Dodaj do ulubionych

męczący problem

20.12.07, 12:43
...jesteśmy w drugim związku, oboje mamy dzieci z poprzednich
związków.Staramy się od roku o nasze dziecko...bez skutku.Obserwuje
po sobie zaczynającą się obsesję na tym punkcie (nie jestem już
kobietą pierwszej młodości).Wiem,że niezbędne są badania. Podchodzę
do tego racjonalnie...ale ON niebardzo: chce zdawać się na los
(mimo, iż bardzo chce dziecka)nie chce żadnej ingerencji medycznej.
Przy "ustawianych" próbach poczęcia "blokuje się". Robi sie bardzo
zagęszczona i niezdrowa sytuacja. Czytając co się da w TYM temacie,
myslę o różnych przyczynach naszego problemu, ale wiem, że trzeba go
własciwie zdiagnozować a nie tkwić w sferze domysłów. Ale nie mogę
tego zrobić sama. Musimy razem działać...tylko jak to zrobić?...Może
ON się wstydzi lekarza, TYCH badań?, może boi się wyników? Niewiem i
nie umiem mu ani sobie pomóc. Cała ta sprawa to BARDZO delikatna
sprawa. Każdy(a) z nas WSZYSTKICH jest tylko człowiekiem...
Obserwuj wątek
    • makowiec3 Re: męczący problem 20.12.07, 13:53
      Wierze w to co napisałas,u nas jest podobna sytuacja.Mąz ma trójka dzieci z
      pierwszą żonę i na początku uwazał ze z nim wszystko jest OK.Po 2 latach
      nieudanych prób, razem zrobylisme badania ze by się dowiedzic dlaczego nie
      mozemy miec dziecko -wyniki są doskonałe i ciągle nic... Moj mąz tak samo
      stresuje się kiedy sex musi być akurat w "ten własnie dzien" czy coś
      podobnego.Raz nawet powiedział ze ma tego dość.Wcale się nie dziwie poniewaz ja
      równiez nie przepadam za "sex na zawołanie".Dlatego juz dałam sobie spokoj i
      staram się wyluzowac.Na wiosne sprobuje in vitro....
      Pozdrawiam.
    • aga7733 Re: męczący problem 21.12.07, 08:38
      Jestem w związku z mężczyzną, który ma juz dziecko i na dokładkę
      jest kilkanaście lat ode mnie starszy i na początku gdy nam nie
      wychodziły starania o naszą dzidzię - o czym juz kiedyś pisałam -
      też uważał, że on nie ma problemu, we własnych oczach widział w
      sobie płodnego byczka mówiąc krótko, zwięźle i na temat. Czasami
      miałam wrażenie, że sugeruje, że to ze mną jest coś nie tak - bo
      jestem w tej gorszej sytuacji, że nie mam własnego dziecka i do tej
      pory nawet nie byłam w ciąży. Atmosfera też bywała gęsta, ale
      postanowiłam, że to ja zacznę badania i zobaczymy czy jest problem
      po mojej stronie. No i zaczęłam - w zasadzie wszystko wyszło w
      normie oprócz estradiolu. Zanim robiłam badania na bieżąco
      wygłaszałam monologii (bo o rozmowie nie było mowy) w temacie
      wyników badań, procedury, szkodliwości leków do stymulacji,
      badaniach inwazyjnych u kobiet rzecz jasna i od czasu do czasu o
      coraz gorszej jakości nasienia - tak ogólnie, że wszystkich dotyczy,
      zdarzało się, że zostawiałam na kompie otwarty artykuł w tym
      temacie, albo jakieś forum - zwyczajnie urabiałam jego psychikę. W
      koncu moja dok powiedziała, że zanim da mi tabletki chce mieć
      pewność, że jest sens próbować, że z M jest wszystko ok...
      Powiedziałam Mu o tym i widziałam, że miał problem z tym badaniem,
      cały czas twierdził, że z nim jest ok, wszystko obracał w żart,
      odwlekał w czasie..., w końcu sama zadzwoniłam do laboratorium,
      umówiłam go na wizytę w czerwonym pokoiku, poinformowałam o
      terminie... stanął przed faktem i zrobił te badanie... Wynik nie był
      rewelacyjny - kiepska morfologia i ruchliwość - facet mi się posypał
      psychicznie, dosłownie zatrzasnął się w sobie, na dokładkę doszedł
      problem ze "sprawnością"... No i było jeszcze gorzej, ale udało się
      przejść przez to tym samym sposobem co wcześniej (monologi,
      artykuły...)- nie wiem skąd miałam wtedy tyle siły w sobie... teraz
      walczymy razem, teraz to nasz wspólny problem. Z tej całej histrorii
      wiem na pewno, że męskie ego nie dopuszcza do świadomości mysli, że
      problem może byc po jego stronie, zwłaszcza gdy facet ma już
      dziecko, gdy przekroczy 40-stkę. I tak sobie myślę Beat-a, że pewnie
      ten Twój facet też boi się prawdy o własnej niemocy, może powinnaś
      zacząć - tak jak ja - jednak od siebie, może powinnaś bez emocji
      urabiać jego psychikę, nie rozmawiać o Waszym problemie, ale mówić o
      problemie w ogóle w stylu: czytałam, słyszałam,... U nas to pomogło -
      w końcu zrobił badania, nawet brał leki, choć bez efektu... W sumie
      nadal jesteśmy w tym samym miejscu i nadal jest bardzo trudno, bo
      upragnionej ciąży nie ma mimo leków, ale to już NASZ problem, a nie
      tylko mój...
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was...
      • makowiec3 Re: męczący problem 21.12.07, 22:48
        Wow, aga7733....skąd ja to znam. Powiem ze się nie zle uśmialam czytając twój
        post.Przypomiały mi się nasze rozmowy,mojego męza argumenty ze skoro spłodzył
        trojka dzieci to on jest napewno super sprawnysmile)Bozeee, ile nerwow mi
        kosztowało ze by go namówic na te badania!!W koncu jakimś cudem udało mi się go
        zaciągnąc na badania.Moj mąz jest juz ponad 50-ki, ja zaczynam 37...Zmarnowałam
        ponad rok przez niekompetentnego lekarza (aczkolwiek bardzo zachwalany na
        bociana)i teraz juz stawiam tylko na in vitro.
        Wesolych Swiąt zycze!
    • beat-a74 Re: męczący problem 23.12.07, 14:24
      BARDZO Wam dziękuję...zrobiło mi się cieplej na sercu. Wraz z Nowym Rokiem zaczynam "działać" bo albo oboje tak naprawdę chcemy mieć dziecko albo tylko ja chcę. Zawsze kochaliśmy się bez zabezpieczenia gdzie w tle była możliwość zajścia w ciążę. Teraz tło nie jest już tłem a czymś nadrzędnym. On nie może myśleć o sobie jak o "byku rozpłodowym" bo nie robi jakiejś "masówki" ale daje z siebie wszystko co może abyśmy osiągnęli nasz cel, tak jak ja. Rzeczywiście faceci na punkcie swojej męskości mają "coś". Muszę zgłębić temat badań i lekarzy kompetentnych na moim obszarze zamieszkania abym nie traciła czasu u jakiegoś podrzędnego bądź przereklamowanego patałacha.To jest zbyt WAŻNA SPRAWA.
      Dziewczyny... życzę Wam Spokojnych i Zdrowych Świąt oraz Spełnienia MARZEŃ
      • makowiec3 Re: męczący problem 23.12.07, 21:01
        Beata,zycze Tobie wszystkiego najlepszego w nowym roku i aby twoje marzenia o
        dziecku spelnily sie...Jedna rada-z mojego doswiadczenia z ostatnych pare lat
        starania sie o dziecka zrozumilam ze 90% sukcesu jest DOBRY ginekolog! Ja mam
        pecha i jeszcze go nie znalazlam. Powodzenia!
      • beat-a74 Re: męczący problem 27.12.07, 10:52
        ...tak bardzo zaczęłam sie angażować w temat, że coraz to gorzej
        wygląda w TYCH sprawach. Temat sam w sobie został gruntownie
        przeczochrany.Coraz to więcej ON nie może. Myslę, że...my do siebie
        nie pasujemy. Po jaką cholere będę sie produkować u lekarzy, na
        badaniach. Wiadomo, że wszystko wtedy trzeba będzie robić w sposób
        bardziej kontrolowany, wręcz na zawołane...Byćmoże temu nawet sama
        niepodołam, a co dopiero ON. Mam dość! Odpadam w
        przedbiegach...przestaje się czuć kobietą i chce mi sie wyć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka