Mam 32 lata a czuje sie jakbym miała juz 100. Staram sie o dzidziusia ale
bezskutecznie.Mój mąż ma słabe nasionka.Ja miesiąc temu przeszłam
laparoskopie.Udrożnili mi jajowody i wycięli mi malutkiego mięśniaka.Teraz
jest wszystko ok, jajeczkowanie mam prawidłowo.W 14 dniu cyklu pęknął mi
pęcherzyk.Moja pani doktor kazała nam oszczędzac nasionka przez parę dni i
dopiero jak pękło jajeczko to kazała nam działać.Od 15 d.c kazała brać
dupaston.Teraz czekam i zaczynam wariować.Mam wielką nadzieję ze nie dostanę
@ jezeli bedzie inaczej to idziemy w przyszłym cyklu na inseminacje. Piszę to
wszystko bo chce się wyżalić.Czasami juz wysiadam jak pomyślę sobie że moje
koleżanki ze szkoły mają juz dzieci w podstawówce.Wściekam się jak usłyszę ze
któraś z moich kolęzanek znowu jest wciąży albo ktoś z mojej rodziny.W
dodatku wcale nie pragnął tego dziecka.Czasem nie mam nawet ochoty jeździć na
spotkania rodzinne.A parę dni temu jeszcze dobił mnie program rozmów w toku
na temat młodych babć, które zostały babciami po trzydziestce wtedy sobie
pomyśłałam że jestem beznadziejna.Nie mogę sprostać tak prostej sprawie jak
zajście w ciążę....Innym udaje sie to bez problemu i za pierwszym razem.