dziewczyny....miałam dwoje dzieci poczetych na zawołanie- owulacja-
prokreacja i efekt....po latach- mialam juz ich 40...w nowym związku
zdecydowaliśmy po dwóch latach o poczęciu dzidzi....i........wystarszylismy
sie...mój młodszy partner w swoim poprzednim pożyciu też nie mial problemów
prokreacyjnych....chcieli dziecko- i zaraz je mieli....próbowaliśmy kolejne
miesiace spotykając sie w optymalnym czasie......po pól roku mój partner
zrobil badania-o pierwszy....mial zlepianie ....ale to mogło oslabiac jego
zdolnosć o jakieś 30 procent...postanowiliśmy...że jak razem zamieszkamy- to
wówczas w tej samej przychodni ja zrobie badania....nie byłam nastawiona
optymistycznie....41 lat.....i po 10 latach anemii...i to takiej z bardzo
niskimi wynikami....i z zerem żelaza w krwi.....pierwszy cykl...jaki
spędziliśmy cały ze sobą- staraliśmy sie...by nasienie cały czas przebywało w
drogach rodnych....w 27 dniu cyklu umówiłam sie juz na wizytę- która w
szybkim tempie miala posuwać sie do inseminacji....dodam jeszcze, że partner
dostal wcześniej witaminki z cynkiem...zażywał je bardzo niereg....i mial
jeszce wykupic receptę na lek...który mial pobudzic jego przysadkę do
produkcji progesteronu....poprosilam go- by nie brał tego leku- dopóki ja nie
zrobie badan...byłam przekonana..że to moja "wina"...cykle niby byly reg...i
2 fazowa temp- tzn byl wyraźny jej skok...ale wątpiłam....po wizycie u
ginki.....zrobiłam wieczorkiem test.........i jestem w ciaży...minelo już 17
tc...mam z nia problemy- z poprzednimi były takie same.....dzielnie dbam o
siebie...i maluszka.....
Mialam teoretycznie bardzo malo szans.....jak na
loterii....wiek....choroba....i przypadlosć partnera..a jednak
