Dodaj do ulubionych

homeopatia - moja historia, cd

06.03.04, 22:24
– to była pierwsza wizyta mojego czteroletniego synka w kinie!

Opisałam swoją długą historię cudów, które na pewno zdarzały się dzięki
pomocy Opatrzności, która w tylu odpowiednich momentach zesłała mi tak
wspaniałych ludzi, codziennie dziękuję Bogu za ten autobus, przede
wszystkim... W międzyczasie poznałam kilka osób zakonnych, które leczą się
homeopatycznie (w Polsce) i nie uważają jej za żadne znachorstwo, tylko
normalną dziedzinę medycyny...
Zajrzałam na to forum zupełnie przypadkiem, rzadko odwiedzam strony gazety i
internet w ogóle (albo, jak wolę mówić, Opatrzność sprawiła, że tu zajrzłam)
i zobaczyłam post o homeopatii. Mam nadzieję, że mój długi (przepraszam!)
post będzie takim cudem, dzięki któremu spróbujecie tej alternatywnej (w
Polsce alternatywna równa się gorsza) metody. Jak napisała dziewczyna, która
zaczęła ten post, żaden rozsądny lekarz nie obieca Wam cudów, a to, że
lekarz, o którym pisze powiedział jej, że „warto podjąć próbę”, ale że
istnieje prawdopodobieństwo, żehomeopatia może sobie nie poradzić, to na
pewno dobry i porządny człowiek. Dobry homeopata zdaje sobie sprawę, że nie
jest wszechmocny i nie ma w pogardzie medycyny uniwersyteckiej, bo sam jest
po studiach medycznych i docenia jej dobrodziejstwa.

Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie! Modlę się o Wasze szczęście!

Ania
Obserwuj wątek
    • martini_very_bianco Re: homeopatia - moja historia, cd 07.03.04, 12:35
      A ja tylko o Kościele Katolickim chciałam napisać, bo jego postawa mnie jakoś
      roczarowuje w kilku punktach. Nie jestem ostatnio osobą specjlnie wierzącą, ale
      mam za sobą dwa lata sudiów teologicznych, a i teraz studiuję na katolickiej
      uczelni. To, że zapłodnienie in vitro jest stawiane na równi z aborcją, to raz.
      Strasznie przykrejest też to, że Kościół tak łatwo potępia różne alternatywne
      metody... Nie mówię o jakiejś odbajerzonej ezoteryce, typu "Wróżka", "Nie z tej
      ziemi" itp, tylko o metodach wykorzystujących naturę. Ta ciągła walka z
      homeopatią, niedawno czytałam pracę magisterską pewnego księdza, stek bzdur, z
      całą sympatią dla tego człowieka. To samo tyczy się aromoterapii, o naukowo
      dowiedzionej skuteczności i też wyśmiewanej jako zabobon. A Katechiźmie Kośioła
      Katolickiego wyraźnie napisane jest, że chrześcijanin ma obowiązek dbać o swoje
      zdrowie i interesować się nim, moja rodzina w odpowiednim momencie
      zinterpretowała to jako obowiązek chwytania się różnych metod i dobrze na tym
      wszyscy wyszliśmy. I jeszcze jak mi sie przypomni, że przecież przez tyle lat
      zakonnicy zajmowali się ziołolecznictwem i nikt nie miał o to żalu... Ale
      najbardziej mnie boli to invitro i wmawianie dziewczynom taki, jak Wy, że to
      wola Boga i trzeba to przyjąć. Rozumiem to podejście, ale uważam, że jest
      okrutne.
      Oj, może to nie miejsce na takie dywagacje, ale na innych forach naprawdę nie
      ma z kim pogadać, zaraz wyrwie się ktoś, kto cię wyzwie, czegokolwiek nie
      powiesz. Brrr
    • zzztop Re: homeopatia - moja historia, cd 07.03.04, 19:29
      Aniu! Bardzo dziękuję Ci za opisanie tej historii. Mnie ten problem nie
      dotyczy, ale mojej szwagierki. Też ma za sobą różne przejścia z
      farmakologicznym leczeniem depresji, momentami wszyscy o nią drżeliśmy, brat
      szczególnie szalał z nipokoju. Twoja opowieść dała mi nadzieję, już ją
      wydrukowałam i jutro z samego rana zawożę Asi, która teraz jest w szpitalu -
      wyrostek, więc znowu fasolka oddala się o parę miesięcy. Jeszcze rasz
      dziękuję!!!
    • pol.plemnika Re: homeopatia - moja historia, cd 08.03.04, 03:34
      Cześć dziewczyny.

      Jeatem tylko prostym facetem, wybaczcie moją obecność tutaj. Wieczorem wróciłem
      za szpitala, w którym leży moja Żona. Straciliśmy wczoraj dziecko. Drugie.
      Koszmar – ból jeszcze większy niż po pierwszym, a jednocześnie takie
      zniechęcenie, jakby to był setny raz. Moja żona jest bardzo dzielna i udaje
      twardziela; budzę się czasem , kiedy płacze w poduszkę, ale udaję, że śpię, bo
      ona nie chciałaby, żebym widział, jak płacze. Serce mi się wtedy kraje. Post
      Ani jakoś dodał mi otuchy – po pierwszym dziecku próbowałem zagadnąć lekarza w
      szpitalu o jakąś „inną” metodę, oto, co usłyszałem: „nasikaj pan do wanny i
      trzymaj pan kobietę w tej wannie przez dwa dni”. Teraz po przeczytaniu postu
      Ani, wstępuje we mnie nowa nadzieja, że może w ten sposób się uda... Nie wiem,
      czy to dobry pomysł – myślałyście o tym? Ja jakoś nie mogę się doczekać jutra,
      żeby zacząć działać, kogoś szukać, ale jednocześnie trochę się boję kolejnego
      rozczarowania. Nie wiem, czy uda mi się trafić na kogoś tak mądrego, że nie
      naobiecuje nam złotych gur i powie wprost: nie ma wała. Czy któraś z Was
      zdecydowałaby się na taki krok? Jestem zdesperowany, od dwóch prawie lat
      walczymy o macierzyństwo i ojcostwo, że nawet, gdyby to miało być splunięcie
      trzy razy przez lewe ramię i zjedzenie jąder szczura też bym spróbował.
      Przecież musi, musi musi musi być dla NAS wszystkich jakiś sposób. Jestem
      przekonany że spróbuję, byłbym w stanie jechać na drugi koniec Polski, jeśli
      tam właśnie byłby jakiś dobry mądry lekarz. Nie wiem jak go szukać? Ania
      wspomniała, że w którymś poście ktoś mówił o lekarzu, może pamiętacie, w którym
      i kto to napisał? Ja już nie mam siły przeglądać dzisiaj tych wątków, wszystkie
      te problemy dotykają mnie tak osoboście i tak głęboko, czuję się zmęczony i
      bezradny jak dziecko... Pomóżcie! I powiedzcie, że Wy też sprubujecie, żebyśmy
      nie byli sami... możemy się jakoś dzielić doświadczeniami... Może sobie
      wmawiam, ale jestem dość zrównoważonym facetem, słyszałem o homeopatii, ale był
      to dla mnie raczej sposób na grypę, a tutaj taka historia. Historia Ani to
      rzeczywiście historia cudów, może spróbujmy wszyscy w nie uwierzyć..
      Przepraszam za te jęki, muszę się komuś wygadać, Magdy nie ma ze mną, a męskie
      forum bezpłodność nie istnieje. Cieszy mnie ten wątek, bo wiem że jutro rano
      obudzę się i będzie mi się chciało wstać a potem zaniosę Magdzie tą historię do
      szpitala, w tajemnicy przed lekarzami, rzecz jasna. Zresztą, oni dołożyli się
      do śmierci naszego Dziecka, nie wiem, już, komu, poza sobą, mam ufać.Odezwijcie
      się! Może poszukajmy „innych” lekarzy i jakoś powymieniajmy się kontaktami? Na
      kolejne wymioty mojej zony po hormonach nie chcę już patrzeć, a podobno one są
      jedyną drogą. Przestaję w to wierzyć. Aniu jeśli to przecztasz, bo napisałaś że
      tu nie bywasz, dziękuję Ci z całego serca za tę opowieść którą ja, facet,
      przeczytałem ze łzami w oczach. Trzymajcie się dziewczyny, nie damy się!
      Rafał

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka