sylwiozja
03.06.06, 22:42
Hej,
pisze bo zastanawiam sie nad tym jak Wasi mężczyzni reagują na wieść, że "może
być problem z ciążą". Mój reaguje ignorując fakt, że "możemy mieć problem".
Mnie to bardzo nipokoi. odkąd staramy sie o dziecko, właściwie zaczęłam myślec
że to mi zalezy, nie jemu. Kiedy rozmawiałam z nim na ten temat powiedział w
końcu, że czuje sie jak "przedmiot do zapłodnienia", że uważa że "wsyztko
powinno odbyć sie naturalnie", czyli bez badań, testów itp. W głowę zachodzę o
co tu chodzi. Nie wiem czy to ja popeniam jakiś błąd, czy on po prostu jest
przeczulony na kwesię "bycia zapładniaczem". Ja czuje sie między młotem a
kowadłem. Ginekolog powiedziala mi na ostatniej wizycie ze ON musi zrobić
badania nasienia. Ale ON zwleka jak może, gdyż badania wymagają abstytencji ,
a jest piwoszem wielkim. Generalnie troche zachwouje sie jak człowiek co
"chce i nie chce równocześnie". Po prostu nie wiem jak rozmawiac z nim o tym
wszystkim. Czy nie wtajemniczac go w nic, sparwdzac czy mam owulacje i
zachecać tego dnia do seksiku (oczywiście nie pisnawszy słowa, że to może być
TEN PłODNY DZIEń).
Poradzcie mi prosze.