Gość: Asiulek
IP: *.sloneczny.pl / 81.15.255.*
02.12.03, 12:57
Chciałabym podzielić się z wami dziewczyny swoimi przeżyciami związanymi z
leczeniem niepłodności. Ten koszmar trwa u mnie już cztery lata. Początkowo
każdy miesiąc dawał mi nadzieję ale i zarazem wielkie rozczarowanie.
Denerwowało mnie to, że żaden z lekarzy nie potrafił wyjaśnić przyczyn
takiego stanu rzaczy (badania hormonalne, laparoskopia, USG - OK!). Jedynym
rozwiązaniem wydawało się IN VITRO lecz z przyczyn finansowych nie wchodzi to
w rachubę. Obecnie chodzimy z mężem do lekarza, którym ma stopień doktora i
pracuje w szpitalu również przy zapłaodnieniach in vitro, jednak leczy nas
metodami alternatywnymi tj. akupunktura i leki homeopatyczne. Jednak do
skuteczności takiego leczenia potrzeby jest spokój. Po pierwsze tego spokoju
nie mam w pracy: jestem doradcą klienta w jednym z najwiekszych banków w
Polsce i cały czas jestem obarczana nowymi planami do wykonania ponad swoje
siły i oczywiście poza godzinami normalnej pracy. Po drugie dochodzą do tego
wszystkiego kłaopoty małżeńskie. Początkowo mój mąż dzielnie znosił leczenie,
pocieszał mnie gdy ja ryczałam, miał nadzieję. Od pewnego czasu natomiast
zamknął się w sobie. Miły jest dla mnie tylko wtedy gdy lekarz sugeruje iż w
tym dniu najprawdopodobniej jest owulacja. W pozostałe dni tylko bacznie mnie
obserwuje i gdy występuje krwawienie to zamiast mnie pocieszać szuka tylko
pretekstu aby się na mnie obrazić i twierdzi że wszystko co robię robię nie
tak jak trzeba. Twierdzi że ma zrujnowane życie. Czasami nie mam już na to
wszystko siły. Myślę sobie, że prościej by było zrezygnować ze starania się o
dziecko. Mielibyśmy wtedy pieniądze na przyjemności, zabawę, wakacje. Z
drugiej jednak strony wiem, że mój mąż nie jest w stanie się z tym pogodzić.
Tym bardziej,że sam pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jego bracia którzy się
ożenili później od niego cieszą się już swoimi pociechami. W piątek idziemy
do psychologa (tak poradził nam lekarz) bo w chwili obecnej obydwoje jesteśmy
na skraju wyczerpania nerwowego. Powiem wam dziewczyny, że gdyby nie
pragnienia mojego męża rzuciłabym to wszystko i zajęłabym się swoim
małżeństwem. Uważam że zamiast gonić za nieosiągalnym warto skupić się na
tworzeniu szczęścia pomimo swoich porażek czy niespełnionych pragnień. Myślę
że człowiek się zmienia a razem z nim rónież jego plany.