Dodaj do ulubionych

Cuda sie zdarzaja...

11.02.08, 13:42
Nie wiem ile z Was mnie pamieta. Owego czasu bylam czestym bywalcem
tego forum.
Walczylismy o dzidzie prawie 6 lat. Niby wszystkie wyniki byly ok.
Prolaktyna za wysoka i czasem niepekajace pecherzyki ale nic poza
tym. M nasienie ma super i moglby zostac dawca. A ciazy nie bylo...
Dwie inseminacje, hsg, laparo, wszystko wskazywalo, ze nie ma
wiekszych przeciwwskazan. I dalej nic...
Nawet ostatnio zastanawialam sie czy to nie blokada psychiczna,
ktorej sama jestem przyczyna. Panicznie boje sie wymiotow i
faktycznie moze to byc przyczyna. Nawet niedawno bylam w tej sprawie
u psychologa, zeby zaczac psychoterapie!!
Dzisiaj 46 dzien cyklu, dwa testy pozytywne. W sobote bylam u
lekarza, widzialam nasza dzidzie i slyszalam serduszko!!!! I stalo
sie tak po prostu...
Caly styczen zylam w wielkim stresie i napieciu zeby nie zalapac
grypy zaladkowej (bo to przeciez przewaznie te cholerne wymioty).
Sen z powiek ta choroba mi spedzala... a tu prosze!!!
W tym roku mialo byc IVF. Zaczelam zbierac informacje jak, gdzie, za
ile itd...

Chcialam jeszcze dodac cos waznego dla wszystkich starajacych sie.
Pamietam jak wszyscy mi mowili, zebym wyluzowala, zebym przestala
myslec, to wtedy sie udaje. I nie potrafilam tych rad zrozumiec, bo
jak mozna wyluzowac jak sie ma prawie 30 lat i 6 lat staran za
soba??? Jak nagle sobie odpuscic??? To bylo dla mnie chore z mojego
punktu widzenia. Nie ma takiej mozliwosci, zebym przestala o tym
myslec Chyba, ze mi ktos glowe obetnie. Jak sie okazalo, ze jestem
w ciazy, po tych 6 latach, to zaczelam troszke analizowac czas, w
ktorym nam sie udalo. Chcialam pojac, co takiego sie stalo, co sie
wydarzylo, ze akurat teraz przyszedl ten moment. Juz gdzies o ym
pisalam, ale powtorze, ze caly styczen bylam zestresowana, zeby nie
zlapac grypy zoladkowej, ktorej nigdy nie mialam, ale panicznie sie
jej boje. I tylko to chodzilo mi po glowie. I tak sobie mysle, ze
moze to wlasnie bylo odwroceniem moich mysli w innym kierunku. Z
drugiej jednak strony, co jest bardzo wazne: ja nie przestalam
myslec o ciazy Pamietam, ze mialam sporo sluzu plodnego i zwrocilam
na to uwage i pamietam, ze przed majacym nadejsc okresem
wsluchiwalam sie w swoj organizm jak co miesiac. Czyli to nie jest
tak, ze trzeba o tym zapomniec bo sie przeciez nie da. Odwrocenie
naszych mysli jest jakby troche samoistne. Nagle dzieje sie cos, co
pochlania nasza uwage i nawet nie wiemy jak bardzo. Oczywiscie moze
to tylko zbieg okolicznosci, moze zaszlam z jakiegos innego powodu
akurat teraz, przeciez nie pierwszy raz w zyciu bylam czyms
zestresowana... sama nie wiem. Nie wiem czy cos Wam pomoze ten moj
wywod... chce Wam tylko przekazac, ze nie warto na sile szukac
innych zainteresowan, nie ma sensu na sile kierowac mysli w innym
kierunku, bo chyba podswiadomosci nie oszukamy (no chyba, ze ktos
potrafi zapomniec, ze sie stara o dzidzie). Mam wrazenie, ze taki
czynnik, ktory nas odblokowuje jest czyms ponad nami, czyms czym nie
potrafimy kierowac, na co nie mamy wplywu. Tak ja to odbieram.

I jeszcze jedno: pamietam, ze przez te 6 lat chcialam jakby miec
wszystko zaplanowane mimo wszystko. Najpierw mialam zajsc w ciaze w
czerwcu, zeby dzidzia urodzila sie na wiosne - to by bylo fajnie
(taka decyzje podjelam z kolezanka, ktorej notabene udalo sie za
pierwszym razem i jej corka konczy 6 lat teraz). Potem chcialam,
zeby urodzilo sie w listopadzie, tak jak moj maz - to tez by bylo
fajnie. Potem chcialam sie dowiedziec, ze zaszlam np przed swietami
Bozego Narodzenia alo Wielkanocy - to by byla taka cudowna wiadomosc
dla calej rodziny. Innym razem myslalam, zeby tak sie dowiedziec
przed meza imieninami. To by bylo fajnie...i tak zawsze cos sobie w
tej glowie wymyslalam. Do tego jeszcze dochodzila praca, ze lepiej
zajsc poki jeszcze pracuje tu, bo jak przejde tam, to juz moze nie
itd. itp... a tu zaszlam w styczniu, gdzie nie ma zadnego swieta co
by fajnie bylo oglosic tak przy okazji. Urodze na przelomie wrzesnia
i pazdziernika - tez nic sie w tym czasie nie dzieje Niczego nie da
sie zaplanowac Co ma byc - to bedzie.

Troche sie rozpisalam, ale moze choc troche nadziei w Was
zasialam... bo cuda naprawde sie zdarzaja!!!
Obserwuj wątek
    • martucha90 Re: Cuda sie zdarzaja... 11.02.08, 13:48
      Gratulacje smile
      Myślę, że jest tak jak piszesz: nie wiadomo, dlaczego akurat teraz,
      nigdy się tego nie dowiemy. Ja akurat w stres jako powód niezajścia
      mało wierzę. Współczuję Ci, że na ten szczęśliwy moment musiałaś
      czekać aż 6 lat. Życzę Ci dobrej, zdrowej ciąży i fajnego bobaska.
      • aniaresz Re: Cuda sie zdarzaja... 11.02.08, 14:22
        Cieszę się że ci się udało i że tak to pięknie opisałaś, ja jeszcze nie zapeszam ale za 3 godz idę po wynik bety i wtedy byłoby podobnie jak u ciebie że nie wiem jak, ale chwilowo zajęłąm się czymś innym..........................................zakładaniem własnego interesu!
    • muriel2007 Re: Cuda sie zdarzaja... 11.02.08, 14:00
      serdecznie gratuluje! i zycze wielu radosci smile
    • iwasz13 Re: Cuda sie zdarzaja... 11.02.08, 14:29
      ale pieknie piszesz i o pieknych rzeczach. ja ciagle zadaje sobie
      pytanie: jak mam nie myśleć. przestałam mierzyc temp, jakoś
      szczegolnie sie nie obserwuje. trafiłam do kolejnego lekarza, który
      przepisał mi serie badań, o których poprzedni nawet nie wspomnieli.
      wiec znowu jest nadzieja, że sie uda. nie mysle o tych dwóch latach
      straconych jak sie okazuje. wiem tylko, że w tym roku sie uda. niech
      to bedzie i grudzień 2008, ale w tym roku zajde w ciąże! może takie
      nastawienie pomoże. zawsze myślałam w taki sposób "a, nie udało sie
      teraz, uda sie za miesiąc może". a teraz wiem to. może to naiwne i
      infantylne, ale inaczej na razie nie potrafie. sciskam i zycze
      powodzenia we trójeczke!!
    • agusek00 Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 13:20
      Ja Cię pamiętam, bo sama już trochę na tym forum siedzę, chociaż ostatnio nie
      udzielam się prawie w ogóle. Nie mam siły czytać o tych wszystkich lekach,
      zabiegach, nadziejach, że może tym razem. Mam dosyć. Zasadniczo wchodzę tylko na
      wątki takie jak ten - kiedy ktoś, kogo pamiętam, pisze, że wreszcie ten dzień
      nadszedł.
      Cudownie że Ci się udało. Wreszcie, po tylu latach. Ja się zawsze bałam takiego
      czekania, latami, jak Ty. Ja czekam ponad dwa lata, nie mam już siły na dłużej,
      albo raczej zobojętniałam trochę, nie mam ochoty wsłuchiwać się w swój organizm.
      Mam nadzieję, że sama kiedyś założę taki wątek.
      • pawlakjo do aguska00 12.02.08, 13:34
        Hej ja tez dokładnie tyle się staram i tez juz mam dość.Powiedz jaki
        u ciebie lub u was jest problem?
        • agusek00 Re: do aguska00 12.02.08, 13:50
          U nas problemem jest nasienie męża - asthenooligoteratospermia,
          najprawdopodobniej spowodowane żylakami powrózka. Prawdopodobnie będziemy się
          decydować na operację, chociaż ja się jej bardzo obawiam, bo jest niestety
          możliwe sporo skutków ubocznych. Ale na zabieg się i tak czeka parę miesięcy,
          więc to trochę jest od nas odległe. Moje wyniki są super, lepsze niż dobre, ale
          cóż z tego.
          A Wy?
      • kinia.zak Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 13:54
        Cudowny cud, gratulacje.
        Jak czytam tą historię to tak jak bym sama swoje życie widziała.
        U nas tyle samo lat starań i w tym roku kończę 30 lat. Niestety nie mam jak do
        tej pory happy andu, jak u Ciebie.
        Wszystko o czym napisałaś to tak samo brzmi jak u mnie! To myślenie o okazjach o
        pracy itd...
        Ja wczoraj byłam w Novum i miałam brać leki do starań ICSI ale okazało się, że
        mam torbiel (zresztą kolejną-tylko tym razem bez żadnej wcześniejszej stymulacji
        jakimikolwiek lekami! szok) i znów nic z tego.
        Podłamałam się!
