Walka o cud :) - moja historia

06.07.06, 20:43
Przepraszam za dlugi post, ale bardzo chcialabym Wam opowiedziec moja
historie. Jest dluga, ale z happy end'em wink.
Przez bardzo dlugi czas Was podczytywalam, sledzilam Wasze losy, bardzo
cieszylam sie ze szczecia i nie rzadko plakalam czytajac wasze posty.

Moja historia pewnie czesto spotykana, ale chcialabym sie nia z Wami
podzielic.
Zaczne od poczatku.
Jako 20- latka cala szczesliwa ze dostalam sie na moja upragniona medycyne,
wyjezdzam do Szwajcarii na wakacje (ha, bylo to cale 15 lat temu) na
Uniwersytet nauke j. niemieckiego. Tam poznaje wspanialego chlopaka
(Szwajcar, 7 lat ode mnie starszy, juz lekarz na stazu). Zakochalam sie po
uszy, strasznie ciezko rozstac sie w pazdzierniku, lzy tesknoty. Ale juz w
grudniu bierzemy.... SLUB i cudem udaje sie mi przeniesc na medycyne do
Berna. Nie musze pisac, jak wzburzona zostala cala moja rodzina, kuzynki i
ciotki twierdzily, ze wystarczy tylko rok, a przyjade spowrotem z rozwodem w
reku...
Pamietam jak moja mama szepnela mi na minute przed Slubem w Kosciele, ze
wierzy z calej sily ze bede szczeliwa!
Cale 5 lat na studiach byla dla nas istna idylla. Po zakonczeniu studiow, z
dyplomem w reku, postanowilismy o powiekszeniu naszej rodziny... I tu zaczely
sie straszne schody. o ile przez rok w ogole sie tym nie przejmowalismy (ja
zaczelam staz w szpitalu i studia doktoranckie), wiec bylam bardzo zajeta,
ale coraz czesciej panika zagladala mi w oczy... Maz ze stoickim spokojem,
twierdzil, ze bedzie dobrze.
Niestety, tak minal drugi rok i trzeci...
W koncu stwierdzilismy ze 'czas zaczac dzialac'. Bez problemu dostalismy
najszybszy termin w najlepszej klinice nieplodnosci, w przeciagu 3 miesiecy
mielismy wyniki w reku (moje i meza) i najgorsze ze nic z nich nie
wynikalo... Wszystko bylo niby ok...
A ja co raz bardziej popadalam w rozpacz, przygnebienie i tak strasznie
pragnelam dziecka, obydwoje pragnelismy.
lekarz stwierdzil ze czas na inseminacje. Niestety zadna z 3 prob sie nie
powiodla, ani nastepnie zadne z 3 invitro...
Ja skonczylam doktorat, zrobilam specjalizacje oczywiscie z mojej upragnionej
pediatrii. Pracowalam w szpitalu dzieciecym i wrecz na moich malych pacjentow
przelewalam milosc macierzynska...
maz widzial, ze co raz bardziej cierpie, ze zamykam sie w sobie, ze gdy tylko
przychodzi miesiaczka, mnie po prostu nie ma...
Zaczelam oddalac sie od rodziny, moje 4 siostry, wszystkie wyszly za maz,
wszystkie mialy juz dzieci, a ja po prostu mimo iz laczyla mnie z nimi wielka
wiez, nie potrafilam cieszyc sie ich szczesciem...
Przestalam przyjezdzac do Poslki (rodzice odwiedzali mnie w Szwajcarii) i
zostala mi tylko moaj jedyna ukochana przyjaciolka Ewa, zreszta lekarz
ginekolog, ktora mnie po prostu rozumiala (sama miala 2 dzieci).

Po 5 latach walki o dziecko, po nieprzespanych nocach, po nocach
przeplakanych, po 100 ciazach urojonych (w kazdym cyklu bylam pewna ze jestem
w ciazy), zaczelam oddalac sie od meza, uciekac w wir pracy. Zrobilam
nastepna specjalizacje, obronilam habilitacje, nie mialam zadnych znajomych
(oprocz Ewy), bo kazde z nich mialo przeciez dzieci...
Wreszcie moj maz stwierdzil, ze nie jest w stanie tak zyc, ze NIE CHCE
DZIECKA ZA WSZELKA CENA, ZE TERAZ TO ON MUSI WALCZYC O MNIE... Nawet nie
wiecie jak mnie te slowa uderzyly, jak widzialam jego lzy w oczach, jak
zobaczylam ze mi zycie przecieka przez palce...
I wtedy po 7 latach walki podjelismy decyzje, ze przestajemy sie starac o
dziecko, ze zaczynamy zyc normalnie, ze mamy siebie i to najwazniejsze.
latwo postanowic, ale gorzej wcielic w zycie...
najpierw wyjechalismy na pol roczna podroz do Afryki, bardzo mnie ona
wyciszyla i jakby pomalu pozwolila zaakceptowac sytuacje. Bardzo zblizylismy
sie do siebie z mezem, bylismy dla siebie wsparciem.
ja po tylu latach odwazylam spotkac sie z moimi siostrami i ich rodzinami,
Boze jaka poczulam ulge, widzac je. Zaczelam normalnie cieszyc sie ich
dziecmi, zaczelam normalnie zyc.
Oczywiscie, zawsze czulam uscisk w sercu, gdy widzialam dziecko, ale nie byl
to uscisk zazdrosci, tylko raczej tesknoty, ogromnej tesknoty. Maz to widzial
i zawsze w tym momencie lekko gladzil po rece...
Zapomnialam dodac, ze po 3 latach leczenia w Klinice, zmiany nie wiem ilu
lekarzy, zaprzestalam tam jezdzic, bo tylko doprowadzala mnie do zalamania
nerwowego.
Pamietam dokladnie, ze po 9 latach naszych staran o dziecko, tak jakbym
przestala wierzyc, ze kiedy kolwiek bedziemy rodzicami, a nawet zaczelam
twierdzic, ze juz dziecka nie planuje...
O adopcje nigdy sie nie ubiegalismy, poniewaz w Szwajcarii baaaardzo trudno o
dziecko, natomiast w Polsce musielibysmy starac sie o adopcje zagraniczna, a
niestety tam trafiaja przewaznie chore dzieci, lub starsze... No co, moze po
prostu nie nadawalismy sie na rodzicow adopcyjnych...

Pamietam tez bardzo dokladnie dzien, kiedy umierala moja babcia. Gdy mama
powiedzial mi, ze moja babcia umiera, jeszcze w ten sam dzien bylam w Polsce.
babcia byla dla mnie zawsze bardzo wazna osoba i wiecie, wziela mnie za reke
i powiedziala 'Ninus, BEDZIESZ MAMA, zobaczysz...' Babcia umarla, a ja
przeplakalam cala noc. Tylko sie gubilam juz czy placze za babcia, czy nad
wlasnym losem...

Po pogrzebie wrocilam do domu, a potem przyjechalismy do moich rodzicow na
urlop. Bardzo pobolewal mnie brzuch, akurat bedac u mojej przyjciolki Ewy
(lekarz ginekolog), powiedzialam jej o tym. Ewa ma gabinet we wlasnym domu i
zaproponowala tak od niechcenia ze zrobi mi USG, bo byc moze sa jakies
nieprawidlowosci.
Ani ja, ani ona nawet przez sekunde nie pomyslalysmy o ciazy...
Ewa robiac USG, najpierw miala mine bardzo wystraszona (a ja juz bylam pewna
ze zobaczyla jakis nowotwor, jakas chorobe), nagle zapytala mnie kiedy mialam
ostatnia miesiaczke... A ja nawet nie pamietalam. I wtedy wykrzyczala: 'Nina
jestes w ciazy!' to 14 tydzien!
Nie jestem w stanie opisac co sie ze mna dzialo, nie wiem w jaki sposob
doszlam do pokoju gdzie byl moj maz, nie wiem w jaki sposob mu to
powiedzialam.
uwierzcie, nie mialam zadnego przeczucia, zadnych objawow, o tym ze
miesiaczki nie mam nawet nie pomyslalam, bo tyle razy juz taka sytuacje
mialam. A w ciaze zaszlam dokladnie tydzien po smierci mojej babci...

W marcu rodzilam naszego najukochanszego, wymodlonego i wyczekanego synka
Wiktora (ma imie bo babci Wiktorii). Kochamy go nad zycie i nigdy nawet przez
chwile nie wyobrazalam sobie, ze az tak silna jest milosc rodzicielska.

Nigdy nie traccie nadzieji, cuda sie zdarzaja...

Nina

PS. dziekuje jesli ktos dotrwal do konca smile
    • marghe78 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 20:52
      Dotrwałam...siedze i płacze!
      Ogromne gratulacje Nina!!!!!!! I dziękuję za nadzieję!!!
      • asiunia555 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:01
        piękna historia. jezu dawno mnie coś tak nie wzruszyło....
        pozdrawiam Ciebie mocno i dziękuję za taką nadziejęsmile
        • meganb1 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 09:15
          Naprawdę gratuluję. Dzięki za podzielenie się z nami swoją historią, myślę że
          takie informacje dają nam wszystkim nadzieję na pozytywne zakończenie naszego
          własnego wyczekiwania na dzieciątko.
      • osteo Re: Walka o cud :) - moja historia 10.07.06, 11:59
        MOJE GRATULACJE!CIESZĘ SIĘ Z WASZEGO SZCZĘSCIA!MAM NADZIEJĘ ŻE MI TEŻ SIĘ UDA!
      • netty2 Re: Walka o cud :) - moja historia 09.09.06, 19:03
        Ja tez sie powylam !!!!!!!!!!!!!
        Piekne !!!
        Gratulacje.
    • maretina Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:02
      nie tylko dotrwalam, ale sie tez poryczalam ze wzruszeniasmile
    • alinka761 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:11
      dotrwałam... i bardzo się wzruszyłam.
      • dagps Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:17
        az nie wiem co napisac... widzisz, mama miala racje na slubiesmile
        • kasiaaa85 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:46
          Nina przeczytalam Twoja historie jednym tchem...Pisze i lzy plyna mi po
          twarzy.Dawno nic mnie tak nie podbudowalo.Zycze Ci (wam) duzo,duzo szczescia na
          ktore napewno zasluzyliscie.Wszystkiego dobrego.Pozdrawiam.
          Ps.Ucaluj odemnie Wiktorka!
    • ul73 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:50
      Nina, na tym forum było przedstawionych już wiele różnych historii, Twoja
      niewątpliwie należy do najbardziej przejmujących. każda z nas walcząc o dzidzie
      przechodzi / ła wiele prób życiowych, ale Swoją opisałaś w tak przejmujący i
      piękny sposób, że podobnie jak dziewczyny piszące przedemną miałam łzy w oczach
      czytając to. Piękna historia z najcudowniejszym zakończeniem. życzę dużo
      szczęścia i powodzenia Twojej rodzinie, zasługujecie juz na tylko piękne chwile.
      • anna.mackowiak Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:57
        Kochana Nino tyle dodalas mi odwagi i wiary ze nawet nie umie Ci tego
        przekazac.Bardzo ciesze sie Twoim szczesciem,pozdrawiam Cie goraco i zycze
        szczescia!!Jestes wielka!
    • 56at Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 21:51
      smile
    • lomre Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 22:17
      Jakże nie dotrwać jeśli historia jest tak budująca i wzruszająca. Tylko życzyć
      aby cała radośc była z wami!
      • mala1977 Re: Walka o cud :) - moja historia 06.07.06, 23:57
        dla mnie to swiadectwo wiary! no i meza pozazdroscic...
    • otylkaa Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 07:53
      brak mi słów..... ;D cuda jednak sie zdarzaja!!!!!
      • kitek29 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 08:10
        piekne...

        k.
        • ewa.sz3 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 08:18
          dzięki Tobie mam jeszcze jakąś nadzieję wink))
        • iwcia777 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 08:38
          brak slow. Poprostu cudo ...
    • hanusia91 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 08:38
      Dziękuję Ci że opisałaś swoją historię.Życzę Tobie i Twojej rodzinie samych
      szczęśliwych dni.
      • edyta805 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 08:41
        Siedze w pracy i łzy mi ciekną... gratulacje, Myśle że ja też w koncu kiedyś
        napisze taką historię z happy - endem.pozdrawiam i ściskam mocno
    • sun32 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 09:05
      Siedze w pracy i płacze. Dziękuję że napisałaś. Dodałaś nam nadziei.
      Twój mąż to kochany facet. Jesteście oboje bardzo dzielni.
      Ściskam mocno.
      • angieblue26 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 10:19
        Czytalam z zapartym tchem i lzami w oczach...
        Gratuluje i ciesze sie razem z Wami smile

        • 17lipiec1976 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 10:49
          niesamowita historiasmile)
          • gogolina77 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 10:59
            Podobnie jak Dziewczyny siedzę i płaczę...Dziękuję,że opisałaś Swoją historię -
            zwłaszcza dzisiaj bardzo chciałam przeczytać coś takiego.
            Powodzenia dla całej Waszej Trójki!
            • dooh2 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 11:29
              Cudowna, wzruszająca historia.. Niech każdej z nas przytrafi się mały cud!
              Pozdrawiam Nina i całuj Wiktorka.
          • krolik1107 Re: Walka o cud :) - moja historia 04.01.07, 16:00
            uRODZIŁAM SIĘ 17. LIPCA 1976smile)
    • niunia90 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 11:28
      O rany, ale się wzruszyłam. Siedzę i ryczę.
      Nina, ogromne gratulacje i moc poozdrowień.
    • nina_wader Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 11:38
      Tak bardzo sie ciesze ze moja historia komus dodala wiary czy nadzieji...
      Ale wiem z wlasnego doswiadczenia, ze powodzenie nie jednej z Was tutaj na
      forum pozwolilo mi 'gory przenosic', dlatego bardzo chcialam sie podzielisc
      moja historia, choc jest to sprawa dla nas intymna.

      Nawet ostatnio zadzwonila do nas jakas dziennikarka ze szwajcarskiej gazety
      typu 'rodzice' i chciala namowic nas na wywiad. Na poczatku sie nie
      zgodzilismy, ale teraz gdy czytam Wasze wypowiedzi, to zaczynam sie zastanawiac
      czy aby tego nie zrobic... Moze to komus doda otuchy...

      Ja to wszystko przetrzymalam dzieki mojemu mezowi, wiem ze gdyby nie on, nie
      bylabym ta sama Nina... To on pocieszal mnie co miesiac, gdy wylam nad testem
      pokazujacym uparcie ze ciazy nie ma... Tylko on potrafil mnie doprowadzic od
      lez do smiechu... Co miesiac gdy przechodzilam zalamanie wymyslal absurdalne
      powodu czemu lepiej nie miec dzieci wink Mowil: 'zje nam cala czekolade'
      albo 'namaluje jakis rysunek na scianie i bedzie to konkurencja dla naszych
      obrazow w salonie'itp. Zawsze tym doprowadzal mnie do smiechu.

      To on wiedzial w ktorym momencie przestac leczyc sie w Klinice, bo to nic
      dobrego nie przynosi, to on wiedzial, ze pora przestac sie starac o dziecko...
      I zawsze powtarzal, ze w naszym malzenstwie najwazniejsza jest nasza milosc, a
      nie samo dziecko...

      jesli moge cos podpowiedziec, to chyba zaczyna sie 'normalnie zyc', gdy powie
      sie rodzinie czy przyjaciolom o naszym problemie. Wczesniej nic nie mowilam
      rodzicie i gdy tylko przyjezdzalismy do Polski, mama moja pakowala mi ktores ze
      siostrzencow na kolana i mowila 'niech ciocia sie zapatrzy'...
      A gdy powiedzialam jej jaki mamy ogromny problem, cala noc przesiedziala ze ma
      na sofie, razem plakalysmy nad moja tragedia, a potem zachowywala sie bardzo
      taktownie, zreszta jak i cala rodzina (potrafila ich tak ustawic).

      Nigdy nie wierzylam w cuda, ale na prawde nasz Wiktorek jest dla nas cudem. po
      prostu stalo sie cos niemozliwego i tak cudnego.
      Jak teraz patrze na mojego meza, ktory z taka czulosci podchodzi do naszego
      synka, to nieraz mam lzy w oczach.
      Teraz przypadla mi rola straznika dobrego wychowania naszego synka, bo kazdy
      rozpieszcza go do granic niemozliwosci wink, a przoduje w tym tata smile, ale jak mu
      na to nie pozwoloc...

      acha i jeszcze jedno. Lekarz w szwajcarskiej klinice powiedzial mi, ze w koncu
      prawie kazda para, ktora sie u nich leczy ma dziecko (czy inseminacja, czy
      invitro, natura, czy adopcja), a statystyki nie klamia!

      Nina Wader
      • solarispl Re: Walka o cud :) - moja historia 11.07.06, 15:40
        siedze i placze...to naprawde napawa nadzieja i wiara w cuda.
        dziekuej tobie za ten post jestes naprawde dzielna.
    • meg24 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 11:41
      Piękna historia, serdecznie Ci gratuluję (też siedzę i ryczę) smile
      • jola733 dziękuję Nino :) 07.07.06, 12:38
        i właśnie dlatego trzeba cierpliwie czekać smile........
    • olasas Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 12:54
      Bardzo wzruszyła mnie Twoja historia i dała wiele nadziei. Siedzę teraz przed
      monitorem i łzy same mi kapią. Dzięki takim historią mam siłę do dalszej
      walki...dziękuję
    • kati196 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 13:25
      Bardzo wzruszająca historia. Tez z mężem staramy sie o dzidziusia i mam
      nadzieję, że tak jak wam i nam też się uda. Czasami nie mam juz sił walczyć ale
      takie histoeir jak ta dodają mi sił. Życzę powodzenia i dużo, dużo szczęścia.
    • remka1 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 13:44
      Boże jakie wzruszające!!! Łzy same napływają do oczu, kiedy się to czyta.
      Niesamowite!!! Możesz obwieszczać światu i wszystkim wątpiącym, że cuda się
      zdarzają i ...tylko czasem wiary brak...Ale twoja historia dodaje sił do tego
      żeby wziąć się w garść i poprostu cieszyć się życiem.Chwilami rzeczywiście
      zaczyna przeciekać przez palce...Głowa do góry nam też się uda!
    • lena961 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 13:47
      Historia przepiękna, wzruszająca i co najważniejsze - z happy endem! Serdecznie
      gratuluję! Ja też staram się o dzidziusia długo, bo już 4 lata, mamy za sobą 4
      inseminacje, 2 in vitro (3 transfery.) Do tej pory lekarze nie znaleźli
      przyczyny niepowodzeń (niepłodność idiopatyczna). Również pracuję z dziećmi i
      jest mi bardzo ciężko, czasami mam już dość wszystkiego, dość tej całej
      szamotaniny, boję dię kolejnego in vitro i rozczarowania. Twoja historia
      pokazuje, że czasami lepiej pogodzić się z losem - a wtedy on może podarować
      niespodziewanie najpiękniejszy prezent. Dziękuję Ci za ten post!
    • sylasia Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 13:54
      Bardzo się wzruszyłam. Historia ogólnie podobna do mojej.
      Gratulacjewink
      • ola7 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 14:18
        dziekujesmile
        kiedys na kazaniu ksiadz powiedzial: JAKA WIARA TAKI CUDsmile
        • iwa303 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 14:45
          łzy same lecą......
          • szyszka39 Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 15:39
            mi równieżcrying wielkie gratulacje!!!!! Podziwiać że tyle wytrzymałaś!
            • maliniaq Re: Walka o cud :) - moja historia 07.07.06, 15:56
              Ech.......smile)
    • eszforcik Re: Walka o cud :) - moja historia 09.07.06, 09:30
      Dotrwałam do końca i mam łzy w oczach. Ja ciągle wierzę, że się uda. Nina serdeczne gratulacje. Życzę pociech z synka smile
    • amiczek77 Re: Walka o cud :) - moja historia 09.07.06, 21:47
      Piękna historia.. aż się popłakałam..dziękuję za tą opowieść bo daje mi
      nadzieję
    • aaola Re: Walka o cud :) - moja historia 09.07.06, 21:50
      poryczałam sięsmile
      przepraszam ze tu zaglądam to nie mój wątek Ja nie miałam problemu z zajściem w
      ciąże i nawet nie wyobrazam sobie co czułaś Ucałuj swojego synka ode mnie i od
      mojego 7msc Piotrusiasmile
      • nunucha Re: Walka o cud :) - moja historia 10.07.06, 23:07
        Ja też ryk straszny...chciałabym mieć takie wsparcie w mężu,a nawet w połowie mi
        nie pomaga tak jak twójsad
        • seseczka Re: Walka o cud :) - moja historia 11.07.06, 15:46
          Pięknie to opisałaś. Oczywiście siedzę i ryczę.
          • agnesx6 Re: Walka o cud :) - moja historia 15.07.06, 19:30
            smile
    • ewa778 Re: Walka o cud :) - moja historia 17.07.06, 16:42
      Nina, gratuluje wam z calego serca. wiem co to znaczy, poniewaz sama zaszlam
      nieoczekiwanie przy beznadziejnych parametrach nasienia meza w ciaze. wlasnie w
      tym cylku kiedy moja babcia zmarla... czekamy obecnie z utesknieniem na naszego
      szkrabasmile
      trzymajcie sie i zycze powodzenia
    • mcdagow Re: Walka o cud :) - moja historia 18.07.06, 13:48
      tak sie ciesze dla was!my tak jak i wy postanowilismy zyc normalnym zyciem, po
      tych wszystkich zabiegach, sexem z kalendarzem i zegarkiem...mam nadzieje, ze
      to zadziala.nie mam juz takiego napiecia, jestem bardziej zrelaksowana, moj maz
      zawsze byl i jest optymista.wierze, ze sie uda...buziaki dla calej trojki.
    • pajda Re: Walka o cud :) - moja historia 18.07.06, 14:35
      Nina wielkie dzieki !! aż mi się oczy zeszkliły ...
    • kaska0404 Re: Walka o cud :) - moja historia 18.07.06, 22:46
      doczytałam do końca
      teraz siedze i płacze
      gratuluje Ci bardzo
      i bardzo dziękuję za opisanie swojej histori
      teraz wiem że cuda się zdarzają
      tylko trzeba czekać na swoją kolej
      takie historie dodoają wiary
      dziękuje
      • iga1001 Re: Walka o cud :) - moja historia 18.07.06, 23:00
        To cudowne, piękne i wielkie.
        Życzę dużo zdrowia i spokoju.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja