Dodaj do ulubionych

In-vitro w cyklu naturalnym

26.01.07, 17:26
Po trzech iui i 2 poronieniach, przy slabych wynikach M i moim wieku - 38
lat, moj lekarz otwarcie mowi, ze dalsze iui nie maja sensu i jedyna realna
szansa jest in-vitro. Wacham sie jednak, z kilku powodow.
Jeden to olbrzymie koszty tu gdzie sie lecze (USA) - bez ubezpieczenia to ok
$17-20 tysiecy od cyklu.
A drugi- obawiam sie tej ilosci hormonow pompowanych we mnie w czasie
stymulacji. Do iui bylam stymulowana gonalem, reagowalam dobrze, ale czulam
sie zle: napeczniala, obolala, itp. Poza tym obawiam sie dlugoterminowych
negatywnych skutkow takiej terapii. Na amerykanskim forum ivf przeczytalam
listy kobiet, ktore w rok lub mniej po ivf zachorowaly na raka piersi czy
jajnikow. Poszperalam tez po internecie i wyglada, ze badan nie bylo w tym
kierunku za duzo, ale z tych co byly robione nie wynika, ze jest wyrazny
zwiazek raka z terapia hormonalna, ale sa poszlaki na to wskazujace. Jedno
badanie znalazlo zwiekszone ryzyko choroby przez 12 miesiecy od terapii.
Nie chce nikogo straszyc, bo wyniki badan nie sa jednoznaczne ale dla mnie
osobiscie ryzyko zaczyna sie robic za duze (przed podaniem mi gonalu po raz
pierwszy moj lekarz uprzedzil mnie ogolnikowo, ze terapia moze zwiekszac
ryzyko raka).
Dlatego zastanawiam sie nad in-vitro w cyklu naturalnym. Rozmawialam na
amerykanskim forum z kilkoma dziewczynami, ktore do tego podchodzily i wyniki
byly zachecajace. Podobno bez takiej ogromnej stymulacji jak przy tradycyjnym
ivf produkuje sie lepszej jakosci komorki. Oczywiscie transferuje sie tylko
jeden zarodek, ale za to lepszej jakosci. Mozna tez zawsze zrobic mini-ivf z
bardzo minimalna stymulacja lub "zbierac" zarodki przez 2-3 cykle i na raz
przeniesc wszystkie przy jednym transferze. No i koszty sa nieporownywalnie
nizsze.
Dziewczyny z ktorymi rozmawialam, twierdza, ze naturalna ivf jest popularna w
Europie, wiec chcialam sie Was zapytac, czy jest to cos o czym slyszalyscie
lub probowalyscie?
Obserwuj wątek
    • magdamajewski Re: In-vitro w cyklu naturalnym 26.01.07, 18:55
      a gdzie konkretnie mieszkasz?
      ja jakos nie bardzo "wierze" w ivf na naturalnym cylku, oczywiscie mozna to
      zrobic. Pamietaj o jednym ze to bardzo obniza twoje szanse. Bo nawet jesli
      bedziesz miala mala ilosc jajeczek to jednak nie wszytkie sie zapladniaja.
      Mowisz o swoim wieku wiec pomysl tez o tym ze niestety nie zawsze sie udaje.
      majac malo ilosc komorek szanse sa takie ze bedziesz miala na jedna probe i
      tyle, a co potem jesli nie daj co sie nie uda?
      Ilosc lekow zalezy tez od tego jak sie stymulujesz, mozesz tak na prawde
      potrzebowac malej ilosci zeby wychodowac kilka pecherzykow.
      Jesli dobrze pamietam to masz ubezpieczenie. Jesli tak to wizytym, usg i leki
      sa przewaznie pokrywane nawet jesli nie masz pokrycia na iui (za wszsytkie leki
      do stymulacji zaplacilam $250 co-payment). To kilka tysiecy ktore mozesz
      odliczyc. Do tego niektore kliniki (zna w NY) maja (cholercia nazwa mi wypadla
      z glowy) tzn. zachecajace ivf (dla tych ktorzy beda robic to pierwszy raz w
      danej klinice) i mozna wtedy zrobic po na prawde niskich kosztach. Ja w taki
      sposob zrobilam w columbi university. Caly ivf kosztowalo mnie chyba cos $6
      tys. do tego doszly koszty mrozenia bo miala ich wiecej i pozniej w moim
      przypadku tranfer za ktory trzeba placic osobno.
      Jesli chodzi o efekty stymulacji.. coz jeszcze nie wiem co mnie na starosc
      czeka. Jesli chodzi o zachorowania na raka to rozmawialam o tym z lekarzem i
      grzebalam w necie. Twoje ryzykow wzrasta jesli ktos w rodzinie chorowal.
      • alizeis Re: In-vitro w cyklu naturalnym 26.01.07, 19:49
        Dawniej mieszkalam na Brooklynie, rok temu przeprowadzilismy sie do
        Pennsylvanii i jako nie-rezydent stanu NY nie kwalifikuje sie na zadne
        programy. Moje ubezpieczenie pokrywa jedynie iui i nie pokrywa absolutnie nic
        co jest zwiazanego z ivf. Nawet te same usg czy pobranie krwi, ktore pokryte sa
        przy iui sa odplatne jezeli sa w zwiazku z ivf.
        Ja tez jestem w Columbii od 2004 i mam juz jej dosc. Na amerykanskim forum ktos
        dobrze ta klinike okreslil: bardzo dobra ale 'do it yourself' treatment, tzn ze
        trzeba byc bardzo proaktywnym i domagac sie niektorych rzeczy a nie po prostu
        polegac na ich wiedzy. Nawet w zasadzie nie wiem czy mamy jakas diagnoze, poza
        ich komentarzami ze wyniki M sa slabe. Gdy pytam sie o swoje slysze "w normie".
        Mialam nadzieje, ze pokieruja moim leczeniem, ale czuje jakbym to ja musiala im
        sugerowac a moze sprawdzimy to czy tamto. Stracilam troche zaufanie.

        Wiem, ze szanse sa mniejsze chociazby ze wzgledu na mniejsza liczbe zarodkow
        podanych za jednym razem, ale poniewaz nie ma stymulacji (lub jest minimalna)
        mozna probowac czesciej.
        Jeszcze sie nie zdecydowalam, ale pojde przynajmniej na konsultacje, bo przy
        tradycyjnym ivf stac nas tylko na jedno podejscie a ja nawet bez stymulacji
        jestem fabryka cyst i praktycznie trudno nawet zlapac miesiac kiedy ich nie mam
        i nadaje sie do stymulacji. Wlasnie od pazdziernika czekam az taka jedna sie
        wchlonie i czekam i czekam.... na pytanie czy mozna cos z tym zrobic,
        uslyszalam, ze ewentualnie kolejna laparoskopia.
        • magdamajewski Re: In-vitro w cyklu naturalnym 26.01.07, 20:36
          tak praktycznie jest wszedzie, ja sie przewinelam przez wiele klinki i tylko w
          columbi spotakalam sie z zainteresowaniem. Leczr sie u Choi i ona wziela sobie
          mnie do serca, dzieki nie prawie sie blizniakow doczkalam (dluga historia)
          • alizeis Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 00:56
            Znam dr Choi, ona robila moja laparoskopie w 2005.Teraz tez ja widuje jezeli
            akurat jest jej dzien gdy przychodze. Pytalas sie moze czy w columbi robia
            podwojne iui? Zamierzam zrobic ostatnie podejscie do iui tam, bo mamy tam
            zamrozone plemniki i myslalam, zeby zrobic moze podwojne, raz ze
            swiezego "materialu" a za 24 z tego zamrozonego. Wydaje mi sie, ze byloby to
            kozystne, bo mam wrazenie ze ostatnie dwa podejscia byly zrobione za wczesnie -
            kazali mi wziac ovidrel jak tylko zobacze druga kreske na tescie ovu - nawet
            jezeli bedzie blada. Przy pierwszym podejsciu wytrzymalam az zobaczylam ciemna
            kreske i zaszlam w ciaze, ale poronilam w 7 tyg. Ale nie wiem, czy sie zgodza,
            maja swoje protokoly i sie ich trzymaja.
            Jezeli z tej iui nic, to chyba jednak sprobuje najpierw tej mini-ivf z
            minimalna stymulacja zanim wydam cale nasze oszczednosci na tradycyjne in vitro.

            Piszesz, ze bylas w kilku klinikach, bylas moze w cornell lub SIRM? To sa dwie,
            ktore rozwazam do tradycyjnego ivf.
            • magdamajewski Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 02:03
              a dlaczego nie chcesz zrobic ivf w pensylwani? maja tam b. dobre kliniki

              nie wiem czy robia powojna iui ale jak sie uprzesz to zrobia, tego sie
              nauczylam wloczac sie po klinikach. dziwne te praktyki, mi kazali robic testy
              jakby sie pokazla druga gruba krecha miala sie do nich zglosic jak nie to
              przyjsci w wyznaczonym terminie. Wtedy po usg zadecydowali o ovidrel. Tak
              wyliczone bylo ze w dzien iui pekly to tego bolu nigdy nie zapomne (ja nie mam
              swoich owu).
              wiesz myslalas o akupunkturze przed iui? Ja przy ostatniej mialam i boomsmile
              • alizeis Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 02:39
                Hmmm, pomysle o tej akupunkturze. Na pewno nie zaszkodzi. Juz mi pare osob o
                tym wspominalo.
                W Pennsylvanii sa dobre kliniki ale paradoksalnie latwiejszy dojazd mam na
                Mnahattan. Zreszt pracuje zaraz za rzeka w Jersey City wiec z Mnahattanu moge
                potem jeszcze wrocic do pracy, a tak musialabym ciagle brac wolne.
                Mysle, ze umowie sie na konsultacje we wszystkich 3 klinikach i dopiero wtedy
                podejme jakies decyzje. Na razie i tak mam czas, bo czekam az mi sie ta
                cholerna cysta wchlonie. Moze akupunktura na to tez pomoze?
                • magdamajewski Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 05:28
                  jak chcesz to dam ci # telefonu do chiczyka na chinatown. $60 za sesje bierze,
                  ja mialam tylko jedna. Studiowal akupunkture w chinach przez 8 lat. Wielu
                  dziwczyna pomogl.
                  Ja nie bylam w cornell ale w SIMR bylismy na konsultacji i strasznie
                  niezadowolona bylam, taka na odwal sie ta wizyta byla, ale ja twierdze ze kazdy
                  musi znalezc "swojego" lekarza.
                  a o tej akupunkturze to wielu lekarzy zaczyna wspominac
                    • milka9612 Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 16:13
                      Ja akupunkture tez przerobiłam.1 serie(10 zabiegów)u mnie było wszystko
                      ok,poprostu idealnie i dlatego chwytam się wszystkiego.Pani od akup mówiła że
                      mam słabą energie,powinnam jeść dużo czerwonego mięsa(nie jem wogóle).Mnie
                      akupunk nie pomogła a co do odżywiania i energii to weżmy takie alkoholiczki,czy
                      któraś z nich się odżywia prawidłowo?a dzieci rodzą jedno po drugim
                      bezproblemowo.Niewiem,byłam bardzo pozytywnie nastawiona że akupunk mi pomoże i
                      równie bardzo się rozczarowałam.
                  • alizeis Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 21:56
                    Pewnie, jak mozesz to daj ten telefon, mozesz tu albo na poczte. Mysle, ze
                    sprobuje. Do chinatown nie jest daleko.
                    Zobacze na co sie w koncu zdecyduje i gdzie, czuje, ze najpierw musze sie
                    troche porozgladac.
                    Dzieki i powodzenia smile
    • milka9612 Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 16:24
      wydaje mi się że jak ktoś ma problem z owulacją czy z nieregularnymi cyklami to
      akupunktura może pomóc.Ja np miesiączki mam dosyć skąpe ale za to długie
      (8dni).Pani od akupunk powiedziała że to za długo,powinny trwać 3-4dni.Po
      zabiegach akupunkt rzeczywiście krwawienia były wieksze i krew jasnoczerwona,ale
      to poprostu wynika z tego że igłami poprawia się krążenie.Mój mąż ma troszke
      obniżone nasionka.Dostał od niej zioła,które niestety nic nie poprawiły.Pani na
      podstawie obrazu moczu stwierdziła że jego energia jest wporządku.Jestem osobą
      niecierpliwą,może gdybym wybrała więcej serii moja energia by się poprawiła?? smile
    • milka9612 Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 17:34
      dowiedziałam sie od znajomych którzy do niej jeżdzili ,ale z innymi
      dolegliwościami.Podaje ci namiary:Łódż ul.Wielkopolska 72/74 tel.(42)651 69 93
      w.17 pon.-piątek,w godz 9-13,15-19. Pabianice ul.myśliwska 9 (42) 213 70 83
      komórka 695 944 540
      • magdamajewski Re: akupunktura 27.01.07, 19:59
        pomaga na ukrwienie macicy, co pomaga przy zagniezdzaniu zarodka. Jak wszystko
        jednym pomaga innym nie.
        Jedno dodam ze wielu ludzi ktorzy zajmuja sie akupunktura, ze tak powiem nie
        powienni to robic. To sa ludzie po kursach, krotkich szkoleniach. Akupunktura
        to cos wiecej, dla przykldau w Chinach ludzie sie tym zajmujacy studiauja ja
        latami, dlatego wazne jest wybranie kogos kto tak na prawde wie co robi.
    • dosia1974 Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 20:04
      ja ostatnio czytałam ciekawy artykuł o naturalnym (albo przy bardzo małej
      stymulacji) IVF. Brzmi nieźle..
      www.timesonline.co.uk/article/0,,2104-2434250.html
      Sama się nad tym zastanawiam. Na początku lutego jadę do Novum i zobaczę co oni
      powiedzą o In Vitro na naturalnm cyklu.
      • alizeis Re: In-vitro w cyklu naturalnym 27.01.07, 22:02
        Wlasnie dr do ktorego sie chce umowic byl na tej konferencji w Londynie o
        ktorej wspomina artykul. On rowniez uwaza, ze zwlaszcza dla starszych kobiet, a
        ja taka jestem - 38 lat - duze dawki hormonow powoduja pogorszenie jakosci
        komorek jajowych i w rezultacie jest ich duzo, ale slabszych.
        Moze cos w tym jest. W kazdym razie jest to dosyc obiecujace i chyba od tego
        zaczne.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka