Gość: Luna1
IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl
12.03.04, 18:55
Własnie dzisiaj dowiedziałam się że z mojej fasolki nici. bHCG spadło o 50%
czyli marzenia pękły jak bańka mydlana. Smutne, ale prawdziwe.
Jak odebrałam wynik nie miałam już siły iść do pracy - zadzwoniłam żeby wziąć
urlop tzw "na żądanie". Później już z domu zadzwoniłam do mojej koleżanki z
którą siedzę. I wiecie nie usłyszałam nawet zwykłego - przykro mi - będzie
dobrze. Jedynie wysłała mi smsa z pytaniem czy ma przekłądac urlop /na
wypadek gdybym znowu wylądowała w szpitalu/.
Boże jakie to smutne - sama urodziła dwoje dzieci - widzi jak walcze o
dzidzię i nie stać jej nawet na kilka miłych słów. Żałuję, ze cokolwiek
powiedziałam - mogłam zadzwonić i powiedziec, ze źle się czuję i tyle.
Ni edosyć, ze jest mi smutno to jeszcze spotyka mnie kolejny zawód ze strony
osoby, która uważałam za bliską koleżankę.