Witam!
Czytam to forum od dawna. 2,5 roku temu rozpoczęłam starania o dziecko.
Po 3 m-cach zaszłam... ale po 3 m-cach poroniłam ;-/
Od tamtej pory "coś" mi się stało, zaczęłam ciągle chorować, kręgosłup, migreny, przeziębienia i utyłam.... 20 kg!
Stwierdzono u mnie hashimoto, biorę eutyrox 75.
Dziesiątki lekarzy (w Wawie) zapewniało mnie, że skoro raz sama zaszłam w ciążę, to na pewno zaraz znowu będę i kazali się nie przejmować.
A z każdym miesiącem stres i frustracja mnie przygniatały.
Kilku lekarzy testowało na mnie różne leki. Twierdzili że jestem zdrowa (oprócz hashimoto - które ponoć przy zajściu w ciążę nie przeszkadza). Mimo to, dostałam dostinex/bromergon na wysoką prolaktynę. (ale byłą w normie 573 przy górnej granicy 637).
Potem dostałam duphaston od 16 dc. Też nie pomogło.
Czułam się jak królik doświadczalny.
W końcu odpuściłam.
Dorobiłam się tylko depresji, z której pomału wychodzę.
I wreszcie, w styczniu tego roku, dzięki temu forum, trafiłam do prof. Jerzak z Limu.
Po badaniach na insuliooporność i usg - diagnoza PCO i insulinooporność.
Duża insuliooporność. Ostatecznie z 73 kg dobiłam do 97 kg.... (1,77)
dostałam glucophage od marca - 2x500, następnie 3x500
obecnie 3x750
Waga bardzo opornie, ale spadło 6 kg.
Moje oburzenie po 2 latach usłyszeć diagnozę nie znało granic.
2 lata zmarnowane! Ile stresów i nerwów!
Nikt z lekarzy nie wpadł na to, żeby mi zbadać insulinę.
Myliło ich chyba to, że ja miałąm normalne owulacje.
Choć może to za duże słowo, bo pęchęrzyk owszem rósł ale czy pękał?
Tego już żaden z "super-lekarzy" nie wiedział i nawet nie chciał wiedzieć.
Wmawiano mi "nakręcanie" się i "zabardzochcenie" 2 lata!
A prof. Jerzak jak tylko usłyszała, że utyłam 20 kg od razu przypuszczałą, że mam insuliooporność i pco....
Piszę po to, aby złapać kontakt z osobami, które też mają pco - jak się leczycie? Na jakim jesteście etapie?
Ja niestety, w ciągu 6-mcy leczenia metformaxem nie zaciążyłąm. Więc teraz pewnie będzie clo. W przyszłym tyg. idę do prof. bo już nie mogę wytrzymać tego uciekającego czasu.
Nie mając diagnozy - poddałąm się i odpuściłam.
Od 6 m-cy znów rozbudziła się nadzieja. I z każdym m-cem presja rośnie.
Mam cichą nadzieję, że koniec w postaci upragnionego dziecka jest już blisko.... może ta ostateczna desperacja zakończy się niebawem?
mam 31 l.
Pozdrawiam i czekam na historie leczenia innych pco-wiczek