Dodaj do ulubionych

Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzinie?

12.08.08, 10:14
To pytanie kieruję przede wszystkim do osób, które, jak ja, nie
mówiły rodzinie o niepłodności, a potem zaszły w ciążę z pomocą art.
Lub do innych, które mają tu coś do powiedzenia smile))

Czy, mówiąc o ciąży, mówiłyście, że jest po niepłodności?
A, że dzięki art?
Jakie były reakcje?
Czy macie ustaloną z partnerami jakąś "politykę" co do tego, kiedy
powiecie o tym dziecku?
Miałyście jakieś wątpliwości co do tego, czy ktoś z rodziny nie
wyjdzie przed szereg i nie powie dziecku czegoś wcześniej lub
inaczej niż byście sobie życzyli?

Pytam, bo mam trochę dziwnych teściów... uncertain/
Obserwuj wątek
    • biedronka.online Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:22
      Witaj Jeszcze raz gratulacje smile)) Wiesz, ja tez nad tym myslalam
      Jesli uda mi sie ktoras IUI to w moim przypadku nie ma o czym mowic
      Po co Nikt z otoczenia nie wie o naszych problemach i na razie niech
      tak zostanie Poza dwoma zaufanymi osobami i forum wink Jesli trzeba by
      bylo podjac inne kroki moze dopiero wtedy Co do tesciow Hmmm ojcom
      na pewno bym na dzien dzisiejszy nie powiedziala Mamy nie mam Wiec
      zostaje jedynie tesciowa Niby nie stroswiecka w pogladach, ale...
      Zobaczymy Zycze wlasciwej decyzji Najwazniejsza juz podjelas smile
      • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:30
        Ale ja mam po tym wszystkim taką potrzebę, żeby się wreszcie ktoś
        nade mną użalił, zrozumiał, że było ciężko, że jeszcze może być
        ciężko przy kolenych dzieciach...

        Na razie powiedziałam o ciąży Babci i coś zaczęłam mówić, że było
        długo i niełatwo, a ona mi przerwała i mówi: tak to jest, dziecko,
        ja po slubie chciałam natychmiast, a zaszłam dopiero na Wielkanoc...
        A oni się pobrali na BN - więc o czym tu mowa!? wink)) Chciałabym być
        dobrze zrozumiana...
    • jollyb Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:36
      tesciowej powiedzial maz (tesc nie zyje) krytyki podobno nie bylo
      ale entuzjazmu wielkiego tez nie.
      moja mama zareagowala bardzo zle, do dzisiaj zaluje ze jej cokolwiek
      powiedzialam.
      przyjaciele zareagowali cudnie, cieszyli sie razem z nami.
      tajemnicy przed mala robic nie bede , boje sie ze ktos jej kiedys
      to przedstawi nie tak jak bylo.
      bede jej mowic jak dlugo mamusia i tatus na nia czekali, jak bardzo
      sie cieszyli ze jest w brzuszku chyba tak powoli ja bede oswajac
      a teraz gdy jestem w 7 mies moja opinia jest taka , ze wiedziec
      powinno jak najmniej osob, nie dlatego ze to wstyd ale dlatego ze
      swiat jest pelen zlych i czesto glupich ludzi, ktorzy moga robic
      tania sensacje. reakcja mojej wlasnej mamy dala mi wiele do
      myslenia.teraz wiedzialby tylko maz i kiedys malutka, ale na to juz
      za pozno. trudne to wszytsko, ale najwazniejszy skarb pod sercem
      pozdrawiam
      • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:45
        > moja mama zareagowala bardzo zle, do dzisiaj zaluje ze jej
        cokolwiek
        > powiedzialam.

        Wiem, że to pewnie dla Ciebie trudne, ale, pls, napisz cokolwiek, co
        się stało. To dla mnie bardzo ważne. Chcę miec wyobrażenie, co może
        się dziać.

        Właśnie - chęć przełamywania zmowy milczenia to jeszcze jeden powód,
        dla którego chciałabym mówić...


        > tajemnicy przed mala robic nie bede , boje sie ze ktos jej kiedys
        > to przedstawi nie tak jak bylo.

        A przede wszystkim ma prawo wiedzieć, skąd się wzięła.


        > bede jej mowic jak dlugo mamusia i tatus na nia czekali, jak
        bardzo
        > sie cieszyli ze jest w brzuszku chyba tak powoli ja bede oswajac

        ...a potem powiem, że potrzebowaliśmy specjalnego zastrzyku, żeby
        plemniki miały krótszą i łatwiejszą drogę... smile))
    • jollyb Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:48
      no i dobrze to sobie wykombinowalas, przeciez kilulatek nie
      potrezbuje nie wiem jakich szcezgolow. odezwe sie na maila za
      chwilke.
    • martucha90 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:50
      Dużo zależy od tego, jakie i jak silne wywoła to w Tobie emocje.
      No i co z tymi emocjami masz zamiar zrobić.

      Mój M ostatnio rozmawiał ze swoją mamą na temat niepłodności.
      Tak ogólnie, że coraz więcej osób to dotyka, że być może w
      przyszłości to w ogóle będzie powszechny problem... itp.
      A teściowa kiwała głową, udając, że rozumie. No więc mój mąż dalej,
      że zapewne w przyszłości in vitro będzie b. powszechne i wiele osób
      będzie z tego korzystało, na co moja teściowa jak za naciśnięciem
      guzika wypaliła:
      - To bardzo źle! Ja to potępiam!

      No i te emocje, o których wspomniałam na początku. U mnie były
      takie. Że to głupia i ograniczona, tępa baba. Która sama nie
      pomyśli. Nic nie wie, nic nie czyta. Niby słucha, co się do niej
      mówi, ale i tak ma z góry ustaloną odpowiedź. I to bynajmniej nie
      własną (trudno mieć własną, gdy się nie myśli, nie wie i nie czyta).
      Kościółkową odpowiedź ma. Grrr, jak mnie wkurzyła!!!

      Co ja ze swoimi emocjami mam zamiar zrobić - nie gadać z teściową o
      niczym ważnym, bo po co, skoro mnie wkurza (a poza tym to głupia i
      ograniczona, tępa baba). Tak więc o naszych problemach nie dało jej
      się powiedzieć. Przypuszczam, że gdybym miała dziecko po art,
      dotykałoby mnie to jeszcze bardziej.

      Oczywiście większość inwektyw rzuconych tu na mamę M jest
      wypowiedzianych pod wpływem emocji, nie do końca sprawiedliwych...
      Po co te nerwy...
    • jollyb Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 10:55
      martucha nawet nie wiesz jak cie rozumiem, ale jeszcze bolesniej
      jest gdy wlasna matka mowi ze niewiadomo co sie po tym urodzi ,
      szkoda bylo moich slow i lez... tesciowa pewno bym olala ale z matka
      od tego czasu mam strasznie napiete relacje.
      czekam kiedy ja przyprowadze nad lozeczko i pokaze CO sie urodzilo.
      nie bede pisac co jeszcze mowila bo mi trudno i wstyd.
      • martucha90 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 11:00
        Współczuję Jollyb ;-((( A CO się cholera jasna ma urodzić, jej
        zdaniem?! Będzie śliczniusia dzidzia i jeszcze babcia pożałuje,
        zobaczysz...
    • jollyb Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 11:13
      dzieki za dobre slowo, to mentalnosc malenkiego miasteczka wyszla z
      mojej mamy i kosciolek niestety tez. pozdrawiam.jola ( i Mia z
      brzuszkasmile
      • biedronka.online Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 11:34
        Oj jak poczytalam co piszecie to az mi smutno sad(( Ale taka jest
        prawda I jak tu sie zalic najblizszym np. rodzicom, ktorzy tak do
        tego podchodza... Dlatego boje sie mowic o czymkolwiek... Nikt kto
        przezyl taka droge jak my zapewnie nas nie zrozumie Ale najgorsze
        jest to, ze nie ma komu sie wyzalic Tak po prostu Poplakac i zeby
        ktos przytulil Poza mezem, ktory czasem tez ma (nawet nie problemu)
        ale mnie juz dosc...
    • plina17 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 13:19
      Hej Uccellino, jeszcze raz gratuluję. Dobrze Cię rozumiem, bo sama miałam takie
      dylematy i mam cały czas. Nie wiem, czy pamiętasz mnie z innego wątku, ale
      staram się o drugie dziecko - pierwsze dzięki iui, drugie mam nadzieję też, może
      już niedługo. U mnie jest tak, że nikt poza mężem o tym nie wie. Szlachetne to
      zadanie przełamywać zmowę milczenia, tym bardziej, że problem niepłodności
      męskiej, który u nas był główną przeszkodą w naturalnym zajściu, powoli staje
      się problemem społecznym. Myślę, że są ludzie z odpowiednimi predyspozycjami do
      tego typu zadań. Ja do nich nie należę, jestem zbyt, jak twierdzi mąż, wrażliwa.
      Mieszkamy w małym mieście i niestety, hasło inseminacja przyklejono by do nas
      jak nalepkę na piwo, nie próbując tego w ogóle zrozumieć. Inseminacja nie jest
      dla mnie i męża niczym tak nadzwyczajnym, abym uświadamiała moje dziecko, że
      przy jej pomocy się poczęło. Ja też nie wiem, jak to było z moimi rodzicami
      (rano? wieczorem? w domu, czy na wyjeździe?) i nie wnikam. Najważniejsze jest
      to, aby mój synek wiedział, że bardzo na niego czekałam i dzień, w którym się
      pojawił był najszczęśliwszym w moim życiu. Rodzina również dlatego nie została
      wtajemniczona w nasze leczenie, aby nigdy nie zakłóciła mojemu dziecku tego
      poczucia jakimiś technicznymi sprawami, typu strzykawka itp.
    • fabiankaa Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 13:24
      A moi najblizsi wiedza. Dlatego, ze przez 4 lata czekalismy na
      dziecko, wiec powiedzielismy i rodzicom i tesciom i rodzenstwu, ze
      sie staramy. Potem wiedzieli, ze mam laparoskopie, potem ze leżę w
      szpitalu z ciaza pozamaciczna, a potem ze jestem nareszcie w ciazy.
      I chociaz moi tescie i szwagierka sa dosc "kosciolowi" to jednak nic
      zlego nie powiedzieli o naszych staraniach i probach IUI. A wnusia
      jest najukochansza.
      I kazdemu zyczylabym takiej reakcji rodziny.. i znajomych.. bo
      kilkkoro znajomych tez wie.
      A czy powiem kiedys corce, ze jest z IUI? Nie wiem. Moze jak
      zapyta. Nie widze sensu mowienia jej specjalnie o tym. Czy rodzice,
      ktorzy "normalnie" poczynaja swoje dzieci mowia im, jak zostali
      poczeci?
      • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 13:32
        > Czy rodzice,
        > ktorzy "normalnie" poczynaja swoje dzieci mowia im, jak zostali
        > poczeci?

        Na ogół tak! W zależności od wieku dziecka i stopnia pruderyjności
        rodziców może być to różnie ujęte w słowa, ale jakoś tego seksu
        trzeba dotknąć. Gdybym Mrówie zaserwowała taka opowieść, to przecież
        bym kłamała...
        • jkl13 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:03
          Mam podobne przemyślenia jak fabianka, tzn. jaki jest sens
          informowania dziecka o technicznych szczegółach jego poczęcia. W
          przypadku adopcji (bo taka jest za mną droga do rodzicielstwa)
          sprawa jest oczywista - nie było ciąży, jest dziecko, poza tym
          dziecko ma prawo do poszukiwania swoich biologicznych korzeni.
          Ale w przypadku iui czy in vitro?? To już nie wystarczy powiedzieć
          dziecku, że rodzice bardzo się kochali, więc w brzuchu mamy pojawiła
          się mała istotka? Jak dla mnie mówienie o technikach zapłodnienia to
          tak, jakby opowiadać dziecku, w jakiej pozycji i w którym dniu cyklu
          mama zaszła w ciążę... Moim zdaniem niepotrzebne zupełnie.

          A skoro rodzina wie i dziecko kiedyś zapyta się o szczegóły, to
          będzie to pewnie w wieku młodzieńczym lub nawet dorosły. A wtedy
          opowiesz wszystko ze wszystkimi szczegółami. Myślę, że z tego powodu
          dziecko nie będzie miało jakiejś traumy czy żalu do was.
          • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:07
            Nie chodzi o traumę ani żal, tylko o to, żeby traktować sprawę
            naturalnie i wychowywać pokolenie, dla którego to bedzie normalna
            rzecz. Dzieci w szkole rozmawiają o tym, czy są z wpadki czy
            planowane, to moje z dumą powie, że było zrobione z pomocą
            strzykawki... Chciałabym tak, choć mam przecież wątpliwości - stąd
            ten wątek.
          • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:10
            Mój brat wie, że wziął się stąd, że rodzice zaimprezowali po moich
            dziewiątych urodzinach. Ja wiem, że byłam wakacyjną wpadką. To już
            za dużo szczegółów Waszym zdaniem?
            • martucha90 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:32
              uccellino napisała:

              > Mój brat wie, że wziął się stąd, że rodzice zaimprezowali po moich
              > dziewiątych urodzinach. Ja wiem, że byłam wakacyjną wpadką. To już
              > za dużo szczegółów Waszym zdaniem?

              Pewnie że za dużo. Moim zdaniem, to nie jest sprawa dzieci.
              I nie chodzi bynajmniej o pruderię, ja tam nie jestem pruderyjna wink
              Ale nic dzieciom do intymnych spraw rodziców, kiedy się bzykali i w
              jakich okolicznościach.
            • fabiankaa Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 17:06
              Nie, ale zapewne rodzice ci powiedzieli o tym, gdy bylas juz dorosla
              albo chociaz nastolatką, a nie kilkuletnim dzieckiem.
              Jesli moja córka kiedys zapyta o szczegoly poczecia, czy dlaczego
              dopiero ładnych kilka lat po slubie sie urodzila - to jej powiem.
              Ale gmatwanie dziecku w glowie strzykawkami - to moim zdaniem za
              duzo. I raczej dziecko nie bedzie dumne,ze powstalo ze strzykawki...
            • jkl13 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 08:23
              To jest właśnie taka ilość informacji, którą przekazałabym swojemu
              dziecku. Gdybyś chciała przekazać taką samą dozę informacji jak
              twoja mama tobie, to powiedziałabyś swojemu dziecku, że długo się o
              nie staraliście, leczyliście i dzięki temu jest na świecie -
              upragnione i długo wyczekiwane.

              Ale zobacz, że ty chcesz pójść krok dalej. Przecież nie wiesz, w
              którym dniu cyklu twoja mama zaszła w ciążę, w jakiej pozycji i ile
              razy kochali się z tatą tego dnia. To są szczegóły "techniczne",
              których zaoszczędzili wam rodzice. A ty chcesz się podzielić nimi ze
              swoim dzieckiem. To, że zapłodnienie było "ze strzykawki" jest
              dodatkowym szczegółem technicznym, moim zdaniem zupełnie
              niepotrzebnym...

              Ja sama czułabym sie o wiele lepiej, gdybym wiedziała, że rodzice
              długo na mnie czekali, leczyli się, abym mogła być na świecie. Fakt,
              że jestem "ze strzykawki" jakoś te starania deprecjonuje. Dziecko
              chyba wolałoby być wyczekiwane, niż ze strzykawki. Tak mi się
              przynajmniej wydaje.
        • fabiankaa Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 17:03
          uccellino napisała:


          > Na ogół tak! W zależności od wieku dziecka i stopnia pruderyjności
          > rodziców może być to różnie ujęte w słowa, ale jakoś tego seksu
          > trzeba dotknąć. Gdybym Mrówie zaserwowała taka opowieść, to
          przecież
          > bym kłamała...

          Wiesz, moim zdaniem dla dziecka wystarczajaco trudno jest sam
          problem seksu, poczecia.. no bo to wcale nielatwo pojąc, ze jakis
          plemnik i jajeczko, ze mama z tata sie kochają, ze brzuszek, ze
          ciaza itp. ... a do tego tlumaczyc nagle dziecku, ze "nie bylo
          owulacji, tata mial za slabe plemniki, miala wrogi sluz, niedrozne
          jajowody" czy cos w tym rodzaju - PO CO? Mam wrazenie, ze masz
          jakies dziwne poczucie wstydu? żalu?
          Czy rodzice, ktorzy poczynają dziecko po pijaku, w krzakach obok
          dyskoteki tez opowiadają to pozniej? niekoniecznie...
          Dzieko powinno wiedziec i czuc, ze jest kochane. Mysle, ze niewazne,
          w jaki sposob sie poczeło.
    • dottie001 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:28
      uccellino, dzięciątku nie ma potrzeby mówić, no chyba że będzie
      dorosłe i będzie to służyło jakieś sprawie. Takie jest moje zdanie.
      Ja jestem dzieckiem przypadku, o którym mama nie wiedziała aż do 4 m-
      ca, i śmiejemy się z tego, bo moja mama dodaje zawsze, że dziękuję
      Bogu za ten przypadek smile) Nigdy mi nie było smutno z tego powodu.
      Rozumiem, że rodzice mieli już uporządkowane życie - mój brat miał
      już 7 lat (wcześniej jeszcze mama urodziła siostrę, ale zmarła) i to
      było na tyle, a tu nagle klopsik smile dzidzia w drodze smileDo tego jak
      na tamte czasy, to urodziłam się bardzo późno......... jak Mama
      miała równo 30 lat. Czasy się zmieniły smile))

      U mnie wszyscy wiedzą, że chcemy, ale są trudności, więdzą jaki jest
      wyrok IVM, i to zaoszczędza mi bolących, a często nieświadomocyh
      tekstów z ich strony.... Jak byłam ostatnio z Tatą na grobie Babci,
      i mówię do Taty, że mi smutno, bo mojego grobu nie będzie miał kto
      odwiedzać i w ogóle.... Tata powiedział mi coś mądrego, że mam troje
      dzieci chrzestnych o które bardzo dbam, o ktorych pamiętam z którymi
      jestem blisko... One zawsze będą moimi dziećmi. Wzruszyłam się.

      Ze strony osób tzw. postronnych na pytania o bejbi, odpowiadam, że
      się staramy, a jak się uda to NA PEWNO SIĘ DOWIEDZĄ, i to zazwyczaj
      ucina dyskusje. Osoba, która aby zajść w ciąże odstawia antyki, a
      potem bach w pierwszym cyklu jest zaciążona, raczej tego nie
      zrozumie, bo i dlaczego miałaby zrozumieć???? dla niej to było
      proste. A raczej w moim otoczeniu nie ma więcej takich z problemami.

      Kochana, to JEST WASZE DZIECKO z krwi i kości smile i nic, nikomu do
      tego w jakich okolicznościach się ono poczęło smile

      • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 14:39
        No to ja jeszcze muszę dobrze o tym pomyśleć...

        Nie umiem tego jakoś uzasadnić, ale o ile inni dla mnie nie muszą
        wiedzieć (tzn. powiedzenie raczej zaspokaja jakąś moją potrzebę, ale
        nie uważam, że mam taki moralny obowiązek), to dziecko naprawde
        powinno. Kurczę, nasza niepłodność, która przecież na zawsze
        pozostawi ślad na nas i naszym związku, jest jego historią!

        Czy bedzie to służyło sprawie? Tak sprawie tego, żeby w Polsce
        otwarcie mówić o niepłodności. Tak jak nie będę córce mówić, że
        kiedyś wyjdzie za mąż i będzie miała dzieci, bo może będzie singlem
        lub lesbijką i po co wtłaczać w mainstreamowe wzorce, tak nie
        chciałabym tworzyć poczucia, że wszystkie dzieci powstają z seksu...
        Zero ściemy i programowania uprzedzeń - takie mam podejście...

        Chciałabym, żeby się wypowiedziała Batutka - to taka mądra głowa smile)
        • dottie001 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 15:51
          uceeeeeeelllinko, jeszcze słówko dodam, bo chyba nie wyjaśniłam tego
          wcześniej.. uważam, że naprawdę nie ma się co wstydzić.. dziecko na
          pewno chętnie w pewnym wieku będzie chciało wiedzieć... to takie
          rodzinne historie czasemsmile NIE MA SIĘ CZEGO WSTYDZIĆ ŻE Z IUI CZY
          IV smile To DZIĘKI IUI CZY IV JEST NA ŚWIECIE smile
        • fabiankaa Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 17:13
          uccellino napisała:

          > Nie umiem tego jakoś uzasadnić, ale o ile inni dla mnie nie muszą
          > wiedzieć (tzn. powiedzenie raczej zaspokaja jakąś moją potrzebę,
          ale
          > nie uważam, że mam taki moralny obowiązek), to dziecko naprawde
          > powinno. Kurczę, nasza niepłodność, która przecież na zawsze
          > pozostawi ślad na nas i naszym związku, jest jego historią!

          Ale zrozum, ze to WASZA nieplodnosc! A nie dziecka. Owszem, jest ono
          czescia jego historii, ale po co jakos to rozpamietywac czy
          gloryfikowac.
          Mam wrazenie ucellino, ze jakos za bardzo drazysz pewne tematy.

          > Czy bedzie to służyło sprawie? Tak sprawie tego, żeby w Polsce
          > otwarcie mówić o niepłodności. Tak jak nie będę córce mówić, że
          > kiedyś wyjdzie za mąż i będzie miała dzieci, bo może będzie
          singlem
          > lub lesbijką i po co wtłaczać w mainstreamowe wzorce, tak nie
          > chciałabym tworzyć poczucia, że wszystkie dzieci powstają z
          seksu...
          > Zero ściemy i programowania uprzedzeń - takie mam podejście...

          Jasne, ale dziecieca glowa to nie smietnik, gdzie mozna wsadzc
          wszstko, a dziecko sobie z tego wylowi to, co wazne. Pewne
          informacje nalezy mowic dziecku wtedy, gdy jest sobie w stanie
          poradzic z daną wiedza. Gdy pyta, gdy drąży. A nie gmatwac mu w
          glowie jakimis szczegolami, ktore (moim prywatnym zdaniem) sa
          kompletnie nieistotne dla dziecka i dla jego otoczenia.
          • zabcia35 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 12.08.08, 19:10
            uccellino, wiem, ze to pytanie kierujesz do kobiet, które
            doświadczyły tego co TY, ale mam nadzieje , ze ze wzgledu na ,,starą
            znajomosc" nie obrazisz się jeśli zabiorę głos w tej dyskusji.
            Kochana myśle sobie, że wystarczająco dużo przeszłaś, wystarczajaco
            dużo kosztowało Cię Twoje długie oczekiwanie na mrówkę. Zostaw dla
            siebie szczegóły. Ludzie są rózni.Po co im znać całą historię,
            zwłascza że nie była aż tak długoletnia jak czasem bywa. Tu na forum
            doskonale rozumiemy Twoje emocje, czujemy razem z Tobą czytając
            Twoje posty, wspomnienia.
            Liczy się fakt- JEST MRÓWKA- i to jest najważniejsza informacja dla
            świata- UCELLINO jest mamą. Reszta nie ma znaczenia. Jeśli chcesz
            użalania sie nad Tobą prosze bardzo tutaj do woli możesz się
            poużalać a my Cie utulimy ile tylko bedziesz potrzebowała.
            Takie jest moje zdanie.
            • morena_a Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 08:58
              Witaj Uccelino, trochę niezręcznie sie czuje wyrażając swoje adanie
              na tak osobiste tematy, zwracając się do osoby, której nie znam smile
              Muszę się jednak odezwać. Tak jak większość dziewczyn, uważam, że
              szczegóły dotyczące okoliczności poczęcia dziecka nie są mu do
              niczego potrzebne... Oczywiscie jeśli sądzisz inaczej - opowiesz
              Mrówce Waszą historię, ale ... nie obraź się - nie sądzę żeby
              zrobiła ona na niej jakieś niesamowite wrażenie. jeśli jesteście
              otwarci, tolerancyjni itd., wasze dziecko też takie bedzie i fakt,
              że zostało poczęte przez IUI nie bedzie dla niego niczym niezwykłym.
              Dlatego nie zaprzątaj sobie tym głowy dzisiaj. Masz przed soba
              jeszcze jakieś 10 lat smile I wiesz co ci powiem? Oczywiscie nie
              umniejszam waszych "zasług" w długiej drodze do posiadania malucha,
              ale myslę, że za jakiś te 18 miesiący starań będzie dla Was juz
              zupełnie innym wspomnieniem niż dzisiaj a najważniejsze będzie to,
              że jesteście szczęśliwą rodziną smile
            • kolebeczka a ja mowie 13.08.08, 09:32
              A ja akurat mowie. Bo czy przemilcze ow temat czy nie i tak sa
              podejrzenia i usmieszki itp.
              Prawde mowiac nie czekam na zrozumienie ze strony tesciowej czy
              sasiadki, ktorych macierzynstwo bylo tak oczywiste jak oddychanie.
              Raczej informuje o naszych staraniach- bez cienia wstydu czy tzw.
              niesmialosci. Wie o tym rowniez moj szef- dlatego daje mi moc
              swobody w gospodarowaniu czasem- na badania, zabiegi.
              Dla mnie to jest choroba i od tego wychodze.
              Choroby sie nie wstydzi a leczy.
              Jesli zajde w ciaze przy pomocy medycyny to powiem o tym dziecku,
              kiedy bedzie pytac o szczegoly.
              Poniewaz JA sie tego nie wstydze,
              poniewaz JA chce, aby moje dziecko patrzylo otwarcie na ten problem,
              ktory do chwili, gdy moj dzidzius bedzie o to pytal, urosnie do
              jeszcze wiekszych globalnych rozmiarow.
              Powiem mojemu dziecku tez, ze sa ludzie, ktorzy potepiaja leczenie
              nieplodnosci. Ale potepiaja rowniez inne narodowosci, religie,
              uklady rodzinne, orientacje seksualne, sposob ubierania sie.
              Powiem mu, ze to, co nie jest udzialem wiekszosci jest przez czesc
              spoleczenstwa uwazane za nienormalne. I ze nie jest to powod do
              chluby.
              "Pogadanke" z dzieckiem o in vitro polacze z tematem -tolerancja-
              Zeby od malego uczulac dziecko na kwestie: "co to znaczy w ogole, ze
              cos jest normalne?".
              Dlaczego w pierwszym lepszym sklepie slychac "baby" opowiadajace
              sobie bez oporow o swoich chorobach i o lekarzach i o lekach?
              Dlaczego my musimy schodzic do podziemia z nieplodnoscia?
              Mowmy o tym- to sa prawa marketingu- im wiecej sie ludzi oslucha z
              tematem, tym mniej bedzie potepienia, tym bardziej bedzie ow temat
              normalny. Potepienie jest dzieckiem niewiedzy. To my musimy mowic,
              nikt za nas nie przebije muru niecheci, zwlaszcza ten, ktorego to
              nie dotyczy.
              Jesli same bedziemy silne i przekonane do tego rozwiazania
              nieplodnosci, to inni tez sie przekonaja. A jesli nie?
              W koncu nie chcemy miec dzieci na pokaz albo bo inni maja.
              Pokonajmy najpierw opory w sobie. Wstyd nie jest cnota.
              Moze mozna sie wstydzic bzykania w krzakach po bibce, z ktorego
              trafil sie przypadkiem dzieciak. Ja sie nie wstydze, ze sie wiele
              lat staramy swiadomie, ze sie leczymy, operujemy, ze oszczedzamy na
              zabiegi, ze terapia wymaga przebudowania rytmu dnia, zycia. To jest
              droga wyrzeczen i oczekiwania bez gwarancji powodzenia- w oczach co
              niektorych bedzie miala zawsze mniejsza wartosc niz owo podchmielone
              bzykanie w krzakach. Ale to mi akurat wisi. Ja sie nie wstydze art.
              • mytest Re: a ja mowie 13.08.08, 10:09
                Niepłodność jest dużym problemem dla pary, wszystkie stosowane techniki leczenia
                są dosyc obciążające emocjonalnie. Uważam że nie ma potrzeby ogłaszania wszem i
                wobec jak się poczęło dziecko, tak naprawdę to nikogo to nie obchodzi poza
                oczywiście wścibskimi ludzmi. To jest wasz/nasz problem i tylko wy i najbliźsi
                wiedzą i tylko dla was jest on duży i wymaga/wymagał całego mnóstwa zabiegów i
                działań. Pewnie naturalna jest chęć podzielenia się z ludzmi swoimi przejściami
                (tak jak opowiadamy o chorobach itp). Ale uważam że jest to zbyt intymna sprawa
                aby opowiadać dalszym znajomym i sąsiadkom z osiedla smile Część ludzi wogle nie
                rozumie pojęcia in vitro, np spotkałam się z kobietą która myślała że to z obcym
                mężczyzną ma się dziecko... To w nas leży potrzeba podzienia się "problemem",
                ale przecież nie o wszytkim się ludziom mówi i nie mam tu na myśli ze to jakiś
                wstyd. W końcu co za różnica ? Oczywiście przyjacielom rodziny którzy nas
                wspierają i najbliższej rodzinie mozna powiedzieć, ale jak piszą poprzedniczki
                reakcje sa rózne
                Co do dziecka to wydaje mi się że można powiedzieć jak będzie dorosłe i będzie
                zakładać rodzinę a nie w wieku 10 lat informować że jest z "probówki" może to
                źle zrozumieć i czuć się jakieś gorsze czy sztuczne
                • uccellino Re: a ja mowie 13.08.08, 11:50
                  > może to
                  > źle zrozumieć i czuć się jakieś gorsze czy sztuczne

                  Ja to bym sie poczuła "lepsza" i dumna, ze mam taką niesamowitą
                  historię, na pewno bym się tym chwaliła (jakbym miała 10-12 lat, nie
                  teraz smile)) - ale rozumiem, że Mrówa nie musi być taka.

                  Będę musiała się przyjrzeć, jak sobie radzi z innością, bo jedną
                  inność, taką nie do ukrycia, ma juz zapewnioną - rośnie w
                  ateistycznej rodzinie...
                • aurita Re: a ja mowie 13.08.08, 21:48
                  > aby opowiadać dalszym znajomym i sąsiadkom z osiedla smile Część ludzi wogle nie
                  > rozumie pojęcia in vitro, np spotkałam się z kobietą która myślała że to z obcy
                  > m
                  > mężczyzną ma się dziecko...

                  dlatego o tym trzeba mowic jak najwiecej i ogolnie o nieplodnosci: nadal
                  pokutuje przekonanie ze nieplodne jestesmy przez antykoncepcje...
              • martucha90 Do Kolebeczki 13.08.08, 10:28
                Rozumiem, Twoje emocje, to, co przeszłaś, rozumiem, o co Ci chodzi.
                Wydaje mi się jednak, że idziesz o krok za daleko. Wyczuwam w Twoim
                poście pewnego rodzaju szantaż: "mów o swojej niepłodności, bo
                posądzę cię o wstyd, o którym myślę jak najgorzej".

                Ja się nie wstydzę, bo nie zrobiłam nic złego. Ale nie zamierzam
                mówić, bo to moja intymna sprawa. A to różnica.

                Przede wszystkim, nie jest to sprawa typu "chodź, córciu, musimy
                porozmawiać, wiesz, jak chcieliśmy cię mieć, to się okazało, że
                plemniki twojego taty..." M u s i m y ??? W żadnym razie nie musimy!
                Tak uważam. Do niczego nie będzie jej to potrzebne, a już na pewno
                nie do tolerancyjnego spojrzenia na kwestie art.

                Spojrzenie na kontrowersyjne (niestety ciągle jeszcze) kwestie
                będziemy kształtować w dzieciach przez całe życie. Dotyczy to nie
                tylko IUI czy IV, ale mniejszości seksualnych, odmienności wyglądu,
                religii itp. Chcę, by moje dzieci miałe światłe poglądy i były
                tolerancyjne, bo tak jest właściwie, a nie dlatego że ich samych to
                dotyczy. Mnie nie dotyczy, a mam światłe poglądy wink
    • matylda_milena Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 10:00
      Witajcie,

      wiesz Uccellino z tym nie mówieniem dzieciom, że np. będą miały
      dzieci i pobiorą sobie męża/żonę to różnie bywa. Moja córka w wieku
      4 lat stała w oknie z lornetką przy oczach i patrzyła tęsknie na dom
      swojego przyszłego męża. Imię męża zmieniało się mniej więcej co 3
      dni i nie każdego miała na oku/lornetce smile Zapewniam Cię, że nigdy
      jej nie mówiłam, że wyjdzie za mąż i będzie miała dzieci. Po prostu
      dzieci patrzą na rodzinę, na otoczenie i same kombinują. Dla odmiany
      mój syn 12 lat był ostatnio ciężko zdziwiony, że można mieć dzieci
      bez ślubu (rozmawialiśmy o weselu znajomych, na którym było ich
      dziecko). Mamy różnych znajomych i długo tłumaczyłam moim dzieciom,
      że odwiedzi nas ciocia i wujek ze swoimi dziećmi, ale niektóre z
      tych dzieci są cioci, a niektóre wujka i dlatego nie wszystkie mówią
      do cioci mamo, a do wujka tato. Uwierz mi, dzieciom jest to trudno
      zrozumieć, one mają za "małe główki" smile Jak im ostatnio tłumaczyłam
      co to meczet i pociągnęłam gadkę, że na świecie są różne religie i
      różne obrzędy z tym związane to 8-letnia córka miała taki mętlik w
      oczach, że szybko sobie odpuściłam. Za to ostatnio zapytała mnie
      dlaczego kobieta zakochuje się w tym, a nie innym facecie i skąd
      wie, że się zakochała. Ten przydługi wstęp napisałam po to, że zanim
      będziesz musiała/chciała opowiedzieć swojej córce historię jej
      poczęcia to przyjdzie Ci odpowiadać na naprawdę ważne pytania, np.
      mamusiu a jak to jest naprawdę na tym świecie ze świętym Mikołajem.
      Dzieci mają swoje poważne problemy, które czasami zwalają z nóg. O
      trzecie dziecko staraliśmy się 4 lata, udało się naturalnie, nie
      wiadomo kiedy i dlaczego, dobrze choć, że wiadomo jak smile, bo
      wcześniej za cholerę udać się nie chciało, choć niby wszystko było w
      porządku a efektów było brak. I mamy teraz 8-miesięcznego uparciucha
      (to była moja pierwsza ciąża, nie jestem biologiczną matką starszych
      dzieci) i jak przypomnę sobie te nerwy, stres, napady bezgranicznego
      żalu, niekończące się badania, usg i wizyty u lekarzy to mam
      wrażenie, że to było bardzo dawno temu i że owszem to ja to wszystko
      robiłam, ale jakoś mocno zatarło mi się to w pamięci. Uwierz mi, jak
      Mrówa przyjdzie na świat to będziesz miała głowę tak zaprzątniętą
      innymi sprawami, że fakt czy Ona ze strzykawki przestanie być dla
      Ciebie priorytetem. A jak Mrówa będzie już duża (spróbuj sobie to
      wyobrazić - fajne ćwiczenie, ja patrzę na swoją i nie jestem w
      stanie wyobrazić sobie jej jak będzie miała 3 lata, a co dopiero 20)
      to pewnie nadarzy się Wam okazja do pogadania o tym i jeśli uznasz
      za stosowne to jej o tym opowiesz, ale zapewniam Cię, że w
      międzyczasie dużo jeszcze się wydarzy w Waszym życiu i nie wiem czy
      wtedy będzie to istotne. Co do mówienia obcym osobom to jest różnie,
      ja raczej jestem powściągliwa w mówieniu o sobie, a tym bardziej
      swoich intymnych sprawach. Są osoby, którym pewnie nie wahałabym się
      powiedzieć, gdybym miała taką potrzebę. Ale na pewno nie mówiłabym
      wszystkim: jestem w ciąży, dziecko ze strzykawaki. Niepłodoność to
      ogromy i coraz bardziej powszechny problem, ale większość ludzi tego
      nie rozumie, bo to ich nie dotyka. Wiesz jak jest syty głodnego nie
      zrozumie. Gadanie o metodach zapłodnienia komuś, kto zachodzi w
      ciążę na gwizdek i rzadko kiedy ma pojęcie ile trwa owulacja, jest
      moim zdaniem bez sensu. Bardzo Ci gratuluję Mrówy, życzę Ci
      wspaniałej ciąży, porodu nic się nie bój (wiem, co mówię smile) i
      trzymaj się dzielnie.

      Pozdrawiam i przepraszam, że tak dłuuuuugo napisałam.
    • uccellino Dziękuję :-))) 13.08.08, 10:16
      Dziewczyny, wszystkim dziękuję za mądre komentarze. To dla mnie
      bardzo ważna dyskusja i od wczoraj, dzięki Wam, trochę zmieniłam
      podejście.

      To, co wczoraj wydawało mi się problemem czysto praktycznym (jak to
      zrobić, żeby mnie ani mojemu dziecku nikt nie zaserwował głupiego
      komentarza), dziś jest dla mnie kwestią filozoficzna i etyczną.

      Dla mnie jest to sprawa podmiotowości tego małego człowieka. Nie
      wyobrażam sobie, żeby mógł nie wiedzieć.

      Jednocześnie nie wyobrażam sobie, że to się odbedzie na
      zasadzie "poważnej rozmowy" po osiągnięciu pewnego wieku. To musi
      byc naturalne jak trawa i wiatr. Pierwszy raz, kiedy moje dziecko
      zapyta, skąd się biorą dzieci, usłyszy, że są trzy podstawowe
      możliwości. Większość dzieci bierze się stąd, że rodzice przytulają
      się w specjalny sposób i niektóre komórki od taty przechodzą do
      mamy. Niektórym ten sposób długo nie wychodzi, trochę chorują. Jeśli
      bardzo pragną dziecka, badają się, leczą i można pomóc tym komórkom
      w przejściu do mamy (to wersja iui, ivf musze jeszcze przemyśleć).

      Cdn, na razie musze zmykać... smile)
      • kolebeczka dokladnie tak, ucellino 13.08.08, 11:40
        bo jest roznica miedzy rozpowiadaniem a odpowiadaniem.
        Ja nie rozpowiadam wszem i wobec, ale gdy ktos mi znany mnie pyta
        lub zapyta mnie kiedys moje dziecko to mu mowie/powiem prawde, bo
        tej prawdy nie uwazam za nic zdroznego. To nie ma moim zdaniem
        zwiazku z intymnoscia, ze szczegolami sypialni czy zwiazku np.
        Przemilczanie lub wymyslanie opowiesci zastepczych dowodzi, ze my
        same nie akceptujemy naszej trudnej drogi, ze jej nie cenimy.
        Nie wiem doprawdy, w jakim wieku dzieci zaczynaja stawiac tak
        szczegolowe pytania. To moze byc przeciez temat na rozmowe, kiedy
        moje dziecko bedzie juz dorosle i kto wie- moze bedzie mialo ten sam
        problem, a moze ktos z jego znajomych, a moze po prostu o tym bedzie
        sie uczyc tez na biologii. Czy nie sadzicie, ze przez kamuflaz my
        same wartosciujemy dziecko z art jako gorsze?
      • uccellino Ciąg dalszy 13.08.08, 12:01
        Sorry za budowanie napięcia, musiałam odejśc od kompa.

        Zatem trzeci sposób to oczywiście ten, kiedy rodzice przyjmują do
        siebie dzieci, którymi ich pierwsi rodzice nie mogli sie z różnych
        powodów zajmować.
        Żeby mieć Ciebie, Mrówo, potrzebowaliśmy pomocy lekarza.

        Skoro ustaliłyśmy, że Mrówa będzie wiedzieć - po prostu, zwyczajnie,
        to pozostaje kwestia, kto jeszcze powinien / ma prawo wiedzieć.

        Jest dla mnie oczywiste, że już wiedzą lub będą wiedzieć przyjaciele
        czy najbliżsi współpracownicy. To są ludzie, których ja wybieram,
        wiem, co sobą reprezentują - jestem z nimi w żywym kontakcie z
        powodu tego, kim są. Z nimi rozmawiałam o niepłodności, wiedzieli o
        iui - nie będę epatować szczegółami, ale też nie będę ściemniać, że
        Mrówa została poczęta naturalnie. Nawet jakbym chciała, to jest już
        za późno, bo jestem i będę pytana, czy iui sie udała.

        Rodzina - większy kłopot, bo w rodzinie są mądrzy i niemądrzy i nic
        z tym nie zrobię. Po prostu bedziemy wybierać, kto jest dojrzały do
        takiej wiedzy. To pewna zmiana - bo do wczoraj myślałam, cytując
        pisarza, że "jak wszyscy to wszyscy, babcia też", czyli jak
        informujemy rodzinę, to całą, sprawiedliwie. Dziś daję sobie prawo
        selekcji. Myślę, że teściowie raczej się tu nie załapią. Po tym, co
        tu poczytałam o Waszych doświadczeniach... Niestety, umiem sobie ich
        wyobrazić w takiej akcji. Niby wykształceni, Mama jest nawet
        lekarzem, ale... problemem było, że moim świadkiem na ślubie jest
        mężatka, bo to pech przecież...
        • kolebeczka Re: Ciąg dalszy 13.08.08, 12:19
          uuups
          tzn. ja raczej powinnam miec szczescie, bo swiadkowa byla jeszcze
          panna, he he! no i znow wniosek, ze madrosc nie z ksiazek sie
          bierze.
          Moja Babcia, eks- rolniczka, 92 lata, dopytuje ciagle, "jak nam tam
          idzie z tym leczeniem?". Ona wprawdzie nie zrozumialyby moze juz
          szczegolow technicznych, ale tych jej tez oszczedzam. Dla niej jest
          wazne, ze my sie leczymy, ze sie staramy, ze probujemy wspolczesnych
          metod. Jest zagorzala katoliczka a propos.
        • jkl13 Re: Ciąg dalszy 13.08.08, 13:41
          Pamiętaj tylko, że to, że wy wybierzenie komu mówić w rodzinie o iui
          nie oznacza, że osoby uznane przez was za niegodne i tak się nie
          dowiedzą. Ciotka ciotce coś szepnie przy okazji, a wujek dowie sie
          od bratanka przy piwku big_grin
          Niestety, w rodzinie takich "sekretów" się nie utrzyma, więc raczej
          przygotuj sobie odpowiedź na zaczepki i głupawe docinki...
        • bulinkaj Re: A ja.... 13.08.08, 15:46
          A ja nie rozumiem Cię Uccellino.
          A czy Ciebie aż tak bardzo interesuje w jaki sposób doszło do
          poczęcia dziecka Twojej kuzynki, koleżanki z pracy, znajomych? (a
          jak było naturalnie, to też pytasz w jakiej pozycji?).

          Bo mogę zrozumieć sens mówienia swoim najbliższym (rodzicom,
          rodzeństwo, o ile wiesz, że zrozumieją).

          Poza tym, ciesz sie ciążą, a nie tym w jaki sposób doszło do
          poczęcia (bo czy to ważne???) Uważam również, że to co dla Ciebie
          teraz jest priorytetem przestanie nim być gdy dziecko pojawi się już
          na świecie, a "problem" poczęcia będzie naprawdę najmniej istotny. A
          jeśli dziecko w przyszłości (jak będzie dorosłe) zapyta, to
          opowiadaja, ale nie rób z tego tak wielkiej sensacji.

          Przepraszam, że tak napisałam, ale czytam ten wątek od wczoraj i nie
          mogę pojąć o co właściwie tyle hałasu?! Rozumiem, ze przeszłaś długą
          drogę i możesz być teraz dumna (i bądź!!!), ale nie rozumiem po co
          teraz takie rozważania...
          • uccellino Re: A ja.... 13.08.08, 16:00
            > po co
            > teraz takie rozważania...

            Bo to teraz muszę zdecydować, co komu powiem...
            • bulinkaj Re: A ja.... 13.08.08, 17:26
              Po prostu powiesz, że jesteś w ciąży.
              A jak ci, co wiedzieli o problemach spytają, to powiesz (ale tym,
              którym możesz zaufać), a pozostałym, że po prostu się udało.

              Uccellino, głowa do góry!
    • matylda_milena Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 14:10
      Dziewczyny, czemu myślicie, że poczęcie dziecka przez IUI może być
      przedmiotem głupich żartów czy docinków? Mnie się wydaje, że nawet
      jeśli taki "sekret" nie uchowa się w rodzinie to wujek czy ciotka
      Matylda nie powinni sobie stroić z tego żartów, bo ich wiedza na ten
      temat może być mocno ograniczona, no a jak ktoś nie ma wiedzy to
      raczej odzywać się nie powinien. Wiecie, zgodnie z zasadą, że lepiej
      milczeć i uchodzić za głupca niż odezwać się i rozwiać wszelkie
      wątpliwości. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby metody bądź
      szczegóły poczęcia były dyskutowane z rodziną np. przy świątecznym
      obiedzie. Tak przyszło mi do głowy, że na głupie zaczepki można
      odpowiedzieć, że naturalne poczęcie to też swego rodzaju zastrzyk,
      tylko strzykawka trochę inna.

      Pozdrowienia
      • kolebeczka Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 14:34
        Swietne to z ta strzykawka, tylko ze poczucie humoru to towar
        najbardziej deficytowy. A ci godni czy niegodni naszych wynurzen
        zostali tak a nie inaczej sklasyfikowani, bo juz ma sie z nimi
        pierwsze doswiadczenia w tym temacie. Moja tesciowa, matka trojki
        dzieci skadinad, na moja opowiesc o naszych zmaganiach
        powiedziala: "a moja corka to by mogla miec tyle dzieci, ile by
        tylko chciala". Tu juz chyba nawet humor nie pomoze i na przyszlosc
        wylaczam ja z tego tematu. Wole jednak, pomimo takich reakcji,
        przedstawic wlasnoustnie wersje wydarzen, anizeli dowiadywac sie z
        piatego rogu o tym, co ponoc. Im otwarciej i zdecydowanie to robie
        tym mniej glupich domyslow i raniacych komentarzy, zwlaszcza w
        rodzinie, gdzie zew krwi uderza do glow.
        • biedronka.online Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 14:45
          Podsumuje krotko O naszych staraniach wiedza tylko dwie zaufane
          osoby I dam sobie przyslowiowa reke uciac, ze nie powinny sie
          wygadac I nie jest to rodzina niestety Przykro mowic, ale musze
          zacisnac zeby i zmagac sie sama Nie ma mowy o rozpowiadaniu jak
          dziecko byloby za przeproszeniem zrobione A dziecko zanim bedzie w
          naszym wieku to moze juz ludzi beda nawet klonowac, albo wszystkie
          techniki wspomagajace beda tanie jak przyslowiowy barszcz i
          ogolnodostepne a to juz inna historia... A jedyna forma wygadania
          sie u mnie to poki co to forum Czyli Wy kochanie Dziewczyny smile Ale
          to tylko moje zdanie Uccellino Nie musisz go brac po uwagesmile
          • uccellino Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 14:55
            > Ale
            > to tylko moje zdanie Uccellino Nie musisz go brac po uwagesmile

            Ależ biorę! Bardzo mi wszystkie pomagacie.

            Jakoś nie umiem wyłączyć tej częsci siebie, która chce zbawiać
            świat wink) i myślę, że jak takie rodziny jak nasze, takie dzieci jak
            Mrówka nie będą o tym głośno mówić... to kto będzie?...
            • kolebeczka Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 15:12
              ano wlasnie

              Kto szedl w demonstracjach walczac o prawa wyborcze kobiet? Faceci?
              Kto walczyl o osmiogodznny dzien pracy? Wlasciciele fabryk?

              Jesli my w to same nie wierzymy- nikt nam nie uwierzy.
              Zapomnijcie o refundacji.
              • free-klaudia26 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 15:47
                Pozwólcie dziewczyny ,że się wtrące chociaż nie jestem w ciążysad
                Nie rozumiem dlaczego niektóre z was rozgraniczają pojęcie poczęcia
                na iui lub in vitro.Dla mnie osobiście najważniejsze jest to ,że
                wogóle do niego doszło czyli do poczęcia a jaką drogą to kogo to
                obchodzi.O moim problemie wie zaledwie kilka osób,nie chodze i nie
                opowiadam o tym wszystkim -dlaczego??bo ktoś kto nie jest
                wtajemniczony w ten problem nie ma zielonego pojęcia o tym co
                mówie.Kogoś kogo niepłodnośc nie dotknęła nie wie co to iui ,a ja
                nie mam ochoty tłumaczyć ,że lekarz strzykawką .....itd.Dla tych
                ludzi pewne pojęcia są nie zrozumiałe i ja to tez rozumiem bo jeśli
                nas nie dotyczy jakis problem to raczej się nim nie
                interesujemy.Także gdybym dowiedziała się,że jestem w ciąży to tylko
                nieliczni by wiedzieli jaką metodą ,nie zamierzam lecieć do kuzynki
                i jej mówić słuchaj zaszłam w ciąze dzięki iui a ona na to a co to
                jest???
                więc po co wydziwiać???to co ja przechodzę to całe
                leczenie ,stres,załamania i ciche nadzieje to zamierzam pozostawić
                sobie a nie dookoła opowiadać wszystkim.
                Jak tu jedna z was napisała ,że później mogłyby byc głupie docinki
                przy piwku- racja,po co mam wysłuchiwac,że np. może wy się nie
                umieliście kochać itd.
                • biedronka.online Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 15:52
                  Z tym piwkiem to najszybciej A moze ci pomoc (do M) a sasiad pyta to
                  kiedy sie rozmnazacie Niby nic takiego, ale denerwuje mnie to Juz
                  same pytania kiedy...
                  Moze zmienilabym zdanie po kilku latach staran Na razie sa niespelna
                  dwa...
                  • kolebeczka Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 19:08
                    Ale ale- o moim problemie wiedza rowniez nieliczni zainteresowani a
                    nie cale miasto, ale tym, ktorzy pytaja- a pytaja Ci, ktorzy sa mi
                    na tyle bliscy, ze nie ma miedzy nami dystansu- no wiec im nie
                    opowiadam bajek. Nie opowiadam rowniez jakie leki biore i jaki jest
                    caly proceder- to ich sprawa czy chca cos o tym gdzies doczytac.
                    Mowie, ze sie leczymy- ato kazdy przecietnie inteligentny czlowiek
                    pojmie, ze tu nie chodzi o picie ziolek. Widze ogromna roznice
                    miedzy mowieniem prawdy zainteresowanej osobie a bebnieniem po
                    ogrodkach piwnych czy rodzinnych zjazdach o naszej sprawie. Chodzilo
                    mi tylko o to, ze jesli ktos intersuje sie nasza obecna
                    nieplodnoscia- czy to dorosly czy moje ewentualne dziecko- to mowie
                    prawde. Poza tym- ja akceptuje nasza nieplodnosc w sensie "nie czuje
                    sie gorsza", mam scenariusz na w razie czego- w koncu nie musi sie
                    ten caly znoj zakonczyc sukcesem. Po 7 latach staran i kilometrach
                    glupich porad typu: nie pracuj tyle, jedz na wczasy, mam dosc
                    kiwania glupio glowa. Swiadomosc wsrod ludzi jest taka, ze wystarczy
                    sie wyluzowac albo poprosic pana Boga. To, ze jest moc schorzen i
                    powodow nieplodnosci nie wie zbyt wiele osob.
                    To nie jest wydziwianie mowic prawde- chyba ze sie myle...
                    • free-klaudia26 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 20:56
                      Ja ci powiem z tym mówieniem prawdy to też różnie bywa.Ja osobiście
                      to zależy komu jak chce to powiem co jest grane a jak nie chce to
                      nie mówie.A jeśli chodzi o dzieci to uważam,że mówienie im o takich
                      rzeczach to czysta głupota,tym bardziej że ich rozumy nie są w
                      satnie pojąć pewnych rzeczy.Przykład jaki mnie spotkał:moja
                      koleżanka ma syna w wieku 5lat nie wiem co ona mu naopowiadała o
                      mnie i o moim problemie(bo akurat ona o nim wie ,tyle co jej powiem)
                      ale kiedyś jej dziecko powiedziało do niej tak :mamo ja nie chce
                      pojechac do tej cioci bo ona nie ma dzieci i ja nie bedę miał co
                      robić,ona mi to powiedziała chociaz nie powinna wiesz jak ja się
                      poczułam jakby mi kto w morde strzelił za przeproszeniem.
                      Także mówienie takich rzeczy dzieciom to uważam za
                      nienormalne.Dzieci dużo gadają i wogóle i niech tak powie przy
                      kimś ......no napewno do śmiechu by mi nie było
                      • aurita Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 13.08.08, 21:30
                        Moja matka wiedziala "od zawsze", pomagala jak mogla.
                        Z moim ojcem rzadko sie widuje, raz zazadałam aby mnie zawiozl do kilniki...
                        klinika nieplodnosci glosil napis... nie podjal tematu, nie zapytal o nic.

                        Tesciowej usluzni sasiedzi przyniesli gazete...tesciowa pytala sie czy to NA
                        PEWNO moje dziecko ale to prosta kobieta (glupia baba jej nie nazwe bo moje
                        dziecko nosi jej geny). Wnusie kocha i to najwazniejsze

                        W pracy tez wiedza (no ale ja dziwna jestem ;>wink

                        Chyba obojetnosc ojca mnie najbardziej ubodla, no i "wyrafinowana aborcja"

                        • kolebeczka Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 14.08.08, 08:43
                          Free.Klaudia!
                          Moze ja bronie dzieci, ale z tego co wiem, to one raczej mowia to,
                          co i jak im mowia ich rodzice. Wiec to nie malutki rozum ich dzieci
                          a rodzicow wlasnie i to rodzicom trzeba sprawe w miare stopnia
                          pojecia prawdziwie przedstawic, a nie czekac ze ktos bez
                          doswiadczenie plecie na swoja reke baje. Czytalam na tym forum
                          drastyczna opowiesc szklanej pulapki: "rozgoryczona mamuśka szczeka
                          (za przeproszeniem), jaka to
                          nieszczęśliwa będzie po porodzie, bo ma ja odiwedzić jakaś ciotka
                          czy
                          koleżanka, która nie ma dzieci. "Pewnie będzie łapy pchać do mojego
                          dziecka, a co ona potrafi i wie o dzieciach, skoro sama ich nie ma?
                          Niech lepiej trzyma sie z łapami z daleka, bo jej misia wcisnę jak
                          będzie chciała mi dziecko dotknąć".

                          Dzieci nie operuja jeszcze tech. pojeciami, ale mozna je ominac i we
                          wlasciwy sposob, odpowiedni do wieku i rozwoju przekazac. I to tylko
                          wtedy, gdy dziecko samo chce wiedziec, a nie bo my chcemy wylac na
                          nie wiadro swoich zmartwien i przejsc.

                          Ja po prostu mysle, ze nie mamy co wymagac od innych zrozumienia,
                          gdy nie mowimy o czyms szczerze lub gdy wogole nie mowimy.

                          Czesto poruszam we watkach temat kosciola(nie mylmy z wiara). Ciagle
                          uwazam, ze ten nosnik informacji dla niektorych potepiajacych jest
                          alfa i omega.
                          Czy macie ksiezy w swoich parafiach, na tyle otwartych, ze mogliby
                          poruszyc taki temat na kazaniu? Ze odwazyliby sie stanac jednym
                          kazaniem przeciwko odgornym haslom typu wlasnie "wyrafinowana
                          aborcja" czy tez pomruk w lawkach? Moze zaproponujcie mu- moze
                          trzeba aktywniej podejsc do "wroga"? Ja nie chodze do kosciola, choc
                          wiara jest dla mnie motorem zycia. Po prostu w parafiach wokol mnie
                          nie ma reprezentanta ludzkiego podejscia, jedynie instytucjonalne.
                          Jaki jest Wasz stosunek do religii i czy ma on wplyw na to, ze
                          boicie sie mowic prawde, byc wykluczona ze spolecznosci?
                          • free-klaudia26 Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 14.08.08, 09:31
                            Do kolebeczki
                            Ok.zgadzam się ale ja nie będę leciała do koleżanki i jej mówiła
                            słuchaj tylko ty dziecku powiedz tak czy siak albo nie mów wcale,bo
                            ja myslałam,że ona jest na tyle dorosła ,że będzie wiedziała co ma
                            powiedzieć.Zresztą zawsze mogłaby wybrnąc z tego inaczej tylko
                            wystarczy nieraz pomysleć a nie palnąc głupote że aż mnie się
                            przykro robi.Zresztą dajmy juz temu spokój każdy powie to co chce i
                            komu chce.

                            Ja po prostu mysle, ze nie mamy co wymagac od innych zrozumienia,
                            > gdy nie mowimy o czyms szczerze lub gdy wogole nie mowimy.

                            Tylko widzisz może mnie wystarczy,że jej powiem że mamy problem nie
                            muszę jej tłumaczyć że biore takie leki ,że miałam 6 iui,że miałam 2
                            HSG bo ona tego nie zrozumie.Wie o tym problemie tylko dlatego,że
                            jej mąż wiecznie się dopytywał kiedy będziemy mieć dziecko żeby ich
                            synek mógł się z nim bawić.To,że jej wszystkiego nie mówie to nie
                            oznacza,że mam teraz za swoje.

                            A jeśli chodzi o kościół to generalnie nie chodzę od czasu do czasu
                            i nawet zdarzy mi się nieraz isc do spowiedzi i wiesz co kiedyś
                            usłyszałam:ksiądz zapytał się mnie czy mam dzieci więc ja mu na
                            to,że nie a dlaczego bo mamy problem ,to się zapytał czy się
                            badaliśmy i stwierdził jeszcze że mam czas do 60 roku życia,więc ja
                            mu na to no raczej nie!bo to będzie juz musztarda po obiedzie a na
                            koniec dodał najlepsze,że w Starym Testamencie było napisane,że
                            kobiety miały nawet po 80 lat i rodziły.
                            No to mnie pocieszył mam jeszcze spoooooro czasuwink
                            • kolebeczka Re: Dziewczyny w ciąży po art - co mówicie rodzin 14.08.08, 14:22
                              To ja Ci opowiem cos innego.
                              (Zaczyna sie i konczy jak...bajka, he he.)

                              Jakies 25 lat temu wracalam z moja Babcia z jarmarku do wsi.
                              Zatrzymalismy sie przy ogrodku pewnych ludzi- Babcia zaczela
                              pogawedke z ta pania. No nic, nudzilam sie, wiercilam sie. Za jakies
                              15 minut poszlysmy dalej, a Babcia do mnie: "Wiesz- ta mila pani i
                              jej maz nie moga miec dzieci. Leczyli sie, ale nic nie pomoglo".
                              Ja mialam wtedy jakies 8 lat. Bardzo mnie to zaciekawilo- w koncu to
                              byla jedyna para w calej wsi, a moze i sposrod wszystkich znanych mi
                              wtedy osob, ktore nie mialy czegos tak oczywistego jak dzieci.
                              Przez moja dziecinna ciekawosc zaczelam tych ludzi dokladniej
                              obserwowac. Zauwazylam moim dziecinnym postrzeganiem, iz roznia sie
                              oni tez i tym, ze:
                              -maja w porownaniu do innych mieszkancow wsi bardzo zadbany ogrod i
                              dom
                              -na niedzielna msze sw. ida zawsze pod reke, czego nikt z
                              pozostalych mieszkancow nie robil, bo zazwyczaj"baby" i "chlopy"
                              szly na odrebne msze, albo jedno za drugim.
                              Kiedy zaczelam dorastac dowiadywalam sie, ze tych ludzi sie bardzo
                              ceni, bo sa mili, porzadni i siebie szanuja. Nigdy nie slyszalam,
                              zeby ktos sie z nich smial. Kiedy bylam przed matura Babcia
                              powiedziala do mnie: "A wiesz- maz tej pani, bo to on nie moze, no
                              wiec on nawet jej zaproponowal, zeby pojechala gdzie do sanatorium
                              czy wczasy i zrobila to dziecko. On nie ma nic przeciw. Tylko, ze
                              ona nie chce tak."
                              Jeszcze wtedy nie wiadomo bylo o IVF czy ICSI z nasieniem dawcy, a
                              juz byly takie rozwiazania, moglabym dzis pomyslec! Ludzie w malych
                              miejscowosciach wiedza o sobie takie szczegoly. I niekoniecznie
                              musza robic z tego prymitywny show.

                              Druga historia- kiedy w wieku lat 12-u zaczelam uczyc sie na kursach
                              jezykow obcych i tam poznalam pewna niezwykle mila dziewczyne-
                              opowiedzialam o niej Mamie. A ona mi na to- "A to przypadek, ze sie
                              poznalyscie, bo wiesz ja znam jej mame- i wiem, ze ona i jej maz
                              starali sie o Monike 10 lat. Jej Mama byla tak silna osoba, ze
                              przetrwala nawet cala ciaze w szpitalu. Ja bym chyba tak nie umiala".

                              Takimi slowami mowiono do mnie i moze dlatego nie umiem sobie
                              wyobrazic, dlaczego mialabym to robic inaczej wobec innych czy
                              potencjalnych dzieci. Troski innych ludzi zawsze towarzyszyly mojemu
                              wychowaniu. Zamiast telewizora i kolejnych zabawek duzo sie u nas w
                              domu mowilo i nie klamalo- info dozowano w zaleznosci od wieku, ale
                              bez wielkiej przesady. O
                              pewnych intymnych szczegolach dowiedzialam sie zaledwie przed rokiem.
                              Nie bylo mi z nimi latwo, ale ciesze sie, ze o nich wiem, bo to
                              zmienilo moj poglad na wiele spraw, uzasadnilo wiele krokow moich
                              bliskich, ktorych postepowania dotad nie rozumialam.

                              Wszystko zalezy od tego, jak suwerennie przekazujemy nasza odpowiedz
                              na pytanie, jakich dobieramy slow ("ta mila pani", "jej mama byla
                              tak silna"), jak prezentujemy sie sami jako para, jaki jest wydzwiek
                              spoleczny nas dwojga. Mieszkam akurat na ulicy, gdzie oprocz nas 3
                              malzenstwa nie maja dzieci- kazde z innego powodu. Jestesmy
                              sasiadami i przekazujemy sobie takie informacje na pewnym poziomie
                              uszczegolowienia. Blizsze osoby wiedza wiecej- w miare tego, na ile
                              ich ten temat interesuje.

                              A tak wogole- to Biblia pelna jest niezwyklych przykladow nam
                              bliskich przeciez.
                              Rodzina z Nazaretu- Ona zaszla w ciaze nie w "normalny" sposob,
                              On jest pierwszym chyba opublikowanym przykladem ojca adopcyjnego.
                              Sw.Elzbieta tez byla w wieku podeszlym. Niewazne, czy wtedy
                              stosowano inne jednostki pomiaru czasu. Liczy sie to, ze w
                              pojmowaniu piszacego te zdarzeniach nie byly historiami powszednimi.
                              Nie wiem wiec, dlaczego kosciol tak negatywnie ustosunkowuje sie do
                              art, skoro moglby korzystac z tak budujacych przykladow.

                              Wiem jednak, ze warto byc szczerym- jeszcze nigdy tego nie zalowalam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka