Dodaj do ulubionych

A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali znajomi

13.12.04, 13:47
I myślałam że wszystko powiem ... tak po prostu, było mi cholernie przykro
ale uznałam że nie warto nic mówić, chociaż to najbliżsi znajomi. Czy to
normalne że ani rodzina ani znajomi nic nie wiedzą o naszych kłopotach ? Czy
może ju czs żebym powiedziała, żeby oszczędzić sobie takich sytuacji.. ale co
tam będa inne, będą patrzyli z politowaniem, będę się czuła gorsza bo oni
mają już córeczkę.. Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe !
Dlaczego dwoje kochających sie i ciepłych ludzi nie mogą mieć dziecka na
które tyle się przygotowywali... Święta idą niech już przejda a z nimi i Nowy
Rok...
Obserwuj wątek
    • iwa725 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 13:57
      Proponuje powiedzieć znajomym, zawsze jest człowiekowi lżej, jeśli nie jest sam
      z problemem.Nasi znajomi wszyscy wiedzą nic nie ukrywamy, po prostu czasami
      lepiej sie wygadać niż trzymać wszystko w sobie.Co do rodziny to wie tylko
      rodzina z mojej strony(mama ,dziadkowie,ciocia i kuzynka),z teściowa nie mam
      takiego kontaktu żebym mogła jej powiedzieć, nie chce również żeby mi
      współczuła albo wręcz przeciwnie była zła, że przezemnie jej syn na razie nie
      moze mieć dzieci.Pozdrawiam Cię i radze żebyś powiedziała znajomym zawsze
      bedzie lżej na sercu.
      • laura771 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 14:07
        A ja radzę nie mówić. Nic Wam nie pomogą, no bo co Wam mogą pomóc. My z mężem
        nie powiedzieliśmy znajomym. Mój mąż nawet swoim rodzicom nie powiedział o
        słabych plemnikach. Gdyby przyszło nam robić invitro, to jeszcze by nam truła,
        że to niemoralne i takie tam teksty, bo jest bardzo "religijna", jakbyśmy mieli
        mało problemów na głowie wtedy. Wychodzimy z założenia, że to nasz problem i
        nikt nam nie pomoże go rozwiązać. Syty głodnego nie zrozumie. Nie mówić - taka
        moja rada.
        Pozdrawiam serdecznie.
        Laura
    • nukolada Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 14:02
      jestem w takiej samej sytuacji jak Ty, staramy się, kochamy się i nic z tego.
      Wina leży po obu stronach naszych organizmów. Powiedz znajomym, powiedz
      rodzinie. Unikniecie głupich pytań o dzieci. Wiem, że to ciężkie ale czasami
      łatwiej powiedzieć bo później można porozmawiać o tym z najbliższymi.
      • invicta1 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 14:22
        ja nic nie mówię "na forum" wie Mama, siostra i 2 przyjaciółki(że Mamie
        powiedziałam też żałuję)
        tak jest lepiej; nie chcę być wypytywana i co? nie działa leczenie? dlaczego?
        itd itp
        i tak mam sporo powodów do rozmyslań, a jakbym miała jeszcze zastanawiać się
        jak gładko odpowiadać na pytania, które w gruncie rzeczy zwyczajnie bolą, bez
        odburkiwania, to już byłoby za duzo
        • iwa725 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 15:04
          U mnie nikt sam nie pyta ,z reguły ja sama mówię co i jak bo chcę się
          wygadać ,jest mi wtedy lzej i nagle okazuje sie też ,że sporo osób ,nawet te
          które juz mają dzieci miało podobne problemy.W moim otoczeniu to 5 osób.Ale to
          czy ty powiesz to komuś zależy tylko od ciebie i twojego charakteru.
        • neja Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 15:17
          Swoim rodzicom nie powiedziałam bo ... b.ciężko choruje mój ojciec i walcząc z
          chorobą chcę mu oszczędzić dodatkowych stresów.. mamie zreszta też to
          zrozumiałe, z teściami nie mam dobrego kontaktu więc odpada, a skoro nie wie
          moja mama, to i po co informować przyjaciół.. takie błędne koło
    • perlai Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 14:59
      a ja powiedziałam. i nie żałuję. sytuacja klarowna, nie muszę się kryć przy
      kolejnych badaniach, wymyślać odpowiedzi, dlaczego jeszcze jesteśmy bezdzietni,
      itp.
      poza tym ludzie i tak w takich przypadkach się domyślają i "gadają". tak za
      bardzo nie mają podstaw do wymyślania i insynuowania, bo wszystko wiedzą.
      oczywiście, to "wszystko" zależy od osoby i od sytuacji, bo przecież kolegi w
      pracy nie będę wtajemniczać w przebieg mojego cyklu, wzrost pęcherzyka itp.
      (choć już jednemu koledze zdarzyło mi się tłumaczyć na czym polega in vitrosmile)
      nie chodzi mi o to, by nosić napis "niepłodność" na czole i każdemu znajomemu
      opisywać naszą historięsmile
    • inga30 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 15:01
      Ja zawsze pytam "Skąd wiesz że sie nie staramy?" A na pytanie " A Wy
      kiedy ?"mówię że ja ich nie dopytywałam kiedy bo uważam że to prywatna sprawa.
      Albo że nie chcę o tym rozmawiać. Miłe to to nie jest, ale takie pytania tez
      nie są miłe. Na ogół jednak znajomi nie są taboretami - jesteśmy małżeństwem
      wiele lat, nigdy się nie deklarowaliśmy jako wrogowie dzieci, więc o czym tu
      gadać.
    • pollla Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 15:05
      jak powiesz, to lepiej Ci nie będzie, a ludzie będa mieli pożywkę do plotek. Ja
      powiedziałam tylko mamie. Teściowa oczywiście nie wie.
      Mam w pracy dziewczynę, która przyznała się do swojej niepłodności i mam
      wrażenie, że było jej jeszcze gorzej. Wszyscy pytali, jak tam leczenie i
      postępy i kiedy będzie dzidziuś. Potem zaczęła się alienacja, bo w otoczeniu
      było coraz więcej dzieci, a jak tu robić przykrość i zapraszać niepłodna do
      towarzystwa, gdzie dominują rozmowy o dzieciach, kupkach i zupkach. Całe
      szcęście, że doczekąła sie dziecka.
      Z drugiej strony, jak nie mówisz, to narażasz się na nieprzyjemne
      pytania "kiedy?" i co jest najgorsze - tłumaczenia, że warto i że trzeba...
      Twój wybór, ale ja nie mówię.
      • neja Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 15:18
        Swoim rodzicom nie powiedziałam bo ... b.ciężko choruje mój ojciec i walcząc z
        chorobą chcę mu oszczędzić dodatkowych stresów.. mamie zreszta też to
        zrozumiałe, z teściami nie mam dobrego kontaktu więc odpada, a skoro nie wie
        moja mama, to i po co informować przyjaciół.. takie błędne koło


        • 17lipiec1976 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:12
          cala moja rodzina zyje w nieswiadomosci. moja siostra nie moze miec dzieci. a ja
          jej mowie ze u mnie wszystko w porzadku, ze na razie sie nie staramy, bo nie
          mamy warunkow (mieszkamy na razie w akademiku). poza tym moja siostra i mama sa
          bardzo religijne i na pewno napietnowalyby mnie za IUI, ktora niedawno mialam i
          przymierzam sie do nastepnej. w ogole mam bardzo slaby kontakt z mama i siostra,
          zawsze tak bylo odkad pamietam. mama nigdy nie rozmawiala ze mna o waznych
          rzeczach, czesto mnie zbywala, nie traktowala powaznie moich problemow.dlatego
          nikt nic nie wie w mojej rodzinie, tym bardziej w rodzinie mojego meza.
          jedynym przyjacielem i powiernikiem jest moj maz. no i wy dziewczynysmile
          pozdrawiam
          ps. moja rodzina zyje w malej miejscowosci i na pewno wszystko zaraz by sie
          roznioslo
          • pietrek666 Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:30
            Nie wiem jakie reguły katolicyzmu zabraniają stosowania IUI. Nawet in vitro
            jako takie nie jest piętnowane przez Kościół. Tylko los zamrożonych zarodków,
            które bodaj po pięciu latach się niszczy.
            • jamile Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:34
              www.opoka.org.pl/varia/poradnik/malzenstwo_rodzina16.html
              • pietrek666 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:47
                >Kościół głosi moralną zasadę, że sztuczne zapłodnienie jest niemoralne i
                >grzeszne. Nigdy nie można stosować złych środków do dobrego skutku.
                >Masturbacja (samogwałt), przerywany stosunek małżeński i stosunek z użyciem
                >prezerwatywy są zboczeniem i stąd są nieusprawiedliwione, mimo że przyświeca
                >im dobry cel.

                To, że jakiś palant opisuje coś takiego na www, to wcale nie znaczy, że taki
                jest punkt widzenia Kościoła!!! Ja mam "szczęście", że pochodzę z parafii, w
                której proboszczem jest mój dobry "znajomy". Natomiast księdzem wizytatorem
                jest profesor z seminarium z Oliwy. I oni nauczają innego katolicyzmu. Nie
                pochwalają samogwałtu dla samego sobie, ale przecież można zrobić punkcję
                jąder. Fakt, że prezerwatyw nie pochwalają, ale przecież do "pobrania
                materiału" (bardzo mnie weseli to określenie) do inseminacji nie ma sensu
                używać ich.
                • invicta1 Zgadzam się z Pietrkiem w całej rozciągłości!!! 13.12.04, 16:51
                  te bzdury na stronie, to chyba dzieło jakiegos katolickiego taliba
                  jestem katoliczką i z tego co mi wiadomo to tylko in vitro jest negowane z
                  powodu tych usmiercanych zarodków, ale tekst o "nienaturalnym" pozyskaniu
                  jajeczka lub plemników-paranoja-przecież kosciół nie odrzuca np. stymulacji, a
                  nie jest to "naturalne" pozyskanie jajeczka
                • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 20:52
                  Przegladam tę niezwykłą dyskusje i ... niesmiało proszę o głos. Zaznaczam, że
                  uważam się za katoliczkę, ale -niestety- to sa tylko moje pobozne życzenia, bo
                  brakuje mi wiary w naukę kościoła, niestety (nie brak mi wiary w BOga, rzecz
                  jasna). Także mam oczekiwania "warunkowe": będę prawdziwym katolikiem, jak
                  kościól zmieni swoje poglądy i zgodzi się z moimi. Otóż , kochani, jesli
                  poznajemy kogoś, potem się z nim przyjaźnimy, to nie mozna od niego wymagać,
                  żeby dla nas się zmienił. Bo cóż z nas wtedy za przyjaciele, skoro przyjaźń to
                  akceptacja drugiego człowieka z wadami i zaletami? Czyż to nie od nas
                  przyjaciel powinien wymagać, byśmy się zmienili? Nie, bo wtedy nie będzie
                  naszym przyjacielem.Przyjaźnimi się, bo coś nas łączy.
                  Kiedys wsiadłam do pociągu, jadąc z konferencji poświęconej AIDS. Wiozłam m.in.
                  raporty WHO dotyczące roli prezerwatywy w zapobieganiu tej chorobie. Obok
                  siedział młody mężczyzna. Zauważył, że to są materiały profesjonalne, więc
                  uznał, że jestem za stosowaniem prezerwatyw w celu wyeliminowania AIDS na
                  świecie- tak to sformułował. NA tej konferencji przedstwaiano, że prez. tylko
                  ogranicza zachorowalność, nie może być 100% skutecznym środkiem, bo m.in. 50%
                  użytkowników w ciągu roku doświadcza jej peknięcia. Mozna postinor jako środek
                  niszczący ew, ciążę, ale nie ma takiego, który w 100% zapobiegłby w tej
                  sytuacji zakażeniu. Wnioski z badań WHO były takie, że owszem, prezerwatywa,
                  ale jedynym skutecznym środkiem jest ... jeden partner na całe życie wzajemnie
                  wierny (o zakażeniu krwiopochodnym- obecnie prawie niemozliwe)- co powiedziałam
                  i od razu zostałam zaatakowana, że to jakieś mity kościelne , które szkodzą
                  ludziom. Nie bardzo chciałam dyskutować, bo nie było o czym Włączył się za to
                  młody, dwudziestoparoletni chłopak z obraczką na palcu i zapytał go, dlaczego
                  to wszyscy powinni-jego zdaniem - stosować prezerwatywę? Tamten o ryzyku
                  kontaktów itp, itd. A ten młody: po co jest potrzebna prezerwatywa katolikom? I
                  zaczął o nauce kościoła. Bardzo prosty język. Wszystko logiczne. Nie usłyszałam
                  tego problemu właśnie w taki sposób na żadnym kazaniu. Powiem szczerze, że
                  własnie wtedy uświadomiłam sobie na czym polega katolicyzm. to nie tylko
                  chodzenie do kościoła, czasami spowiedź, grosz na tacę. Katolicyzm to pewna
                  idea, wartość, którą się zyje na codzień. Skoro katolik jest wzajemnie wierny,
                  to na chorobe mu prezerwatywa????
                  To samo dotyczy technik rozrodu wspomaganego. Kościół nie dopuszcza
                  mozliwości "masturbacji " nawet, jesli chodzi o oddanie nasienia do badania.
                  Nie dopuszcza mozliwości IUI, bo to nie jest "sposób " zgodny z naturą. To samo
                  IVF (pomijając oczywiście zamrożone zarodki). Dlaczego? Bo prawdziwym katolikom
                  wystarcza nauka głoszona przez kościół: Bóg decyduje o życiu, Bóg je daje i
                  odbiera. Nie lekarz. I cała sprawa polega na tym, czy nam podoba się przyjaciel
                  z takimi poglądami, czy nie. Nie możemy wybierać, że to tak, ale tego to już
                  nie akceptujemy. Kościól jest przeciwny antykoncepcji- szkodzi zdrowiu FAKT,
                  ubezpładnia FAKT. Dlatego preferuje NPR- spełnia wszystkie kryteria nauki
                  katolickiej. Dlatego prawdziwy katolik nie ma wyboru- chcąc być prawdziwym
                  katolikiem, ufa nauce kościelnej, bo ona ma na celu jego dobro. I nie musi znać
                  odpowiedzi na pytanie, dlaczego własnie tak ma być. To tak, jak wiara w dogmat-
                  nie zrozumiesz, a uwierzysz.
                  Czy nauka szkodzi ludziom? Nie, wręcz przeciwnie: uspokaja, wszystko staje się
                  celowe, z sensem. Bo ufa się Bogu, a On nie chce krzywdy, tylko nie każdy jest
                  to w stanie zrozumieć.W odniesieniu do niepłodności:stymulacja niepłodności-
                  tak, punkcja jąder- tak. Inne bagania, które nie umniejszaja godności ludzkiej-
                  tak. I to wszystko. Wyobraźcie sobie teraz,że z niepłodnościa walczą prawdziwi
                  katolicy: mają wyznaczone wyraźne granice, których na pewno nie przekroczą.
                  Jesli nie doczekają się potomstwa, to taka jest wola Boga, a oni ją respektuja,
                  bo wiedzą, że Bóg w swoim działaniu ma zawsze na celu dobro człowieka. Mało
                  tego- oni moga dawać innym miłość poprzez adopcję. Dla nich jest to wyraz tego,
                  że Bóg od nich wymaga więcej, bo daje im na wychowanie dziecko, potrzebujące
                  rodziny, którym nikt nie chce się zająć (lub nie może).
                  Nie napisałam tego, by wszczynać jakąś dyskusję. Ja- dzieki tej podróży
                  pociagiem ZROZUMIAŁAM na czym polega katolicyzm. I proszę, nie obrażajcie sie,
                  że użyłam w zdaniu sformułowania "prawdziwy katolik"- uważam, że wiekszości nas
                  daleko nam właśnie do uzyskania takiej wiary w plany Boże.Nie zgadzamy sie z
                  nimi i robimy wszystko, by je zmienić. I nawet czasami nam się to udaje.
                  Nie tak dawno widziałam taką sytuację: młoda kobieta w gabinecie czeka na
                  transfer, a w poczekalni czeka na nia jej matka- z różańcem w ręku... Zapewne
                  prosiła Boga o ciążę dla córki.
                  Wśród wielu znajomych, mam tylko 3 rodziny, które z całą odpowiedzialnościa
                  mogę nazwać katolockimi: życie układa się wokół Boga: poranne wstawanie, wsplna
                  modlitwa , śniadanie- z modlitwą, potem wstapienie do kościoła, bo to po drodze
                  do pracy czy szkoły. Żadnego pośpiechu. Potem praca w wolontariacie. Wieczorna
                  wsplna msza. Oni tym żyją na codzień. Każde niepowodzenie, sukces przeżywają z
                  Bogiem. Ja tak nie potrafiłabym. Dodam tylko, że jedna z tych par nie posiada
                  dzieci- niepłodność, maja po ok. 50 lat, więc nie doczekali czasów, gdy mozna
                  się leczyć. Na każde święta, w wiekszośc weekendów zapraszaja dzieciaki z domu
                  dziecka. Nie otrzymali zgody na adopcje ze względu na stan zdrowia znajomej
                  (dzieki Bogu- żyje!). Druga para- po 2 latach stosowania "dozwolonych metod"
                  przeszła proces adopcji i od pół roku maja śliczna 2 letnią Zuzię. Obie te pary
                  żyją zgodnie z zasadami nauki i nie są z tego powodu nieszczęśliwi.
                  I na koniec przykładu , że ważniejsze jest zaufanie, niz wiedza:
                  dobrych kilkanaście lat temu kończyłam kurs dla nauczycieli naturalnego
                  planowania rodziny. Byłam tam jedyna osobą, która nie była tzw. doradcą życia
                  rodzinnego. Byłam rozczarowana- dużo praktycznych wskazówek i.. teologia. Nic z
                  fizjologii. Potem zbieramy tego żniwo- na kursach przedmałżeńskich mowa o NPR
                  tylko w kontekście nauki kościoła, a na codzień pytania o fizjologię- całkiem
                  podstawowe zresztą.Ale juz wiem, że ta wiedza o fizjologii katolikom nie jest
                  potrzebna: 4 lata temu zadzwonił proboszcz z zapytaniem, czy mogę nauczyć
                  małżeństwo jakiejś skutecznej metody. Umówiłam się, wzięłam ze sobą tekę z
                  planszami. Ona 42 lata, po 5 porodach, 3 ostatnie to cesarki, lekarz okrzyczał,
                  że w ten sposób nie mozna, bo są fatalne zrosty, które grożą utratą życia.
                  Problem ze wzrokiem taki, że co pół roku przebywa w szpitalu, żeby go nie
                  stracić. Dopiero rozmowa z ksiedzem uświadomiła jej, że musi byc ODPOWIEDZIALNA
                  za swoją płodność.Ona po ekonomii, pracująca w dobrej firmie, on po
                  politechnice- miał jakieś biuro projektów. Dziećmi zajmuje sie babcia. Kiedy
                  zaczełam naukowo, ona na to, że chciałaby poznać tylko zasady, bo skoro kościół
                  zaleca, to jej to wystarczy. Pyt. a wstrzemięźliwośc wymagana w metodzie- on
                  odpowiada, że było rzadko, bo nie chciał znowu zony narażać na ciążę, więc 2
                  tyg. dla niego, to nic. Do dziś utrzymuję z nimi sporadyczny kontakt.
                  Nie "wpadli", nie mają tez pytań "naukowych".Wiara czyni cuda.
                  Co do antykoncepcji- rozumiem, dlaczego potępia ja kościól (wyjaśniłam
                  wcześniej), ale nie rozumiem, co maja do prezerwatywy- w końcu nie jest to
                  środek wczesnoporonny. No, może chodzi o to, by umiec powstrzymać się od
                  przyjemności, kiedy współżycie nie służy prokreacji?
                  I na koniec:
                  Jak słyszę, że współżycie -wg kościoła_ ma tylko na celu poczęcie, to KRZYCZĘ,
                  ŻE TO ZUPEŁNIE NIE TAK) gdyby tak było, to współżycie niepłodnych małżonków,
                  czy w okresie naturalnej niepłodności (karmienie piersią)czy po menopauzie
                  byłoby uważane za grzech. I tego jestem pewna- kiedyś ksiądz mi tłumaczył i
                  pokazywał przypisy w Pismie- ale ni
                  • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 20:54
                    Znowu kawałek zjadło:
                    Jak słyszę, że współżycie -wg kościoła_ ma tylko na celu poczęcie, to KRZYCZĘ,
                    ŻE TO ZUPEŁNIE NIE TAK> gdyby tak było, to współżycie niepłodnych małżonków,
                    czy w okresie naturalnej niepłodności (karmienie piersią)czy po menopauzie
                    byłoby uważane za grzech. I tego jestem pewna- kiedyś ksiądz mi tłumaczył i
                    pokazywał przypisy w Pismie- ale nie pamiętam...A szkoda, bo czasami by się
                    przydały.
                    Człowiek ma też wolna wolę. Ma więc prawo wybierać drogę swojego postepowania.
                    To samo dotyczy technik rozrodu wspomaganego czy antykoncepcji.
                    Ale przydługie mi to wyszło. Jak księdzu na kazaniu. Przedstawiłam tylko swoją
                    wiedze na ten temat- nie po to, by wkładać kij w mrowisko.
                    Pozdrawiam.
                  • jamile Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:18
                    Burczykowa, ja się nie obraziłam, ja tylko się z Tobą absolutnie nie zgadzam.
                    Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie niepłodność to głównie problem ideologiczny a
                    nie medyczny, co w jakiś sposób tłumaczy Twoje przekonanie, że podstawą
                    leczenia niepłodności jest w większości przypadków pomiar temperatury,
                    obserwacja śluzu i szyjki macicy oraz zdanie się na wolę boską. A ja wolałabym
                    aby w kwestii mojego leczenia jak najmniej było ideologizacji a jak najwięcej
                    rzetelnej, medycznej wiedzy odnośnie sposobów leczenia. Tylko tyle. Nie obraź
                    się, ale ja po 7 latach starań nie mam już ani siły ani cierpliwości ani
                    wyrozumialości... Moją szansą jest ICSI i dziękuję Bogu (jakkolwiek przewrotnie
                    to brzmi) że mam taką możliwość. Moje wybory, moje poglądy, moja decyzja.
                    Pozdrawiam
                    • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:29
                      Droga Jamile. Zauważ, że nie przedstwaiłam SWOJEGO zdania na poruszany temat,
                      tylko starałam się wytłumaczyć,dlaczego kościół ma takie zdanie. Gdybym była
                      własnie taka przykładna katoliczka, nie pracowałabym tu, gdzie pracuję. A
                      pracuję w ośrodku leczenia niepłodności.
                      • jamile Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:36
                        Czy to rozróżnienie oznacza, że masz inne zdanie niż kościół?
                        A w ośrodku, w którym pracujesz w jaki sposób leczy się niepłodność przy np.
                        niedrożnych jajowodach lub przeciwciałach przeciwplemnikowych w nasieniu
                        partnera rzędu 85%?
                        • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:41
                          Czy to rozróżnienie oznacza, że masz inne zdanie niż kościół?
                          Dokładnie tak i dlatego -jak zaznaczyłam na wstepie, nie jestem katoliczka z
                          krwi i kości. A ośrodek- nie stosuje żadnych rewelacyjnych, jedynych w swoim
                          rodzaju technik- to, co sprawdzone i praktykowane w innych.Dokładnie.
                    • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:32
                      A tak w ogóle- to w czym sie nie zgadzasz? Bo jakoś mi to umkneło.
                    • burczykowa Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 22:51
                      podstawą
                      > leczenia niepłodności jest w większości przypadków pomiar temperatury,
                      > obserwacja śluzu i szyjki macicy oraz zdanie się na wolę boską
                      Nie podstawą leczenia, a tej podstawowej diagnozy- no, ale w tym nie jesteśmy
                      jedyni.Poczytaj na forum, ile dziewczyn to robi. Czy to oznacza, że one nie
                      leczą niepłodności? Że zadją się na cud boży? Ocena cyklu miesiaczkowego
                      (jakąkolwiek metodą, czy samoobserwacja, czy usg)jest konieczna przecież w
                      każdym przypadku. A czasami wystarcza ta najprostsza.
                      • jamile Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 23:08
                        Czytam to forum już bardzo długo. Ba, ja też mierzę temperaturę (ostatno już
                        chyba z przyzwyczajenia, bo luteina mi ją i tak podbija) i obserwuję śluz. Ale
                        to w żaden sposób nie leczy naszej niepłodności. Zwłaszcza, że w naszym
                        przypadku jest ona spowodowana czynnikiem męskim.

                        A nie zgadzam się ze stanowiskiem kościoła w kwestii: wspomaganego rozrodu i
                        tego, kto daje życie, antykoncepcji hormonalnej i jej szkodliwości,
                        prezerwatyw, godzenia się z wyrokami boskimi, oraz danymi o niemal 100%
                        skuteczności npr-u.
                        Pozdrawiamsmile
              • pietrek666 A tak a propos 13.12.04, 17:41
                Jakby biskup Petz powiedział, że to jest niezgodne z nauką Kościoła, to też
                powinienem w to wierzyć?
            • 76fiona Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:35
              pietrek666 napisał:

              > Nie wiem jakie reguły katolicyzmu zabraniają stosowania IUI. Nawet in vitro
              > jako takie nie jest piętnowane przez Kościół. Tylko los zamrożonych zarodków,
              > które bodaj po pięciu latach się niszczy.


              no chyba nie za bardzo...samo zapłodnienie poza organizmem matki jest nie do
              przyjęcia przez Kościół Katolicki.
            • pollla Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:39
              Nie znam sie na nauce koscioła zbyt dokładnie, ale wydaje mi się, ze jednak IUI
              tez nie jest pochwalane przez kościół.
              W in vitro oczywiście piętnowane jest uśmiercanie zarodków. A w obu metodach
              nasienie pobierane jest w czasie masturbacji, która kościół uważa za grzech.
              Przeczytałam to w takiej broszurce, którą dostałam od dr Rokickiego.
              • pietrek666 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:47
                A punkcja jąder, to pies?
                • pollla Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:54
                  Nie wiem, co kosciół mówi o punkcji jąder. I powiem szczerze, że mnie to nie
                  interesuje. Ja osobiście nie widzę w tym nic złego. Miałam pewne opory co do
                  zarodków, ale ustaliliśmy, ze zużyjemy wszystkie, bez wzgledu na ewentualna
                  wielkość rodziny.
                  • pietrek666 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:58
                    Mój katecheta który przygotowywał mnie do bierzmowania i matury, mawiał, że
                    jeżeli coś nie jest schizmatycznie negowane przez Kościół (zabójstwa, kradzież)
                    i nie są w niezgodzie z moim sumieniem są dla mnie dozwolone. Przecież Kościół
                    uznaje nawet wojnę sprawiedliwą!!!
                    • pollla Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 16:59
                      Jakby nie patrzeć sprawiedilwa jest ta nasza wojna. Tylko kurcze czasami czuję,
                      że walczę z wiartakami...
                      • pietrek666 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 17:02
                        A poza tym. Co mnie obchodzi co sobie pomyśli moja sąsiadka, czy jakaś inna
                        klempa z mojej parafii. W tym wypadku preferuję model szwedzki. Bóg mnie osądzi
                        a nie jakaś DEWOTA!!!
                    • invicta1 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 17:02
                      10 przykazań to podstawa i cześć pieśni,
                      przykazania "kościelne" zmieniają się z upływem czasu, a to nie znaczy, ze to
                      co teraz dozwolone Bogu się podoba, a 100 lat temu się nie podobało
                      i już!
                      • pietrek666 I siedem grzechów głównych. 13.12.04, 17:14
                        • invicta1 Re: I siedem grzechów głównych. 13.12.04, 17:15
                          no tak
                          eh lenistwosmile
                          • pietrek666 Czy Ty mnie śledzisz? 13.12.04, 17:17
                            • invicta1 Re: Czy Ty mnie śledzisz? 13.12.04, 17:18
                              nie tylko czytam watek, bo mnie interesuje (jeszcze siedzę w biurzesad
                              • pietrek666 Żartowałem ;-P 13.12.04, 17:20
                                • invicta1 Ty cholero! znowu dałam Ci się wpuścić w maliny:) 13.12.04, 17:21
                                  • pietrek666 Hihihiii 13.12.04, 17:25
                                    No widzisz !!! Bo ja taka franca jezdem!!!
                  • invicta1 Re: Fajnie, że znowu zostałem pominięty... 13.12.04, 17:00
                    kiedyś był tu na forum spór o to, co mówi nauka kościoła i o to, że ci, którzy
                    deklarując sie jako katolicy, odrzucali tę naukę, nie są katolikami
                    czyli: nie przyjmujesz nauki koscioła = nie jesteś katolikiem; w sumie to chyba
                    sporo prawdy w tym jest, ale nie o to chodzi;
                    jestem katoliczką, nie ze wszystkim, co wpaja kościół się zgadzam, ale niech
                    główny wątek nie schodzi przez to na manowce
                    • pietrek666 Dobra. Wracamy z manowców. 13.12.04, 17:11
                      Powiedziałem wszystkim osobom, którym chciałem powiedzieć. Udało sie w zasadzie
                      we wszystkich przypadkach poza dwoma. Jeden już nie jest moim dobrym kolegą.
                      Okazał się palantem (całe szczęście, że tego nie rozpowiadał). Drugi przypadek
                      to moja teściowa... Z A Ł A M K A !!! Nie mogę z tą kobietą !!! To kupowanie
                      małych skarpetek, podrzucanie zdjęć niemowlaków...
                      Kiedy powiedziałem jednej koleżance w pracy, ona ze zdziwieniem
                      odparła: "Myślałam, że po prostu nie chcecie mieć dzieci." Wie także moja
                      kierowniczka i mój dyrektor dzięki czemu nie ma problemu z wyskoczeniem do
                      szpitala na badanie czy IUI.
                      I to jest cała różnica. Kompletnie inne podejście środowiska które Nas otacza.
                      • invicta1 ciemnota jest okrutna 13.12.04, 17:14
                        i tyle
    • sylla4 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:25
      A my powiedzieliśmy rodzicom i teściom.( słabe plemniczki mężusia) Ale tylko
      dlatego, że teściowa przekonana była, że ze mną jest coś nie tak. I z
      politowaniem patrzyła na synka, że taką nieudacznice ma. Szkoda, że nie
      widziałyście jej miny...I OD RAZU MILSZA SIĘ ZROBIŁA.
      • aga_lub_marcin Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:32
        Ja mam ostatnio z kazdej strony pytania KIEDY? i DLACZEGO? Odpowiadam, ze sie
        staramy, ale na razie nic nie wychodzi ( 4 lata i 4 miesiace po slubie)Jestem
        natychmiast zasypywana radami. Z ust niektorych przyjmuje te rady i wiem ze sa
        z serca, a od niektorych czuje jakas zlosliwa satysfakcję wiec ucinam temat
        mowiac, ze nie chce o tym rozmawiac i koniec. Generalnie latwo nie jest.
    • 76fiona Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:31
      Ja nie mówię nikomu...
      Tylko tu, Wam sad
      Jakos mam opory i obawy, że dopiero kiedy wypowiem to na głos to słowo stanie
      się ciałem i że wtedy to już nigdy sie nie uda...

      Przykro kiedy wszyscy dopytują...nie ma w ludziach za grosz delikatności i
      wyczucia...ale pewnie wynika to z tego, że sami nie maja takich problemów i ni
      wiedzą jak to jest...
      • aga_lub_marcin Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:37
        Ale szczerze WKU..AJA mnie teksty " a co nie umiecie?" " marcin ma wiatr w
        spodniach" " może wam pomoc"i podobne inne. Ludziom sie wydaje ze to zabawne,
        amnie to tak zraża do autorow takich tekstow, ktorzy tak na prawde nie wiedza
        ile sie staramy, czy chcemy wogole miec dziecko, ze zaczynam palac bardzo zlymi
        uczuciami do nich, zeby nie powiedziec nienawiscia. Mimo, ze wiem, ze to nie w
        zlej wierze. Albo jak nie wykazuje zainteresowania rozmowa na ten temat a ktos
        na sile kontynuluje temat wrrrrr ;/
        • 76fiona Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:39
          nam też wszyscy chcą "pomagać"...
          Smutne to dla mnie ale chyba jeszcze bnardziej dla mojego męża zwłaszza że jest
          zdrowy (ja też) a tak naprawde to na nim ciążą te wszystkie teksty...
          • 17lipiec1976 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 16:52
            ludzie, dla ktorych poczecie dziecka bylo jak zjedzenie bulki z maslem nie maja
            zielonego pojecia co my przechodzimy i przezywamy.prosty przyklad: moja bratowa
            byla wyraznie ubawiona gdy moja siostra powiedziala jej ze musi sie przytulac w
            okreslonym czasie. dlatego ja nie popelnie bledu siostry i nic nikomu nie powiem.
            moze sa osoby ktore potrafia to zrozumiec w pewien sposob, ale ja niestety
            -zwlaszcza w mojej rodzinie - takich nie spotkalam.
    • invicta1 ZAWSZE MOŻESZ:) 13.12.04, 16:56
      • jamile Pietrek, Invicta!! 13.12.04, 19:42
        Łomatko! Mam tylko nadzieję, że to o talibach nie było do mnie i o mniesmile)
        Wrzuciłam tego linka, bo stan na dziś jest taki, że niepłodne pary decydujące
        się na wspomagany rozród ze strony kościoła nie mają co liczyć na przychylność
        i zrozumienie. Albo chociaż milczenie i powstrzymanie się od negatywnych ocen.
        Absolutnie się z poglądami tejże "opoki" nie zgadzam. Znalazłam to przy okazji
        poszukiwań info o inseminacjach
        A zresztą - ilekroć goooglam w poszukiwaniu informacji o niepłodności, tylekroć
        najczęściej natykam się na tego typu "kwiatki"smile
        • pietrek666 Angiebe dlaczego wycięłaś moją wypowiedź... 14.12.04, 10:09
          o katolickich talibach nawet bez [...]?
          Jehowa, jehowa, jehowa, jehowa...
          Nadaję się do ukamienowania?

          Dla niezorientowanych: obejrzyjcie "Żywot Brian'a".
    • kapcius Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 17:31
      W sumie ja tez nie powiedziałam rodzinie... ponieważ raz ze nie chce ich martwić a dwa nie chce mi sie im tłumaczyć z kolejnych wizyt i jak teraz sie lecze..sad( natomiast niektórzy znajomi wiedzą o moim problemie..ale tylko połowicznie jestem z tego zadowolona.... z jednej strony mam sie przed kim wygadać ( bo maz ma juz dosyć wysłuchiwań na ten temat) a z drugiej czuje sie na jezykach..czasami zdarzają sie takie sytuacje ze ktos w towarzystwie zada takie pytanie na forum..a moja wielkoduszna przyjaciółka odpowiada.."oj przestańcie...nie wszystkie małzeństwa które sie starają moga mieć dzieci" I wtedy widze na sobie wzrok wszystkich....bez pytań...tylko ze dla mnie spotkanie sie już kończy na złym humorze...
    • alizeis Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 19:07
      Powiedzialam tylko najblizszej przyjaciolce. Szczerze mowiac, czuje sie
      troche... upokorzona... niemoznoscia posiadania dziecka. Czuje, jakby moje
      cialo nie potrafilo wykonac jedynej prawdziwej funkcji przypisanej mu przez
      nature. Po prostu czuje sie wadliwa i wybrakowana. I dlatego nie chce sie z
      nikim dzielic ta informacja. Wole, zeby mysleli, ze nie lubie dzieci i
      nieposiadanie ich bylo moja swiadoma decyzja. Nie znioslabym uzalania sie nade
      mna czy wspolczucia....
      • elusia76 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 21:18
        Ja powiedziąłam tylko moim 2 przyjaciółkom i mojej stronie rodziny
        (najblizszej). Znajomi i dookoła ludzie raczej nie wiedzą - udaję, że jeszcze
        mam czas hehe.. Najlepiej jest w pracy - pracuję z chłopakami (no, facetami
        koło 30 smile, ale oczywiście już dzieciatymi), którzy co i rusz przekonują mnie,
        że trzeba się już starać, im wcześniej tym lepiej, bo teraz to nigdy nie
        wiadomo, tyle dookoła trudności z niepłodnością... Taaaaa.. (2 lata starań)
        Sama nie wiem, czy śmiać się z tego czy płakać.. Pozdrawiam!
    • invicta1 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 13.12.04, 23:33
      ludzie do, nomen omen, diabła (hihi)!
      nie daje życia lekarz, tylko Bóg - ZAWSZE!!!, bo to ON decyduje czy IVF,IUI czy
      nawet ISCI się powiedzie-tyle
      • perlai Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 14.12.04, 07:58
        przeczytawszy wszystkie wypowiedzi, które mocno odbiegły od głównego tematu,
        chciałam napisać to samo, co invikta powyżej. przecież gdyby tylko i wyłącznie
        człowiek decydował, czy iui bądź ivf się uda, to jego skuteczność byłaby 100%.
        a tak przecież nie jest. jednym się udaje, innym nie.
        znacie przypowieść o talentach? uważam, że możliwości medycyny są takim
        podarowanym nam talentem i albo się je wykorzysta i pomnoży, albo zakopiesmile
    • lidek0 Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 14.12.04, 08:11
      Skoro twierdzisz, że zanjomi będa patrzyli na was z politowaniem to albo szkoda
      mieć takich znajomych albo dobrze ich nie znasz. Nie chodzi o to, żeby się
      chwalić dookoła tym, że problemy są. Ale powiedznie innym może ukrucić pytania
      na temat dziecka, być może znajomi też mieli problemy i możecie podzielić się
      doświadczeniami, może mogą Wam pomóc. Z rodziną to samo, może ktoś zna jakiegoś
      fachowaca, wie o jakimś badaniu, które warto zrobić. Dlaczego ludzie z
      problemiami myślą tylko o tym, że będą obiektem litości?
      Moja rodzina wiedziała od początku o wszystkim, znajomi Ci najbliźsi też i
      mieliśmy od nich dużo wsparcia, unformacji jak i gdzie się leczyć.
      • neja Re: A wy co? Czemu się nie staracie?! zapytali zn 14.12.04, 08:49
        Fiona trafilaś w samo sedno... tez wydaje mi się że jak powiem o tym głosno to
        się zmaterializuje tak dalece że będzie jeszcze trudniej. Poza tym nie chcę
        czuć się jeszcze bardziej wybrakowana niż się czuję. A moja najbliższa
        przyjaciółka wpadła...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka