Witam
Chciałam do Was napisać o nadziei, którą lekarze często zabierają.. Mój mąż
bał się, że jest bezpłodny. Jeszcze przed ślubem (pobraliśmy się pół roku
temu) postanowił się przebadać. Wybraliśmy Novum - maż zrobił badania, był u
lekarza (dr Wolski), który przepisał mu mnóstwo leków, powiedział, ze nie ma
szans na naturalne zapłodnienie i bardzo małe na IUI i kazał przyjść za trzy
miesiące. Następnym razem maż poszedł do niego na początku sierpnia - wyniki
nasienia pogorszyły się, podobno złe były wyniki hormonów... Dr (Wolski)
mówił, ze tylko IN VITRO - zresztą tylko tyle powiedział, bo mąż był u niego w
gabinecie niecałe 5 min... Pan DR popatrzył na wyniki, uśmiechnął się,
powiedział "no cóż... tylko in vitro", kazał brać testosteron i przyjsć jak
się skończy, żeby zadecydować co z zabiegiem.... Już nie poszliśmy - 120zł za
5min?? Od tego czsu minęły 4 miesiące zastanawiania sie co dalej, gdzie do
następnej kliniki, skad wziąć pieniądze... spędziliśmy godziny na wyszukiwaniu
klinik, lekarzy, kosztów... A wczoraj zobaczyłam 2 kreski na teście - czy to
cud? bo nasze dziecko poczęło sie naturalnie przy liczbie plemników w nasieniu
3-4mln z czego 10% miało prawidłową budowę....
Nie dajcie sobie odebrać nadziei.
Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy