POdświadomie (i nie tylko) męczy mnie to już od dłuższego czasu.
Mam nadżerkę, lekko zaleczoną ale jest



:
Lekarze nie chcą jej usuwać przed ciążą i ja się z tego cieszę.
Ale ! Przez to mam powracające stany zapalne.
Poprzednia lekarka je "zaleczała" od czasu do czasu, a potem sobie odpuściła
i po moim pytaniu, że mam lekkie upławy stwierdziła "e tam ! Wszytsko jest w
normie !".
Teraz leczę się w Novum i na pierwszej wizycie dr. Zamora spojrzał na mój
wynik cytologii (grupa II, stan zapalny, wcezsniej komórki AGUS-całe
szczęście susnięte po Abothylu) i też zero reakcji. A co do robienia stopnia
czystości pochwy i wymazu z szyjki powiedział - a to później zrobimy !
A ja się zwyczajnie pytam - czy takie przechodzone stany zapalne - nawet
lekkie nie utrudniają zajścia w ciążę ?
Leczę się, aby zbalansować hormony, następny cykl ma być najprawdopodobniej
stymulowany-wszytsko super i cieszę się, że lekarz "od razu przeszedł do
dzieła" ale czy nie pwonniśmy wykurzyć ewentualnych bakterii itp. ?
Co o tym myślicie ?
Ja mam 100 % zaufanie do tego lekarza bo uważam, że jest świetny i cieszę
się, że jestem w najlepszych rękach ale czy to leczenie to "nie jest para w
gwizdek" i nie powinno się zacząć od czego innego.
Jakiś rok temu jak miałam na cytologii Agus to lekarka mnie bardzo
nastraszyła, że z takim wynikiem nie mam szansy zajśia w ciążę bo plemniki
nie przeżyją. Z drugiej strony nie za bardzo jej ufałam bo chciała mnie
zwerbować do prywatnego gabinetu na wypalanie nadżerki (a wtedy leczyłam się
z pracy w LIM-ie).
Wyszło długo i haotycznie ale to mój powód do zmartwień.
Będę Wam bardzo wdzięczna za opinie.
Lidiaa