martini_very_bianco
30.03.04, 12:37
...bo to bez związku... Muszę się wyżalić, i nie mam komu!!! Więc padło na
Was, przepraszam, wiem, ze Wy macie swoje, ważniejsze problemy, ale jakoś
wsiąkłam w to forum, dobrze mi tutaj i ciepło, i tu wreszcie coś powiem nie
bojąc się, że jednym słowem dotknę kogos do żywego.
Wpadałam przez ostatni tydzień regularnie na forum ludz z padaczką,
znajdujące się na stronie internetowej pewnej fundacji. Już po przeczytaniu
kilkunastu postów wiedziałam, co się odbywa - wzajemne cukrzenie, co
byłonieco denerwujące, bo przywykłam do atmosfery tego forum. Tutaj
wspieracie się nawzajem, ale udzielacie sobie konkretnych, bardzo konkretnych
rad, słodycz nie leje się strumieniami. No więc poszłam ja sobie tam licząc,
że będę mogła z kimś pogadać, może nie koniecznie o padaczce, bo to forum
jest rozległe i ma wiele działów tematycznych. No i okazało się, że tam się
nie da pogadać, bo trzeba bardzo uważać, żeby kogoś przypadeczkiem nie
urazić, przy czym wiele osób jest przeczulonych na najdziwnejszych
punktach... wieży przykład: wczoraj napisałam, że pracodawca ma prawo
skanować komputery swoich pracowników, bo to jego komputer, nie ich...
Rozpętała się może nie burza, ale tym, że miałam inne zdanie na ten temat,
niż oni, dotknęło niektórych do żywego. I oni chyba wszyscy strasznie trzęsą
się nad swoimi uczuciami, bo już parę razy ktoś odpowiedział mi na posta
przedstawiając zdanie odmienne od mojego i już na wszeli wypadek przeprosił,
gdyby mnie przypadeczkiem nie rozzłościł i nie obraził... Jestem taka
rozczarowana!!! Tym bardziej, że to nie pierwszy raz... Dlaczego ludziom się
wydaje, że wzajemnym cukrzeniem cokolwiek zdziałają? Ile razy można na jednym
forum dość hermetycznym, powtarzać "niech społeczeństwo zrozumie, że jesteśmy
normalni"? Zostałam tam potraktowana - i to dano mi do zrozumienia, a
właściwie napisane wprost: forum sie psuje, bo "martini się kłóci, z kim
popadnie". Jezu, ludzie z padaczką chyba naprawdę mają zaniżone poczucie
własnej wartości, skoro tak histerycznie reagują na to, że ktoś coś w
konkretny sposób pisze, nie jestem z tych, co to walą prosto z mostu, co im
ślina na jęzor przyniesie, 10 razy myślę, zanim coś napiszę i wyślę. Jeżeli
ja piszę dziewczynie, która krytykuje Kościów za to, że zabrania seksu przed
ślubem, że w innych religiach jest to samo, że to nie kwestia katolicyzmu i
tego "paskudnego", "zepsutego" kleru, czy to jest kłótnia i atak??? Trochę
się interesowałam religiami róznymi i antropologią kiedyś, i po prostu mówię
jej, co wiem, bo myślę, że moze komuś wyda się to ciekawe... I teksty w
stylu "widać, że logowanie nic tu nie daje, bo i tak przychodzą tu obcy",
wymierzone bezpośrendnio w moją osobę, która mówi, że nie jest możliwe
wprowadzenie dla nas takiego równouprawnienia "fizycznego", jakie mają ludzie
na wózkach po prostu ze względu na specyfikę naszej choroby, i że cukrzycy
nie domagają się przecież strzykawek co sto metrów... Powiedzcie mi, proszę,
proszę, czy to jest ATAK na kogokolwiek? Czy może ja jestem po prostu
martini - cyborgiem, która nie ma w środku rozgrzewającego płynu, tylko bryłę
lodu ze zdechłą rybą zamiast oliwki na dodatek? Pocieszcie mnie jednym
słowem, bo naprawdę zwątpiłam w swoje człwieczeństwo...