Witajcie dziewczyny. Wiem ze to forum to walka i mało komu jest tu
do śmiechu ale dla otuchy chciałam napisać że mi się udało.
Przez 4 lata starań nic się nie udawało, po pierwszym roku okazało
się za wyniki M kiepskie, rok leków wyniki sie poprawiły i nic.
Potem przerwa w lekach kontrola dni płodnych i nadal nic... Lekarz
zasugerował że naturalnie to nie ma szans żeby spróbować IUI (małe
szanse) a potem to tylko in vitro. Musieliśmy się z tym oswoić...
Wiosną tego roku miałam HSG a potem w kwietniu pierwszą IUI niestety
nie udaną. Zdecydowaliśmy że M powtórzy kuracje lakami i po
wakacjach znów IUI.
A tu niespodzianka...
Prowadzimy lokal w miejscowości nadmorskiej więc ostatnie 2 miesiące
to tylko ciężka praca, stres, mało snu i oczywiście żadnych testów
owu... na spontaniczny sex też zbyt wielu okazji nie było więc
spóżniający się okres tłumaczyłam zmęczeniem. Jednak przez kilka dni
z rzędu czułam się tak jakbym "już" miala dostać @ a tu nic... więc
zrobiłam leżący w domu test ( przecież z uporem maniaka robiłam je
niemal w każdym cyklu) i pierwszy raz zobaczyłam magiczne 2 krechy.
wczoraj rano zrobiłam 2 kolejne testy różne dla pewnośći i to samo.
dziś zrobiłam HCG beta 2300

4-5 tydzień ciąży. jutro idę do
mojego gina ale się zdziwi...
Oby każda z Was zobaczyła swoje 2 kreski. Nie traćcie nadzieji.
Wiem jak bardzo denerwujące jest "gadanie" że trzeba przestać chcieć
i myśleć ale u mnie to zadziałało

Pozdrawiam gorąco