Dodaj do ulubionych

mężczyzna

16.02.09, 09:47
Na tym forum dyskujtują głownie kobiety. Ja szukam mężczyzn, którzy
podzieliliby się swoimi doświadczeniami w zmaganiach o dziecko. Nie
myślałem, że to będzie dla mnie stanowiło aż taki problem
psychologiczny. Jak to przeżywają inni? Może jest osobne forum dla
mężczyzn w takiej syuacji?
Przyznam, że jest mi coraz trudniej.
Obserwuj wątek
    • markus0123 Re: mężczyzna 16.02.09, 10:21
      hmm raczej faceci są w tym przypadku w dużej mniejszości. To głównie na kobiety
      spada cały ciężar starania się o ciąże w wyniku In-Vitro. To ona ma najwięcej
      badań, zastrzyków no i w końcu zabiegów. Tak naprawdę dla faceta pozostaje jedno
      oddanie krwi i zrobienie (hmmm nazwijmy to tak jak jest na prawdę) zrobienie
      sobie dobrze w przychodni.
      Tak naprawdę rola faceta skupia się głównie na opiece psychologicznej i
      podtrzymywaniu na duchu kobiety, co widząc na własnym doświadczeniu jest też
      ciężkie a może być nie zawsze dobrze doceniane przez kobiety.
      • przemek.plywak Re: mężczyzna 17.02.09, 10:09
        Dziękuję za wytlumaczenie, że w staraniach o dziecko główny ciężar
        spada na kobietę. Nigdy bym na to nie wpadł...
        A tak poważnie: nie przypuszczałem, że w sytuacji, w jakiej
        znaleźliśmy się z żoną, będzie nam tak bardzo trudno. Właśnie
        dlatego, że chcę JEJ pomóc, muszę pomóc sobie, szukam więc mężczyzn
        w analogicznej sytuacji, żeby się wymienić doświadczeniami. Rozumiem
        jednak, że trzeba szukać na innym forum.
        Pozdrawiam. I wszystkim osobom, które tutaj się wpisują życzę
        POWODZENIA!!!!! Trzymam kciuki smile
        • dagmara-k Re: mężczyzna 17.02.09, 11:00
          nie wiem czy jest inne forum, ale moze na nasz bocian wiecej facetow pisze.
          z punktu widzenia kobiety - moj maz raczej mi by zalecal zalozyc blokade na
          forum, niz sam by napisal. ale powiem mu, ze szukasz.
        • biedronka.online Re: mężczyzna 17.02.09, 11:05
          Jeśli mogę się wtrącić, jeśli robisz co mówisz to wspaniale.
          Generalnie faceci nie biorą czynnego udziału w leczeniu poza np.
          badaniami nasienia lub oddania nasienia do IUI itp. Na przykład mój
          mąż. A już nie mówię o tym, aby któryś zajrzał na takie forum. Temat
          był już wiele razy podejmowany. Może ta bierność wynika z przerostu
          sytuacji, bezsilności, bezradności i wstydu jeśli głównym problemem
          jest facet. Musisz z nią rozmawiać, pocieszać, mówić że ją kochasz a
          przede wszytskim wszystko robić z miłością, zapytać na czym polega
          stymulacja, jak się przy tym czuje, dlaczego robimy to a nie co
          innego, nawet zapisać was na wizytę, tym bardziej jeśli u ciebie
          jest ok. a u niej same problemy. Może czuć się bezwartościowa itd.
          Mi takiego zachowania strasznie brakuje...
          PS. Nie wiem czy znajdziesz faceta na takie pogaduchy ale powodzenia.
          • biedronka.online Re: mężczyzna 17.02.09, 11:07
            Ja nawet swemu nie proponuję uczestniczenia w forum. Kompletnie nie
            robi w kierunku nic poza tym co napisałam wyżej. Ale wie, że piszę i
            co z tego. Nawet nie wie gdzie i pod jakim nickiem.
          • markus0123 Re: mężczyzna 17.02.09, 11:42
            Czyli w sumie to, co napisałem, tyle, ze może ująłem to zbyt ogólnikowo. To co
            napisała biedronka to rozwinięcie tego o co mi chodziło, dopisałbym też wspólne
            wizyty np: u lekarza, czy nawet jesli zona ma badania, to pojechac z nia na te
            badania i czekac tam na nią. Przynajmniej ja tak robię, czasami żałuje tylko, że
            nie mogę wejść z nią jak jest punkcja czy transfer, ale podobno nie można.
            • markus0123 Re: mężczyzna 17.02.09, 11:43
              no i jeszcze rozmawiać o tym problemie (bo to jest problem obu stron a nie tylko
              jednej), czy tak jak pisała biedronka o różnych aspektach róznych zabiegów czy
              badań. Rozmawiać gdy tylko np: cos sie przeczyta ciekawego albo uslyszy, a nie
              tylko przy okazji wizyty w klinice.
              • dziejba2 Re: mężczyzna 17.02.09, 12:57
                Hej,
                wspaniale, że piszesz. Wydaje mi się, że trzeba nielada odwagi, żeby
                odezawać się na tak babskim forum. Może ośmielisz swoim wpisem
                innych facetów. Ja mam to szczęście, że podobnie jak Ty mój chłop
                jest ze mną zawsze i wszędzie, na równi ze mną szuka rozwiązań,
                pilnuje terminów itp. Wiem więc jak to jest ważne. Bez niego nie
                dałabym rady. Myślę, że mężczyznom poprostu trudniej jest mówić o
                emocjach i bólu a my kobiety im tego nie ułatwiamy. Za bardzo
                skupiamy się na sobie i czasem niedopuszczamy do wszystkiego.
                Pamiętam jak mój M. chciał być na wizycie u ginegologa - miałam
                opory, uważałam, że to "babskie sparawy" a teraz to jest norma. To
                prawda, że leczenie niepłodność głównie skupia się na kobiecie, ale
                to nie jest wina facetów tylko biologii. Sądzę, że wielu mężów czy
                partnerów wolałoby poddać się np. in-vitro niż stać bezradnie z
                boku. Do tego wszytsko dochodzi kretyńskie podejście
                tzw. "społeczeństwa" do problemy niepłodność. To że babki sie leczą
                jest jeszcze w miarę przyjmowane, ale już facet chodzący do
                androloga...Już wiedze te uśmieszki, głupie żarty.
                • dagmara-k Re: mężczyzna 17.02.09, 14:33
                  Sądzę, że wielu mężów czy
                  > partnerów wolałoby poddać się np. in-vitro niż stać bezradnie z
                  > boku.


                  dokladnie! na pewno byloby latwiej mojemu mezowi pojsc cos zdzialac niz tylko
                  patrzec jak narzekam ze nie dosc mnie wspiera, bo nie gada ciagle o tym jednym.
                  nieoceniona jest ta pomoc kiedy dzowni gdzies, zalatwia wizyte, pilnuje terminu,
                  szuka leku. ale tak najbardziej to chcialabym tylko zeby tulil i mowil, ze kocha
                  i ze jest ze mna szczesliwy. wiem to, a jednak w najtrudniejszyych chwilach
                  chcialabym to slyszec po raz kolejny.

                  u nas jest problem po obu stronach, wiec moze dlatego maz jest dosc
                  zaangazowany. ale w kazdym razie, obu stronom ciezko jest.

                  super watek
                  • przemek.plywak Re: mężczyzna 17.02.09, 16:22
                    Powiem, co mnie boli i o czym chciałbym porozmawiać.

                    1. Ostatnio ginekolog powiedział nam, że nawet przy in vitro nasze
                    szanse na dziecko nie są większe niż 15%. Dla nas obojga (po kilku
                    latach starań, a nawet walki) zabrzmiało to niemal jak wyrok. Moja
                    żona jest tym załamana. Robię wszystko, żeby jej pomóc, ale przecież
                    ja też jestem tym poruszony. Muszę więc trzymać się za dwoje. W
                    miarę mi się to udaje, ale noce są dla mnie straszne, nie mogę spać,
                    bardzo trudno mi ułożyć w sobie tę świadomość.
                    2. Żona nie chce ze mną rozmawiać. Najgorsze w naszej sytuacji jest
                    milczenie i wszystkie niedomówienia.
                    3. Na razie jest spokój, obawiam się jednak, że w którymś momencie
                    nasze emocje wybuchną i nie zapanujemy nad nimi, tymczasem nie
                    potrafimy uczuć rozładować.
                    4. Żona odmawia mi seksu. Z tym w ogóle bywa u nas różnie, raz
                    lepiej, raz gorzej, temperamenty mamy różne, o ile jednak w miarę
                    dogadywaliśmy się (choć bywały okresy dłuższej abstynencji, bo żona
                    miała tak wielką awersję do współżycia), to teraz nie ma nawet
                    rozmowy o tym. Nie muszę tłumaczyć, co to dla mnie oznacza.
                    5. Tak jak piszą panie, rzeczywiście sam wolałbym się poddawać tym
                    wszystkim zabiegom, które łączą się z inseminacją lub in vitro.
                    Przymusowa bierność mnie zabija.
                    6. bardzo długo żona mnie nie dopuszczała do swojego ginekologa.
                    Tylko dostawałem zalecenia: idź do badania nasienia, jutro weź
                    wolne, bo mamy inseminację itd. Teraz już wspólnie porozmawialiśmy z
                    ginekologiem, sam zresztą tego zażądał, bo wiaadomość dla nas miał
                    taką, jaką miał, chciał, żebym był przy tym.
                    7. jedyna aktywność, czyli oddawanie nasienia, owszem, jest łatwa
                    (choć nie aż tak bardzo łatwa, masturbacja na wezwanie wcale nie
                    jest łatwa), nie wiem już, czy przyjemna, a na pewno jest cokolwiek
                    upokarzająca (tu kwestia warunków, które zapewniają kliniki, mam
                    porównanie, niestety w niektórych odbywa sie to niemal na oczach
                    publiczności, jakieś przepierzenie, wszyscy widzą wchodzącego i
                    wychodzącego, kolejka, słoiczek z nasieniem oddaje się pani
                    pielęgniarce na oczach wszystkich). Ok, to nic wielkiego w porówaniu
                    z cierpieniem kobiet, ale jednak to też jest problem psychologiczny.
                    8. I ostatnia rzecz, nie najmniej ważna. teraz ona już zresztą
                    przestaje być istotna, jesli nasze szanse są tak małe. A jednak przy
                    inseminacji i in vitro pojawia się problem psychologiczny, o którym
                    jakoś nikt nie pisze. Może ja jestem przewrażliwiony, a jednak jest
                    dla mnie trudne to, że tracę możliwość jedynego dla mężczyzny
                    fizycznego udziału w zrodzzeniu dziecka, czyli klasycznego aktu
                    płciowego. Kobieta jest z natury fizycznie związana z dzieckiem,
                    ojciec jest aktywny ficzycznie tylko raz, potem musi psychologicznie
                    wejść w rolę, która przecież jest dla niego zewnętrzna, on musi ją
                    dopeiro uwewnętrznić. Gdy znika ta jedyna możliwość fizyczności,
                    jest - co tu dużo mówić - smutno.

                    Piszę o tym, żeby wyrzucić z siebie emocje. Nie mam z kim o tym
                    porozmawiać.
                    Gdyby któryś z panów (np. mężów zabierających głos na tym forum pań)
                    zechciał się ze mną skontaktować na priv, byłbym wdzięczny. Jeśli
                    nie, zrozumiem, przecież mnie też nie jest łatwo się przełamać do
                    mówienia o tym doświadczeniu.
                    • mondrian4 Re: mężczyzna 17.02.09, 16:43
                      7. jedyna aktywność, czyli oddawanie nasienia, owszem, jest łatwa
                      > (choć nie aż tak bardzo łatwa, masturbacja na wezwanie wcale nie
                      > jest łatwa), nie wiem już, czy przyjemna, a na pewno jest cokolwiek
                      > upokarzająca (tu kwestia warunków, które zapewniają kliniki, mam
                      > porównanie, niestety w niektórych odbywa sie to niemal na oczach
                      > publiczności, jakieś przepierzenie, wszyscy widzą wchodzącego i
                      > wychodzącego, kolejka, słoiczek z nasieniem oddaje się pani
                      > pielęgniarce na oczach wszystkich).

                      Dobre... Moze trzeba tam zaproponować żeby zatrudnili odpowiedni personel
                      ułatwiający sprawę? tyle domorosłych talentów się marnuje i szuka roboty za
                      marna kasę w anonsach. Wyobrażasz sobie jaki byłby szturm do takiego gabinetu
                      smile Chłopie, po kilka razy by przychodzili dla pewności

                      pozdr.. sorry za głupie wtręty ale czasem warto sobie pożartować choćby sytuacja
                      do tego nie nastrajała za bardzo
                    • biedronka.online Re: mężczyzna 17.02.09, 16:53
                      Ech, my we dwoje może byśmy się dogadali...
                      1. To ja nie śpię, wszystko staje się obsesją, nie wiem jak dalej
                      będę/ będziemy żyć a mąż może myśli i przeżywa to, ale nie podejmuje
                      żadnego tematu, nie pociesza, ja jestem po dwóch IUI, mąż miał
                      ostatnio 5% prawidłowych plemników...
                      2. Właśnie mąż nie chce rozmawiać.
                      3. Też się tego boję.
                      4. Hmmm problem również nasilił się.
                      Co do Ciebie to czytałam ten dzisiejszy wątek. Myślę, że to
                      temperamenty, stres z niepłodnością, lekki kryzys po kilku latach
                      bycia razem.
                      5. Chciałabym wiedzieć czy mój mąż też by chciał, czy martwi się o
                      moje zdrowie...
                      6. Chciałabym, aby ze mną chodził a nie tylko do oddania nasienia.
                      Ale on nic nie robi w tym kierunku, z drugiej strony nie może
                      zwalniać się z pracy 3 x w tygodniu, aby siedzieć pod drzwiami.
                      7. Bardzo ważny temat. My mieliśmy do czynienia z 3 takimi
                      miejscami. Nie wiem jak Ty/mój mąż to robicie. Dobrze, że dacie
                      radę, przecież można się zablokować a co gdyby tak się stało przed
                      IUI czy IVF... Myślę, że nie jest to przyjemne, robicie bo musicie i
                      tyle. Pierwsze miejsce: specjalny pokój, wygodna kanapa, obok
                      pomieszczenie z wc, stoliczek, nastrojowe światło, kilka gazetek,
                      słoiczek o dużej średnicy. Drugie miejsce: gabinet gin. z oddzielnym
                      wc, kilka gazetek, słoiczek w miarę. Trzecie miejsce: robi się to w
                      pokoju zabiegowym, obok strzykawek itp., pani na tę okoliczność
                      specjalnie ceremonialnie wychodzi, zero warunków, słoiczek o
                      średnicy małej butelki, poczekalnia niemal wielkości domowego wc, za
                      drzwiami ja ze spuszczoną głową czy się uda i co najmniej dwóch
                      czekających, facetów skrępowanych, już czerwonych na twarzy i
                      płacenie przed...
                      8. Dla mnie też to jest koszmarem, Ty chciałbyś zrobić dziecko po
                      domowemu a ja być w ciąży. Czuć ruchy dziecka, przejść przez wymioty
                      i wszelkie bóle. Już nie ważne, że przez IUI czy IVF. Ale nasienie
                      dawcy czy adopcja nie wchodzą w grę. Musimy uważać, aby nie stracić
                      tego co najważniejsze czyli naszego związku. Trudne to wszystko
                      jest, nie mówi się z reguły o problemach otoczeniu, czasem nawet
                      rodzinie, do tego jeszcze nastawienie społeczeństwa i kościoła
                      utrudniają sytuację. Nie zagubmy się, aby nie stracić co
                      najważniejsze...
                      Życzę wszystkiego dobrego, wytrwałości i podejmowania właściwych
                      decyzji.
                      • joanna9629 Re: mężczyzna 19.02.09, 17:25
                        Biedronko.online wszystko to co napisałaś to szczera prawda.Ja również jestem po
                        2 ICSI TESE z pobraniem plemników z jąder bo w nasieniu ich nie ma i jednej IUI
                        z banku nasienia- wymuszone przeze mnie .Problem główny po stronie męża brak
                        plemników w nasieniu, ale co z tego jak on nic nie robi w tym kierunku, nie chce
                        nawet rozmawiać, jak tylko zaczynam ten temat to kończy to się zazwyczaj
                        kłótnią.Już sama nie wiem jak postępować.Zależy mi na tym i chcę rozmawiać i coś
                        robić w tym temacie, ale co z tego ze ja chcę.Mąż mi tłumaczy że ostatnio sie
                        nie dogadujemy, owszem może i tak, ale ja to wszystko zganiam na barki tego
                        problemu.Coraz rzadziej o tym rozmawiamy prawie w ogóle bo ja nie chcę
                        kłótni.Jesteśmy 13 lat po ślubie, troche przeszliśmy 1 ICSI w 1998r drugie w
                        2001 a w 2003 IUI z banku nasienia.No i co z tego jak nie ma efektu, a ja się
                        czuję niespełniona, nie wiem co robić.Tyle czasu minęło mieliśmy odpoczać i coś
                        dalej robić, tylko kto ma to zacząć.Znowu ja mam wymuszać to na moim mężu, chyba
                        nie tak to powinno wyglądać.Ja wszystko rozumiem, ze jest mu ciężko, ale mi
                        również.Uważam że trzeba jakoś iść na kompromis.Daliśmy sobie czas do końca
                        2008R, miał mi odpowiedziec co dalej, ale on niestety nie wie co ma dalej robić
                        i co ja mam biedna mu odpowiedzieć. Powiedziałam, że powinniśmy rozmawiać i
                        razem podjać jakąś decyzję, tym bardziej że u nas albo ICSI TESE albo IUI z
                        banku nasienia, albo adopcja.Nie chce niczego mu narzucać, bo kiedyś mi
                        powiedział że on musi się dopasowywać,a ja mu coś narzucam, więc co mam czekać
                        wiecznie na jego odpowiedż.Podziwiam pana, który założył ten wątek, mój mąż
                        nigdy tu nie zaglądał, jedynie z moich opowieści zna to forum, kiedy nieraz
                        próbuję nawiązać do tematu.Biedronko. online widzę, że nie tylko ja mam trudną
                        sytuację, jak Ty radzisz sobie z problemem.Słuszne jest Twoje stwierdzenie że
                        nic na siłę, ja też nie chcę popsuć relacji między mną a mężem ( który jest
                        bardzo pamiętliwy), co dalej robić żeby było dobrze miedzy nami i abyśmy coś
                        znowu zaczęli robić z naszym problemem, bo to już dla nas ostatni dzwonek.
                        • dagmara-k Re: mężczyzna 19.02.09, 23:44
                          joanna, a maz jest pewien ze chce korzystac z banku nasienia? moze twoje
                          pragnienie spotyka sie z jego bezradnoscia i stad jest jak jest. no bo co on
                          moze? wyrazic zgode? moze to dla niego za malo?
                          a moze nie widzi, co moze innego jeszcze zrobic?
                        • biedronka.online joanna9629 20.02.09, 08:14
                          nie mogę ci odpowiedzieć na pytanie bo moja sytuacja jest inna. mąż
                          plemniki ma. fakt że pataologia jest ogromna a ruch słabiutki ale
                          coś jednak jest. ja też czasem miewam owu i jajowody mam drożne.
                          czasami to cieszę się, że problem jest u obojga. naprawdę, z tym mi
                          lżej choć zdaję sobie sprawę, że głowny problem to plemniki. nic
                          więcej nie doradzę. sama nie mogę się mężem porozumieć.
                          zastanawiałam się tylko kiedyś co gdyby u męża nie było nic a ze mną
                          ok. bardzo chcę być w ciąży ale myślę, że wybrałabym adopcję. aby
                          dziecko nie było nasze a nie tylko moje. ale to teoria bo nie jestem
                          w twej sytuacji. życzę abyście przetrwali. ps. są pary po rozwodzie
                          już po udanym in vitro lub adopcji, ale wtedy chociaż ma się
                          dziecko...
                          • dagmara-k Re: joanna9629 20.02.09, 15:00
                            są pary po rozwodzie
                            > już po udanym in vitro lub adopcji, ale wtedy chociaż ma się
                            > dziecko...

                            takie sobie to pocieszeniesad skoro para sie rozpadasad

                            tak myslalam joanno o twoim mezu i moze on wczesniej byl na tak, a teraz sie
                            pogubil w tych decyzjach. wyobrazam sibie, jakie to musialoby byc trudne dla
                            mojego meza.
                • mondrian4 Re: mężczyzna 17.02.09, 16:36
                  > dałabym rady. Myślę, że mężczyznom poprostu trudniej jest mówić o
                  > emocjach i bólu a my kobiety im tego nie ułatwiamy.

                  Po pierwsze to wzorzec idealnego meżczyzny w tym kraju to głęboki zaścianek. W
                  Polsce facet nie ma prawa do słabosci tak naprawdę. jest jak jest.. cóz.. Nic
                  dziwnego że później faceci nie chcą o tym mówić. Przecież od dziecka im się
                  wmawia że mają być "meżczyznami". Silnymi,męskimi i odpowiedzialnymi a czy taki
                  facet może ne zmajstrowac dzieciaka? No nie, skad... to niemożliwe. Każdy moze
                  przeciez.najlepiej wiedza to wszystkie teściowe wink

                  boku. Do tego wszytsko dochodzi kretyńskie podejście
                  > tzw. "społeczeństwa" do problemy niepłodność. To że babki sie leczą
                  > jest jeszcze w miarę przyjmowane, ale już facet chodzący do
                  > androloga...Już wiedze te uśmieszki, głupie żarty.

                  Już tu kiedyś pisałem że w wieku 17 lat lekarze fundnęli mi bezpłodnosć bo mozna
                  było jeszcze to i owo wcześniej zrobić. Poza tym bylem niezbyt fachowo leczony.
                  nieważne. Tyle tylko ze w tym kraju faceta nie moga bolec jaja, coś takiego jak
                  nowotwór jąder w swiadomosci nie istnieje a jak już się zdarzy to sprowadzane
                  jest to do poziomu tabu - równie dobrze w tym kraju mógłbym zachorować na AIDS i
                  tak samo bym się chyba czuł bo poziom wiedzy społeczeństwa i akceptacji chorób
                  andrologicznych jest zerowy właściwie a im dłużej z tym zyję tym bardziej sie w
                  tym utwierdzam.
                  Poznałem trochę ludzi ze swiata którzy przeszli to samo i uderzyło mnie jedno.
                  Oni nie robią z tego żadnego problemu, tabu czy co tam jeszcze. Prowadzą
                  normalne zycie i tyle. W polsce moi znajomi żyja w podziemiu. Wyobraźcie sobie
                  jakby wszystkim kobietom po mastektomii wmówiono że to obciach mieć taki
                  zabieg.. Lol.. A w stosunku do facetów to zdaje się norma. Z iloma nie rozmawiam
                  (a jest ich w tym kraju całkiem sporo) to pierwsze co pada to to że boja się
                  reakcji partnerki, otoczenia i generalnie tego co w naszym społeczeństwie sie o
                  tego typu problemach wygaduje. bezpłodnosć w takim wypadku schodzi praktycznie
                  na dalszy plan a problemem jest w zasadzie normalne, niczym nie skrępowane zycie.
                  I w ten sposób bezpłodność nigdy nie była dla mnie jakimś wielkim problemem.
                  była za to dla mojej byłej partnerki która wolała ułożyć sobie życie inaczej.
                  Nie robię z tego problemu. każdy ma prawo do układania sobie życia jak mu się
                  podoba. Z tym ze wolałbym w przyszłosci unikać takich niespodzianek bo ta jedna
                  dość galantnie wywróciła mi życie do góry nogami.
                  Problemem jest poziom edukacji naszego społeczeństwa które osoby nie mogące mieć
                  dzieci uważa z reguły za osoby gorszego sortu. upośledzone tak naprawdę. gdyby
                  tego nie było to nie byłoby też strachu przed adopcjami i rodzinami zastępczymi
                  bo nie ukrywajmy. Oprócz obaw co do genetycznych skłonności dziecka główną
                  przeszkodą jest obawa przed reakcją otoczenia i tych wszystkich plotek,
                  domysłów i zaglądania ludziom w rozporek. To jest obawa przed powiedzeniem de
                  facto światu "nie mozemy mieć dzieci" Cóż... taki kraj niestety.
                  A co do tego jak faceci znoszą to wszystko. Trudno powiedzieć.. każdy inaczej
                  pewnie.jak pisałem dla mnie to nie jest wielki problem, może dlatego że miałem
                  duzo czasu na przetrawienie tego wszystkiego. Poza tym nie obchodzi mnie już
                  reakcja kogokolwiek na ten temat więc nie bardzo mam się czym stresować. każdy
                  ma prawo do życia tak jak mu sie to wydaje właściwe. Czy chce mieć dzieci, czy
                  nie chce, czy chce adoptować czy nie... jego sprawa i nikomu nic do tego.
                  Z tym że jedna uwaga. Widzę ze dziewczyny robią sobie niepotrzebne ciśnienie i
                  nakręcają się strasznie. Wydaje mi się ze trzeba czasem wyluzowac bo naprawdę...
                  Są rózne problemy w życiu. niepłodnosć jest jednym ale nie jedynym i warto mieć
                  świadomosć ze z jednej strony może być jeszcze gorzej i trudniej w życiu a z
                  drugiej że nie warto a tak bardzo stresowac sie niepowodzeniami i obwiniać
                  siebie za wszystko bo w końcu każdy jest tylko człowiekiem i ma prawo do
                  słabości. Z tym że rzeczywiście to może nie jest łatwe gdy pewnego dnia
                  małżeństwo dowiaduje się że dzieci mieć nie będzie. no cóż... zimny prysznic na
                  rozgrzane wspólnymi planami głowy. Jak to sie mówi - czasem trzeba zejsć z
                  drogi która sobie aplanowaliśmy i wejść na ta którą wybrał nam kto inny.
                  Cóż... mi było łatwiej, czy teraz jest łatwiej z tym się pogodzić, ale z drugiej
                  strony to nikomu nie życzę aby ktokolwiek musiał przechodzić choć połowy tego
                  wszystkiego co ja choć szczerze mówiąc to pozbyłbym się w cholerę choćby części .
                  A do Przemka. Wiadomo ze jest Ci trudno, ale musicie stanąc na ziemi. Wyjścia są
                  dwa. Albo będziecie mieć to dziecko albo w ogóle własnych miec nie będziecie.
                  Zawsze warto się starać ale też miec świadomość że niekoniecznie sie uda i
                  ewentualnie przygotować siebie i zonę na to ze zostaniecie niestety zdani na
                  inne rozwiązania. Po prostu dlatego aby w momencie takiej wiadomosci nie przeżyć
                  jakiegoś traumatycznego rozczarowania. myślę ze warto tez zacząć rozmawiac z
                  otoczeniem, rodzinami, nie robić z tego tabu i zacząć ich tez przygotowywać na
                  ewentualne (podkreślam) rozwiązania awaryjne bo to co dla was moze być smutną
                  koniecznością dla rodzin moze też być niezłym szokiem wink
                  Wiem to z własnego doswiadczenia. lekarze w ciagu jednego tygodnia zdiagnozowali
                  chorobę, źle wyleczyli, potem drugi raz to samo i w ciągu jednego dnia
                  oświadczyli że mam sobie szukac panny z dzieckiem, ewentualnie radzić sobie w
                  inny sposób jeśli chce zalożyć rodzinę. Ja jak ja, ale dla rodziny to był szok
                  normalnie że własnych wnuków po mnie miec nie będą. Z tym ze ja byłem młodym
                  chłopakiem a ty już masz żonę i razem musicie to jakoś przejsć.
                  pozdro
                  • polpotworek Re: mężczyzna 17.02.09, 23:19
                    Męzczyzni równie cięzko przezywaja takie cięzkie chwile ale z tego
                    co zauwazylam u nich trudniej o wiele trudniej o uzewnetrznianie
                    emocji, czesto wypieraja je nawet ze swojej psyche nieswiadomi. Nie
                    chca o tym mówic, myslec kiedy nie trzeba. To taka natura ale to nie
                    znaczy ze męzczyzna tego nie przezywa. Kazdy w innym stopniu
                    uzewnetrznia swoje emocje, widocznie Ty potrzebujesz tego bardziej i
                    dlatego szukasz jakis kontaktów z innymi zwlszcza męzczynami którzy
                    chca i potrafia o tym mówic.
                    To ze męzczyni czesto o tym nie rozmzawiaja to wcale nie tak ze mają
                    to gdzies. Ja wiem, przerobilam nie jeden kryzys. Mozecie mi wierzyc
                    albo nie ale byly takie momenty w moim zyciu kiedy zwatpilam we
                    wszystko i wtedy okazalo sie ze najwazniejsze to poprostu spokojnie!
                    rozmawiac i rozmawiac i kochac i rozmawiac. Bez zalów, pretensji,
                    bez nerwów, trzeba czasem wysluchac naprawde danej osoby a przyjdzie
                    czas ze zrzoumiemy nawet jesli nie rozumiemy teraz. Ja ucze sie caly
                    czas rozumiec męża, choc to typ bardzo skryty i bardzo ze tak powiem
                    zakamuflowany. Dlatego nie zapomne nigdy gdy plakal jak male dziecko
                    gdy odeszla nasza dziecinka. A pozniej to on powiedzial mi
                    kiedys "nie zdawalem sobie sprawy ze tak bardzo to przezywasz"...
                    wiec kochac i rozmawiac... starac sie rozumiec. Kochac i rozmawiac i
                    rozmawiac. I starac sie jak najwiecej rozmawiac poniewaz jak ktos
                    slusznie zauwazyl z zewnatrz atakuja nas "ramy i szuflafdkui" w
                    które inni nas wkladaja. stad czesto rodza sie kompleksy,
                    zaklopotanie, frustracje. Trzeba miec tego swiadomosc i nie bac sie
                    rozmawiac z druga osobą. To podstawa. Miec w kims oparcie.
                    Czesto tu czytam wypowiedzi kobiet o tym jak maleznstwo sie
                    pogarsza... nie jest latwo mi radzic wierzcie mi ale bylam w waszej
                    sytuacji teraz mialam szanse spojrzec na to z innej perspetywy
                    dlatego uparcie powtarzam ze rodzice muszą byc solidnym fundamentem
                    dla pojawienia sie dziecka bo ono wprowadza rewolucje z której
                    czesto nie zdajemy sobie sprawy a która moze naruszyc bardzo slabe
                    podwaliny rodziny. Dlatego kochac i rozmawiac. To trudne ja wiem ale
                    rozmawiac... i jeszce raz rozmawiac. Często przyczna tego stanu
                    rzeczy jest wiara w to ze dziecko stanowi jedyny problem, w nim
                    poklada sie nieuzasadnione nadzieje cudotworzenia i trudno jest sie
                    czesto przyznac ze wcale dziecko cudu nie zdziala w malzenstwie. to
                    tak jak podczas grozby wypodku samolotowego najpierw musisz zalozyc
                    maske tlenowa sobie by móc pomóc komus innemu prawda? Moja rada jest
                    taka, w tych wszystkich ogromnych jakze trudnach przedeswyskim dbac
                    o siebie i związek. To najważniejsze. Naprawde. Jestem juz matką i
                    wiem dobrze co mówię. Tylko w szczesliwym malzenstwie dziecko moze
                    stanowic dopelnienie rodziny i byc tak samo szczesliwe.
                    Krzyzysy malzenskie związane z tym problemem to czesta rzec wiec
                    najwazniejsze nie zamykac sie w sobie przed małzonkiem.
                    • polpotworek Re: mężczyzna 17.02.09, 23:33
                      Przemku zdaje sobie sprawe jak jest ci trudno. Moze to zabrzmi
                      banalnie ale potrafie zrozumiec Twój punkt postrzegania. Moja rada
                      to taka bys mimo swoich frustracji teraz narazie nie zachecal zony
                      do seksu puki nie znajdziecie porozumienia. Okaż jej czulosc i
                      spróbuj zachecic do rozmowy, spróbuj jakos delikatnie sprowokowac by
                      sie przed toba otworzyla. Takze To powiedz jej o swoich uczuciach, o
                      tym ze jest to dla ciebie róznie wazne i trudne i ze chcialbys o tym
                      porozmawiac, zeby ci zaufala ze tak bedzie lepiej. Ale bez pretensji
                      i spokojnie. Narazie zadnych wejsc o braku seksu i ze nie
                      spisz "przez nią" po nocach bo to pogorszy sytuacje i sprowokuje
                      niepotrzebny wybuch frustarcji. Zdaje sobie sprawe ze moze byc Ci
                      cholernie ciżeko ale powiem Ci tak z serca ze czasem trzeba wziąć i
                      ciagnac takie truden chwile za dwoje. Wierz mi przyjdzie czas ze
                      bedzie odwrotnie lub ze ona zrozumie to jak strasznie bylo Ci ciezko
                      z tym poczuciem ze Ty to ciągnąłes. Bedzie lepiej, napewno.
                      Zobaczysz, podejdz do niej z delikatnoscią i daj jej czas na
                      zrozumienie Ciebie. To przyjdzie z czasem. wink Na seks tez przyjdzie
                      czas, taka juz natura kobiet ze jak coś je dobije to sie tak sypie
                      wszytko i kolo sie zamyka. Zycze ci powodzenia wink
                      • dagmara-k Re: mężczyzna 18.02.09, 09:14
                        ja zrozumialam ze on nie spi po nocach ze smutku i stresu a nie przez zone i
                        brak seksu.
    • amoniaaa Re: ..... 18.02.09, 11:50
      po pierwsze jesteś ideałem faceta pod tym kątem...

      po drugie: każdemu jest ciężko, czy to kobieta, czy facet.. nie dam
      sobie wmówić że niektórzy faceci mają to gdzieś i wszystko jest na
      głowie kobiety.
      Ja mam też szczęście i takiego faceta przy sobie jak ty. jeździ ze
      mną po lekarzach, pamięta o terminach, interesuje się każdym
      programem o in vitro i o badaniach które nas czekają.
      Wspiera mnie ogromnie i jestem mu za to wdzięczna. Często leżąc już
      wieczorem w łóżku rozmawiamy na ten temat, ale nie negatywnie, tylko
      planujemy jak to napada śnieg i będziemy chodzić z dziećmi na sanki,
      albo zrobimy dzieciaczkom urodziny w ogrodzie... Nam to bardzo
      pomaga i nie myślimy o tym że nam lekarz odnośnie in vitro dał
      podobne szanse jak wam!!! Po wizycie trochę mnie zatkało, ale jak
      wróciłam do domu i widziałam minę męża, to postanowiłam sobie że "co
      nas nie zabije to nas wzmocni"!!!! I że nie pokażę po sobie przy
      mężu że mi smutno, źle i mam doła. Wbrew wszystkiemu wierzę że się
      uda (jak nie za pierwszym razem to może za kolejnym). będę to robić
      tyle razy aż się uda. Nie przerażają mnie żadne zastrzyki w brzuch
      itp. Tak bardzo chcę mieć nasze dziecko że zrobię wszystko!!!!

      Piszesz tutaj o sexie, że macie problem...
      Pamiętam jak jakiś czas temu dopadła mnie depresja i doszłam do
      wniosku że po cholerę mi sex, skoro i tak przez to nie mam dzieci...
      Że nie jest mi to do niczego potrzebne uncertain Buntowałam się ale po
      czasie uświadomiłam sobie że to nie tak jak myślę. Że zniszczę
      wszystko złością i moim okropnym nastawieniem, bo mąż widząc że mi
      jest ciężko, cierpi jeszcze bardziej.
      Bardzo go kocham i jak widzę jak się denerwuje czy jest mu smutno,
      to ja cierpię x 10000....
      Kiedy jemu jest źle - ja go pocieszam, pokazuję że wierzę i nikt
      nigdy nie odbierze mi wiary. Kiedy mnie dopada jakiś dół - on mnie
      przytula i mówi jak bardzo mnie kocha, i że nigdy by mnie nie
      zamienił na żadną inną kobietę...
      My kobiety wiemy, jakie to istotne, mieć przy sobie kogoś, kto jest
      z nami na dobre i na złe.

      Powiedz swojej żonie co Cię boli, przytul ją i powiedz jej, że jak
      widzisz że ona cierpi to serce ci pęka.
      Jeśli przestaniecie ze sobą rozmawiać to... to chyba bez sensu sad(((
      Najważniejsze by się wspierać i cieszyć się każdą chwilą w życiu.

      a na koniec dodam, że "tonący brzytwy się łapie"...
      Ja jak mam w ostatnim czasie chwile kryzysu, to mówię sobie
      tak: "nie takie dramaty ludzie przeżywają!!! cieszmy się że jeździmy
      do kliniki leczenia niepłodności a nie na oddział onkologii...
      cieszmy się, że mamy się każdego dnia koło siebie i mamy dla kogo
      żyć". Wiem że może to takie głupie tłumaczenie, ale to mi bardzo
      pomaga.
      w poniedziałek byliśmy na badaniach kariotypów i jak zobaczyłam
      gdzieś obok napis: "radioterapia", to dziękowałam Bogu że właśnie
      tam nie muszę iść!!!!!!

      Wiem że ciężko jest na wszystkim, ale dostrzegajmy też piękne chwile
      w naszym życiu, a nie tylko te bardziej krzykliwe, te złe...
      Mnie cieszy nawet obiad zjedzony z moim mężem, który zawsze potem
      daje mi buziaka i mówi: "dziękuje kochanie, jak zwykle ugotowałaś
      pyszny obiad". To tak niewiele kosztuje a daje tyle radości i
      kopniaka, że nie tylko złe chwile nas spotykają.

      Nie wiem czy pomogłam, ale intencje były szczere....
      Pozdrawiam serdecznie.

      PS. zabierz żonkę do kosmetyczki na masaż twarzy... Ja ostatnio
      poszłam z mężem i relax niesamowity, nawet myśli w głowie po tym
      inne wink
      Trzymajcie się dzielnie, choć wiem jakie to trudne....
      • cierpliwa79 Re: ..... 19.02.09, 07:23
        chciałabym żeby mój M choć w połowie był taki jak Twój,


        Chciałbym żeby mój M zaczął pisać taki wątek..

        a tak nic... zero rozmowy na ten temat - jak ja go o cos zapytam w
        temacie in vitro to odp. "nie myślałem o tym..." "nie
        zastanawiałem..."
        nie wie jak znosze stymulację, nie wie co sobie wsrzykuje, nei
        ogląda, nie czyta nic co ma wspólnego z in vitro

        ciężko mi samej z tym...

        podejmując decyzję o przygotowaniach do ICSI mówiłam żenie dam rady
        sama przez to przejść, twierdził że bedziemy razem...

      • gorzkacava Re: ..... 19.02.09, 09:16
        do amoniaaa: jedna z mądrzejszych wypowiedzi na tym forum.
        Gratuluję dojrzałości. Czytając Twoją wypowiedź o tym, jak sobie radzicie z
        mężem widziałam siebie i mojego męża. Nawet wczoraj mówiliśmy do siebie, że mamy
        tyle śniegu na tarasie w zimie, że jak będzie dziecko to będziemy z nim bałwana
        lepićsmile
        Mąż jest dla mnie największym wsparciem...

        Pozdrawiam serdecznie,
        • amoniaaa Re: ..... do gorzkacava 19.02.09, 10:39
          dzięki za uznanie... a już myślałam że jak to czasami bywa na forum,
          ktoś mnie zjedzie za debilne podejście wink
          pozdrawiam serdecznie.

        • przemek.plywak Re: ..... 19.02.09, 10:48
          Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Wiem, że muszę być silny, trzeba
          zachowywać spokój i dystans do tego, co sie dzieje, a nawet poczucie
          humoru. To prawda.
          A jednak jest ciężko. Wczoraj żona dostała od koleżanki na komórkę
          zdjęcie jej dziecka - i dostała ataku płaczu. Mówi, że nie może
          sobie poradzić, gdy widzi dzieci znajomych. Pomysł z adopcją
          zdecydowanie odrzuca, nie widzi możliwości, żeby mogła emocjonalnie
          zaakceptować cudze dziecko. Do psychologa nie chce iść, bo co on
          może jej powiedzieć... Jestem kompletnie bezradny. Jedyne, co mogę
          robić, to ją przytulać, więc to robię, ale po pierwsze to tylko
          plasterek na ranę, po drugie przytulanie przy abstynencji seksualnej
          jest dla mnie męką.
          Nie wiem, jak żona ocenia moje zachowanie w tej sytuacji, ale przy
          całym rozedrganiu i zamknięciu się w sobie wyraża mi wdzięczność,
          więc może przynajmniej pod tym względem jest ok. Płacę jednak za to
          wysoką cenę, budzę się co noc koło 2-3, w pracy funcjonuję na
          zwolnionych obrotach, a jestem w sytuacji zwrotnej, jeśli chodzi o
          moją karierę. Nie mam z kim o tym pogadać. Kiedyś leczyłem się
          depresji, więc może wrócę do mojego lekarza, ale na to trzeba i
          czasu, i pieniędzy, i (tak tak!) siły.
          Dziekuję Wam. Na razie chyba jednak na tym skończę mój udział w tym
          wątku, bo nic nowego już nie dodam, tylko bedę się nad sobą
          rozklejał.
          Pozdrawiam
          • dagmara-k Re: ..... 19.02.09, 11:27
            eh i rozkleic sie przy kims kto rozumie jest dobrze.

            dzieki ci za ten watek. jak przypuszczalam maz nie bardzo chce sie wlaczyc do
            watku, ale wywiazala sie rozmowa miedzy nami o tym, jak trudno jest obu stronom
            i mialam swoje 10 minut plakania w jego ramionach. a to juz duzo bardzo.

            warto zamiast tylko nam pisac to i zonie powiedziec, ze ciekawi cie co ona mysli
            i czuje.
            • zana1977 Re: ..... 19.02.09, 12:06
              Przemku, to dobrze wyrzucić wszystko co leży człowiekowi na sercu. To nie jest
              rozckliwianie się, a duża odwaga! Życzę Ci z całego serca powodzenia i siły,
              która w tak trudnych chwilach jest bardzo potrzebna.
          • joanna9629 Re: ..... 19.02.09, 17:31
            przemku.pływaku życzę Ci dużo wytrwałości w pokonywaniu kolejnych
            przeszkód,jakie stawia przed nami życie.Tak jak pisałam powyżej podziwiam Cię,
            za to ze w ogóle założyłeś ten wątek, rzadko który mężczyzna w ogóle na to by
            się odważył i rzadko który tu zagląda.Myślę ,że kobieta z którą jesteś musi być
            Ci wdzięczna za to ze tak ja wspierasz w tych trudnych momentach.Życzę
            powodzenia i pozdrawiam.
          • gorzkacava Re: ..... 19.02.09, 21:25
            do przemek.plywak: mysle, ze jestes wspanialym facetem. Twoja zona
            na pewno to widzi i czuje.
            Trzymam za Was kciuki!
      • ikakole Re: ..... 19.02.09, 22:57
        amoniaaa powiem szczerze , ze czytajac to co napisalas na moich
        policzkach pojawily sie lzy.Bo to tak jak bym czytala o sobie , moj
        maz byl dla mnie najlepszym podarunkiem od losu. I choc ma taka
        prace ze czesto sie nie widzimy to wiem na pewno ze mnie kocha!Przy
        Nim czuje sie bezpiecznie i nabieram sily do kolejnej walki!A moze
        to jest tak ze nie mozna w zyciu miec wszystkiego!!!!Pozdrawiam!
        • amoniaaa Re: ..... do ikakole 19.02.09, 23:15
          wiesz, ja uważam że "los" wystawia nas na różne próby i faktem jest
          że w życiu nie można mieć wszystkiego, ale czasami wystarczy sięgnąć
          by coś mieć...
          dlatego nie poddawajmy się i róbmy wszystko by w naszych domach
          pojawiły się bobaski.
          bo przecież na tym forum wszyscy mamy jeden cel i wszyscy wiemy jak
          to boli, kiedy pojawia się w otoczeniu kolejne dziecko albo w
          kolejce w sklepie staje obok nas kobieta z ciążowym brzuszkiem.

          Ludzie, nie poddamy się choćby nie wiem co!!!!! Trzymajmy się razem
          i wspierajmy się.
          Nie wiem czy lada dzień nie będę potrzebować waszego wsparcia, ale
          narazie jakoś sobie radzę.
          Dzisiaj z mężem rozmawiałam co w tym wątku napisałam i powiedział mi
          że bardzo dobrze napisałam, że nie tylko to co w życiu smutne i złe
          nas spotyka, bo jest wiele cudownych chwil, a do tego mamy siebie smile
          Jedna z nas "rasa" big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
          pozdr.
          • dagmara-k Re: ..... do ikakole 19.02.09, 23:47
            ja tez mowie o tym co jest w tym watku i choc wiem ze maz tu nie zajrzy, to nic,
            slucha mnie, kiedy opowiadam, a to dla niego trudne. wolalby, zebym tyle o tym
            nie gadala.
    • jar-ka Re: mężczyzna 19.02.09, 15:43
      jesli znasz jezyki obce poszukaj na forach zagranicznych, moj M tak robil. nie
      pamietam tylko na jakich. bylo to jakis czas temu. pomagalo mu to i nam wspolnie
      tez.
      powodzenia!
      • agazlublina Re: mężczyzna 19.02.09, 21:20
        przemku - myślę że twoja żona potrzebuje porady psychologa , wiem
        nie jest łatwo z tym wszystkim żyć - ale jakoś trzeba , sama mam za
        sobą same porażki , natura ciągle robi mi na złość już 8 lat ,
        rozumiem facetów " ich rola " w tych całych procedurach nie jest
        łatwa
        • biedronka.online Re: mężczyzna 20.02.09, 08:19
          Przemku, super wątek. Dziewczyny aż mam łzy w oczach jak to czytam.
          A ja myślałam, że to ja jestem tą jędzą, która ciagle podejmuje
          temat. Widzę, że tylko niektóre mają w domu prawdziwych facetów...
          Dziś idę na udg zobaczyć czy są pęcherzyki. Mąż o tym wie, pytałam
          czy jeśli słabo rosną czy brać zastrzyki. Zero reakcji. Przed 2IUI
          też brałam dodatkowo zastrzyki i dzwoniłam czy brać. Powiedział, że
          tak a w zeszłym tygodniu usłyszałam, po co brałaś nic na siłę, czyli
          wniosek, że mam nie robić nic... za wcześnie na kryzys, tak krótko
          jesteśmy razem...
          • amoniaaa Re: mężczyzna 20.02.09, 10:44
            ja też czasami spotykam się z dziwnymi opiniami na temat naszego
            działania... nie od męża, ale jest kilka osób które jakby
            się "cieszyły".
            I dlatego postanowiłam sobie że zrobię im na złość i w końcu pokażę
            że i ja będę matką smile
            I choćby nie wiem co to nią będę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

            biedronko, nie daj się zdenerwować ani zdołować. może jemu też jest
            ciężko i potrzebuje przytulenia i pogadania. Nie znam sytuacji, ale
            wiem jak czasami mój mąż się zachowywał. Kiedy miał kiepski nastrój
            swego czasu i nie chciał rozmawiać to zrozumiałam to i wracaliśmy do
            tematu w odpowiednim czasie.

            • dagmara-k Re: mężczyzna 20.02.09, 15:03
              biedronko, kryzys to cos, z czego mozna wyjsc w lepszym porozumieniu niz przed
              kryzysem. tylko trzeba rozmawiac, wyrazac uczucia a nie tylko pytac o decyzje,
              bo nikomu z nas nie jest latwo decydowac chociażby o tym, czy wziac jeden
              menopur wiecej. trzymajcie sie!

              prawdziwy mezczyzna to taki ze skory i kosci, a nie taki co spelnia ajkies
              warunki inteligencji emocjonalnej. to sie cwiczy. i to sie czasem psuje, kiedy
              jest bardzo trudno.
              • tinley Re: mężczyzna 20.02.09, 17:04
                > prawdziwy mezczyzna to taki ze skory i kosci, a nie taki co spelnia ajkies
                > warunki inteligencji emocjonalnej. to sie cwiczy. i to sie czasem psuje, kiedy
                > jest bardzo trudno.

                no tak.... jakby facet napisał "prawdziwa kobieta to taka i owaka" sugerując że
                są kobiety i wyroby kobietopodobne to podniósłby się jazgot ja w kurniku, ale co
                tam ... są prawdziwe chłopy i jakieś wyroby chłopopodobne co to nie są warte
                większej uwagi. Kobietom wolno takie seksistowskie porównania stosować
                bezkarnie. nieprawdaż wink i tak się to wszystko powiela. mondrian miał swiętą
                rację... Pojęcie na temat męskości w tym kraju to niestety zaścianek
                • przemek.plywak Re: mężczyzna 20.02.09, 17:24
                  Chyba jest tak, że mężczyźni mają trudności z mowieniem o emocjach,
                  zwłaszcza jesli te emocje dotyczą spraw trudnych i bardzo intymnych.
                  Mnie strasznie trudno mówić o problemach związanych z poczęciem
                  dziecka. Z kumplami rozmawiamy o różnych sprawach, ale o tym nigdy
                  im nie opowiadałem, tymczasem żona ze swoimi koleżankami rozmawia o
                  tych sprawach. Paradoksalnie, to ze mną mniej chętnie o tym
                  rozmawia.
                  Oczywiście, że mnie jest łatwiej. Dla kobiety macierzyństwo jest
                  ważniejsze niż dla mężczyzny ojcostwo. Nie wiem, na ile to kwestia
                  natury, na ile kultury (nie ma co wchodzić w takie rozważania, bo i
                  tak nie rozstrzygniemy), ważne , że tak jest.Ja się spełniam w
                  pracy, przynoszę do domu niezłe pieniądze, więc mogę czuć się
                  zaspokojonym w moim męskim ego. Ale przecież to nie jest tak do
                  końca. Bo po pierwsze też chcę mieć dziecko. A po drugie - widzę,
                  jak cierpi kobieta, którą nad życie kocham i która jest dla mnie
                  środkiem świata.
                  To tak boli, że nie umiem mówić o tych sprawach. Dlatego łatwiej mi
                  pisać.
                  Toteż nie dziwi mnie, że na mój apel, żeby porozmawiali ze mną inni
                  panowie w analogicznej sytuacji, żaden się nie odezwał. Innym może
                  nie jest łatwo nawet pisać.
                  Żeby jednak zakończyć radośniej, to przyznam, że trudności, z
                  którymi moja zona i ja się zmagamy, bardzo nas na nowo wiążą. Bardzo
                  i coraz bardziej kocham moją żonę smile I ona mnie!
                  • amoniaaa Re: mężczyzna 20.02.09, 18:46
                    no bo jak tu nie kochać takiego partnera dla którego jest się kimś
                    najważniejszym smile)))
                    u nas jest tak samo!!! mimo iż ciężko nam począć dziecko to nigdy w
                    życiu byśmy się nie zamienili na innych partnerów życiowych smile
                    to jest największa próba w życiu i jak ktoś uniesie taki ciężar -
                    jest ogromny i wie co w życiu warte : mieć przy sobie kogoś tak
                    cudownego smile)))

                    i jedna rada dla facetów: zacznijcie o tym mówić!!!!! mój mąż też z
                    kumplami o tym nie rozmawia.... tylko rodzina wie.
                    a moje bliskie znajome wszystkie, bo nie widzę w tym nic złego. Nie
                    opowiadam ze szczegółami ale mówię że mamy problem, bo zaraz inaczej
                    otoczenie do nas podchodzi i nie pyta milionowy raz kiedy będziemy w
                    końcu rodzicami wink
                    przełamcie się.
                  • azzurrina Re: mężczyzna 20.02.09, 21:36
                    na tym forum w ogóle nie ma potwornych, aktywnych tłumów - na wszystkie posty
                    odpowiada raptem kilkanaście osób...
                    a Panowie...jak ktoś pisał na Naszym Bocianie jest ich chyba zdecydowanie więcej.

                    Nie rozumiem poza tym słów lekarza o 15 % szansy. Jeśli jest 1 zdrowy plemnik i
                    jedna zdrowa komórka jajowa to szanse są około 30% przy in vitro. Myślę, że
                    warto abyś zasięgnął języka na naszym Bocianie. Lekarze jednak są różni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka