-kilometrową drogę. Asfalt wije się najpierw przez
      las deszczowy, potem przez sosnowy, a na koniec przez skalne pustkowia. Na górze
      wybudowane zostały platformy widokowe, zawieszone nad przepaściami, pozwalające
      podziwiać stolicę i morze oraz pasma gór wokół. Różnica temperatur między
      miastem a szczytem sięga nawet 20 stopni, może się więc zdarzyć, że wyjedziemy z
      nagrzanego Hobartu w T-shircie, a na Mt. Wellington będziemy musieli włożyć
      ciepłą kurtkę.
      Polska ławka

      Centrum miasta jest kameralne i bardzo europejskie, zabudowane niewysokimi
      XIX-wiecznymi kamienicami. Jego sercem jest port leżący w najstarszej,
      pamiętającej początek XIX w., dzielnicy, a także plątanina uliczek przy placu
      Salamanca. W porcie jest zarówno marina dla jachtów, jak i terminale ogromnych
      statków wycieczkowych. Nabrzeże wypełniają restauracje i kawiarenki, a w porcie
      można na ławce zaczekać na świeże ryby i owoce morza smażone na jednym ze statków.

      Stąd tylko kilometr do Królewskiego Ogrodu Botanicznego, położonego na wzgórzu
      stanowiącym tereny rekreacyjne miasta. Idzie się do niego przez dwa parki
      pamięci. Po pierwszej wojnie światowej Tasmańczycy umieścili wzdłuż ścieżek
      symboliczne nagrobki poległych na frontach świata rodaków. Szacuje się, że było
      ich 6 tysięcy. Przed każdą płytą posadzili drzewo. Dzisiaj niektóre z tych drzew
      to prawdziwe giganty.

      Ogród botaniczny (wstęp bezpłatny, jak do wszystkich ogrodów australijskich)
      jest mniejszy niż ogrody Sydney, Melbourne czy Perth, ale ciekawy, bo
      przedstawia przede wszystkim florę Tasmanii. Daje więc przedsmak tego, co można
      zobaczyć w naturze.

      W ogrodzie natknęłam się na ławkę z pamiątkową tabliczką, ufundowaną przez
      tasmańską Polonię w 1997 r. z okazji 50-lecia przybycia Polaków na wyspę (byli
      to przede wszystkim żołnierze Armii Andersa i ich rodziny). Z kolei mieszkający
      tu Japończycy podarowali Hobartowi miniaturę japońskiego ogrodu.

      Leżące 30 km na północ od Hobartu maleńkie Richmond słynie z najstarszego w
      Australii kamiennego kościoła i mostu z początku XIX w. Miejscowość żyje z
      turystyki i składa się ze sklepów z wyrobami ludowymi z wełny, skóry i drewna,
      galerii sztuki, kawiarni i restauracji.

      Angielka Jane Turner ma tutaj galerię swoich akwareli. Przed 20 laty osiedliła
      się wraz z mężem w Australii. Stolica tropikalnego Queensland - Brisbane -
      okazała się dla przyzwyczajonych do chłodu Anglików za gorąca, uciekli więc na
      Tasmanię. Jane dużo wędruje ze sztalugami, wyszukując ciekawe pejzaże. - Żyje
      się tu spokojnie i bezpiecznie. Z dala od europejskiego zgiełku - mówi z
      satysfakcją.
      Zębaty potwór

      Do azylu w Brighton trafiają zwierzęta po wypadkach. Potrącone przez samochody
      kolczatki, przypominające duże jeże z ryjkami, miśkowate wombaty - największe i
      najinteligentniejsze z torbaczy (ważą do 20 kg i biegają z szybkością 30 km na
      godz.). Natura wyposażyła je w płytę kostną na zadzie, nawet gdyby drapieżnik
      zdołał je dogonić, połamie sobie zęby.

      Są tu koale wiecznie odurzone przeżuwanym eukaliptusem, kangury i kangurki
      drzewne (występują tylko w lasach Tasmanii). W drewnianych budkach śpią niełazy
      plamiste - torbacze wielkości kota o delikatnym miodowym futrze z białymi
      plamami. A na łąkach wylegują się emu zranione na ogrodzeniach pastwisk.

      Największe zainteresowanie odwiedzających wzbudzają jednak zwierzęta, które
      występują tylko na tej odległej wyspie i stały się jej symbolem - diabły tasmańskie.

      Te przypominające półmetrowe psy stworzenia z czarną sierścią, białą kryzą na
      szyi i na krzywych nóżkach, nazwę zawdzięczają jeżącym włosy na głowie skowytom.
      Kto usłyszy diabła w tasmańskim lesie, odruchowo zaczyna uciekać.

      Jak opowiadał Ben opiekujący się diabłami w Brighton, szczęki tych małych
      torbaczy potrafią zmiażdżyć najtwardsze kości. Diabeł żywi się padliną i bez
      kłopotu zjada owcę z czaszką i kręgosłupem.

      Ben wszedł do wybiegu dwóch diabłów i dopóki rzucał im kawałki mięsa,
      zachowywały się spokojnie. Kiedy rzucił ostatni, musiał salwować się ucieczką
      przez ogrodzenie.
      Wilków już nie ma

      Diabeł tasmański, miał dużo więcej szczęścia niż jego większy kuzyn - wilk
      workowaty.

      Zwierzę przypominające dużego psa o krótkim piaskowym futrze z pięknymi
      tygrysimi pasami na grzbiecie jeszcze do XIX wieku występowało na wyspie
      powszechnie. Przez białego człowieka zostało uznane za szkodnika (wilki polowały
      m.in. na owce) i wybite całkowicie.

      W leżącym na zachodnim wybrzeżu portowym miasteczku Strahan jest niewielkie
      muzeum, prezentujące historię wilka tasmańskiego. Wilki zabijano bez litości
      także dla pięknych skór. Ostatni przedstawiciel tego gatunku schwytany w 1933 r.
      zdechł w zoo.

      W 1936 roku wpisano go na listę gatunków przypuszczalnie wymarłych, choć co
      jakiś czas do australijskich gazet zgłaszają się ludzie, którzy jakoby widzieli
      wilka w tasmańskim lesie. - Wam udało się uratować żubry. My możemy się tylko
      wstydzić - przyznaje zoolog Rose, kierująca muzeum w Strahan. Rose pięć lat temu
      była w Polsce na kongresie specjalistów od wymarłych i zagrożonych gatunków.
      Wspinaczka wśród palm

      Góry Cradle (najwyższy szczyt 1545 m n.p.m) to najwyższe i najpiękniejsze pasmo
      górskie na Tasmanii. Cały obszar jest parkiem narodowym, można więc wędrować
      tylko po wyznaczonych szlakach. Jeżeli dzień jest słoneczny, a taki przytrafił
      się właśnie podczas mojej wspinaczki, widoki na odległe szczyty i liczne górskie
      jeziora zapierają dech. Szata roślinna, jak na góry przypominające Sudety,
      bardzo egzotyczna, z karłowatymi palmami, paprociami drzewiastymi i zaroślami
      karłowatych eukaliptusów.

      Wśród drzew można zaobserwować czarno-żółte papugi kokatoo, ptaki miodojady, a u
      podnóży - jasnobrązowe, najeżone kolcami kolczatki przemykające po ziemi. Trasa
      na szczyt jest stroma, zabezpieczana łańcuchami. Ci, których zaskoczy mgła lub
      deszcz, mogą schronić się w postawionych na szlakach chatach ratunkowych
      (emergency).

      Góry obfitują w wodospady, z których najbardziej okazałe są Wodospady Montezumy.
      To najwyższy wodospad Tasmanii (104 m). Szlak wiedzie przez las deszczowy do
      wiszącego nad przepaścią mostu linowego, przypominającego te z filmów o Indiana
      Jonesie.

      Przez most mogą przechodzić jednocześnie tylko dwie osoby. Jest wąski i
      chybotliwy. Za nim ryczy wodospad, a 50 m niżej pieni się rzeka.
      Biznes w ruinach

      Najsłynniejsza plaża Tasmanii Wineglass Beach, w Parku Narodowym Freycinet na
      wschodzie wyspy, przypomina biały półksiężyc, leżący między ścianą lasu a
      turkusowym morzem. Na wyspie plaże mają intensywnie biały kolor od przesyconego
      krzemionką piasku. Przez większoś
    • turdoradca Kilka linków do stron internetowych 02.04.06, 13:15
      www.tas.gov.au
      www.discovertasmania.com.au
      www.spiritoftasmania.com.au

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka