29.05.06, 08:10
Czy ta nasza walka moze trwac bez konca?
A jak sie nigdy nie uda ?
bede walczyc az mi powiedza ze juz jestem za stara?

ja tak nie wierze ze sie uda, mam znajome 2 pary, ktorym sie nie udalo i tez
nigdy sie nie zdecydowaly na adopcje

jestem realistka- pesymistka, i dlatego mysle o adopcji bo chce miec dziecko

podziwiam was i dziwie sie skad macie tyle wiary i sily, ze bedziecie miec
wlasne dzieci biologiczne

Bo ja nie mam ( po prawie 3 latach staran)
Obserwuj wątek
    • dagps Re: walka 29.05.06, 09:10
      magasi, kazdy walczy po swojemu. nie znaczy ze ta co wytrwala 3,5,8,10 lat jest silniejsza, a ta co po 2 zdecydowala sie na adopcje to juz jakas niedowiarka i nie ma sily. sa latwiejsze i trudniejsze chwile. drog jest wiele. i sa roznej dlugosci. adopcja tez nie hop - siup. no i nic nie stoi na przeszkodzie zeby isc jedna i druga droga.
      • korlewna Re: walka 29.05.06, 09:15
        Dagps.... wyjęłaś mi to z ust (a wlasciwie z rak, bo ustami nie wstukujęwink )
        • magasi9 Re: walka 29.05.06, 09:28
          Ja wiem ze adopcja to nie jest jakas prosta decyzja, ale skad bierzecie sile i
          wiare w wasza walke
          przyznam sie szczerze ze biore ta sile, wlasnie z tego ze moge adoptowac, ze
          zawsze jest wyjscie, i ze napewno dziecko bede miec

          Niektore odpowiedzi sa pelne agresji, pewnosci, a skad ta pewnosc ze bede miec
          dziecko biologiczne?
          Ja jej nie mam, i moi lekarze tez jej nie maja
    • suzielu Re: walka 29.05.06, 10:02
      Chyba nikt nie ma pewnosci, niektorzy wierza i sie nie udaje inni nie wierza i
      sie udaje....nikt nie moze przewidziec co sie stanie. Ale jak sie zdazylam
      zorietowac adopcja jest niesamowicie kontrowersyjnym tematem.
      Mysle podobnie jak ty ze i tak bede miec dzieciaka swojego albo....tez swojego
      smile (bede kochac jak swojego)
      Moja dobra kumpela tez ma problemy ale jest calkowicie przeciwna adopcji, bardzo
      chce miec dzieci ale mowi ze jak sie im nie uda to widocznie tak ma byc. Duzo
      dyskutujemy na ten temat i ma duzo racji. Ja na pewno adoptuje jak nie bedzie mi
      dane i tak samo sie czuje ze spada ze mnie taka malutka czesc ciezaru - mysl ze
      nie bede nigdy wychowywac takiego szkraba.
    • anna-joanna Re: walka 29.05.06, 10:02
      No, właśnie. Ja też podpisuję się pod tym rękami i nogami.
      Kiedyś, dawno, dawno temu (staramy się od 3 lat całkowicie bezskutecznie bez
      znanej przyczyny naszej niepłodności, tyle też mniej więcej tyle jestm na
      forum) zasugerowałam jednej zrozpaczonej forumowicze takie rozwiązanie i
      spotykałam się z obrzydliwą aresją. Potem zobaczyłam, że każda w zasadzie
      wzmianka na ten temat tak właśnie się kończy na tym forum. Więc przestałam o
      tym pisać, w ogóle przestałam się jakoś szczególnie aktywnie udzielać.
      Miałam dopisać się do porzednich wątków o adpocji, ale machnęłam na to ręką, tu
      chyba mogę zasiać trochę zdroworozsądkowego defetyzmu, może mnie nie zjedzą:
      Niestety, drogie dziewczyny, nie wszystkie będziemy miały własne biologiczne
      dzieci. Wystarczy spojrzeć na statystykę. Ale wiem, że są tu utopistki, które
      negują oczywistość albo wierzą, że to na pewno NIE ONE będą po latach w tym
      marginesie bezdzietnych.
      To mi przypomina jako żywo moją koleżankę, która po rozdmuchaniu informacji o
      BSE, bardzo się zmartwiła, bo zajadała się galaretkami (mięsnymi - żelatyna!),
      ale natychmiast wytłumaczyła sobie, że na pewno w tych JEJ galaratkach nie było
      żanego BSE! smile))))))
    • rena771 Re: walka 29.05.06, 10:47
      Właśnie powiedziałam sobie dość. Uwazam że zrobiłam dużo, ale zycie mija i nie
      mogę żyć tylko kolejnymi badaniami i próbami in vitro. A kto powiedział, że
      następnym razem uda się? Adopcja? Mąż nie jest przekonany. Ja w tej chwili
      próbuję zaakceptować fakt, że dalej będziemy żyć bez dzieci. Myślę, że kiedyś
      to trzeba zrobić. Dobrze, że powstał ten wątek. Może nie pojawią się
      komentarze, że "napewno Ci się uda" i "trzeba walczyć". Bo w tej chwili już
      tego nie potrzebuję.
      Pozdrawiam
      • magasi9 Re: walka 29.05.06, 12:31
        ktos tu kiedys napisal o typie idealnej forumowiczki..

        sama sie pod tym podpisalam, i uznalam ze jak ktos ma juz dziecko to czuje
        inaczej, to nie moze sie z nami bezdzietnymi rownac
        a teraz przepraszam te osoby..
        kazdy z nas walczy o dziecko

        niestety teraz czuje ze jak mysle o adopcji to tez jestem czarna owca wsrod
        forumowiczke forum Nieplodnosci

        To jest przeciez forum nieplodnosci! moze ja je tylko inaczej rozumiem
        • anaika Re: walka 29.05.06, 12:56
          wyleczeniem się z niepłodności jest posiadanie dzieci... bilogicznych czy nie,
          to już każda z nas indywidualnie musi sobie na to pytanie odpowiedzieć.
          ja się cieszę, że moja droga do bycia mamą nie jest zamknięta, że istnieje
          adpocja.
          byliśmy już nawet na pierwszej wizycie w ośrodku adopcyjnym (cztery miesiące
          temu) ale zdecydowaliśmy się jesczcze trochę powalczyć o własnego bobasa. dwóch
          srok za ogaon się ciągnąć nie da...
          teraz jesteśmy na etapie przygotowań do INV (lipiec/sierpień) i wiemy oboje z
          mężem, że będzie dto nasza jedyna próba. ja też jestem realistką-pesymistką i
          nie widzę sensu w 2, 3, 4 podejściach. psychicznie mnie na to nie stać... i
          wielkich nadziei z tym programem nie wiążę, chyba zbyt wiele razy się boleśnie
          rozczarowałam.
          kiedy mam wątpliowści (a kto ich nie ma) i ryczę to mój ukochany mężulek mówi,
          że skoro nas opuścił nasz synek (po dwu letniej walce o dzidzię, ciąża
          zakończyła się w 7 miesiącu a nasz Konrad odszedł od nas po 13 dniach) to
          naszym przeznaczeniem jest zaopiekować się dzieckiem opuszczonym przez
          rodziców. perfect match?
          pewnie, że troche mi smutno, że mogę nigdy nie mieć biologicznego dziecka, bo
          wiem jak jest nosić takie cudo po sercem i kochać, kochać..
          ale wierzę, ze z tym innym ale też moim może być równie przecudownie
          • magasi9 Re: walka 29.05.06, 13:09
            Bardzo mi przykro anaika, czas napewno leczy rany...

            moze to zabrzmi banalnie, ale moja jedna ciocia urodzila dziecko w 7-8 miesiacu
            i zmarlo, ale jest mama nawet biologiczna bo pozniej urodzila mala, zdrowa i
            silna Paulinke
            • anaika Re: walka 29.05.06, 13:26
              masz rację, czas leczy rano choć na początku trudno w to uwierzyć...
              jedną z rzeczy, która mi ta bezsensowna i ciężka strata uświadomiła to to, ze
              nie ma sensu się na siłę ścigać z losem...
              stąd też chyba łatwiej mi podjąc decyzję o adopcji

              www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec133.htm"
          • zoja79 Re: walka 29.05.06, 19:09
            anaika napisała
            "wyleczeniem się z niepłodności jest posiadanie dzieci... bilogicznych czy nie"
            Chyba nie zawsze, wygrałam jedną bitwe- mam dziecko biologiczne, a jednak nadal
            czuję się niepłodna. Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, będę walczyć.
        • anna-joanna Re: walka 29.05.06, 14:43
          Wszystko jest OK.
          Adopcja też jest sposobem na bycie mamą/tatą.
          Wiecie co dziewczymy, przeraża mnie, że jest nas tak mało. No bo ile jest
          wpisów w tym wątku, a ile w tych agresywnych w/s adpocji...
          • lapis-lazuli Re: walka 29.05.06, 15:29
            Czasem jeszcze z przyzwyczajenia zagladam na to forum - ale raczej bywam na
            bocianowych adopcjach.

            My zrezygnowalismy z walki o biologiczne dziecko zanim tak naprawde zaczelismy -
            bardzo szybko okazalo sie, ze tylko ICSI daloby nam szanse.

            Mieszkamy w Niemczech. Finansowo stac nas ALBO na 3-4 proby ICSI, albo na
            adopcje (zagraniczna, jako ze tu na krajowa nie ma co liczyc). Wybralismy
            adopcje i czekamy... i poczekamy ze 2 lata jeszcze.

            Kiedys mowilam jednym tchem 'jak nie urodze, zawsze moge adoptowac'. Kiedy
            to 'jak nie urodze' stalo sie bolesnie realne, okazalo sie, ze adopcja to nie
            taka prosta sprawa, i pomijam tu fakt ogromych kosztow adopcji zagranicznych i
            takie tam. To wcale nie latwe, uswiadomic sobie - intelektualnie, ale przede
            wszystkim emocjonalnie, ze dziecko, ktore adoptujemy, nie bedzie tym 'dzieckiem
            z marzen', ze przyniesie ze soba calkiem pokazny bagaz doswiadczen, ze nie
            bedzie u nas od poczatku, lecz dopiero od ktoregos roku zycia, ze to co
            najbardziej naturalne - wiez miedzy dzieckiem a rodzicami - u nas jej nie
            bedzie i moze zabrac srednio kilka miesiecy samo jej zainicjowanie.

            Sama procedura dopuszczajaca do adopcji trwala rok i mielismy wiele okazji
            rozmawiac na ww. tematy. Rozmawiamy dalej, ze soba, z tymi, ktorzy juz to
            przeszli - i jestesmy zdecydowani. Ale rozumiem doskonale tych, ktorzy walcza o
            biologiczne dziecko, badz tych, dla ktorych decyzja o adopcji nie jest taka hop-
            siup, bo to naprawde inna bajka.

            Niemniej jestesmy oboje szczesliwi, ze droga adopcji okazala sie nasza droga.
            • magasi9 Re: walka 29.05.06, 19:57
              nikt jednak mi nie odpowiedzial skad bierze tyle wiary i sily, ze napewno
              bedziecie miec dziecko biologiczne, ze napewno zajdzie w ciaze?

    • suzielu Re: walka 29.05.06, 12:50
      nie jestes czarna owcasmilesmile

      Mam propozycje: Sprobojmy sie zastanowic i napisac dlaczego chcemy miec
      dziecko??? Z jakich powodow.
      Mi przychodzi do glowy:
      1) Bo bardzo chcialabym kochac takiego dzieciaka
      2) Bo jest tyle rzeczy do pokazania i nauczenia
      3) Bo nie chce byc sama jak sie zestarzeje
      4) Bo kocham mojego meza i chcialabym miec z nim dziecko

      Jakie sa Wasze powody??
      • magasi9 uwazaj! 29.05.06, 12:55
        uwazaj bo cie zlinczuja, juz taki post byl

        ale wiesz co, ja odopowiem na to pytanie: Nie wiem! Juz nie wiem!
        myslala kiedys ze bedzie od razu, i ze nie bede musiala sie nad tym zastanwiac
        tak jak wiekszosc rodzin sie nie zastanawia

        i nadal nie chce sie nad tym zastanawiac, czekam az przyjdzie i z nami bedzie

        Pozdrawiam

    • finni Re: walka 29.05.06, 19:57
      Ta walka nie moze trwac bez konca. Sily sie wyczerpuja. Tez mnie czasami
      zadziwia skad inni maja tyle zaparcia do walki wbrew wszystkim niepowodzeniom.
      Moze nigdy sie udac, ostatnio coraz bardziej to do mnie dociera. Nie bede
      walczyc do upadlego. Wyznaczylam sobie pewna granice i troche mi lepiej z tym.
      Jak sie nie uda, trudno nie bedziemy miec dzieci. Kazda z nas jest inna. Nie
      chce miec dzieci za wszelka cene. Dlatego nie mysle o komorce dawczyni,
      skorzystaniu z banku nasienia ani o adopcji.
      • dagps Re: walka 29.05.06, 20:41
        magasi nie umiem odpowiedziec na twoje pytanie skad biore sily. moze stad ze jestem na stracie w porownaniu z wiekszoscia dziewczyn na forum. a moze juz taka jestem. wierze ze bede mama, teraz wierze ze jeszcze w tym roku, mam cicha nadzieje ze do konca wakacji samej mi sie uda. a jesli nie, jesli nie w tym roku, nastepnym, to bede. nie wiem tylko jeszcze w jaki sposob nia zostane. na razie ide najbardziej dostepna droga, ale to nie znaczy ze mam jakies szczegone sily na walke a na adopcje mowie "nie". to znaczy ze taki mam teraz etap.
    • nunucha Re: walka 29.05.06, 22:24
      ja też mam ta świadomość,że mogę nigdy nie mieć dzieci,ale za każdym razem jak
      ma przyjść okres to tak wewnątrz mam cichutką nadzieję,że go nie dostanę.In
      vitro nie biorę pod uwagę a do adopcji jeszcze nie dojrzałam.Bardzo bym chciała
      móc kiedyś powiedzieć z pełnym przekonaniem,że chcę adoptować dziecko.Ale na
      razie jestem pełna obaw.Jestem pełna podziwu dla dziewczyn,które walczą po kilka
      lat,są po iluś tam próbach in vitro,to nie dla mnie.Może emocjonalnie nie jestem
      mocna.
      • magasi9 Re: walka 30.05.06, 07:53
        nie oczekuje od nikogo z waz zeby mi tlumaczyl dlaczego jest przeciwny adopcji,
        in vitro itp

        Dziwi mnie agresja, odpowiedzi "sami sobie adoptujcie" (ale to akurat nie
        dotyczy to tego watku). Jestem tego samego zdania ze adoptowac moga tez ludzie
        ktorzy maja dzieci biologiczne, moze w Polsce to jest jeszcze cos dziwnego, bo
        poco? ale to jest stereotyp, ojciec mojego meza ma adoptowane dziecko i 4
        wlasnych dzieci, takze ja rozumiem ze jesli ktos uwaza z adopcja to jest jakies
        zastepstwo, to nie wie co to adopcja

        jedno co mnie kiedys zastanowilo byl e-mail, ktory kiedys dostalam, ktos
        mi "zaproponowal" ze urodzi mi nasze dziecko (pomijajac fakt ze to jest nie-
        legalne, albo co najmniej kontrowersyjne rozwiazanie), zadalam sobie pytanie
        czy mi naprawde tylko zelezy na tych "genach"? dlatego zaczelam byc bardziej
        niz niektore z was otwarta na adopcje

        chce miec dziecko i bede o nie walczyc, to znaczy podejde jeszcze do kolejnego
        iui, in vitro, moze adopcji, a moze po prostu bedziemy zyc bez dzieci
        ale nie mam zadnych nadzieji przed kolejna @, wiem kiedy przyjdzie i przychodzi
        co 30 dni i wiem ze wcale nie jestem coraz mlodsza

        wczoraj uswiadomilam mojemu mezowi (marzycielowi) ile jeszcze realnie mozemy
        czekac, moze kilka miesiecy a moze 5 lat (zalozylam ile czeka sie tu na in
        vitro, adopcje), on nie chce tego sluchac, jak wiekszosc z was
        powtarza mi ze trzeba wierzyc ze sie uda, jak wiekszosc z was
        a co jesli ja nie wierze?

        ale jestem szczesliwa (chociaz czasami mam chwile zalamania, to jednak nie
        jeszcze czesto zwiazane z brakiem dziecka), jak to kiedys ktos napisal, do
        mojego osobistego szczescia dziecko mi nie jest potrzebne, albo inaczej dziecko
        mnie bardziej nie uszczesliwi, zmieni raczej moje/nasze zycie, daloby nam
        pewnie duzo szczescia i rodosci i smutku, ale to nie jest rozwiazanie na nasze
        osobiste szczescie i zadowolenie, moim skromnym zdaniem

        Pozdrawiam

        ps. najpierw sie nie moglam doczekac wiosny, teraz sie nie moge doczekac lata,
        takie to zycie

        • ewa.sz3 Re: walka 30.05.06, 08:11
          Masz świetne podejście i rewelacyjnie odnalazłaś się w tym problemie - bo jako
          jednej z niewielu udało rozgraniczyć wielkie pragnienie dziecka ze szczęściem,
          normalnym życiem. Sądzę, że większość z nas (ja również) traktuje niepłodność
          jako źródło wszelkich problemów, niepowodzeń itd., nie potrafimy już się z
          wielu rzeczy cieszyć - też bym tak chciała...super gratuluje i pozdrawiam
          • anaika Re: walka 30.05.06, 09:32
            droga magasi,
            zgadzam się w 100%
            wydaje mi się, że często same siebie trochę brakiem dzieci usprawiedliwiamy. ja
            np. mam koszmarną pracę i się w niej męczę i męczę, ale nic nie robię aby ją
            zmienić bo a nuż zajdę w ciążę, albo kto mnie będzie puszczał tak często do
            lekarza czy badania (same wiecie jakie to uciążliwe).. i tak od półtora roku
            siedzę w tej miernocie... a z drugiej strony udaje mi się byc czasami naprawdę
            szczęśliwą bez bycia mamą.. po prostu jako ja sama, bez definiowania siebie w
            kategoriach posiadania dzieci lub nie.
            i dlatego chcę już mieć to IVF za sobą, żeby trochę odetchnąć i zacząć inny
            etap mojego życia, bez tej ułudnej nadziej i życia od okresu do okresu..
            • magasi9 Re: walka 30.05.06, 09:49
              staram sie jednak nie popadac w calkowity pesymizm, bo to tez nie jest
              rozwiazanie
              ale...
              rownowaga ( tak trudna to osiagniecia)
              mysle ze pomaga mi w tym to spoleczenstwo w ktorym zyje i moj maz (chociaz tez
              czasami "ich" nie znosze i nie rozumiem)


    • inga30 Re: walka 30.05.06, 14:58
      walka nie trwa bez końca tylko dopóki starczy sił i nadziei, walczysz póki
      wierzysz że się uda, ja po 5 latach złożyłam broń, koniec leczenia, następnego
      in vitro nie bedzie, uczę się z tym żyć. jak się nie udało nic wywalczyć trzeba
      się godzić z tym że jest jak jest.
      • inga30 Re: walka 30.05.06, 15:05
        jrstem zdecydowana NIE adoptowac dziecka, mysłałam o tym , rozważyłam ta opcje,
        bylam z mężem na rozmowie w osrodku adopcyjnym i nie chcę na pewno.
        Uważam że jedyna rzecz ktora mi się w zyciu nie udała - to mieć dziecko -
        widioocznie cos takiego musi być.
        • pawlakjo Re: walka 30.05.06, 15:40
          a czemu po rozmowie w Ośrodku Adopcyjnym mówiesz NIE adopcji? Stwierdziłaś,że
          nie podołasz?
          • inga30 Re: walka 30.05.06, 16:31
            Nie byłam pewna czy tego chcę i czy potrafię pokochac obce dziecko oraz jakie
            sa możliwości żebyśmy adoptowali ( nie kazdy kto chce może), po rozmowie w
            ośrodku jestem pewna że to nie dla mnie, że lepiej jest jak jest.
    • lukrecja27 Re: walka 30.05.06, 16:36
      Ja cały czas liczę że się uda, mimo że już tyle razy się nie udało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka