rafal_md
18.06.04, 21:16
Mysle, ze nie jest Twoja intecja calkowite negowanie wplywu psychiki na
plodnosc, a jedynie napietnowanie nonszalancji i lenistwa niektorych z nas.
Skorzystam jednak z okazji, by po raz ktorys zaapelowac o nieupraszczanie
zjawisk dotyczacych plodnosci. O ile wiele forumowiczek serio traktuje
trzeciorzedowe badania (oslawiony metoklopramid) i stosowanie roznych nalewek
itp., to nie negujmy do cholery wplywu integralnej i majacaj podloze
biologiczne czesci naszej osoby, jaka jest psychika.
Zgadza sie, kwitowanie diagnostyki stwierdzeniem o rzekomej "blokadzie"
psychicznej jest glupie, nieuczciwe, tym bardziej, ze w jakims sensie obarcza
pacjentke "wina" za blokade i w rezultacie - nieplodnosc.
Jednak calosc zagadnien zwiazanych z wplywem czynnikow emocjonalnych oraz
leku/depresji na plodnosc, nie jest taka jednoznaczna.
Nieprawda, ze udowodniony jest brak takiego zwiazku. Na
dzien dzisiejszy mozna uczciwie stwierdzic tylko, ze sytuacja jest
niejednoznaczna.
Ale uwaga - jesli dysponujemy wynikami 200 badan, z ktorych 100 stwierdza
zwiazek, a 100 go nie stwierdza, to nie jest to jednoznaczne z sytuacja, w
ktorej wszystkie 200 badan stwierdza brak zwiazku. Trzeba szukac dalej. Tym
bardziej, ze kazdy z leczacych, a pewnie i niejedna leczaca sie, poczynila
obsewacje, ze wiele par zachodzi w ciaze w chwili "wytchnienia", np. na
wakacjach miedzy kolejnymi podejsciami do IVF (koszty psychiczne leczenia sa
ogromne).
Poza tym prosze wziac trudnosci metodologiczne. Z jedej strony ilosciowe
ujmowanie zjawisk psychicznych przy pomocy wywiadu, kwestionariuszy albo
skal jest obarczone zwykle swoistymi dla metody wadami - chocby niemoznoscia
calkowicie wiarogodnych porownach zjawisk psychicznych okreslanych przy
pomocy roznego insrumenatrium. Na pomoc moga tu przyjsc systemy
diagnostyczne, np. amerykanski DSM-IV lub europejski ICD-10. Ale i one
roznia sie miedzy soba, a ujmowane w nich zjawiska sa bardzo grubo
skategoryzowane. Zeby sprawe jeszcze bardziej zagmatwac, kazdy z tych
systemow klasyfikacyjnych oraz narzedzi pomiarowych ulega ewolucji.
Typowym problemem jest tez zdefiniowanie badanych grup: dla przykladu -
jesli w jednym badaniu istnial duzy odsetek nieplodnosci jajowodowej a w
innej przewazala nieplodnosc o niewyjasnionej przyczynie, to z gory mozna
zalozyc rozny wplyw identycznego chocby bodzca na te uklady.
Po trzecie, takze kryteria plodnosci/nieplodnsci zmieniaja sie w czasie, a i
waga poszczegolnych czynnikow relatywizuje sie w miare doskonalenia
diagnostyki i leczenia nieplodnosci.
Badania nad wplywem stresu na czynniki "wyjsciowe" w poldnosci, takie jak
dojrzewanie komorek jajowych i plemnikow, to ciagle "naukowy plac budowy".
Wiecej danych przemawia za tym, ze stres/lek/depresja nie ma bezposredniego
wplywu na te procesy. Podobnie na zaplodnienie i zagniezdzenie. Nalezy
jednak sobie zdac sprawe, ze ww. stres/lek/depresja moga wplywc posrednio
takze na te parametry - wiadomo, ze stany te pogarszaja dbalosc o zdrowie w
ogole, czestosc i regularnosc kontaktow z lekarzem, gotowosc do regularnego
przyjmowania lekarstw itp
A co wiadomo na pewno?
Udowodniony jest wplyw przewleklej ekspozycji na bodzce stresowe
(wraz z nastepowymi reakcjami organizmu - immunologicznymi i
endokrynologicznymi) na czestosc wczesnych poronien - to intensywny kierunek
badan, dostarczajacy raczej jednoznacznych dowodow "za" istnieniem ich
ujemnego wplywu na przebieg wczesnej ciazy
(nie chodzi tu oczywiscie o dorazne klotnie, stresy typu "maz/tesciowa mnie
zdenerwowali i w ten sposob przyczynili sie do poronienia"!).
Podobnie, przynajmniej mocno
prawdopodobny jest wplyw stresu/leku/depresji na powiklania w przebiegu
poznej ciazy, do porodu wlacznie.
**********
Zycze bezstresowego weekendu i ciekawy jestem waszych opinii.
R.