Dodaj do ulubionych

Wsparcie męża.

27.11.13, 09:28
Witajcie.
Mam do Was pytanie o waszych partnerów. Jak Was wspierają?
Ja mam wrażenie że dla mojego męża wszystko jest zbyt trudne, niepłodność, podejścia do procedur, niepowodzenia, wspieranie mnie już w chwili stymulacji i procedury. Bo z jednej strony mąż chce dziecka (a jest to ostatni dzwonek) a z drugiej nie robi nic- ucieka od tematu. To ja zawsze go ciągnę za język w rozmowach i mobilizuję do kolejnych prób. On wymawia się brakiem pieniędzy(no byłoby bardzo ciężko zorganizować kolejne środki ale nie niemożliwe) lub że to nie czas. Ciężko mi z tym. Zachowuje się jakbyśmy mieli full czasu przed sobą a jesteśmy po 40-tce.
Nie wiem jak u innych ale u nas (mam wrażenie) nasz problem z płodnością oddalił nas od siebie... W pewnym sensie zamykaliśmy się w sobie z naszym bólem, smutkiem, poczuciem niesprawiedliwości i złością na los... Nauczyliśmy się po prostu nie rozmawiać na ten temat. Żeby mniej bolało. Ale to nie jest żadne wyjście...

Pozdrawiam, Malazdzicha
Obserwuj wątek
    • koralik35 Re: Wsparcie męża. 27.11.13, 11:18
      Małazdzicha, współczuję. Mój mąż też jakiś mega wspierający nie był, też sam rozmów nie zaczynał, wspierał tak jakoś nieporadnie, czasem musiałam nawrzeszczeć lub się popłakac, żeby z siebie coś wydusił, że mu zależy, że to ważne etc. Ale u nas całość trwała niecałe 6 lat, z tego potężnego leczenia konsekwentnego niecały rok, więc jakby udało nam się rozwiązać problem, zanim nas jakoś mocno podzielił. Wniosek mam jeden - może psychoterapia? Przyda się każdemu z Was z osobna, żeby poradzić sobie jak mówiłaś z bólem, żalem etc, ale przede wszystkim może nauczy Was jak ze sobą w tym być, rozmawiać etc? Życzę Ci wszystkiego najlepszego i jak najwięcej wewnętrznego spokoju.
      • dymitra Re: Wsparcie męża. 27.11.13, 16:56
        Heh...no i u mnie bylo podpbnie....ale najpierw 2lata walczylam o to zeby poszerdl zrobic badanie nasienia. Jak sie okazalo ze nie za bardzo jest sie czym chwalic to byl taki mega emocjonalny przysiad...zamknal sie i nie bylo o czym gadac...bo probojmy moze sie uda..jak zaproponowalam ze moze jednak klinikia nieplodnosci i ze wizyta u urologa konieczna to juz nie za bardzo wogole bylo jak rozmawiac..blokada...ale miala, cale szczescie pare znajomych co mieli ten sam czynnik...meski i jak to na kolegach pare setek wodki i mu przegadali ze to nie taka znow tragedia i jak chce potomstwo to musi zacisnac zeby i dac sobie palec w d wlozyc,zrobic zabieg na poprawe jakosci i do boju o dziecko w in vitro...potem ja mialam klopoty i operacje wiec sie na mńie bardziej koncentrowal i tak jest do dzis....przezywamy to arzem i jest latwiej choc nie jest to nigdy temat latwy...
        • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 13:01
          Hej Dymitra, dzięki za odzew!
          No właśnie- męski czynnik- skąd ja to znam! Tylko mój mąż ma zasadę z nikim o tym nie rozmawiać. I ja mam taki sam nakaz, więc... nie mogę liczyć na niczyją pomoc... Ani rodziny ani przyjaciół. Ciężko mi.
      • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 13:03
        Och Koralik35, ja chodzę na psychoterapię bo bym chyba umarła ze smutku i żalu. Ale mąż nie chce żadnej pomocy. Nie i koniec!
        Mam nawet zakaz rozmowy na ten temat z najbliższą rodziną i przyjaciółmi.
    • zielonakobieta Re: Wsparcie męża. 27.11.13, 18:39
      A długo się staracie? Przechodzenie procedur, badań i diabli wiedzą czego jeszcze zniechęca, męczy psychicznie i fizycznie, ja mam tego dość. Czasami chcę bić głową w ścianę z bezsilości i zmęczenia, mam wrażenie, że istnieje tylko ten temat. Nawet na wakacjach siedzi mi z tyłu w głowie. A mąż mówi - będzie to będzie, jak się nie uda to trudno. Może to zdrowe podejście. Do 40-tki mam 3 lata. A mojej mamy koleżanka wpadła w wieku 42 lat (trzecie dziecko). Ot sprawiedliwość.
    • mireleczka17 Re: Wsparcie męża. 27.11.13, 19:07
      Ja na początku też miałam wrażenie że jestem z tym wszystkim sama, mąż nie chciał w ogóle jechać do Kliniki bo pewnie nie zakładał, że możemy mieć jakiś problem. Kłóciliśmy się często, pamiętam jak raz mi powiedział w Klinice jak się okazało, że jego nasienie nie jest w dobrej formie:" JESTEŚ ZADOWOLONA"?. Po kolejnych nie udanych próbach wolałam zostawać sama niż dzielić się ze swoim smutkiem z mężem. Teraz jest inaczej, mąż mnie strasznie wspiera...gdy płaczę to mnie przytula i mówi, że zrobi wszystko abyśmy mieli dziecko, nawet jak mielibyśmy adoptować. Jutro kolejna wizyta w klinice prawdopodobnie podejdziemy już do in vitro.

      Moim zdaniem wsparcie męża jest bardzo ważne, ale oni pewnie też nie radzą sobie z tym tak jak my tylko tego tak nie okazują. Widziałam jak mój mąż też chodził smutny jak się kolejny raz okazywało, że nic z tego.

      Głowa do góry!! będzie dobrze wink
      • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 13:07
        Mireleczka17 a co takiego się wydarzyło że mąż zaczął cię wspierać? Że zmienił podejście?
        I trzymam za was mocno kciuki!!
        Malazdzicha
        • mireleczka17 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 18:54
          malazdzicha wydaje mi się że każdy facet przezywa to na swój sposób, może dotarło do niego że to nie mój problem tylko nasz wspólny. Widział moje łzy za każdym razem jak się nie udawało. Rozmowa też pomaga, dużo na ten temat rozmawialiśmy smile
    • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 19:30
      Jakbym czytala o swoim zwiazku.....u mnie jest identycznie....wlasciwie kwestia in vitro to tylko moja sprawa....maz po moich naciskach,placzach,klotniach niby zrobil co trzeba ale wsparcia nie mam w nim zupelnie zadnego........przykre tosad
    • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 19:39
      Malazdzicha u mnie maz najpierw wierzyl w swoj zloty strzal....pozniej przestal sex go zupelnie interesowac bo uznal ze zniszczylam wszystko staraniami pod kalendarz...pozniej walczylam o to zeby zrobil badanie nasienia i jak okazalo sie ze jest ok to uwazal ze teraz to juz nic nie musi robic......nie mozna bylo z nim wcale rozmawiac na temat dziecka,niby Go chcial i chce ale zachowywal sie tak jakby bocian mial przyniesc to dziecko.....proba namowienia Go na in vitro to jakis koszmar...On wychodzi z zalozenia ze to nie ma prawa sie udac ze to tylko wyciaganie kasy i niby sie zgodzil ale zapowiedzial ze godzi sie tylko na jedno podejscie....ale ile ja sie naplakalam...jak psychicznie mnie zmeczyl tym wszystkim,ale poki co robie swoje...jestem wlasnie w trakcie pierwszego i pewnie ostatniego podejscia do in vitro.
      • martyna1985 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 19:45
        Strasznie przykre jest to, co piszecie, choć nie słyszałam jeszcze o przypadku, że mężczyzna z chęcią idzie na badanie nasienia (jakby za młodu nie masturbowali się pod kołdrą). Mój tylko raz wyskoczył z propozycją, żebym poszła z nim...pioruny z moich oczu były odpowiedzią. Jednak narzekać nie mogę, mój jest od początku ze mną i to on bardziej naciskał na in vitro niż ja. Gdyby nie on, to pewnie nie byłabym tak poskładana do kupy jak jestem.

        Pozdrawiam!!
        • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 19:49
          Latwiej jest jak sie jest we dwoje wtedy a nie tak jak ja mam to wszystko na glowie i jeszcze caly czas musze myslec jak tu podejsc malzonka i mu powiedziec ze musi np oddac krew....chwilami sobie mysle ze on albo tak naprawde nie chce dziecka albo uwaza ze ja powinnam wrocic z kliniki i powiedziec "kochanie jestem w ciazy"
          • martyna1985 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 20:14
            Lidia, a zapytaj go, może tak jest.
            Mąż mojej dobrej koleżanki miał podejście takiej jak Ty opisujesz. Ona szukała informacji o in vitro, lekach etc, a on wybierał 2 psa na rancho...jak zaszła w ciąże (po ivf) to pomaaaału zaczęło do niego dochodzić, teraz jak chłopcy są na świecie to oszalał na ich punkcie.
            • zoselin1987 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 20:37
              Ja nie mogę powiedzieć, że nie mam wsparcia, ale na samym początku mąż miał na pewno inne podejście, niż teraz...
              Z badaniem nasienia nie było najmniejszego problemu. To było dla niego normalne, że jak zaczynamy się leczyć to i ON musi wykonać pewne badania.
              Pamiętam jednak, że miałam do niego żal, bo wydawało mi się, że jemu nie zależało tak, jak mi....Nie raz mu to wykrzyczałam. Jak widziałam, że pali to nie raz wykrzyczałam mu, że po cholerę ja ładuję w siebie górę hormonów, czasem sobie odmawiamy pewnych rzeczy, żeby było na leczenie, a on tak po prostu sobie pali....i zawsze płakałam z tej bezradności. Co prawda przepraszał mnie i mówił, że nie może patrzeć, jak płaczę, ale jakiejś zmiany nie było... dalej zdarzało mu się palić. Mnie to oczywiście doprowadzało do furii... pytałam po co bierze lek, skoro wychodzi wszystko na to samo albo i tak gorzej przez to, że pali...
              Nie mam pojęcia skąd ta zmiana, ale teraz jest naprawdę tak, jak bym tego oczekiwała.

              Po ostatniej wizycie u lekarza chyba coś w nim pękło. . Ot tak... postanowił, że rzuci palenie... I nie pali 4 dzień. Wiem, że to jeszcze o niczym nie świadczy, ale wiecie jaka to radość?Dla mnie ot już SUKCES! Kiedy tak go prosiłam, krzyczałam, błagałam i nic nie pomagało...?Mało tego. Kiedyś weszłam do pokoju i zobaczyłam, że przegląda strony z poradami co jeść, żeby poprawić jakość nasienia.
              Na następny dzień zaczął ładować do koszyka mandarynki, grejpfruta (cytrusy), brokuły, szpinak, szparagówkę... oraz kazał mi brać tran i jakieś tam witaminy (on też brał).
              • edzka12 Re: Wsparcie męża. 29.11.13, 23:00
                Witajcie...jestem pełna zalu...nasza historia trwa tak długo,tak niszczy nasze małżemstwo,czuje ze po 9 latach malzenstwa poznaje(statam sie piznac) mojego meza...tak w skrucie...
                2lata po slubie postanowilismy zaczac powiekszanie rodziny...rok nic 2,3,wizyty u ginekologa i stwierdzono PCO.po roku stymulacji nic...stwierdzi badanie meza nasienia..i stalo sie na 6rocznica(w tym dniu wyniki byly)Azoospermia(czyli brak plemnikow w
                ogole).i wtedy zaczela sie masakra
                Jest tak sie załamał.juz rozwodzic sie chcał...staralam sie stac obok wspierac picieszac...po 2latach wizyta w klinice leczenia nieplodnosci i wizyta u urologa..dal szanse -invitro.zrobili biopsje sa plemniki...ale do tego badania sie przygotowywal ze 3 miesiace..maju tego roku invitro.-nie udalo...sie zalamani ale razem...3miesiace pozniej tranafer mrozakow..w 12dt.hcg 141-radosc.a 2tyg.pozniej pironiłam..i to gwózdz do trumny...mnie jest ciezko...placze po nicach,pod prysznicem...dzwigam siebie i jego...a on tylko powiedzial..jestem nikim beznadziejny i nie dam rady..wiec znowu rozmawiam,tlumacze,wspieram..a co dostaje wzamian-nic mamrozpieszczonego meza z kaprysami...
                Mam tego dosc chce przestac myslec,dzwigac ten ciezar...teraz w styczniu planujemy podejscie do transferu(przepraszam ja planiuje)a on nawet o urlop nie zapytal.ja juzmam wszystko a on sie zastanawia...
                Sily mi opadly...mam dosc..doszlo do tego ze spimy w osobnych pokojach sex-juz nie pamietam jak smakuje...rozmawiamy jesdynie czy mamy ser czy wedline w lodowce...
                Jak tu zyc...dobrze ze mam kolezanke...ale nie zrozumie ci nikt ,kogo nie dotyczy ten problem.
                Wiem ze jemu ciezko...rozumiem.ze mna nie rozmawia o problemach i z psychologiem rozmawial raz ale przez telef.bo sie wstydzi twarza w twarz opowiedziec swoim problemie...Jemu ciezko-ale ja juz mam dosc....przepraszam ze tak pisze o M.ale moze to mi. troche pomoze...
                Faceci sa dziwnie w uczucia uwrazliwieni
                • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 07:10
                  Edzka...tych naszych mezow to razem trzeba zapakowac i wystrzelic w kosmos.....moj robil wieeeeeeelki lament bo raz oddal krew i dwa razy nasienie...a ani razu mnie nie spyta o to jak ja znosze te wszystkie badania,jak sie czuje po zastrzykach ktore biore od wtorku(dlugi protokol rozpoczelam) codziennie.....w ogole nie ma tematu....
                • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 13:04
                  Edzka12, przeszłaś naprawde ciężką drogę. Doskonale rozumiem wasze oddalenie. Myśmy zmierzali do tego samego. Mąż nie chciał pomocy psychologa. Ja w końcu wylądowałam u psychiatry z depresją i chodzę na terapię. My kobiety musimy być ze stali czy co? Zeby dźwigać to wszystko same, i jeszcze fochy naszych mężów. A Ty jesteś baardzo silna! Trzymam kciuki za transfer. Pisz!
                  Pozdrawiam
                  • edzka12 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 17:20
                    Dziekuje dziewczyny za wsparcie...czasami potrzebuje ,by sie zapomniec i o niczym nie myslic...ale wiem ze ten ból siedzi we mnie,gdzies głeboko...na zewnatrz jestem twarda,usmiechnieta,pełna optymizmu...a wystarczyło obejrzec film Listy do M
                    ...i co beczałam jak dziecko-a to przeciesz komedia....i znowu mam doła...nic juz nie cieszy-w domu(w pracy nie mysle,o tych problemach...czuje ze nie powinnam z pracy wychodzic...tam czuje sie lepiej;weselej i bezproblemowo).
                    I pytanie Jak tu Żyć...mmm
                    Styczen to oststnia moja nadzieje-jesli sie nie uda...sama nie wiem,co bedzie z nami.
                    Niech faceci dojrzeja..
                    Trzymam kciuki za Nas Silne Babki..
                    Buziaki
                    • edzka12 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 19:27
                      W programie tlc...ci faceci sa tacy czuli,potrafia wspierac i rozumieja poziom tego zabiegu,sa poprosty ostoja przy tych zonach...a u nas to ja mam trzymac go za reke i przypominac zeby oddychał....pa
                • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 17:49
                  U mnie edzka jesli chodzi o sex jest dokladnie tak samo jak u Ciebie....sluchaj a moze Ci nasi mezowie blizniakami sa ktorych drogi sie rozeszly po urodzeniuwink Tez mam takie dni ze dopada mnie totalna bezradnosc,mam wrazenie ze wale glowa w mur i ze juz nic nie jestem w stanie zrobic zeby bylo inaczej.....gdy mi sie wydaje ze moj zwiazek osiagnal dno to okazuje sie ze jednak moze byc jeszcze gorzej......ale w wakacje tegoroczne bylo juz tak tragicznie ze stwierdzilm ze albo odbijemy sie od tego dna albo to bedzie zupelny kategoryczny koniec tego malzenstwa......nie wiem czy dziecko nas uratuje.....strasznie duzo zalu we mnie jest wiec nie wiem.
                  • edzka12 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 19:05
                    Lidia mysle ze vos w tym jest ze faceci podobmym tropem podazaja....
                    Ja mojemu M kazalam obejzec program na tlc.popierwszym odcinku powiedzial- teraz to mam doła...wiec pytam ale z czym.ma problem-wtedy tej parze sie nie udało...
                    Nie chcial gadac...a po 2 odc.gdzie parze zaplodnilo sie jedno jajeczko-cud,ciaza.powiedzial-k...teraz to ja juz niechce probowac im sie udało,a ja 2razy probowałem i nic..

                    Wiecej nie kazalam mu ogladac...ja chcial mu pokazac ze wiele par ma taki problem i ze sa sukcesy i upadki..ale dowiadujemy sie czegos czego nie wiemy i nie umiemy sie dopytac lekarza...to on uwaza ze takie programy tylko dołuja i powinni je zakazac...
                    Błedne koło...
        • stasi1 Re: Wsparcie męża. 04.01.14, 17:22
          A czemu to tak ci pioruny biły z oczu? Akurat żona przydaje się przy badaniu nasienia
      • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 12:37
        Och Lidia1978, strasznie mi przykro. Trzymaj się, rób swoje, konsekwentnie i stanowczo. Setki lat ciąże, ich donoszenie, rodzenie i wychowywanie dzieci to były sprawy kobiet i widać w wielu przypadkach jest tak nadal.
        Ja się dziesiątki razy zastanawiałam czy nie rozwieźć się z mężem, no bo jeśli jest jak jest to po co się męczyć w związku i pracować nad nieszczęśliwym małżeństwem... Jeśli się jeszcze kochacie to dąż do celu sama, może mąż "dołączy" jak już dziecko się urodzi. Strasznie to brzmi ale w wielu rodzinach faceci "zauważają" dzieci dopiero jak wyrosną z pieluch.
        Powodzenia!!! Napisz na jakim etapie jesteś.
        Acha, ja np. z czasem wolałam jeździć do kliniki sama. Wtedy nie musiałam patrzeć na kryjącego się po kątach mężawink
        • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 12:49
          Malazdzicha ja ciagle jezdze sama do kliniki,szanowny malzonek jezdzi tylko wtedy gdy musi na szczescie nie czesto jest tam potrzebny wiec ja sobie spokojnie jade i wszystko zalatwiam bez sluchania gderan.......ja we wtorek rozpoczelam dlugi protokol....biore gonapeptyl to chyba jest na wyciszenie...na razie odpukac dobrze znosze te zastrzyki...to moje pierwsze podejscie,jestem w warszawskim novum......a jak to u Ciebie wyglada?....ja mam 35lat
          Pozdrawiam
          • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 13:14
            Ja skończylam niedawno 40 lat sad Więc nie mam dużo czasu. Teraz z roku na rok dramatycznie spadają szanse. Mąż jakby rozumiał a jednak nie do końca.
            Leczyłam się w Invikcie. 2 razy podchodzilam do dlugiego protokolu. Znosilam to ok, tylko slabo reagowalam na stymulacje i za 1 razem (7 lat temu)mialam 8 jajeczek, zaplodnilo sie 4, 2 byly ok, 2 podobno niedojrzale i ich w ogole nie brano pod uwage. Podano 2 i jestem szczesciarą bo mam dziecko. Cala ciąża średniego ryzyka, zwolnienie i schizmy ze poronię. Na szczescie wszystko było ok. Za 2 razem(4 lata temu) 4 jajeczka a zaplodnilo sie tylko 1. Podano i nic. Teraz od 2 lat rozmawiamy z mężem że trzeba podejść bo ostatni dzwonek i na razie jesteśmy w zawieszeniu. Pomijam że finansowo jest naprawde b.ciężko, ale spod ziemi wydobyłabym pieniądze...
            • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 13:38
              Czyli Twoje pierwsze in vitro zakonczylo sie sukcesemsmile to daje nadzieje ze moze i moje sie uda........dobrze ze macie juz jedno dzieciatko wiec jakby(nie daj Boze)nie udalo CI sie przemowic mezowi do rozumu to jakies potomstwo masz.....Ja powiem Ci nie rozumiem tych naszych mezow.....i juz nie mam pomyslu jak rozmawiac i co robic...........Kasa niestety idzie duza....Ty ze wzgledu na wiek nie masz juz szans na ministerialne dofinansowanie ja z kolei przegapilam ten czas i u mnie w novum nie ma juz miejsc.
              • dymitra Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 18:10
                Tacy jak widać są w większości faceci...mamy czas, po co ja, zero pytan jak my tolerujemny leczenie...ja z moim zaczelam od najtrudniejszego tematu czyli zalozenia ze ńie wyjdzie jak sie nie bedzie probowac bo to jak w tym kawale o zydzie co sie modlil codziennie do BOga PAnie spraw zebym wygral na loterii w totka...wiele lat i nic....i pewnej nocy uslyszal los ktory powiedzial "zydzie!!! Daj mi szanse i pusc los..." . Wiec tak zaczelam z moim..powiedzialam ze z nic nie robienia szans nie mamy wcale i jak nie wierzy to ńiech poczyta sobie ksiazki i fora w tym temacie. Zapytalam czy wogole chce miec dzieci bo jak nie took a jak chce to trzeba kazda opcje miec gotowa lacznie z adopcja...ten temat nadal jest nie do ruszenia ale na razie choc o in vitro dal sie przekonac..puszczalamm mu te odcinki z tlc i kazalam ogladac na sle....ale nie ma zbyt wielkiego postepu...jest tylko ńieco bardzoej wspierajacy ale nie kazdego dnia ma faze na romowy na ten temat...a sex jest i musze powiedziec ze bardzo dobry odkad sie nie trzeba kalendarza trzymacwink
                • mireleczka17 Re: Wsparcie męża. 30.11.13, 22:19
                  mój mąż raz obejrzał ze mną program w TLC nawet go nie zmuszałam i po tym od razu zmienił swój sposb patrzenia na różne sprawy. Sam mi kiedyś powiedział, że nie był do końca przekonany do in vitro, teraz jest jak najbardziej ZA. Później oglądał ze mną już każdy odcinek smile
                  • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 01.12.13, 10:39
                    Mój M nie chciał obejrzeć nawet jednego odcinka...
                • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 01.12.13, 10:56
                  U nas też sex był w porzo dopóki ciąża nie była zagrożona więc koniec. Cały czas bałam się że poronię. Po porodzie nie miałam sił ani ochoty, potem byłam tak skupiona na moim jedynym dziecku, które cudem dał nam Bóg, plus pretensje do M. że nie chce dać dziecku rodzeństwa choć co innego uzgadnialiśmy, że M. poszedł w odstawkę na długie lata...
              • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 01.12.13, 10:48
                Lidia1978 trzymam kciuki aby twoje pierwsze in vitro też zakonczylo sie sukcesem!!
                Myśmy z mężem mieli bardzo małą wiedzę gdy podchodziliśmy pierwszy raz i chyba tylko dzięki temu mąż z rozpędu dał się zaciągnąć do kliniki big_grin Potem było już duużo gorzej.
                Ale przez ostatnie lata były dla nas trudne, tak jak pisałam każdy z nas zamknął się w sobie i oddaliliśmy się od siebie koszmarnie... Mi bardzo pomogła terapia, otworzyłam się na M. On dzięki temu też, ale to nie rozwiązało naszych problemów.
                Może muszę się sama za to wziąć i informować go że tego dnia a tego ma iść na takie a takie badania wink
                • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 01.12.13, 13:42
                  Malazdzicha no ja tak robie,informuje co ma zrobic...i kiedy...na szczescie jego "robienie" ograniczylo sie do dwoch razy oddania krwi i dwoch razy oddania nasienia.....teraz bedzie potrzebny mam nadzieje tylko przy punkcji.......ale i tak oczywiscie zrobil z siebie meczennika.....ze az tyle badan a az tyle krwi i jeszcze cos mu zle wyszlo z krwi to tez moja wina bo jakbym go nie ciagala to by nie wiedzial a teraz to co on ma poczac z ta wiedza.....i pretensje i fochy i awantury wiec nie rozmawiamy na ten temat juz wcale bo mam dosc wysluchiwania.....wiec mozna powiedziec ze podchodze do in vitro sama.Ale nie marudze...robie wszystko co kaze lekarz,dla mnie to jest oczywiste,skoro trzeba robic cos to robie. Jesli chodzi o sex to u nas sie popsulo juz w trakcie naturalnych staran....M tez stroil fochy i uznal ze z kalendarzem nie bedie tego robil....ograniczalismy sie do jednego razu w miesiacu bo uznal ze on nie jest robotem,wiec szczerze powiedziawszy ja sie nie dziwie ze nie bylo z tego ciazy.
                  • malazdzicha Re: Wsparcie męża. 02.12.13, 18:49
                    O kurczę, Lidia1978, rzeczywiście nie masz łatwo z M.
                    W większości mężczyźni to duże dzieci. Myślę że ma na to wpływ wychowanie przez nadopiekuńcze matki. No bo dlaczego faceci robią fochy? A i my kobiety ich rozpieszczamy. Ech.
                    Pozdrawiam cię!
                    • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 03.12.13, 17:31
                      A ostatnimi dniami M ma taka hustawkę nastrojów że zaczynam się zastanawiać czy to oby napewno ja przyjmuję hormony...
                      • wielorak Re: Wsparcie męża. 12.12.13, 13:44
                        fajny wątek
                        jak widać wiele osób ma ten sam problem, nie wszyscy są razem na tej drodze do dziecka sad
                        smutne to ale prawdziwe
                        ja też czasem mam ochotę walić swoją głową w ścianę z bezsilności
                        • lidia1978 Re: Wsparcie męża. 12.12.13, 14:34
                          A z czym konkretnie wielorak ma problem twoj M.? Bo u mnie ostatnio nie taki jak trzeba termin punkcji jest przewidywany.
                          • pudelek09 Re: Wsparcie męża. 04.01.14, 22:32
                            Witajcie!
                            My staraliśmy się o drugie dziecko 10,5lat.Na początku ja miałam mięśniaki,ktore miały nie kolidować z zajściem w ciaze,ale nie wychodzilo.Na szczęście nie mielismy problemu kasy-na to M mowil,ze kasa zawsze będzie.Zrobil badania,nie powiem,ze był zachwycony,ale nie protestowal,nie były zle.Wspieral,jezdzil ze mna do lekarza,na badania,ale ja wpadłam w jakiś trans,wszystko jak pow lekarz-dziś starania,to dziś,jak cos wypadlo np.jego wyjazd to panika,lzy,ze akurat możemy dana szanse wykorzystać.Krzyczalam,az po jakims czasie on wykrzyczał,ze nie jest królikiem,ze nie chce na komendę się kochac,ze chce bardzo dziecka,ale nie uda się to swiat się nie zawali,tylko mi się walil.Potem przepraszal.Teraz z perspektywy czasu,wiedze,ze czasem bylam nie do zniesienia i podziwiam go,ze mnie nie udusil.Potem przy invitro jezdzil ze mna na kazda wizyte,badania,wspieral, jak już było po,caly czas skakal przy mnie,pokarmial,bo witaminki dla Was itd.I tak przez cala ciaze i zakochany w malej jak w księżniczce.I!!!już nie jeden raz powiedział,ze podziwia mnie za wytrwalosc,az dopielam swego
                            Czyli po prostu ta presja go wykanczala,duma meska ze nic pod dyktado,nikt nie będzie mu narzucal itd.
                            Trzymam kciuki za Was,Waszych mezow,zycze wytrwalosci i szczęśliwego końca.My wlasnie podchodzimy za kilka dni do kolejnego in vitro
                            • albertynaa Pudelku 22.09.16, 18:08
                              Napisz proszę jak ułożyło się Twoje samotne rodzicielstwo, czy masz jakiekolwiek wsparcie i pomoc przy dwójce maluszków? Najstarsza córa to niemalże kobieta już smile
                              Ściskam
    • m_michalsky Re: Wsparcie męża. 19.09.16, 16:46
      Wszystko zależy od człowieka. Jedni otwarcie potrafią rozmawiać na niektóre tematy, inni nie. Należy to uszanować. Możesz próbować porozmawiać z nim, aby powiedział, co go najbardziej trapi, ale pamiętaj - nic na siłę! Jeśli należy do osób zamkniętych, lepiej jak będziecie po cichu to znosili. Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka