Gość: cetka
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
03.08.04, 18:16
tu jest tylko fragment - ma ktos reszte?
Dzieci sztucznie poczęte częściej chorują. Może uda się ustalić, gdzie jest
granica, poza którą nie wolno udawać Pana Boga.
Zanim skonstruowano bombę atomową, genialny fizyk Robert Oppenheimer, jeden z
jej twórców, lubił powtarzać: "Jeśli dostrzegasz coś technicznie
pociągającego, idź i zrób to bez wahania". Po doświadczeniach Hiroshimy i
Nagasaki już tego nie mówił. Siła rażenia broni, do której powstania
przyłożył rękę, przeraziła i jego.
Dziś wydaje się, że idea zrobienia "wszystkiego, co technicznie pociągające",
opanowała embriologów. Mimo wątpliwości etycznych wciąż podejmują próby
klonowania ludzi, a lekarze dokonujący zapłodnień in vitro sięgają po coraz
bardziej ryzykowne metody - ostatnio korzystają nawet ze spermy zamrożonej
ćwierć wieku temu lub z pojedynczego, niezbyt ruchliwego plemnika, który sam
nie potrafi nawet połączyć się z jajem i musi być do niego wstrzykiwany.
Skutki takich eksperymentów są co najmniej wątpliwe. Jak wynika z raportu
Richarda Schultza z University of Pennsylvania w Filadelfii, dzieci "z
probówki", nawet poczęte metodami dziś uważanymi za sprawdzone, mają
dwukrotnie więcej wad wrodzonych niż poczęte w sposób naturalny. Jeszcze
bardziej ryzykowne może okazać się klonowanie, o czym świadczy wzrastająca
liczba zaburzeń genetycznych u sklonowanych zwierząt.
Bożena Kastory (bkastory@newsweek.pl)
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10360