Jak dobrze, że net jest w miarę anonimowy, bo nikomu w realu nie miałabym
odwagi się pzyznać do tego co czuje..
Długo zmagamy się z niepłodnością i doskonale wiem jaki jest szablon
wyrażania opinii na temat naszego przypadku (ja jestem zdrowa, mąż ma słabą
armię). Powinnam mówić, że to nasz wspólny problem, że niepłodność to choroba
pary, że bardzo kocham męża i przecież to nie jego wina, więc będziemy
wspólnie walczyć o pokonanie wszystkich przeciwności etc...
Oczywiście tak jest!
..ale.. po ostatnim nieudanym ICSI, moje "ja" się kompletnie zbuntowało!
Jestem obrażona na cały świat, zapadłam na znieczulicę (ludzkie problemy nie
są powodem do zmartwień tylko do wzruszenia ramionami i stwierdzenia
faktu: "każdy ma jakieś swoje problemy"), mam żal do wszystkich na około, że
właśnie mnie to spotkało, a przecież JA MOGŁABYM MIEĆ DZIECI!

(
takie samopoczucie ma ogromny wpływa na to jakie myśli mnie dopadają, .. a
myślę nawet o zdradzie męża, żeby tylko zajść w upragnioną ciążę, to straszne
bo jednocześnie mam świadomość, że oto "siadła" mi psychika a mój system
wartości spadł na psy
chyba bym o tym nie napisała, gdyby nie fakt, że oglądnęłam wczoraj film
Życiowe rozterki (The good girl) i normalnie jakby mi ktoś w pysk dał!
podano tam na tacy gotowe rozwiązanie moich problemów w dokładnie taki sposób
przed jakim ja się bronię!
Film polecam, a sama musze się udać do specjalisty od szarych komórek...
(tak sobie chciałam to wylać z siebie, przepraszam...)