goska797
14.10.09, 21:05
Będzie to wątek o bezsilności tak głębokiej jak przepaść, szerokiej jak
ocean.O tym jak umarła nadzieja, a nie ma sił by pogodzić się ze wszystkim co
zsyła Bóg.
Prawie dwa lata temu rozpoczęliśmy starania o nasz skarb. Wyniki badań bardzo
złe. Ratunkiem może być in vitro bądz leczenie do inseminacji. Leczenie
powiodło się i przystąpiliśmy do 2inseminacji. Żadna z nich nie zakończyła się
sukcesem. Teraz okazało się, że wyniki M spadły i na 3 podejście nie ma szans.
Piszę po krótce naszą historię bo nie chodzi tu o leczenie czy ilość podejść.
Nie radzę sobie z emocjami. Dzisiaj jedna z najbliższych koleżanek napisała
mi, że jest w ciąży. Ucieszyłam się ale też siedzę przed monitorem i płaczę.
Nie jest to zazdrośc tylko wielki ból, że może ja się nigdy nie doczekam, że
może nigdy nie przytulę swojego dziecka. Myślałam, że zmiana pracy zagłuszy
mój instynkt. I chyba tak było do dziś kiedy usłyszałam, że kolejna moja
koleżanka jest w ciazy.
Są momenty kiedy godzę się z losem, ale coraz gorzej znoszę kolejne informacje
o kolejnych ciążach. Kończy się to potokiem łez, że ja nie mogę mieć. Czasami
w głebi duszy jestem zła na mojego M chociaz yo nie jego wina. Czasami dopada
mnie taka bezsilność i przerażenie, ż jak bedzie wyglądać nasza przyszłośc
tylko we dwoje.
Jak radzic sobie z takimi emocjami? co robic by bez smutku przyjmować wieści
od znajomych i móc okazac im radość?