Nie odsuwajcie się od ludzi

IP: 213.25.173.* 09.10.01, 11:04
Moja kuzynka zerwała ze mną kontakty, bo ja mam dzieci a ona nie...Wiem,że jest
to trudne,bo sama byłam w podobnej sytuacji.4 lata czekałam na potomka.Proszę
jednak,bądzcie dobrej myśli.Nie zamykajcie się przed innymi.Wszystkim wam
potencjalne mamusie życzę udanych pociech.Bądzcie tak szczęsliwe jak ja!
    • Gość: EwaP Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: *.cofund.org.pl 09.10.01, 11:49
      A ja proszę o odrobinę zrozumienie,
      Czy wiesz co czuje niepłodna kobieta jak znajome opowiadają jej o kłopotach z ząbkowaniem i o pierwszym dniu
      w przedszkolu, nie wspominam już o tekstach "ty tego nie rozumiesz bo nie masz", "zobaczysz jaki to problem jak
      będziesz miała własne" a już przebojem jest zapraszanie na chrzestnych "no bo nie macie swoich"...........
      Proszę wszystkie szczęśliwe mamy aby zrozumiały, ze mogą wyrządzać dużą przykrość, nie bez podstawy jest
      powiedzenie: "w domu powieszonego nie mówi się o sznurze".

      • Gość: DeDe Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 10.10.1.* / *.zachem.com.pl 09.10.01, 12:28
        Ewo,
        zgadzam się w pełni z tym sznurem!!!
        Na razie moja rodzina jeszcze nie wie o moich problemach i na teksty: "a ile to
        już jesteście poślubie?" mogę odpowiadać, że "chyba za mało, bo w pracy każą mi
        dalej studiować". Ale za rok jak studia sie skończą (niestety juz podyplomowe i
        nie mam siły na więcej) stanę przed wyborem czy powiedzieć rodzinie i dać się
        zagłaskać na śmierć czy udawać nowoczesną, bo "Niemki dopiero po 30 zaczynają
        mysleć o dzieciach i przynajmniej mają coś z życia". Oczywiście przy każdym
        takim tekście już ściska mnie z rozpaczy w żołądku, a rzadko kto jest na tyle
        delikatny, żeby sobie to wścibskie pytanko odpuścić.
        Nie zamierzam się od nikogo odsuwać, ale nie wszystko da się znieść. Te pytania
        są tylko tą ostatnią kropelką przepełniającą kielich nerwów i goryczy
        związanych z ciągłymi badaniami, próbami poczęcia naturalnie czy sztucznie i
        rozczarowaniami co miesiąc.
        Wystarczyłaby odrobina zrozumienia i poszanowania naszych uczuć...
        D.
        • Gość: Malina Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 157.25.86.* 09.10.01, 13:16
          Staram sie nie odsuwac, ale kiedy moja najblizsza przyjaciolka (po wielu latach
          leczenia) zaszla w ciaze NIE MOGLAM sie z nia widywac, NIE CHCIALAM rozmawiac
          przez telefon, bylam na nia WSCIEKLA. Na szczescie ona to rozumie i jestem jej
          bardzo wdzieczna, ze znosi moje humory. Niestety niewiele jest takich osob.
          Moja tesciowa w zwiazku z moim zalamaniem nerwowym stwierdzila, ze JAK BYM
          WRESZCIE URODZILA DZIECKO, to by mi cala nerwica przeszla. I wiecie co? Mialam
          ochote powiedziec jej, ze to nie u mnie jest problem ale u JEJ syna. I mysle,
          ze jezeli dalej bedzie mnie prowokowala to to zrobie. Moze wreszcie przestanie
          traktowac mnie jako jedyna winowajczynie. Czesto mam wrazenie, ze nie jest
          zadowolona ze mnie jako z synowej, no bo "inne sa w ciazy a Ty ciagle nie".
          Jak slowa strasznie moga ranic!.
          Malina
          • Gość: Marta Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 212.180.136.* 09.10.01, 19:27
            Malina, moze ja jestem czasami bezczelna, moze nie, samej trudno mi to
            okreslic. Dzialo sie to jeszcze kiedy nie wiedzialam, ze nie mozemy. Niedlugo
            po slubie, kiedy moja tesciowa (skadinąd swietna babka), zadzowonila do mnie
            powiedziec mi ze kupila dla mnie podpaski w promocji - no to uslyszala, ze ja
            podpasek nie uzywam. Na najblizszym niedzielnym obiedzie uslyszelismy - "macie
            mi cos do powiedzenia" - a ja na to "kochanie" co mamy do powiedzenia bo ja o
            niczym nie wiem????. Pozniej jakos wyszlo o co chodzi. Wtedy powiedzialma ze
            kiedy moja milosc skonczy z papierochami to bedziemy myslec o potomku. A
            pozniej okazalo sie ze jakos nic nie wychodzi. Badania i cala reszta - kto z
            nas tego nie zna. Okazalo sie ze moje kochanie to nie ogier zarodowy i musi
            troche popracowac nad soba (no bo u mnie przeciez prawie wszystko w porzadku).
            Itp itd.
            W najblizszej rodzinie chyba juz wszyscy wiedza ze nie nalezy sie glupio
            dopytywac, bo dostana glupia odpowiedz (oj ten moj ciety jezor). A dalsze
            towarzystwo - jakos tak samo przestalo pytac, hmmm.
            Moze po prostu powiedz ze to nie twoja "wina", tylko zatrucie srodowiska
            wykonczylo "chłopaków" i ...,
            Powodzenia
    • Gość: AGA Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 217.153.35.* 09.10.01, 13:44
      Moi wszyscy bliscy znajomi mają dzieci i nigdy nie przyszło mi do głowy, aby
      się od nich odsuwać z tego powodu (przecież nie miałabym żadnych znajomych).
      Nikt z moich znajomych nie wie o naszych problemach, choć wielu się domyśla od
      jakiegoś czasu, ale nigdy nie zanudzali nas opowieściami o dzieciach i to nie
      dlatego, że byli tacy delikatni (przecież nie wiedzieli), tylko po prostu
      łączyły nas dużo bardziej inne uniwersalne tematy. Owszem zdarzało się, że
      czasem rozmawiali na temat dzieci – jak wychowywać, co śmiesznego powiedziały,
      co ciekawego w przedszkolu, a i ja chętnie się z dziećmi bawiłam. Nie jestem
      przewrażliwiona na tym punkcie; za to, że nam się nie udaje nie mogę mieć
      pretensji do innych i nienawidzieć ich za to, że mogą cieszyć się swoim
      rodzicielstwem. Nawet jeśli wypowiadają zdania, które nas ranią, to z pewnością
      nie robią tego z premedytacją – dla nich, jak i dla bardzo wielu osób –
      posiadanie potomstwa jest takie „normalne” – z pewnością gdybyśmy nie mieli
      tych problemów, też często pytalibyśmy znajomych „no to kiedy dziecko?”. Życzę
      wszystkim trochę dystansu do sprawy.
      • Gość: Malina Re: Nie odsuwajcie się od ludzi - do Agi IP: 157.25.86.* 09.10.01, 14:57
        Bardzo Ci zazdroszcze tego dystansu. Moje reakcje sa chyba poza moja
        swiadomoscia. Przeciez nie sprawia mi przyjemnosci wrogie nastawienie do ludzi
        z dziecmi czy do kobiet w ciazy. Ja poprostu tak reaguje. To gdzies siedzi
        gleboko w srodku i rujnuje mnie psychicznie. Nie rzucam sie na kazdego kto zada
        pytanie" kiedy malenstwo?" ale chyba mam prawo byc poirytowana, gdy ktos po raz
        enty stara sie byc dociekliwy. A moze obracam sie w zlym towarzystwie, ktoremu
        przyziemne sprawy, takie jak posiadanie dziecka, jest blizsze niz rozprawianie
        o sztuce, teatrze, literaturze.
        Malina
        • Gość: AGA Re: Nie odsuwajcie się od ludzi - do Maliny IP: 217.153.35.* 09.10.01, 15:31
          Myślę, że sposoby reakcji to sprawa indywidualna i kwestia czasu, ale sądzę, że
          może to być dobry temat dla Bodgy, naszej obecnej tutaj od niedawna
          psychoterapeutki na jedno z pierwszych spotakń, jeśli takowe uda nam się
          zorganizować. Z pewnością problem nie dotyczy tylko ciebie Malina i chętnych
          może być wiele.
          • Gość: Klara Re: Nie odsuwajcie się od ludzi - akurat! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 18:58
            Jak tu sie nie odsuwać słysząc: "ty też będziesz mamusią", "życze udanych
            pociech", "kiedy bedziecie mieć dzieciatko". Słysze to już 10 lat. Ja i znajome
            tak samo dobrze wiemy, że nie bede miała "pociech", ani nie będę "mamusią".
            Chocby dlatego, ze juz jestem za stara. Skoro nie wyszlo przez 10 lat, to już
            nie wyjdzie.
            Myślę, że inne matki ranią mnie tak celowo. Zawsze wsadzają szpilę. Zawsze
            gadają o swoich dzieciach, choć naprawdę mogłyby ZE MNĄ rozmawiac o czymś
            innym. I to pseudopocieszanie: "tobie też się uda, zobaczysz, jeszcze bedziesz
            miala dosc". Do diabła z takim pocieszaniem!!!!
            I jak tu nie unikac takiego towarzystwa?!!

            Natomiast z zapraszaniem na chrzestną to prawda! Chrzestna jest dobra, bo ma
            kasę, kupi zabawkę, ubranko, no bo komu ma kupować jak nie ma swojego? A ja już
            widzę jak rodzice dziecka liczą, co bogata chrzestna zapisze w testamencie. No
            bo komu ma zapisac dom, działkę jak nie ma swoich dzieci?
            Już widzę jakie kuku zrobiłabym moim chrzesniakom, gdybym urodziła, albo
            adoptowała dziecko (hi, hi). Jaki by był smutek, że już jest spadkobieraca!
            A dlaczego, żadna matka mojego chrzesniaka nie powie: weż go na popołudnie, idż
            z nim do zoo, albo na spacer. Przecież sprawiłobym mi to z wielką radość. Ale
            Matki są zaborcze. Dziecko można odwiedzić, dać prezent, a potem won. Nie wiem
            dlaczego? Moze myślą, że nie wiem, jak sie z dzieckiem obchodzić?
            • Gość: Anika Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 20:50
              Bardzo staram sie pracować nad tym by nie odsunąć się od ludzi zwłaszcza, że
              ostatnio wśród naszych znajomych i krewnych tych dzieci pojawiło sie dosyć
              dużo. Musielibyśmy zerwać kontakty prawie ze wszystkimi. Nie wszyscy z nich
              wiedzą o naszym problemie. Napewno wiekszość się domyśla. Ja po prostu mówię
              prawdę jeśli ktoś mnie o to zapyta, jeśli nie pyta nie chcę go obarczać moimi
              problemami. Nawet jeśli pytania o dziecko powracaja przy okazji składania
              życzeń nie posądzam nikogo o złą wolę.
              Jest natomiast jedna rzecz, która wkurza mnie niesamowicie u niektórych moich
              znajomych. Oni sądzą, że jeżeli nie mam dzieci to już w tej sprawie zupełnie
              nie mam prawa zabierać głosu. Zapewniam Was, że nie jestem wszechwiedzącą
              ciocią, która przy każdej okazji poucza rodziców, ja w ogóle nie zaczynam
              rozmów o dzieciach - robia to moi znajomi. Ja to rozumiem i nie mam do nich o
              to żalu.
              Ale na przykład kilka dni temu zebraliśmy się w małym gronie, wszyscy ze swoimi
              pociechami oprócz nas. Jeden maluch (9 miesięcy) strasznie płakał. Zebrane
              mamusie stwierdziły, ze to chyba kolka. Nieśmiało zasugerowałam, że może to
              zęby bo na kolkę już chyba za późno tym bardziej, że wcześniej jej nie miał.
              Musielibyście widzieć ten wzrok bazyliszka i znaczące milczenie. Bo co ja mogę
              wiedzieć o dzieciach. I co ja mam im powiedzieć? Że co prawda nie mam dzieci,
              ale przez kilka lat w poszukiwaniu forum takiego jak to trafiałam na inne
              strony dla rodziców, dlatego że tam niekiedy pojawiały sie pojedyńcze wątki o
              niepłodności ale przy okazji ,,wciągały" mnie również rozmowy o pielęgnacji
              dzieci tak bardzo pragnęłam żyć już tą problematyką. A poza tym nawet nie będąc
              rodzicem możemy mieć swoje zdanie na temat czy posłać dziecko do przedszkola,
              jakie zabawki warto kupować itp.
              Owszem mogę nie zabierać głosu w tych rozmowach, ale po co się wtedy spotykać.
              Po to żeby tylko popatrzeć, rozbudzić w sobie tęsknotę i płakać kilka dni. A
              jeśli przestaniemy się spotykać to bedzie znaczyło, ze odsunęliśmy się od
              ludzi. Można spróbować poruszyć inne tematy. Praca, wakacje, księżki, kino,
              komputer - dla większości młodych mam jakie znam to abstarkcja, i ja to
              rozumiem, bo opieka nad dzieckiem to zajęcie bardzo absorbujące.
              Tu nie chodzi o zazdrość, pretensje, czy nawet nienawiść. Po prostu życie
              ułożyło się tak, że nasze drogi powoli się rozchodzą i nie ma w tym niczyjej
              winy. Być może stanie się tak, że my zostaniemy rodzicami lub ich dzieci
              podrosną i nie będą już przesłaniać im całego świata i znowu będziemy spotykać
              się z przyjemnościa, ale nic na siłę.
              Obecnie wolę się podzielić z Wami moimi przemyśleniami, rozczarowaniami
              wynikami badań - czuję tu większe zrozumienie.
    • Gość: Aśka Każdy ma "odcisk", na który można nadepnąć IP: *.pai.net.pl 09.10.01, 22:58
      Pewnie, że pytania typu: "Kiedy się postaracie o dziecko?" są męczące a tekst
      zdradzanej przez męża koleżanki "Ale przynajmniej mam dzieci" może ukłuć w
      serce.
      Jednak czy my na pewno nie sprawiamy innym przykrości? Ja się złapałam na tym,
      że pytałam koleżanki z długim stażem narzeczeńskim, kiedy zamierzają wyjść za
      mąż. Dopiero później do mnie dotarło, że guzik mnie to powinno obchodzić i że
      być może drażnią je takie pytania.
      • Gość: Ewka Re: Każdy ma IP: 213.25.173.* 09.10.01, 23:57
        Masz racje ludzie potrafią chlapnąć coś a potem dopiero myślą.Ja przez te 4
        lata, no może 3i trochę, bo ciąży nie wliczam,byłam "najeżona" psychicznie i
        różne wzmianki o dzieciach rozważałam pod kątem czy dana osoba mnie chciała
        urazić, czy tylko tak sobie chlapnęła.Na szczęście miałam znajomych i rodzinkę
        na poziomie.Chociaż teraz tak myślę,że po prostu ja wcześnie wyszłam za mąż i
        wiele moich koleżanek jeszcze nie miało swoich dzieci i ten problem nie
        zaistniał.Teraz byłoby to trudniejsze.Ja mam szczególny stosunek do par,które
        wciąż oczekują na dziecko,życie dało mi posmakować tego miodu i gdy ostatnio
        słyszałam jak moja siostra zastanawiała się na głos dlaczego jej koleżanka
        jeszcze nie ma dzieci dosłownie ścierpła mi skóra.Siostra nie pamięta moich
        zmagań z losem, bo wtedy była małym szkrabem(15 lat młodsza)ale życzę jej żeby
        nie doświadczyła tego nigdy.Muszę z nią porozmawiać,bo nie chciałam jej
        upominać w większym gronie.Ona nie jest przecież jedną z tych okropnych
        rozplotkowanych bab, które myślą o innych więcej niż trzeba.Większość ludzi
        (kobiet)to mam nadzieję ci którzy chlapią niż złośliwie komentują.
        • Gość: Ola Re: Każdy ma IP: 212.244.46.* 10.10.01, 10:57
          Pewnie, każdy ma.
          Każdy ma różnych przyjaciół i znajomych, i stosunek do nich wynika raczej z
          tego jakimi są oni dla nas. Mam przyjaciół (tak sądzę), którzy wzięli mojego
          męża za chrzestnego, ale wydaje mi się, że jedyny powód dla którego to zrobili
          był fakt, że go bardzo lubią. Są przekonani - wiedząc o naszych problemach, że
          będziemy mieli dziecko... Czekają na nasze IVF tak, jakby to ich dotyczyło - i
          choć o tym wspominają rzadko i dyskretnie, wiem, że się przejmują. Mam też
          innych znajomych, wydawałoby się starych, dobrych znajomych, którzy z naszego
          problemy uczynili temat zastępczy na różnorakich imprezach, oczywiście na
          takich, na których nas nie ma. I teraz "główna winowajczyni" jest zdziwiona, że
          się zmieniłam w stosunku do niej! Jaka przewrotność!
        • Gość: slawka Re: Kto rzuci pierwszy kamieniem IP: 213.77.91.* 10.10.01, 13:10
          Ja tez wielokrotnie się spotkałam z najróżniejszymi pytaniami czy
          stwierdzeniami, które nie były dla mnie mile. Sama chyba cudem nie zadawałam
          pytań o małżeństwo czy dzieci, bo zawsze byłam zwolenniczka wolnych wyborów i w
          wieku 25 lat obie te rzeczy wydawały mi sie bardzo odlegle. Jedna z moich
          koleżanek wyszła za mąż w wieku 23 lat do taj pory nie ma dzieci, ale jakoś
          nigdy mi nie przyszło do głowy wypytywać ją o dzieci. Mam tez kilka koleżanek
          (28-29), które są samotne i tez wydaje mi sie nie stosowne dopytywac kiedy
          podejma decyzje o slubie czy trwalym zwiazku. Kazdy ma swoj moment w zyciu.
          Sama czekalam do 28 roku zycia z ta decyzja. Wczesniej majac wlasnie 25 lat
          zerwalam kilkuletni zwiazek z moim bylym chlopakiem i wtedy i ciotka i babcia
          przeprowadzily ze mna dluga rozmowe, w czasie ktorej próbowały wyperswadować ta
          decyzje, grożąc mi staropanieństwem, gdy im w koncu powiedziałam, ze wole być
          sama niż dzielic zycie z takim kolesiem zupelnie osłupiały. W mojej rodzinie
          wszystkie siostry i bracia w tym wieku mieli już rodziny. Bylam wyjątkiem. Po
          kilku latach zdecydowalam sie na slub bedac pewna swojego partnera. Po dwoch
          prawie latach moge nadal potwierdzic, ze byla to sluszna decyzja. Zaczelismy
          sie starac o dziecko i nic nam nie wychodzilo. Znowu pojawily sie najrozniejsze
          pytania. Wszyscy mieli dzieci od razu albo juz w czasie wesela bawilo sie w
          lonie razem z rodzicami. A tu minal rok i nic. Teściów mam na szczescie bardzo
          taktownych, choc to prosci ludzie nigdy nie uslyszalam od nich zadnego pytania
          o dzieci. Moi rodzice zaczeli troche wczesniej, ale bylo to bardzo delikatne i
          po kilku miesiacach moglam im sie po prostu wyżalić i znalazłam u nich
          zrozumienie i duzo serdecznosci. Gorzej bylo znowu z dalsza rodzina. Majowe
          imieniny mamy byly okazja do wścibskich pytań ciotek i wujków: "poltora roku i
          nic przecież Wam już 30 uderza". Wiecie co na to odpowiedziałam: " a wujek ile
          ma lat? A co to ma do rzeczy? -odpowiedzial. Przeciez mam i dzieci i wnuki, a
          ja mu na to: " w tym wieku to ludzie juz maja prawnuki" Utknął na mnie wzrok
          wszystkich. Na szczescie i rodzice i tesciowie przyjeli (choc bylam pewna, ze
          uznaja to za zbyt ostre) dosc spokojnie. Od tego czasu wszystkim
          zamknelam "buzie". W lipcu zdarzył sie cud (o ktorym juz tu pisalam) i
          umieralam ze szczescia, ale podzielilam sie tym tylko z najblizszymi. Jednak
          nie myslcie, ze dziwne pytania sie skonczyly. We wrzesniu dowiedzial sie o tym
          wspomniany wujek i co odrazu zadzwonil i gratulowal mojemu mezowi ojcostwa -
          nie moglam uwierzyć. Oczywiście ludzie się cieszyli, ale chyba na gratulacje
          jeszcze za wcześnie - ciaza to dlugi okres, wszystko sie moze zdarzyć i chyba
          gratulacje należy składać po szczęśliwym rozwiązaniu. Rozumiem, ze Was rozne
          rzeczy moga drażnić. Wcale sie nie dziwie, kazdy ma inna tolerancje na bol.
          Wiem jednak, ze czesc ludzi zadajac pytania nie ma nic zlego na mysli, mysle ze
          to niesiadomosc. Ja umialam wyczuc kiedy ktos pytal zyczliwie, a kiedy z drwina
          w glosie i odpowiednio do tego kazdemu odpowiadałam. Mysle, ze Wy tez wiecie
          kiedy i jak zareagowac. Poza tym staralam sie nie oddalać od tych najbliższych
          ktorzy maja dzieci. Odwiedzałam ich, cieszyłam sie ich ciążami i wierzylam, ze
          zyczac komus dobrze może i tak ktos o minie pomysli. Najciężej bylo z moim
          bratem i jego dziecmi, ktore byly jedynym zrodlem zainteresowania wszystkich w
          czasie spotkan rodzinnych. Bylo mi czasem bardzo przykro z tego powodu i
          obiecalam sobie, ze nigdy nie pozwole by z mojego dziecka zrobiono taka
          maskotke, ze są tez inne sprawy do omowienia. Nie powinno się zaniedbywac
          naszej starszej już babci albo cioci – samotnej kobiety, która zawsze siedzi w
          katku i nic nie mowi. Zrozumialam jak ona się czuje w czasie takich spotkań.
          Poza tym teraz spotykajac sie z kolezankami tez staram sie nie byc
          monotematyczna. Mam dwie kolezanki, ktore nie maja dzieci. Akurat wiem o ich
          sytuacji, bo obie mi o tym mowia. Nie chcialabym by sie ode mnie odsunely, bo
          bede miala dziecko. Wiem co czuja i chcialabym by zawsze znalazly we mnie
          wsparcie. Zamykanie sie w sobie w kazdej trudnej sytuacji nie jest dobre. Choc
          wiem, ze nie kazdemu mozna ufac. Teraz jednak mysle tak jak Ewa, a poniewaz
          uwazam że ja też nie moge zapomniec tego co bylo dane mi przezyc to wschodze
          tu by nie zapomiec i nie stac sie szczesliwa idiotka. trzymajcie sie cieplo,
          slawka
      • Gość: AGA Jeszcze cos mi sie przypomnialo IP: 217.153.35.* 10.10.01, 16:39
        Acha, jeszcze mi się przypomniało. Jak już wiedziałam, że mamy problemy i
        trwało to juz ponad 3 lata, sama rozejrzałam się po znajomych rodziców i
        znalazłam trzy „inne” pary – dwie bezdzietne i jedna z dzieckiem poczętym
        ładnych kilkanaście lat po ślubie. I co ? Próbowałam zaspokoić swoją ciekawość
        DLACZEGO i zapytałam o to mamę, która nic nie wiedziała o ich problemach (tzn.
        czy były problemy czy inne względy zadecydowały o ich bezdzietności). I jak tu
        się dziwić innym, że ich ciekawi nasz brak potomstwa skoro sami jesteśmy równie
        ciekawscy, nawet jeśli tego nie ujawniamy publicznie ?
        • Gość: Malina Re: Jeszcze cos mi sie przypomnialo IP: 157.25.86.* 12.10.01, 09:34
          No niby masz racje ale... Ty sie pytasz bo masz TEN problem i Twoja ciekawosc
          jest kierowana innymi pobudkami niz pogon za sensacja, a inni zazwyczaj pytaja
          bo w tym swoim szczesciu bycia rodzicami, dziadkami, ciociami itd. zdaja sie
          zupelnie nie rozumiec, ze ktos moze miec z tym problem. Dla mnie to zasadnicza
          roznica.
          Malina
          • Gość: Hathor Re: Jeszcze cos mi sie przypomnialo IP: *.avamex.krakow.pl 17.10.01, 21:36
            Musze przyznac ze jakims psim swedem udaje mi sie unikac pytan znajomych i
            rodziny o "dzidziusia" ale prawde mowiac nie dziwie sie ze ludzie o to pytaja.
            Ciagle panuje pogladze ciaza to najprostsza rzecz na swiecie i co gorsza to
            trzeba sie przed nia strzec (zobaczcie ze w kazdej babskiej gazecie pisza w
            kolko o anytkoncepcji) i unikac az do momentu az kobieta/malzenstwo/para/itp
            ZDECYDUJA o zajsciu w ciaze. Wtedy wystarczy odstawic tabletki i... ciąza
            gwarantowana. A my glupie uwierzylysmy w to ze to nasze prawo i nasza decyzja
            czy i kiedy miec dziecko. Dopoki nie zmieni sie swiadomosc w spoleczenstwie
            bedziemy wysluchiwac pytan :"kiedy zdecydujecie sie na dziecko" tak jak my ich
            pytamy kiedy kupicie sobie nowy stol (oczywiscie tych ktorzy stolu nie maja).
            Prawo do posiadania dziecka zostalo nam ograniczone i nie dziwcie sie ze trudno
            jest to zrozumiec innych. Ze slepym nie pogadasz o kolorach
    • Gość: melenka Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: *.chomiczowka.net.pl 17.10.01, 22:49
      Chciałam Was jakoś pocieszyć, napisałam długi elaborat, ale skasowałam-puste
      słowa. Przypominając sobie jak cierpiałam, patrząc na ciężarne dziewczyny, małe
      dzieci - płaczę teraz, bo nie wiem, jak Wam ulżyć. Rozumiem, że można nie mieć
      nadziei, tak jak ja jej nie miałam. odwrócić się od szczęśliwych rodzin (bo
      niby dlaczego maja udawać przed nami mniej szczęśliwe?!), bo widok ten rozrywa
      serce. Mimo mojej rezygnacji i braku wiary jestem dzisiaj mamą. Cudem - jak
      mówią lekarze. Mój malutki synek leży teraz z sondą w nosku, ja padam ze
      zmęczenia ale wiem, po co żyję, chociaż teraz cierpię cierpieniem mojego
      dziecka. Cuda się zdarzają - nie tylko mnie, ale także moim znajomym po ICSI,
      IVF. Nie powiem Wam: nie odwracajcie się od nas - mam, ale spróbujcie nie
      zamykać się w swoim słusznym cierpieniu - KLARA-zapraszam Cię na spacer z moim
      bąblem (choć jest ciężko - jest chory i ciągle płacze). Trzymam za Was kciuki
      • Gość: Ola Re: do Malenkiej IP: 212.244.46.* 18.10.01, 14:16
        Szkoda, że skasowałaś ten elaborat. Napisz jak to się stało, że straciłaś
        nadzieję i zyskałaś dziecko. Może którejś z nas Twoja opowieść przywróci
        nadzieję.
        Pozdrawiam, Ola
        • Gość: melenka Re: do Malenkiej IP: *.chomiczowka.net.pl 20.10.01, 00:01
          Olu, trafiłam na niniejsze forum dopiero kilka dni temu i troszkę żałuję, że
          nie było to kilka lat temu - może miałabym więcej siły, czerpanej od takich
          dziewczyn, jak Wy... Moja historia nie różni się zapewne od wielu Waszych i
          brakiem taktu byłoby epatowanie nią wobec Was, które znacie TO wszystko od
          podszewki. Mogę pisać o wszystkich tych lekarzach (doktorach, profesorach),
          którzy nie mogli ukryć dolarówek błyszczących w ich oczach, a odwiedziłam wielu
          z nich przez 10 lat. O szarpaniu się pomiędzy nimi - który lepszy? który
          pomoże? który milszy (tak brakuje tego ciepła od lekarza)? O fałszywej nadziei,
          sprzecznych, często nieprawdziwych informacjach, o przedmiotowym traktowaniu,
          braku taktu, delikatności, zrozumienia. o poczuciu uciekającego czasu (tik-tak)
          i bezsilności, że kolejny lekarz zaprzecza twierdzeniom poprzedniego - kto ma
          rację?! Miałam dosyć, straciłam wiarę, nawet w ICSI (no, wie Pani, sytuacja
          jest trudna...ale nie beznadziejna). Kolejny lekarz: wyciągnął rękę po
          pieniądze za laparoskopię, wykonywaną w jednym ze stołecznych szpitali... Inny,
          po tym, jak straciłam ciążę po miesiącu leżenia w szpitalu: a tam, ta pani
          ciąża od początku była do niczego... Znacie to? Potem się okazało, że
          laparoskopia była wykonywana prawdopodobnie na początku ciąży, bo żaden lekarz
          nie wyobrażał sobie, że zajdę w ciążę bez zabiegu i...nie sprawdził, tak na
          wszelki wypadek.
          Zatem nie mogę sobie przyznać medalu za wytrwałość w dążeniu do celu. Niestety.
          Cud był nagrodą, w którą nie mogłam uwierzyć aż do urodzenia synka i do dzisiaj
          łapię się na tym, że patrzę na niego nieco zaskoczona, że NAPRAWDĘ jest. Jestem
          tylko chodzącym dowodem na to, że mimo fatalnych prognoz, wyników badań, jak to
          określił lekarz "nie nadających się nawet do podejścia do ICSI" jestem mamą.
          Jeżeli mi się udało- Wam też MUSI. Pozdrawiam Was ciepło smile
      • Gość: BasiaK A jednak nie jestem wyjatkiem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.01, 16:54
        Bardzo cierpialam, cierpie i ubolewam, ze nie jestem matka. Nikt juz nawet mnie
        nie pyta o dzieci, dlaczego nie mamy, czy sie leczymy; nie skladaja nam zyczen
        zostania rodziacami.TO CHYBA JEST JESZCZE GORSZE! Ostatnio kolega mimochodem
        wtracil, "przeciez ty nigdy nie bedziesz miala dzieci, a chcesz odwiedzic
        kolezanke z pracy, ktora niedawno urodzila, chociaz inni( w domysle- majacy
        dzieci) nie pamietaja o niej". Strasznie mnie to zabolalo, chociaz pewnie
        powiedzial prawde.
        Myslalam, ze popadlam w chorobe psychiczna wsciekle patrzac na kobiety w ciazy,
        ograniczajac wizyty u mlodych rodzicow i oczekujacych potomka. Okazalo sie, ze
        jest takich osob wiecej. DZIEKUJE WAM WSZYSTKIM!!!
        • Gość: bogda Re: A jednak nie jestem wyjatkiem IP: *.chello.pl 25.10.01, 21:51
          Witaj Basiu
          Nie, nie jesteś wyjątkiem. Wyjątkowe są te kobiety, które potrafią to znosić z
          jakąś nie wiadomo skąd czerpaną siłą.
          Wszystkie kobiety po jakimś czasie leczenia popadaja w depresję, agresywnie
          reagują na cudze dzieci i opowiadania o pierwszych ząbkach.
          Nie wiem dlaczego piszesz, że nie będziesz matką. Czy to napewno wiesz, czy
          przestałas w to wierzyć.
          Jestem psychopterapeutką i staram się pomagac na tym forum. Jeżeli potrzebujesz
          o tym porozmawiać napisz tutaj, albo na adres bogdaterapeutka@poczta.onet.pl
          pozdrawiam
          • Gość: AGA Re: A jednak nie jestem wyjatkiem IP: 217.153.35.* 26.10.01, 09:53
            Gość portalu: bogda napisał(a):

            > Wszystkie kobiety po jakimś czasie leczenia popadaja w depresję, agresywnie
            > reagują na cudze dzieci i opowiadania o pierwszych ząbkach.

            Nie zgadzam się z takim generaliowaniem. Owszem, mam doły psychiczne i depresję,
            ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszła agresja wobec innych kobiet w ciąży
            czy dzieci. Jest mi czasem (tzn. kiedy mam dół) przykro, że inni nie mają tych
            problemów i po prostu sobie planują (teraz nie, za 6 miesięcy, bo akurat się
            obronię, skonczymy spłacać kredyt czy urządzać nowe mieszkanie itp.) i wychodzi
            im to na gwizdek, a ja przechodzę przez to wszystko i niewiele osób rozumie jakie
            to może być bolesne i dołujące. Czy ja nie jestem kobietą ?
            • Gość: bogda Re: A jednak nie jestem wyjatkiem IP: *.chello.pl 26.10.01, 10:25
              Tak, masz rację źle to ujęłam.
              Chodziło mi o to, że pojawiają się najprzeróżniejsze objawy, u każdego inne i
              nie są wyrazem jakiejś choroby, tylko skutkiem leczenia, czekania i cierpienia.
    • Gość: bocia Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 212.160.207.* 26.10.01, 13:39
      Nigdy nie udało mi się zajść w ciążę. Myślę, że się z tym pogodziłam. Ale nie
      potrafię się cieszyć, gdy ktoś inny spodziewa się dziecka.
      Po prostu skrzywienie charakteru.
      • Gość: bogda Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: *.chello.pl 26.10.01, 16:16
        Nikt od ciebie tego nie wymaga! Ale przede wsszystkim mam nadzieję, że Ty nie
        wymagasz tego od siebie.Wystarczy, że się nie gniewasz na los, Pana boga, czy
        tą przyszłą matkę.
        • Gość: Roza Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: 10.134.7.* / *.rzeczpospolita.pl 26.10.01, 20:21
          Kiedyś opowieści o dzieciaczkach śmiertelnie mnie nudziły. Omijałam
          szerokim łukiem znajomych-świeżych rodziców. Maluchy irytowały
          mnie lub w najlepszym razie były mi obojętne. Kobiety w ciąży
          wywoływały nawet rodzaj współczucia (nie wiem, jak mogłam).
          Nie myślałam wtedy o macierzyństwie i nie wiedziałam, że będzie to
          taki problem.

          Dziś łaknę opowieści o kupkach, ząbkach itp. Dzieci mnie wzruszają,
          uspokajają. Potrafię nawet wejść do sklepu z ciuszkami dla
          maluchów, tylko po to, żeby sobie pooglądać. Istne wariactwo.
          Widok kobiety w ciąży rozczula mnie.
          Nie czuję negatywnych uczuć. Być może dlatego, że nie doznałam
          jeszcze bólu porażki. Jestem przed pierwszym zabiegiem (ICSI) i
          przepełnia mnie nadzieja. Co jednak będę czuć, jak się nie uda? Może
          pojawi się niechęć, a nawet agresja.
          Pozdrawiam
          R.
          • Gość: bogda Re: Nie odsuwajcie się od ludzi IP: *.chello.pl 26.10.01, 22:13
            Różo
            Nie wyrzucaj sobie tego, co kiedyś czułaś.Do macierzyństwa się po prostu
            dojrzewa i wcale nie trzeba tego wyssać z mlekiem matki.
            A teraz to, że jesteś pełna nadziei daje Ci jakies 50% szans więcej na udany
            zabieg niż gdybyś była zła i smutna.
            Więc pilnuj tego i pielęgnuj.smile))
            • Gość: Vikii Re: Nie odsuwajcie się od ludzi -do Bogdy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.01, 20:10
              Pomóż mi, ja nie potrafię nie nienawidzieć skrycie tych szczęsliwych matek,
              nigdy bym tego nikomu nie powiedziała ale czuję, że to mnie zjada od środka i
              również zle wpływa na próby i zabiegi. Ale co mam zrobić? staram się wmawiać
              sobie, że je lubię, że cieszę się razem z nimi..., ale to nie prawda ,mam żal
              do całego świata i Boga. Nie chcę tak reagować ale to silniejsze.I co wy na to?
              • Gość: bogda Re: Nie odsuwajcie się od ludzi -do Bogdy IP: *.chello.pl 08.11.01, 17:17
                witaj Viki
                wybacz, że piszę dopiero teraz, nie zauważyłam Twojej prośby
                Proszę napisz na: bogda terapeutka@poczta. onet.pl
                to może być troche bardziej skomplikowane i wymagające wiekszej intymności
                rozmowy
                pozdrawiam bogda
    • boni1 Re: Nie odsuwajcie się od ludzi 12.11.01, 18:16
      Od dobrych 2 lat oglądam się za wszystkimi kobietami w ciąży, wózkami,
      biegającymi dziećmi. Od ludzi z małymi dziećmi nie stronię, jestem
      przyzwyczajona, bo moje siostry mają małe dzieci. Ale serce mi pęka jak czytam
      jak dziewczymy nie mogą zajść w ciążę, ale tracą dziecko.
      Niestety mnie też spotkała ta tragedia. Będąc w 16 tygodniu ciąży lekarz chcąc
      mnie uspokoić, że nadal nie słychać bicia serca zrobił USG. I stała się
      straszna rzecz - najpierw zapytał, czy nie było żadnego krwawienia. W tym
      momencie poleciały mi już łzy ... (cały poprzedni dzień przepłakałam - nie
      dawało mi spokoju, że co jest nie tak). Okazało się, że dzidziuś miał tylko 2
      cm i nie było widać bicia serduszka ... Byłam załamana ... Potem do szpitala -
      każy lekarz musiał mnie osobiście zbadać ... i zrobić USG ... musiałam czekać
      cały dzień aż podali mi jakiś perpidyl (nie wiedziałam co to jest). Mam żal, że
      nikt mi nie powiedział, że to na wywołanie skurczów. Miałam przedsmak porodu -
      męczyłam sie 4 godziny. Z drugiej strony dobrze, że niezrobili tego w sposób
      mechaniczny, tylko niejako naturalnie "urodziłam" mojego dzidziusia.
      Minęło 9 miesięcy. Od 3 miesięcy staram się zajść w ciążę i cisza.... Przed
      poprzednią ciążą też się naczekałam - 2 lata ... Ciągle mam nadzieję, ale
      pomału zbiżamy sie z mężem do trzydziestki... Nie raz poleciałam mi łza gdy
      dowiedziałam się, że koleżanka albo siosta jest w ciąży.
      Mam nadzieję, że powiedziedzie się wszystkim którzy czekają na swoja DZIDZIĘ -
      modlę się o to codziennie.


Pełna wersja