        • marghe78 Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 18:10
          Dziekuje Wam bardzo!
          Wiem, na jakim etapie sa niektore z Was. Jest w Was sporo zwatpienia
          po latach walki. I chyba tylko ciaza zmieni tak naprawde ten stan.
          Ja przestalam w ogole czytac forum 'nieplodnosc' juz z dwa lata temu
          chyba. Za bardzo mnie to obciazalo psychicznie. Pamietam jak
          czytalam takie watki jak ten moj teraz i zawsze plakalam... i ze
          szczescia dla tej szczesciary i ze smutku, ze znowu nie ja. Ale
          takie watki zawsze krzepia. Gdzies na bocianie wyczytalam, ze ponoc
          na 100% par walczacych z nieplodnoscia (z roznych przyczyn) koniec
          koncow 95% ma potomstwo!!!! Zobaczcie jak to duzo.
          Zawsze jak czytalam o cudach, to jakos nie wyobrazalam sobie, ze
          taki cud moglby mnie spotkac. Myslalam sobie, ze statystycznie komus
          pewnie sie nie uda i pewnie bede to ja. Myslalam, ze mam za
          szczesliwe zycie, za kochanego meza, ze za dobrze mi. Rozne glupie
          mysli przychodzily mi do glowy. Uspokajalo mnie tylko jedno:
          wiedzialam, ze bede mama! Albo z IUI albo z IVF albo adopcyjna ale
          bede.
          • lusiasia Re: Cuda sie zdarzaja... 13.02.08, 07:33
            a ja mam niestety gorsze dane statystyczne, po 3 in vitrach 80 % zachodzi w
            ciaze (ja niestety jestem w tych 20%)
    • idapil Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 18:35
      Dzięki za dodanie otuchy. My również staramy się od 5 lat a leczymy od 3. Tak
      samo planowałam sobie życie - najpierw dom, praca, później dzieci a tu nic.
      Później dziecko miało być raz na święta, raz na imieniny , raz na wakacje. Też
      wyszukiwałam sobie terminów, planowałam jak tu zaskoczyć nowiną rodzinę. I
      niestety same porażki. Teraz jestem po pierwszej iui i prawdę mówiąc już chyba
      nie wierzę że się uda. Powoli również dopada mnie bezsilność.
      • lidiaa Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 20:56
        Wielkie gratulacje ! Szczęsliwej i ciąży i zdrowego dzieciaczka !
        Całkowiecie się z Tobą zgadzam !
        Nasz cud (a w zasadzie dwa) zdarzył się, gdy już całkowicie
        zwątpiliśmy w powodzenie i byliśmy tuż przed komisją kwalifikacyjną
        w ośrodku adopcyjnym, ale byliśmy też baaardzo wyluzowani i po
        prostu szczęśliwi z życia. Nie było w nas spięcia i nerwów, jakie
        przeżywaliśmy przez pierwsze 4 lata starań o dzieci.
        • pawlakjo do lidiaa 12.02.08, 21:39
          Gratulacje serdeczne!Czy to znaczy,ze podczas starań o adopcję
          trafiły się wam blizniaki?
          • lidiaa Re: do lidiaa 12.02.08, 22:05
            To był drugi program IVF i czwarty transfer. Kiepsko sę
            stymulowałam, miałam dużo wyższe FSH (w stosunku do pierwszego
            podejścia), a zarodki były ponoć z defragmentacjami.
            Widać z tego, że nie wszystko to matematyka.
            Powodzenia dla wszystkich forumek !
    • leila78 no to stara gwardia się wykrusza... 12.02.08, 22:09
      I DOBRZE!!!
    • aga1506 Re: Cuda sie zdarzaja... 12.02.08, 23:49
      Bywałam na tym forum 1,5 roku temu więc możecie mnie nie pamiętać ale chciałam szczerze Wam powiedzieć że Ja wierzę w cuda..... Mój CUD śpi obok. Ma już skończone 5 miesięcy. Walczyłam o nią ponad 3 lata i nikt nie dawał nam szansy na naturalną ciążę więc miałam najpierw mieć iui a potem in vitro, wizyta była już umówiona. A tu proszę podrasowałam "chłopaki" czym tylko się dało i mam moje szczęście. Życzę Wam wszystkim dziewczyny pięknych, zdrowych dzieciątek.
      • lusiasia do lidia 13.02.08, 07:30
        gdzie podchodzialas do in vitro i u kogo? (mam podobne problemy)

        do autorki watku: gratuluje!!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka