Dodaj do ulubionych

LUZ, a blokada psychiki

IP: *.tele2.pl 14.10.03, 11:35
Dziewczyny jak tu się można wyluzowac. Od dwoch lat się staramy z mezem i
nic, nieudane iui i zero wiary. Nie wiem co robic ale wyluzowac się nie
potrafie, przeciez naokoło albo kolezanki z brzuchami albo z woazkami, to
jest bardzo wkurzajace. Może powinnam brac jakies tabletki na uspokojenie czy
co? Niech odezwa się dziewczyny które po wyluzowaniu zaszły w ciaze. Może one
jakies dobre rady dadza jak to zrobic, jak się uspokoic!!! Proszę o
pomoc!!!!!! Bo wydaje mi się ze się zablokowałam psychicznie !!!!!!

Obserwuj wątek
    • femalespirit Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 11:49
      Duzo sie pisze o koniecznosci wyluzowania i psychicznych blokadach z zajsciem w
      ciaze. Jestem psychologiem z zawodu, wiec sie zainteresowalam, czy to prawda.
      Mimo staran nie znalazlam zadnych przyzwoitych badan, ktore by jasno
      udowodnily, ze przyczyna nieplodnosci moze lezec w psychice. Zanotowano
      przypadki (przypadki, nie grupy) kobiet, ktore porzucily leczenie, zapomnialy o
      sprawie i zaszly w ciaze. Nie wiadomo jednak tak naprawde dlaczego - moze byly
      zle leczone farmakologicznie? Niestety, w Polsce bardzo czesto lekarze nie
      potrafiac zdiagnozowac przyczyny problemow mowia pacjentce, ze problem jest z
      psychika. Ja na podstawie mojego doswiadczenia zawodowego mysle, ze poza
      przypadkami zycia w skrajnym stresie (wojna, ubostwo, glod, smierc kogos
      bliskiego) niewiele jest sytuacji, ktore naprawde moga zablokowac dzialanie
      organizmu, przynajmniej w kwestii plodnosci, czesciej psychosomatyczne problemy
      dotycza serca czy ukladu pokarmowego (i sa na to dowody z badan, na dzialanie
      na plodnosc nie ma). A mowienie pacjentce, ze jej problem w psychice to
      przekladanie na nia odpowiedzialnosci za proces leczenia i wpedzanie ja w
      poczucie winy - bo wiekszosc z nas slabo panuje nad stresem i nie jest w stanie
      sila woli go opanowac. Tak naprawde przestac sie przejmowac mozemy rzeczami,
      ktore nie sa dla nas istotne. A trudno by uznac posiadanie dziecka za taka
      rzecz. Mysle, ze nie warto sie tym przejmowac, a raczej oczekiwac od lekarzy
      wszelkiej mozliwej diagnostyki. Na pewne rzeczy mamy wplyw, na inne nie lub
      znikomy i nie ma sensu sie nimi zamartwiac wobec braku mozliwosci dzialania.
      • Gość: AGA Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.tele2.pl 14.10.03, 11:59
        Dziekuje za szybka odpowiedz, od osoby kompetentnej, W dzisiejszych czasach
        kazdy liczy sie z kasa, a lekarze stale naciagaja na liczne badania, robiłam
        iui i nie udało sie i co dalej probowac nie wiedomo ile razy a ile stresu,
        czasu i kasy to pochłania!!!!!
        • 1nova Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 12:10
          Latwo powiedziec - nie przejmowac sie rzeczami, na ktore nie mamy wplywu. Rada
          bardzo dobra (sama tak czasem mowie smile, rzecz w tym, ze trudna w praktyce do
          zrealizowania. Ja nie potrafie - zreszta, jeslibym uznala, ze nie mam na to
          wplywu, to leczenie tez mija sie z celem. Od glowy do jajnikow niedaleko -
          trudno przypuszczac, zeby stres nie mial zadnego znaczenia, ale pomijajac
          skrajnie histerycznie reakcje w pelni rozumiem niepokoje i leki kazdej
          dziewczyny z tego forum. Sama je przezywam i chocbym sobie 100 razy
          powtarzala "nie przejmuj sie", to nie pomoze i klopoty nie znikna. Choc
          oczywiscie optymizm (jesli ktos potrafi) na pewno nie zaszkodzi, jesli wrecz
          nie pomoze smile.
          • femalespirit Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 15:54
            1nova napisała:

            > Latwo powiedziec - nie przejmowac sie rzeczami, na ktore nie mamy wplywu.
            Rada
            > bardzo dobra (sama tak czasem mowie smile, rzecz w tym, ze trudna w praktyce do
            > zrealizowania.
            Nie to mialam na mysli. To normalne, ze sie denerwujesz, chodzi o bardzo wazna
            sprawe w zyciu kazdej kobiety, kto wie, czy nie najwazniejsza. Chodzilo mi o
            to, zeby sie pogodzic z tym wlasnie, ze jest stres, zdenerwowanie i nie
            obwiniac sie o to, ze sie blokuje psychicznie, nie potrafi opanowac stresu i
            nie winic sie za niemoznosc "wyluzowania sie". Na poparcie tej tezy napisalam
            tez i podtrzymuje to, ze nie ma zadnych naukowych dowodow na to, by stres
            naprawde blokowal plodnosc. Tylko tyle - rozgrzesz sie z tego, ze sie
            denerwujesz, to normalne, lecz sie dalej i nie daj sobie wmowic, ze to wina
            Twojej psychicznej blokady. Powodzenia smile
    • Gość: AGA Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.tele2.pl 14.10.03, 12:05
      Czeso mam depresje, DOŁA!! gdyz wszystkie kolezanki maja dzieci ( nawet trojke)
      a ja nie, no wiesz i tak mi głupio.Tak szczeze to mam z tego powodu wielki
      kompleks ze nie jestem jeszcze mama, czuje sie taka inna , jakby gorsza.
      Niedowartosciowana i niespełniona, czuje taka pustke, ale to dziwne uczucie !!,
      które czasem boli az kłuje w sercu. Nikt mnie niestety nie rozumie!!!!
      • Gość: Dotti Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 12:14
        Aga, ja Ciebie doskonale rozumiem, bo przeżywam to samo!!! Wszystkie dziewczyny
        z mojego otoczenia albo mają dzieci, albo się ich spodziewają.
        • Gość: aly.w Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.tarnow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.03, 19:44
          Zaznaczam, że piszę to z całym szacunkiem dla pani psycholog.
          W skrócie: 11lat starań. Wszelkie możliwe badania, po drodze było do
          wyprostowaniakilka rzeczy, które wyskakiwały jedna po drugiej ale wszystko
          dawało się też łatwo eliminować. Długo nie miałam więc diagnozy. Techniki
          wspomaganego rozrodu. Nic. Medycyna niekonwencjonalna. Nic. Ja po trzydziestce.
          Jeszcze nowe badanie. Wreszcie coś konkretnego - to było 3 lata
          temu.Przeciwciała antykardiolipinowe - 600% normy. Nagle prolaktyna ( jak
          wiadomo nieodłącznie związana ze stresem!) za wysoka i trudna do zbicia- kilka
          miesięcy Bromergonu. W końcu odpuszczamy. Szkoda czasu. Rok temu zapada decyzja
          o adopcji. Cały ten czas spotkania w ośrodku (było cudownie), w lipcu pozytywna
          opinia i czekamy tylko na telefon o maluszku. W międzyczasie najbardziej
          burzliwy rok zawodowy w moim życiu, ogromny remont domu, zajęłam się też
          bardziej innymi, niż sobą. I teraz posłuchajcie co robi mój organizm! Jak gdyby
          nigdy nic, spokojnie, fizlologicznie zachodzi sobie w ciążę. Przeciwciał na
          razie brak. Przyjęłam to wszystko niezwykle spokojnie. Więc proszę nie mówić
          pacjentkom, że nie istnieje coś takiego, jak blokada psychiczna. Za dużo
          przypadków z życia wziętych to udowodniło. Jestem w 11 tygodniu. O szczęściu
          nie będę pisała, bo i tak ta odpowiedź długa. Jedno tylko muszę zaznaczyć.
          Dowiadując się o kolejnych ciążach dookoła nigdy nie miałam złych uczuć. Zawsze
          cieszyłam się z tymi ludźmi i pierwsza jeździłam zobaczyć dziecko. Ciągle też
          myśląc o pozostałych znajomych, którzy nie mieli dzieci myślałam w duchu. Oni
          bardziej zasługują. Mnie poza dzieckiem udało się w życiu wszystko inne, więc
          coś tam musiało zaszwankować. Doczekałam się jak widać swojej kolejki ale nigdy
          nie robiłam z tego dramatu, bo wiedziałam, że zawsze jest jeszcze takie wyjście
          jak adpocja i to wyjście zależy już całkowicie od nas samych. Jestem pewna,że
          mój przypadek opierał się w ogromnej mierze na sprawach psychiki. Życie
          poradziło sobie z tym. Pozdrawiam. Aly
          • Gość: ania Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.03, 19:59
            wspaniały list!!! oby było takich więcej. postaram sie wiele nauczyć.
          • zibi62 Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 20:05
            zazdroszczę podejścia. Ja mam bardzo negatywne uczucia do moich koleżanek w
            ciąży, lub do ich dzieci. Prawdę mówiąc negatywnie działają na mnie dzieci małe
            tak mniej więcej do 3 lat. Potem czuję sie podle, że tak żle pomyślałam. Staram
            się nie utrzymywać z nimi kontaktu, bo spotkania zbyt mnie bolą. Trudno mi ztym
            żyć, bo krąg moich znajomych znacznie się zawęźił, straciłam kontakt z bardzo
            bliskimi mi osobami. Ale każde spotkanie to porównywanie ich dzieci do moich (
            poroniłam dwa razy, raz w 22 tyg).Widok ich szczęścia , miłośc to mnie boli
            najbardziej, ponieważ mi nie było to dane.Mam nadzieję, że może kiedyś i ja
            tego doświadczę. Uważam, że na to zasługuję tak samo jak one.ciężko mi z tym
            żyć.
            • Gość: Paola Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.daminet.pl 14.10.03, 20:51
              Jedni nazwą to blokadą, inni stresem...a ja mam wrażenie, że to tak naprawdę
              nie zależy do końca od nas. To Bóg ma w obez mnie pewne plany i muszę
              cierpliwie czekać. Tak leczę się ale jednak nie zapominam o modlitwie o
              dzicko...myślę, że to bardzo ważne.
          • femalespirit Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 20:57
            Ciesze sie Pani szczesciem smile. I z calym szacunkiem dla Pani przypadku - to
            jest pojedynczy przypadek, w ktorym zreszta nie wiadomo NA PEWNO, ze przyczyna
            byla blokada psychiczna. Starala sie Pani przez 11 lat - postep medycyny od
            poczatku Pani staran jest ogromny, a z tego co wiem na temat leczenia
            nieplodnosci, czesto bledy na samym poczatku leczenia powoduja klopoty, ktorych
            nie bylo wczesniej (np. stymulacja podawana kobiecie, ktora nie owuluje z
            powodu nadmiernej prolaktyny powoduje czesto torbiele, bo leczy sie skutek, nie
            przyczyne).

            > W międzyczasie najbardziej
            > burzliwy rok zawodowy w moim życiu, ogromny remont domu, zajęłam się też
            > bardziej innymi, niż sobą.
            Trudno zatem nazwac ten okres bezstresowym, skoro w Pani zyciu zaszly tak
            ogromne zmiany? A mimo to zaszla Pani w ciaze.

            > (...) Więc proszę nie mówić
            > pacjentkom, że nie istnieje coś takiego, jak blokada psychiczna.
            Ja nie napisalam, ze nie istnieje z cala pewnoscia, ale brak na to dowodow z
            badan. Nie mozna jednak jako pewnik podawac czegos, na co nie ma dowodow, bo to
            jest tylko hipoteza. Rownie dobrze mozna by zalozyc, ze na plodnosc wplywaja
            fazy ksiezyca albo kolor ubran. Z tego, czego mnie uczono, pojedyncze przypadki
            nie definiuja reguly, a takiej nie wykryto, naprawde duzo szukalam po
            bibliotekach naukowych i internecie. Poza kazuistycznymi opisami (pojedyncze
            przypadki) brak dowodow typu kohortowego.

            > (...) Jestem pewna,że
            > mój przypadek opierał się w ogromnej mierze na sprawach psychiki. Życie
            > poradziło sobie z tym.
            Aby byc czegos pewnym, trzeba miec tego niezbite dowody. Nie wiadomo, czy nie
            zaistnialy jakies czynniki, ktore spowodowaly nawrot plodnosci. Nie
            przeprowadzila Pani dokladnych badan tego, co sie dzialo z Pani organizmem w
            czasie, gdy zaprzestala Pani leczenia. Wiec pozostajac w zgodzie z moja wiedza
            i naukowa uczciwoscia nie moge sie zgodzic z Pania, ze przyczyna byla na pewno
            psychiczna. Bo nie wiadomo, jaka tak naprawde byla przyczyna.

            Nie o to mi zreszta tutaj chodzi, by negowac wplyw psychiki na plodnosc. On z
            pewnoscia istnieje, ale nie moge sie zgodzic z tym, ze w takim stopniu, w jakim
            wmawiaja to pacjentkom lekarze. Bo oni nie maja podstaw by twierdzic, cos, z
            czym coraz czesciej sie spotykam rozmawiajac z kobietami walczacymi o dziecko.
            Raczej jest to wyrazem ich bezradnosci w diagnozowaniu i leczeniu i sklonnosci
            do obwiniania pacjetek, co jest tym gorsze, ze kobieta zamartwiajaca sie o
            dziecko nie ma mozliwosci odstawic swoich uczuc na polke, a przynajmniej jest
            to bardzo trudne. Czyli pogarsza sie jej sytuacja wobec rad typu "wyluzuj sie",
            a nie polepsza. Ciekawe tez, ze przy chorobach serca wynikajacych z nerwicy
            jakos duzo rzadziej lekarze chca dostrzec wplywy psychiki. Bo zwykle maja
            arsenal srodkow do diagnozowania i leczenia chorob serca. Z plodnoscia jest
            inaczej. Ja tylko chce, by pacjentki nie czuly sie odpowiedzialne za cos, za co
            nie moga byc odpowiedzialne wedlug najlepszej dostepnej mi wiedzy. I by nie
            pozwalaly lekarzom pokrywac ich niewiedzy czy niekompetencji wmawianiem
            pacjentce blokad psychicznych.
            • Gość: rozi Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.03, 21:24
              Gratuluje odwagi famalespirit! Nie wiem jak jest na prawdę, ale myślę że jest
              dużo racji w tym co piszesz, przecież kobiety zachodziły w ciąże np. w obozach
              koncentracyjnych, tam z pewnością im nie brakowało stresu. Natomiast jeśli
              założyć, że wystarczy się zestresować i bardzo dużo myśleć o zajściu w ciąże,
              żeby nie zajść to to powinna być najskuteczniejsza metoda antykoncepcji.
              rozi
              • Gość: aly.w Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.tarnow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.03, 22:08
                czuję, że wrócę tu jeszcze nie raz...
                ale teraz piszę do dziewczyn, które mają problemy z niepłodnością, zwłaszcza tą
                ntrudną do zdiagnozowania i zaznaczam, że nie chodzi mi ani o fachową
                literaturę ani stan nauk a po prostu o życie....
                Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę gdy dzieje się to nieświadomie a raczej nie
                tyle nieświadomie co spontanicznie. Bądźmy szczere, ile naszych koleżanek
                powiedziało sobie: "w tym miesiącu zachodzimy w ciążę" i tak się stało? To
                rzadkość. Myślę, że śledzenie dni płodnych i nastawianie się: "kochanie,
                dzisiaj jest szansa na dzidziusia" jest często mało efektywne, zwłaszcza gdy
                dotyczy kobiet takich, jak my, u których problem narasta z miesiąca na miesiąc.
                Z całego serca patrząc wstecz nie na hipotezy tylko na rzeczywiste historie (
                swoją i nie tylko) doradzam Wam dziewczyny: w czasie całej walki o dziecko
                żyjcie NORMALNIE, nie zamykajcie się,utrzymujcie kontakty ze znajomymi,
                sprawiajcie sobie wszystkie zwyczajne przyjemności,nie myślćie, co też o Was
                gadają, uśmiechajcie się do matek i ściskajcie ich Kruszynki, bąźcie wesołe i
                nie dajcie się zapędzić w ślepy zaułek swoich myśli, nastawiajcie się
                pozytywnie do wszystkiego, co Was czeka (badań, zabiegów) to naprawdę ogromnie,
                ogromnie ważne!!! Lekarze nie mają czasu dla naszej psychiki, bo muszą zająć
                się naszymi ciałami, więc o resztę same musimy zadbać. My i rodzina, która nie
                powinna broń Boże naciskać, wywierać jakiejkolwiek presji, jakiejkolwiek.
                Dbajcie, by pośród "medycznych potyczek" nie zagubić tego, co jest pomiędzy
                Wami i Waszymi partnerami. Nie skupiajcie się na tym, że chcecie dziecka i nie
                wychodzi. Uwierzcie, mam teraz to wszystko jak na dłoni. Gdybym wczesniej miała
                tą świadomość, byłabym pewnie mamą dużego już dziecka. Psychika jest BARDZO
                ważna. A jeśli już napisał ktoś o Bogu i modlitwie...Wcześniej tego nawet nie
                dotknęłam....Sam mój Pan Doktor napisał na karcie: "ciąża z cudu". Wierzcie!
                Ufajcie, nauczcie się spokojnej cierpliwości. Tak myślę, że właśnie teraz w
                moim życiu jest ten najlepszy moment na dziecko. KTOŚ wiedział o tym już
                wcześniej i chyba spodobało MU się to, że nigdy nie pytałam:"dlaczego....???"
                Aly
              • Gość: krajka Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.bumc.bu.edu 15.10.03, 00:06
                Podpisuje sie wszystkimi palcami pod femalspirit. Ten watek przewijal sie juz
                tutaj kilka razy. Szczerze mowiac, mnie zawsze irituja lekarskie diagnozy
                bezplodnosci jako "bariera psychiczna". Sama jestem naukowcem biologiem i
                zajmowalam sie biologia rozrodu i nadal sledze literature i jak femalespirit
                juz powiedziala, NIE ISTNIEJA zadne badania w literaturze naszej i swiatowej
                wskazujace czynnik psychologiczny jako przyczyne niemoznosci zajscia w
                ciaze.Jak chcecie same poszperac to zagladnijcie do bazy danych PubMed. Ze
                wszystkich czynnikow bezplodnosci 30% to czynnik kobiecy, 30% to meski, a 30%
                to przyczyny niewyjasnione. Lekarze czesto boja sie rzucic recznik i szczerze
                powiedziec, ze problem przekracza ramy ich kompetencji, albo ze wspolczesna
                medycyna jest bezradna. W takiej sytuacji dostaja nalepke "zlego lekarza" i
                traca pacjentow i uwazani sa za niekompetentnych.
                Pojedyncze przypadki istnieja owszem, ale jest wiecej takich, ktore pomimo
                odblokowania, zajecia sie czyms innym, skierowania uwagi od problemu, nadal
                nie zaowocowalo upragniona ciaza. Sama takich przypadkow znam kilka, ale nie
                robilabym z tego statystyki. I odwrotnie, na wlasnym przykladzie, bylam bardzo
                zestresowana i zaabsorbowana poczeciem i tylko na to nastawiona, wiec powinnam
                miec klopoty z zajsciem w ciaze i 3 razy udalo sie za pierwszym razem.
                Poza tym czesto kobiety leczone na bezplodnosc torpedowane sa latami ogromnymi
                ilosciami hormonow. Z badan wiadomo, ze kazda ingerencja w gospodarke
                endokrynologiczna organizmu, narusza bardzo precyjny, hierarchiczny mechanizm,
                ktory zaczyna sie w podwzgorzu, poprzez przysadke, a konczy w jajnikach i
                drugorzedowych organach rozrodczych. Na kazda akcje zewnetrzna, wystepuje
                reakcja organizmu, ktory zmienia swoja biochemie i wlacza mechanizmy
                kompensujace, ktore nie zawsze wywoluja pozadany efekt. Po takim dlugotrwalym
                traktowaniu, potrzeba czasu, aby organizm odzyskal rownowage biochemiczna, stad
                tez moze, te "cuda" i "ciaze z wyluzowania".

                W ten sposob propaguje sie tylko mity. Jezeli chcecie sie jednak wyluzowac, to
                jest wiele technik relaksacyjnych jak yoga, Tai Chi, medytacje, masaze, Reiki,
                albo jak jestescie wierzace to gleboka modlitwa. Ostatnio w USA wiele kobiet
                leczacych bezplodnosc poddaje sie zabiegom akupresury i akupunktury. To
                wszystko tez nie udowodnione naukowo.Techniki relaksacyjne wyciszaja i
                poprawiaja samopoczucie, wydzielaja sie endorfiny, dzieki ktorym czujecie
                samozadowolenie, a to juz jest duzo.

                Zycze wszystkim starajacym sie powodzenia

                PS. Acha, nie myslcie, ze syty glodnego nie zrozumie, wszystkie 3 ciaze
                stracilam.
    • mamarta77 Re: LUZ, a blokada psychiki 14.10.03, 23:54
      wielkie dzieki za ten watek, bo rzeczywiscie niemyslenie o zajsciu bylo
      ostatnio moja obsesja, a jak tu nie myslec jak to jest jedyne o czym czlowiek
      marzy...? w kazdym razie sie podbudowalam!
      • Gość: AGA Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.tele2.pl 15.10.03, 07:28
        HEJ! Widze ze mój watek stał sie burzliwym tematem. To dobrze, widac sa rózne
        poglady. Ja podziwiam aly bardzo, niesety nie umiem spotykac sie z kolezankami
        które maja to swoje szczescie, a niedoceniaja. Bardzo mnie to boli ze tak
        odrazu bez problemów słysze wsrod najblizszych o ciazach, czuje sie
        pokrzywdzona przez los. Ale ciagłe gadanie o dzieciach bardzo mnie dołuje. Wiem
        ze mam obsesje na punkcie dzieci i jestem przewrazliwiona, ale niesety nie
        umiem, nie moge sie uwolnic od tego co mnie dreczy i boli. Naprawde dziwne to
        uczucie, ale serce sciska. Cały czas tłumavcze sobie (usprawiedliwiam sie) ze
        na mnie nie przyszedł jeszcze czas, musze jeszcze poczekac, hmm... ale mówie
        juz tak trzy lata, a mam juz po trzydziestce. Moje zycie to wielka pustka, nie
        umiem tak zyc czujac sie jako kobieta niedowartosciowana, niespełniona w
        otoczeniu kobiet traktowana jak tredowata sad Niestety uwazam ze zycie jest
        bardzo niesprawiedliwe i mam wielkiego pecha.
        • Gość: kachna Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.ne.client2.attbi.com 15.10.03, 13:54
          Aga, Oczywiscie, ze zycie jest nie fair. Zapytaj kobiety, ktora stracila
          dziecko, zapytaj kogos kto ma raka i musi miec radykalna mastektomie albo
          operacje mozgu, zapytaj kogos kto jest niewidomy, gluchy, po porazeniu
          mozgowym, przykuty do wozka inwalidzkiego na cale zycie. Czy to jest
          sprawiedliwe? W naszym pojeciu tak, ale zapytaj tych ludzi. W tym wszystkim
          zwracamy sie i skupiamy tak mocno na sobie i wlasnych problemach, ze zapominamy
          o istotnym, ze taka postawa niczego nie zmienimy. A przeciez zycie plynie i nie
          jest to proba generalna, tylko juz przedstawienie i drugiej szansy nie
          uzyskamy. Jezeli wybierzemy, zeby byc nieszczesliwe, zamkniete od swiata, i nie
          widziec zadnych wartosci w tym co mamy, no coz to jest nasz swiadomy wybor.
          Zycie pisze za nas scenariusze, a my majac swiadomosc i wolny wybor dostosowac
          sie do tego, bo nad pewnymi rzeczami nie mamy kontroli.

          Mowisz, ze czujesz sie niedowartosciowana. Czy tylko macierzystwo Cie
          dowartosciuje? Jest wiele rzeczy, gdzie mozna sie spelnic i dowartosciowac i
          poczuc satysfakcje, i od Ciebie zalezy, czy je znajdziesz czy nie i czy
          wybierzesz bycie szczesliwa, czy nieszczesliwa. Spelnic mozna sie w wielu
          dziedzinach, pracy, rodzinie, pomocy woluntarystycznej, pracy z dziecmi, jezeli
          je lubisz. A macierzystwo przyjdzie, tylko zastanie Cie juz innym, dojrzalszym,
          bardziej swiadomym czlowiekem i bedziesz mogla je przyjac inaczej, niz gdyby to
          bylo bez walki i czekania (to jedno spojrzenie). Zamykajac sie i odcinajac od
          swiata krzywdzisz tylko siebie. Zapewniam Cie, ze jezeli jak piszesz czujesz
          sie jak "tredowata", to jest to tylko TWOJE odczucie, ludzie tak Ciebie nie
          widza. Jezeli wyjdziesz do nich usmiechnieta, dajaca, poswiecisz im troche
          uwagi, spojrza na Ciebie jako indywidualnosc, a nie na jak na nieszczesliwa,
          bedzietna osobe.
          Kazda sytuacja ma jakis sens, a TY go moze jeszcze nie znalazlas. Moze sprobuj
          wybrac sie na terapie, spotykac sie z psychologiem, ktory pomoze Ci zrozumiec i
          odnalezc siebie w tej sytuacji, jezeli sama nie mozesz sobie z tym poradzic. TO
          tylko od Ciebie zalezy, czy wybierzesz bycie szczesliwa, czy nieszczesliwa.
    • larvva Re: LUZ, a blokada psychiki 15.10.03, 11:39
      ja mialam okres buntu, mialam tez okres gdy lzy mi sie cisnely do oczu na widok
      ciezarowek w mojej okolicy, byl moment gdy wylam z wscieklosci gdy pojawiala
      sie kolejna miesiaczka.
      teraz doszlam do etapu w ktorym pojawiaja sie okresowo jakies niepewnosci (jak
      np tuz przed wizyta - denerwowalam sie czy aby napewno wszystko mam) ale
      jednoczesnie spotykam sie ze znajomymi matkami i ich dziecmi i jakos z nimi
      normalnie funkcjonuje. sama widze, ze inaczej do tego podchodze - choc moze
      niekoniecznie potrafie to wszystko zdefiniowac.

      dosc, ze....

      w tym wszystkim chyba najgorsze jest uwierzyc tak mocno, ze w przypadku zajscia
      w ciaze niezbedny jest luz, ze sie czlowiek tak zestresuje, ze nie jest
      wystarczajaco spokojny, aby myslec o czyms innym jak tylko o tym ze musi sie
      uspokoic.

      nie oszukujmy sie ze spokoj przyniesie nam dziecko, ale dobrze jest sie zbytnio
      nie denerwowac. spokoj da nam duzo dobrego - chyba kazdy to wie, ze stres nie
      jest zdrowy. i choc to niekoniecznie wplywa bezposrednio, determinujaco na fakt
      zaistnienia ciazy (brak wiarygodnych danych), to wewnetrzny spokoj przyszlej
      mamy bedzie napewno korzystniejszy dla fasolki smile

      czyli warto byc spokojnym i sie nie martwic (jesli to nie sprawi ze zajdziemy w
      ciaze to chocby zeby sie nam nie robily zmarszczki wink))) przeciez dzidizus musi
      miec ladna mame wink))

      jak to osiagnac... no coz... chyba nie ma zlotej rady. wydaje mi sie ze
      poprostu do tego sie dochodzi w pewnym momencie. niektorym przychodzi to
      szybko, inni pozostaja niespokojni cale zycie.

      ale jesli ktos ma sprawdzone rady niech da znac smile) dobre rady zawsze sie
      przydadza smile

      pozdrawiam zyczac wieeeeele spokoju
      • a.p5 Re: LUZ, a blokada psychiki 15.10.03, 14:44
        Mam pytanie, a co z wizualizacją? (nie jestem pewna czy tak ta metoda się
        nazywa). Mój kolega był chory na raka i ją stosował tzn. wyobrażał sobie jak
        jego organizm walczy z chorobą. Od 5 lat już nie choruje, nie mówię, że to
        dlatego, że stosował "wizualizację", ale może coś w tym jest? Może warto
        poświęcić 15 min. na relaks i wczucie się w swój organizm i trochę
        podreperować, też, myślami (w moim przypadku-owulację)do działania. Co o tym
        myślicie?
        • Gość: Dotti Re: LUZ, a blokada psychiki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 15:00
          Myślę, że coś w tym jest (wizualizacja). Nie od dziś wiadomo, że pozytywne
          myślenie ma zbawienny wpływ na nasz organizm.
          Mam tylko nadzieję, że stres nie powoduje "blokady", bo ja stresuję się bardzo,
          chociaż wmawiam sobie, że się uda i wszystko będzie ok. Po prostu taka już
          jestem. Ja przejmuję się wszystkim, a co dopiero niepłodnością! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka