Dodaj do ulubionych

Co z emocjami - do tekli12

18.06.04, 21:16
Mysle, ze nie jest Twoja intecja calkowite negowanie wplywu psychiki na
plodnosc, a jedynie napietnowanie nonszalancji i lenistwa niektorych z nas.

Skorzystam jednak z okazji, by po raz ktorys zaapelowac o nieupraszczanie
zjawisk dotyczacych plodnosci. O ile wiele forumowiczek serio traktuje
trzeciorzedowe badania (oslawiony metoklopramid) i stosowanie roznych nalewek
itp., to nie negujmy do cholery wplywu integralnej i majacaj podloze
biologiczne czesci naszej osoby, jaka jest psychika.

Zgadza sie, kwitowanie diagnostyki stwierdzeniem o rzekomej "blokadzie"
psychicznej jest glupie, nieuczciwe, tym bardziej, ze w jakims sensie obarcza
pacjentke "wina" za blokade i w rezultacie - nieplodnosc.

Jednak calosc zagadnien zwiazanych z wplywem czynnikow emocjonalnych oraz
leku/depresji na plodnosc, nie jest taka jednoznaczna.

Nieprawda, ze udowodniony jest brak takiego zwiazku. Na
dzien dzisiejszy mozna uczciwie stwierdzic tylko, ze sytuacja jest
niejednoznaczna.

Ale uwaga - jesli dysponujemy wynikami 200 badan, z ktorych 100 stwierdza
zwiazek, a 100 go nie stwierdza, to nie jest to jednoznaczne z sytuacja, w
ktorej wszystkie 200 badan stwierdza brak zwiazku. Trzeba szukac dalej. Tym
bardziej, ze kazdy z leczacych, a pewnie i niejedna leczaca sie, poczynila
obsewacje, ze wiele par zachodzi w ciaze w chwili "wytchnienia", np. na
wakacjach miedzy kolejnymi podejsciami do IVF (koszty psychiczne leczenia sa
ogromne).

Poza tym prosze wziac trudnosci metodologiczne. Z jedej strony ilosciowe
ujmowanie zjawisk psychicznych przy pomocy wywiadu, kwestionariuszy albo
skal jest obarczone zwykle swoistymi dla metody wadami - chocby niemoznoscia
calkowicie wiarogodnych porownach zjawisk psychicznych okreslanych przy
pomocy roznego insrumenatrium. Na pomoc moga tu przyjsc systemy
diagnostyczne, np. amerykanski DSM-IV lub europejski ICD-10. Ale i one
roznia sie miedzy soba, a ujmowane w nich zjawiska sa bardzo grubo
skategoryzowane. Zeby sprawe jeszcze bardziej zagmatwac, kazdy z tych
systemow klasyfikacyjnych oraz narzedzi pomiarowych ulega ewolucji.

Typowym problemem jest tez zdefiniowanie badanych grup: dla przykladu -
jesli w jednym badaniu istnial duzy odsetek nieplodnosci jajowodowej a w
innej przewazala nieplodnosc o niewyjasnionej przyczynie, to z gory mozna
zalozyc rozny wplyw identycznego chocby bodzca na te uklady.

Po trzecie, takze kryteria plodnosci/nieplodnsci zmieniaja sie w czasie, a i
waga poszczegolnych czynnikow relatywizuje sie w miare doskonalenia
diagnostyki i leczenia nieplodnosci.

Badania nad wplywem stresu na czynniki "wyjsciowe" w poldnosci, takie jak
dojrzewanie komorek jajowych i plemnikow, to ciagle "naukowy plac budowy".
Wiecej danych przemawia za tym, ze stres/lek/depresja nie ma bezposredniego
wplywu na te procesy. Podobnie na zaplodnienie i zagniezdzenie. Nalezy
jednak sobie zdac sprawe, ze ww. stres/lek/depresja moga wplywc posrednio
takze na te parametry - wiadomo, ze stany te pogarszaja dbalosc o zdrowie w
ogole, czestosc i regularnosc kontaktow z lekarzem, gotowosc do regularnego
przyjmowania lekarstw itp

A co wiadomo na pewno?

Udowodniony jest wplyw przewleklej ekspozycji na bodzce stresowe
(wraz z nastepowymi reakcjami organizmu - immunologicznymi i
endokrynologicznymi) na czestosc wczesnych poronien - to intensywny kierunek
badan, dostarczajacy raczej jednoznacznych dowodow "za" istnieniem ich
ujemnego wplywu na przebieg wczesnej ciazy
(nie chodzi tu oczywiscie o dorazne klotnie, stresy typu "maz/tesciowa mnie
zdenerwowali i w ten sposob przyczynili sie do poronienia"!).
Podobnie, przynajmniej mocno
prawdopodobny jest wplyw stresu/leku/depresji na powiklania w przebiegu
poznej ciazy, do porodu wlacznie.

**********

Zycze bezstresowego weekendu i ciekawy jestem waszych opinii.

R.
Obserwuj wątek
    • nicol.lublin Re: Co z emocjami - do tekli12 18.06.04, 21:27
      rafał, ale jak tu się nie stresować, kiedy w życiu tak mi się porąbało
      ostatnio. od wtorku to zjadłam chyba dwa kubki kaszy manny i kilo truskawek.
      mam cały czas mdłości i biegunkę. do dupy wszystko. ten cykl spisałam na
      straty. co do powodu, to nie jest do opisania na forum. a poza tym twój liścior
      ostatni jakoś chłodem powiał, a tutaj też tak naukowo jakoś...? takie to do
      ciebie niepodobne smile
      d.
      • rafal_md Re: Co z emocjami - do tekli12 18.06.04, 21:38
        Martwie sie Toba, wiesz jak Cie lubie. Przepraszam za chlod, mam urwanie glowy.
        Moze napisz pare slow na funnela, nawet jesli nie odpisze od razu, albo skapo,
        to przesle dobre mysli.

        Zjedz cos, moze jakis budyn albo bulke z sokiem pomidorowym? Przynajmniej
        letnia oslodzana herbate, najlepszy napoj dla biegunkowiczow...
    • trops7 Re: Co z emocjami - do tekli12 18.06.04, 21:40
      strasznie dziwny ten post dla mnie bez za długi , chłodny i sztywny- taki
      typowo lekarski
      • vecka Re: Co z emocjami - do tekli12 19.06.04, 00:04
        Rafal jest chyba lekarzem, wiec taki moze styl pisania.
        Moje zdanie jest takie, ze od x czasu zauwazylam, ze psychika ma bardzo duzy
        wplyw na zdrowie i mysle, ze takze i na plodnosc, bo zauwazylam, ze jak sie np.
        stresuje, to okres sie spoznia, a jak sie spoznia, to znaczy ze jajaniki cos
        zaszwankowaly.U mnie jest to ewidentnie powiazane ze stresem.
        Pisalam tutaj kilka dni temu posta o mapie marzen z Nesweeka, gdzie jest mowa o
        roli podswiadomosci w chorobach i innych naszych zyciowych utarpieniach.
        Jeszcze jakis czas temu pisalam tutaj posta o metodzie wizualizacji, za ktora
        zostalam obrzucona, choc wlasnie kilka dni temu doniosla mi jedna z was, ze
        metoda ta u niej poskutkowala.

        W najnowszym Nesweeku jest obszerny artykul na temat tego, ze naukowcy umieja
        juz udowodnic, ze psychika ma baradzo duzy wplyw na stan zdrowia, na czynnosci
        naszego organizmu itd...i wiem o tym po sobie.
        Ostatnio powstala takze nowa dziedzina nauki zwana psychoneuroimmunologia,
        ktora zajmuje sie pobudzaniem ukladu odpornisciowego za pomoca bodzcow na
        psychike.

        POzdr.
        • Gość: kratka Re: Co z emocjami - do tekli12 IP: *.ne.client2.attbi.com 19.06.04, 02:50
          Wiecie dziewczyny, ze ja Was nie rozumiem. Rafal zdobyl sie na napisanie
          fachowej, medycznej kompilacji obecnej wiedzy lekarsko-medycznej na temat
          wplywu psychiki na nieplodnosc, a Wy zamiast wdziecznie podziekowac to
          wybrzydzacie jak ksiezniczki, ze za chlodne, za bardzo medyczne, za fachowe, za
          dlugie. Czy nie mozecie potraktowac tego czysto informacyjnie i same wyciagnac
          wnioski dla siebie i starac sie sobie pomoc? Jest wiele sposobow na radzenie
          sobie z dlugotrwalym stresem/depresja w zyciu wogole. Sa terapie, lekarstwa,
          grupy wsparcia (jak chociazby to forum lub strony bociana), techniki
          relaksacyjne, yoga, akupunktura, od informacji az sie mnozy w literaturze i na
          internecie. Potraktowac to jako doswiadczenie "co Cie nie zabije to Cie
          wzmocni" z ktorego mozecie czerpac na cale zycie. Przeciez to nie koniec
          zyciowych stresow, i powodow do depresji, jeszcze beda choroby rodzicow, albo
          Wasze, albo dzieci, samotnosc, cierpienie, bol, zycie jest tego pelne. I wtedy
          co? Bedziecie musialy sobie dawac rade. Bardzo latwo sie zgubic liczac kazdy
          dzien cylku i skupiajac sie od miesiaczki do miesiaczki (wiem, bylam,
          przerabialam). mozna na rzeczy spojrzec z dystansu.
          Po pierwszym poronieniu znalazlam wsparcie u przyjaciol, po pozamacicznej
          znalazlam forum brytyjskie dla kobiet po ciazach pozamacicznych, jak nie moglam
          zajsc w ciaze udalam sie do terapeuty, mialam sesje, poukladalam sobie sprawy
          ze soba, rodzina, przyjaciolmi. Teraz jestem w ciazy i nadal na terapie chodze,
          bo pomaga mi w zyciu i chyba stalam sie lepszym, wrazliwszym czlowiekiem.
          Rafal, ani zaden lekarz Wam nie pomoze, jezeli same sobie nie zechcecie pomoc i
          skupic sie rowniez na psychice, ktora jest rownie wazna jak wszystkie
          somatyczne nieprawidlowosci, testy, badania itd. Stress, chroniczna depresja
          reaktywna ma duzy wplyw na uklad immunologiczny, krazenia, wydalniczy,
          wydzielane sa kortykosterydy przez kore nadnerczy, ktore sa stresorami same w
          sobie i to juz jest bezposrednio powiazane z fizjologia.
          W swiecie zwierzecym jest podobnie. Krolice, ktore maja slaba diete, za duze
          zageszczenie, to wszystko kwalifikuje sie do srodowiskowych stresorow,
          poraniaja cale mioty i nie zachodza w ciaze.
          Nie miejcie pretensji do Rafala, za to, ze udzielil Wam konkretnej, rzeczowej
          informacji medycznej. DON'T KILL THE MESSANGER!!!! Badzcie mu wdzieczne, ze
          chce poswiecac swoj drogocenny czas na charytatywne udzielanie rad na tym forum.
          Zycze wszystkim powodzenia w odstresowaniu.
          • vecka Jesli coś mogę jeszcze dodać... 19.06.04, 10:04
            Witam,

            to, ze jak księżniczki chwilami, to prawda, bo rzeczywiście niepłodność jest
            okrpona i ruinuje też zycie w jakiś sposób, ale myślę mimo wszytko,że są gorsze
            rzeczy, choćby rak, na którego ludzie umierają jak muchy, nie ma leku, w
            dodatku umierają w strasznych cierpieniach i fizycznych i psychicznych.
            Nie czytałam tego forum wczesniej zanim napisałam tutaj posta o wizualizacji i
            medytacji, z resztą tak jak np. forum depresja. Napisałam posta raczej
            informacyjnego wtedy i zostałam obrzucona tutaj jak tylko sie dało, na wszytkie
            strony.
            Wtedy sobie pomyslalam, ze moze jestem nowa, ze czesc z dziewczyn tutaj jest w
            ciezkim stanie psychicznym czy w zlości itd...
            Ale jak widze,ze nawet lekarz nie jest dla wielu dziewczyn tutaj autorytetm w
            swoich wypowiedziach.Nawet jak lekarz mowi, ze psychika ma powiazania z
            chorobami i min. z niepłodnością, to go obrzucacie, oczywiscie delikatnie, bo
            nie wypada, ale reakcja jest mniej wiecej taka sama.Z tegom wynika, ze macie
            swoja wizje swiata i problemu, ktory was dotknal, choc musi ona byc bledna
            zasadniczo, skoro jednak cos jest nie tak i nie udaje sie tego zamierzonego
            celu osiagnac.Tak mi sie wydaje przynajmniej.
            Lezalam w tysiacach szpitali,tez bylam zla, ze akurat mnie to spotyka, od 2 lat
            mam spokoj. Zaczelam uprawiac wizualizacje i medytacje. Nauczylam sie rozmawiac
            ze swoim organizmem i skonczyly sie choroby, polepszyl sie stan psyciczny itd...

            kratka napisała:
            Rafal, ani zaden lekarz Wam nie pomoze, jezeli same sobie nie zechcecie pomoc i
            >
            > skupic sie rowniez na psychice, ktora jest rownie wazna jak wszystkie
            > somatyczne nieprawidlowosci, testy, badania itd. Stress, chroniczna depresja
            > reaktywna ma duzy wplyw na uklad immunologiczny, krazenia, wyda...

            Dokladnie, zaden lekarz nie pomoze, nie wiem z reszta z jakiego powodu i jak to
            dziala, moze na zasadzie jakiegos buntu czy zlosci, ze mnie to spotkalo itd...,
            ze jak ciebie to nie spotkalo, to sie nie odzywaj, bo ja wiem najlepiej co
            czuje itd.
            Lekarz , ktory leczy iles tam lat takie pary, tez ma swoje obserwacje i
            dodatkwoo czyta na ten temat pewnie duzo, bo to dotyczny jego fachu, ale nie,
            czesc dziewczyn i tak, cokolwiek by sie nie napisalo czy powiedzialo, to ma
            swoja wizje swiata i koniec kropka, a kazdy kto chce troche ja zminic czy cos
            wskazac, jest odszczepiencem.
            To moje zdanie oczywiscie, kazdy moze miec swoje.
            Duzo tez sie wycierpialam w szpitalch itd... i to co pisze, pisze przede
            wszytkim na podstawie tego co sama przeszlam, ale co tam ja...MOje nieszczescia
            czy troski sa niczym w porowaniu z troska wynikajaca z problemu nieplodnosci,
            podobnie jak nieszczescia innych ludzi. Takie wrazenie odnosze czytajac
            niektore posty niestety.
            Pozdr. i nie rzucajcie sie znowu na mnie za moj komentarz.Nie tylko ja to z
            reszta zauwazam.
            Pozdr.
    • trops7 Re: do Kratki 19.06.04, 09:50
      chciałabyś uczestniczyć w terapii, gdzie ktoś pomaga Ci używając takiego języka
      i tak skomplikowanej treści, to co napisał Rafał to "artykuł" z gazety dla
      ludzi medycyny a nie dla kobiety która czeka na dziecko potrzebując
      zrozumienia , wsparcia , ciepła i odpowiedniego podejścia
      zaznaczam że jest to moje zdanie , a mam prawo je tu na forum wyrazić
      • marcepanna Re: do Kratki 19.06.04, 09:59
        Ja sie zgadzam z kratka. Rafal jako lekarz pisze do lekarza tekli wiec trudno
        aby poslugiwal sie innym jezykiem
        Co do samego artykulu rafala nie ma w nim niczego odkrywczego , generalnie
        mozna go sprowadzic do nastepujacego zdania :NA DWOJE BABKA WROZYLA
        • vecka Re: do Kratki 19.06.04, 10:07
          Nie przesadzajcie, ze tak skomplikowany jezyk. Nie jestem lekarzem ,a
          doskonale rozumiem o czym pisze.To, ze pisze troche w spsob naukowy,bo przeciez
          jest lekarzem, to nie znaczy, ze zaraz jest chlodny, zimny itd...
          Wiec wszystkie ksiazki medyczne sa chlodne i zimne chyba, tylko, ze dzieki nim
          jest sznasa ratowac zycie ludziom, a kobietom dawac dzieci.
          POzdr.
      • maretina Re: do Kratki 19.06.04, 10:48
        a ja mam taka nature, ze bardziej wierze w slowo naukowe niz kazde inne.
        pocieszanie to magia zyczen, pozytywnych emocji.... tego tez potrzebuje.jednak
        bardzo doceniam wiadomosci rafała. jasne, proste, bez emocji.... czyli dla mnie
        jak najbardziej obiektywne.
    • ikrol1 Re: Co z emocjami - do tekli12 19.06.04, 14:25
      Wypowiedź jest może i formalna ale ani troche nie wieje z niej żadnym chłodem. I
      każdy może miedzy linijkami wyczytać coś dla siebie. Zgadzam sie z Kratka w 100
      %. Pozdrawiam. Ilona
    • tekla12 do Rafala 19.06.04, 22:48
      Nie neguję wpływu psychiki na płodność, uważam natomiast, że zjawiska tego nie
      należy upraszczać. Nie mam pojęcia jaki jest wpływ czynników psychicznych na
      płodność i nie znam nikogo kto wiedział by więcej i jeszcze potrafił tę wiedzę
      przekonująco przekazać i poprzeć dowodami ( i broń boże nie jest to wyraz
      mojego braku skromności tylko bezradności nauki w obliczu tej problematyki).
      Natomiast głęboko irytują mnie próby upraszczania, nieintensjonalnego jak
      sądzę, tłumaczenia czynnikami natury psychicznej % niewyjaśnionej wariancji i
      utożsamianie przysłowiowej "blokady psychicznej" z przyczynami niepłodności
      idiopatycznej. W naukach społecznych tworzy się modele wpływu i zależności
      różnorodnych czynników, zaczyna się od teorii, weryfikuje ją empirycznie,
      wyniki poddaje bardzo starannej analizie i na tej bazie dopiero tworzy modele,
      których złożoność i kierunki zależności zwykle zaskakują samych twórców. My nie
      mamy niczego, żadnego punktu zaczepienia dla przekonania, że psychika może
      interweniować w przebieg i skuteczność leczenia niepłodności. Oczywiście oprócz
      przekonania, że tak jest. Dla mnie w takiej sytuacji jest jasne, że dopóki nie
      poznam dowodów a nawet domniemań w tej kwestii nie mogę sobie pozwolić na
      wyciąganie żadnych wniosków.
      Co w takim razie wiem? Otóż wiem, że leczenie niepłodności jest dla pacjenta
      modelowym treningiem wyuczonej bezradności. Jest karany za wszystko co robi
      łącznie z tym, że jest zbyt mocno motywowany. Wiem również, że znajdowanie się
      w sytuacji ekstremalnej może prowadzić do patologii. Poronienie może być
      wyzwalaczem dla PTSD. Terapia niepłodości może a nawet powinna prowadzić do
      niekorzystnych zmian zachowania, patologicznych reakcji, może jedno i drugie
      utrawalić w formie, która znajduje swój opis w DSM-ach, a najłagodniej rzecz
      ujmując wspomaganie rozrodu jest ciężką próbą dla związku dwojga ludzi.
      Co w związku z tym mogę zrobić? Tłumaczyć w konkretnych sytuacjach konkretnym
      ludziom, że nie powinni czuć się winni swojej niepłodności. Pokazywać pozytywy,
      żeby potrafili korzystać z tych informacji i mogli myśleć optymistcznie.
      Obniżać lęk i poprawiać nastrój w oparciu o realia. A przede wszystkim staram
      się pisać o tym, że mają prawo do podejmowania decyzji a nie do ponoszenia
      wszelkich konsekwencji leczenia bez prawa głosu. Trudno doprawdy odmówić mi
      wiary w pozytywną moc emocji.
      Być może można wizualizacją pobudzić pracę jajników ale szybsze i
      skuteczniejsze są gonadotropiny, więc nie widzę powodu stosowania metod
      alternatywnych dla ich skuteczności. Nie muszę wierzyć w istnienie efektu
      placebo, bo zostało to empirycznie dowiedzione. Choćby z tego powodu sądzę, że
      wizualizacja, bioenergoterapia, bocian pod łóżkiem, nalewki, amulety itp mają
      swoje głębokie uzasadnienie. A, co równie ważne stosowanie całego asortymentu
      tych wspomagaczy wymaga aktywności i daje nadzieje i z perspektywy tego, co
      napisałam powyżej jest niezwykle istotne dla kondycji psychicznej (i jeszcze na
      dodatek zostało udowodnione a nie domniemane).
      Dyskusja na inne tematy poruszone prze ciebie (problemy metodologiczne czy
      szczęśliwe macierzyńswo po zakończeniu czy przerwaniu leczenia) wymagają
      założenia nowego wątku albo napisania nawet odrębnego opracowania. Uwagi bardzo
      inspirujące. Czy wiesz, że korelacja między adopcją a naturalną ciążą
      adopcyjnych rodziców po przysposobieniu jest zerowa? I kto by to pomyślał.
      Serdecznie pozdrawiam T.
      • vecka Re: do Rafala 19.06.04, 23:54
        Witam,

        Tekla napisala:
        Być może można wizualizacją pobudzić pracę jajników ale szybsze i
        skuteczniejsze są gonadotropiny, więc nie widzę powodu stosowania metod
        alternatywnych dla ich skuteczności

        Oczywioscie, ze sa szybsze, bo wizualizacja wcale nie jest taka latwa, trzeba
        sie wielu rzeczy nauczyc i je dostatecznie opanowac, aby umiec zasiac
        odpowiedni obraz w naszej podswiadomosci, ale...bywa czasem i tak, ze
        gonadotropiny nie dzialaja z jakis powodow i wtedy trzeba probowac inaczej
        chyba...
        Pozdr. serdecznie.
      • rafal_md Re: do Rafala 20.06.04, 00:22
        Czesc Dziewczyny!

        Nie gniewajcie sie na mnie za przyciezki styl, nie pojawialbym sie tutaj, gdyby
        nie zalezalo mi na Was smile

        Nicol, daj znac, czy jest choc troche lepiej.

        "Kratko", bardzo ciesze sie z bezposredniego spotkania. Szkoda, nieczesto sie
        odzywasz (lacze Cie w jedno z "majka" z serwera bumc, czy slusznie?). Twoj glos
        jest zwykle "rozwazny i romantyczny" zarazem. Strzalem w dzisiatke zdawala mi
        sie kiedys pokazana przez Ciebie strona www.womens-health.co.uk/prog.htm, ale
        czas spokazal, ze skutecznosc nikla... Trudno.

        Co do odpowiedzi Tekli, to mam wrazenie, ze choc nasze posty tresciowo sie
        raczej uzupelniaja, niz sa polemika, to istnieje jakies podskorne napiecie, a
        raczej przeniesienie na rozmowe napiec adresowanych do lekarzy, ktorzy cos
        zawalili. Zapewne bolesnie odczulas na sobie jakies niemadre gesty, jak
        pomowienia o nieszczesna "blokade".

        PTSD jest dla Ciebie delikatnym i bolesnym tematem, juz kiedys nawiazywalas do
        niego. Rob to czesciej, jesli nie jest to emocjonalnie zbyt trudne, bo jego
        rola jest w ginekologii i poloznictwie niemal ignorowana, a dotyczy niestety
        nie tylko nieplodnosci, ale w o wiele wiekszym stopiu zjawiska jeszcze
        powszedniejszego, jakim jest np. porod. Nieraz sie wpedza kobiete w poczucie
        winy, ze przezyla traumatycznie narodziny dziecka, nie uswiadamiajac sobie, jak
        wiele winy ponosza za to lekarze i polozne. Swiadomosc, ze nawet kilka procent
        kobiet po porodach "naturalnych" nosi w sobie jego balast, moglaby wniesc nowy
        impuls np. do dyskusji o cieciu cesarskim "na zyczenie".

        Dotknelas problemu z innej strony - wplyw nieplodnosci i jej leczenia na
        psychike. To akurat jest bezdyskusyjne. Jest ogromy, dotyczy co drugiej pary.

        Zwroce Ci ponownie (skoro "nie masz pojęcia jaki jest wpływ czynników
        psychicznych na
        płodność i nie znam nikogo kto wiedział by więcej") i kazdemu zaineteresowanemu
        uwage, ze wiele znakow zapytania dowodzi raczej istnienia i zlozonosci
        problemu.

        Na cale szczescie wiele powaznych periodykow z "naszej" dziedziny (np. Human
        Reproduction), poswieca badaniom tych spraw regularne dzialy. Badania te
        ocieraja sie moze czasem o nauki spoleczne, ale to taki sam medyczno-
        biologiczny "hardcore", jak np. immunologia. Czyli nie jest to kwestia wiary i
        domnieman. Fakt, ze nie masz o tym pojecia, stawia Cie w rownie niepewenej
        pozycji, co kolegow od "blokad" (oni tez nie maja pojecia), ale nie upowaznia
        jeszcze do sformulowan, ze nie ma "żadnego punktu zaczepienia dla przekonania,
        że psychika może
        interweniować w przebieg i skuteczność leczenia niepłodności". Punktow
        zaczepienia jest mnostwo, tyle ze poki co, trudno je poukladac w calosc.

        By Cie jeszcze skuteczniej przekonac, przypomne, ze do niedawna (a czesto i do
        dzis), do swiadomosci wielu lekarzy nie docieralo, ze ich dzialania, dla dobra
        pacjentki wszak czynione, moga miec te skutki uboczne, o ktorych piszesz i
        ktore przezylas na wlasnej skorze.

        Zycze milej niedzieli.

        R.
        • tekla12 Re: do Rafala 20.06.04, 21:49
          Drogi Rafale, ponieważ wywołałeś mnie w tytule wątku poczułam się w obowiązku
          odpowiedzieć. Nie sądzę jednak, by ta korespondencja była szczególnie udana i
          wydaje mi się, że powodem tego są nasze odmiennie standardy interpretowania
          teorii/faktów. To pewnie rezultat różnych tradycji kształcenia akademickiego.
          Dla jasności - nie cierpię na PTSD indukowane poronieniem. Jestem na tyle
          asertywna, że nikt nie próbował mi wyjaśniać niepłodności w kategorii blokady
          psychicznej i na tyle sprawna intelektualnie, by, gdyby hipotetycznie, do
          takiej sytuacji doszło nie robić z tego tragedii. W lekarzach cenię fachowość
          ale nie utożsamiam tego z nieomylnością . Nie toleruję natomiast złych manier i
          niepotrzebnego skracania dystansu. Serdecznie pozdrawiam T.
          • Gość: nalo Re: do Rafala IP: *.acn.waw.pl 21.06.04, 10:59
            Kochani, pozwole sie sobie wtracic. Robie doktorat z psychologii, a
            neuropsychologia to moje hobby. Nie czyni mnie to moze najbardziej kompetentna
            osoba na swiecie, ale czytam mase prac naukowych na temat powiazan ciala z
            umyslem, pozwolcie wiec ze wtrace swoje trzy grosze smile Nie wiem dlaczego caly
            watek przerodzil sie w tak zazarta dyskusje. Skad tyle niezrozumienia? Moze
            dlatego, ze nasza kultura oparta jest na chrzescijanstwie, w ktorym kroluje
            dualistyczne pojmowanie swiata, cialo i dusze traktuje sie jako odrebna byty.
            Ta tradycja myslenia mocno wplywa na niechec wilu ludzi do przyjecia do
            wiadomosci, ze wiadomo juz bardzo duzo o "materialnym" pochodzeniu umyslu i
            emocji. Zwlaszcza emocji,za ktorych rodzenie sie odpowiedzialne sa glownie
            stare ewolucyjnie czesci mozgu (jak np. cialo migdalowate). Emocje sa wiec
            bardzo pierowtne. Te starsze czesci mozgu maja bezposrednie polaczenia z cialem
            i moga nim "sterowac" bez udzialu kory nowej, czyli swiadomosci. Stany ciala
            silnie wpywaja na przezywane emocje i na odwrot. Emocje maja ogromny wplyw na
            funkcjonowanie naszego ciala i umyslu i na odwrot, bo szlaki nerwowe przewodza
            tu impulsy (informacje) w obu kierunkach. Mowiac lopatologicznie "z gory na
            dol" i "z dolu do gory". Mamy powazne powody przypuszczac, ze praca nad
            emocjami moze bardzo pomoc w leczeniu. Sa na to setki, jesli nie tysiace
            przykladow z terapii najrozniejszych chorob. Dobra diagnostyka, rozsadny lekarz
            i odpowiednio dobrane leki sa oczywiscie podstawa leczenia nieplodnosci. Emocje
            sa jednak u wszystkich ssakow (a takze u wielu nizszych zwierzat) silnie
            powiazane z ukladem hormonalnym. W koncu odczuwanie emocji to w uproszczeniu
            nic innego jak zmiany hormonalne w organizmie i neuroprzekaznikowe w mozgu.
            Dlatego negowanie jakiegokolwiek wplywu psychiki na moznosc zajscia w ciaze
            jest po prostu nieporozumieniem. To natomist, jak duzy bedzie ten wplyw, jak
            slusznie zauwazyl Rafal, zalezec bedzie od przyczyny nieplodnosci i od
            indywidualnego przypadku. Zgadzam sie, ze tlumaczenie pacjentce, ze ma
            sie "odblokowac" zamiast ja leczyc jest przykrywka dla braku wiedzy,
            umiejetnosci i profesjonalizmu. Chce tylko powiedziec, ze czasem, gdy nie
            pomaga najlepsze leczenie, pomoc moze praca nad emocjami. Wiemy przeciez bardzo
            dobrze ze dluga nieplodnosc powodowac moze przewlekly stres czy wrecz depresje.
            A one z pewnoscia nie pomagaja w leczeniu. Sama zaszlam gdy zaraz po owu
            wyjechalam odwiedzic rodzicow, ktorzy mieszkaja w Paryzu. Przez dwa tygodnie
            latalam po muzeach a nie liczylam dni cyklu i nie zastanawialam sie ile mam
            objawow ciazy. Stos lekow + luz na maxa i wrocilam w ciazy. Mimo ze poronilam,
            bardzo staram sie myselc optymistycznie, bo wierze, ze to pomaga. Nie wiem czy
            kogokolwiek przekonam swoim przydlugawym postem, ale i tak pozdrawiam
            wszystkich i trzymam kciuki. No i rozsiewam wiruski, optymizmu... wink
            • Gość: tekla12 Re: do Rafala IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.06.04, 19:10
              Nalo, pozwól, że zacytuję kanon totalnej różnicy - różni ludzi w róznych
              sytuacjach, pod wpływem różnych bodźców zachowują się różnie. Co z tego wynika?
              Dokładnie nic. A Ty właśnie o tym napisałaś. Problem polega na tym, że
              prostodusznie zakłada się, że pozytywne emocje pomagają a negatywne szkodzą.
              Nie jestem przekonan, że tak właśnie jest a co więcej podejrzewam, że związki
              między emocjami a somatyką nie dotyczą tylko znaku emocji i mogą mieć różną
              dynamikę. Zauważ, że zgodnie z tym prostodusznym myśleniem kobiety - ofiary
              gwałtu nie zachodziłyby w ciążę, albo zachodziły w ciążę istotnie rzadziej. A
              antropolodzy wręcz twierdzą, że jest odwrotnie.
              • vecka gwałt, a zajście w ciąże-nie masz Teklo racji 21.06.04, 19:56
                Przede wszystkim należy wiedzieć, że poczęcie dziecka w wyniku gwałtu zdarza
                się niesłychanie rzadko. Kobieta nie musi być w fazie płodnej, mężczyzna może
                być niepłodny, ona może być zbyt młoda lub zbyt stara, aby począć. Przeżywany
                szok często blokuje jajeczkowanie.
                www.waw.pdi.net/~polfedwo/publikacje/biuletyn/dodatki/dodatkowe2.htm
                Poczęcie dziecka w wyniku gwałtu zdarza się bardzo rzadko. Potwierdzają to
                badania amerykańskie, gdzie występuje 1 poczęcie na 1000 zgwałconych kobiet.
                www.hli.org.pl/pl/HLI/EuroLife/eurolife2/EURO2.html
                • tekla12 Re: gwałt, a zajście w ciąże-nie masz Teklo racji 22.06.04, 00:07
                  Hej, Vecko, biegnę do źródeł i statystyki. Dam znać jak wyjdzie coś ciekawego.
                  Pozdrawiam T.
                  • vecka Re: gwałt, a zajście w ciąże-nie masz Teklo racji 22.06.04, 10:14
                    Witaj,

                    interesuje sie bardzo duzo psychologia, podswiadomoscia itd...i juz kilka razy
                    sie na to natknelam w innych zrodlach, ze w czasie gwaltu na skutek , ze tak
                    powiem tej blokady psychicznej kobieta nie zachodzi w ciaze czesto, dlatego na
                    to zwrocilam uwage, pozdr.
    • badarka dziękuję :) Tekli i Rafałowi 22.06.04, 09:23
      Za rzeczowe i konkretne podejście do problemu. Fajnie jest przeczytać coś, na
      co w końcu nie reaguję buntem. Coś, na co mogę się zgodzić, co nie przeczy
      mojej wiedzy, doświadczeniom i intuicji smile

      Dużo mi pomogliście, dużo mi wyjaśniliście. I nie rozumiem tylko, gdzie
      sprzeczność? gdzie powód kłótni? Przecież tak naprawdę nie ma większych
      niezgodności w tym, co piszecie oboje!
    • mamalgosia świetny wątek 28.08.04, 14:08
      dziekuję za linka.
      Moim zdaniem są jednak osoby, u których wpływ psychiki na zdrowie będzie
      większy, a są takie, u których mniejszy. Na pewno badania są w powijakach, ale
      obserwuję fakty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka